
Radio Wnet
2,515 episodes — Page 37 of 51
Ep 12402„To akt antysuwerennościowy”. Prawnik ostro o wyroku TSUE ws. polskiego TK
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że polski Trybunał Konstytucyjny naruszył prawo UE, nie respektując wcześniejszych wyroków TSUE. Zdaniem trybunału w Luksemburgu, TK nie spełnia również standardów niezawisłego i bezstronnego sądu, ustanowionego zgodnie z prawem, ze względu na nieprawidłowości w powołaniu trzech sędziów oraz prezesa.Wyrok TSUE w pełni uwzględnia skargę Komisji Europejskiej, złożoną po orzeczeniach polskiego TK kwestionujących pierwszeństwo prawa unijnego nad prawem krajowym. Trybunał podkreślił, że państwo członkowskie nie może powoływać się na tożsamość konstytucyjną, aby uchylać się od zobowiązań wynikających z traktatów, w tym zasad państwa prawa, skutecznej ochrony sądowej i niezależności wymiaru sprawiedliwości.Do decyzji TSUE odniósł się na antenie Radia Wnet mecenas Bartosz Lewandowski, analizując jej skutki prawne i konstytucyjne dla Polski. Gość audycji od początku podkreślał, że rozstrzygnięcie TSUE nie było zaskoczeniem, a jego znaczenie należy rozpatrywać nie tyle w kategoriach prawnych, co politycznych.Tego orzeczenia należało się spodziewać po opinii rzecznika generalnego i zapowiedziach ministra Żurka. Trybunał Sprawiedliwości de facto kreuje sobie dodatkowe kompetencje, których nie otrzymał w traktatach– zaznacza doktor nauk prawnych.Lewandowski zwraca uwagę, że organy Unii Europejskiej – w tym TSUE – dysponują wyłącznie kompetencjami powierzonymi im przez państwa członkowskie w traktatach. Tymczasem, jak podkreśla, ocena sądu konstytucyjnego państwa członkowskiego nie została Unii nigdy przekazana.Kwestia sądownictwa konstytucyjnego nie była przedmiotem przekazania kompetencji. To klasyczne orzeczenie ultra vires, czyli wydane ponad kompetencje przyznane Trybunałowi w Luksemburgu– wskazuje prawnik.W ocenie mecenasa wyrok TSUE nie zmienia wprost polskiego porządku prawnego – ani konstytucji, ani ustaw – ale może wywołać skutki pośrednie, zwłaszcza w praktyce orzeczniczej.Ten wyrok nie zmienia nic w polskim ustawodawstwie ani w konstytucji. Natomiast może być wykorzystywany w ten sposób, że niektórzy sędziowie uznają, iż nie będą stosować orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, powołując się na orzecznictwo unijne– ocenia.Znacznie poważniejsze, zdaniem Lewandowskiego, są jednak konsekwencje polityczne. Jak zaznacza, decyzja TSUE może stać się pretekstem do podważania pozycji Trybunału Konstytucyjnego jako takiego.Czeka nas narracja polityczna, że należy rozwiązać Trybunał Konstytucyjny, wybrać wszystkich sędziów od nowa i w istocie ten Trybunał ubezwłasnowolnić. Już wcześniej mieliśmy precedens w postaci pozbawienia sędziów TK wynagrodzeń– przypomina.Lewandowski dodaje, że podobny spór o granice kompetencji Unii miał miejsce w Niemczech. W 2020 roku Federalny Trybunał Konstytucyjny zakwestionował jedno z orzeczeń TSUE jako wykraczające poza traktaty – i wówczas Komisja Europejska nie skierowała skargi przeciwko Berlinowi.Niemiecki Trybunał Konstytucyjny zrobił dokładnie to samo, co polski TK w 2021 roku. Uznał, że organy Unii nie mogą wykraczać poza kompetencje traktatowe. Wobec Niemiec nie było jednak takiej reakcji, jak wobec Polski– komentuje.W rozmowie pojawił się także wątek tzw. dublerów i powołania sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Mecenas Lewandowski ocenia, że TSUE zastosował tu mechanizm „kaskadowy”, uznając, iż wyroki TK zostały wydane przez organ, który – w rozumieniu prawa unijnego – nie jest sądem.Zastosowano konstrukcję, według której orzeczenia nie zostały wydane przez sąd w rozumieniu prawa europejskiego. To bardzo daleko idąca teza, zwłaszcza jeśli zestawić ją z faktem, że TSUE uznaje notariuszy za sądy w rozumieniu prawa europejskiego– mówi.Zdaniem Lewandowskiego istota sporu nie dotyczy personaliów ani składu Trybunału, lecz fundamentalnej zasady pierwszeństwa konstytucji.Od 2005 roku orzecznictwo polskiego Trybunału Konstytucyjnego jest jednoznaczne: w przypadku kolizji prawa unijnego i konstytucji RP prymat ma konstytucja. TSUE mówi dziś coś dokładnie przeciwnego– zaznacza ekspert.Prawnik nie ukrywa, że w jego ocenie wyrok TSUE ma charakter antysuwerennościowy.To akt godzący w niepodległość państwa. Gra toczy się o coś znacznie więcej niż skład Trybunału Konstytucyjnego – chodzi o to, kto ma ostatnie słowo w sprawach ustrojowych– podkreśla.Na zakończenie rozmowy Lewandowski odniósł się do pytania o przyszłość i możliwe działania władz w Polsce. Jak podkreślił, państwo ma prawo – wzorem innych krajów UE – zakomunikować, że nie może zastosować się do orzeczenia wykraczającego poza traktaty.Tak robiły już Francja, Niemcy czy Dania. To nie jest nic nadzwyczajnego. Pytanie brzmi, czy Polska zdecyduje się z tej możliwości skorzystać– dodaje./fa
Ep 12401Polonia walczy o Dom Kombatanta w Paryżu. Grozi eksmisja
W audycji Radia Wnet powrócił dramatyczny temat Domu Kombatanta w Paryżu, miejsca od dziesięcioleci będącego centrum życia polonijnego, edukacyjnego i kombatanckiego. W rozmowie z Magdaleną Kleszcz głos zabrali Danuta Lemoyne, dyrektor polskiej szkoły społecznej École Nova Polska, oraz Krzysztof Tadeusz Walendzik, dziennikarz i działacz polonijny, członek Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Polskich Kombatantów.Już na początku rozmowy wybrzmiały niepokojące informacje o możliwym przejęciu budynku, nakazie jego opuszczenia oraz grożących odszkodowaniach. Jak jednak podkreśla Danuta Lemoyne, sytuacja prawna jest skrajnie niejasna.Trudno się ustosunkować do wypowiedzi, bo po ostatniej rozprawie sądowej nie otrzymaliśmy żadnych konkluzji. To są na razie interpretacje i domysły– wskazuje.Dyrektorka szkoły zaznacza, że jedyne, co dziś wiadomo na pewno, to fakt istnienia realnego zagrożenia eksmisją.Z tego, co zrozumiałam, werdykt jest bardzo niekorzystny i niebezpieczny. Mówi o konieczności opuszczenia domu po otrzymaniu pisma od komornika. Będziemy mieli miesiąc na opuszczenie budynku– mówi.https://wnet.fm/2025/12/09/dom-kombatanta-paryz/Dom Kombatanta – jak podkreślają rozmówcy – nie jest zwykłą nieruchomością. To symbol polskiej historii, wspólnej walki Polaków i Francuzów, a także miejsce codziennej aktywności polonijnej.Ten dom jest potrzebny Polonii. Jest symbolem polskiej historii i wspólnej walki polsko-francuskiej. To miejsce spotkań, manifestacji patriotycznych i działalności kulturalnej– wylicza.Szczególne znaczenie ma również działalność polskiej szkoły, która – jak przypomina Lemoyne – działa w Domu Kombatanta nieprzerwanie od 1948 roku.Nasza szkoła ma 17 lat, ale wpisuje się w ciągłość działalności edukacyjnej. Pierwsza polska szkoła w Domu Kombatanta powstała już w 1948 roku i od tego momentu szkoły polonijne działały tam bez przerwy– dodaje.École Nova Polska im. króla Stanisława Leszczyńskiego prowadzi dziś nie tylko zajęcia językowe, ale także szeroką działalność kulturalną i edukacyjną.Prowadzimy język polski jako ojczysty, drugi i obcy. Organizujemy projekty kulturalne, wycieczki edukacyjne, warsztaty językowo-historyczne. Jesteśmy barometrem potrzeb Polonii we Francji– dodaje.W drugiej części rozmowy głos zabrał Krzysztof Tadeusz Walendzik, który przedstawił konkretne działania podejmowane przez Stowarzyszenie Polskich Kombatantów i Stowarzyszenie Obrony Domu Kombatanta.Na pewno będziemy składać apelację i poszukiwać środków. Zwrócimy się ponownie do ambasadora Jana Emeryka Rościszewskiego i będziemy nagłaśniać sprawę w Polsce– mówi.https://wnet.fm/2020/02/28/danuta-lemoyne-o-domie-kombatantow-w-paryzu-nasza-organizacja-dazy-do-tego-by-obronic-ten-ostatni-przyczolek-polskosci/Walendzik nie ukrywa rozgoryczenia brakiem reakcji ze strony polskich instytucji.Wysłaliśmy ponad 20 listów do wszystkich możliwych instytucji – do rządu, parlamentu, episkopatu. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Żadnej– zaznacza.Jak podkreśla, dziś kluczowe jest jedno: nagłośnienie sprawy, zanim Dom Kombatanta przestanie istnieć jako polska przestrzeń.Na tę chwilę najważniejsze jest to, żeby za pomocą polskich mediów mówić głośno o zagrożeniu Domu Kombatanta. To naprawdę bardzo pilna sprawa– mówi./fa
Ep 12400Romaszewska: Zwolnienia więźniów to tylko gest. W białoruskich celach wciąż tysiące ludzi
Wypuszczenie 123 więźniów politycznych nie zmienia istoty systemu Łukaszenki - mówi Agnieszka Romaszewska. W białoruskich więzieniach mogą wciąż przebywać nawet tysiące anonimowych ofiar represji.
Ep 12399Prof. Ryszard Legutko: W Polsce trwają zapasy polityczne nad przepaścią
Filozof i b. europoseł prof. Ryszard Legutko jest pesymistą, jeżeli chodzi o ocenę polskiej polityki i sytuacji, w której znalazł się nasz kraj. Szczególnie dotyczy to kondycji moralnej Donalda Tuska.
Ep 12398100 proc. OZE do 2035? Prof. Malecha: To techniczna fikcja
Rządowy plan transformacji energetycznej zapowiada spadek cen prądu o 8 proc. do 2030 roku i jeszcze więcej w kolejnej dekadzie. Równolegle Polskie Sieci Energetyczne publikują dokumenty strategiczne, zakładające głęboką przebudowę systemu elektroenergetycznego. Prof. Ziemowit Malecha, energetyk z Politechniki Wrocławskiej, w rozmowie na antenie Radia Wnet nie pozostawia jednak złudzeń: deklaracje polityczne i techniczna rzeczywistość rozmijają się w sposób zasadniczy.Cały czas brniemy w tym samym kierunku, czyli w zbawczą siłę odnawialnych źródeł energii i w dążenie do tak zwanej zeroemisyjności. Patrząc na przedstawiane liczby, to jest po prostu niemożliwe, żeby było taniej– mówi.Profesor zwraca uwagę, że sama skala inwestycji planowanych przez PSE – budowa systemu zdolnego przyjąć nawet 100 proc. energii z OZE do 2035 roku – oznacza gigantyczne koszty i ogromne ryzyko.To jest tak gigantyczne przedsięwzięcie, że nawet nie wiem, czy realistyczne jest wykonanie zakupów i montażu tych wszystkich urządzeń w tak krótkim czasie. A jeszcze mówi się, że ma być tanio– komentuje.W ocenie Malechy transformacja energetyczna w obecnym kształcie łamie podstawową zasadę inżynierii: prostota oznacza bezpieczeństwo i niezawodność. Tymczasem nowy system będzie coraz bardziej skomplikowany.Pozwoliłem sobie nazwać tę transformację energetyczną antykopernikańską. Rzeczy tanie, stabilne i bezpieczne są proste. My budujemy coś bardzo skomplikowanego – jak system geocentryczny. Może działać, ale będzie drogie, uciążliwe i zawodne– podkreśla.Jako przykład profesor wskazuje problem prądów zwarciowych i zabezpieczeń sieci.Nowe urządzenia nie są w stanie przyjąć takich obciążeń. W praktyce trzeba wymienić niemal każdy element sieci. Zadajmy sobie pytanie: czy to naprawdę będzie tanie i czy przyniesie korzyści?– pyta.Szczególnie krytycznie Malecha odnosi się do kosztów całego przedsięwzięcia. Według przedstawionych scenariuszy do 2040 roku Polska miałaby wydać od 2,7 do 3,5 biliona złotych.To jest już poza jakimkolwiek pojęciem. Te liczby są tak abstrakcyjne, że zaczynam je ignorować. Pieniądze same niczego tu nie załatwią– zaznacza.Kluczowym problemem – jak podkreśla – nie są tylko środki finansowe, lecz brak ludzi zdolnych taki system zaprojektować i utrzymać.Nie chodzi o pieniądze, tylko o ludzi. Skąd weźmiemy taką liczbę inżynierów, skoro specjaliści uciekają, bo ta praca jest dziś skrajnie stresująca?– zastanawia się.Malecha odwołuje się do Niemiec jako studium przypadku. Mimo znacznie większych nakładów i lepszego przygotowania technicznego niemiecki system energetyczny nie jest w stanie stabilnie funkcjonować przy wysokim udziale OZE.Niemcom nie udało się w tak krótkim czasie zbudować systemu w pełni wydolnego przy 100 proc. OZE. Największym kosztem są odcięcia energii – u nas rosną lawinowo. W tym roku mówimy już o półtorej terawatogodziny energii nieprzyjętej– podkreśla.Wątpliwości budzi również mit tanich magazynów energii. Profesor przywołuje przykład największego bateryjnego magazynu w Polsce, budowanego w Żarnowcu.Ma kosztować półtora miliarda złotych. Kiedy słyszę, że magazyny kosztują sto dolarów za kilowatogodzinę, a tu wychodzi trzysta dolarów, to ten mit taniości jest po prostu nie do obrony– wskazuje.W szerszym, globalnym kontekście Malecha podkreśla, że świat odchodzi od idealistycznych wizji transformacji opartej wyłącznie na OZE. Zarówno Chiny, jak i USA stawiają na energetykę stabilną – węgiel, gaz i atom – zwłaszcza w obliczu rosnącego zapotrzebowania ze strony centrów danych i sztucznej inteligencji.Centra obliczeniowe to energochłonne zakłady. Nie da się rozwijać tych gałęzi przemysłu w oparciu o źródła zależne. Dlatego wszyscy budują energetykę stabilną– mówi ekspert.Rozmowę profesor podsumowuje gorzką diagnozą europejskich ambicji energetycznych.Po raz kolejny budujemy w Europie jakąś formę utopii. Ona najprawdopodobniej nie przetrwa sprawdzianu czasu– podsumowuje./fa
Ep 12397Piotr Witt o wojnie, giełdzie i Francji bez Bożego Narodzenia
W swojej „Kronice paryskiej” na antenie Radia Wnet Piotr Witt, korespondent stacji we Francji, sięga po mocny, symboliczny punkt odniesienia. Przypomina słowa Jana Pawła II: „Nie bójcie się” – i zestawia je z rzeczywistością współczesnej Europy, w której strach stał się codziennym narzędziem polityki i mediów.„Od pół wieku apel wielkiego papieża nie stracił na aktualności. Niestety, straszą nas codziennie i pilnują, aby przerażenie nie słabło. Boimy się trzeciej wojny światowej z użyciem broni jądrowej.”Zdaniem Witta atmosfera permanentnego zagrożenia nie jest przypadkowa. Społeczne emocje są regularnie rozhuśtywane – raz obietnicą pokoju, raz kolejną wizją eskalacji.„Żeby rozhuśtać nasze emocje, co kilka dni obiecują nam pokój. Oddychamy z ulgą, a następnego dnia znowu: atak, atak, atak. Burzą się domy, płoną mieszkania, giną ludzie.”Choć wojna na Ukrainie trwa już czwarty rok i nie widać jej jednoznacznego rozstrzygnięcia, Witt wskazuje, że ma ona wyraźnego zwycięzcę – niemal niewidocznego w codziennych serwisach informacyjnych.„Zwycięzca jest. Triumfator nieznany szerokiej publiczności, o którym nie słyszy się w radio, nie czyta w gazetach i którego twarzy nigdy nie widzi się w telewizji.”Tym triumfatorem – jak sugeruje korespondent – jest przemysł zbrojeniowy. Od początku roku akcje największych francuskich producentów uzbrojenia rosły niemal proporcjonalnie do narastającego strachu.„Od 1 stycznia wartość najpotężniejszych francuskich producentów broni nie przestała rosnąć. Thales plus 83 procent, Safran plus 44, Dassault plus 46 procent.”Witt opisuje paryskie lotnisko Villacoublay, gdzie uzbrojenie prezentowane jest niczym towar na targu: myśliwce Rafale, drony, systemy obrony przeciwrakietowej, radary i amunicja. Jednocześnie zwraca uwagę na złudność giełdowej euforii. Po prognozach dalszych wzrostów przyszły spadki i rozczarowanie inwestorów.„Zamiast zarobku siedemdziesięciu euro na jednej akcji – strata dziesięciu. Razem minus osiemdziesiąt w stosunku do oczekiwań. Bójcie się wojny – nawołują. Za mało się boicie.”Na tle bieżących wydarzeń Witt snuje również historyczną opowieść o paryskiej giełdzie, która przez niemal dwa stulecia była jednym z centrów światowych finansów, zanim handel przeniósł się do świata cyfrowego.„Dziś w zabytkowym gmachu mówi się o pieniądzach tylko z okazji targów antykwarskich. Prawdziwa giełda jest wszędzie tam, gdzie jest komputer albo telefon.”Korespondent zwraca uwagę, że podobne mechanizmy euforii i załamania widać także w Niemczech, gdzie akcje firm zbrojeniowych rosły po kilkaset procent, by później gwałtownie spadać.„Na giełdzie po euforii przychodzi depresja. Kto to widział, żeby teraz zawierać pokój, kiedy armaty tak dobrze się sprzedawały?”Ostatnia część kroniki ma zupełnie inny ton. Witt przenosi słuchaczy do prowansalskiej wsi i mówi o Bożym Narodzeniu w Republice Laickiej, gdzie – jak zauważa – religijne symbole coraz częściej znikają z przestrzeni publicznej.„Bożego Narodzenia nie obchodzi się w Republice Laickiej. To nie Santa Claus ani Papa Noël – tylko my, obywatele, przypominamy, o czyje święto chodzi.”Opisuje drobną, ale znaczącą interwencję swojej żony, dzięki której na świątecznej dekoracji pojawił się krzyż na wieży kościoła – znak sprzeciwu wobec kulturowego wymazywania tradycji.„Na zajutrz ujrzeliśmy na szybie domalowany krzyż, a nawet dwa. Zegar na wieży kościoła wybija trzy razy dziennie.”Kronikę Piotr Witt zamyka osobistym akcentem i życzeniami, zapowiadając wspólne kolędowanie i przypominając, że wraz z Bożym Narodzeniem dni znów zaczynają się wydłużać.„Wszystkim kolegom i koleżankom z Radia Wnet, wszystkim słuchaczom, życzę spokojnych świąt Bożego Narodzenia.”
Ep 12396Amerykańska gospodarka bez dramatu? Prof. Szafrański o danych, giełdzie i strategii Warrena Buffetta
W Poranku Radia Wnet amerykanista prof. Bogdan Szafrański zwrócił uwagę na wyraźny rozdźwięk między medialną narracją a twardymi danymi z amerykańskiej gospodarki. Jego zdaniem obraz głębokiego kryzysu, często obecny w głównych mediach, nie znajduje dziś potwierdzenia w statystykach.Widać, że media głównego nurtu, czyli CNN i tak dalej, starają się przekonać, że sytuacja gospodarcza jest bardzo słaba. Rzeczywiście niektórzy wyborcy się niepokoją, natomiast jak się spojrzy na dane, to tego dramatu, o którym mówią komentatorzy, po prostu nie ma– wskazuje. Profesor wylicza wskaźniki, które – w jego ocenie – nie uzasadniają katastroficznych ocen. Wzrost gospodarczy utrzymuje się w okolicach 3 proc., główna stopa procentowa została obniżona przez bank centralny do poziomu poniżej 4 proc., bezrobocie wynosi 4,6 proc., a deficyt handlowy okazał się niższy od oczekiwań.To są dane, które nie przerażają. Jeżeli spojrzymy na fundamenty, to na razie nie widać tu niepokoju– ocenia. Drugim ważnym wątkiem rozmowy są decyzje inwestycyjne Warrena Buffetta i jego firmy Berkshire Hathaway. Odejście 95-letniego inwestora z aktywnego zarządzania oraz zmiany w portfelu wywołały falę spekulacji o możliwym załamaniu koniunktury.Utrzymywanie gotówki albo inwestowanie w krótkoterminowe instrumenty jest typowe dla inwestorów, którzy spodziewają się załamania – bardziej gospodarczego niż giełdowego. Inflacja spada, stopy procentowe są niższe, a gotówka daje możliwość kupowania wtedy, kiedy akcje będą tanie– mówił. Jak podano w rozmowie, Berkshire Hathaway dysponuje dziś potężną rezerwą gotówkową – rzędu 373 mld dolarów – gotową do uruchomienia w odpowiednim momencie. Szafrański wskazuje, że wzrosty głównych indeksów – Dow Jonesa, S&P 500 i Nasdaq – od 12 do 16 proc. od początku roku mogą oznaczać przewartościowanie rynku.Jednocześnie podkreśla, że ruchy Buffetta w sektorze technologicznym nie oznaczają całkowitego odwrotu od tej branży.To nie jest wyjście z technologii, tylko rebalansowanie. Tradycyjny hardware, oparty na cyklicznej wymianie telefonów, to strategia przebrzmiała. Przyszłość stanowi infrastruktura dla sztucznej inteligencji – centra danych i zaplecze obliczeniowe. Stąd większe zainteresowanie Alphabetem– mówił.Ryzykiem, na które zwraca uwagę rozmówca Radia Wnet, pozostaje rynek nieruchomości komercyjnych w USA. Praca zdalna, rosnące pustostany i ograniczony napływ kapitału mogą prowadzić do poważnych problemów.Jeżeli na rynku nieruchomości dojdzie do załamania, to kryzys może się pogłębić i przypominać lata 2005–2008, czyli kryzys subprime, który rozlał się wtedy na cały świat– mówił. Pytany o ocenę polityki gospodarczej Donalda Trumpa, prof. Szafrański zachowuje daleko idącą ostrożność. Jego zdaniem realne skutki ceł i zmian w handlu międzynarodowym będzie można ocenić dopiero po około roku od ich wprowadzenia.Na razie efektu ani bardzo pozytywnego, ani negatywnego nie widać. Fundamenty gospodarki się nie pogarszają, natomiast narracja medialna wpływa na nastroje – indeks zaufania konsumentów w listopadzie wyraźnie się pogorszył– stwierdził ekspert.Profesor zwraca także uwagę na zapowiedzi ze strony Departamentu Skarbu dotyczące możliwych wypłat dla podatników na początku przyszłego roku. Jeśli faktycznie do nich dojdzie, mogą one chwilowo poprawić nastroje społeczne i poziom konsumpcji. Podsumowując, Szafrański podkreśla, że choć czynników ryzyka nie brakuje, obecne dane nie potwierdzają tezy o gospodarczym dramacie w Stanach Zjednoczonych./fa
Ep 12395„Jest co naprawiać”. Dmytro Antoniuk o relacjach Warszawa-Kijów i wojnie
Gościem Poranka Radia Wnet był Dmytro Antoniuk, korespondent na Ukrainie, który relacjonował nastroje wokół zapowiadanej wizyty prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie. Jak podkreślał, w ukraińskich mediach temat ten nie dominuje przekazu.Nie powiedziałbym, że aż dużo uwagi jest temu poświęcono w mediach ukraińskich– zaznaczał, dodając, że relacje ograniczają się głównie do zapowiedzi samego spotkania.Antoniuk zwracał uwagę, że choć wizyta prezydenta Ukrainy w Warszawie ma wymiar symboliczny, to relacje między Warszawą a Kijowem wymagają odbudowy.Jest co naprawiać– mówił korespondent Radia Wnet, wyrażając jednocześnie nadzieję, że rozmowy na najwyższym szczeblu przyniosą poprawę wzajemnych stosunków.Istotnym wątkiem rozmowy były oczekiwania Ukrainy wobec Unii Europejskiej, zwłaszcza w sprawie zamrożonych rosyjskich rezerw walutowych. Jak podkreślał Antoniuk, ich ewentualne wykorzystanie ma dla Ukrainy fundamentalne znaczenie.U nas jest dziura w przyszłym roku co do naszego budżetu i też finansowania naszego wojska– tłumaczył, wskazując, że przekazanie tych środków byłoby realnym wsparciem dla państwa walczącego z rosyjską agresją.Na zakończenie Antoniuk przedstawił najnowsze informacje z frontu. Sytuacja pozostaje bardzo trudna – choć część rosyjskich ataków została odparta, miniona doba przyniosła rekordową liczbę uderzeń.Za ostatnią dobę odnotowaliśmy największą ilość ataków rosyjskich od początku tej pełnowymiarowej inwazji – 277– podkreślał, wskazując, że Moskwa może w ten sposób próbować wzmocnić swoją pozycję przed ewentualnymi rozmowami o przyszłym pokoju/fa
Ep 12394Tomasz Wybranowski: „Ja naprawdę ryję dla Państwa”. Godzinna rozmowa o radiu, życiu i wolności słowa
Co sprawia, że ktoś poświęca życie radiu – i wciąż mówi, że to „najpiękniejsza robota świata”? Katarzyna Adamiak rozmawia z Tomaszem Wybranowskim o radiu, wolności słowa i cenie, jaką się za to płaci. W tej odsłonie audycji „Ta jedna historia” Katarzyna Adamiak zaprasza do mikrofonu Tomasza Wybranowskiego – wieloletniego dziennikarza, szefa muzycznego Radia Wnet i człowieka, który twierdzi, że „zaprzedał duszę radiu”. W szczerej, momentami bardzo osobistej rozmowie opowiada o swojej drodze z Wożuczyna i Tomaszowa Lubelskiego na Szmaragdową Wyspę, o pierwszych fascynacjach Trójką, Tomkiem Beksińskim i magią dźwięku.Wybranowski mówi, jak naprawdę wygląda praca radiowca, dlaczego każdy słabszy program pamięta się bardziej niż tysiąc dobrych, jak powstają świąteczne audycje i dlaczego słuchacze są „solą tej ziemi” i prawdziwymi pracodawcami Radia Wnet. Nie brakuje też opowieści o Krzysztofie Skowrońskim, jego „czuju do ludzi”, radiowej niezależności oraz o tym, dlaczego Radio Wnet nazywa „ostatnią oazą wolnego słowa”.To podcast o radiu, przyjaźni, odpowiedzialności za słowo i o tym, jak nie znudzić się samym sobą – nawet po tysiącach godzin spędzonych na antenie.
Ep 12391Putin mówi o „historycznych ziemiach”. Ekspert: to najgroźniejsza deklaracja od lat
Putin grozi „wyzwoleniem historycznych ziem” Rosji siłą. Dr Rafał Brzeski ostrzega w Radiu Wnet: to zapowiedź wojny z Europą i początek czarnego scenariusza dla Polski.Dr Rafał Brzeski zwraca uwagę na słowa Władimira Putina, które w jego ocenie są jedną z najgroźniejszych deklaracji rosyjskiego przywódcy w ostatnich latach.Wolelibyśmy wyeliminować podstawowe przyczyny konfliktu za pomocą dyplomacji. Jeśli strona przeciwna – Ukraina i jej zagraniczni patroni – zasadniczo odmówią rozmów, Rosja osiągnie wyzwolenie swoich historycznych ziem za pomocą środków militarnych.– przywołuje słowa Putina dr Rafał Brzeski.Jak podkreśla, kluczowe jest pytanie: gdzie według Moskwy kończą się „historyczne ziemie Rosji”.Trzeba by po tych słowach się zastanowić i dojść, co Rosja uważa za wyzwolenie swoich historycznych ziem. To znaczy – gdzie się kończą historyczne ziemie Rosji? Bo tym ziemiom grozi wyzwolenie za pomocą środków militarnych.– zauważa.W jego ocenie przekaz Kremla sprowadza się do prostego komunikatu: jeśli Zachód i Ukraina nie zgodzą się na rosyjskie warunki „po dobroci”, Rosja będzie dochodzić swoich celów siłą. To zaś oznacza realne ryzyko rozszerzenia wojny.Grozi nam wszystkim wojna z Rosją. Tylko kwestia tego, jak daleko Rosja chce się posunąć.– ostrzega.Czarne scenariusze: deal ponad głową PolskiBrzeski rozwija czarny scenariusz rozstrzygnięcia konfliktu rosyjsko-ukraińskiego „za plecami Warszawy”. Zakłada on jednoczesne przesunięcia terytorialne na wschodzie i zachodzie.Nie wykluczam scenariusza, że dojdzie do transakcji wymiennej za plecami Warszawy. Ukraińskie terytoria zostaną zajęte przez Rosję, te, do których Rosja rości pretensje, natomiast Ukraina w ramach rekompensaty otrzyma nasze wschodnie ziemie, do których też rości pretensje – i to nie dwuznacznie.– mówi.W takim wariancie – dopowiada – Rosja mogłaby ogłosić zwycięstwo i „odzyskanie historycznych ziem”, Kijów pokazać bilans „coś straciliśmy, coś zyskaliśmy”, a Berlin wykorzystać okazję, by podważyć powojenny porządek graniczny.Berlin będzie mógł głosić, że takie porozumienie pokojowe przekreśla jałtańsko-poczdamski porządek graniczny. A skoro on przestaje obowiązywać, to Polska musi się pogodzić z utratą swoich ziem zachodnich, tak zwanych ziem odzyskanych, które Niemcy uważają za swoje terytoria pod tymczasową administracją polską.– zwraca uwagę.W efekcie – jak mówi – Polska mogłaby zostać okrojona z obu stron.Jak ze wschodu stracimy terytoria i z zachodu stracimy terytoria, to być może wykroi się jakieś Księstwo Warszawskie, Generalna Gubernia, z jakimiś szczątkowymi elementami suwerenności. A może i tego nie będzie.– podkreśla.Przypomina przy tym, że przez 123 lata państwa polskiego w ogóle nie było na mapie Europy – i „wielkim to nie przeszkadzało”.Rosyjsko-niemiecki duumwirat i Polska jako barykadaBrzeski postrzega obecną sytuację w Europie przez pryzmat koncepcji rosyjsko-niemieckiego duumwiratu: wspólnego zarządzania przestrzenią „od Władywostoku po Lizbonę”.Całość stosunków europejskich należy oceniać przez pryzmat tej koncepcji rosyjsko-niemieckiego duumwiratu i rządów nad przestrzenią od Władywostoku po Lizbonę. Polska jest barykadą dzielącą Niemcy od Rosji – i rządzący w Berlinie oraz w Moskwie mogą dochodzić do wniosku, że tę barykadę należy usunąć.– argumentuje.W tym kontekście ocenia m.in.:blokowanie lub opóźnianie inwestycji infrastrukturalnych na osi północ–południe (jak Via Carpatia),obecność wojsk niemieckich w rejonie przesmyku suwalskiego,oraz szereg innych ruchów politycznych i gospodarczych wpływających na położenie Polski.Od Via Carpatia, która jest szosą rokadową na wschodniej flance, po obecność wojsk niemieckich w rejonie przesmyku suwalskiego – to wszystko trzeba widzieć przez pryzmat bezpieczeństwa. Moim zdaniem to bardzo niebezpieczne, bo może dojść do „otwarcia frontu” dla wojsk rosyjskich.– ocenia.Co powstrzymuje najczarniejszy wariant?Według Brzeskiego kluczową blokadą dla scenariusza rozbioru lub drastycznego okrojenia Polski jest obecność USA w Europie.Wycofanie się Amerykanów z Europy oznaczałoby wyrzucenie do kosza ponad stu lat ich strategii. Od pierwszej wojny światowej Stany Zjednoczone kolejno ratowały Europę, a po drugiej wojnie już się z niej nie wycofały. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby teraz dobrowolnie zrezygnowały z takiego zasobu.– mówi.Przypomina, że logika strategiczna USA – także w najnowszych dokumentach – opiera się na założeniu, że bez Europy nie da się skutecznie rywalizować ani z Chinami, ani z Rosją. Polska zaś jest elementem wschodniej „barykady” od Bałtyku po Morze Czarne.Z punktu widzenia Moskwy i Berlina logiczne byłoby zburzenie tej barykady. Z punktu widzenia Ameryki – jej wzmocnienie. I w tym napięciu żyjemy.– podsumowuje.
Ep 12390Ministerstwo finansów blokuje grudniowe wydatki. „Efekt grudnia” pod lupą
Minister finansów wysłał szerokie pismo do administracji publicznej, by ograniczyć końcoworoczne wydatki. Tomasz Żółciak mówi o „efekcie grudnia” i presji deficytu.
Ep 12389Serwis międzynarodowy 17.12.2025 r.: UE szuka "strategicznej autonomii"
Na najbliższym posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli będą omawiane kwestie: negocjacji ws. pokoju na Ukrainie, umowy UE-Mercosur oraz unijnej odpowiedzi na nową strategię bezpieczeństwa USA.
Ep 12388Studio Białoruskie 17.12.2025 r.: echa uwolnienia więźniów politycznych przez reżim
W audycji Pawła Bobołowicza i Olgi Siemaszko gości tym razem Artur Żak. Jak relacjonuje, ukraińskie media odnotowały powściągliwość uwolnionych opozycjonistów w kwestii wojny.
Ep 12387Czas świąteczny i czas średniowieczny — Cała naprzód 17.12.2025 r.
Mariusz Wawrzyńczyk opowiada o swojej najnowszej płycie W świąteczny czas. Laureat Festiwalu Piosenki Polskiej mówi też o wyjątkowej akcji pomocy dla Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie, w której brał udział. Następnie słuchamy krótkiej rozmowy, którą przeprowadziła Małgorzata Kleszcz z ks. prof. Krzysztofem Marzyńskim o książce Mały ekran. Wielki wpływ badającej oddziaływanie smartfonów na młodsze pokolenia oraz polecającej sposoby na zdrowe wprowadzanie nowych technologii dzieciom. Rozmawiamy też z Robertem Kostro, nowo mianowanym dyrektorem Archiwum Głównego Akt Dawnych, który zaprasza na ekspozycję Z powrotem w domu. Wystawa odzyskanych przez Polskę pergaminów zakonu krzyżackiego z XIII-XV w. Od 19 grudnia w Pałacu Raczyńskich w Warszawie pokazywane będą odzyskane dokumenty związane z dziejami Krzyżaków w Polsce. Nasz gość opowiada burzliwą historię pergaminów i zdradza, w jaki sposób stanowią świadectwo historii naszej Ojczyzny.
Ep 12386Czerwone i białe karty Liceum. im. Stefana Batorego - Prawo cytatu: audycja Jana Majchrowskiego - 16.12.2025 r.
Opowieść o słynnym warszawskim liceum im. Stefana Batorego w czasie stanu wojennego.
Ep 12385Oczekiwanie na Boże Narodzenie i pełny pokój w Libanie i Syrii - Studio Bejrut - 16.12.2025 r.
W audycji również informacje o akcji Fundacji Fenicja "Bożonarodzeniowa Karta Podarunkowa" oraz zapowiedź koncertu libańskich kolęd.
Ep 12384Prof. Krzysztof Szczucki: Mateusz Morawiecki nie dąży do konfrontacji wewnątrz PiS
Zdaniem posła PiS, alternatywne - wobec ogólnopartyjnego - spotkanie przedświąteczne zorganizowane przez b. premiera nie miało drugiego dna.
Ep 12383O kulturze w Sejmie. Organizatorzy konferencji o cenie życia „z wartościami”
W Sejmie pod patronatem wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka odbyła się konferencja pt. „Kultura z wartościami, wartości w kulturze”, organizowana przez Fundację Edukacja z Wartościami.W Odysei Wyborczej Radia Wnet Magdalena Uchaniuk rozmawiała z Emilią Wasilewicz, współorganizatorką konferencji oraz z Jackiem Weiglem, prezesem Fundacji Edukacja z Wartościami. Spotkanie – jak podkreślali goście audycji – miało przypomnieć, że kultura nie jest tylko „formą”, ale też przestrzenią sporu o postawy, sumienie i odpowiedzialność.Wasilewicz oceniała, że po konferencji dominuje raczej dobry nastrój – bo „padło dużo ważnych słów”, a o wartościach mówiły bardzo różne środowiska.Weigl zwracał uwagę, że najmocniejszym elementem wydarzenia były osobiste świadectwa artystów i ludzi kultury – opowieści o wyborach, które dziś często wiążą się z kosztami.Tak wiele osób podzieliło się swoim osobistym świadectwem, historią tego, w jaki sposób żyją wartościami… wiele razy muszą wybierać postawę wartości i to nie jest łatwe dzisiaj– mówił.W audycji wybrzmiał też wątek stygmatyzacji twórców, którzy mówią o wartościach chrześcijańskich. Wasilewicz wskazywała, że diagnoza wypowiedziana podczas konferencji była celna, ale prowadzi do prostego pytania: czy ludzie będą gotowi ponosić konsekwencje otwartego przyznawania się do swoich przekonań.Weigl mówił o jeszcze jednym mechanizmie, który – jego zdaniem – mocno uderza w artystów: zależności od władzy i decyzji o finansowaniu, które potrafią zmieniać się wraz z polityką.Zależnie od władzy mają albo przychylność, albo wręcz przeciwną sytuację… odbierane są dotacje już przyznane i już rozliczone– dodaje.W tym kontekście prowadząca dopytywała o zasadę „lex retro non agit”. Weigl odpowiadał wprost, że takie przypadki – w jego ocenie – wymagają reakcji całego środowiska.To jest coś, co musimy jako środowisko powiedzieć: stop… spory polityczne nie powinny doświadczać artystów czy ludzi kultury– powiedział.W rozmowie pojawił się też wątek zapraszania gości i patronatów. Wasilewicz mówiła, że odmowy bywały prozaiczne, ale Weigl wskazywał na rosnącą polityczną „dyscyplinę” i atmosferę, w której część instytucji dystansuje się od wydarzeń kojarzonych z inną stroną sporu.Konserwatywna część społeczeństwa nie może oddać kultury lewicy. Przeciwnie, powinniśmy kreować popyt na kulturę, która wspiera nasze wartości i buduje naród, który się na nich opiera. Szczególne zadanie ma tu prywatna inicjatywa ludzi kultury, artystów, twórców, którzy mogą… pic.twitter.com/9gCiwkYN0L— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) December 16, 2025 /fa
Ep 12382„Byłam tam dwie godziny wcześniej”. Polka o zamachu w Sydney
W Odysei Wyborczej Radia Wnet Katarzyna Kraszewska, Polka od lat mieszkająca w Sydney, opowiedziała o zamachu, do którego doszło w niedzielę w rejonie plaży Bondi w czasie obchodów Chanuki. Zginęło w nim 15 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. W rozmowie mówiła o skali tragedii, chaosie na miejscu oraz o tym, jak reaguje miasto.Rozmówczyni zaczęła od opisu samej Bondi, miejsca ikonicznego dla Sydney, położonego kilka kilometrów od centrum, żyjącego społecznościami: od surferów, przez pływaków, po siatkarzy plażowych. Jak mówi, Bondi to najsłynniejsza i ikoniczna plaża, którą odwiedza wiele osób.Kraszewska opisała, że tego dnia była na plaży i w okolicy parkingu, gdzie – jak relacjonowała – doszło później do ataku. Wróciła do domu wcześniej, bo źle się czuła. Potem zadzwonił do niej znajomy.Zadzwonił do mnie wystraszony znajomy i mówi: Kate, nie przyjeżdżaj na plażę, bo strzelanina była. Dwie godziny przed byłam na tym parkingu kilka metrów od tej całej strzelaniny– opisuje.https://wnet.fm/2025/12/15/ptsd-bron-i-cywile-ekspert-ostrzega-scenariusz-z-sydney-mozliwy-w-polsce/Kraszewska mówiła też o panice i dezorientacji tysięcy osób obecnych w rejonie plaży.Na plaży było tego dnia tysiące ludzi. Każdy w panice w różnych kierunkach uciekał, ale też nie wiedzieli, co się dzieje i gdzie uciekać– dodaje.W rozmowie przekazała również informacje o napastnikach – zaznaczając, że to ustalenia, o których w tym momencie mówi się w Australii.Do tej pory, co udało się policji ustalić, to był ojciec z synem. Syn 24 lata, ojciec 50. Ustalono powiązania z grupą terrorystyczną, komórką terrorystyczną państwa islamskiego… mieli flagę państwa islamskieg– wskazuje,Relacjonowała także dramatyczne próby powstrzymania sprawców przez przypadkowe osoby oraz historie ofiar.Katarzyna Kraszewska podkreślała, że po tragedii wśród mieszkańców Bondi nie dominuje otwarty strach, lecz poczucie przygnębienia i psychicznego wyczerpania. Wiele osób ma problemy ze snem i wciąż nie potrafi pogodzić się z tym, że do ataku doszło w miejscu kojarzonym dotąd wyłącznie z odpoczynkiem i radością. Ikoniczna plaża, która o tej porze roku zwykle tętni życiem, opustoszała i sprawia wrażenie miejsca wymarłego.W dalszej części rozmowy Kraszewska zwróciła uwagę na narastające w Sydney napięcia społeczne. Jej zdaniem konflikt na Bliskim Wschodzie coraz silniej odbija się na lokalnej rzeczywistości – w mieście odbywa się wiele demonstracji, a międzynarodowe spory i emocje przenoszone są na australijskie ulice, co dodatkowo potęguje atmosferę niepokoju i podziałów./fa
Ep 12381Europa w klinczu. Prezes WEI o pustych deklaracjach ws. obronności
W Poranku Radia Wnet prezes Warsaw Enterprise Institute Tomasz Wróblewski odniósł się do zapowiedzi europejskich przywódców dotyczących większej odpowiedzialności Europy za własne bezpieczeństwo. Jak podkreślał, problemem nie jest brak pieniędzy, lecz brak spójnej wizji i zdolności decyzyjnych.Europa jest bardzo zamożnym kontynentem. To nie jest tak, że nie jest w stanie wygospodarować tych pieniędzy– wskazuje. Zdaniem Wróblewskiego Unia Europejska znalazła się w głębokim klinczu gospodarczym, a wiele państw – z Niemcami na czele – od lat tkwi w kryzysie bez pomysłu na dalszy rozwój.Niemcy od pięciu lat są w stanie kryzysu i brakuje jakiegokolwiek konceptu na dalszy wzrost gospodarczy– ocenia. Jak zauważył, problemem jest również brak realnej koordynacji między państwami członkowskimi.To, co miało być siłą Unii Europejskiej – spójność i jedność myślenia – po prostu nie istnieje– wskazuje. Prezes WEI zwracał uwagę, że mimo kolejnych zapowiedzi ogromnych programów zbrojeniowych, środki pozostają na papierze.Słyszeliśmy o 100 miliardach, teraz o 50 miliardach, wcześniej o 150 miliardach. Dalej tych pieniędzy nie ma– podkreśla. W jego ocenie presja na realne działania rośnie nie tylko ze względu na zagrożenie ze strony Rosji, ale także z powodu zmieniającej się polityki Stanów Zjednoczonych, które coraz mniej chętnie finansują bezpieczeństwo Europy./fa
Ep 12380Raport komisji ds. wpływów rosyjskich powrócił. Ekspert o błędach służb specjalnych
Biuro Bezpieczeństwa Narodowego poinformowało w sobotę o przywróceniu do obiegu publicznego Raportu Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne RP w latach 2007–2022. Dokument, opublikowany pierwotnie 29 listopada 2023 roku, został następnie usunięty ze strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w styczniu 2024 roku, po objęciu władzy przez Donalda Tuska.Raport dotyczy kontaktów Służby Kontrwywiadu Wojskowego z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej w latach 2010–2014 i opisuje je jako studium przypadku rosyjskiej operacji wpływu.W Poranku Radia Wnet do treści raportu odniósł się Arkadiusz Puławski, zastępca dyrektora gabinetu szefa BBN, który zasiadał w Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich, kierowanej przez prof. Sławomira Cenckiewicza.To jest raport, który został przywrócony do obiegu publicznego. To był raport, który zbadał wpływy rosyjskie w Polsce, objawiające się pewną operacją dezinformacyjną, operacją wpływu przeprowadzoną przez rosyjskie służby specjalne, a konkretnie przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa– wskazał.Puławski wskazywał, że komisja oceniła działania rosyjskich służb jako możliwe właśnie dlatego, że polski kontrwywiad nie zachował elementarnej czujności.Oceniliśmy, że w okresie 2010–2014 Rosjanie mogli przeprowadzić taką operację dezinformacyjną na polskim kontrwywiadzie, dlatego że ówczesne kierownictwo kontrwywiadu wojskowego na to pozwoliło i weszło otwarcie we współpracę– powiedział.Jak podkreślał, problemem nie był jeden błąd ani jedna osoba, lecz systemowy brak nadzoru.Jeżeli mnie pani pyta, czy był jeden winny, to jednego winnego tego bałaganu nie było. Panował po prostu bałagan– podsumował.W jego ocenie odpowiedzialność spoczywała również na ówczesnym kierownictwie politycznym państwa.Nadzór polityczny – premier, minister obrony narodowej i koordynator służb specjalnych – nie bardzo interesowali się tą sprawą i nie uznali, że ma ona jakąś wagę– wskazał.Puławski zwrócił uwagę na finał tej współpracy, który uznał za szczególnie niebezpieczny.Kilka lat współpracy zostało zwieńczone porozumieniem o współpracy i współdziałaniu w zakresie kontrwywiadu wojskowego, które było haniebne i nigdy nie powinno być przyjęte przez oficera polskich służb– zaznaczył.Jak dodał, dokument ten godził w podstawowe interesy państwa.Nakładało ono na polską służbę obowiązek informowania Rosjan o działaniach wywiadowczych prowadzonych na terytorium RP przez służby państw NATO. To było absolutnie sprzeczne z naszymi interesami strategicznymi– podsumował.Raport Państwowej Komisji ds. badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne RP w latach 2007-2022 można znaleźć pod tym LINKIEM./fa
Ep 12379Szopka w Sejmie. Krzysztof Bosak: Jak to się stało, że przez osiem lat PiS na to nie wpadł?
W Poranku Radia Wnet wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak odniósł się do decyzji marszałka Włodzimierza Czarzastego o ustawieniu szopki bożonarodzeniowej w gmachu parlamentu. Jak podkreślał, sprawa została rozstrzygnięta szybko i bez sporów.Zajęło to parę sekund. Sprawa była dość prosta i cieszę się, bo tak właśnie powinno to wyglądać– mówił gość Jaśminy Nowak.Bosak przypomniał, że inicjatywa ustawienia szopki pojawiła się już wcześniej, co skłoniło go do refleksji nad tym, jak w poprzednich latach traktowano symbole i zwyczaje związane z chrześcijaństwem.Zacząłem się zastanawiać, jak to się stało, że przez osiem lat, kiedy mieliśmy marszałków z PiS, zapalane były świece chanukowe, a nie było świec wieńca adwentowego– mówił.Zdaniem wicemarszałka Sejmu problemem nie jest otwartość na inne kultury czy religie, lecz brak proporcji i zaniedbywanie własnego dziedzictwa.Powinniśmy bardziej dbać o swoje tradycje i swoje zwyczaje, a nie być tak bardzo skupieni na tradycjach innych religii i innych narodów– zaznaczył wicemarszałek.Bosak krytykował zjawisko, które określił mianem „sygnalizacji cnoty”, czyli demonstracyjnego podkreślania własnej otwartości i tolerancji kosztem własnej tożsamości kulturowej.To się nazywa virtue signaling – obnoszenie się z własnymi cnotami, udowadnianie na wyścigi, jacy jesteśmy otwarci i tolerancyjni– komentował.Jak zaznaczył, państwo i instytucje publiczne powinny aktywnie dbać o to, by polskie tradycje były żywe i atrakcyjne.To są spotkania opłatkowe, spotkania wigilijne, szopki bożonarodzeniowe, jasełka, prawdziwe kolędowanie. To są rzeczy, które powinniśmy organizować, żeby nasza tradycja była żywa– podkreślał.Wicemarszałek Sejmu wyraził również krytyczną opinię na temat współczesnego charakteru obchodów Bożego Narodzenia.Mam wrażenie, że Święta Bożego Narodzenia przeradzają się dziś w taki komercyjny Christmas festival, coraz bardziej krasnalowo-marketingowy. Mnie się to nie podoba– mówił.Na zakończenie rozmowy Krzysztof Bosak złożył słuchaczom Radia Wnet życzenia spokojnych i dobrych świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślnego Nowego Roku.Od dziś w Sejmie stoi już szopka bożonarodzeniowa, która przypomina czym są Święta Bożego Narodzenia i jest wyrazem kontynuacji tradycji polskich i uniwersalnych obrzędów chrześcijańskich! pic.twitter.com/o0qIea4SEi— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) December 17, 2025/fa
Ep 12378Romanowski: Wrócę do Polski, gdy wróci normalność w wymiarze sprawiedliwości
Marcin Romanowski to poseł Prawa i Sprawiedliwości oraz były wiceminister sprawiedliwości. Prokuratura Krajowa zarzuca mu nieprawidłowości w zarządzaniu Funduszem Sprawiedliwości. Polityk jest poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania i uzyskał azyl polityczny na Węgrzech.W Poranku Radia Wnet Marcin Romanowski komentował słowa ministra Waldemara Żurka dotyczące możliwego zaskarżenia decyzji o przyznaniu azylu politycznego Zbigniewowi Ziobrze, gdyby taki azyl został mu udzielony przez Węgry.Romanowski podkreślał, że podobne działania wobec niego były już podejmowane i zakończyły się jednoznaczną porażką obecnych władz.Wnioskowali o ściganie mnie czerwoną notą i Interpol pokazał im czerwoną kartkę, wskazując jednoznacznie, że te działania nie są uprawnione– mówił.Jak zaznaczył, tego typu odmowy dotyczą zwykle państw autorytarnych, a nie krajów należących do Unii Europejskiej.Takie decyzje zapadają wobec Rosji, Białorusi czy republik bananowych. Polska została w ten sposób sprowadzona do tego poziomu– ocenia.Poseł PiS odniósł się także do swojej obecnej sytuacji i pobytu w Budapeszcie. Podkreślał, że decyzja o pozostaniu poza Polską nie jest wyborem politycznym, lecz wynika z braku podstawowych standardów praworządności.Otrzymałem ochronę prawną jako pierwszy od lat czterdziestych XX wieku polski poseł. To pokazuje, że w Polsce nie miałbym dziś realnej możliwości obrony– ocenia.Romanowski zapewniał jednocześnie, że powrót do kraju pozostaje dla niego celem.Oczywiście wrócę tak szybko, jak to możliwe, a możliwe będzie to wówczas, kiedy w Polsce przynajmniej w tym podstawowym zakresie zostaną przywrócone podstawowe standardy funkcjonowania organów wymiaru sprawiedliwości. Mamy nielegalnego prokuratura, nielegalnie obsadzone sądy, prezesi, którzy dokonują czystek w wydziałach karnych, nie przez przypadek, kiedy rozporządzeniem uchyla się ustawowy system losowego przydziału spraw. Można oczywiście to wszystko wyliczać bardzo długo, ale to jest po prostu zwykły skandal i dopóty, dopóki nie będzie normalności, nie mam szans na wyjaśnienie tych absurdalnych zarzutów– zaznacza.Komentując zarzuty formułowane pod jego adresem, poseł PiS stanowczo zaprzeczył, jakoby dotyczyły one defraudacji środków publicznych.Zarzut defraudacji pieniędzy się nie pojawił (...) Wystarczy spojrzeć na konstrukcję prawną tych zarzutów, żeby zobaczyć, że żaden z nich nie opiera się na naruszeniu jakiegokolwiek przepisu prawa– mówi.Jego zdaniem sprawa ma charakter polityczny i jest prowadzona przede wszystkim w przestrzeni medialnej.„To jest klasyczny przykład prześladowania politycznego. Postępowanie toczy się w prorządowych mediach, a nie w sposób rzetelny i zgodny z prawem”./fa
Ep 12377„UE nie ma kart do grania”. Winkler ostro o bezpieczeństwie Europy
W Poranku Radia Wnet dr Krzysztof Winkler z Warsaw Enterprise Institute oceniał skutki rozmów prowadzonych w Berlinie przez premiera Donalda Tuska oraz realne możliwości Europy w zakresie bezpieczeństwa. Jak podkreślał, same deklaracje nie wystarczą, jeśli nie pójdą za nimi konkretne decyzje finansowe i wojskowe.Zdaniem analityka prawdziwym sprawdzianem zrozumienia zagrożeń będzie skala wydatków na obronność oraz faktyczne wzmocnienie wschodniej flanki NATO.W praktyce powinno to oznaczać, że państwa europejskie zaczną wydawać nawet 5 procent PKB na obronność, bez sztucznego rozdzielania tych wydatków na infrastrukturę i obronę sensu stricto– wskazał.Winkler zaznaczył, że logicznym krokiem byłoby również przesuwanie jednostek wojskowych właśnie na wschodni front – do Finlandii, państw bałtyckich, Polski czy Rumunii – bo to tam koncentruje się realne zagrożenie ze strony Rosji. Jednocześnie analityk nie pozostawiał złudzeń co do roli Unii Europejskiej jako podmiotu bezpieczeństwa.Unia Europejska zdecydowanie nie jest dziś organizacją, która ma jakiekolwiek karty do grania w zakresie bezpieczeństwa. To jest organizacja gospodarcza– zaznaczył. Jak dodał, także na polu gospodarczym Europa przegrywa konkurencję ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami, czego symbolem jest brak europejskich firm dominujących w sektorze nowych technologii i internetu.W kontekście wsparcia Ukrainy Winkler zwrócił uwagę na rozbieżność między politycznymi zapowiedziami a realnymi możliwościami państw europejskich. Początkowo zapowiadane „siły stabilizacyjne” okazały się w praktyce formacjami o bardzo ograniczonym potencjale.Gdy zaczęto realnie liczyć, ile jednostek można wystawić, okazało się, że to raczej siły o charakterze policyjnym, a dziś mówi się wręcz o oddziałach szkoleniowych– mówił. Istotną rolę – jak zaznaczył – mogą odegrać Stany Zjednoczone, oferując wsparcie lotnicze, koordynację celów oraz potencjalne rozmieszczenie pocisków dalekiego zasięgu.Rozmowa zeszła także na różnice w postrzeganiu zagrożeń między wschodnią a zachodnią częścią Europy. Winkler podkreślał, że kraje wschodniej flanki NATO intensywnie zwiększają wydatki na obronność i wracają do powszechnej służby wojskowej. Z kolei Europa Zachodnia – jego zdaniem – koncentruje się dziś przede wszystkim na kryzysie migracyjnym./fa
Ep 12376Warzecha: Morawiecki może wyjść z PiS i zbudować nową partię
W Poranku Radia Wnet Łukasz Warzecha, dziennikarz i publicysta „Do Rzeczy”, zwrócił uwagę nie tylko na brutalizację języka w debacie publicznej, ale przede wszystkim na coraz bardziej otwarty konflikt wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Jego zdaniem obecna sytuacja w partii Jarosława Kaczyńskiego jest bezprecedensowa i może prowadzić do trwałego pęknięcia.Dziennikarz odnosił się do usuniętego już wpisu byłego prezesa TVP Jacka Kurskiego uderzającego w byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Warzecha nie miał wątpliwości, że sam fakt usunięcia wpisu niewiele zmienia.Nawet jeżeli ten wpis został usunięty, to nie ma to większego znaczenia. Wisiał wystarczająco długo, żeby wszyscy zainteresowani go przeczytali. Kto miał zobaczyć, ten zobaczył– wskazał.Komentując zapewnienia byłego premiera o jedności w partii, publicysta sięgnął po literackie porównanie.Im bardziej Mateusz Morawiecki zapewnia, że wszyscy jesteśmy jednością w PiS-ie i że nie grozi nam żaden rozłam, tym bardziej ta jedność wydaje się fikcją. Przypomina mi się cytat z Kubusia Puchatka: im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było– mówił.Warzecha podkreślał, że konflikty frakcyjne w PiS istniały od lat, szczególnie na linii Morawiecki-Ziobro, jednak wcześniej były one „tłumione” i rzadko wychodziły na światło dzienne w tak otwartej formie. Dziś, jak zauważył, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.Teraz mamy do czynienia z czymś bezprecedensowym: publiczną kłótnią polityków Prawa i Sprawiedliwości. To już nie są pojedyncze przecieki czy zakulisowe zagrania, ale otwarte złośliwości w mediach społecznościowych– zaznaczał gość Jaśminy Nowak.Jako przykład podał ironiczny wpis europosła Waldemara Budy, uderzający w Jacka Kurskiego. Zdaniem Warzechy to sygnał, że konflikt wymknął się spod kontroli, a Jarosław Kaczyński nie panuje już w pełni nad partią.Jeżeli takie rzeczy dzieją się publicznie, to znaczy, że przekroczone zostały wszystkie dotychczasowe granice. W połączeniu ze słabnącymi sondażami ma to fatalny wpływ na wizerunek PiS i jego atrakcyjność dla wyborców– ocenił.Dziennikarz rozważał kilka możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji. Jednym z nich jest chwilowe wyciszenie konfliktu, które jednak nie rozwiąże problemu.Drugi scenariusz, jego zdaniem coraz bardziej realny, to poważne przesilenie, połączone z dalszą utratą kontroli przez Jarosława Kaczyńskiego. W tym kontekście Warzecha nie wyklucza ruchu ze strony Mateusza Morawieckiego.Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której Mateusz Morawiecki, widząc okazję, wykona manewr podobny do tego, jaki kiedyś wykonał Zbigniew Ziobro – wychodzi z PiS, zabiera część ludzi i buduje nowe ugrupowanie– dodaje.Nowa formacja – jak zaznaczył – mogłaby być bardziej centrowa i „europejska”, potencjalnie sprzymierzona z PiS, ale funkcjonująca jako odrębny byt polityczny. Co istotne, Warzecha podkreślił, że im bardziej Morawiecki zaprzecza takiemu scenariuszowi, tym większe ma on wątpliwości co do szczerości tych deklaracji.W dalszej części rozmowy publicysta odniósł się również do spekulacji o możliwych przyspieszonych wyborach, o których mówił we wtorek na antenie Radia Wnet poseł Jarosław Sachajko. Warzecha ocenił ten scenariusz jako mało prawdopodobny.Przyspieszone wybory latem przyszłego roku oznaczałyby ich przeprowadzenie niewiele ponad rok przed normalnym terminem. Takich rzeczy się raczej nie robi, zwłaszcza gdy sondaże nie dają obecnej koalicji stabilnej większości– ocenił.Jego zdaniem obecny obóz rządzący nie ma ani politycznej, ani sondażowej motywacji do skracania kadencji Sejmu, a napięcia po prawej stronie sceny politycznej wynikają przede wszystkim z kryzysu przywództwa w PiS./fa
Ep 12375„Sprawczość musi być w Warszawie”. Bartosiak o tym, jak Polska mogłaby wyjść ze strefy zgniotu
W drugiej części rozmowy w Klubie Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich Radia Wnet dyskusja zeszła z diagnoz na hipotetyczne działania. Prowadzący Krzysztof Skowroński pytał, co należałoby zrobić, by wyjść z pozycji państwa peryferyjnego. Jacek Bartosiak zastrzegł, że nie wchodzi w politykę wewnętrzną ani w kwestie finansowe, ale szczegółowo opisał, jakie ruchy należałoby wykonać w obszarze bezpieczeństwa.„Decyzje muszą zapadać w Warszawie, a nie w Berlinie czy Waszyngtonie”Bartosiak podkreślał, że kluczowym sygnałem nowego otwarcia musiałoby być pokazanie realnej sprawczości państwa polskiego wobec wszystkich graczy regionalnych i globalnych.Nowa ekipa musiałaby pokazać Ukraińcom, Turkom, Skandynawom, ale też Amerykanom i Rosjanom, że decyzje zapadają w Warszawie. Nie w Waszyngtonie i nie w Berlinie – tak jak było do tej pory. Sprawczość musi być tu– mówił.Jak zaznaczał, dotychczasowy model polegał na wygodnym cedowaniu odpowiedzialności na sojuszników, co w praktyce prowadziło do paraliżu decyzyjnego i utraty podmiotowości.W jego wizji pierwsze kroki powinny polegać na równoczesnych, demonstracyjnych ruchach wojskowych i politycznych w regionie północno-wschodniej Europy. Bartosiak wymieniał m.in.: negocjacje dotyczące stałej obecności wojskowej na Przesmyku Suwalskim; obecność Wojska Polskiego na Gotlandii; stacjonowanie polskich jednostek w Estonii i na Litwie; intensywne ćwiczenia z Finlandią w bezpośredniej bliskości Rosji.Te działania miałyby – jak podkreślał – nie charakter symboliczny, lecz operacyjny i odstraszający.Turcja, Ukraina i Skandynawia zamiast „zarządzanej eskalacji”Szczególne miejsce w tej koncepcji zajmowała współpraca z Turcją i Ukrainą, zwłaszcza w obszarze technologii wojskowych.Powinniśmy natychmiast wejść we współpracę z Turcją: drony dalekiego zasięgu, poligony, wywiad wojskowy, wspólne jednostki specjalne. Równolegle – głęboka współpraca z Ukrainą w zakresie technologii– mówił.Bartosiak przekonywał, że Polska powinna wykorzystać doświadczenia wojenne Ukrainy i stworzyć warunki do rozwoju robotyki, elektroniki, oprogramowania i systemów dronowych, deregulując ten sektor na wzór ustawy Wilczka.Zachód jest w tych obszarach słabszy niż Ukraińcy. My moglibyśmy zyskać przewagę, jeśli pokażemy, że jesteśmy samodzielni i gotowi do ryzyka– dodał geopolityk.W tym kontekście mówił wprost o konieczności budowania zdolności wojskowych bez pośrednictwa USA i Niemiec, które – jego zdaniem – dążą do kontrolowania eskalacji, nie ponosząc tych samych kosztów co Polska.Pobór selektywny i nowoczesne wojskoBartosiak opowiadał się również za powrotem do powszechnego, ale selektywnego poboru, opartego na nowoczesnym modelu armii.Nie chodzi o przymusowe kamasze. Jeśli wojsko będzie nowoczesne, oparte na prawdzie, a nie na biurokracji, większość ludzi sama będzie chciała do niego iść– zaznaczył.Jednocześnie zastrzegał, że realizacja takiej wizji wymagałaby przywództwa, którego – jego zdaniem – obecnie brakuje.Ja już w to nie wierzę. Opowiadam to raczej jako teorię, na przyszłość, gdy będziemy opisywać, jak było przed. Nie wierzę w zdolność do samoreformy państwa polskiego– skwitował.Królewiec jako punkt naciskuJednym z najmocniejszych wątków była kwestia zdolności do asymetrycznej eskalacji wobec Rosji, zwłaszcza w odniesieniu do Obwodu Królewieckiego.Królewiec jest strategicznym zakładnikiem państwa polskiego. Rosjanie nie są w stanie funkcjonować tam bez naszej zgody – tylko trzeba chcieć to wykorzystać– wskazał.Bartosiak mówił o konieczności przygotowania planów blokady lądowej, powietrznej i morskiej oraz o powszechnej „dronizacji” działań wojennych jako elemencie odstraszania.W końcowej części swojej wypowiedzi Bartosiak wrócił do historycznych porównań, wskazując na zasadniczą różnicę między elitami II i III RP.Elity II RP musiały wywalczyć i fizycznie bronić niepodległości. Elity III RP dorastały w świecie, w którym bezpieczeństwo miało być gwarantowane przez NATO, a gospodarka regulowana przez Unię. Ten świat się właśnie skończył– ocenił.Jak podkreślał, podstawowe funkcje państwa – bezpieczeństwo i samodzielność gospodarcza – zostały wyprowadzone poza Warszawę, a obecne elity nie musiały walczyć o przetrwanie państwa.Pytanie brzmi: czy nasi politycy będą zdolni odnaleźć się w świecie, w którym nikt już za nas tego nie zrobi?– pytał./fa
Ep 12374Bartosiak: Nie będzie żadnego trwałego pokoju na Ukrainie. To dopiero początek wojny systemowej
W Klubie Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich Radia Wnet, prowadzonym przez Krzysztofa Skowrońskiego, spotkali się szef Strategy&Future Jacek Bartosiak, były minister rozwoju Piotr Nowak oraz były prezes ŚGP Industria Szczepan Ruman. Rozmowa dotyczyła nie tylko wojny na Ukrainie, ale przede wszystkim zmiany globalnego porządku, słabnięcia Zachodu i konsekwencji tych procesów dla bezpieczeństwa Polski.Już na początku rozmowy Jacek Bartosiak wyraźnie zaznaczył, że konflikt na Ukrainie nie zmierza ku trwałemu zakończeniu. W jego ocenie mamy do czynienia z etapem znacznie szerszego procesu, który nazwał wojną systemową.Nie będzie żadnego trwałego pokoju na Ukrainie. Jesteśmy dopiero w początkowej fazie wojny systemowej, w której sojusze będą się jeszcze wielokrotnie zmieniać– ocenił.Bartosiak podkreślał, że narracja o „przegranej Ukrainy” jest w dużej mierze narzucana politycznie. Jak mówił, na polu walki Ukraińcy nie zostali złamani w takim stopniu, jak sugerują to propozycje narzucanych im warunków.Ukraińcy nie przegrali tej wojny tak, jak próbuje się im to dziś narzucić. Warunki, które są im proponowane, wynikają nie z pola walki, ale z interesów strategicznych innych graczy– dodał.USA w defensywie i „płacenie Ukrainą”Centralnym wątkiem wypowiedzi Bartosiaka była rola Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem Waszyngton prowadzi dziś politykę z pozycji słabości, próbując ratować własną architekturę bezpieczeństwa kosztem Ukrainy.Amerykanie potrzebują Rosji do stabilności strategicznej, dlatego próbują narzucać rozwiązania, za które płaci Ukraina. A w przyszłości mogą płacić inni sojusznicy, jeśli zgodzimy się na taką rolę– dodał.W tym kontekście Bartosiak krytykował wiarę w bezwarunkowe amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa dla Europy.To jest blef, że Stany Zjednoczone realnie gwarantują dziś bezpieczeństwo Europy. One ani nie chcą tego robić, ani nie mają na to takich możliwości jak kiedyś – a jednocześnie oczekują korzyści– podkreślił. Jego zdaniem taki układ zwiększa ryzyko rozszerzenia konfliktu na Europę, zamiast je ograniczać.„Bankructwo dwóch orientacji” w polskiej polityceBartosiak bardzo ostro ocenił także polską scenę polityczną. W jego opinii zarówno orientacja proamerykańska, jak i proeuropejska zawiodły, nie dając Polsce realnych narzędzi bezpieczeństwa.Obie dominujące orientacje polskiej polityki – amerykańska i europejska – poniosły bankructwo. Nie zabezpieczyły bezpieczeństwa państwa, a w zamian pochłonęły miliardy złotych– zaznaczył.Jak podkreślał, Polska funkcjonuje dziś w logice „ubezpieczenia”, zamiast budować własną sprawczość i funkcjonalne sojusze w świecie, w którym nie ma już jednego hegemona.Nie ma już prymatu. Jest równoważenie. A to wymaga własnych ruchów i własnych interesów, a nie polerowania relacji z jednym patronem– stwierdził.Ruman: miliardy na kontrakty, a wojsko „na dole”Szczepan Ruman odniósł te diagnozy do praktyki funkcjonowania państwa. Zwracał uwagę na rozdźwięk między politycznymi deklaracjami a codziennością wojska.Politycy ogłaszają kolejne kontrakty za miliardy – F-35, okręty podwodne – a jednocześnie zdarzają się sytuacje, w których jednostki wojskowe piszą listy z prośbą o wysłużone samochody– powiedział.Ruman zgadzał się z tezą o wyczerpaniu dotychczasowych elit, wskazując, że państwo nie jest przygotowane intelektualnie do zarządzania kryzysem technologicznym i geopolitycznym.Poziom debaty publicznej pokazuje, że elity nie rozumieją świata, w którym przyszło nam funkcjonować. A to świat, który zdecyduje o pozycji Polski na dekady– ocenił.Nowak: „Siła jest, tylko nie ma woli”Piotr Nowak wprowadził do rozmowy ton polemiczny. Zgodził się, że pozycja USA relatywnie osłabła, ale jego zdaniem wynika to również z upowszechnienia technologii i utraty monopolu państw na zaawansowane narzędzia.Stany Zjednoczone nie są krajem słabym. Mają narzędzia i lewary, także wobec Rosji. Problem polega na tym, że nie ma woli, by ich użyć– komentował.Nowak podkreślał, że hasło „America First” oznacza przede wszystkim realizację interesów USA – nie sojuszników.Odnosząc się do Ukrainy, zaznaczył, że kluczowe nie są same linie rozejmu, lecz trwałość pokoju.Dla Ukrainy najważniejsze nie jest to, gdzie dokładnie przebiegnie linia, ale czy pokój da się wygrać i utrzymać– mówił.Wojna systemowa i nowy porządek świataW dalszej części rozmowy Bartosiak rozwinął pojęcie wojny systemowej jako konfliktu o nowy układ globalnego kapitalizmu i sprawczości politycznej. Przypominał, że podobne procesy towarzyszyły wcześniejszym wielkim wojnom w historii.To, co dziś obserwujemy, to rozpad ładu stworzonego po II wojnie światowej. Nowy porządek dopiero się wyłania, a jego kształt zadecyduje o przyszłości takich państw jak Polska– mówił. Jak ostrzegał, rozstrzygnięcia dotyczące Ukrainy wpłyną na architekturę bezpieczeństwa regionu nawet bez bezpośredniego udziału Polski w konflikcie./fa
Ep 12372Polska Misja Medyczna pomaga w Syrii
Organizacja jest obecna w tym kraju od 2017 roku. Jak wyglądają jej działania? Mówi członkini zarządu Małgorzata Olesińska-Hart.
Ep 12371Radny Gdańska krytykuje wystawę „Nasi chłopcy”. „To banalizacja i fałszowanie historii”
W Popołudniu Radia Wnet radny miasta Gdańska Aleksander Jankowski odniósł się do kontrowersji wokół wystawy „Nasi chłopcy”, prezentowanej w Muzeum Gdańska we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej. Jak podkreślał, problemem nie jest sam temat wcielania Polaków do Wehrmachtu, lecz sposób jego przedstawienia.Jankowski zwracał uwagę, że ekspozycja – jego zdaniem – pomija kluczowy kontekst pierwszych miesięcy wojny na Pomorzu: masowe represje, łapanki, mordy polskiej inteligencji oraz zbrodnię pomorską i obóz Stutthof. To właśnie te doświadczenia miały, według radnego, bezpośredni wpływ na dramatyczne decyzje wielu Polaków wcielanych przymusowo do armii niemieckiej.Radny krytykował również narrację wystawy, która – jak mówił – sugeruje, że służba w Wehrmachcie była dla części Polaków „okazją do zobaczenia świata”, a nawet źródłem ekscytacji czy przygód w Europie Zachodniej. W jego ocenie brakuje tam jasnego pokazania przemocy, poniżania, traktowania Polaków jako żołnierzy drugiej kategorii oraz prób dezercji i ucieczek do polskiego wojska lub partyzantki.Z wystawy wyłania się obraz, który banalizuje dramat przymusowego wcielenia i pomija realne doświadczenia terroru– przekonywał Jankowski.Istotnym wątkiem rozmowy była także odpowiedzialność miasta Gdańska. Radny podkreślał, że od początku nie było realnego dialogu ze strony władz miasta, które – jego zdaniem – uznały wystawę za „prawdę historyczną” niepodlegającą dyskusji. W odpowiedzi radni i mieszkańcy zainicjowali petycję – podpisaną przez ponad 4 tysiące gdańszczan, głównie osób, które wystawę obejrzały.Jankowski wskazywał, że skala sprzeciwu jest znacząca, zwłaszcza w porównaniu z innymi lokalnymi petycjami, które zwykle gromadzą kilkaset podpisów. Jego zdaniem sprawa powinna trafić do debaty w Radzie Miasta lub właściwej komisji.Radny ostrzegał także przed międzynarodowymi konsekwencjami takiej narracji historycznej. Jak mówił, w niemieckich mediach zaczęły pojawiać się określenia o „polskich żołnierzach Hitlera”, a w części mediów zagranicznych próby relatywizowania kolaboracji innych narodów poprzez wskazywanie na rzekomo większą skalę udziału Polaków w Wehrmachcie.Jeżeli nie będziemy dbać o sposób opowiadania naszej historii, inni będą wykorzystywać jej zakrzywioną wersję przeciwko Polsce– podkreślał.Na koniec rozmowy Jankowski zaznaczył, że historia – zwłaszcza tak wrażliwa jak dzieje Pomorza w czasie II wojny światowej – nie jest obszarem dowolnej interpretacji artystycznej. W jego ocenie powinna być opowiadana z maksymalną odpowiedzialnością, także z myślą o tym, jak Polska jest postrzegana za granicą./fa
Ep 12370Trwają rozmowy ws. pokoju na Ukrainie. "Kreml gra na czas - nie chce ani pokoju, ani zawieszenia broni"
Wszyscy wiedzą, że pokój będzie nietrwały - pytanie kto będzie chciał się pod nim podpisać - mówi Michał Bruszewski.
Ep 12370Polska przegapi konopną rewolucję? Królowa Konopi: Na bzdury są pieniądze, na pożyteczne rzeczy nie ma
W Studiu Ostoja gościem była Zofia Vahlberg – ekspert w dziedzinie konopi włóknistych, związana z branżą od początku lat 90. Rozpoczynała działalność w Szwecji, a po wejściu Polski do Unii Europejskiej przeniosła ją do kraju, koncentrując się na praktycznym wykorzystaniu konopi w rolnictwie i przemyśle. Jak sama podkreślała, jej doświadczenie obejmuje niemal 30 lat pracy z tą rośliną, zarówno od strony upraw, jak i przetwarzania oraz badań nad jej właściwościami.Vahlberg wróciła do początku lat 90. w Szwecji, gdzie prowadziła firmę produkującą nawozy mikroelementowe. Wtedy pojawiło się pytanie, które uruchomiło całą jej konopną drogę: czy konopie rosną w Polsce? Odpowiadając, przywołała własne dzieciństwo i obraz konopi rosnących „praktycznie wszędzie”, szczególnie na miedzach w regionie świętokrzyskim.Jak byłam mała, to one rosły praktycznie wszędzie, ja pamiętam. A potem jakoś tak odzwyczaili nas od widoku konopi– wspomina.Konopie jako naturalny repelentNajbardziej praktyczny wątek rozmowy dotyczył konopi jako rośliny odstraszającej szkodniki – nie przez trucie, ale przez działanie lotnych związków, które są dla części owadów i insektów po prostu „nie do zniesienia”.Vahlberg opowiedziała historię sąsiadki, która brała „duży wiechęć” kwiatostanów konopi, podpalała i chodziła, „okadzając dom” – i nie tylko dom, ale też obory. Dla dzieci wyglądało to jak „gusła”, dopiero później okazało się, że była to świadoma metoda ograniczania niepożądanych „lokatorów”.Okadzała i odstraszała, nie truła, tylko odstraszała. No pająka, muchę, no wszystko, co było niepożyteczne w domu– mówi.Rozmówczyni podkreślała przy tym paradoks konopi: to, co „pożyteczne”, roślina przyciąga, a to, co problemowe – omija. Wymieniała pszczoły i trzmiele po jednej stronie, a komary, muchy czy pająki po drugiej.Ten sam mechanizm – jak twierdzi – zobaczyła w praktyce w Szwecji, kiedy jej konopie rosły obok pola ziemniaków. Rolnik przyszedł i powiedział, że „chyba w ogóle nie ma stonki”. Kilka dni później wrócił z informacją, że stonka „wyniosła się” do jego brata mieszkającego siedem kilometrów dalej. Wtedy Vahlberg zaproponowała test: posadzenie kępy konopi w środku ziemniaków. Według jej relacji, efekt był jednoznaczny.Posadziliśmy tam taką kępę konopi… Po prostu zaczęły się wynosić, zaczęła się ta stonka wynosić stamtąd, ale to bardzo intensywnie. Wtedy odkryłam to silne działanie repelentne, czyli odstraszające, a nie trujące. No bo konopie nie trują– zaznacza.Gęstość siewu, chwasty i „eko, które robi się samo”W rozmowie pojawiały się też twarde, rolnicze konkrety: Vahlberg tłumaczyła, że o zachowaniu rośliny decyduje sposób siewu i cel uprawy. Przy gęstych zasiewach konopi „nie ma powietrza”, jest „duszno” i dlatego dziki czy jelenie – wbrew powtarzanym opowieściom – niekoniecznie chcą w takie pole wchodzić.Jeżeli jest duże zagęszczenie, to w tych konopiach nie ma powietrza. I tam, gdzie jest duszno, gdzie brakuje tlenu, to tam się nie pchają ani jelenie, ani dziki– zauważa.Jednocześnie gęsty siew daje inny efekt, który Vahlberg uznaje za fundamentalny: konopie „likwidują chwasty” bez chemii, bo zabierają im światło i przestrzeń.Jak siejemy na włókno… to ona jest zasiana gęsto. Tam nie ma mowy, że tam pół chwasta, bo tam nie ma ani światła, ani niczego. Po takiej uprawie mamy odchwaszczone pole idealnie– mówi.W tym kontekście rozmówczyni ironizowała na temat hasła „ekokonopie”, mówiąc wprost, że konopie „same w sobie są eko”, a dokładanie do tego marketingowych etykiet bywa pustym ozdobnikiem.Syntetyczne CBD i rynek „przebicia”: „układu nie wolno zaburzać”Wątek produktów konopnych rozmówczyni poprowadziła w stronę ostrzeżenia: na rynku jest dużo syntetycznych kannabinoidów, w tym CBD, produkowanych przemysłowo w laboratoriach. Użyła przykładu cenowego, pokazując, jak łatwo – w jej ocenie – tworzy się produkt o wielkiej marży i wątpliwej jakości. Jak mówiła, „jeden kilogram czystego CBD… kosztuje około 200 dolarów”.Dalej nakreśliła logikę „tańszego nośnika” i produkcji masowej. W jej opowieści kluczowe było to, że konsumenci patrzą „przez pryzmat pieniądza”, a tymczasem produkt – w założeniu – ma wspierać zdrowie.W rozmowie padła też teza, że dzieci mogą spożywać olejki, bo człowiek „sam je produkuje”, a największe ilości mają pojawiać się w ciąży i podczas karmienia piersią.Czy dzieci mogą spożywać olejki? Jak najbardziej. Bo my sami je produkujemy. Najwięcej produkuje kobieta w ciąży… a jeszcze więcej kobieta karmiąca. W mleku matki– mówi.„Kombinat chemiczny” przy korzeniu: konopie i regeneracja glebyZofia Vahlberg przekonywała, że największym mitem jest brak wiedzy o konopiach jako roślinie „porządkującej” środowisko. W jej opisie przejście między korzeniem a łodygą tworzy mechanizm, który pomaga oczyszczać glebę z ciężkich zanieczyszczeń, a sam korzeń – rozkładając się – zostawia w ziemi próchnicę i związki węgla.Możemy regenerować, bo konopia ma taki kombinat chemiczny, że sobie bardziej go nie możemy wyobrazić. Oczyszcza z metali cię
Ep 12369Przyspieszone wybory? Poseł Sachajko: Tusk planuje ogłosić samorozwiązanie parlamentu
W Popołudniu Radia Wnet Jarosław Sachajko, poseł koła Wolni Republikanie, nakreślił scenariusz, który – jego zdaniem – coraz wyraźniej rysuje się w działaniach premiera Donalda Tuska. Chodzi o przyspieszone wybory parlamentarne, możliwe już na wiosnę. W rozmowie z Jaśminą Nowak polityk przekonywał, że obecna sytuacja polityczna i gospodarcza sprzyja właśnie takiemu ruchowi.Sachajko ocenił, że premier konsekwentnie „dopina swego”, marginalizując dotychczasowych koalicjantów, zwłaszcza PSL i Polskę 2050. Zwracał uwagę na tempo prac parlamentarnych i forsowanie ustaw, które przez lata nie miały szans przejść przez Sejm, a także na narastający konflikt wokół prezydenckich wet. W jego ocenie rząd „podgrzewa atmosferę”, ignorując alternatywne, prezydenckie propozycje legislacyjne.Wszystko na to wskazuje, że pan premier planuje na wiosnę ogłosić samorozwiązanie parlamentu. Po takim ogłoszeniu większość parlamentarna nie będzie miała wyjścia, będzie musiała się z tym zgodzić– mówił poseł Wolnych Republikanów.Kluczowym argumentem, który – zdaniem Sachajki – tłumaczy pośpiech rządu, jest stan finansów publicznych. Poseł wskazywał na gwałtowny wzrost zadłużenia oraz rosnące koszty jego obsługi, które już w przyszłym roku mają sięgnąć około 100 miliardów złotych.W ciągu dwóch lat o 10 punktów procentowych zwiększono zadłużenie Polski. W przyszłym roku wydamy około 100 miliardów złotych na samo obsłużenie długu. A jednocześnie sytuacja w służbie zdrowia jest tragiczna– podkreślał.Sachajko zwracał też uwagę na budżetowe realia 2026 roku: symboliczne podwyżki dla nauczycieli i wzrost płacy minimalnej na poziomie inflacji, co – jak mówił – realnie oznacza stagnację dochodów i uderzenie „ludzi po kieszeniach”. Jego zdaniem rząd może chcieć zdyskontować politycznie moment, zanim te skutki staną się powszechnie odczuwalne.W rozmowie pojawił się także wątek zachowań wyborczych Polaków i roli mediów. Poseł krytycznie oceniał poziom debaty publicznej oraz dominację przekazu sprzyjającego obecnej władzy.W Polsce duża część społeczeństwa chodzi do wyborów parlamentarnych jak do wyborów Miss Polonia. Ktoś mi się podobał, ktoś ładnie wyglądał, ktoś dobrze mówi– stwierdził, dodając, że decyzje wyborcze rzadko są wiązane z bezpieczeństwem, zdrowiem czy przyszłością dzieci.Sachajko mówił również o ogromnej przewadze finansowej i medialnej środowisk wspierających rząd, wskazując m.in. na środki z funduszy zagranicznych i instytucji europejskich. Choć zauważał rosnącą rolę internetu i mediów alternatywnych, podkreślał, że „zalew informacji” działa także na niekorzyść racjonalnej debaty.Istotnym elementem jego diagnozy była kondycja opozycji, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości oraz szeroko rozumianej prawicy. Sachajko nie krył pesymizmu.Po drugiej stronie, przepraszam za brzydkie słowo, rzeźnia. Cała prawica kopie się po kostkach, a nawet znacznie wyżej– oceniał.W jego przekonaniu obecne podziały i wewnętrzne konflikty sprawiają, że prawica nie ma realnych szans na zwycięstwo w ewentualnych przyspieszonych wyborach, a Donald Tusk – odpowiednio rozgrywając scenę polityczną – może je wygrać bez konieczności budowania nowych, trudnych koalicji.
Ep 12368Serwis międzynarodowy 16.12.2025 r.: echa zamachu w Sydney, berlińskie rozmowy o pokoju na Ukrainie
Jesteśmy bliżej pokoju niż kiedykolwiek - powiedział po spotkaniu w Niemczech prezydent USA Donald Trump.
Ep 12367Historia we fraszkach oraz Kossowskiego ciąg dalszy — Cała naprzód 16.12.2025 r.
Poeta, bard i redaktor radiowy Lech Makowiecki opowiada o swojej najnowszej książce dla dzieci Historia we fraszkach. Od Mieszka do Staszka. W publikacji przedstawione są biografie królów książąt polskich napisane wierszem. Jak mówi nasz gość, ideą wydawnictwa było edukowanie młodszych pokoleń o historii Polski, w przystępny i żartobliwy sposób. W trakcie audycji zdzwaniamy się też z Jakubem Pilarkiem, który komentuje najnowsze ustalenia dot. umorzenia śledztwa ws. aborcji na 9-miesięcznym Felku wykonanej przez lekarkę Gizelę Jagielską. Piotr Kopszak i Marta Ławacz mówią o wystawie Adam Kossowski. Sztuka i obietnica w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej oraz zapraszają na dzisiejsze spotkanie z Mateuszem Matyszkowiczem z serii “Krajobrazy pamięci”. Start o 17:30
Ep 12366Jakub Pilarek: Nie mam żadnych wątpliowości, że zażalenie nie zostanie uznane, ale nadaje ono wyższą rangę całej sprawie
Jakub Pilarek, gospodarz audycji Prawodajnia w Radiu Wnet, komentuje najnowsze ustalenia dot. umorzenia śledztwa ws. aborcji na 9-miesięcznym Felku, wykonanej przez lekarkę Gizelę Jagielską.
Ep 12365Porozmawiajmy o Sporcie: Legia Warszawa coraz głębszym kryzysie, Marek Kamiński i jego wyprawy
W audycji również omówienie występów polskich piłkarzy w ligach zagranicznych oraz omówienie świetnej postawy Rakowa Częstochowa w Lidze Konferencji Europy i sagi z odejściem Marka Papszuna.
Ep 12364Prywatny folwark polityków w szkole w Garbatce-Letnisku
Posłanka PiS Agnieszka Górska przybyła do Garbatki w ramach interwencji poselskiej. Konflikt w zarządzie województwa zatacza coraz szersze kręgi i padło teraz na tę wspaniałą szkołę Rozmówczyni Magdaleny Uchaniuk chwali rodziców z Garbatki za to, że zdecydowali się na odważną obronę szkoły przed "politykierstwem, butą i arogancją władz". Jak relacjonuje, obecna dyrektor placówki bardzo negatywnie zareagowała na kontrolę.
Ep 12363„Granica została przekroczona. To obrzydliwa nagonka na prezydenta i prof. Cenckiewicza”
Doradca prezydenta Karola Nawrockiego, Błażej Poboży, mówi w Radiu Wnet o „obrzydliwej nagonce” na prof. Sławomira Cenckiewicza i ostrzega przed wykorzystaniem służb do walki politycznej.Doradca prezydenta Karola Nawrockiego, dr Błażej Poboży, w rozmowie na antenie Radia Wnet ostro skomentował publikację „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego o leczeniu szefa BBN Sławomira Cenckiewicza. Mówił o możliwym wycieku danych wrażliwych, roli służb i rzeczniku ministra koordynatora, a także o decyzji prezydenta w sprawie Chanuki.
Ep 12362Niemcy budują zbrojeniowy hub z Ukrainą. A polski rząd? „Wiesza plakaty”
– Jesteśmy zbyt powolni, zbyt zbiurokratyzowani. Inni budują zbrojeniowe huby, my wieszamy plakaty – mówi w Radiu Wnet Marek Budzisz o polskim bezpieczeństwie i wojnie na Ukrainie.W rozmowie na antenie Radia Wnet Marek Budzisz, historyk i analityk Strategy & Future, komentuje zatrzymanie przez ABW studenta KUL podejrzanego o przygotowywanie zamachu na jarmark świąteczny oraz szerszy kontekst bezpieczeństwa w Europie i wojny na Ukrainie.„Era większych i bardziej zróżnicowanych zagrożeń”Budzisz podkreśla różnicę między sytuacją w Polsce a niedawnym atakiem w Sydney.Różnica między tym, co stało się w Sydney, a tym, co – jak rozumiem – miało miejsce w Polsce, polega choćby na tym, że jeden ze sprawców masakry w Australii już kilka lat temu był zidentyfikowany przez tamtejsze służby jako osoba zradykalizowana islamistycznie. W tym sensie w Australii mieliśmy do czynienia z pasywnością państwa. W Polsce taka sytuacja nie ma miejsca i to trzeba przywitać z uznaniem.ocenia Budzisz. Zwraca uwagę, że islamski terroryzm to tylko część większego problemu.To nie jest jedyne zagrożenie. Raczej syndrom czasu, w którym żyjemy, kiedy rośnie skala zagrożeń, aktywizują się różne ośrodki gotowe używać przemocy, a do tego obserwuje się fuzję świata kryminalnego i terrorystycznego. Tak działają i służby rosyjskie, i środowiska islamistyczne.dodaje analityk.Jego zdaniem wchodzimy w epokę „niestabilnych i niepokojowych” realiów, a dotychczasowy model wygodnego, „pokojowego” życia już do nich nie pasuje.„Plakaty mówią: robimy. Rzeczywistość: głównie gadamy”Budzisz odnosi się także do kampanii wizerunkowej Wojska Polskiego z hasłem „Robimy, nie gadamy”, podkreślając rozdźwięk między przekazem a praktyką.Te plakaty są świadectwem, że raczej gadamy, a nie robimy. To komunikat propagandowy. Jeśli przyjrzymy się realnemu szkoleniu obywateli, obronie cywilnej czy praktycznemu wykorzystaniu sił zbrojnych, widać wiele pól, które pozostawiają wiele do życzenia.mówi.Jako przykład podaje niedawne szkolenia obrony cywilnej w Warszawie:Na listę wpisało się ponad 110 osób, ostatecznie przyszło niespełna 60. Na poziomie deklaracji zainteresowanie jest, ale na poziomie konkretu – poświęcenia czasu, a często i pieniędzy – już dużo mniejsze.zaznacza, dodając, że zarówno organizacja takich szkoleń, jak i postawa społeczeństwa wymagają poważnej zmiany, jeśli Polska ma być naprawdę odporna na współczesne zagrożenia.Plan dla Ukrainy bez Rosji przy stolePrzechodząc do rozmów w Berlinie z udziałem przywódców europejskich i przedstawicieli administracji Donalda Trumpa na temat przyszłości wojny na Ukrainie, Budzisz wskazuje, że mamy do czynienia z próbą zbudowania wspólnego stanowiska Zachodu – ale nie jest to proces zakończony.Po rozmowach w Berlinie mamy próbę ujednolicenia stanowiska negocjacyjnego całego Zachodu. Jest postęp, ale nie wszystkie kwestie zostały rozstrzygnięte. Na przykład sprawa linii rozgraniczenia. Europejczycy skłaniają się ku zamrożeniu konfliktu mniej więcej wzdłuż obecnej linii frontu, Amerykanie mówią o land swap, czyli wymianie terytoriów.wyjaśnia.Jednocześnie podkreśla brak rosyjskiej zgody na takie podejście:Nie mamy żadnych podstaw, by zakładać, że Rosja zgodzi się na wypracowaną na Zachodzie formułę pokoju. W wypowiedzi Ławrowa widać bardzo ostry ton – Europa jest oskarżana o „faszystowskie korzenie”. Trudno oczekiwać, że taka platforma automatycznie przełoży się na zakończenie działań wojennych.ocenia Budzisz.Spór o zamrożone rosyjskie aktywa: stawka jest ogromnaKluczową kwestią – jego zdaniem – staje się decyzja o konfiskacie rosyjskich aktywów ulokowanych w Europie.Dopóki nie zapadnie decyzja w sprawie aktywów rosyjskich, plan finansowania oporu Ukrainy i późniejszej odbudowy jest mało realny. Przeciwko twardej konfiskacie są Belgia, Włochy, Bułgaria i Malta. Węgry i Słowacja milczą, w Czechach zmienia się władza, która zapowiada ograniczenie pomocy dla Ukrainy.mówi.Budzisz dodaje, że Berlin bardzo mocno angażuje się w próbę przeforsowania konfiskaty:Kanclerz Merz stawia na to swój autorytet. Jeśli się uda, paradoksalnie z polskiego punktu widzenia byłoby to korzystne. Po pierwsze, ryzyka dla rynku euro dotyczą nas mniej. Po drugie, trwała konfiskata oznacza długotrwały antagonizm między Europą – przede wszystkim Niemcami – a Rosją, co zmniejsza szansę na powrót do „cywilizowania” Moskwy interesami handlowymi.podkreśla.Jeśli jednak decyzja nie zapadnie, konsekwencje będą bardzo poważne dla Kijowa:Ukraina ma pusty budżet. Od wiosny będzie musiała mocno ciąć wydatki. Bez tych pieniędzy ani odbudowa, ani utrzymanie 800-tysięcznej armii, o której mówią Europejczycy, nie będzie możliwe. To czyni cały plan w dużej mierze iluzorycznym.stwierdza.Berlin buduje zbrojeniowy hub, Warszawa się spóźniaBudzisz zwraca uwagę na dziesięciopunktowy plan współpracy gospodarczo-wojskowej Niemiec z Ukrainą, opisany m.in. przez „Handelsblatt” – wspólną produkcję dronów, wsparcie start-upów, rozwój nowych technologii militarnych.Niemcy – a ko
Ep 12361Wspomnienie Wierzbickiego. Chciał opublikować „listę Macierewicza”. Zablokowali to już w drukarni „jacyś panowie”
W rozmowie na antenie Radia Wnet Teresa Bochwic wspomina Piotra Wierzbickiego: od „Traktatu o gnidach” i KOR-u po „Nowy Świat” i spór o listę agentów.Znałam Piotra od czasów korowskich. To był człowiek uparty, żarliwy i bardzo „po polsku” niepodległościowy– wspomina.
Ep 12360Rodzina wycięta z podstawy programowej? Jonak: to nie jest przypadek
– To są Himalaje hipokryzji – mówi w Radiu Wnet mecenas Jacek Jonak o obowiązkowej edukacji zdrowotnej zamiast wychowania do życia w rodzinie.O nowej podstawie programowej i stanie polskiej szkoły w Radiu Wnet mówił mec. Jacek Jonak – od lat zaangażowany w edukację. Ostrzega, że kierunek zmian jest niebezpieczny dla wychowania młodego pokolenia i dla państwa.Jonak zwraca uwagę, że dokument jest mieszaniną dobrej woli, niekompetencji i złej intencji:To jest pomieszanie dobrej woli i głębokiej niekompetencji z jednoczesną złą wolą– ocenia.Chwali część zapisów (kompetencje matematyczne, językowe, „sprawczość”, katalog wartości), ale podkreśla fundamentalne braki.W ogóle nie pojawia się słowo godność człowieka – a to fundament naszej cywilizacji– mówi.Drugim, jego zdaniem, dramatycznym zaniedbaniem jest wyrzucenie z centrum wychowania rodziny i odpowiedzialności za drugiego człowieka:Nie ma mówienia o odpowiedzialności za współmałżonka, dziecko, rodzica. Jest planeta, wspólnota, demokracja – ale nie codzienna troska o bliskich– podkreśla.Szczególnie ostro krytykuje zastąpienie „wychowania do życia w rodzinie” obowiązkową edukacją zdrowotną:Ponad połowa rodziców się sprzeciwiła, a mimo to ten przedmiot wchodzi. Gdyby to były wybory, każdy prezydent miasta już dawno poszedłby z torbami. To są Himalaje hipokryzji– mówi Jonak.Prawnik apeluje, by projekt odesłać do dalszych prac:– Wciąż jest czas, żeby cofnąć się o rok, poprawić błędy i spróbować wyrzucić z dokumentu tę złą wolę.
Ep 12359Niemiecki przemysł motoryzacyjny na kolanach. „Nową nadzieją zbrojeniówka”
Niemiecki przemysł motoryzacyjny „leży na deskach”, a setki tysięcy osób szuka pracy w zbrojeniówce. Aleksandra Fedorska tłumaczy, jak ten kryzys zmienia gospodarkę i politykę Niemiec.Niemiecki sektor motoryzacyjny przeżywa jeden z najpoważniejszych kryzysów w swojej historii. Zamykane są kolejne zakłady, ograniczana jest produkcja, a tysiące pracowników szuka ratunku… w przemyśle zbrojeniowym – relacjonuje w Radiu Wnet Aleksandra Fedorska z Niemiec.Cały przemysł automotive w Niemczech właściwie leży na łopatkach, leży na deskach– mówi dziennikarka.To jest bardzo trudna sytuacja. We wszystkich ministerstwach odpowiedzialnych za przemysł i gospodarkę trwa już dyskusja, jak ratować sektor motoryzacyjny.Według Fedorskiej zamknięcie fabryki Volkswagena w Dreźnie jest symbolem szerszego załamania, choć podawane w mediach liczby mogą być zawyżone.Z tą liczbą 35 tysięcy osób byłabym bardzo ostrożna. Wydaje mi się, że chodzi także o zakłady włączone w łańcuchy dostaw. Tego nie mogę potwierdzić– zastrzega.Faktem jest natomiast, że zamykanie zakładów nie dotyczy tylko Volkswagena. To los bardzo wielu koncernów. Problemem jest cała energetyka i to uderza w cały przemysł.Ucieczka w zbrojeniówkęFedorska przypomina, że redukcje mocy produkcyjnych dotykają również ciężkiego przemysłu – m.in. hut Thyssenkrupp.To jest cała fala zwolnień. Ludzie szukają teraz swojego bezpieczeństwa w zatrudnieniu w przemyśle zbrojeniowym. To jest nowa nadzieja niemieckiego społeczeństwa. […] Szef Rheinmetalla mówił niedawno, że dostaje blisko 180 tysięcy aplikacji, bo ludzie właśnie tam szukają stabilności– podkreśla.Jednym ze sposobów „ratowania” gospodarki ma być więc gigantyczne inwestowanie w zbrojenia – także w kontekście wojny w Ukrainie i nowej roli Niemiec w europejskiej architekturze bezpieczeństwa. Drugim – przyhamowanie najbardziej kosztownych elementów Zielonego Ładu.Niemcom udało się wstrzymać zakaz silników spalinowych. To się Niemcom udało. Widać wyraźnie, że ideologia klimatyczna korygowana jest tam, gdzie zaczyna gwałtownie uderzać w niemieckie koncerny– mówi.
Ep 12358Kapelan prezydenta: Karol Nawrocki ma w sobie instynkt zwycięzcy
Ks. Jarosław Wąsowicz w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim opowiada o historii swojej znajomości z Karolem Nawrockim. Podkreśla, że nigdy nie zwątpił w jego wygraną w wyborach prezydenckich.
Ep 12357Ten, który sprzeciwił się salonowi. Piotr Wierzbicki we wspomnieniu Piotra Semki
– On pierwszy opisał mechanizm, w którym pozorna opozycja legitymizuje system – przypomina Piotr Semka, wracając do „Traktatu o gnidach” autorstwa Piotra Wierzbickiego.Piotr Semka wspomina Piotra Wierzbickiego, m.in. twórcę „Gazety Polskiej”, jako człowieka kilku wielkich aktów odwagi – intelektualnej, moralnej i bardzo konkretnie życiowej. Z całego, bogatego życiorysu publicysty wyróżnia kilka kluczowych momentów.
Ep 12356Piotr Woyciechowski: Tekst Czuchnowskiego to kolejny krok zbydlęcenia polskiej prasy
Ekspert ds. służb specjalnych Piotr Woyciechowski ocenia publikację "GW" ws. Sławomira Cenckiewicza jako kolejne przekroczenie granic. Uważa, że polskie służby może uratować tylko "terapia szokowa".
Ep 12355Dmytro Antoniuk: Negocjacje w Berlinie to "biały szum". Mają wyłącznie pielęgnować ego Donalda Trumpa
Korespondent Radia Wnet na Ukrainie Dmytro Antoniuk ocenia przebieg negocjacji amerykańsko-ukraińskich w Berlinie. Używa określenia "biały szum" i stwierdza, że to inicjatywa bez realnego znaczenia.
Ep 12373Serwis międzynarodow 15.12.2025 r.: negocjacje pokojowe w Berlinie, amerykańscy żołnierze zabici w Syrii
W audycji także o zamachu w Sydney i wyborach w Chile.
Ep 12354Dawid Wildstein: nagonka na prof. Cenckiewicza skończy się wieloletnią traumą
Tworzymy sytuację, w której wysoki urzędnik państwa polskiego ma powody, by traktować służby jako byt wrogi - tłumaczy dziennikarz "Gazety Polskiej".
Ep 12353Trumpistom rośnie opozycja z prawej strony. Komentarz Tomasza Grzywaczewskiego
Czy kolejna republikańska administracja zerwie tradycyjny sojusz amerykańsko-izraelski a Holocaust przestanie być ważnym punktem odniesienia?
Ep 12352Dr Konrad Zasztowt: rok po upadku Asada Turcja jest absolutnym liderem w regionie
Jak wygląda sytuacja w Syrii, wciąż zmagającej się m.in. z ingerencją Izraela i dużymi podziałami społeczno-religijnymi? Jakie plany ma Katar, jeżeli chodzi o wsparcie odbudowy Syrii? W rozmowie z Wojciechem Jankowskim wyjaśnia dr Konrad Zasztowt.