PLAY PODCASTS
Radio Wnet

Radio Wnet

4,155 episodes — Page 65 of 84

Ep 12641Świat kormoranów i Święto Jordanu – Cała naprzód 14.01.2026 r.

W kolejnej odslonie cyklu Co w trawie piszczy weterynarz Maciej Perzyna wprowadza nas w fascynujący świat kormoranów. Następnie przenosimy się w czasie i przestrzeni, czyli wracamy do Ukrainy w prawosławne Święto Chrztu Pańskiego (Święto Jordanu) Redaktor Konrad Mędrzecki podczas swojej ostatniej wizyty za wschodnią granicą porozmawiał z władyką Warsonofiuszem, który przybliża znaczenie, obrządek i specyfikę tego święta. Na koniec łączymy się z Rycerzem Jana Pawła II Bogumiłem Tomasiewiczem, który na gorąco komentuje słowa prawosławnego duchownego i dzieli się własnymi doświadczeniami z Ukrainy.

Jan 15, 202645 min

Ep 12640Kościół pod lufą kartelu. Ksiądz albo płaci haracz, albo godzi się na sprzedaż narkotyków

Meksyk, kraj katolicki, trafia do czołówki państw prześladujących chrześcijan. Kartel narkotykowy decyduje tam o losie parafii i wiernych. Szczegóły w rozmowie z Łukaszem Wilczyńskim.Meksyk pod presją karteli. Chrześcijanie coraz częściej ofiarami prześladowańMeksyk, postrzegany w Europie jako kraj głęboko katolicki, coraz wyraźniej pojawia się na mapie prześladowań chrześcijan. Jak wynika z najnowszego Światowego Indeksu Prześladowań Chrześcijan przygotowanego przez organizację Open Doors, sytuacja wierzących w tym kraju systematycznie się pogarsza.Jak podkreśla Łukasz Wilczyński z Open Doors Polska, źródłem prześladowań nie jest tam państwo, lecz brutalna dominacja karteli narkotykowych, które w wielu regionach przejęły realną władzę.W Meksyku są dwa główne źródła prześladowań i nie dotyczy to całego kraju, lecz przede wszystkim południowych stanów, położonych wysoko w górach, gdzie władza federalna praktycznie nie dociera.– mówi Łukasz Wilczyński.Kościół między wiarą a mafiąW regionach kontrolowanych przez kartele duchowni oraz wspólnoty chrześcijańskie stają przed dramatycznymi wyborami. Kartel pozwala funkcjonować parafii tylko pod warunkiem podporządkowania się jego zasadom.Przychodzi człowiek mafii i mówi: możecie mieć parafię i nabożeństwa, ale z tyłu kościoła postawimy stolik do sprzedaży narkotyków. Jeśli ksiądz się zgodzi – staje się księdzem mafii. Jeśli nie – zostanie wyrzucony albo zabity.– relacjonuje Wilczyński.Presja dotyka również zwykłych wiernych, którzy żyją w ciągłym strachu przed represjami.Spotkaliśmy chrześcijan, którzy zamiast godzinnego lotu wybrali szesnaście godzin jazdy samochodem i po drodze zmieniali auto, bo bali się, że mafia ich namierzy.– dodaje.

Jan 15, 202621 min

Ep 12639DSA, wolność słowa i chaos regulacyjny. Ekspertka ostrzega przed złym wdrożeniem unijnego prawa

W założeniu, Digital Services Act ma uporządkować Internet i wzmocnić ochronę użytkowników, ale sposób jego wdrożenia w Polsce budzi poważne wątpliwości.Zdaniem prof. Katarzyny Chałubińskiej-Jentkiewicz, prawniczki z Akademii Leona Koźmińskiego, spór wokół DSA to element szerszego konfliktu między państwami a globalnymi platformami.Jesteśmy w pewnym sensie w wojnie z technokracją – wielkimi korporacjami, które dziś realnie decydują o naszym funkcjonowaniu w sieciProblemem jest zderzenie amerykańskiego podejścia do wolności słowa z europejskim, opartym na możliwości jej ustawowego ograniczania w imię bezpieczeństwa czy praw innych osób.Kto ma kontrolować moderację treści?Kluczowa kontrowersja dotyczy tego, kto w Polsce miałby nadzorować decyzje o usuwaniu lub blokowaniu treści. Projekt zakłada istotną rolę prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. To jest wątpliwość kluczowa - ocenia ekspertka. Organ odpowiedzialny za ingerencję w treści programowe powinien być niezależny od władzy wykonawczej.Jej zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby wzmocnienie roli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jako organu kolegialnego. Dualizm regulacyjny może prowadzić do chaosu i niepewności prawa – dodaje.

Jan 15, 202624 min

Ep 12638Polska – mimo wzrostu PKB – zmierza ku kryzysowi finansów publicznych

– To droga na ścianę – mówi w Radiu Wnet prof. Elżbieta Chojna-Duch o sprawie zadłużenia Europy i rosnącego deficytu budżetowego w Polsce. Dodaje, że wzrost PKB nie wystarczy.Europa znajduje się w stanie permanentnego zadłużenia, a Polska – mimo solidnego wzrostu gospodarczego – coraz szybciej zbliża się do niebezpiecznego progu kryzysu finansów publicznych – ocenia Elżbieta Chojna-Duch, profesor prawa finansowego.Jej zdaniem szczególnie trudna sytuacja dotyczy strefy euro oraz Wielkiej Brytanii, ale Polska zaczyna podążać tą samą ścieżką poprzez wysoki, utrwalony deficyt budżetowy.Europa jako taka – zwłaszcza strefa euro, ale także Wielka Brytania – znajduje się w stanie permanentnego długu. Polska powoli dołącza do tej grupy poprzez rosnący deficyt budżetowy.– mówi prof. Chojna-Duch.Wzrost PKB nie chroni przed kryzysemJak podkreśla ekonomistka, paradoks polskiej gospodarki polega na tym, że wysoki wzrost PKB nie przekłada się na stabilność finansów publicznych.W trzecim kwartale mieliśmy wzrost PKB na poziomie 3,8 procent, co jest wynikiem bardzo dobrym. A jednocześnie mamy ogromny deficyt budżetowy, który prowadzi do szybkiego narastania długu.– zaznacza.Zwraca uwagę, że wzrost inwestycji – sięgający ponad 7 proc. – jest w dużej mierze zasługą sektora prywatnego.To przedsiębiorstwa prywatne, mimo niesprzyjających regulacji i biurokracji, generują przychody i płacą podatki. Tymczasem deficyt budżetowy rośnie do poziomu około 7 procent PKB, choć nie powinien przekraczać 3 procent.– mówi profesor.„Debt emergency” w EuropieZdaniem Chojnej-Duch Europa znalazła się już w stanie tzw. „debt emergency”, czyli sytuacji kryzysowego zadłużenia.Kraje takie jak Francja czy Wielka Brytania przekroczyły poziom 100 procent długu w relacji do PKB. Naszym osiągnięciem było niskie zadłużenie, a dziś szybko zbliżamy się do tego samego poziomu.– ocenia.Jej zdaniem istnieje realne ryzyko naruszenia konstytucyjnych limitów zadłużenia w Polsce już w 2026 roku.Projekt budżetu stwarza zagrożenie nie tylko dla stabilności finansów publicznych, ale także dla inflacji i całej gospodarki.– podkreśla.Uwspólnotowienie długu i „doktryna odsetek”Profesor Chojna-Duch krytycznie odnosi się do kierunku polityki fiskalnej Unii Europejskiej, zwłaszcza do idei uwspólnotowienia długu.To dążenie do wejścia w europejski mechanizm zadłużenia realizowany przez Komisję Europejską. Obowiązuje doktryna, zgodnie z którą spłaca się wyłącznie odsetki, a nie kapitał.– mówi.Przypomina, że dług zaciągnięty w ramach programu Next Generation EU przekracza 800 mld euro i będzie spłacany do 2058 roku.To obciążenie kolejnych rządów i pokoleń, a jednocześnie dług, który nie doprowadził do realnego odbudowania europejskiej gospodarki.– zaznacza.Reforma samorządowa i rosnący deficytJednym z głównych źródeł problemów budżetowych w Polsce – zdaniem profesor – jest tzw. reforma samorządowa.Przesunięto około 100 miliardów złotych rocznie dochodów z budżetu państwa na szczebel samorządowy bez przekazania równoległych zadań. To nie jest zgodne z konstytucją.– ocenia.Jak dodaje, środki trafiły głównie do dużych miast, co dodatkowo pogłębia nierównowagę finansową.Ta reforma będzie pogłębiała deficyt i dług publiczny. Powinniśmy się z niej wycofać.– mówi Chojna-Duch.Energia, transformacja i „droga na ścianę”Profesor ostrzega również przed skutkami kosztownej transformacji energetycznej i systemów takich jak ETS.Transformacja energetyczna generuje koszty liczone w bilionach euro. Państwa są po prostu niewydolne finansowo.– podkreśla.Jej zdaniem rok 2026 może być momentem przełomowym.Jeżeli ta polityka będzie kontynuowana, to jest to droga na ścianę. Ostatni moment, by ją zatrzymać.– ocenia.Mercosur i zagrożenie dla rolnictwaChojna-Duch krytycznie odnosi się także do umowy Mercosur, którą postrzega jako zagrożenie dla europejskiego, a zwłaszcza polskiego rolnictwa.Mercosur oznacza ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego. Polska jest krajem rolniczym, a nasze bezpieczeństwo zależy od rodzimych producentów.– mówi.Zwraca uwagę, że do Europy trafiają produkty niespełniające unijnych norm, a umowa została sztucznie podzielona na część polityczną i handlową.To wprowadza opinię publiczną w błąd.– dodaje.„Europa traci swoją moc”Na zakończenie profesor Chojna-Duch kreśli pesymistyczną diagnozę przyszłości Unii Europejskiej.Europa traci swoją siłę gospodarczą. Żyjemy w iluzji, a uwspólnotowiony dług europejski nie będzie nam sprzyjał.– podsumowuje.Jej zdaniem konieczna jest gruntowna rewizja unijnej polityki gospodarczej.Nie można iść na ścianę. Ta polityka musi zostać zmieniona.– zaznacza.

Jan 15, 202624 min

Ep 12637Strefa czystego transportu przed sądem. Radny Bartłomiej Krzych: „To wyrok antyobywatelski”

W Radiu Wnet Bartłomiej Krzych, radny miejski z Wieliczki i jeden ze skarżących uchwałę o Strefie Czystego Transportu w Krakowie, relacjonował przebieg głośnej rozprawy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym. Jak podkreślał, sprawa przyciągnęła ogromne zainteresowanie mediów i opinii publicznej.„Temat przyciągnął wielu obserwatorów. W zasadzie sala była wypełniona mediami. My mieliśmy w ogóle jako strona skarżąca problem z uzyskaniem kontaktu wzrokowego ze składem sędziowskim, bo praktycznie sala była obgadana operatorami kamer.”Rozpatrywane były cztery skargi: wojewody małopolskiego oraz trzy obywatelskie – gminy Skawina, samego Krzycha i posła Andrzeja Adamczyka. Sąd jednak zdecydował się rozpoznać jedynie skargę wojewody, co wywołało u rozmówcy poczucie głębokiego rozczarowania.„W mojej ocenie ten wyrok jest antyobywatelski z dwóch powodów. Po pierwsze sąd odrzucił wszystkie skargi obywatelskie, czyli rozpatrywał tylko skargę wojewody, i to w bardzo wąskim zakresie.”Radny zwracał uwagę na fakt, że orzeczenie zapadło stosunkiem głosów 2 do 1 i że jeden z sędziów zgłosił zdanie odrębne, które nie zostało odczytane na sali.„Ten wyrok zapadł stosunkiem 2 do 1. Jeden pan sędzia miał zdanie odrębne, którego nie wygłoszono. To był ten sam sędzia, który dwa lata temu orzekał przy unieważnieniu pierwszej uchwały o strefie.”Pewne fragmenty uchwały jednak uchylono. Sąd zakwestionował m.in. definicję mieszkańca Krakowa oraz ograniczenie zwolnień z zakazu wjazdu tylko do publicznych placówek medycznych.„Sąd usunął z definicji mieszkańca obowiązek zameldowania. A jeśli chodzi o placówki zdrowia, uznał, że nie można ograniczać tego tylko do publicznych – zwolnienie musi dotyczyć również prywatnych.”Radny wskazywał jednak, że w jego ocenie problem z definicją mieszkańca jest znacznie głębszy.„Według uchwały mieszkańcem Krakowa może być ktoś, kto odprowadza podatek rolny do miasta. Ale taki podatek może płacić mieszkaniec Wieliczki czy Warszawy, jeśli ma działkę w Krakowie. To absurd.”W dalszej części rozmowy Bartłomiej Krzych zapowiedział, że sprawa na tym etapie się nie kończy. Skarga kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego jest bardzo prawdopodobna, a kolejne obywatelskie skargi już wpływają.„Ja będę wspierał osoby, które będą jeszcze wnosić skargi. Już wpłynęła jedna, która nie była rozpatrywana, bo przyszła za późno. Prawdopodobnie będzie ich więcej.”Radny przywołał też argumenty posła Andrzeja Adamczyka i dane o jakości powietrza, wskazujące – jego zdaniem – że poprawa w Krakowie nastąpiła dzięki infrastrukturze, a nie strefie.„Od kiedy została otwarta Północna Obwodnica Krakowa, w 2025 roku stężenia tlenków azotu w centrum były już w normie na wszystkich stacjach.”Na koniec rozmowy Radny Wieliczki opisał nastroje panujące wśród mieszkańców po pierwszych 15 dniach funkcjonowania SCT.„Ludzie nadal nie rozumieją, jakie są wymogi. Infolinia jest tak oblężona, że w kolejce jest czasem kilkaset osób. Nawet urzędnicy nie są pewni swoich odpowiedzi.”Szczególnie krytycznie oceniał absurdalne procedury dotyczące wjazdu do placówek medycznych.„Osoba starsza, która nie obsługuje Internetu, żeby zgłosić wizytę, musi jechać do urzędu w centrum Krakowa, który też jest w strefie. Czyli żeby skorzystać ze zwolnienia, musi najpierw wjechać do strefy.”Rozmówca podkreślał, że wiele zależy teraz od pisemnego uzasadnienia wyroku i od zdania odrębnego sędziego.„Podkreślam to zdanie odrębne, bo to daje nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone.”

Jan 15, 20269 min

Ep 12636Łatuszka po spotkaniu z prezydentem RP: Polska nigdy nie zostawi wolnej Białorusi

Paweł Łatuszka ocenia spotkanie z prezydentem RP jako wyraźny sygnał ponadpartyjnego wsparcia dla dążeń Białorusinów do wolności i suwerenności.Spotkanie przedstawicieli białoruskich sił demokratycznych z prezydentem RP było – zdaniem Pawła Łatuszki – wyraźnym sygnałem politycznego i ponadpartyjnego wsparcia dla dążeń Białorusinów do wolności i suwerenności.Jak relacjonuje zastępca szefa Zjednoczonego Gabinetu Tymczasowego Rządu Białorusi, podczas rozmowy padły słowa, które miały dla strony białoruskiej szczególne znaczenie.Jesteście na swojej długiej drodze do niepodległości i suwerenności. Na tej drodze Polska was nigdy nie zostawi.– powiedział prezydent RP.Zdaniem Pawła Łatuszki był to gest o ogromnym znaczeniu symbolicznym i politycznym.

Jan 15, 202612 min

Ep 12635„Droga do III wojny światowej” – Felsztinski o planach Trumpa i Putina

Zdaniem Jurija Felsztinskiego Trump i Putin próbują zmusić Ukrainę do kapitulacji, co w jego ocenie otworzyłoby drogę do rosyjskiej agresji na Europę.Jurij Felsztinski – rosyjsko-amerykański historyk, politolog i publicysta, specjalizujący się w historii ZSRR, rosyjskich służbach specjalnych oraz współczesnej polityce Rosji. Autor wielu książek poświęconych Kremlowi i Władimirowi Putinowi, od lat krytyczny wobec rosyjskiego imperializmu. Wywiad z nim przeprowadził dziennikarz Radia Wnet, Mikołaj Murkociński.

Jan 15, 202621 min

Ep 12634„10 tys. dolarów za głos”. Nagrania pogrążą Julię Tymoszenko?

Nagrania NABU i SAP obciążają Julię Tymoszenko. Zdaniem Dmytra Antoniuka wizerunek byłej premier jest dziś politycznie nie do odbudowania.Ujawnione nagrania, wykonane przez ukraińskie instytucje antykorupcyjne NABU i SAP, obciążają byłą premier Ukrainy Julię Tymoszenko – relacjonuje korespondent Radia Wnet w Kijowie, Dmytro Antoniuk.Nagrania zostały wykonane jeszcze przed Nowym Rokiem, ale ujawniono je dopiero teraz. Jak mówi Antoniuk, wyraźnie słychać na nich głos byłej premier.Na tych nagraniach wyraźnie słychać głos Julii Tymoszenko, która mówi, że za głosowanie za konkretną uchwałą w parlamencie ukraińskim trzeba zapłacić 10 tysięcy dolarów.– relacjonuje Dmytro Antoniuk.

Jan 15, 20267 min

Ep 12633240 tys. stron akt i spór o ławników. Obrona podważa proces ks. Olszewskiego

– To proces do unieważnienia – mówi w Radiu Wnet mec. Krzysztof Wąsowski. Obrońca ks. Michała Olszewskiego podważa legalność składu sądu i sposób prowadzenia sprawy.Proces ks. Michała Olszewskiego, który ma rozpocząć się 21 stycznia, może w ogóle nie ruszyć albo zostać w całości unieważniony – twierdzi jego obrońca, Krzysztof Wąsowski. Powodem mają być poważne wątpliwości dotyczące składu sądu, w szczególności udziału ławników.Jak podkreśla mecenas, dwóch ławników wylosowanych do sprawy ponad rok temu poinformowało sąd, że nie może uczestniczyć w rozprawach z powodu innych obowiązków. W odpowiedzi sąd miał rozpocząć poszukiwania tzw. ławników rezerwowych.Problem polega na tym, że oni nie są wylosowani do tej sprawy i tak naprawdę nie ma kto ich wyznaczyć– mówi Wąsowski.Według obrony pojawiają się sygnały, że przewodnicząca składu orzekającego, sędzia Justyna Kostka-Janusz, zamierza samodzielnie wyznaczyć nowych ławników. Zdaniem mecenasa nie ma do tego podstaw prawnych.„240 tysięcy stron akt w dwa tygodnie”Dodatkowym problemem – jak wskazuje obrona – jest skrajna dysproporcja czasu na przygotowanie się do procesu. Nowi ławnicy mieliby zaledwie dwa tygodnie na zapoznanie się z aktami liczącymi około 240 tysięcy stron.Poprzedni ławnicy mieli na przygotowanie rok. Nowi mieliby dwa tygodnie. To całkowicie pozbawia ich realnej możliwości aktywnego udziału w procesie– podkreśla Wąsowski.Adwokat przypomina, że ławnicy są pełnoprawnymi członkami składu orzekającego i mogą przegłosować sędziego zawodowego. – „To nie mogą być statyści czy, jak mówiono, paprotki” – zaznacza.„Proces do unieważnienia”Zdaniem mecenasa, jeżeli rozprawa ruszy w takim składzie, sąd będzie „nienależycie obsadzony”, co stanowi bezwzględną przesłankę nieważności postępowania.To będzie tylko kwestia czasu, która instancja i kiedy ten proces unieważni– mówi.Wąsowski zwraca również uwagę na ogrom materiału dowodowego przekazanego przez prokuraturę.Z naszego pobieżnego oglądu wynika, że około 90 procent akt jest całkowicie nieprzydatnych i tylko zaciemnia obraz sprawy– ocenia.Jak dodaje, w aktach brakuje części nagrań, które wcześniej były prezentowane w mediach.Wątpliwości wokół świadkówObrońca odniósł się także do kwestii tzw. świadków koronnych.Nie ma żadnego świadka koronnego. Jest co najwyżej kandydat – pan Mraz – oraz drugi świadek, którzy w ogóle nie są oskarżonymi– wyjaśnia.Według Wąsowskiego obrona została pozbawiona udziału w kluczowych przesłuchaniach na etapie postępowania przygotowawczego.To jest pogwałcenie prawa do obrony w maksymalnym zakresie– ocenia.„Efekt medialno-polityczny”Mecenas nie kryje sceptycyzmu wobec intencji prowadzenia procesu w obecnym kształcie.To wygląda na efekt pijarowo-medialno-polityczny. To nie ma nic wspólnego z prawem– mówi. Jak dodaje, nie wierzy już w sprawność wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie, ale – jak podkreśla – „wierzy w prawo”.„Sąd sam ułatwia nam zadanie”Zapytany o swoje nastawienie przed rozprawą, Wąsowski odpowiada bez wahania:Ja się cieszę. Nie mogę się doczekać. To moi klienci się denerwują – co jest całkowicie zrozumiałeJak podsumowuje, „sąd robi wszystko, żeby ułatwić obronie zadanie”.W kluczowym procesie obecnej władzy wszystko wygląda tak, jakby ktoś chciał ten proces zniszczyć od samego początku– dodaje.

Jan 15, 202612 min

Ep 12632PiS uderza w Brauna: Emocje zamiast programu

Likwidacja płacy minimalnej, NATO, Mercosur i przyszłość prawicy – wicerzecznik PiS Mateusz Kurzejewski ostro punktuje konkurencję i zapowiada walkę o samodzielną większość. Polska 2050 i „antyreklama” głosowania onlineW „Popołudniu Wnet” Mateusz Kurzejewski — wicerzecznik Prawa i Sprawiedliwości — komentował kryzys w Polsce 2050 po nieudanym głosowaniu internetowym. Jego zdaniem partia, która promowała e-głosowanie w wyborach powszechnych, sama dostarczyła argumentów przeciwnikom tego rozwiązania.Partia Polska 2050, która była największym orędownikiem przeprowadzania głosowania w wyborach powszechnych za pośrednictwem internetu, dokonała chyba najlepszej antyreklamy tego rozwiązania, nie będąc w stanie przeprowadzić tego głosowania na liczbie około 700 delegatów– zaznacza Mateusz Kurzejewski.Kurzejewski ironizował, że w przeszłości podobną skalę ankiet dało się zorganizować prostymi narzędziami, a mimo to projekt ugrupowania Hołowni się rozsypał. W jego ocenie to symptom szerszego problemu i zapowiedź schyłku formacji.zastanawia taka zacięta walka o stanowisko tak naprawdę nie przewodniczącego, tylko syndyka masy upadłościowej– ocenia Kurzejewski.„Zjednoczony front patriotów” i spór o bezpieczeństwoProwadzący pytał o hasło Jarosława Kaczyńskiego: „Zjednoczony Front Patriotów”. Kurzejewski tłumaczył, że chodzi o wezwanie do wyborców i mobilizację przeciw działaniom obecnej koalicji. Jako przykład podał sprawę Poniatowej i rezygnację MON z budowy jednostki, która miała wzmacniać wschodnią flankę.Tam się dzieją bardzo złe rzeczy, na przykład zwijanie Wojska Polskiego. […] Ministerstwo obrony narodowej rezygnuje z budowy tej jednostki właśnie w tej lokalizacji, która przecież chroniłaby wschodnią flankę nie tylko Polski, bo całego sojuszu północnoatlantyckiego– dodaje.W jego narracji ten temat ma być jednym z elementów szerszej krytyki rządu Donalda Tuska — obok rolnictwa, gospodarki i służby zdrowia.Braun, emocje i „skrajny liberalizm”W rozmowie wrócił też temat Grzegorza Brauna. Kurzejewski przekonywał, że wzrost popularności lidera Korony ma dziś źródło w emocjach i kontrowersjach, a kiedy pojawiają się rozmowy o konkretach, ujawniają się postulaty, które PiS określa jako ryzykowne społecznie i państwowo.W tej chwili to, co buduje Grzegorz Braun, to buduje na emocjach– mówi.Kurzejewski odniósł się do głośnego postulatu likwidacji płacy minimalnej, omawianego w poprzedniej audycji. W jego ocenie to przykład skrajnego liberalizmu gospodarczego, który uderzałby w najsłabszych pracowników.To jest postulat skrajnie liberalny– ocenia.Jeszcze ostrzej mówił o bezpieczeństwie, gdy rozmowa zeszła na wątek NATO. Tu polityk PiS postawił granicę: w jego ocenie takie pomysły nie mają nic wspólnego z „wolnościowością”.Wyjście Polski z sojuszu północnoatlantyckiego to podejście skrajnie nieodpowiedzialne– zaznacza Kurzejewski.Mercosur i rolnictwo: „Nie było Tuska, nie było umowy”Kurzejewski położył mocny akcent na sprawy rolnicze — zapowiadając konwencję PiS poświęconą wsi. W tym kontekście uderzał w rząd za dopuszczenie do finalizacji umowy z Mercosurem, przypominając, że PiS w przeszłości miał ją blokować.Ta umowa już była bardzo bliska podpisania w 2019 roku i wtedy rząd Prawa i Sprawiedliwości z sukcesem zbudował mniejszość blokującą. […] Nie było Tuska, nie było umowy z Mercosurem, nie było Tuska, nie było paktu migracyjnego– podkreślaWicerzecznik PiS przekonywał, że skutki umowy uderzą w eksport i w podstawowe sektory produkcji żywności, a rząd — jego zdaniem — prowadzi politykę „dwóch wersji”: jednej na użytek krajowy, drugiej w Brukseli.PiS: program ma powstać „w terenie”, koalicje dopiero po wyborachWątek wyborów 2027 wracał kilka razy. Kurzejewski mówił o objazdach kraju i pracy programowej aż do poziomu gmin. Pytany o ewentualne koalicje, odpowiadał, że partia celuje w samodzielną większość i na tym etapie nie chce rozpisywać scenariuszy.Walczymy o samodzielną większość. Wszelkie rozmowy o jakichkolwiek koalicjach będziemy prowadzić ewentualnie po tym, kiedy wynik tych wyborów będzie inny– zastrzega

Jan 14, 202624 min

Ep 12631Korona Brauna odkrywa swój neoliberalizm? Woś: to program przeciw większości

Rozmowa w Radiu Wnet o „liberalnym” programie Korony Brauna. Rafał Woś tłumaczy, kto straci na likwidacji płacy minimalnej i dlaczego ten pomysł uderza w większość.Gospodarka wchodzi do gry BraunaRozmowa Łukasza Jankowskiego z Rafałem Wosiem w „Popołudniu Wnet” dotyczyła zapowiadanego programu gospodarczego środowiska Grzegorza Brauna oraz konsekwencji jednego z ujawnionych postulatów — likwidacji płacy minimalnej.Punktem wyjścia była wcześniejsza wypowiedź Romana Fritza, wiceprezesa Konfederacji Korony Polskiej, który na antenie Radia Wnet zapowiedział, że likwidacja płacy minimalnej ma znaleźć się w programie ugrupowania. Jak relacjonował Jankowski, propozycja ta wpisuje się w szerszą, określaną jako „wolnościowa”, wizję polityki gospodarczej, nawiązującą do liberalnych nurtów z lat 90. oraz do postulatów środowisk skupionych wokół Janusza Korwin-Mikkego.Ten wątek stał się punktem zwrotnym rozmowy i skłonił Rafała Wosia do jednoznacznej reakcji.Dzięki temu, że pociągnąłeś za język posła Fritza, dowiedzieliśmy się o postulacie likwidacji płacy minimalnej i po usłyszeniu tego włos się jeży na plecach– mówi Rafał Woś.

Jan 14, 202626 min

Ep 12630Serwis międzynarodowy 14.01.2026 r.: irański reżim ściga protestujących, echa wizyty prezydenta Nawrockiego w W.Brytanii

Władze w Teheranie wprowadziły blokadę wszelkich połączeń internetowych oraz początkowo także telefonicznych. Odbywają się również pierwsze egzekucje uczestników antyreżimowych protestów.Prezydent RP Karol Nawrocki odwiedził Wielką Brytanię. W Londynie spotkał się z przedstawicielami Polonii, a także z premierem Keirem Starmerem. Relację z wizyty przygotował współgospodarz Studia Londyn Alex Sławiński.Zoom na AfrykęPogarsza się stan zdrowia króla Maroka Mohammeda VI. W związku z możliwą zmianą na szczycie władzy w tym kraju przyglądamy się jego sytuacji społecznej i ekonomicznej, oraz relacjom z Europą i państwami arabskimi. Gościem Radia Wnet jest ekspert Instytutu Nowej Europy Maciej Pawłowski.

Jan 14, 202622 min

Ep 12629Prezydent skieruje budżet do TK? "Nie wydaje się, by zaplanowane dochody podatkowe były realne"

W trzech przygotowanych przez ministra Domańskiego budżetach rząd "wypracował" 800 mld deficytu; poprzedniemu rządowi zajęło by to 30 lat - wskazuje b. wiceprezes Orlenu.

Jan 14, 202619 min

Ep 12628Studio Białoruskie 14.01.2026 r.: spotkanie Swietłany Cichanouskiej z prezydentem Karolem Nawrockim

W audycji również o wpływie, jaki napięcia wewnętrzne w Iranie i Wenezueli mogą mieć na sytuację na Białorusi.

Jan 14, 202626 min

Ep 12627Piotr Bernatowicz w audycji Barbarzyńcy i poeci - 11.01.2026 r.

W niedzielnej audycji „Barbarzyńcy i poeci” Magdalena Piejko rozmawiała z Piotrem Bernatowiczem – historykiem sztuki, krytykiem i kuratorem.

Jan 14, 202645 min

Ep 12626Ile jest wart podpis Andrzeja Dudy? - Prawo cytatu: audycja Jana Majchrowskiego - 13.01.2026 r.

Jan 14, 202630 min

Ep 12625Opowieść o Kirgistanie - Znów wędrujemy - 12.01.2026 r.

Kirgistan to kraj zachwycających widoków - wysokie góry o różnej teksturze, turkusowe jeziora, kaniony. To również kraj pysznego, naturalnego jedzenia.

Jan 14, 20261h 1m

Ep 12624Franco de Peña: Obecnie USA są wobec Delcy Rodríguez kimś w rodzaju "szefa mafii"

Wenezuelski reżyser Franco de Peña przypomina, że pozostawiona przez USA u władzy ekipa to polityczna mafia. Wskazuje, że Stany stosując wobec niej szantaż, stają się kimś w rodzaju "bossa".

Jan 14, 202624 min

Ep 12623Dariusz Wiśniewski – Studio Wilno – 08.01.2026 r.

Wilno dziś: polskość, która żyje i nie jest tylko historią. O młodych, szkołach i mediach oraz dyplomacji bez protokołu tej, która słucha, zanim nazwie.

Jan 14, 202626 min

Ep 12622„To nie był incydent, to trwa od miesięcy”. Matka ucznia o sporze wokół krzyża w szkole w Kielnie

Incydent z 15 grudnia w szkole podstawowej w Kielnie na Pomorzu – zdjęcie i wyrzucenie krzyża z sali lekcyjnej – wywołał protest rodziców, interwencję poselską i ogólnopolską debatę.W rozmowie na antenie Radia Wnet głos zabrała Agata Kamola, jedna z matek zaangażowanych w obronę uczniów i ich prawa do manifestowania przekonań religijnych. Jak relacjonowała, część rodziców została poinformowana, że uczniowie klasy siódmej są wzywani na przesłuchania na policję.Rodzice siódmej B dzień wcześniej dostali informację, że dzieci będą dziś przesłuchiwane. To nie było łatwe, żeby się tam dostać, a przecież przesłuchanie nieletnich powinno odbywać się w obecności rodziców– mówiła.Jej zdaniem funkcjonariusze mieli zniechęcać rodziców do udziału w czynnościach.Rodzice pytali, czy mogą uczestniczyć w przesłuchaniu. Odpowiadano im: nie musi pani, bo przecież pani pracuje. A to jest nasze prawo– dodała. Ostatecznie – jak mówiła – tylko część rodziców została dopuszczona do udziału w czynnościach.Kamola stanowczo sprzeciwiła się narracji, według której cała sprawa dotyczy jedynie „plastikowego krzyża”.To się dzieje już od tamtego roku szkolnego. Krzyże wisiały, znikały, dzieci je wieszały z powrotem. Ten plastikowy krzyż to było ostatnie wołanie tych dzieci– powiedziała.Jak relacjonowała, uczniowie wielokrotnie sami podejmowali inicjatywę zawieszenia krzyża w sali.Najpierw był normalny, drewniany krzyż z wizerunkiem Pana Jezusa. Znikał. Dzieci poszły do woźnej, wzięły krzyż z innej sali. I on też zniknął– opisała.Jej zdaniem uczniowie sięgnęli po krzyż, który mieli pod ręką, bo inne możliwości zostały wyczerpane.„To nie była prowokacja. To była obrona krzyża i wołanie o jego obecność”.Reakcja dyrekcji i poczucie marginalizacjiMatka ucznia zarzuciła dyrekcji szkoły, że problem jest bagatelizowany.Pani dyrektor twierdzi, że to był pierwszy incydent. To nieprawda. Zgłaszaliśmy, że krzyże giną, że jest walka z krzyżami w tej szkole– wskazuje.Rodzice – jak mówiła – czuli się marginalizowani także podczas posiedzeń Rady Rodziców.Zostaliśmy zaproszeni, ale potem wyproszeni z sali. Usłyszeliśmy: już jesteście, to powiedzcie coś i wyjdźcie– dodaje.Najmocniej w rozmowie wybrzmiał wątek kondycji psychicznej uczniów.Dzieci są przerażone. Próbuje się je przedstawić jako chuliganów, co nie miało miejsca. Jest im bardzo ciężko, bo autorytet nauczyciela i dyrekcji w ich oczach runął– opowiada.Kamola podkreślała, że uczniowie nie zgadzają się z narracją, w której przypisuje się im złe intencje. Jak mówi, „one broniły krzyża. Nieważne, czy był plastikowy, czy drewniany – dla nich to był krzyż”.Rodzice – jak zaznaczyła – nie zamierzają odpuścić.Dzieci się nie poddają, my się nie poddajemy. To bardzo ważna sprawa– mówi. Duże znaczenie miały dla nich także protesty i wsparcie lokalnej społeczności. Jak zaznacza, „jest dużo ludzi za nami, modlą się, wspierają. To piękne, że Polska się jednoczy w słusznej sprawie”.Na koniec rozmowy Kamola odniosła się do medialnych prób umniejszania znaczenia zdarzenia.„Krzyż to krzyż. Próbuje się umniejszyć jego wartość, ale dla nas i dla dzieci to symbol. Nie chcemy nikomu narzucać wiary – chcemy tylko, żeby nikt nam nie przeszkadzał wierzyć”./fa

Jan 14, 202612 min

Ep 12621Zaginiony Mehoffer wraca po 80 latach. Sensacyjne odnalezienie tryptyku „Powstanie Warszawskie”

W Domu Józefa Mehoffera przy ul. Krupniczej 26 w Krakowie można dziś zobaczyć dzieło, o którym przez dziesięciolecia istniała jedynie wzmianka w rękopisach. Chodzi o monumentalny tryptyk „Powstanie Warszawskie”, namalowany przez jednego z najwybitniejszych artystów Młodej Polski w ostatnich miesiącach II wojny światowej.O sensacyjnym powrocie obrazu na antenie Radia Wnet opowiadała Beata Studziżba-Kubalska, kustosz Muzeum Narodowego w Krakowie i opiekunka Domu Mehoffera.„Serdecznie zapraszam do domu Józefa Mehoffera, by zobaczyć ten obraz. Tryptyk Józefa Mehoffera Powstanie Warszawskie” – mówiła na początku rozmowy.Jak podkreśliła, dzieło zostało udostępnione w depozycie przez Beskidzkie Muzeum Rozproszone Diecezji Bielsko-Żywieckiej, które przez lata przechowywało je w swoich zbiorach.„Korzystając z okazji wyrażam jeszcze raz swoją ogromną wdzięczność wobec tej instytucji, która sprawiła, że dzieło Mehoffera, znane jedynie w zasadzie z przekazów źródłowych, jest już pokazywane szerszemu kręgowi odbiorców”.Przez lata jedynym śladem istnienia obrazu był krótki fragment wspomnień Jadwigi Mehofferowej, żony artysty. W rękopisie biografii męża opisała ona tryptyk powstały w czasie wojny w krakowskim domu przy Krupniczej.Kustosz MNK przytoczyła ten niezwykły opis:„Jego środek, w przeciwieństwie do bardzo kolorowych boków, w utrzymanych odcieniach stali: na pierwszym planie tank niemiecki atakuje powstańców, którzy nie próbują się bronić, bo na wierzchu tanku leży przytwierdzona do niego dziewczyna, niechybnie wystawiona na pocisk. W głębi dalszego planu, w rozżarzeniu powietrza, widać na Placu Zamkowym walącą się Kolumnę Zygmunta”.Z tego zapisu wynikało jasno: Mehoffer, schorowany i już w podeszłym wieku, stworzył wstrząsające dzieło o losie walczącej Warszawy.„Wiemy, że taki obraz powstał właśnie w domu artysty przy Krupniczej 26 pod koniec 1944 lub na początku 1945 roku. No i potem ślad się w zasadzie urywa”.Sytuację komplikował fakt, że w Muzeum Powstania Warszawskiego już od 2008 roku znajduje się obraz Mehoffera przedstawiający walki na Starym Mieście z walącą się Kolumną Zygmunta. Przez lata uważano, że to właśnie to zaginione dzieło.Jak jednak wyjaśniła kustosz:„Nasz obraz i obraz w Muzeum Powstania Warszawskiego to absolutnie dzieła Mehoffera. U Mehoffera zdarzało się, że niektóre kompozycje powstawały w kilku wersjach”.Jedna wersja mogła być bardziej „wykończona”, druga bardziej swobodna malarsko – ale obie wyszły spod ręki tego samego artysty.„Ta wersja, która jest u nas eksponowana, jest może trochę bardziej malarska, jakby mniej wykończona. Ta z Muzeum Powstania Warszawskiego mogła być dalszym rozwinięciem tej samej wizji”.Mehofferowie w czasie wojny udzielali schronienia uciekinierom z Warszawy. Być może właśnie ich relacje stały się impulsem do stworzenia dzieła.„Jadwiga Mehofferowa wspomina, że ich dom na Krupniczej służył za schronienie wielu uchodźcom. Pisze też o młodym człowieku, który opuścił Warszawę po Powstaniu i musiał być jego świadkiem. Wyrażał ogromną wdzięczność za opiekę”.To z tych opowieści mógł powstać dramatyczny obraz powstańczej Warszawy, przeniesiony na płótno w formie symbolicznej, a nie dokumentalnej.Choć środkowa scena ukazuje czołg, dziewczynę przytwierdzoną do pancerza i ruinę miasta, Mehoffer nie stworzył realistycznej kroniki.„To nie jest scena realistyczna. To jest jakaś wizja, wyobrażenie podniesione do rangi symbolu. Ta młoda warszawianka ma rozłożone ręce jak w znaku krzyża, a na nią pada snop jasnego światła”.Ten motyw męczeństwa i ofiary łączy się z bocznymi skrzydłami tryptyku.Po prawej stronie widzimy apokaliptyczną walkę dobra ze złem:„Archanioł Michał strącający Lucyfera w otchłań, w ogniu i szamotaninie walki”.Po lewej natomiast pojawia się zupełnie inny ton:„Mamy scenę z uchodźcami opuszczającymi ginącą Warszawę, nad którymi czuwają anioły. Ta scena jest bardziej słoneczna, spokojniejsza, jakby niosła przesłanie, że mimo zagłady miasto zostaje opuszczone przez ludzi prowadzonych ku dalszemu życiu”.Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób tryptyk opuścił dom Mehoffera i trafił do zbiorów kościelnych.„Nie ma żadnych źródłowych danych, czy artysta go podarował, czy rodzina sprzedała, czy może został ofiarowany jakiemuś księdzu. Być może jeszcze natrafimy na jakiś ślad. Dla mnie byłoby to ogromnie ciekawe”.Dziś jednak dzieło – choć tylko w depozycie – wróciło tam, gdzie powstało.„Po latach dzieło do nas wraca. Wraca na pewien czas, bo jest depozytem, ale znów jest w Domu Mehoffera”.Tryptyk „Powstanie Warszawskie” nie jest tylko sensacją muzealną. To także nowe światło na późną twórczość artysty kojarzonego dotąd głównie z symbolizmem i dekoracyjnymi polichromiami.„Dla wielu osób jest to niezwykłe, że Mehoffer podjął tak brutalny temat. A jednak zrobił to, wpisując go w swój symbolistyczny język”.

Jan 14, 202618 min

Ep 12621Port Haller na Bałtyku. Nowa brama handlowa i militarna Polski?

Port Haller to nowa inicjatywa Prawa i Sprawiedliwości zakładająca budowę pełnomorskiego portu Ro-Ro (czyli naczep drogowych, pojazdów kołowych oraz jednostek wojskowych) na Bałtyku. Ma on powstać w Choczewo, w bezpośrednim sąsiedztwie planowanej pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Port wypełniłby lukę w systemie transportowym i obronnym kraju.Inwestycja ma zapewnić Polsce dostęp do dwóch nowych korytarzy handlowych: bałtycko-czarnomorskiego oraz adriatycko-bałtyckiego, które – według zapowiedzi – mają być gotowe w ciągu najbliższych pięciu lat. Jednocześnie port ma pełnić funkcję bezpiecznej bramy dla przerzutu wojsk sojuszniczych NATO, pozostając poza zasięgiem rosyjskiej artylerii dalekiego zasięgu z Obwodu Królewieckiego i w obszarze działania bazy antyrakietowej w Redzikowo.O szczegółach koncepcji mówił na antenie Radia Wnet Kacper Płażyński, poseł Prawa i Sprawiedliwości z Pomorza, który podkreślał, że kluczową zaletą projektu jest jego powiązanie z inną strategiczną inwestycją państwową.To jest trochę samograj. Do elektrowni jądrowej i tak budowana jest droga krajowa i kolej – inwestycje za prawie 5 miliardów złotych. Port ma być zaraz obok, więc wykorzystujemy już poniesione koszty– wskazał.Jak zaznaczył, chodzi nie tylko o logistykę cywilną, ale o przygotowanie Polski na zupełnie nową mapę europejskich przepływów towarowych.Za pięć lat będą otwarte dwa nowe szlaki: Bałtyk–Adriatyk i Bałtyk–Morze Czarne. To, co dziś idzie przez Niemcy do Skandynawii i Wielkiej Brytanii, będzie mogło iść przez Polskę– mówił.Poseł wyjaśniał, że istniejące porty Trójmiasta nie są przystosowane do wielkoskalowych przeładunków Ro-Ro.W Gdyni mamy mały port Ro-Ro w środku miasta. Takie ładunki zajmują ogromne przestrzenie – bocznice, place manewrowe, logistykę. W Europie takie porty buduje się poza dużymi ośrodkami miejskimi– zaznaczył.Port Haller miałby powstać w lokalizacji oferującej – jak podkreślał – wyjątkowo dobre warunki naturalne. Jak wskazał, „półtora kilometra od brzegu mamy głębokość 12,5 metra. Jak na południowy Bałtyk to jedne z najlepszych warunków geologicznych”.Bezpieczeństwo i wojskoJednym z kluczowych argumentów za budową portu jest bezpieczeństwo państwa.Porty w Gdańsku i Gdyni są w zasięgu rosyjskich haubic. W razie wojny nikt nie dowiezie tam sprzętu wojskowego. Sprzęt wozi się statkami Ro-Ro– mówił Płażyński.W jego ocenie nowy port byłby nie tylko cywilnym węzłem handlowym, ale elementem infrastruktury dual-use – cywilno-wojskowej, wpisującym się w unijne programy transportowe i obronne.Szacunkowy koszt samej części portowej to – według rozmówcy Radia Wnet – 2–3 mld zł, przy czym znaczną część infrastruktury dostępowej państwo i tak sfinansuje w ramach budowy elektrowni jądrowej. Poseł nie wykluczał różnych modeli zarządzania portem – od pełnej własności Skarbu Państwa po współpracę z narodowymi podmiotami.Naturalnym partnerem jest PKP Cargo, które działa międzynarodowo i mogłoby być beneficjentem tych nowych szlaków– mówił.W rozmowie pojawił się także wątek potencjalnej krytyki projektu – zarówno środowiskowej, jak i politycznej.To projekt niezgodny z interesami niemieckimi, bo odbiera im monopol na obsługę tych szlaków. Trzeba się liczyć z próbami zniechęcania do tej inwestycji– ocenił Płażyński.Odpowiadając na głosy obaw o ingerencję w nadmorską przyrodę, podkreślał:„To teren nieobjęty ochroną środowiskową. Pytanie brzmi: czy chcemy żyć w skansenie, czy rozwijać państwo i gospodarkę”./fa

Jan 14, 202620 min

Ep 12620Co się dzieje w PiS? Ziemkiewicz: Rozkład i dekadencja

Gościem Poranka Radia Wnet był Rafał Ziemkiewicz – dziennikarz, publicysta i pisarz, który postawił tezę znacznie szerszą niż bieżący spór o ustawę budżetową. W jego ocenie obecna sytuacja w Polsce to efekt głębokiego kryzysu ustrojowego, w którym państwo znalazło się w stanie trwałego zawieszenia.Punktem wyjścia rozmowy była ustawa budżetowa – jedyna, której prezydent nie może zawetować, ale którą może skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Ziemkiewicz nie wyklucza takiego scenariusza, wskazując, że obecny rząd wielokrotnie działał poza granicami prawa.Ten rząd robi mnóstwo rzeczy, do których nie ma prawa, więc nie zdziwiłbym się, gdyby prezydent odpłacił pięknym za nadobne– powiedział. Jednocześnie zaznaczył, że byłby to ruch ryzykowny, bo pogłębiający destrukcję państwa. Jego zdaniem sam budżet jest wadliwy nie tylko politycznie, ale i ustrojowo. Jak komentował, „to jest budżet dramatycznego zadłużenia państwa. Skoro nie ma pieniędzy nawet na obsługę środków z KPO, to o czym my w ogóle rozmawiamy?”.Publicysta przypomniał zapowiedzi rządu o rezygnacji z kolejnych miliardów euro z KPO z powodu braku wkładu własnego.Jeżeli państwo nie jest w stanie znaleźć pieniędzy na kluczowe inwestycje, to co tu gadać o służbie zdrowia czy innych podstawowych sprawach– zastanawiał się.„Potworek konstytucyjny” i państwo w „glitchu”Zdaniem Ziemkiewicza problem jest jednak znacznie głębszy niż jeden dokument finansowy. Źródła tej sytuacji upatruje w samej konstytucji.Zaprojektowano potworka. Konstytucję, która dzieli władzę wykonawczą pomiędzy dwa ośrodki, dając prezydentowi możliwość blokowania, ale nie dając mu możliwości rządzenia– powiedział.W jego ocenie dokument ten jest dziś niewydolny i nie odpowiada na realia polityczne.Ta konstytucja jest po prostu nic nie warta. Jak długo będziemy się jej trzymać, tak długo będziemy tkwić w zawieszeniu– zaznaczył. Publicysta określił obecną sytuację mianem systemowego „glitchu” – momentu, w którym państwo przestało działać, a żaden z ośrodków władzy nie jest w stanie przejąć realnej odpowiedzialności.Kryzys dojrzewa. Wybory coraz bliżej?Ziemkiewicz wyraził sceptycyzm wobec tezy, że Polska dotrwa w obecnym stanie do wyborów planowanych na 2027 rok.Ja nie wierzę, żeby Polska w tym stanie dotrwała do 2027 roku. Te wybory trzeba zrobić jak najszybciej– mówił. Jednocześnie ostrzegł, że nawet wcześniejsze wybory mogą zostać zakwestionowane, co tylko pogłębi chaos.Już dziś słychać zapowiedzi, że wybory będą podważane, że system jest niewiarygodny. To prowadzi do bardzo niebezpiecznej sytuacji– zwracał uwagę. W jego ocenie kraj znajduje się w stanie „półdyktatury”, ale – jak dodał – wyjątkowo nieudolnej, bo pozbawionej sprawczości.Rozpad sceny politycznej i próżnia po prawej stronieDrugim istotnym wątkiem rozmowy była kondycja polskiej sceny politycznej. Zdaniem Ziemkiewicza społeczeństwo wyraźnie przesuwa się w prawo, ale nie znajduje tam stabilnej reprezentacji. Szczególnie krytycznie ocenił sytuację w Prawie i Sprawiedliwości. To, co się dzieje w Prawie i Sprawiedliwości, jest zdumiewającym jakimś rozkładem i dekadencją. Oczywiście są to skutki decyzji, która została podjęta po przegranych wyborach, to znaczy po pierwsze nie przyjmujemy do wiadomości, że przegraliśmy, mówimy, że wygraliśmy te wybory, trzymając się arytmetycznego wyniku, a nie praktycznego skutku, jakim była utrata władzy.Po drugie, jak to powiedział Jarosław Kaczyński, za nic nie będziemy przepraszać, bo żadnych błędów nie popełniliśmy. Wyborcy jednak wyraźnie uznali, że PiS jakieś błędy przez 8 lat popełnił. I jest taka zasada, jeżeli się bawimy w demokrację, to się nie kłócimy z wyborcami. Jak wyborcy mówią, popełniliście błędy, to wy się macie uderzyć w piersi, powiedzieć przepraszamy, popełniliśmy błędy, naprawimy. A nie tupać nogą i mówić wyborcom, głupi jesteście, durnie jesteście, żeście na nas nie zagłosowali, jeszcze do nas na kolanach z płacem wrócicie, jak zobaczycie, prawda?– komentował.Na tym tle rosnąć ma poparcie dla Grzegorz Braun, które Ziemkiewicz interpretuje przede wszystkim jako wyraz emocji i protestu. Jak mówił, „popularność Brauna napędza irytacja i chęć wymierzenia innym partiom policzka. To nie są jeszcze stabilne podstawy polityczne”.Równie krytycznie odniósł się do Konfederacja, która – jego zdaniem – utraciła swój antysystemowy charakter.Na koniec Ziemkiewicz zwrócił uwagę na słabość zaplecza rządowego Donald Tusk.Władza Tuska wisi na bardzo kruchych głosach. Wystarczy odejście kilkunastu posłów, by tej większości nie było– mówił.Szczególnie niepewna jest przyszłość Polska 2050.Ta partia w sondażach jest poniżej progu, a wybory będą dla niej polityczną śmiercią. To dla Tuska wcale nie jest dobra wiadomość– dodał.Dokąd to zmierza?Zdaniem Ziemkiewicza obecny kryzys będzie narastał, aż do momentu, w którym społeczne przyzwolenie na radykalne zmiany stanie się faktem.„Sytuacja jeszcze dojrzeje. Przyjdzie poważny kryzys i wtedy pojawi się zgoda na środki nadzwyczajne”./fa

Jan 14, 202621 min

Ep 12619Ardanowski: Umowa Mercosur to wyrok na europejskie rolnictwo

Gościem Radia Wnet był Jan Krzysztof Ardanowski, poseł Wolnych Republikanów, były minister rolnictwa oraz przewodniczący Rady ds. Rolnictwa przy prezydencie Karolu Nawrockim. W rozmowie z Jaśminą Nowak odniósł się do narastających protestów rolników w całej Europie i kontrowersyjnej umowy handlowej Unii Europejskiej z państwami Mercosur.Ardanowski nie miał wątpliwości, że protesty nie ustaną.Te protesty w Europie będą trwały, bo to jest rzeczywiście wyrok wydany na rolnictwo europejskie– mówił, przypominając demonstracje rolników w Paryżu, Brukseli i Warszawie.Były minister zwrócił uwagę na nierówne traktowanie protestujących w różnych krajach.Traktory mogą wjechać do Brukseli czy do Paryża, a w Polsce okazuje się, że nie wolno. To pokazuje, w jaki sposób obecna władza traktuje rolników– powiedział.W jego ocenie spór wokół Mercosur nie dotyczy wyłącznie interesów jednej grupy zawodowej.To kłamstwo, że rolnicy walczą tylko o siebie. Oni walczą o bezpieczeństwo żywnościowe Europy i realizację zasad wspólnej polityki rolnej zapisanych w traktatach– zaznaczył.Ardanowski wskazywał, że umowa Mercosur została podporządkowana interesom największych gospodarek przemysłowych, przede wszystkim Niemiec.Kanclerz Niemiec powiedział wprost, że bez Mercosur niemiecka gospodarka będzie dalej w stagnacji. Ratunkiem ma być eksport do Ameryki Południowej– podkreślał.Jak dodał, naciski Berlina miały przełożyć się na działania Komisji Europejskiej, która – jego zdaniem – dyscyplinowała państwa sceptyczne wobec umowy. Jak mówił, „był czas, żeby coś zmienić. Komisja, realizując dyktat Niemiec, miała możliwość straszenia krajów odebraniem pieniędzy”. Szczególnie krytycznie ocenił postawę polskiego rządu.Polska, jak głupi Jaś, nie zabiegała o zbudowanie mniejszości blokującej. Jeżeli rząd twierdzi, że coś robił, to niech pokaże kalendarium działań– apelował.W rozmowie pojawił się też wątek tzw. klauzul lustrzanych, które miały zapewnić, że żywność z Ameryki Południowej spełni europejskie normy. Ardanowski uznał je za fikcję. Jak wskazał, „prawo unijne obowiązuje w Unii, a nie w Ameryce Południowej. Żadne klauzule obowiązywać nie będą”. Podkreślał również praktyczne ograniczenia kontroli importu.Nie da się sprawdzić milionów ton żywności w portach i na lotniskach. To wymagałoby dziesiątek tysięcy urzędników i gigantycznych laboratoriów– powiedział. Na koniec zwrócił uwagę na problem pestycydów i podwójnych standardów.Laboratoria badają tylko te substancje, które są dopuszczone w Europie. A przecież europejskie, także niemieckie firmy produkują środki zakazane w UE i sprzedają je do Ameryki Południowej. Tego nikt nie sprawdzi– mówił. /fa

Jan 14, 202622 min

Ep 12618Chiny–UE: przełom w sprawie ceł i zaskakujące nastroje społeczne

Andrzej Zawadzki-Liang przedstawił dwa istotne sygnały z Chin: gospodarczy i społeczny. Pierwszy dotyczy relacji handlowych między Unia Europejska a Chiny, drugi – nastrojów chińskiej opinii publicznej.Jak poinformował, Pekin i Bruksela osiągnęły konsensus w sprawie ceł na samochody elektryczne importowane z Chin.Chiny i Unia Europejska zgodziły się co do konieczności stworzenia ogólnych wytycznych dotyczących ceł na chińskich eksporterów– relacjonował.W praktyce może to oznaczać odejście od najwyższych, sięgających 35 proc. stawek i powrót do standardowego poziomu 10 proc., przy jednoczesnym wprowadzeniu minimalnych cen dla poszczególnych producentów.To pierwszy taki komunikat i pozytywny sygnał, choć – jak zawsze – diabeł tkwi w szczegółach– zaznaczył Zawadzki-Liang.Drugim wątkiem była publikacja badania opinii publicznej przygotowanego przez think tank z Uniwersytet Tsinghua. Wynika z niego, że Chińczycy coraz spokojniej oceniają bezpieczeństwo swojego kraju w zmieniającym się świecie.Percepcja bezpieczeństwa wyraźnie przesunęła się w kierunku bardziej pozytywnego spojrzenia, mimo że respondenci dostrzegają konflikty regionalne i rywalizację mocarstw– mówił.Jak dodał, po raz pierwszy odnotowano też niewielki spadek sympatii wobec Stanów Zjednoczonych, co – choć symboliczne – zostało w Chinach szeroko skomentowane./fa

Jan 14, 202615 min

Ep 12617Polityczna gra o budżet. Co się stanie, jeśli prezydent wstrzyma podpis?

Agaton Koziński, dziennikarz i publicysta, antenie Radia Wnet analizował możliwe scenariusze wokół ustawy budżetowej oraz konsekwencje ewentualnego braku podpisu prezydenta Karol Nawrocki. Koziński podkreślił, że choć nie można dziś wykluczyć niekonwencjonalnych decyzji głowy państwa, to wpisywałyby się one w szerszy styl polityczny oparty na nieprzewidywalności.Te inspiracje Donaldem Trumpem są u niego widoczne. Przewidywalność przestała być kapitałem najwyżej cenionym. Dzisiaj królem politycznym jest ten, kto potrafi w nieoczywisty sposób zakręcić rzeczywistością– mówił, nawiązując do stylu Trumpa. Jednocześnie dziennikarz przypomniał kluczowy fakt konstytucyjny.Prezydent nie może zawetować ustawy budżetowej. To jedyna ustawa w roku, której zawetować nie wolno– wskazał.Jak wyjaśniał, Karol Nawrocki ma jednak inne narzędzia – może skierować ustawę do Trybunał Konstytucyjny, zarówno w trybie kontroli następczej, jak i przed podpisaniem.Wtedy zaczęłyby się schody– ocenił Koziński, wskazując na możliwy chaos polityczny.Zdaniem publicysty brak podpisu pod budżetem byłby jednak ruchem wysoce niekorzystnym dla samego prezydenta.Niepodpisanie ustawy byłoby krokiem w złą stronę polityczną. Brak budżetu zdjąłby całkowicie odpowiedzialność z premiera Donalda Tuska– mówił.W takiej sytuacji – jak tłumaczył – szef rządu Donald Tusk mógłby konsekwentnie przerzucać winę na prezydenta.On by mówił: co ja mogę robić, skoro nie mam budżetu? Cokolwiek złego by się działo, zawsze odpowiedź byłaby ta sama – prezydent związał mi ręce– komentował.Koziński zwrócił uwagę na strukturalną słabość prezydenckiej pozycji wobec rządu.Prezydent nie ma władzy wykonawczej, nie ma administracji, nie ma narzędzi takich jak rozporządzenia. Jest mu znacznie trudniej niż rządowi– dodał.Wątek możliwych wcześniejszych wyborów również pojawił się w rozmowie, ale dziennikarz oceniał go bardzo sceptycznie.To byłoby bardzo silne naciąganie konstytucji. Budżet został uchwalony przez parlament i złożony prezydentowi z wyprzedzeniem. Nie widzę tu podstaw do rozwiązania parlamentu– powiedział.Podsumowując, Koziński zaznaczył, że choć politycznie taki ruch mógłby być efektowny, to jego koszt byłby ogromny.Byłby to krok szalenie ryzykowny. Prezydent brałby na siebie odpowiedzialność za cały kraj, nie mając do tego realnych narzędzi ani większości w parlamencie– ocenił./fa

Jan 14, 202611 min

Ep 12616Wykolejenie pociągu w Essen. Czy Niemcy mierzą się z falą sabotażu infrastruktury?

Aleksandra Fedorska, dziennikarka i publicystka, na antenie Radia Wnet odniosła się do niepokojącego zdarzenia na niemieckiej kolei. W Essen wykoleił się pociąg towarowy przewożący niebezpieczne substancje, a śledczy badają możliwość celowego działania na torach. Jak relacjonowała Fedorska, sprawa była w niemieckich mediach opisywana zaskakująco oszczędnie.Względnie mało było relacji na ten temat w Niemczech. Na szczęście do wybuchu ewentualnego transportu amunicji lub sprzętu wojskowego nie doszło– podkreślała. Z jej informacji wynika, że do torów miała zostać przymocowana metalowa nakładka. Trudno powiedzieć, czy taki metal byłby w stanie wykoleić pociąg transportujący sprzęt wojskowy lub amunicję. To bardzo techniczna kwestia– zaznaczyła.Rozmówczyni Radia Wnet zwróciła uwagę na szerszy kontekst podobnych zdarzeń w Niemczech.Faktycznie sabotażów i poważnych awarii – sieci elektrycznych, kolei – w ostatnim czasie jest multum. Tego jest bardzo dużo– mówiła.Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów była awaria w Berlinie, gdy zimą ponad 100 tysięcy osób przez kilkadziesiąt godzin pozostawało bez prądu.To był szok i sprawdzian dla niemieckich służb bezpieczeństwa, którego niestety nie zdały– oceniła Fedorska.Jej zdaniem niemieckie władze i media starają się dziś ostudzać nastroje i unikać jednoznacznych sformułowań.Nie ma sprawców, co jest skandaliczne. Opinia publiczna jest uspokajana, a o ekstremistycznych powiązaniach mówi się bardzo ostrożnie, choć one z pewnością istnieją– dodała. Dziennikarka przypomniała też wcześniejsze przypadki, które budują obraz narastającego problemu: alarmy w koszarach, podejrzenia skażenia wody, podpalenia ciężarówek czy kradzieże amunicji na dużą skalę, także z udziałem Bundeswehry.Fedorska wskazała również na głośne, lecz niewyjaśnione incydenty – pożary w zakładach zbrojeniowych i chemicznych.Opinia publiczna nigdy nie usłyszała, kto to zrobił. Nie było procesów, nie było winnych. To jest bardzo niepokojące– oceniła.Na tym tle w niemieckich mediach – zwłaszcza poza głównym nurtem – pojawiają się hipotezy o możliwych powiązaniach środowisk ekstremistycznych z finansowaniem publicznym.Jak zaznaczyła, są to poszlaki i hipotezy obecne w debacie publicznej, lecz brak rozliczeń i wyjaśnień tylko pogłębia społeczne obawy./fa

Jan 14, 202610 min

Ep 12615Karol Nawrocki w Londynie. Polonia zaskoczona atmosferą i bezpośredniością prezydenta

Pierwszym gościem Poranka Radia Wnet był Sławomir Wróbel, działacz polonijny i były londyński korespondent TVP Polonia. W rozmowie podsumował pierwszą oficjalną wizytę Karola Nawrockiego w Wielkiej Brytanii, podkreślając, że – mimo trudnego kontekstu politycznego – została ona odebrana przez Polonię wyjątkowo dobrze. Jak zaznaczył Wróbel, choć nie uczestniczył w spotkaniu osobiście, relacje obecnych tam przedstawicieli środowisk polonijnych były jednoznaczne.Bardzo udanie ją oceniam. Z tego, co obserwowałem na profilach znajomych i przedstawicieli Polonii, którzy uczestniczyli w tym spotkaniu, byli prezydentem zachwyceni. A powiedzmy sobie szczerze – to mogła być trudna wizyta– powiedział.Przypomniał, że wyniki wyborcze wśród Polonii brytyjskiej nie były dla Karola Nawrockiego szczególnie korzystne – w drugiej turze uzyskał tam około 40 proc. poparcia. Tym większe znaczenie miała atmosfera spotkania, które odbyło się w National Army Museum.Atmosfera była bardzo serdeczna. Wszyscy podkreślali spontaniczność prezydenta i to, że poświęcił bardzo dużo czasu na rozmowy – nie odmówił nikomu– wskazał.Wróbel zwracał uwagę, że prezydent rozmawiał zarówno z najstarszymi przedstawicielami środowisk polskich, w tym z nielicznymi już weteranami II wojny światowej, jak i z najmłodszymi.Byli tam także dzieciaki, które zaprosiły go na lekcje do szkoły sobotniej. Kto wie, znając prezydenta, być może taką szkołę kiedyś odwiedzi– zauważył.Szczególne znaczenie miało także samo miejsce spotkania. Wróbel podkreślił, że wybór muzeum wojskowego nie był przypadkowy – zwłaszcza w kontekście rozmów o bezpieczeństwie, które prezydent odbył później z brytyjskim premierem.Dyrektorem tego muzeum jest Brytyjczyk polskiego pochodzenia. Jego ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim. To przykład tego, o czym mówił prezydent: Polonia jest ambasadorem polskości– dodał.W dalszej części rozmowy pojawił się wątek sytuacji Polonii po Brexicie. Zdaniem Wróbla dla Polaków, którzy już wcześniej mieszkali na Wyspach, zmiany nie były drastyczne.Prawie wszyscy otrzymali statusy osiedleńcze i ich prawa w zasadzie się nie zmieniły. Zmieniło się natomiast prawo wobec tych, którzy chcieliby dopiero przyjechać do Wielkiej Brytanii – zwłaszcza jeśli chodzi o pracę– mówił.Działacz polonijny zwrócił też uwagę na długofalowy trend powrotów do kraju. Liczba Polaków w Wielkiej Brytanii spadła z ponad miliona do około 600–700 tysięcy. Jednocześnie – jak zauważył – rośnie liczba Brytyjczyków mieszkających w Polsce./fa

Jan 14, 20268 min

Ep 12614Wenezuela to „papier”, a imperia sieją na 20 lat. Mocna diagnoza strategii USA

Były minister Piotr Nowak studzi narrację o Wenezueli. Rynek ropy nie działa jak giełda, a mocarstwa planują w horyzoncie 15–20 lat – mówi w Radiu Wnet.Złoża to nie baryłkiW rozmowie w audycji Klub Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich w Radiu Wnet Piotr Nowak studził emocje wokół Wenezueli jako potencjalnego „game changera” na globalnym rynku energii. Jego punkt wyjścia jest prosty: zasoby surowców nie są równoznaczne z realną podażą, a narracja o szybkim wpływie Wenezueli na światowe ceny ropy jest w dużej mierze publicystycznym skrótem.Wenezuela to jest dosyć mały udział w światowej produkcji ropy naftowej. Mówi się, że mają jedne z największych złóż udokumentowanych, ale to jest tylko na papierze. Cała kwestia to wydobycie, zainwestowanie potężnych miliardów i to są lata– mówi.

Jan 13, 20261h 10m

Ep 12613Woś kontra Sommer. Zderzenie liberalnej i socjalnej wizji państwa w Radiu Wnet

Czy płaca minimalna chroni najsłabszych, czy wypycha ich z rynku pracy? Spontaniczna debata w Radiu Wnet odsłoniła głęboki spór o rolę państwa i granice wolnego rynku.Zderzenie dwóch wizji państwa i rynku pracySpontaniczne wejście Rafała Wosia do studia Radia Wnet zamieniło rozmowę o bieżącej polityce w pogłębioną debatę o fundamentach ładu społeczno-gospodarczego. Z jednej strony wybrzmiała wizja liberalna, reprezentowana przez Tomasza Sommera, z drugiej – wizja socjalna i solidarna, której bronił Rafał Woś. Całość moderował Łukasz Jankowski, porządkując argumenty i przywołując dane z polskiego doświadczenia ostatnich lat.Punktem zapalnym była propozycja likwidacji płacy minimalnej, zgłaszana przez część środowisk prawicowych. Dyskusja szybko wyszła jednak poza jeden instrument polityki gospodarczej, dotykając pytania o rolę państwa, godność pracy i granice wolnego rynku.

Jan 13, 202650 min

Ep 12612„Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów”

Od farsy z internetowym głosowaniem po ostrą diagnozę państwa: Miłosz Lodowski w Radiu Wnet mówi o „domykaniu” wolności słowa i o tym, że 2026 ma być rokiem przełomów.Awaria w Polsce 2050 i „ostrzeżenie” przed e-głosowaniemInternetowe wybory władz Polski 2050, które utknęły na etapie drugiej tury, wywołały falę komentarzy. Miłosz Lodowski, dziennikarz i twórca kanału „Chłodnym Okiem”, ocenia, że cała sytuacja jest w pewnym sensie symboliczna – i może mieć jeden praktyczny skutek.Jedna rzecz, która się udała w czasie tych wyborów, to chyba przestrzec Polaków przed elektronicznymi formami głosowania w czymkolwiek– mówi Miłosz Lodowski.Zwraca uwagę, że w sieci pojawiały się głosy sugerujące podatność tego typu procesów na działania techniczne i próby ingerencji.Byli tacy, którzy pokazywali rozmaite dowody, jakoby ta druga runda głosowania przypominała troszeczkę głosowania w Stanach Zjednoczonych – z możliwością technicznego podpięcia i wykorzystania– dodaje.„Trampolina” i centrum, które jest lewicąLodowski idzie dalej w ocenie samej formacji. Jego zdaniem Polska 2050 od początku miała pełnić określoną rolę polityczną.Ta formacja powstała jako pewnego rodzaju trampolina, która miała pozwolić panu Tuskowi przejąć władzę– ocenia.W tym kontekście krytycznie opisuje też ideowy profil ugrupowania, wskazując, że to, co bywa prezentowane jako nowoczesne centrum, ma – w jego opinii – źródła gdzie indziej.To chyba jednak lewica, a nie centrum. (…) Raczej taki lekki rosołek z amerykańskich kampusów– mówi.„Dwa lata gigantycznych ryzyk” i cena dla gospodarkiChoć awaria wyborów może wydawać się zabawna, Lodowski przekonuje, że problem jest poważniejszy: udział tej formacji w układzie władzy i ostatnie dwa lata – w jego ocenie – przyniosły ryzyka, których skutki będą długie.Przez udział tej formacji mamy zafundowane dwa lata gigantycznych ryzyk, które całą gospodarkę sprowadziły do stanu, z którego ciężko ją będzie wyciągnąć– podkreśla.Demografia i młodzi: „może nas być poniżej 16 milionów”Jednym z głównych wątków, które podnosi Lodowski, jest kryzys demograficzny i pogarszająca się sytuacja młodych na rynku pracy.Jesteśmy jeszcze niżej w przewidywaniach na 2100 rok niż w najczarniejszych scenariuszach i może nas być poniżej 16 milionów ludzi– mówi.Wskazuje też na rosnące bezrobocie wśród młodych i brak stabilności, która sprzyjałaby zakładaniu rodzin.Bezrobocie wśród młodych w ciągu ostatnich dwóch lat gigantycznie wzrasta. (…) Zachęta do tego, żeby zakładali rodziny, jest żadna– dodaje.Energia i „szpagat” państwaW jego diagnozie kluczowe są także decyzje energetyczne. Lodowski uważa, że Polska nie ma dziś warunków do modernizacji gospodarki w stronę „czwartej rewolucji przemysłowej”, bo brakuje stabilnych mocy.To wymaga tak gigantycznych porcji energii, że bez atomu i bez energetyki węglowej – do tego czasu – tego nie jesteśmy w stanie zrobić– podkreśla.Sytuację opisuje obrazowo.Jesteśmy rozpięci na dwóch odjeżdżających ciężarówkach w dwóch przeciwnych kierunkach i już robimy szpagat– mówi.Weto prezydenta i spór o wolność słowaLodowski odnosi się też do sporu wokół ustawy implementującej unijne regulacje dotyczące przestrzeni cyfrowej. Jego zdaniem weto prezydenta zatrzymało rozwiązania, które mogłyby mieć konsekwencje wykraczające poza walkę z patologiami w sieci.To nie jest tak, że to jest realna cenzura. To jest wyłączenie wszystkich kanałów, które dawały możliwość publikowania jakiejkolwiek niezależnej informacji– ocenia.W jego przekonaniu efekt mógłby być taki, że platformy – ze strachu przed karami – usuwałyby treści „ryzykowne”, a debata publiczna zostałaby wypłaszczona.Większość treści, która byłaby w jakikolwiek sposób ryzykowna, byłaby eliminowana. (…) Nie mielibyśmy kanału dystrybucji informacji– mówi.„Czas się skraca” – diagnoza na 2026 rokNa koniec Lodowski formułuje szerzej zakrojony wniosek: w jego ocenie Polska wchodzi w okres, w którym nie da się już „przeciągać lin” i liczyć, że problemy same się ułożą.Trzeba zacząć mówić prawdę wprost. (…) Czas się skraca– podkreśla.I zapowiada, że nadchodzące miesiące będą jego zdaniem wyraźnie bardziej intensywne niż dotychczas.Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów. Będzie jak u Hitchcocka: coraz mocniej– mówi Miłosz Lodowski.

Jan 13, 202626 min

Ep 12611Kto ma być lokomotywą PiS? Na giełdzie nazwisk są dwie pozycje

PiS próbuje wygrzebać się z kryzysu, ale to wciąż „pauza w batalii frakcji” – mówi Jacek Gądek, dziennikarz tygodnika „Newsweek”. Kaczyński ma szykować „premiera na serio” jeszcze w tym roku.PiS w kryzysie: „usiłowanie wygrzebania się z piachu”Po miesiącach napięć i otwartych tarć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości partia – jak opisuje publicysta „Newsweeka” Jacek Gądek – próbuje odbudować sterowność i znaleźć plan na powrót do władzy. Na razie jednak, jak podkreśla, jest to dopiero próba wyjścia z dołka, a nie przełom.„To jest usiłowanie wygrzebania się z tego piachu. To jeszcze się nie udało. (…) Piach póki co jest bardzo głęboki i PiS cały czas buksuje w nim.”– mówi Jacek Gądek.W ocenie dziennikarza nie ma też mowy o pełnym uspokojeniu nastrojów w partii. Obecny stan określa jako czasowe wyhamowanie konfliktu, a nie jego zakończenie.„Ja bym tę sytuację obecną zdiagnozował tak, że to jest taka pauza w tej batalii wewnątrzpartyjnej.”– podkreśla.Frakcje w PiS: pauza w sporze, nie rozejmGądek wskazuje na spór pomiędzy frakcją związaną z byłym premierem Mateuszem Morawieckim a środowiskiem, które opisuje jako grupę „maślarzy” (wśród nazwisk wymienia m.in. Jacka Sasina, Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego i Tobiasza Bocheńskiego). Według rozmówcy Radia Wnet prezes PiS chciałby wygasić konflikt trwale, ale na razie nie widać, by miał ku temu realne narzędzia – poza jednym ruchem politycznym.„To nie jest koniec tej batalii, ale właśnie pauza. (…) Pomysłem na to, żeby jednak wygasić te spory, to jest wskazanie (…) kogoś na premiera jeszcze w tym roku.”– mówi.„Premier na serio”, nie „premier techniczny”W tle pojawia się koncepcja „premiera technicznego”, ale – jak relacjonuje Gądek – Jarosław Kaczyński miał ten wariant zbyć i skierować uwagę na rozwiązanie polityczne: jednego, wyraźnego kandydata, który będzie twarzą projektu.„Pomysł premiera technicznego (…) odsunął zupełnie na bok. (…) Premier na serio – to już jest twardy wariant, który mamy na stole.”– relacjonuje publicysta.Dziennikarz dodaje, że w samym PiS słyszy ironiczne komentarze o „technicznym” scenariuszu jako o rozwiązaniu z góry skazanym na porażkę.„Ktoś musiałby dać twarz tej klęsce.”– podkreśla.Kandydat na premiera: „wariant Nawrockiego” i nowe nazwiskaPlan prezesa – w ocenie Gądka – ma polegać na powtórzeniu znanego schematu: wystawienia kandydata świeższego, mniej obciążonego sporami i zdolnego dotrzeć do szerszej prawicy, w tym do wyborców Konfederacji i Grzegorza Brauna.„Szukamy kogoś niezgranego, świeżego. (…) Ktoś, kto będzie zjadliwy dla wyborców Konfederacji i Brauna.”– mówi.Wśród rozważanych nazwisk pojawiają się m.in. Tobiasz Bocheński oraz Zbigniew Bogucki. Gądek zaznacza, że w partii nie ma jeszcze twardego postanowienia co do terminu ogłoszenia, ale sygnały z kierownictwa PiS mówią o 2026 roku.„Jarosław Kaczyński powiedział: w tym roku, może nawet w najbliższych miesiącach.”– relacjonuje.PiS i prawa flanka: „szlaban na Brauna”, walka o jego wyborcówJednym z najważniejszych elementów strategii ma być jednoczesne odcięcie się od Grzegorza Brauna i próba przejęcia części jego elektoratu. Gądek opisuje to jako konsekwentnie budowaną linię komunikacyjną Kaczyńskiego.„Kaczyński mówi tak: z Braunem nie. Jest szlaban na Brauna. Żadnej koalicji z Braunem.”– wskazuje.Jednocześnie PiS ma próbować przekonać wyborców Brauna, że głos na jego formację może się „zmarnować” w razie spadku poniżej progu, a beneficjentem byłby obóz Donalda Tuska (mechanika d’Hondta). To ma być argument do „powrotu” na PiS.„To jest zadanie potwornie trudne. (…) Ale to nie znaczy, że absolutnie niewykonalne.”– podkreśla.Dlaczego PiS bardziej boi się prawej strony niż TuskaW diagnozie Gądka główny problem Kaczyńskiego nie leży dziś po stronie Koalicji Obywatelskiej, tylko po prawej stronie sceny – w rozdrobnieniu elektoratu i sile Konfederacji oraz środowiska Brauna.„O wiele większym problemem jest to, że (…) po prawej stronie jest 10% Brauna i kilkanaście procent Konfederacji. Problem Kaczyńskiego jest po prawej stronie.”– mówi.To dlatego – jak dodaje – równolegle do krytyki rządu PiS inwestuje w uderzenia w Mentzena i w narrację o „darwinizmie społecznym” Konfederacji (płatne studia, prywatyzacja usług), zestawiając ją z wizerunkiem PiS jako formacji „opiekuńczej”.„Jarosław Kaczyński podbija przekaz (…) że Konfederacja to darwinizm społeczny. (…) A opiekuńcze jest Prawo i Sprawiedliwość.”– podkreśla.„Zjednoczenie patriotów” – w praktyce: jednoczenie elektoratuHasło „połączenia obozu patriotycznego” ma – w tej interpretacji – nie oznaczać realnego zjednoczenia partii, ale próbę odzyskania rozproszonych wyborców prawicy.„Wizja zjednoczenia wszystkich sił patriotycznych ładnie brzmi, w praktyce jest to nierealne. (…) Tu nie chodzi o jednoczenie z partiami, raczej o jednoczenie z wyborcami.”– ocenia Gądek.

Jan 13, 202622 min

Ep 12610Serwis Międzynarodowy 13.01.2026 r.: koniec walk pod Aleppo, zapowiedź sankcji USA na Iran

W programie poruszony jest również temat nawiązania stosunków między Syrią a Izraelem.

Jan 13, 202628 min

Ep 12609Scenariusze przyszłości Iranu - Studio Bejrut - 13.01.2026 r.

Czy należy się spodziewać siłowego stłumienia protestów, dialogu z Zachodem, a może połączenia obu wariantów?

Jan 13, 202621 min

Ep 12608Nagroda Identitas; Położnictwo w Polsce; Sztuka w Warszawie – Cała naprzód 13.01.2026 r.

Tomasz Kaźmierowski opowiada o idei Specjalnej Nagrody Identitas i zaprasza na czwartkową galę, w trakcie której będzie ona wręczona. Następnie odwiedza nas Magdalena Halska, która mówi o pracy położnej. Opowiada, co ją zmotywowało do podjęcia studiów oraz o sytuacji zawodowej w Polsce, gdzie oddziały porodowe są sukcesywnie zamykane. Dzieli się też swoim doświadczeniem z harcerstwa. Następnie łączymy się z Tomaszem Lenardem z Domu Sztuki na Ursynowie (ul. Wiolinowa 14), który przedstawia słuchaczom repertuar kina znajdującego się w Instytucji. Na koniec audycji Marta Ławacz z Muzeum Archidiecezji Warszawskiej zaprasza na wykład malarza Marcina Bogusławskiego Sgraffito warszawskiej Starówki. Wyjaśnia słuchaczom technikę sgrafitta i zdradza, co z tym wszystkim miał wspólnego Adam Kossowski.

Jan 13, 202636 min

Ep 12607Mróz zagraża najsłabszym. Caritas apeluje o czujność i solidarność

Silne mrozy stanowią poważne zagrożenie dla osób w kryzysie bezdomności oraz samotnych seniorów. Caritas Polska w okresie zimowym intensyfikuje działania pomocowe i apeluje do społeczeństwa.

Jan 13, 20267 min

Ep 12606Młynarski (i nie tylko) w NOSPR. Rozmowa z Piotrem Schmidtem

Grupę Myrczek & Schmidt Quintet można nazwać specami od jazzowych aranżacji dzieł Wojciecha Młynarskiego. Zespół ma na koncie dwie płyty projektu „Młynarski. Bynajmniej”. Teraz czas na koncert.2 lutego na deskach katowickiego NOSPRU wystąpią również Krzysztof Herdzin, Ewa Bem, Aga Zaryan i orkiestra AUKSO. Oprócz twórczości Młynarskiego wybrzmią też utwory m.in. Jerzego Wasowskiego i Jerzego Derfla. O tym, co zainspirowało powstanie projektu Młynarski. Bynajmniej opowiada trębacz Piotr Schmidt.To nie ja wpadłem na ten pomysł, żeby zrobić Młynarskiego. Zrobił to mój przyjaciel. wielki meloman i fan Młynarskiego, a prywatnie bardzo wzięty przedsiębiorca, pan Michał Kalita, który też pomógł nam sfinansować ten projekt.~ mówi nasz gość.

Jan 13, 20266 min

Ep 12605Tożsamość bez podziałów. Tomasz Kaźmierowski o sensie Specjalnej Nagrody Identitas

Nasz gość tłumaczy, że specjalna nagroda jest naturalnym rozwinięciem rozdawanej już od 14. lat Literackiej Nagrody Identitas. Jak mówi, po latach okazało się, że sama literatura nie wystarcza, by pomieścić debatę o sprawach zasadniczych:Szukamy różnych formuł opowiadania czy budowania takich nowych, polskich narracji. Robiąc to, można powiedzieć automatycznie wspieramy też jakiś rodzaj rozmowy czy debaty na kluczowe kwestie jednak związane z tożsamością. A jednak po dziesięciu latach stwierdziliśmy, że nie możemy w takim rozkroku pozostawać.Dlatego – jak podkreśla – potrzebna była osobna nagroda dla tych, którzy w odpowiedzialny i nietworzący podziałów sposób podejmują tematy tożsamości i państwowości. Specjalna Nagroda Identitas przyznawana jest od trzech lat, poprzednimi laureatami byli Robert Kostro i Hanna Radziejowska.Trudny wybórProces wyboru nigdy nie jest prosty i co roku wywołuje spory w jury. Prezes Fundacji Identitas nie ukrywa, że to zawsze trudna decyzja:Bardzo ciężko jest dokonać wyboru, który się broni w każdej sytuacji, kiedy używamy różnych kryteriów i różnych instrumentów. Siłą rzeczy to jest zawsze dyskusja na wielu poziomach.~ mówi Tomasz Kaźmierowski Jednocześnie zaznacza, że nagroda trafia nie tylko do jednej osoby, lecz często symbolicznie do całego środowiska, które ją wspiera.Sprawa Hanny RadziejowskiejW rozmowie powraca też temat ubiegłorocznej laureatki i jej zwolnienia z Instytutu Pileckiego w Berlinie. Tomasz Kaźmierowski przypomina, że wokół niej zawiązał się ponadpolityczny front solidarności:Bycie państwowcem odpowiedzialnym jest wartością, niezależnie od bieżącej walki partyjnej, politycznej. Historia dopisała następne etapy… została na to stanowisko przywrócona.Jego zdaniem ta sprawa potwierdziła sens istnienia nagrody, która nagradza nie koniunkturę, lecz postawę. Czwartkowa galaTrzecia edycja Nagrody Specjalnej Identitas zostanie wręczona 15 stycznia w galerii Manifesto na Nowym Mieście w Warszawie (ul. Freta 45/47). Wydarzeniu towarzyszyć będzie pierwsza w Polsce wystawa obrazów szwedzkiego malarza Nicka Alma, co – jak mówi gość – czyni wieczór podwójnie atrakcyjnym.Myślę, że wszystkie osoby, które odczuwały taką irytującą nierównowagę w instytucjach prezentujących sztuki wizualne w Polsce będą miały dwa powody, żeby przyjść w czwartek wieczorem. Pierwszym powodem będzie sama wystawa Nicka Alma, a drugim powodem osoba, którą nagrodzimy.~ stwierdza Tomasz Kaźmierowski./ab

Jan 13, 202613 min

Ep 12603Nike, Grunwald i niezrealizowane projekty. Syn Mariana Koniecznego o dorobku ojca

W rocznicę urodzin Mariana Koniecznego – twórcy warszawskiej Nike, Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie i wielu monumentalnych rzeźb w Polsce i na świecie – gościem Radia Wnet był jego syn, Filip Konieczny, fundator Muzeum Mariana Koniecznego w Krakowie.Opowiadał o muzeum mieszczącym się w dawnej pracowni artysty przy ul. Ukrytej na Salwatorze w Krakowie:„To jest miejsce, gdzie profesor pracował i mieszkał. Tu rzeźbił Kościuszkę do Filadelfii i Pomnik Grunwaldzki. Tu wszystko zostało tak, jak było.”Szczególne miejsce w rozmowie zajęła warszawska Nike, która pierwotnie miała być pełnoprawnym pomnikiem Powstania Warszawskiego:„Pomnik został ociasany, okrojony. Zniknęły szańce i głowy powstańców. Został sam symbol.”Filip Konieczny wspominał też niezrealizowane projekty ojca, m.in. konny pomnik Warneńczyka w Warnie, oraz ogromne realizacje zagraniczne w Algierii.Na pytanie o ulubioną rzeźbę ojca odpowiedział bez wahania:„To jest Nike Warszawska.”

Jan 13, 202612 min

Ep 12602Stanisław Lem czy Philip K. Dick. Kogo łatwiej się ekranizuje? Opowiada dr Jacek Sobota

Fantastyka naukowa i filozofia od dekad idą ramię w ramię – przekonuje dr Jacek Sobota, filozof z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Jan 13, 202633 min

Ep 12601Dziennikarz Maciej Rusiński o zastrzeleniu Renee Nicole Good

Korespondent polskich mediów w USA Maciej Rusiński mówi, że odkładając na bok wątki sentymentalne trzeba stwierdzić, że służby mają prawo użyć broni przeciwko osobom, które chcą je przejechać autem.

Jan 13, 202622 min

Ep 12600Porozmawiajmy o Sporcie: pożegnanie Kamila Stocha z Zakopanem - przybyli prezydenci: Karol Nawrocki i Andrzej Duda

W audycji również omówienie wygranego przez Klaudię Zwolińską Plebiscytu "Przeglądu Sportowego na 10 Najlepszych Sportowców Roku oraz sukcesu polskich tenisistów w United Cup. Opowiedzieliśmy również o turnieju finałowym Pucharu Polski w siatkówce mężczyzn. W krakowskiej Tauron Arenie najlepsi okazali się siatkarze Bogdanki LUK Lublin.

Jan 13, 202653 min

Ep 12599Protest w Kielnie po wyrzuceniu krzyża. „Wystarczyło jedno przepraszam”

Incydent z 15 grudnia w szkole podstawowej w Kielnie na Pomorzu – zdjęcie i wyrzucenie krzyża z sali lekcyjnej – wywołał protest rodziców, interwencję poselską i ogólnopolską debatę.

Jan 13, 202618 min

Ep 12598Iran między buntem a grą wywiadów. Repetowicz: To nie jest rewolucja, lecz wojna hybrydowa

Gościem Radia Wnet był Witold Repetowicz, doktor Akademii Sztuki Wojennej, dziennikarz i autor książek poświęconych Bliskiemu Wschodowi. W rozmowie odniósł się do trwających od grudnia protestów w Iranie, ich rzeczywistych przyczyn oraz roli, jaką odgrywają w nich zewnętrzni aktorzy.Na wstępie Repetowicz podkreślił, że niezadowolenie społeczne w Iranie jest faktem i nie można go sprowadzać wyłącznie do zewnętrznych inspiracji.– „Niezadowolenie społeczne w Iranie jest autentyczne. Wynika przede wszystkim z pogarszającej się sytuacji ekonomicznej, w dużej mierze spowodowanej sankcjami, ale także z przyczyn wewnętrznych” – zaznaczył.Jak tłumaczył, Iran mógłby być krajem zamożnym, jednak wieloletnia izolacja oraz orientacja na współpracę z Rosją i Chinami nie przyniosły Irańczykom realnych korzyści.– „Było takie okienko po podpisaniu porozumienia nuklearnego JCPOA w 2016 roku. Iran otworzył się wtedy na Zachód, a sytuacja ekonomiczna radykalnie się poprawiła. Społeczeństwo chciałoby powrotu do tamtej rzeczywistości” – mówił ekspert.Drugim źródłem protestów są – jego zdaniem – oczekiwania dotyczące zmian ustrojowych i obyczajowych. Repetowicz przypomniał demonstracje z 2022 roku po śmierci Mahsy Amini oraz fakt, że władze częściowo złagodziły restrykcje dotyczące stroju kobiet.– „Po wojnie dwunastodniowej z Izraelem władze przesunęły akcenty z islamizmu na nacjonalizm irański. Reżim ma świadomość, że pewne zmiany są konieczne” – ocenił.Jednocześnie zaznaczył, że obecne protesty – wbrew medialnym narracjom – nie osiągnęły skali tych z 2009 czy 2022 roku.– „Największą słabością tych protestów jest brak przywództwa. W 2009 roku było ono wyraźne i miało wsparcie części duchowieństwa. Teraz tego nie ma” – podkreślił.Odnosząc się do oskarżeń Teheranu wobec USA i Izraela, Repetowicz rozróżnił role obu państw.– „Stany Zjednoczone nie inspirowały tych protestów. Izrael – tak, ale nie w sensie ich wywołania, tylko wykorzystania” – powiedział.Jego zdaniem izraelskie służby specjalne prowadzą w Iranie klasyczne działania hybrydowe, korzystając z istniejącej agentury.– „Izrael ma w Iranie rozbudowaną agenturę. To dzięki niej dochodziło do zamachów na irańskich naukowców czy namierzania celów w czasie wojny. Wykorzystanie protestów wpisuje się w tę logikę” – tłumaczył.Kluczowa teza Repetowicza dotyczy jednak celów Izraela. W jego ocenie nie jest nim demokratyzacja Iranu.– „Izrael nigdy nie wierzył, że te protesty zakończą się sukcesem. Celem było osłabienie Islamskiej Republiki poprzez chaos, a nie stworzenie alternatywy politycznej” – stwierdził.Świadczyć o tym mają sprzeczne sygnały wysyłane przez Izrael: z jednej strony symboliczne wsparcie dla Rezy Pahlawiego, z drugiej – popieranie ruchów separatystycznych Kurdów, Beludżów czy Arabów Ahwazyjskich.– „To klasyczna wojna hybrydowa prowadzona na plecach protestujących. Paradoksalnie zaostrzyło to represje wobec nich i im zaszkodziło” – ocenił.Repetowicz zwrócił uwagę, że eskalacja represji sprzyja izraelskiej narracji o konieczności izolowania Iranu na arenie międzynarodowej.– „Izraelowi nie zależy na tym, żeby Iran wrócił do współpracy z Zachodem. Im większa izolacja Iranu, tym łatwiej utrzymać narrację o irańskim zagrożeniu” – mówił.Na zakończenie ekspert odniósł się do możliwych scenariuszy przyszłości.– „Realna zmiana ustrojowa w Iranie mogłaby nastąpić dopiero po naturalnej śmierci najwyższego przywódcy Chameneiego. Próby przyspieszenia tego poprzez naloty czy eskalację zwiększą tylko ryzyko przejęcia pełnej władzy przez Gwardię Rewolucyjną” – ostrzegł.

Jan 13, 202617 min

Ep 12597Bielsko-Biała: ambasada Izraela mówi o ataku, organizatorzy zaprzeczają. Co wydarzyło się na turnieju judo?

Gościem Radia Wnet był Tomasz Chmielniak, prezes Podbeskidzkiego Towarzystwa Sportowego Janosik w Bielsku-Białej, organizatora międzynarodowego turnieju judo „Pokonujemy Granice”. W rozmowie odniósł się do głośnych oskarżeń o rzekomy atak słowny i fizyczny na izraelską drużynę.Turniej odbył się 10 stycznia i był już jego czternastą edycją. W zawodach wzięło udział blisko 1200 młodych judoków z 14 krajów i 115 klubów, rywalizujących w kategoriach wiekowych od U9 do U18.– „To jeden z największych turniejów judo w Europie, oparty na zasadach fair play, szacunku i wartościach wychowawczych” – podkreślał Chmielniak.Dzień po zawodach ambasada Izraela opublikowała w serwisie X wpis, w którym informowała o rzekomym „brutalnym incydencie” wobec izraelskiej drużyny, w tym dzieci i młodzieży. Organizatorzy turnieju stanowczo zaprzeczają tej narracji.– „Z pełną odpowiedzialnością mówię: takie zdarzenia nie miały miejsca. Nikomu z zawodników z Izraela nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo” – oświadczył prezes Janosika.Jak relacjonował, źródłem zamieszania była jedna kontrowersyjna sytuacja sportowa. Po remisowej walce polskiego zawodnika z judoką z Izraela sędzia wskazał zwycięstwo Polaka. Z decyzją nie zgodzili się trenerzy klubu Golden Fighters z Izraela.– „Trenerzy zakłócili porządek zawodów, weszli na matę i podeszli do stolika sędziowskiego. Nie reagowali na wezwania do zejścia z maty” – opisywał Chmielniak.Według jego relacji, w trakcie interwencji doszło do rękoczynów ze strony trenerów izraelskiego klubu.– „Jeden z trenerów zaatakował sędziego, drugi się włączył. Nasz sędzia został przewrócony i uderzony w twarz” – powiedział prezes Janosika.Na miejsce wezwano policję, która przesłuchała obie strony. Decyzją organizatorów oraz sędziego głównego klub Golden Fighters został zdyskwalifikowany za naruszenie zasad dyscypliny i fair play.– „To było wyłącznie posunięcie dyscyplinarne. Drugi klub z Izraela normalnie walczył do końca turnieju, odbierał medale, a dzień później brał udział we wspólnym treningu u nas w klubie” – podkreślał rozmówca Radia Wnet.Chmielniak zdecydowanie odrzucił oskarżenia o antysemityzm czy ataki na dzieci i młodzież.– „Nic takiego się nie wydarzyło. Narracja o ataku 12 osób, obrażaniu dzieci czy zakazie treningów jest nieprawdziwa. Wszystko widać na nagraniach” – zaznaczył.Jak dodał, jeden z trenerów Golden Fighters miał wystąpić w izraelskich mediach, przedstawiając – zdaniem organizatorów – nieprawdziwą wersję zdarzeń.Sprawą zajęły się zarówno izraelska ambasada, jak i federacje judo. Organizatorzy przekazali nagrania oraz pełną dokumentację.– „Jesteśmy w stałym kontakcie z ambasadą Izraela i Izraelską Federacją Judo. Mamy zapewnienie, że jeśli nasza wersja się potwierdzi, wobec trenera zostaną wyciągnięte konsekwencje” – mówił prezes Janosika.Na zakończenie rozmowy Chmielniak podkreślił sportowy sukces zawodów.– „Poziom był bardzo wysoki. Drużynowo wygrał zespół z Ukrainy, Janosik był drugi, a bardzo wielu polskich zawodników stanęło na podium” – podsumował.

Jan 13, 202613 min

Ep 12596Bliski Wschód patrzy na Iran. Kazimierz Gajowy: Upadek Teheranu zmieni wszystko

Gospodarz Studia Bejrut, Kazimierz Gajowy, relacjonował na antenie Radia Wnet sytuację w Libanie i na całym Bliskim Wschodzie, patrząc na wydarzenia w Iranie z perspektywy regionu najbardziej uzależnionego od stabilności Teheranu. Rozmowę rozpoczął od obrazu codzienności w Libanie, dalekiej od stereotypów pustynnego klimatu. Bejrut i okolice mierzą się obecnie z gwałtownymi opadami deszczu, a w górach pojawił się śnieg.Ulice w Bejrucie zamieniły się w rzeki. Z jednej strony cieszymy się, bo woda jest błogosławieństwem dla tego regionu, ale co za dużo, to niezdrowo, zwłaszcza gdy wszystko spada w jedną noc– mówił Gajowy. Śnieg pojawił się także w rejonach górskich, m.in. w okolicach sanktuarium św. Szarbela i miejscowości Laklouk, znanej z ośrodków narciarskich.Po tym wstępie rozmowa przeszła do polityki i bezpieczeństwa. Gajowy zaznaczył, że Liban z ogromną uwagą obserwuje sytuację w Iranie, bo ewentualne zmiany w Teheranie miałyby bezpośredni wpływ na cały region.Dla nas w Libanie to jest wielki znak zapytania. Hezbollah jest podłączony do Iranu grubą kroplówką – finansową i militarną. Gdyby reżim ajatollahów się osłabił, być może za kilka miesięcy nie będziemy nawet pamiętać, że taka organizacja istniała– stwierdził. Jak tłumaczył, osłabienie Iranu oznaczałoby nie tylko koniec dominacji Hezbollahu w Libanie, ale także daleko idące zmiany w Syrii i w całym układzie sił na Bliskim Wschodzie.To, co stanie się w Iranie, wpłynie nie tylko na Liban, ale na wszystkich naszych sąsiadów. To byłby początek niewyobrażalnych zmian– mówił korespondent Radia Wnet.Gajowy odniósł się także do możliwego scenariusza rozpadu Iranu jako jednolitego państwa. Przypomniał, że Persowie stanowią jedynie około 60–65 procent społeczeństwa, a znaczną część kraju zamieszkują m.in. Azerowie i Kurdowie.Gdy znika siła, która to wszystko spaja, podziały zaczynają odżywać. Jestem przekonany, że na tym elemencie Iran chcą rozegrać Amerykanie i Izraelczycy– ocenił.Pytany o prawdopodobieństwo zmiany władzy w Teheranie, Gajowy zachował ostrożność.Daję temu pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Stany Zjednoczone i Izrael analizują, czy to już ten moment. Jeśli uznają, że tak, zmiany mogą być bardzo szybkie– powiedział./fa

Jan 13, 202615 min

Ep 12595Marcin Romanowski: Polska jest laboratorium liberalnego bezprawia

Poseł Marcin Romanowski uważa, że Donald Tusk jest przedstawicielem wrogich wobec konserwatyzmu sił rodem z Brukseli. Wg polityka Polska stała się laboratorium liberalnego bezprawia.

Jan 13, 202622 min

Ep 12594Londyn na trasie prezydenta. Kulisy wizyty Karola Nawrockiego

Korespondent Radia Wnet w Wielkiej Brytanii Alex Sławiński relacjonował na antenie wizytę prezydenta RP Karol Nawrocki w Londynie. Była to pierwsza oficjalna wizyta nowego prezydenta w Wielkiej Brytanii, która zgromadziła setki przedstawicieli Polonii w gmachu Muzeum Armii Narodowej.Wczoraj mieliśmy znakomite spotkanie prezydenta z Polonią. Dzisiaj druga część wizyty – rozmowy z premierem Keirem Starmerem na najwyższym poziomie politycznym– mówił Sławiński.Jak podkreślał, wybór miejsca nie był przypadkowy. Muzeum Armii Narodowej to przestrzeń silnie związana z polską historią wojenną – kilka lat temu odsłonięto tam popiersie generała Andersa.Jako głowa państwa i zwierzchnik sił zbrojnych prezydent był w idealnym miejscu. Pod popiersiem generała Andersa złożył wpis do księgi pamiątkowej– relacjonował korespondent.W spotkaniu wzięli udział ministrowie z Kancelarii Prezydenta oraz przedstawiciele polskiej dyplomacji. Choć Wielka Brytania nie ma obecnie urzędującego polskiego ambasadora, obecny był przedstawiciel dyplomatyczny. Ważnym elementem uroczystości było wręczenie odznaczeń osobom szczególnie zasłużonym dla Polonii.Pojawiła się cała śmietanka Polonii. Moi znajomi odebrali medale z rąk prezydenta– mówił Sławiński.Oficjalna część spotkania trwała około półtorej godziny, ale – jak zaznaczył korespondent – to, co wydarzyło się później, zrobiło największe wrażenie.Część nieoficjalna trwała dobre dwie godziny. Prezydent z każdym się witał, ściskał ręce, robił zdjęcia. Ochrona co chwilę prosiła, by ludzie się cofnęli– relacjonował.Według Sławińskiego prezydent Nawrocki wielokrotnie podkreślał rolę Polonii jako nieformalnych ambasadorów Polski w Wielkiej Brytanii.Powiedział wprost, że to my jesteśmy ambasadorami polskości, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie ma tu dziś ambasadora. I było widać, że jest dumny z tego, co Polonia wnosi– zaznaczył.Na koniec Sławiński porównał wizytę Karola Nawrockiego z wcześniejszymi wizytami prezydenta Andrzeja Dudy w Londynie.Tamte spotkania były bardzo oficjalne. Tutaj widzieliśmy bezpośredniość i otwartość. Prezydent Nawrocki jest blisko ludzi, nikogo nie pominął ani nie zignorował– ocenił. Jak dodał, to właśnie ta „ludzka” strona prezydentury zrobiła na Polonii największe wrażenie.To nie jest polityk od przecięcia wstęgi i odjazdu limuzyną. To człowiek, który naprawdę chce być z ludźmi– podsumował korespondent Radia Wnet./fa

Jan 13, 20268 min

Ep 12593Iran bez stereotypów. Jacek Torbicz: To kraj gościnny, ale bez wolności

Gościem Poranka Radia Wnet był Jacek Torbicz – były dziennikarz, dziś przewodnik i podróżnik, który w ubiegłym roku odwiedził Iran. W rozmowie przedstawił obraz kraju daleki od dominujących w Europie stereotypów: jednocześnie nowoczesnego i głęboko zniewolonego politycznie.Iran to kraj słoneczny, piękny, pełen życzliwych ludzi. Ale brakuje tam demokracji, wolności i wielu podstawowych praw– mówił Torbicz, wspominając swój pobyt w Teheranie i innych miastach.Jak podkreślał, na co dzień nie czuje się tam atmosfery strachu znanej z najbardziej brutalnych dyktatur. Irańczycy – jego zdaniem – otwarcie krytykują władzę i nie boją się rozmów o polityce, także z cudzoziemcami.Nie ma tam takiego strachu jak w Korei Północnej czy Turkmenistanie. Irańczycy dosyć otwarcie mówią, że im się to nie podoba. Pod tym względem nie czuje się tej autorytarności na co dzień– relacjonował.Jednocześnie Torbicz zwracał uwagę na niezwykłą gościnność społeczeństwa. Opisywał Iran jako kraj bardzo bezpieczny, czysty i uporządkowany, w którym podróżnicy – także samotne kobiety – mogą liczyć na pomoc i zaproszenia do domów.To kraj, po którym samotna kobieta może podróżować tygodniami i ani razu nie zapłacić za hotel, bo ciągle ktoś ją zaprasza do siebie– mówił.Rozmowa zeszła także na polityczną złożoność Iranu. Torbicz przypomniał, że według badań holenderskiego ośrodka GAMA około 20 proc. Irańczyków popiera władzę, a większość społeczeństwa pozostaje niezdecydowana lub krytyczna wobec reżimu. Zaznaczył jednak, że system nie jest prostą dyktaturą jednego człowieka.To nie jest tylko jeden dyktator i jego gwardia. To bardziej złożony system. W Iranie odbywają się wybory parlamentarne i prezydenckie, choć oczywiście kandydaci są wcześniej dopuszczani przez najwyższego przywódcę– tłumaczył.Prowadzący przypomniał jednak, że sama obecność wyborów nie czyni systemu demokratycznym, przywołując analogie z krajami bloku wschodniego. Torbicz przyznał, że do prawdziwej demokracji Iranowi bardzo daleko, a protesty – także te krwawo tłumione – są tego dowodem./fa

Jan 13, 202610 min

Ep 12592Każdy Polak zapłaci 70 tys. zł. Wojciech Dąbrowski o dyrektywie budynkowej UE

Gościem Poranka Radia Wnet był Wojciech Dąbrowski, prezes Fundacji Security Energy Technology (SET) i były prezes PGE. W rozmowie przedstawił wnioski z raportu dotyczącego skutków wdrożenia unijnej dyrektywy o charakterystyce energetycznej budynków. Jego zdaniem dokument ten stanie się jednym z najbardziej kosztownych i dotkliwych elementów Zielonego Ładu.To kolejny dokument wyprodukowany przez urzędników Unii Europejskiej w ramach projektu Fit for 55. Dziś można go określić jako quasi-ideologiczny, bo nie przynosi korzyści ekonomicznych, a prowadzi do drenowania kieszeni społeczeństw– mówił Dąbrowski.Jak wyjaśnił, dyrektywa zakłada, że do 2050 roku wszystkie budynki w Polsce – publiczne i prywatne – mają stać się zeroemisyjne. Już od 2028 roku wymóg ten obejmie budynki publiczne, a od 2030 wszystkie nowe inwestycje. Oznacza to obowiązkową termomodernizację, wymianę źródeł ogrzewania, przebudowę sieci ciepłowniczych oraz montaż fotowoltaiki na niemal każdym budynku.W naszym raporcie wyliczyliśmy, że koszt wdrożenia tej dyrektywy dla polskiej gospodarki wyniesie około 2,5 biliona złotych. Statystycznie każdy Polak zapłaci za to około 70 tysięcy złotych– podkreślił prezes Fundacji SET.Największym obciążeniem ma być termomodernizacja budynków, której koszt oszacowano na około 2 biliony złotych. Do tego dochodzi modernizacja systemów ciepłowniczych oraz wymiana indywidualnych źródeł ciepła. Od 2040 roku nie będzie bowiem można ogrzewać domów ani gazem, ani węglem.Najpierw wydaliśmy ogromne pieniądze na dotowanie kotłów gazowych, żeby ludzie odchodzili od węgla. A dziś słyszymy, że w 2040 roku te kotły trzeba będzie wyrzucić z domów i zastąpić je nie wiadomo czym– mówił Dąbrowski.W jego ocenie obowiązkowy charakter dyrektywy doprowadzi także do presji inflacyjnej. Ograniczona liczba firm wykonawczych i narzucone terminy spowodują gwałtowny wzrost cen usług modernizacyjnych.Jeśli coś jest obowiązkowe i w określonym czasie, to koszty zawsze rosną. Firmy będą wiedziały, że jest presja czasu– zaznaczył.Szczególnie krytycznie odniósł się do skutków dyrektywy dla polskiego ciepłownictwa, które – jak przypomniał – jest największym systemem tego typu w Europie i funkcjonuje inaczej niż w krajach południa.Sektor ciepłowniczy również ma być bezemisyjny. Skąd przedsiębiorstwa mają wziąć pieniądze na te inwestycje? Od klientów. W tej dyrektywie nie ma realnych dotacji unijnych– stwierdził.Dąbrowski zwrócił też uwagę, że ogromna część środków wydanych na transformację trafi poza Polskę – głównie do Azji i Niemiec – ponieważ krajowy przemysł nie produkuje kluczowych technologii, takich jak panele fotowoltaiczne czy pompy ciepła. Jak wskazał, „te 2,5 biliona złotych w dużej mierze wyjedzie z Polski. To wsparcie dla gospodarek innych krajów, a nie naszej”.W rozmowie pojawił się także wątek ograniczenia prawa własności. Według zapowiedzi dyrektywa może uniemożliwić sprzedaż budynków niespełniających wymogów energetycznych.Mówi się wprost o zakazie zbywania takich budynków. To twardy wymóg, który już funkcjonuje w niektórych krajach południowej Europy– zaznaczył prezes SET.Na koniec Dąbrowski ocenił, że Europa – przy najdroższej energii na świecie – traci konkurencyjność wobec USA i Chin, a Polska szczególnie boleśnie odczuje skutki tej polityki.Brakuje długofalowej strategii energetycznej. Płacimy dziś 30–40 procent ceny energii za politykę klimatyczną. Jeśli to się nie zmieni, kolejne zakłady będą znikały z Polski– ostrzegł./fa

Jan 13, 202620 min