
Radio Wnet
4,155 episodes — Page 67 of 84
Ep 12541USA, Rosja, Chiny? Otoka-Frąckiewicz: To fałszywy wybór
W Popołudnia Radia Wnet prowadzący pytał Rafała Otokę-Frąckiewicza, „lewicowego dziennikarza”, o to, czy Polska ma wybierać między wielkimi graczami. Tematem startowym była Wenezuela i niejasna sytuacja wokół Nicolása Maduro, ale rozmowa szybko rozlała się na większe pytania: o starcie mocarstw, miejsce Europy oraz o to, czy Polska w ogóle potrafi prowadzić politykę „na własny rachunek”.Otoka-Frąckiewicz na początku studził emocje: w sprawie Wenezueli – jak podkreślał – „na razie nic nie wiadomo”, a sprzecznych sygnałów jest od początku za dużo, by wyciągać pewne wnioski. Potem jednak przechodzi do interpretacji: na pierwszym planie są interesy i rywalizacja mocarstw, a język wartości bywa tylko opakowaniem.W pewnym momencie gość stawia tezę, że świat wchodzi w fazę, w której nawet te dekoracje mogą opaść – i to właśnie uznaje za nowość. Wskazuje, że Donald Trump mówił wprost o logice siły i zysku, bez zasłaniania się misją demokratyzacyjną:Nie chodzi o żadną demokrację. Chodzi o pieniądze, o ropę, o nasze zyski i Ameryka musi być silna kosztem każdego innego państwa na świecie– komentował. Grenlandia i test na myślenie o PolsceProwadzący raz po raz podrzucał scenariusz „Grenlandii”: co, jeśli Trump „zajmie” wyspę – politycznie, gospodarczo albo nawet wojskowo? I co wtedy zrobi Europa, Dania, a przede wszystkim Polska? W pytaniach wracała kwestia: z kim trzymać – z USA czy z Europą?.Otoka-Frąckiewicz unikał prostych podziałów i nie przyjmował narracji sprowadzającej polską politykę do opowiedzenia się po jednej ze stron. Najpierw ucinał praktycznie: Polska nie ma tam baz, nie jest kluczowym graczem w tym sporze. Ale zaraz potem przesuwał rozmowę na poziom zasad: istotne nie jest, „czyjego patrona wybrać”, tylko jak zbudować własną pozycję, tak by nie być wyłącznie przedmiotem cudzych decyzji. Wprost wybrzmiało to, gdy prowadzący zapytał o stronę w starciu mocarstw:„Polska? Po swojej”.Dopytywany „co to znaczy”, gość dopowiadał, że państwo powinno prowadzić politykę opartą na własnym interesie, a nie na odruchowym dopisywaniu się do jednego bieguna.Później prowadzący sformułował pytanie, czy lepiej, żeby „nas miały Stany”, czy „żeby nas miała Rosja”? Otoka-Frąckiewicz odrzucił samą konstrukcję takiej alternatywy. Nie wchodził w licytację „mniejszego zła”, tylko wracał do tego samego postulatu: Polska ma „mieć samą siebie”.Ja chcę, żebyśmy mieli my sami siebie, żeby Polska była silna, a ludziom żyło się lepiej– mówił. Kolejny fragment rozmowy dotyczył oceny polskiej pozycji. Otoka-Frąckiewicz postawił tezę pesymistyczną – że Polska w geopolityce i gospodarce jest w praktyce mało samodzielna, a jej potencjał jest w dużej mierze zależny od zewnętrznych centrów. Prowadzący tę tezę punktował jako „hasło, które się klika” i próbował ją relatywizować, dopytując o skalę realnej zależności oraz o to, czy da się to zmienić.Gość argumentował, że problemem nie jest pojedynczy wskaźnik czy jedno hasło o „dwudziestej gospodarce świata”, tylko kruchość modelu opartego o kapitał zewnętrzny: firmy mogą przenosić procesy i miejsca pracy tam, gdzie jest taniej. W tym kontekście przywołał przykład Krakowa i sytuację ludzi, którzy tracą pracę, gdy zagraniczne podmioty przenoszą działalność do Azji:
Ep 12540Beata Maciejewska: Tusk ma Czarzastego za nic
Chyba tylko sam marszałek Sejmu uważa dziś, że Lewica jest silna - mówi była posłanka tego ugrupowania, autorka książki "Kulisy Lewicy".
Ep 12539Serwis Międzynarodowy: operacja USA w Wenezueli godzina po godzinie, protesty w Iranie
Operacja pojmania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro zaskoczyła świat oraz polityków amerykańskich. Jak wydarzenia w Wenezueli mogą wpłynąć na sposób prowadzenia polityki międzynarodowej na świecie?
Ep 12537Studio Białoruskie 07.01.2026 r.: dalszy ciąg napięć między Wilnem a Mińskiem
W audycji nie zabrakło prognoz dotyczących tego, jak na sytuację na Białoruski wpłynie interwencja USA w Wenezueli.
Ep 12536Libańskie zwyczaje bożonarodzeniowe - Studio Bejrut - 06.01.2026 r.
Słuchamy o religijnej i kulturowej różnorodności kraju, lokalnych nazwach i znaczeniu święta (Epifania/Dynach), zwyczajach domowych i kościelnych, poświęceniu wody oraz symbolice słowa „dajem”.
Ep 12535Muzyka i codzienność w cieniu wojny: rozmowa z Władysławem Hołobem – Cała naprzód 07.01.2026 r.
Konrad Mędrzecki, prosto z użhorodzkiego studia domowego, prowadzi ciekawą rozmowę z Władysławem Hołobem – saksofonistą i informatykiem, który wraz z wybuchem wojny musiał opuścić rodzinne Mikołajewo.Rozmówca dzieli się swoimi doświadczeniami związanymi z rosyjską agresją na Ukrainę oraz jej realnymi konsekwencjami dla jego życia i losów najbliższych. Opowiada także o niezwykłej pomocy, jaką on i jego rodzina otrzymali od ks. Henryka Jaworskiego, a także o sile i znaczeniu muzyki w swoim życiu. Specjalnie dla słuchaczy Radia Wnet wykonuje kilka standardów na saksofonie!
Ep 12535"Wyprawa do wnętrza PRL"- Nieregularnik literacki - 04.01.2026 r.
Czemu Peerel ciągle wzbudza sentyment? Czy przypominanie jego absurdów może to zmienić? Na ile czytelne są jeszcze pojęcia: ZURT, PGR oraz PEWEX?
Ep 12534"Proces Maduro będzie przestrogą dla resztek reżimu w Caracas"
Wenezuela była źródłem największej fali migracji do USA, dlatego Trump zdecydował się wyeliminować to zagrożenie - mówi dziennikarz Telewizji Republika Maciej Rusiński.
Ep 12533„Pokazujesz telefon albo idziesz do więzienia”. Nowa codzienność Wenezueli
– To kraj bandycki – mówi w Radiu Wnet wenezuelski reżyser Franco de Peña. Opisuje w Radiu Wnet, jak bojówki i aparat represji nadal rządzą Wenezuelą.Sytuacja w Wenezueli po aresztowaniu Nicolás Maduro nie oznacza realnej zmiany władzy – mówi na antenie Radio Wnet wenezuelski reżyser i dokumentalista Franco de Peña. Jak relacjonuje, państwo wciąż znajduje się pod kontrolą tej samej grupy ludzi, a codzienność obywateli wyznaczają represje, bojówki i strach.
Ep 12532Chiny wściekłe po amerykańskiej akcji w Wenezueli
Tak ostrego języka chińskiej dyplomacji jeszcze nie słyszałem – relacjonuje Andrzej Zawadzki-Liang, gospodarz Studia Szanghaj w Radiu Wnet po amerykańskiej akcji w Wenezueli.Jak relacjonuje Andrzej Zawadzki-Liang, w Chinach wydarzenia w Wenezueli stały się tematem numer jeden. Wynika to z faktu, że Chiny są największym partnerem inwestycyjnym i handlowym Wenezueli, szczególnie od czasów Hugo Cháveza, a później Nicolása Maduro.Nic dziwnego, że Pekin zareagował jako pierwszy i w wyjątkowo ostrym tonie– podkreśla gospodarz Studia Szanghaj.Zawadzki-Liang zwraca uwagę, że reakcja chińskiego MSZ była rzadko spotykana, jeśli chodzi o język dyplomatyczny.Jak mówi, sam rzecznik chińskiego MSZ wprost stwierdził, że działania USA są bezprawne i stanowią naruszenie prawa międzynarodowego.Według relacji Zawadzkiego-Lianga, w Pekinie podkreślano również, że Stany Zjednoczone nie mają prawa pełnić roli „międzynarodowego policjanta”.
Ep 12531Maciej Kożuszek: Trump między MAGA a establishmentem, Grenlandia kluczem geostrategii
Maciej Kożuszek analizuje napięcia w USA: pęknięcia w obozie Trumpa, kryzys Demokratów, Wenezuelę i znaczenie Grenlandii w globalnej rywalizacji.
Ep 12530Polska traci suwerenność kawałek po kawałku. 10 punktów Jacka Saryusz-Wolskiego
Unia Europejska krok po kroku staje się państwem, odbierając kompetencje państwom narodowym – mówi Jacek Saryusz-Wolski. W rozmowie z Jaśminą Nowak wylicza obszary utraty suwerenności Polski.
Ep 12529USA, Chiny i świat bez reguł. Bartoszewicz: „Państwa tracą suwerenność, nawet tego nie widząc”
Nie ma już prawa międzynarodowego, są tylko interesy. Dr Artur Bartoszewicz w Radiu Wnet tłumaczy, dlaczego USA, Chiny i dług rozmontowują porządek świata.Świat wchodzi w etap brutalnej przebudowy globalnego układu sił. W ocenie dr. Artura Bartoszewicza, ekonomisty SGH i byłego kandydata na prezydenta RP, wydarzenia wokół Wenezueli są jedynie jednym z widocznych symptomów głębszego procesu: zaniku prawa międzynarodowego, koncentracji władzy gospodarczej i przesuwania realnych decyzji poza granice państw narodowych.USA jako hegemon surowcowyZdaniem Bartoszewicza wejście Stanów Zjednoczonych do Wenezueli oznacza coś znacznie więcej niż lokalną operację polityczno-wojskową.Zawsze, kiedy na rynek wchodzi znaczący gracz, posiadający ogromne zasoby finansowe, technologie i zdolność narzucania własnych reguł, sytuacja globalna się zmienia– mówi.
Ep 12528Jedno uderzenie to za mało. Ekspert: konflikt został „rozkręcony” na lata
Precyzyjna operacja wojskowa to za mało. Michał Bruszewski, reporter wojenny, dziennikarz tłumaczy w Radiu Wnet, dlaczego USA i Rosja grają dziś na czas – i dlaczego wojna może jeszcze długo trwać.Amerykańska operacja w Wenezueli, perspektywa dalszych działań USA w Ameryce Łacińskiej oraz realne scenariusze wojny na Ukrainie – te wątki łączy jedno: długotrwałość i brak szybkich rozstrzygnięć. Michał Bruszewski, korespondent wojenny i analityk Defence24, w rozmowie na antenie Radia Wnet studzi emocje i pokazuje, że zarówno Waszyngton, jak i Moskwa działają dziś w logice „zarządzania kryzysem”, a nie jego zakończenia.
Ep 12797Studio Lwów 05.01.2026 r.: zaproszenie na Bal Lwowski w Krakowie; renowacja Cmentarza Łyczakowskiego
W audycji również apel Fundacji Bratnia Dusza o pomoc dla organizatorów wyjazdów wypoczynkowych najstarszych lwowskich Polaków.
Ep 12527Grzegorz Kuczyński: Chiny najwięcej tracą na upadku Maduro
Komunikat Pekinu po ujęciu wenezuelskiego dyktatora jest był wyraźnie ostrzejszy od komunikatu Moskwy - mówi ekspert ds. wschodnich.
Ep 12526Paweł Rakowski: zmiana władzy w Iranie jest nieunikniona
Reżim ajatollahów wyczerpał swoje możliwości: to ustrój starców - stwierdza ekspert ds. bliskowschodnich.
Ep 12525Żygadło: interwencja USA w Wenezueli nie zmieni sytuacji na polskiej prawicy. Podział zarysował się już dawno
Możemy dyskutować, czy USA są dobre czy złe, ale pytanie brzmi: kto inny jest naszym sojusznikiem - podkreśla dziennikarz Łukasz Żygadło.
Ep 12524Gorąca dyskusja wśród opinii publicznej USA i zapowiedź trudnego procesu Maduro. Komentarz Tomasza Grzywaczewskiego
Trwa nowa zimna wojna i teraz chodzi o to, by nie przerodziła się w wojnę gorącą - mówi dziennikarz.
Ep 12523Porozmawiajmy o Sporcie: Turniej Czterech Skoczni, zmiany w przepisach gry w piłkę nożną
W audycji również prognozy dotyczące piłkarskiej reprezentacji Polski na 2026 rok.
Ep 12522Harcerskie skrzydła i marynistyczne obrazy – Cała naprzód 05.01.2026 r.
Podharcmistrz Jakub Chwesiuk i przyboczny Piotr Muszyński z 7 Poleskiej Drużyny Wędrowników „Żar” opowiadają o wyjątkowym, wieloetapowym projekcie „Harcerskie Skrzydła”. Inicjatywę zainspirowała inspirowanego postać Tadeusza Kotza – pilota Dywizjonu 303. W ramach projektu podążają śladami polskiego żołnierza, ale też odwiedzają miejsca związane z historią skautingu i polskich dywizjonów na Wyspach. Mówią m.in. o tym, czym jest dla nich harcerstwo, w jaki sposób realizują projekt i co oznacza dla nich Tadeusz Kotz.Następnie odwiedza nas artystka i malarka Weronika Jonak, która niedawno wróciła z kilkumiesięcznego rejsu na statku Fryderyk Chopin. Podróż zainspirowała ją do namalowania obrazów związanych z morzem, a wernisaż owych prac odbędzie się w piątek 9 stycznia o godz. 19:00 w Domu Sztuki na Ursynowie (ul. Wiolinowa 14).Na koniec audycji łączymy się z redaktorem Konradem Mędrzeckim, który zdaje relację ze swojego pobytu w Użhorodzie.
Ep 12521Książkowe podsumowanie 2025 roku - Nieregularnik literacki - 28.12.2025 r.
Które z książek opublikowanych w roku 2025 zapamiętamy? Czym zachwyciła beletrystyka, a czym literatura faktu? Jakie rocznice literackie celebrowano podczas minionych 12 miesięcy?
Ep 12520Michał Karnowski: odejście Morawieckiego z PiS to karta negocjacyjna, nie przesądzony fakt
Współtwórca kanału TAK studzi spekulacje o rychłym rozłamie w Prawie i Sprawiedliwości. Jego zdaniem napięcia w partii pozostającej w opozycji są naturalne.
Ep 12519Aleksandra Fedorska o sabotażystach z niemieckiej grupy Vulkan
Gościem Radia Wnet była Aleksandra Fedorska, dziennikarka i publicystka, która opisała kulisy sabotażu energetycznego w Berlinie. Po ataku, do którego przyznała się skrajnie lewicowa grupa aktywistów, dziesiątki tysięcy mieszkańców stolicy Niemiec zostały pozbawione dostaw prądu.Jak relacjonowała Fedorska, początkowo bez energii elektrycznej było około 50 tysięcy gospodarstw domowych. Dzięki trwającym od kilku dni pracom naprawczym liczba ta spadła, ale problem wciąż dotyka ogromnej części miasta.To nie jest pierwszy raz, kiedy Berlin staje się ofiarą takiego ataku. Mówimy o klasycznym sabotażu – bardzo precyzyjnym, wykonanym prawdopodobnie przez sieć grup, a nie jedną komórkę– wskazywała.Najbardziej dotknięta awarią była dzielnica Lichterfelde na południowym wschodzie miasta, choć – jak zaznaczyła dziennikarka – część tego obszaru zaczęła już wracać do normalnego funkcjonowania.Fedorska zwróciła uwagę, że sprawcy wykazali się wyjątkowym przygotowaniem technicznym i doskonałą znajomością infrastruktury krytycznej Berlina. Sabotażyści uderzyli w punkt, który nie znajduje się pod ziemią – co w niemieckich warunkach jest rzadkością – lecz nad kanałem, na niewielkim mostku, którym poprowadzono kluczowe kable.To był newralgiczny punkt dystrybucyjny. Nie byle jaki kabel. Bardzo mądrze wybrany cel – podpalono mostek nad kanałem, a dodatkowo wzmocniono atak metalową konstrukcją, która spowodowała spięcia– opisuje.Jak podkreślała rozmówczyni Radia Wnet, trudne warunki pogodowe – śnieg i mróz – dodatkowo komplikują prace naprawcze, co tłumaczy, dlaczego pełne przywrócenie dostaw energii zapowiadane jest dopiero na 8 stycznia.W rozmowie pojawił się również wątek samej grupy sprawców. Sabotażyści określają się mianem „Vulkan”, a niemieckie służby od lat mają problem z ich identyfikacją.Oni działają od mniej więcej dekady. Bardzo skutecznie. To ta sama grupa, która niegdyś wyłączyła fabrykę Tesli na tydzień. Służby nie wiedzą, czy to jedna grupa, czy cała sieć– mówi.Fedorska zwróciła uwagę na ideologiczne zaplecze ataku. Grupa opublikowała długie, manifestacyjne oświadczenie, które w formie i języku przypomina teksty znane z czasów działalności skrajnie lewicowego terroryzmu w RFN.Według deklaracji sprawców energia ma być „silnikiem wyzysku gospodarczego”, a jej odcięcie – sposobem na uderzenie w fundamenty kapitalizmu.Oni uważają, że energia to nowa forma wyzysku. Jeśli się ją odetnie, to – w ich rozumieniu – odcina się powietrze kapitalizmowi– komentuje./fa
Ep 12518Dr Gocłowska-Bolek: Reżim w Wenezueli nadal kontroluje państwo
Gościem „Poranka Wnet” była Joanna Gocłowska-Bolek, latynoamerykanistka z Uniwersytetu Warszawskiego, która szczegółowo opisała rzeczywistą sytuację polityczną w Wenezueli po zatrzymaniu Nicolása Maduro. Jej zdaniem spektakularne usunięcie prezydenta nie przełożyło się na faktyczną zmianę władzy.„Struktura rządu w Wenezueli, którą ustanowił reżim Maduro, nadal sprawuje władzę. Reżim kontroluje wojsko, siły bezpieczeństwa, gospodarkę – ta praktyczna władza została zachowana.”Jak wyjaśniała, sytuacja przypomina moment śmierci głowy państwa – formalnie prezydenta już nie ma, ale cały aparat państwowy funkcjonuje bez większych zakłóceń. Tymczasowo urząd przejęła wiceprezydent Delcy Rodríguez.„Delcy Rodríguez została zaprzysiężona na prezydenta tymczasowego na trzy miesiące, z możliwością przedłużenia. I prawdopodobnie tak to będzie wyglądało.”Według dr Gocłowskiej-Bolek obecnie w Wenezueli trwają zakulisowe negocjacje i przetasowania wewnątrz elity rządzącej – zarówno w relacjach z administracją Donalda Trumpa, jak i w samym obozie władzy.„My tego nie widzimy, o tym się nie mówi, ale najprawdopodobniej trwają rozmowy z administracją Donalda Trumpa oraz ruchy w samym reżimie – zabezpieczanie kapitału, przetasowania personalne.”Ekspertka zwróciła uwagę, że Donald Trump otwarcie zapowiada kontrolowanie Wenezueli przez Stany Zjednoczone, ale bez natychmiastowego demontażu istniejącego systemu.„Wiemy z ust Donalda Trumpa, że to on zamierza rządzić Wenezuelą. Wydaje się, że reżim zostanie pozostawiony, przynajmniej przez pewien czas, pod kontrolą USA.”Kluczowym problemem pozostaje całkowite pominięcie opozycji. Zdaniem rozmówczyni Radia Wnet naturalną kandydatką do udziału w procesie transformacji byłaby Maria Corina Machado – laureatka Pokojowej Nagrody Nobla i liderka opozycji.„Maria Corina Machado aż się prosi, by uczestniczyć w tym procesie. To ona zjednoczyła opozycję i doprowadziła do wyborów wygranych przez Edmundo Gonzáleza – prezydenta-elekta.”Tymczasem, jak podkreślała, Donald Trump publicznie umniejsza jej rolę i nie traktuje jej jako realnego partnera.„Trump powiedział, że nawet z nią nie rozmawiał, że to miła kobieta, ale nie cieszy się szacunkiem w Wenezueli i nie ma kontroli nad wojskiem i siłami bezpieczeństwa.”W ocenie dr Gocłowskiej-Bolek ewentualne szybkie przekazanie władzy opozycji wymagałoby realnej obecności militarnej USA – czego Waszyngton raczej unika.„To kraj skrajnie skorumpowany, z silnymi grupami przestępczymi. Poukładanie tego wymaga czasu, pieniędzy i ogromnej rozwagi.”Ekspertka zwróciła uwagę na jeden szczególnie istotny szczegół w wystąpieniach Trumpa.„Słuchałam uważnie jego wypowiedzi i ani razu nie padło słowo ‘demokracja’. Głównym tematem była ropa naftowa i kontrola nad nią.”Jej zdaniem realne, wolne wybory w Wenezueli to perspektywa raczej lat niż miesięcy.„To może potrwać półtora roku, dwa lata. Dopiero wtedy mogłyby się odbyć wolne i powszechne wybory z udziałem opozycji.”W rozmowie pojawił się także wątek Chin, które domagają się uwolnienia Maduro. Dr Gocłowska-Bolek oceniła, że Pekin raczej nie zdecyduje się na realną interwencję.„Chiny są obecne w Wenezueli głównie ze względu na ropę. Interwencja militarna jest bardzo mało prawdopodobna, choć region stał się polem rywalizacji USA i Chin.”Zaznaczyła jednak, że działania USA tworzą niebezpieczny precedens w polityce międzynarodowej.„To lekcja dla innych, że prawo międzynarodowe nie jest aż tak ważne. Taki precedens może być wykorzystywany w innych regionach świata, także przez Chiny.”Na koniec rozmowy ekspertka odniosła się do gróźb Donalda Trumpa wobec Kolumbii i Meksyku.„Trump pokazuje, że obie Ameryki są jego strefą wpływów. To powrót do roli ‘policjanta’, choć sytuacja Kolumbii jest inna, bo tam władza pochodzi z demokratycznych wyborów.”
Ep 12517Morawiecki poza PiS? Łukasz Warzecha: To już raczej pytanie „kiedy”, a nie „czy”
Gościem „Odysei Wyborczej” Radia Wnet był Łukasz Warzecha, dziennikarz i publicysta, który w rozmowie odniósł się do narastających napięć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości oraz możliwych konsekwencji politycznych ewentualnego odejścia Mateusza Morawieckiego z partii.Warzecha podkreślał, że choć w polityce nie ma stuprocentowych pewników, to obecna sytuacja w PiS wyraźnie wskazuje na pogłębiający się konflikt między byłym premierem a frakcją, która chciałaby wypchnąć go z ugrupowania.„Sugeruję, bo oczywiście w polityce pewności nie ma. Natomiast widać, że napięcie pomiędzy Mateuszem Morawieckim i jego ludźmi a frakcją, która dążyłaby wręcz do jego wypchnięcia z PiS, rośnie.”Publicysta przypomniał, że obecna odsłona sporu nie jest pierwszą. W jego ocenie to kontynuacja wcześniejszego, długotrwałego konfliktu Morawieckiego ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry – dziś już zmarginalizowanym, ale wcześniej bardzo wpływowym.„Ta obecna odsłona konfliktu jest drugą odsłoną poważnego sporu. Wcześniej byli to ziobryści, dziś są inni aktorzy, ale wiele wątków zostało przejętych i one nadal stanowią dla Morawieckiego bardzo poważne obciążenie.”Jak zaznaczył Warzecha, nie są to wyłącznie personalne animozje, lecz kwestie programowe, które ciągną się za byłym premierem i mogą być problemem nie tylko dla niego, ale również dla całego PiS.„To są argumenty, które Morawiecki próbuje zagadać albo zbić, ale one są realne i są dla niego poważnym obciążeniem – także dla PiS, gdyby miał w nim odgrywać większą rolę.”W dalszej części rozmowy publicysta rozważał możliwe scenariusze polityczne w przypadku rozłamu w PiS. Jego zdaniem Morawiecki mógłby próbować pozycjonować się jako „bardziej europejski” wariant tej formacji, co naturalnie zbliżałoby go do Koalicji Obywatelskiej.„W takiej sytuacji Morawiecki będzie się starał ustawić jako rozsądniejszy, bardziej europejski PiS. To popycha go w stronę Koalicji Obywatelskiej.”Warzecha zwrócił uwagę, że w obecnych realiach trudno przewidzieć układ przyszłego Sejmu, a ewentualna lista Morawieckiego – nawet z kilkunastoma mandatami – mogłaby stać się czynnikiem rozstrzygającym o kształcie rządu.„Możemy mieć sytuację, w której to właśnie Morawiecki stanie się czynnikiem decydującym. I wtedy pojawi się pytanie: z kim pójdzie?”Zapytany o charakter konfliktu, publicysta stanowczo podkreślił, że nie sprowadza się on jedynie do osobistych ambicji.„Ten konflikt ma oczywiście wymiar personalny, ale jego podstawy są jak najbardziej programowe. Zarzuty dotyczą zbyt daleko idącej uległości wobec Unii Europejskiej, a nawet pojawiają się głosy o konieczności rozważania wariantu polexitowego.”W rozmowie pojawił się także wątek Wenezueli i reakcji polskich polityków na działania USA. Warzecha bardzo krytycznie ocenił wypowiedzi części prawicy, sugerujące analogie między Wenezuelą a sytuacją w Polsce.„Reakcje typu ‘ha, ha, ha, dobrze Trump zrobił’ są intelektualnie prostackie. Stany Zjednoczone ewidentnie złamały prawo międzynarodowe.”Publicysta jednoznacznie odrzucił pomysł jakiejkolwiek zewnętrznej interwencji w Polsce, nawet wobec rządu, który sam ocenia bardzo krytycznie.„Można bardzo źle oceniać premiera Tuska – ja go bardzo źle oceniam – ale życzenie sobie obcej interwencji w Polsce to brak szacunku dla własnego państwa.”Na zakończenie rozmowy Warzecha odniósł się do aktualnej kondycji rządu Donalda Tuska. Jego zdaniem sytuacja nie jest ani tak dobra, jak sugeruje propaganda rządowa, ani tak zła, jak oczekiwała opozycja po wcześniejszych kryzysach.„Jest lepiej, niż spodziewała się opozycja, ale nie jest tak dobrze, jak chciałby rząd. Makroekonomiczne wskaźniki niewiele mówią o sytuacji zwykłego podatnika.”Publicysta przestrzegał przed przekonaniem, że wynik kolejnych wyborów jest już przesądzony.„To absolutnie nie jest tak jasne i oczywiste. Do wyborów jest jeszcze trochę czasu, a dynamika polityczna jest bardzo duża.”
Ep 12516Zbigniew Dąbrowski: Główny grzech Maduro to zbrodnie i terroryzm
Ekspert ds. Ameryki Łacińskiej Zbigniew Dąbrowski analizuje sytuację po ujęciu Nicolasa Maduro przez Stany Zjednoczone. Podkreśla skalę zbrodni byłego już dyktatora.
Ep 12515Energetyczny sabotaż w Berlinie. Skrajna lewica uderzyła w infrastrukturę miasta
Gościem Poranka Wnet była Aleksandra Fedorska, dziennikarka i publicystka, która opisała kulisy sabotażu energetycznego w Berlinie. Po ataku, do którego przyznała się skrajnie lewicowa grupa aktywistów, dziesiątki tysięcy mieszkańców stolicy Niemiec zostały pozbawione dostaw prądu.Jak relacjonowała Fedorska, początkowo bez energii elektrycznej było około 50 tysięcy gospodarstw domowych. Dzięki trwającym od kilku dni pracom naprawczym liczba ta spadła, ale problem wciąż dotyka ogromnej części miasta.To nie jest pierwszy raz, kiedy Berlin staje się ofiarą takiego ataku. Mówimy o klasycznym sabotażu – bardzo precyzyjnym, wykonanym prawdopodobnie przez sieć grup, a nie jedną komórkę– wskazywała.Najbardziej dotknięta awarią była dzielnica Lichterfelde na południowym wschodzie miasta, choć – jak zaznaczyła dziennikarka – część tego obszaru zaczęła już wracać do normalnego funkcjonowania.Fedorska zwróciła uwagę, że sprawcy wykazali się wyjątkowym przygotowaniem technicznym i doskonałą znajomością infrastruktury krytycznej Berlina. Sabotażyści uderzyli w punkt, który nie znajduje się pod ziemią – co w niemieckich warunkach jest rzadkością – lecz nad kanałem, na niewielkim mostku, którym poprowadzono kluczowe kable.To był newralgiczny punkt dystrybucyjny. Nie byle jaki kabel. Bardzo mądrze wybrany cel – podpalono mostek nad kanałem, a dodatkowo wzmocniono atak metalową konstrukcją, która spowodowała spięcia– opisuje.Jak podkreślała rozmówczyni Radia Wnet, trudne warunki pogodowe – śnieg i mróz – dodatkowo komplikują prace naprawcze, co tłumaczy, dlaczego pełne przywrócenie dostaw energii zapowiadane jest dopiero na 8 stycznia.W rozmowie pojawił się również wątek samej grupy sprawców. Sabotażyści określają się mianem „Vulkan”, a niemieckie służby od lat mają problem z ich identyfikacją.Oni działają od mniej więcej dekady. Bardzo skutecznie. To ta sama grupa, która niegdyś wyłączyła fabrykę Tesli na tydzień. Służby nie wiedzą, czy to jedna grupa, czy cała sieć– mówi.Fedorska zwróciła uwagę na ideologiczne zaplecze ataku. Grupa opublikowała długie, manifestacyjne oświadczenie, które w formie i języku przypomina teksty znane z czasów działalności skrajnie lewicowego terroryzmu w RFN.Według deklaracji sprawców energia ma być „silnikiem wyzysku gospodarczego”, a jej odcięcie – sposobem na uderzenie w fundamenty kapitalizmu.Oni uważają, że energia to nowa forma wyzysku. Jeśli się ją odetnie, to – w ich rozumieniu – odcina się powietrze kapitalizmowi– komentuje./fa
Ep 12514Marek Budzisz: Wenezuela pokazuje granice rosyjskiej siły i nową strategię USA
Rosja utknęła na Ukrainie i traci pole manewru globalnie – ocenia Marek Budzisz ze Strategy&Future. Wydarzenia w Wenezueli to sygnał presji USA i test dla Moskwy, Chin oraz Europy.
Ep 12513„Kryminaliści dalej są u władzy”. Reżyser mówi, co naprawdę dzieje się w Wenezueli
Gościem Poranka Wnet był Franco De Peña, wenezuelski reżyser dokumentalista, który opisał nastroje panujące dziś w jego kraju po zatrzymaniu Nicolása Maduro przez Amerykanów. Jak podkreślał od samego początku rozmowy – to wydarzenie nie oznacza realnej zmiany władzy.Maduro został aresztowany, ale reżim nie został obalony. Władza się tylko przetasowała. Delcy Rodríguez jest teraz prezydentem, minister obrony dalej działa, minister spraw wewnętrznych dalej działa. Wszyscy kryminaliści dalej są u władzy– podkreślał.Zdaniem De Peñy operacja miała przede wszystkim charakter wizerunkowy – miała pokazać światu, że możliwe jest zatrzymanie dyktatora. W samej Wenezueli jednak niewiele się zmieniło, a strach wręcz się pogłębił.To jest pokazówka dla świata. Na miejscu wszystko jest po staremu, tylko więcej jest strachu. Ludzie się boją, siedzą w domach, boją się wyjść– zaznacza.Reżyser odniósł się także do pojawiających się w mediach relacji o spontanicznych reakcjach Wenezuelczyków, którzy mieli wiwatować po zatrzymaniu Maduro. Jak przyznał, radość istnieje – ale to radość bardzo krucha i podszyta lękiem.Ludzie się cieszą, bo widzą, że Amerykanie potrafili aresztować prezydenta, pokonać jego ochronę, kubańską gwardię. Ale jednocześnie boją się, bo represje trwają– mówił.De Peña obawia się, że Stany Zjednoczone, działając z pozycji siły, mogą pójść w kierunku pragmatycznych negocjacji z ludźmi dawnego reżimu, z pominięciem opozycji.Boję się, że Trump będzie robił biznes i zostawi władzę taką, jaka jest. Opozycja została całkowicie pominięta. Oni negocjują z dyktaturą, która ma wojsko, ministerstwa i realną władzę– zaznacza.W jego ocenie mówienie dziś o „tranzycji” czy „okresie przejściowym” jest co najmniej przedwczesne. Reżyser zwrócił uwagę na relatywizowanie pojęć prawa międzynarodowego i praw człowieka w debacie publicznej.Jak porywa się 150 Izraelczyków z kibucu, to mówi się o oporze. Jak aresztuje się Maduro, to nagle jest łamanie prawa międzynarodowego. Te pojęcia są dziś skrajnie relatywne– wskazuje.Dla De Peñy punktem odniesienia nie są abstrakcyjne definicje, lecz twarde liczby opisujące skalę tragedii Wenezueli.Osiem milionów ludzi musiało wyjechać z kraju. Dziesięć tysięcy ludzi zostało zabitych. Pięćset osób zginęło na protestach. Osiemnaście tysięcy było więźniami politycznymi. Dziewięćdziesiąt procent ludzi żyje w totalnej biedzie– wylicza.Jak zaznaczył, sam nie może dziś wrócić do kraju ani dokumentować wydarzeń na miejscu – nie ma paszportu. Mimo to w zatrzymaniu Maduro widzi cień nadziei, choć bardzo ostrożnej.To może być malutka nadzieja. My szliśmy w kierunku Kuby. To jest pierwszy moment, kiedy pojawia się szansa, że Kubą jednak nie będziemy– zaznacza.Na zakończenie rozmowy De Peña podkreślił, że marzenie o wolnej, demokratycznej i bogatej Wenezueli pozostaje wciąż odległe.Każdy z nas chciałby, żeby to był znowu wolny kraj. Czy tak będzie – okaże się. Na razie to tylko to, co po angielsku nazywa się ‘wannabe’ – coś, czego bardzo chcemy, ale czego jeszcze nie mamy– mówi./fa
Ep 12512Wenezuela po Maduro: militarny blitz USA i polityczna niewiadoma
Gościem Poranka Wnet był Tomasz Grzywaczewski, dziennikarz i publicysta, komentujący reakcje Stanów Zjednoczonych i świata po amerykańskiej operacji w Wenezueli oraz zatrzymaniu Nicolása Maduro. Jak podkreślał, w USA kluczowym punktem odniesienia stała się sobotnia konferencja prasowa Donalda Trumpa, która – zamiast uspokoić sytuację – otworzyła nową falę pytań.Donald Trump poświadczył, że Stany Zjednoczone będą kierować Wenezuelą do momentu dokonania tranzycji władzy. Co kryje się pod tym słowem "kierować", tego tak naprawdę nie wiemy– mówił. Według Grzywaczewskiego amerykańskie media natychmiast podzieliły się w ocenie wydarzeń. Po stronie liberalno-lewicowej dominuje narracja o złamaniu prawa międzynarodowego i podważaniu suwerenności państw, natomiast konserwatywni komentatorzy podkreślają skuteczność i siłę USA.New York Times pisze, że działania Trumpa były nielegalne i niemądre. Z kolei media konserwatywne wskazują, że udało się wyeliminować brutalnego dyktatora i osłabić wpływy Chin oraz Rosji w regionie– opisuje. Dziennikarz zwracał uwagę, że sama operacja – przeprowadzona w ciągu kilku godzin – już przeszła do historii wojskowości. Jednocześnie jednak jej polityczne konsekwencje pozostają niejasne.Z jednej strony niezwykle spektakularnie zaplanowana i przeprowadzona operacja specjalna, a z drugiej brak wyraźnej mapy drogowej, która wskazywałaby, co dalej ma się wydarzyć– komentuje. Szczególne kontrowersje budzi możliwość rozmów Waszyngtonu z przedstawicielami dawnego reżimu, w tym z wiceprezydent Delcy Rodríguez. Zdaniem Grzywaczewskiego taki scenariusz mógłby okazać się zarówno etycznie dwuznaczny, jak i politycznie ryzykowny.Rozmowa zeszła także na reakcje opinii publicznej w USA i wśród Latynosów. Grzywaczewski zauważył, że obalenie Maduro wywołało falę radości w Ameryce Łacińskiej i wśród latynoskiej diaspory w Stanach Zjednoczonych, co może przełożyć się na poparcie dla Trumpa.Maduro był powszechnie znienawidzony nie tylko w Wenezueli, ale i w wielu krajach regionu. Stał się symbolem wataszki, który z jednego z najbogatszych państw zrobił piekło na ziemi– mówił. Jednocześnie dziennikarz przypominał, że prezydent USA zagrał bardzo ryzykownie – zarówno militarnie, jak i politycznie – zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów do Kongresu.To była hazardowa zagrywka. Gdyby operacja się nie udała, gdyby zginęli amerykańscy żołnierze, byłaby to wizerunkowa katastrofa dla Trumpa w roku wyborczym– zwraca uwagę. Sukces – przynajmniej na tym etapie – pozwala jednak Białemu Domowi budować narrację o skutecznej, precyzyjnej interwencji, odmiennej od długotrwałych i kosztownych wojen w Iraku czy Afganistanie.Na koniec Grzywaczewski zwrócił uwagę na możliwe kolejne napięcia w regionie – zwłaszcza w kontekście Kuby, która jego zdaniem od lat pełni rolę ekspozytury wpływów rosyjskich i chińskich w basenie Morza Karaibskiego.Stany Zjednoczone będą konsekwentnie niszczyć te siły w Ameryce Łacińskiej, które realizują interesy chińsko-rosyjskie. Kuba jest kolejnym oczywistym punktem odniesienia, choć nie musi to oznaczać interwencji zbrojnej– ocenił./fa
Ep 12511Prawo międzynarodowe to fikcja. Bronisław Wildstein: Świat jest w stanie wojny
W Poranku Radia Wnet Bronisław Wildstein – pisarz i publicysta – odniósł się do debaty wywołanej komentarzem dr. Józefa Orła na platformie X. Punktem wyjścia była kwestia rzekomego łamania prawa międzynarodowego przez Stany Zjednoczone w kontekście wydarzeń w Wenezueli oraz pytanie, czy w zmieniającym się układzie sił na świecie to prawo w ogóle jeszcze obowiązuje.Wildstein od początku stawia sprawę ostro: jego zdaniem prawo międzynarodowe funkcjonuje dziś bardziej jako ideologiczny fetysz niż realny system norm. Jak podkreślał, odwoływanie się do niego bywa wybiórcze i instrumentalne, zwłaszcza w sytuacjach, gdy Zachód próbuje reagować na działania reżimów autorytarnych.Prawo międzynarodowe traktuje się jako fetysz i wymachuje się nim przed nami. Pytanie brzmi: czy ono w ogóle istnieje? Jakie siły są w stanie je gwarantować i w oparciu o co?– pyta.Publicysta przypomniał rolę ONZ, która w założeniu miała stać na straży pokoju i praw człowieka, a w praktyce – jak mówił – wielokrotnie chroniła brutalne reżimy.W dalszej części rozmowy Wildstein przeszedł do szerszego kontekstu geopolitycznego. Jego zdaniem nie mamy dziś do czynienia z powrotem do klasycznej zimnej wojny, lecz z sytuacją znacznie bardziej niebezpieczną – realnym stanem wojny, choć prowadzonej także w sposób hybrydowy.Mamy normalną agresję rosyjską na Ukrainę, w całym tego słowa znaczeniu. Towarzyszy jej agresja hybrydowa wobec państw Europy, w tym Polski. I jakoś na to przymykamy oczy– mówi.Publicysta zwracał uwagę na podwójne standardy w ocenie działań mocarstw. Gdy Rosja czy Chiny naruszają prawo międzynarodowe, reakcje Zachodu bywają – jego zdaniem – powściągliwe. Gdy jednak na zagrożenia odpowiadają Stany Zjednoczone, natychmiast pojawiają się oskarżenia o łamanie prawa.Komentując sytuację w Wenezueli, Wildstein wskazywał, że działania USA należy rozpatrywać zarówno w kontekście bezpieczeństwa regionalnego, jak i wewnętrznego dramatu samego kraju.Maduro nie miał żadnych uprawnień, żeby być prezydentem. Ostatnie wybory zostały sfałszowane, a sytuacja w Wenezueli jest dla Wenezuelczyków przerażająca– wskazuje.Jednocześnie rozmówca Radia Wnet podkreślał, że amerykańska operacja była pokazem realnej sprawczości państwa, które – wbrew częstym prognozom – wcale nie traci swojej pozycji globalnej.Od lat słyszę, że dominacja Stanów Zjednoczonych się skończyła. Słyszałem to już w latach 80., gdy mówiono, że Amerykę zastąpi Japonia. Historia nauczyła mnie dystansu do takich analiz– komentuje. /fa
Ep 13287Krucjaty radiowe. Najtrudniejszy Sylwester Krzyżowców
W pierwszym odcinku Krucjat Radiowych w 2026 roku rozmawiamy o jednym z najtrudniejszych momentów pierwszej krucjaty – zimie 1097/1098 pod Antiochią. Krzyżowcy po wielomiesięcznym marszu przez Azję Mniejszą znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Głód, zimno, brak zapasów i nieustanne walki sprawiły, że wielu z nich nie przeżyło oblężenia. Kronikarz Fulcher z Chartres, świadek wydarzeń, opisywał ludzi zmuszonych do jedzenia koni, psów, a nawet myszy.
Ep 12510Polskie media na Łotwie znikają z eteru. „To był dla nas sygnał, że jesteśmy zauważani”
Po 35 latach z anteny łotewskiego radia znika polska audycja „Nasz Głos”, a z portalu publicznego LSM – teksty po polsku.
Ep 12509"Polskie media za granicą to już nie soft power. Są kluczowe dla naszego bezpieczeństwa". Apel o zachowanie TVP Wilno
Planowane ograniczenie finansowania TVP Wilno nawet o 40–70 proc. oraz możliwa utrata autonomii stacji wywołują niepokój wśród ekspertów, środowisk polonijnych i litewskich polityków.
Ep 12508Podsumowania 2025 roku i prognozy na 2026 - Studio Dublin - 02.01.2026 r.
To wydanie audycji jest przede wszystkim przeglądem artykułów z portalu Polska-IE.com.
Ep 12507Jan Krzysztof Ardanowski: prawica musi się zjednoczyć. Prezydentura Karola Nawrockiego to "światełko w tunelu"
Z niepokojem patrzę na spory po prawej stronie sceny politycznej. Potrzebny nam jest wspólny program, albo chociaż wspólne minimum programowe, by wygrać wybory w 2027 r. - mówi b. minister rolnictwa.
Ep 12506UE na marginesie światowej polityki. Bogdan Rzońca: Zachód sam osłabił swoją pozycję
W rozmowie na antenie Radia Wnet Bogdan Rzońca, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, krytycznie oceniał rolę Unii Europejskiej w mijającym roku. Jak podkreślał, wojna na Ukrainie pokazała ograniczoną zdolność UE do realnego wpływu na wydarzenia międzynarodowe.Tu nie ma co się oszukiwać. Unia Europejska stała się mniej istotna w tym konflikcie na Ukrainie – niestety na własne życzenie– mówił Rzońca.Jego zdaniem wspólnota przez lata nie potrafiła jednoznacznie określić źródeł zagrożenia ze strony Rosji.Unia nie była zdolna podjąć jednoznacznej decyzji, kto jest agresorem, kto ofiarą i gdzie leży źródło tego konfliktu– zaznaczał.Błędy Zachodu i polityka wobec RosjiRzońca wskazywał, że przyczyny obecnej sytuacji sięgają wieloletniej polityki europejskich elit wobec Moskwy.Źródło wojny leży między innymi w błędnej polityce Angeli Merkel i polityków Europy Zachodniej, którzy przez dekady tolerowali Putina, wprowadzając go na salony europejskie– oceniał.Jak podkreślał, ostrzeżenia płynące z Europy Środkowo-Wschodniej były ignorowane.Nie słuchano Polaków ani państw, które mają historyczne doświadczenia w konfliktach z Rosją. Myślano, że da się Putina przekonać. Nie dało się– mówił.Europoseł PiS zwracał uwagę, że Zachód przez lata finansowo wspierał rosyjską gospodarkę.Unia przez dekady kupowała od Rosji gaz, ropę, węgiel. Te próby sankcji były spóźnione i niepełne– podkreślał.USA przejęły inicjatywęW ocenie Rzońcy dziś to Stany Zjednoczone odgrywają kluczową rolę w rozmowach dotyczących Ukrainy, a Unia próbuje dopiero odnaleźć się w nowej sytuacji.Trump zdecydowanie przejął rolę rozgrywającego, a Unia dopiero próbuje się dostosować do rozmów o ewentualnym zawieszeniu broni– mówił.Jednocześnie zwracał uwagę na ograniczone możliwości finansowe UE i kolejne pomysły zadłużania wspólnoty.Nie ma pieniędzy. Dlatego pojawia się pomysł kolejnej pożyczki – 90 miliardów euro na lata 2026–2027– zaznaczał.Rzońca wskazywał, że Unia Europejska mierzy się równocześnie z problemami gospodarczymi. Jej udział w światowym PKB maleje, a budżety wielu państw członkowskich są silnie zadłużone.Jeśli kraje Unii są coraz biedniejsze, to Unia jako całość też jest słabsza– podkreślał.Jego zdaniem w Brukseli brakuje refleksji prowadzącej do realnej zmiany priorytetów.W budżecie Unii wciąż dominują wydatki na Zielony Ład i projekty ideologiczne, zamiast przesunięcia środków na bezpieczeństwo i realne zagrożenia– oceniał.Europoseł PiS nie krył sceptycyzmu wobec obecnego kierownictwa Komisji Europejskiej.Przy obecnym składzie Komisji Europejskiej nie da się niczego zmienić. Te osoby są uwikłane w dawne sojusze i błędne koncepcje– mówił. Jak podkreślał, dopiero przyszłe wybory w państwach członkowskich mogą otworzyć drogę do korekty polityki UE.Jeżeli Unia pozostanie przy błędach Zielonego Ładu, pakcie migracyjnym i ideologicznych projektach, będzie coraz mniej istotna wobec USA i Chin– podsumował./fa
Ep 12505Anna Bryłka: Rząd nie wykorzystuje kluczowego momentu, Mercosur wciąż można zatrzymać
Choć wybory parlamentarne odbędą się dopiero w 2027 roku, jak podkreśla Anna Bryłka, polityczne konsekwencje wyborów prezydenckich już dziś wpływają na układ sił na prawicy. W rozmowie na antenie Radia Wnet europosłanka Konfederacji odniosła się do rosnącej popularności Grzegorza Brauna oraz do protestów rolników przeciwko umowie handlowej Unii Europejskiej z krajami Mercosur.Zdaniem Bryłki wynik Grzegorza Brauna w wyborach prezydenckich potwierdził istnienie realnego elektoratu tej formacji, a jego wzrost poparcia jest w dużej mierze konsekwencją działań obozu rządzącego.Wynik pana Grzegorza Brauna w wyborach prezydenckich pokazał, że ma wielu wyborców. Jego partia zyskuje na popularności również dlatego, że koalicja rządząca – a przede wszystkim Donald Tusk – czynią z niej męczenników– mówiła europosłanka. Jednocześnie zaznaczyła, że wyborów prezydenckich nie należy automatycznie przekładać na scenariusze parlamentarne.Wybory prezydenckie rządzą się inną dynamiką niż parlamentarne. Jak te sondaże będą wyglądały w 2027 roku, przekonamy się dopiero za półtora roku– podkreśliła.PiS przejmuje postulaty, ale traci wiarygodnośćW rozmowie pojawił się również wątek rywalizacji o elektorat prawicowy. Bryłka przyznała, że w warstwie retorycznej Prawo i Sprawiedliwość przejmuje dziś część postulatów Konfederacji oraz środowiska Grzegorza Brauna, ale – jej zdaniem – problemem pozostaje wiarygodność tej formacji.PiS przez wiele lat rządził i miał szansę blokować polityki, które dziś krytykuje. My te rozwiązania krytykowaliśmy, zgłaszaliśmy poprawki do ustaw, a PiS wszystko odrzucał– przypomniała.Jak zaznaczyła, to właśnie konsekwencja programowa Konfederacji pozwoliła jej utrzymać stabilną pozycję na scenie politycznej.Konfederacja nie tylko utrzymała się ponad progiem wyborczym, ale jest stabilną trzecią siłą, ponieważ od wielu lat nie zmienia swoich postulatów – czy to wobec Unii Europejskiej, Ukrainy, czy polityki klimatycznej– mówiła.Protesty rolników jako realny naciskDrugą część rozmowy zdominował temat protestów rolników i sprzeciwu wobec umowy UE–Mercosur. Bryłka podkreślała, że demonstracje nie są jedynie symbolicznym gestem.Polscy rolnicy solidaryzują się z rolnikami europejskimi, zwłaszcza we Francji. Protesty mają wywierać presję na rządy krajowe, aby próbować tę umowę blokować– wyjaśniała.Zwracała uwagę, że kluczowe znaczenie może mieć postawa Włoch.Wystarczyłoby, żeby Włochy wstrzymały się od głosu, a Komisja Europejska nie miałaby kwalifikowanej większości, czyli 15 państw reprezentujących 65 proc. populacji UE– tłumaczyła.Europosłanka krytykowała polski rząd za brak spójnej strategii i niewykorzystanie dostępnych instrumentów prawnych.Polska najbardziej straci na umowie z krajami Mercosur, dlatego rząd powinien wykorzystać wszystkie narzędzia, w tym złożyć skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie trybu ratyfikacji– mówiła.Wskazywała również na rozbieżności wewnątrz rządu.Ministerstwo Rolnictwa prezentuje swoje stanowisko, ale Ministerstwo Rozwoju i premier Tusk nie przedstawiają spójnej linii. Bez aktywności międzyresortowej nie da się zbudować mniejszości blokującej– oceniła.Jak zaznaczyła, czas na zatrzymanie umowy jeszcze nie minął.Piłka wciąż jest w grze. Jest czas na budowanie mniejszości blokującej i przekonywanie innych państw członkowskich – ale do tego potrzebna jest realna determinacja– podsumowała./fa
Ep 12504Krasnodębski o Braunie: słowa to za mało. Prawica potrzebuje realizmu, nie lunatyków
Grzegorz Braun wyraża nastroje części wyborców, ale nie daje realnych narzędzi władzy – ocenia prof. Zdzisław Krasnodębski. Socjolog mówi o UE, prawicy i polityce „magii słów”.
Ep 12503„Epidemia kolesiostwa”. Kraków zmierza do referendum
Choć w 2026 roku nie zaplanowano ogólnopolskich wyborów, Kraków może stać się areną jednego z najważniejszych politycznych starć w kraju. Jak zapowiedział na antenie Radia Wnet Jędrzej Dziadosz, polityk Nowej Nadziei z krakowskich struktur partii, w mieście dojrzewa inicjatywa referendalna zmierzająca do odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego.Docierają do nas informacje, że powstaje inicjatywa społeczna mająca na celu odwołanie obecnego prezydenta Krakowa– mówił Dziadosz. Jak podkreślał, za pomysłem stoją lokalni działacze niezwiązani formalnie z partiami politycznymi, którzy reagują na sposób zarządzania miastem.Polityk Nowej Nadziei przekonywał, że problemem nie jest czas sprawowania władzy przez obecnego prezydenta, lecz jej charakter.Prezydent Miszalski w praktyce kontynuuje rządy swojego poprzednika, Jacka Majchrowskiego, którego był bliskim współpracownikiem– oceniał. Według Dziadosza w krakowskim magistracie i instytucjach miejskich ma dochodzić do „epidemii kolesiostwa”.Mnóstwo stanowisk miejskich jest obsadzonych nie po kluczu kompetencji, a po kluczu partyjnym, po prostu przynależności do formacji politycznej bliskiej prezydentowi miasta. Niektórzy mówią, że takim kluczem jest to, czy się zrobiło zdjęcie z prezydentem, czy nie– mówił. Jako przykład podał powołanie rzecznika praw ucznia, mimo że osoba ta miała przegrać konkurs z innymi kandydatami.Przez ponad rok funkcjonowania wykonano zaledwie cztery inicjatywy– dodał, kwestionując sens utrzymywania takiego stanowiska.Kolejnym przykładem – według rozmówcy Radia Wnet – miała być obsada stanowiska szefa sanepidu w Małopolsce.Osoba, która wygrała konkurs, nie została powołana, a stanowisko objął polityk Platformy Obywatelskiej– mówił Dziadosz, sugerując decyzję o charakterze stricte politycznym.Najpoważniejsze zarzuty dotyczyły jednak finansów miasta. Polityk Nowej Nadziei alarmował, że Kraków jest dziś jednym z najszybciej zadłużających się dużych miast w Polsce.Miasto jest rekordowo zadłużone, a jednocześnie w szkołach zaczyna brakować pieniędzy na papier toaletowy czy mydło– podkreślał. Jak dodał, dyrektorzy placówek oświatowych mieli już sygnalizować konieczność organizowania zbiórek.Dziadosz krytykował także plany finansowania wielkich inwestycji, takich jak metro.Nie wiadomo, jak to wszystko ma być sfinansowane, a miasto rozważa emisję kolejnych obligacji, czyli dalsze zadłużanie Krakowa– mówił. W tym kontekście porównał sytuację do innych krajów, wskazując, że środki z KPO w Krakowie nie trafiły – jego zdaniem – na kluczowe projekty infrastrukturalne.Wbrew opinii, że Miszalski wygrał wybory zdecydowanie, Dziadosz przypominał, że różnica w drugiej turze była minimalna.To było kilkaset głosów. Procentowo różnica była mniejsza niż w drugiej turze wyborów prezydenckich w Polsce– podkreślał. Jego zdaniem niska frekwencja oraz zniechęcenie części wyborców prawicowych i lewicowych sprawiają, że wynik ewentualnego referendum pozostaje otwarty.Wielu wyborców nie poszło wtedy głosować, bo nie akceptowało żadnego z kandydatów. Dziś widzą konsekwencje tych rządów– argumentował polityk Nowej Nadziei. Jak dodał, kluczowe będzie zebranie wymaganej liczby podpisów – około 62 tysięcy – oraz osiągnięcie odpowiedniej frekwencji referendalnej.Jestem głęboko przekonany, że te wybory się odbędą i że Kraków stanie przed realną decyzją o zmianie władzy– podsumował Dziadosz./fa
Ep 12502Czy wojna na Ukrainie może się skończyć w 2026 roku? Korespondenci Radia Wnet studzą emocje
Polacy i Ukraińcy są sceptyczni wobec rychłego zakończenia wojny. Korespondenci Radia Wnet mówią wprost: możliwa jest pauza w walkach, ale nie trwały pokój.
Ep 12501Piotr Trudnowski: Rok bez wyborów to początek gry o 2027.
Rok 2026 – pozbawiony ogólnopolskich wyborów – wcale nie oznacza politycznej ciszy. Jak przekonywał w Radiu Wnet Piotr Trudnowski, będzie to czas intensywnych przygotowań do wyborów parlamentarnych w 2027 roku oraz sporów o przyszłe konfiguracje polityczne.„Bardzo dużo będziemy rozmawiali o tym, w jakich konfiguracjach różne formacje pójdą do wyborów w roku 27” – zapowiadał publicysta. Jego zdaniem po stronie liberalno-lewicowej powróci dyskusja o jednej liście, znana sprzed wyborów w 2023 roku. „Znów zobaczymy spór, czy wszystkie formacje dzisiejszego rządu powinny startować samodzielnie, czy razem”.Po prawej stronie sceny politycznej – jak wskazywał Trudnowski – napięcia będą jeszcze większe. „Będzie bardzo gorąca dyskusja o pakcie senackim i o tym, czy i na jakich zasadach PiS oraz Konfederacja wyobrażają sobie współpracę z formacją Grzegorza Brauna” – mówił. Jak dodał, dla wyborców mogą to być tematy zastępcze, bo niewiele miejsca zostanie na realną debatę programową.Szczególną uwagę publicysta zwracał na zmieniający się sposób prowadzenia polityki. Jego zdaniem jednym z najważniejszych doświadczeń 2025 roku był powrót długich, konfrontacyjnych debat. „Polakom spodobały się długie, pogłębione dyskusje programowe. Chcieliby oglądać ich więcej” – zauważył, powołując się na badania opinii publicznej.Trudnowski przypominał, że to właśnie takie formaty – debaty Krzysztofa Bosaka z Adrianem Zandbergiem czy Mateusza Morawieckiego z Katarzyną Pełczyńską – przyciągały uwagę odbiorców. „Jeśli PiS chciałby odzyskać inicjatywę sondażową, to odpowiedzią mogłaby być seria debat programowych, pokazujących różne wizje prawicy” – oceniał.W tym kontekście rozmowa zeszła na polityczną odbudowę Mateusza Morawieckiego, którą Trudnowski uznał za jedno z najbardziej zaskakujących wydarzeń 2025 roku. „To była odbudowa wynikająca z gotowości do debat i rozmów poza własną bańką” – mówił. Jak podkreślał, były premier, wcześniej uznawany za „chłopca do bicia”, dzięki konfrontacjom stał się znów realnym graczem wewnątrz PiS.Publicysta odnosił się także do wyborów prezydenckich 2025 roku i kampanii Karola Nawrockiego. „Dopiero gdy pojawił się w dwu- czy trzygodzinnych rozmowach, pokazał swoje prawdziwe oblicze. To był pierwszy moment zwrotny kampanii” – oceniał Trudnowski. Jego zdaniem to doświadczenie potwierdziło, że w epoce nadmiaru marketingu wyborcy szukają autentyczności.Wbrew popularnej opinii Trudnowski nie przeceniał roli TikToka i krótkich form wideo. „Rolki są od zarządzania algorytmem – żeby się wyświetlać i przypominać. Ich realny wpływ na zmianę poglądów jest marginalny” – przekonywał. Jak dodał, decydujący głos należał w 2025 roku do wyborców niezdecydowanych, podejmujących decyzję na ostatniej prostej. „To długie formaty trafiają do tych, którzy naprawdę się wahają”.Na zakończenie Trudnowski podkreślał, że rok 2026 będzie czasem testów: zarówno dla formacji rządzących, jak i dla opozycji. „W krótkich formatach można dowiedzieć się, że polityk istnieje. Ale poglądy zmienia się po długiej rozmowie” – podsumował.
Ep 12500„Granat wybuchł w rękach premiera”. Staniszewski o końcu sprawczości Tuska
Końcówka roku 2025 – jak wynika z rozmowy w Radiu Wnet – przynosi nie tyle polityczne domknięcie, co narastające poczucie chaosu i bezradności państwa. Mariusz Staniszewski, dziennikarz i publicysta portalu „Dobitnie”, wskazywał, że ostre zapowiedzi premiera Donalda Tuska coraz słabiej rezonują ze społeczną rzeczywistością.„Mam wrażenie, że granat wybuchł premierowi w rękach” – mówił Staniszewski, odnosząc się do noworocznej retoryki rządu. Jego zdaniem bardziej niż oficjalne orędzia zapamiętane zostaną wpadki i symbole oderwania władzy od realnych problemów. „Po co zapewniać przejazdność pociągów, skoro nie mogą stawać na peronach zasypanych śniegiem – to zdanie stało się wiralem i mówi o tej władzy więcej niż groźby o ‘dociskaniu śruby’”.Publicysta podkreślał, że zapowiedzi twardej rozprawy z przeciwnikami politycznymi rozbijają się dziś o decyzje sądów. „Kolejne sądy wypuszczają działaczy PiS albo wprost mówią, że prokuratura przejęta przez Bodnara, a utrzymywana przez Żurka, działa nielegalnie” – zauważył. W jego ocenie, jeśli ten trend się utrzyma, groźby premiera pozostaną jedynie deklaracjami. „To sędziowie biorą dziś rózgę i okładają nią Tuska i Żurka, mając dość tej ‘demokracji walczącej’”.Staniszewski zwracał też uwagę na erozję autorytetu premiera we własnym obozie. Jako symptom wskazywał otwartą krytykę Tuska ze strony komentatorów i publicystów dotąd mu przychylnych. „Jeżeli wiceminister publicznie rozbiera słowa premiera na czynniki pierwsze i nie spotyka go żadna kara, to znaczy, że realna władza Tuska kończy się na kilku gabinetach” – oceniał. Jego zdaniem sprawczość, która miała być głównym atutem obecnego rządu, „okazuje się iluzją”.W rozmowie pojawił się także wątek sondaży, do których – jak przekonywał Staniszewski – nie należy się nadmiernie przywiązywać. „Do 30 maja wszystkie sondaże pokazywały zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego. Jedna pracownia mówiła tylko, że Nawrocki może wygrać” – przypominał. Wniosek? Badania opinii nie oddają realnych emocji społecznych, które ujawniają się dopiero w kampanii.Publicysta kwestionował również narrację rządu o sukcesach gospodarczych. „Jeżeli premier chwali się niższą inflacją, to po pierwsze – ceny energii pójdą w górę, a po drugie – to bank centralny, a nie rząd, doprowadził do jej spadku” – argumentował. W jego ocenie rząd nie dowiózł obietnic żadnej grupie wyborców: ani przeciwnikom PiS, ani własnemu elektoratowi.Najostrzejsza krytyka dotyczyła reakcji państwa w sytuacjach kryzysowych – od paraliżu kolei po chaos na lotnisku w Modlinie. „Pasażerowie wołający ‘pomocy’ przez kilkanaście godzin, bez informacji i wsparcia, pokazują totalną nieudolność w najprostszych sprawach” – mówił Staniszewski. Jego zdaniem to właśnie takie doświadczenia najmocniej podkopują zaufanie do władzy. „Ta władza po prostu ignoruje ludzi”.Na koniec publicysta wskazywał, że niezależnie od bieżących sondaży, nastroje społeczne mogą szybko się odwrócić. „Jeżeli 60 procent obywateli mówi, że premier powinien zostać zmieniony, to nie jest dobra informacja dla Donalda Tuska” – podsumował.
Ep 12499Czas na Motorsport #139 - Andrzej i Witek Kupczyńscy, czyli młodzi Polacy podbijający świat sportu motocyklowego / 30.01.2025
Goście programu:Andrzej Kupczyński - m.in. wicemistrz MirRacing Cup 2024 w kat. Moto5,Witek Kupczyński - mistrz świata MotoMini 2025.Prowadzą Kamil Kowalik i Piotr Nałęcz.Z wszystkimi wydaniami audycji „Czas na Motorsport” można się zapoznać tutaj. Audycja „Czas na Motorsport” w każdy wtorek o godzinie 20.00 na antenie Radia Wnet. Zapraszamy!
Ep 12498Beata Kempa: Orzeczenie sądu w Krakowie ws. statusu prokuratora to kubeł zimnej wody na rozpolitykowane głowy
Doradca prezydenta Beata Kempa w rozmowie z Jakubem Pilarkiem komentuje zarządzenie Sądu Okręgowego w Krakowie, wytykające status uzurpatora zastępcy prokuratora rejonowego.
Ep 12487Kamila Borszowska-Moszowska: Największym bohaterem wymiaru sprawiedliwości w 2025 r. jest Dagmara Pawełczyk-Woicka
W "Prawodajni" Jakub Pilarek pyta sędzię Kamilę Borszowską-Moszowską o największy skandal, największy "obciach" i największego bohatera wymiaru sprawiedliwości w mijającym 2025 roku.
Ep 12497Robert Bagiński: To był dobry rok dla Polski, bo udało się zablokować najgorsze scenariusze
Końcówka roku sprzyja politycznym bilansom, a – jak podkreślał w Radiu Wnet Robert Bagiński – rok 2025 był momentem granicznym. Jego zdaniem kluczowe znaczenie miały wybory prezydenckie, które z jednej strony ocaliły dotychczasowy układ konstytucyjny, z drugiej wywołały głębokie zmiany po prawej stronie sceny politycznej.„To był dobry rok dla Polski, bo dzięki wygranej Karola Nawrockiego wiele niszczycielskich scenariuszy udało się powstrzymać” – mówił publicysta. Jak dodawał, zwycięstwo kandydata popieranego przez PiS zablokowało możliwość pełnej dominacji obozu rządzącego. „Można sobie tylko wyobrazić, jak daleko posunąłby się obecny obóz władzy, gdyby Rafał Trzaskowski podpisywał wszystkie możliwe ustawy”.Bagiński zwracał uwagę, że jeszcze rok wcześniej wygrana Nawrockiego była traktowana jako scenariusz czysto teoretyczny. „Rok temu mało kto wyobrażał sobie jego zwycięstwo. Nawrocki miał wtedy mniejsze poparcie niż Prawo i Sprawiedliwość” – przypominał. Dziś, jak zauważył, PiS „może tylko pomarzyć o takim poparciu, jakie ma obecnie prezydent”.Jednocześnie dziennikarz nie miał wątpliwości, że z perspektywy instytucjonalnej był to rok destrukcyjny. Wskazywał na działania rządu wobec Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa. „Tyle złego, ile w tym roku wyrządzono polskim instytucjom, wcześniej robili zaborcy, okupanci czy komuniści” – oceniał ostro.Pytany o politycznych zwycięzców 2025 roku, Bagiński wskazał jednoznacznie na Karola Nawrockiego i Prawo i Sprawiedliwość, choć – jak zaznaczył – sukces był przede wszystkim personalny. „Zwyciężył Karol Nawrocki – także dzięki swoim osobistym przymiotom – ale to PiS wskazał kandydata i poniósł ryzyko” – mówił. W tym sensie, jak dodał, był to również sukces szeroko rozumianej prawicy, „do spółki z Konfederacją, a nawet z Konfederacją Grzegorza Brauna”.Duża część rozmowy dotyczyła właśnie fenomenu wzrostu Grzegorza Brauna. Bagiński przypominał, że tuż po wyborach prezydenckich wielu komentatorów uznawało jego wynik za jednorazowy wybryk. „Wydawało się, że to coś chwilowego. Tymczasem dziś widać, że Braun wszedł w fazę trwałego wzrostu” – podkreślał. Jak tłumaczył, polityk ten najpierw zaczął „karmić się elektoratem PiS”, a obecnie odbiera poparcie Konfederacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka.Zdaniem Bagińskiego problemem nie jest jednak sam Braun, lecz słabość całej klasy politycznej. „Coraz większa grupa Polaków jest gotowa zagłosować na kogokolwiek, kto zachwieje obecnym układem” – mówił, przypominając wcześniejsze fale poparcia dla Palikota, Nowoczesnej, Hołowni czy Samoobrony. Jednocześnie ostrzegał, że za wzrostem sondażowym Brauna nie idzie ani spójna oferta programowa, ani zaplecze personalne. „To może skończyć się powtórką z Samoobrony, ale w wersji hardkorowej” – oceniał.W tym kontekście rozmowa zeszła na porównania międzynarodowe – Front Narodowy we Francji czy AfD w Niemczech. Bagiński podkreślał, że izolowanie i demonizowanie takich ruchów często działa odwrotnie niż zamierzano. „Zapora ogniowa powoduje, że te ugrupowania rosną, bo pokazuje nieudolność starej elity” – mówił.Na zakończenie rozmowy dziennikarz studził jednoznaczne prognozy. „Dwa lata do wyborów parlamentarnych to w polityce wieczność” – zaznaczył. Jego zdaniem możliwe są różne scenariusze: od dalszego wzrostu Brauna, przez odbudowę PiS, po konsolidację wokół prezydenta Nawrockiego jako symbolicznego lidera prawej strony. Jednego jednak – jak podkreślił – robić nie wolno. „Nie wolno próbować eliminować Brauna instytucjonalnie. Jeśli około 10 procent Polaków uważa jego poglądy za bliskie, demokracja musi to uszanować”.
Ep 12496Serwis Międzynarodowy 31.12.2025: podsumowanie geopolityczne roku 2025
Zaprzysiężenie Donalda Trumpa na 47. prezydenta USA, wojna Izrael-Iran, rozpoczęcie pontyfikatu papieża Leona XIV.
Ep 12495Dlaczego sądy mówią „nie”? Konstytucjonalista o granicach politycznych rozliczeń
Rok 2025 w wymiarze sprawiedliwości – zdaniem konstytucjonalisty dr. Oskara Kidy – kończy się dla rządu bilansem zdecydowanie negatywnym. Pytany w Radiu Wnet o polityczno-prawne podsumowanie pierwszego roku urzędowania ministra Waldemara Żurka, Kida nie pozostawiał wątpliwości: optymizm nie ma tu żadnych podstaw.Absolutnie nie może w dobrym nastroju kończyć tego roku– oceniał. Jak wyliczał, w ostatnich miesiącach doszło do serii spektakularnych porażek: od braku czerwonej noty Interpolu dla Marcina Romanowskiego, przez fiasko europejskich nakazów aresztowania, po decyzje sądów w sprawach dotyczących Zbigniewa Ziobry.To porażka za porażką i nic nie zapowiada, żeby to miało się skończyć– podsumował.Zdaniem Kidy problem ma charakter systemowy, bo działania prokuratury są postrzegane jako polityczne, a nie prawne.Te akty oskarżenia wyglądają jakby były wypisane na kolanie, na siłę– mówił, wskazując, że sądy coraz częściej reagują sceptycznie na wnioski prokuratorów. W jego ocenie rodzi to podejrzenie, że błędy nie są przypadkowe.Zaczyna nabierać kolorów teoria, że te błędy są popełniane po to, by sądy umarzały sprawy– komentował. W rozmowie pojawił się też wątek legalności prokuratury po zmianach personalnych dokonanych przez ministra sprawiedliwości. Kida przypominał, że kolejne orzeczenia – zarówno sądów powszechnych, jak i Sądu Najwyższego – kwestionują umocowanie obecnego kierownictwa.To już drugi spektakularny przykład, gdy przedstawiciele rzekomo prokuratora krajowego nie zostali dopuszczeni do udziału w postępowaniu– mówił. Jak dodał, konsekwencje tych działań mogą być bardzo poważne.Najbardziej korzystają na tym przestępcy, bo sąd będzie musiał nie uznać czynności przeprowadzonych przez nielegalnie umocowanego prokuratora– ocenił.Konstytucjonalista nie widzi też po stronie ministra Żurka spójnej wizji reform.Nie widać żadnego dalekosiężnego planu. To w dużej mierze kontynuacja pomysłów po ministrze Bodnarze – kopiuj-wklej– oceniał. Jego zdaniem kluczowym celem rządu jest wymiana personalna w Krajowej Radzie Sądownictwa i Trybunale Konstytucyjnym, co pozwoli politycznie ogłosić „powrót praworządności”, choć – jak podkreślał – stan prawny realnie się nie zmieni.Duża część rozmowy dotyczyła przyszłości Trybunału Konstytucyjnego. Kida odniósł się do pomysłów omijania prezydenta przy zaprzysiężeniu sędziów.Ślubowanie składa się wobec prezydenta – to nie jest ceremonia, tylko warunek objęcia urzędu– przypominał, wskazując na orzecznictwo TK. Scenariusze składania ślubowań przed notariuszem nazwał wprost „bzdurą”.Zapytany o możliwą próbę przejęcia fotela prezesa TK, Kida przyznał, że takie koncepcje krążą w przestrzeni publicznej, ale ich realizacja byłaby – jego zdaniem – nie do obrony merytorycznie.Dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok niezawisłego sądu, prezes może pełnić swoją funkcję– podkreślał.Na koniec rozmowy konstytucjonalista zwrócił uwagę na najbardziej dotkliwy problem dla obywateli: przewlekłość postępowań.Przez dwa lata nie zaproponowano ani jednej ustawy, która realnie przyspieszałaby postępowania sądowe– mówił. Krytykował także oszczędności na pracownikach sądów:„Oszczędza się na ludziach, którzy odpowiadają za sprawność sądów. To nie przyspieszy postępowań – to przyniesie paraliż”./fa