PLAY PODCASTS
Stan Wyjątkowy

Stan Wyjątkowy

404 episodes — Page 6 of 9

Kaczyński jak błogosławiony. Kłamstwa ministrów w sprawie Odry. Błękitne kulki Manowskiej #OnetAudio

Tak, przyznajemy się: brakowało nam prezesa. Ku naszej rozpaczy Jarosław Kaczyński zawiesił tournée po kraju, udając się na wakacje — czym zapewne po raz pierwszy w życiu przedłożył interes własny nad dobro Polski. Ale żeby nam nie było smutno, prezes udzielił wywiadu sponsorowanej przez spółki państwowe — czyli z naszych kieszeni — gazetce „Sieci". W „Stanie po Burzy" oddajemy się swemu ulubionemu zajęciu: egzegezie słów prezesa. Nie powiemy, prezes jest w formie. Widać wyraźnie, że Kaczyński zakłada, że Bruksela na stałe przykręciła kurek z pieniędzmi dla Polski — chodzi nie tylko o Krajowy Plan Odbudowy, ale cały 7-letni budżet UE. A ponieważ dla niego Unia to tylko i wyłącznie bankomat, zatem nasze członkostwo w UE bez pieniędzy nie ma dla niego sensu. To oznacza, że w ciągu najbliższego roku do wyborów, Kaczyński jest gotów rozpętać prawdziwą wojnę z Unią, na końcu której może być nawet wyjście Polski z UE, jeśli PiS ponownie wygra w 2023 r. „Gdybym wiedział, że dadzą nam te główne pieniądze [z budżetu UE], tobym miał inne podejście. Ale jestem przekonany, że chcąc Polskę złamać i zmusić do pełnej uległości wobec Niemiec, zablokują także te fundusze. Znajdą nowe preteksty. Wykazaliśmy maksimum dobrej woli, poszliśmy na kompromisy, ale widać, że nie o to tu chodzi. Jeżeli wygramy, stosunki z Unią Europejską będziemy musieli ułożyć po nowemu" — wieszczy pierwszy urlopowicz. Jest jeszcze jeden element, który zapowiada polityczną radykalizację Kaczyńskiego. To coraz wyraźniejsze dystansowanie się od premiera. To by się zgadzało: to Mateusz Morawiecki i jego ludzie prowadzili w ostatnich latach politykę europejską, oni obiecali Kaczyńskiemu, że ugłaskają Unię wściekłą na PiS za demolkę sądów i szykanowanie sędziów krytycznych wobec działań rządu. Nic z tego — Unia się ugłaskać nie dała. Nawet wojna w Ukrainie — wbrew oczekiwaniom Kaczyńskiego — nie spowodowała zmiany jej krytycznego stanowiska wobec działań PiS. W tej sytuacji prezes musi znaleźć kozła ofiarnego. No a kto zgodził się na budżet UE z klauzulą o wstrzymaniu wypłat w razie naruszenia praworządności? Kto negocjował Krajowy Plan Odbudowy tak, że dotąd kasa świeci pustkami? Kto namawiał na odpuszczenie czystek w sądach, by nie drażnić Brukseli? Tak, tak — pan Mateusz ma u prezesa wyraźnie pod górkę. Rozprawa z nim jest logiczna, biorąc pod uwagę, że w PiS — dryfującym w kierunku antyunijnym — Morawiecki pozostawał głównym politykiem proeuropejskim. Nie przypadkiem, kiełkujący w PiS nurt krytyczny wobec rządów Morawieckiego zyskuje coraz wyraźniejsze poparcie Kaczyńskiego. Premier w ogóle ma ciężki czas. Podlegające mu służby ochrony środowiska opieszale podeszły do dramatycznych apeli mieszkańców terenów nadodrzańskich. Przez niemal 3 tygodnie alarmowali oni, że Odra została ciężko skażona, a ryby i inne zwierzęta padają tonami, wypływając na brzegi rzeki. I co? I długo nic — dopiero teraz rząd się budzi. Gdybyśmy byli małostkowi — a wszak nie jesteśmy — moglibyśmy uznać, że to dlatego, że właśnie teraz skażona woda zbliża się na Pomorze Zachodnie, gdzie swój urlop od walki o lepszą Polskę lubi spędzać Kaczyński. „Stan po Burzy" zauważa, że najbardziej biegli w tropieniu ścieków są politycy Solidarnej Polski, którzy szlify zdobywali w bitwach wokół stołecznej oczyszczalni Czajka. Przed każdymi wyborami poszukiwali tam odchodów, którymi można byłoby obrzucić włodarza stolicy Rafała Trzaskowskiego. Brylował w tym zwłaszcza Patryk Jaki, który w 2019 r. po awarii Czajki atakował: „Przez prawie dobę Trzaskowski ukrywał wyciek ścieków do Wisły. Warszawie grozi katastrofa ekologiczna, zagrożone mogą być unikalne rezerwaty przyrody. A spółka jest pełna zadowolonych z siebie działaczy PO". Ten sznyt z Jakiego pasuje dziś jak znalazł. Tyle, że ministrowie z PiS ukrywali skażenie Odry tygodniami, katastrofa już jest, a spółki wodne nadal pełne radosnych działaczy Zjednoczonej Prawicy. I tylko pytanie jest, panie Jaki. Czemu tak jak jeździłeś pan pod Czajkę tropić ścieki Trzaskowskiego, teraz nie zbierasz śniętych ryb na swej rodzinnej Opolszczyźnie? Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Marcin Wyrwał o życiu i śmierci na wojnie. Czy Ukraina może ponieść porażkę? #OnetAudio

Rankiem 24 lutego zrozumieliśmy, że skończył się stary świat, że znaleźliśmy się w kompletnie nowej rzeczywistości. Wojna w Ukrainie trwa już niemal pół roku. Kiedy skończą się cierpienia Ukraińców? Czy Zachód naprawdę pomaga Ukrainie, czy może unika drażnienia Rosji? Co musiałby by się stać, by Ukraina zwyciężyła? Gość specjalnego wydania „Stanu po Burzy" dziennikarz Onetu Marcin Wyrwał to najlepszy adresat takich pytań. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Kaczyński kontra buntownicy w PiS. Miliony dla sędziów Ziobry. Nagi prokurator za pośrednictwem złodzieja pisze do Dworczyka #OnetAudio

Szef PiS Jarosław Kaczyński wzorem swego dawnego idola, a dziś zapiekłego wroga Lecha Wałęsy postanowił być za, a nawet przeciw. Niedawno groził polityczną egzekucją buntownikom w PiS, którzy spiskują, żeby wysadzić z siodła Mateusza Morawieckiego. Ba, zasłaniał premiera własną piersią, zakrzykując, że najpierw jego samego musieliby usunąć z rodeo. Teraz Kaczyński przekonuje, że to on w sumie nakazał spiskowcom spiskowanie, a zatem obsadził się w roli inspiratora spisku, który jednocześnie zwalcza. Autorzy tego wydania „Stanu po Burzy" — dziennikarze ONET.PL Andrzej Stankiewicz oraz Kamil Dziubka — są od dekad fanami meandrów politycznej strategii prezesa, ale nawet oni się pogubili. Prezesie, skoro dziś ostatni weekend lipca, to inspirujesz spiskowców, czy może ich zwalczasz? Nie ma za to wątpliwości, że prezes chroni szefową Trybunału Konstytucyjnego Julię Przyłębską, swe odkrycie, towarzyszkę kulinarnych uczt i intelektualnych dysput o sztuce. Przyłębska była w ostatnim czasie mocno rozedrgana, bo maile wykradzione z konta ministra Michała Dworczyka pokazały, jak robiła dobrze władzy kuglując terminami rozpraw TK. W dodatku nawet w obozie władzy pojawiły się interpretacje prawne, zgodnie z którymi pani prezes pod koniec roku zostanie usunięta z posady szefowej Trybunału. Ale stało się to, co przewidywał „Stan po Burzy" — Nowogrodzka locuta, causa finita. Kaczyński właśnie oznajmił, że Przyłębska pozostanie szefową TK do końca swej kadencji w 2024 r. I pewnie tak będzie, mimo że Donald Tusk się odgraża, że gdy przejmie władzę, to Przyłębska zrobi wypad. Spokojnie spać mogą inni sędziowie — wybrańcy władzy, którzy przez 3,5 roku zasiadali Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Izba ta była wykorzystywana przez Zbigniewa Ziobrę do karania sędziów, którzy krytykowali zaprojektowane przez niego zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Szkopuł w tym, że europejskie sądy uznały Izbę Dyscyplinarną za nielegalną, zaś Komisja Europejska zażądała jej likwidacji, uzależniając od tego wypłatę środków pomocowych. Z dużą niechęcią Kaczyński się na to zgodził, ale oczywiście nie pozwoli nominatom PiS z Izby Dyscyplinarnej zginąć — mogą zostać w Sądzie Najwyższym, albo odejść w stan spoczynku. Spoczynek okazał się bardzo popularny — kilku zmęczonych nieróbstwem 40-latków odejdzie na przyspieszone emeryturki na nasz koszt. Dostaną po 20 tys. miesięcznie, czyli do osiągnięcia prawdziwej emerytury uskłada się ponad 5 mln zł na łebka! Jeden z nielicznych, niepodważalnych sukcesów Izby Dyscyplinarnej to zawieszenie prokuratora, który biegał nago po Świdnicy. Teraz okazuje się, że ten naturysta posadę wychodził sobie u ministra Michała Dworczyka. Nominację prokuratorską dostał od Ziobry w 2016 r., parę miesięcy po tym, jak napisał z prośbą o protekcję do Dworczyka. Pośrednikiem był zaufany człowiek Dworczyka, który ma wyroki m.in. za podrabianie rachunków i okradanie szkoły, której był dyrektorem. Ekshibicjonista prosił złodzieja o protekcję u polityka, żeby zostać prokuratorem i ścigać przestępców. Wbrew pozorom, to dzieje się naprawdę. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Bajki Kaczyńskiego o cudownym Obajtku. Sasin atakuje Morawieckiego węglem. Chłodnik Przyłębskiej receptą na upały #OnetAudio

Szef rządu ma nóż na gardle. Wycieki wewnętrznych, rządowych dokumentów pokazują, że po ataku Rosji na Ukrainę Mateusz Morawiecki był ostrzegany, że w Polsce może zabraknąć węgla. Ostrzegali go odpowiedzialny za energetykę wicepremier Jacek Sasin oraz minister klimatu Anna Moskwa, zajmująca się surowcami. Mimo to premier przez wiele miesięcy nic z tym nie zrobił. Rzucił się na poszukiwanie węgla po całym świecie dopiero po tajnym alarmie Sasina z końca czerwca — wicepremier ostrzegał, że Polsce zabraknie węgla na zimę. Dziś Morawiecki robi dobrą minę do złej gry, zapowiadając, że węgla będzie w bród, podobnie zresztą jak gazu, ropy i innych surowców. Na razie to jednak tylko słowa — Morawiecki musi uspokajać nastroje, żeby nie doprowadzić do paniki i dalszych podwyżek cen surowców. Ale wiele wskazuje na to, że podejmując wiosną decyzję o wprowadzeniu embarga na węgiel z Rosji — popieraną zresztą przez opozycję — premier nie przeprowadził analiz, skąd można ściągnąć brakujący surowiec. Wyciek rządowych dokumentów, które świadczą o nonszalancji premiera, to jasny dowód na to, że w obozie władzy trwa szukanie kandydata na kozła ofiarnego. Przeciwnicy Morawieckiego wewnątrz PiS — tacy jak Sasin — chcą zawczasu, jeszcze przed jesiennymi przymrozkami, obciążyć premiera odpowiedzialnością za chłód w domach, szkołach i szpitalach. Morawiecki się broni poprzez atak — zwala odpowiedzialność za sytuację na spółki energetyczne podległe Sasinowi. Także ludzi Sasina wymienia jako akwizytorów, którzy jeżdżąc po świecie, mają znaleźć węgiel, który zastąpi dostawy z Rosji. Zdumiewające jest to, że w tej trudnej sytuacji z rządu niespodziewanie został wyrzucony Piotr Naimski, pełnomocnik do spraw dywersyfikacji źródeł energii. Pal licho, że nie wiadomo, czy będziemy mieli czym grzać zimą. Pal licho, że może zabraknąć energii i będzie wyłączany prąd. Pal licho, że cena benzyny może skoczyć do niebotycznego poziomu. Kluczowe było to, że Naimski sprzeciwiał się fuzji Orlenu z Lotosem — to połączenie firm paliwowych jest marzeniem Jarosława Kaczyńskiego, które obsesyjnie realizuje Daniel Obajtek. Naimski i jego ludzie uważają, że fuzja Orlenu z Lotosem otwiera Rosjanom możliwość wejścia na polski rynek paliwowy. Chodzi o to, że fuzji towarzyszy sprzedaż części Lotosu wybranym przez Obajtka firmom z Arabii Saudyjskiej i Węgier — a Naimski sądzi, że docelowo opchną one wszystko Rosjanom. Czy to do Obajtka Naimski adresuje swoje pożegnanie z rządem? „Nie pierwsza to w moim dość długim już życiu dymisja. Ta przypada 30 lat po obaleniu rządu premiera Jana Olszewskiego, w którym pełniłem funkcję Szefa UOP." — napisał. Odwołanie się przez Naimskiego do mitu prawicy o obaleniu przez moskiewskich agentów rządu Olszewskiego i to w odniesieniu do przeprowadzanej przez Obajtka fuzji — „Stan po Burzy" widzi, że w obozie władzy robi się naprawdę gorąco. Nie ma wątpliwości — Naimski padł ofiarą Obajtka, który omotał prezesa PiS i jest w tej chwili de facto drugą osobą w państwie. Kaczyński opowiada o cudach Obajtka takie rzeczy, że aż zęby bolą — sam Obajtek musiał mu nawciskać kitu. Sprawdziliśmy choćby wypowiedzi Kaczyńskiego o Pcimiu, który za wójta Obajtka miał płynąć mlekiem i miodem. „Stworzył jedyny do tej pory w Polsce sklep w stylu amerykańskim, gdzie można wjechać samochodem i prosto z samochodu kupować, brać z półek. Zbudował potężną sieć dróg rowerowych, stworzył żłobek i przedszkole w każdej wsi, wykorzystując do tego różne pomieszczenia. Dokonywał, można powiedzieć, niesłychanych rzeczy" — twierdzi szef PiS. W całej gminie nie ma ani jednego żłobka. Przedszkole jest jedno i dodatkowo 3 punkty przedszkolne w trzech kolejnych wsiach. Tras rowerowych jest niewiele ponad 4 km. Jedyny w Polsce sklep drive-thru? Najstarsi pcimianie o nim nie słyszeli. Kim pan jest, panie Obajtek? Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Seksistowski atak Tuska na seniorkę Przyłębską. Kaczyński reklamuje drive-through Obajtka. Człowiek Brudzińskiego w braterskim przymierzu z Armią Czerwoną #OnetAudio

Wokół szefowej Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej robi się naprawdę gorąco. Najpierw maile wykradzione ze skrzynki szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka pokazały, że Przyłębska spotykała się z politykami PiS, rozmawiając o konkretnych rozprawach Trybunału. Domyślaliśmy się, że pani Julia jest prezeską na telefon, ale wiedzieć — to jedno, a zobaczyć — to drugie. Po tym wycieku Przyłębska wpadła w panikę, bo taka kompromitacja może zostać wykorzystana przez jej przeciwników wewnątrz PiS do usunięcia jej z prezesury Trybunału. Ale to nie był koniec jej kłopotów. To był ledwie początek. Prawdziwe kłopoty zaczęły się, gdy Mariusz Muszyński — wiceszef Trybunału z nadania PiS — wydał oświadczenie, w którym zasugerował, że Przyłębska naciskała na niego w opisywanych w „mailach Dworczyka" sprawach. W ten sposób Muszyński — przez lata najbliższy sojusznik Przyłębskiej — jasno pokazał, że jest gotowy wbić jej nóż w plecy. Nie ulega wątpliwości, że gdyby Muszyński potwierdził, że Przyłębska naciskała na niego w sprawie konkretnych orzeczeń — to w razie zmiany władzy pani Julia może pakować manatki i zapomnieć o sowitej, trybunalskiej emeryturze. Dziś więc Przyłębska musi walczyć na dwa fronty. Po pierwsze — czego nie widać, a co jest kluczowe — we własnym obozie. A po drugie — co dzieje się na naszych oczach — odpiera ataki opozycji, głównie polityków Platformy i Lewicy. Ma już dla nich nową śpiewkę: „Mamy do czynienia z seksistowskim atakiem grupy mężczyzn, którzy postanowili zniszczyć starszą panią, kierującą Trybunałem Konstytucyjnym" — oznajmiła właśnie. Kto jest tym seksistą? Głównie Donald Tusk. Czemu? Bo zapowiedział wyrzucenie Przyłębskiej z TK. Szkopuł w tym, że Tusk (65 l.) jest starszy od Przyłębskiej (63 l.). „Stan po Burzy" — który w tym tygodniu prowadzą Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal („Newsweek") — nie kupuje tezy pani Julii, że to wojna geriatryczna. Ale idziemy po popcorn. Być może kupimy go na Orlenie u Daniela Obajtka. Prezes PiS Jarosław Kaczyński jeździ po Polsce i pytany o problemy zwyczajnych Polaków, często za wzór daje im właśnie rzutkość Obajtka. Ostatnio w ten sposób odpowiadał na pytanie o niskie ceny skupu cukinii. Otóż, Kaczyński zachwalał sklep, który Obajtek ponoć wybudował jako wójt Pcimia. To sklep, w którym zakupy można robić bez wysiadania z samochodu — drive-through, choć stroniący od obcych języków prezes nie użył tego sformułowania. Co to ma do cen cukinii? Nie wiemy, ale w tej samej odpowiedzi Kaczyński mówił też o Sorosu i walce Platformy z obchodami rocznic Powstania Warszawskiego. Przy okazji Kaczyński oczyścił Obajtka z oskarżeń o współpracę z gangsterem o w sumie zabawnym pseudonimie „Prezes". Czujemy się więc w obowiązku wyjaśnić w programie, jak to było z ustawianiem przetargów i korupcją, co zaprowadziło do zatrzymania Obajtka i jego procesu przed sądem. Dla jasności — to Kaczyński zaraz po dojściu PiS do władzy doprowadził do wycofania przez prokuraturę gangstersko-korupcyjnej sprawy Obajtka z sądu. Lustrując kadry obozu władzy „Stan po Burzy" pochyla się także nad ludźmi wiceszefa PiS Joachima Brudzińskiego. Wszyscy skupiają się na golfistce Małgorzacie Jacynie-Witt, która czuje się elitą — co w sumie logiczne, bo kiedyś była w Unii Wolności, współpracowała z Nowoczesną, ludźmi Palikota i działaczami LGBT. My pokazujemy za to nie tak głośnego, ale bardziej frapującego bohatera ze stajni Brudzińskiego — to Michał Jach, szef sejmowej Komisji Obrony Narodowej. W PRL był zawodowym żołnierzem, szkolonym do walki z NATO. Teczka jego służby, która pewnie kurzy się gdzieś na Łubiance, wpadła także w nasze ręce. Ten kawałek w sprawie postawy ideowej lubimy najbardziej: „Opiniowany angażuje się w problematykę społeczno-polityczną. Pogłębia wiedzę ideologiczną uczęszczając na Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu-Leninizmu. Reprezentuje światopogląd materialistyczny. W czasie trwania stanu wojennego, wykonując rożne zadania, wykazał postawę godną oficera Ludowego Wojska Polskiego". No i zastanawiamy się, czy nadal wiernie trwa w przysiędze, którą złożył 7 września 1969 r. „Przysięgam strzec niezłomnie wolności, niepodległości i granic Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przed zakusami imperializmu, stać nieugięcie na straży pokoju w braterskim przymierzu z Armią Radziecką". Idealny szef sejmowej komisji obrony na czas rosyjskiej agresji na Ukrainę. Dziękujemy, panie Joachimie. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Przyłębska „dwórką" szefa PiS. Tusk obnaża namiętności Glapińskiego. Kaczyński prezesem Tysiąclecia RP #OnetAudio

Każde posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, na którym podnoszone są stopy procentowe, wywołuje u Jarosława Kaczyńskiego palpitacje serca. Każda podwyżka to niechybny znak, że rekordowa od ćwierćwiecza inflacja wciąż nie powiedziała ostatniego słowa. Choć Kaczyński jeżdżąc po Polsce nawija swoim słuchaczom makaron na uszy, epatując miliardami, które przez 7 lat rządów dało im PiS, to tego boi się najbardziej: że wszystkie programy socjalne PiS ekspresowo stracą polityczny powab wobec drastycznych podwyżek cen chleba i benzyny. Na to właśnie liczy szef Platformy Donald Tusk — on poczuł krew. Nie chyli już czoła wobec 500 plus i niższego wieku emerytalnego, mówi wyłącznie o „pisowskiej drożyźnie", by wbić wyborcom do głów, że to Kaczyński i jego ludzie w Narodowym Banku Polskim odpowiadają za dramatyczny wzrost cen. Tusk wyraźnie pokazuje, że bohaterem rozpoczynającej się, rekordowo długiej kampanii wyborczej będzie kontrowersyjny szef NBP Adam Glapiński, który spóźnił się z reakcją na rosnące ceny jeszcze przed wojną w Ukrainie. Szczęście Tuska polega na tym, że to niejedyna słabość Glapińskiego, który uwielbia otaczać się dobrze opłacanymi, niekoniecznie kompetentnymi współpracowniczkami. „Dwórki" Glapińskiego to niewygodna sprawa dla PiS, bo partia przez lata nic z tym nie zrobiła. Ale — z drugiej strony — czemu miała zrobić, skoro Kaczyński sam wykorzystuje ten sam mechanizm? Wszak ma „dwórkę" w Trybunale Konstytucyjnym — nawet z nią imprezuje. Maile wykradzione z prywatnej skrzynki szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka pokazują, że szefowa TK Julia Przyłębska konsultowała z przedstawicielami władzy co najmniej terminy rozpraw w sprawach, które miały konsekwencje finansowe dla budżetu państwa. W tym sensie interes władzy był dla niej istotniejszy od sytuacji osób, których dotyczyły rozpatrywane sprawy, choćby kobiet na emeryturach czy odbiorców świadczeń opiekuńczych. „Stan po Burzy" — który w tym tygodniu prowadzą dziennikarze Onetu Andrzej Stankiewicz oraz Kamil Dziubka — pokazuje analogie między Przyłębską, a sędzią Ryszardem Milewskim, słynnym szefem gdańskiego sądu w czasach rządów Platformy. Milewski został przyłapany na chęci ustawiania terminów rozpraw w sprawie afery Amber Gold pod oczekiwania władzy — nagrał go przedstawiciel „Gazety Polskiej", podający się za współpracownika Donalda Tuska. Wówczas PiS — kontrolujące „Gazetę Polską" — grzmiało, nazywając Milewskiego „sędzią na telefon". Milewski stracił posadę prezesa i został przeniesiony do sądu w Białymstoku, gdzie do dziś jest szeregowym sędzią. Przyłapana na chęci ustawiania terminów rozpraw pod oczekiwania władzy Julia Przyłębska to pisowska wersja „sędzi na telefon" — w dodatku wpadła naprawdę, a nie podczas prowokacji dziennikarskiej. Konsekwencje? Dom z (ogrzewanym) basenem pod Warszawą, służbowy apartament w centrum stolicy, samochód z kierowcą i ochrona na nasz koszt. Nasz „sędzia na telefon" jest lepszy od waszego „sędziego na telefon" — „Stan po Burzy" pokazuje mechanizmy, które prezes Kaczyński stosuje wobec swej „dwórki". Nie ma się co dziwić — bez „Przyłębskiej na telefon", rządy PiS w obecnej postaci nie byłyby możliwe. To ona zatwierdza i uchyla wszystko, co każe jej Kaczyński — w tym sensie to prezes PiS rękami swej „dwórki" decyduje, co jest zgodne z Konstytucją, a co nie. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Prezydent ułaskawia seksowną dilerkę. Kaczyński rozbija układy wewnątrz PiS. Morawiecki jest dumny z muru na granicy #OnetAudio

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wziął się na poważnie do roboty. Z jednej strony intensywnie objeżdża Polskę, starannie jednak unikając spotkań z Polakami — na spotkaniach z Kaczyńskim w rolę zwyczajnych Polaków wcielają się działacze PiS. Prezes ma w związku z tym duży komfort. Nawet gdy w Inowrocławiu oświadczył, że jest we Włocławku, to dostał brawa. Nawet gdy miejscowego prezydenta Ryszarda Brejzę — ojca znanego senatora PO Krzysztofa Brejzy — pomylił z sejmowym aferzystą Łukaszem Mejzą, to aktyw też przyjął to z oklaskami. Może to Mejzie należą się brawa, bo wspiera PiS? Wszak zanim pogrążyły go afery był nawet członkiem rządu — i to jednocześnie z Kaczyńskim. Ale prezes wziął się także za swą własną, oddaną mu partię. Kaczyński uważa, że zbyt wielu działaczy PiS po dwóch niemal kadencjach rządów stało się rozleniwionych, łasych na pieniądze i stanowiska. To w nich wymierzone są ostatnie decyzje prezesa, który zamieszał w strukturach PiS. Po pierwsze, Kaczyński na nowo podzielił okręgi partyjne — zwiększył ich liczbę z 41 do 100 okręgów. Jednocześnie zakazał ministrom i innym notablom zajmowania stanowisk szefów nowych okręgów. Cel? Awansować młodych partyjnych wilczków, głodnych władzy i stanowisk, których nie zdążyli się dochrapać. Ale jednocześnie obawiając się oddania struktur partii w ręce ludzi nieobliczalnych, wprowadził nad nimi kuratelę — każde województwo będzie mieć swego „opiekuna" z centrali PiS. Ta „cudowna szesnastka" to sprawdzeni ludzie Kaczyńskiego — śmietanka partyjno-rządowa. Żeby rozbić partyjne „układy" — a prezes widzi spiski nawet we własnej partii — Kaczyński wielu regionom przydzielił „opiekunów", którzy nie mają z nimi nic wspólnego. W ten sposób prezes przebudowuje partię w wielopoziomową strukturę ludzi, którzy sobie nie ufają i będą na się donosić. To ma być recepta na pobudzenie PiS przed wyborami. Jak prześledzili autorzy tego wydania „Stanu po Burzy" — Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal („Newsweek") — w tej „cudownej szesnastce" zabrakło ludzi premiera. Poza samym Mateuszem Morawieckim, rzecz jasna — bo premier dostał nadzór nad śląskimi strukturami PiS. Zdegradowany został najbliższy człowiek Morawieckiego Michał Dworczyk, do niedawna szef struktur PiS na Dolnym Śląsku. „Opiekunem" PiS na Dolnym Śląsku została walcząca z Morawieckim i Dworczykiem marszałek Sejmu Elżbieta Witek. To Witek razem z wicepremierem Jackiem Sasinem zorganizowali ostatnio spotkanie posłów krytycznych wobec Morawieckiego z prezesem Kaczyńskim. Znajdujący się w partyjnej defensywie premier dorabia rządowym patosem — właśnie uroczyście otworzył mur na granicy z Białorusią. Premier prężył pod granicą pierś tak intensywnie, jakby zbudowanie muru miało być wielkim wyzwaniem i główną rządową inwestycją za jego władzy. „Stan po Burzy" przypomina więc Morawieckiemu zapowiedzi dotyczące np. budowy nowoczesnych promów. Jeszcze jako wicepremier w 2017 r. Morawiecki kładł stępkę pod budowę pierwszego takiego promu za państwowe pieniądze. Dziś promu nie ma, a stępka została sprzedana na złom. Wśród tych polityków, którzy na początku wakacji nie mają szczęścia, „Stan po Burzy" umieszcza także prezydenta. Okazało się bowiem, że Andrzej Duda nie wyciągnął żadnych wniosków z kontrowersyjnego ułaskawienia pedofila. Równo 2 lata temu niemal kosztowało to Dudę prezydenturę. Teraz „Fakt" ujawnił, że prezydent z niejasnych powodów ułaskawił narkotykową dilerkę, seksbombę, która żyje w luksusie. „Stan po Burzy" rozumie, że Duda już nie wystartuje w wyborach. Ale ułaskawienia dilerki z Instagrama wbrew stanowisku sądu i prokuratury — tego już nie rozumiemy. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Kaczyński odchodzi na raty. Duda upokorzony. Posłowie PiS doją PZU #OnetAudio

Rośnie cena, za jaką szef PiS Jarosław Kaczyński dokupuje sobie posłów. Początkowo stawką były stanowiska wiceministrów i stołki w państwowych spółkach. Teraz po raz pierwszy Kaczyński kupił głosy za posadę ministra konstytucyjnego — tak politycznie skorumpować się dała Agnieszka Ścigaj, kiedyś związana z Kukiz'15 i PSL, a ostatnio szefowa marionetkowego sejmowego kółeczka o dumnej nazwie Polskie Sprawy. Ścigaj została ministrem od pomocy dla Ukraińców w Polsce, choć rząd ma instytucje, które już się tym zajmują na czele z Urzędem ds. Cudzoziemców oraz Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, gdzie jest nawet pełnomocnik rządu ds. uchodźców z Ukrainy. To dowód na to, że sprawa jest banalna — to sztuczna teka ministerialna, stworzona tylko po to, aby zdobyć sejmowy głos Ścigaj i paru jej posłów. Dzięki temu balansujący na granicy większości rząd PiS odetchnie z ulgą. Tyle, że za tę ulgę zapłacimy my — apanażami dla pani minister, paliwem do jej służbowego samochodu i pensją dla jej kierowcy. To strategia polityczna Jarosława Kaczyńskiego jak w soczewce — liczy się nade wszystko większość w Sejmie i nie ma nazbyt wysokiej ceny za ową większość. Rozumiejąc aż za dobrze istotę politycznego cynizmu, autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) przypominają jednak pani minister Ścigaj epitety, jakie kierowała pod adresem PiS nie dalej jak jesienią minionego roku. Tak, na pewno PiS się zmienił, pani minister. Na pewno. A podoba się Pani gabinet w Kancelarii Premiera? W sumie jednak powinniśmy się cieszyć. Wszak po wielu groźbach, Kaczyński wreszcie odszedł z rządu, a zatem zwolnił gabinet i żołd na poziomie wicepremiera. Przecież gdyby tylko chciał, mógł dać Ścigaj tę fuchę, prawda? Ale aż tak brawurowy prezes nie był. Właściwie to w ogóle nie był brawurowy. Na swego następcę wybrał najnudniejszego polityka PiS — Mariusza Błaszczaka, szefa MON, a wcześniej MSWiA. Ale nie ma co ziewać, bo przy okazji Kaczyński zasugerował, że to może być jego następca w partii. Szef PiS zarzeka się, że odejdzie na emeryturę w 2025 r. Autorów „Stanu po Burzy" ta 1234. deklaracja prezesa dotycząca emerytury rozbawiła po raz 1234. Bo Kaczyński nie odejdzie nigdy. Nawet gdyby się formalnie pozbył wszystkich stanowisk, to będzie kierował PiS dopóki pozwoli mu na to zdrowie. A zatem Błaszczak nie ma na razie co liczyć na zastąpienie prezesa, choć — obok Morawieckiego, Ziobry, Kurskiego, Brudzińskiego czy Szydło — ma takie ambicje, nawet jeśli je starannie ukrywa. Szans na zastąpienie Kaczyńskiego na pewno nie ma Duda. Przy okazji odejścia prezesa z rządu, prezydent został kolejny raz przez niego upokorzony. Kaczyński o dymisji poinformował sam, dodając z przekąsem, że „z tego co wie", Duda przyjął jego „rezygnację". A na uroczystości odwołania przez prezydenta starych i powołania nowych ministrów się nie pojawił. Przecież nie będzie mu jakiś Duda dymisji wręczał. W dodatku pewnie chciałby się przy okazji spotkać, a skoro nie rozmawiają od dwóch lat, to o czym mieliby teraz zacząć gadać? Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Ziobro chce upić Morawieckiego bimbrem. Stołek Przyłębskiej w Trybunale zagrożony. Kaczyński rozgrzesza agenta, który ma haki na PiS #OnetAudio

Cechą charakterystyczną rządów PiS jest to, że to Jarosław Kaczyński jednoosobowo decyduje o tym, co jest dobre, a co złe, kto jest patriotą, a kto zdrajcą, kto zostanie milionerem, a kto skończy jak parias. Nie są ważne decyzje instytucji, sądów i trybunałów — w państwie PiS Kaczyński jest ostateczną instancją, która decyduje o ludzkich losach. Wie to dobrze Julia Przyłębska, która dzięki osobistej decyzji Kaczyńskiego z przeciętnego sędziego podrzędnego wydziału poznańskiego sądu stała się wodzirejką Trybunału Konstytucyjnego. Dziś Przyłębska drży — mimo wiernej służby dla PiS, nie może być całkowicie pewna, czy zachowa stanowisko. Na początku swych rządów w latach 2015-16 walcząc o przejęcie kontroli nad TK, obóz władzy wprowadził 6-letnią kadencję na fotelu prezesa Trybunału. A Przyłębskiej 6 lat kończy się w grudniu. Co się zatem stanie? Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (ONET) tłumaczą galimatias prawny, dochodząc do jedynego słusznego wniosku: zdecyduje prezes. Na pewno w najbliższych miesiącach pani Julia będzie się jeszcze bardziej, niż zwykle — czy to w ogóle możliwe? — wysługiwała się prezesowi. Tylko dla niego będą lunche, rauty, biby, biesiady, podwieczorki... i wyroki. Pani Julio, „Stan po Burzy" bieży ze słowami wsparcia i otuchy. Proszę popatrzeć na losy Kazimierza Kujdy, wieloletniego prezesa spółki Srebrna, czyli wehikułu finansowego środowiska PiS. „Stan po Burzy" po przetrząśnięciu komunistycznych archiwów już dwa lata temu doszedł do wniosku, że za komuny Kujda był agentem SB. Po nas takie stanowisko powziął Instytut Pamięci Narodowej, a w finale sąd, który właśnie uznał, że Kujda był kłamcą lustracyjnym, bo zaprzeczał, że współpracował z komunistyczną bezpieką. Co na to Kaczyński? Zaatakował sąd, a jakże. Ktoś taki jak Kujda — finansowy reżyser interesów PiS — nie może być wszak agentem, prawda? A to prezes decyduje, kto jest agentem, a kto nie. Poza pełną kontrolą Kaczyńskiego już dziś bodaj jedna, jedyna rzecz w obozie władzy — wojna Zbigniewa Ziobry z Mateuszem Morawieckim. Lider Solidarnej Polski atakuje premiera, zarzucając mu, że pod naciskiem Brukseli chce doprowadzić do nałożenia nowych opłat i podatków na posiadaczy aut spalinowych. Ziobro jest gotów się nawet z Morawieckim napić za Morawieckiego błędy. Proponuje mu pędzony ze śliwek... nielegalny bimberek. Ministrze sprawiedliwości, pan jesteś naprawdę pijany praworządnością. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Morawiecki zarabia na inflacji. Trzaskowski opowiada duperele. Ludzie Bielana w natarciu na pocztę w Pacanowie #OnetAudio

Podczas rozpoczętego objazdu Polski Jarosław Kaczyński przekonuje, że Zjednoczonej Prawicy żadne trudności są niestraszne. Zbije inflację, znajdzie tani węgiel na opał, opanuje ceny paliw, utrzyma programy socjalne, no i da zdecydowany odpór wrogom Polski. Bo wrogowie w dużej liczbie czają się nie tylko na Wschodzie, ale także na Zachodzie (to już prezesowski standard), oraz (to nowość) zaczynają się wyłaniać na Północy. „Stan po Burzy" zauważa — z pewnym cieniem złośliwości — że spotkania prezesa z suwerenem są w praktyce pokazówkami z działaczami PiS w roli ludu. W dodatku widzimy — już bez złośliwości — że na tych spotkaniach Kaczyński, zazwyczaj mówiący z głowy, ma wynotowany dyżurny ciąg liczb, które mają pokazywać, jak wiele dobrego zrobiły w ciągu 7 lat rządy PiS. Ta kartka to symbol — Kaczyński jeździ w teren z podsumowującą wyliczanką, dlatego, że nie ma w tej chwili niczego nowego, co mógłby zaoferować wyborcom. Pojawiały się co prawda pogłoski o podniesieniu 500 plus do 700 zł, a nawet do 1000 zł miesięcznie. Miały być dłuższe o 5 dni urlopy. Wreszcie — 14. emerytura miała być na stałe. Nic z tego — żadnej takiej obietnicy Kaczyński nie złożył. I w ciągu najbliższych miesięcy nie złoży. Powód jest prosty. Wbrew opowieściom prezesa — nie ma na to pieniędzy. Zabawne jest zresztą to, że podczas spotkań prezes najpierw peroruje o opływających w kasę rządach PiS, by potem utyskiwać na rosnące oprocentowanie polskich obligacji, co w praktyce oznacza, że rząd się zadłuża i musi drożej płacić za pożyczanie pieniędzy na rynkach finansowych. Jednym z beneficjentów tej sytuacji jest premier Mateusz Morawiecki, który w ostatnim roku polikwidował swe liczne lokaty bankowe i za ponad 4,6 mln zł kupił obligacje skarbu państwa. Premier mówi, że jest dumny, bo w ten sposób wspomaga Polskę. Szkopuł w tym, że Morawiecki zarabia na inflacji, która innych — nie posiadających milionowego majątku — dobija. Morawiecki kluczy w sprawie obligacji. Występując w Sejmie, nie rozwiał żadnych wątpliwości co do swego majątku. Próbował za to odwrócić uwagę od swego majątku, atakując Rafała Trzaskowskiego. Prezydent stolicy dał premierowi pretekst. Wywołał skandal, gdy jako gość podcastu WojewódzkiKędzierski w Onecie dumnie oświadczył, że w młodości był — tu cytat — „dupiarzem". BurzyńskaStankiewicz zapraszają Trzaskowskiego na dogrywkę. Prezydencie, wpadnij do nas i wytłumacz, czy miałeś na myśli swe podboje erotyczne, czy też to, że byłeś „dupowaty". Bo wszyscy myślą o testosteronie, a my obstawiamy szczenięce kompleksy. Testosteron podszyty kompleksami w dodatku podczas wizyty na poczcie — to nie wróży dobrze. Minister Michał Cieślak z Kancelarii Premiera latami robił wszystko, by nikt o nim nie słyszał — czyli nie robił nic. I nagle postanowił odwiedzić pocztę w Pacanowie. Tam rzutka kierowniczka nawciskała mu za drożyznę, pokazując, że sielskie życie ministra ma się nijak do kłopotów suwerena. Cieślak zadzwonił do swego partyjnego kolegi, kierującego pocztą w Kielcach, żeby kierowniczkę wyrzucił na zbity pysk. I pewnie tak by się skończyło, gdyby nie złe — czyli niezależne od PiS — media, na które tak narzeka Kaczyński podczas swego objazdu. Gdy dziennikarze opisali pacanowską tyradę Cieślaka, szef PiS był zmuszony wyrzucić go z rządu. Żegnamy bez żalu, ministrze. Możesz wrócić do nicnierobienia. Dla Polski, rzecz jasna. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

Agent SB głównym kadrowym PiS w spółkach. Morawiecki „sanuje" sądy na kolacyjkach z Manowską. Czy to PiS ograł Unię, czy Unia ograła PiS w sprawie KPO? #OnetAudio

Jednym z głównych haseł tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości w wersji PiS było odsunięcie sędziów, działających pod dyktando polityków. „Stan po Burzy" w pełni popiera ten postulat. Tyle, że rządowe maile wykradzione przez hakerów ze skrzynki szefa Kancelarii Premiera, pokazują, że to tylko propagandowe hasło. Obóz władzy po prostu obsadził sądy swoimi ludźmi, spotyka się z nimi i wydaje im dyrektywy. Dobry przykład to szefowa Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, była wiceminister sprawiedliwości w resorcie Ziobry. Od momentu nominacji na sędziego Sądu Najwyższego jesienią 2018 r. Manowska była nieformalną liderką grupy sędziów, których wprowadził tam PiS. W maju 2020 r. została — dzięki PiS i prezydentowi — szefową Sądu Najwyższego. Maile Dworczyka pokazują sytuację z jesieni 2019 r., gdy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego — ulubiona zabawka Ziobry, obsadzona przez jego prokuratorów przebranych w sędziowskie togi — zawiesiła olsztyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna za krytykę działań obozu władzy w sądownictwie. Premier Morawiecki wysyła wówczas maila do swych najbliższych współpracowników. Jedzie z gospodarską wizytą w Polskę, ale domaga się pilnego przesłania kilku „bulletów", czyli krótkich zdań, w których dostanie argumenty za zawieszeniem Juszczyszyna, by mógł je przedstawić mediom w krótkich chwilach wytchnienia od przecinania wstęg. Słowa-klucze to dla Morawieckiego „sanowanie" i „chaos". Swoją drogą premier żąda nawet, aby współpracownicy ustawili dziennikarza, który go o to zapyta — a niezawodne TVP wykonuje rozkaz celująco. Co ma do tego Manowska? Otóż, premier pisząc do swych ludzi przywołuje wspólne biesiadowanie z Manowską — i to dzień przed zaplanowaną rozprawą Izby Dyscyplinarnej w sprawie Juszczyszyna. „Mam prośbę o ściągnięcie tych zapisów od pani Manowskiej, które wczoraj cytowała podczas kolacji" — czyli Morawiecki chciał w sprawie Juszczyszyna wykorzystać argumentację, którą przedstawiła mu Manowska podczas wspólnej konsumpcji. Szanowna Pani Prezes, czy mamy rozumieć, ze podczas sympatycznej kolacyjki rozmawialiście o wyroku, który miał zapaść następnego dnia? To jest odpolitycznienie sądów w waszej wersji? „Stan po Burzy" analizuje sytuację w sądownictwie także pod kątem decyzji Komisji Europejskiej, która po roku zwłoki, zgodziła się sfinansować polski Krajowy Plan Odbudowy, czyli pakiet inwestycji wart dziesiątki miliardów euro. Co prawda PiS Izbę Dyscyplinarną SN zlikwidował, ale sędziowie tacy jak Juszczyszyn — wbrew postulatom Brukseli — nie są przywracani do pracy. Dlaczego zatem mimo to Komisja Europejska zdecydowała się zaakceptować KPO? To polityka — dla Brukseli niewygodna była sytuacja, gdy wstrzymuje fundusze dla kraju, który pomaga uchodźcom wojennym. Z drugiej jednak strony akceptacja dla KPO to pusta decyzja, bo wypłata pieniędzy ruszy najwcześniej jesienią i będzie poprzedzona sprawdzeniem, czy rząd wypełnia tzw. kamienie milowe, czyli czy realizuje konkretne ustalenia z Brukselą. A zatem to nie jest koniec gry o KPO, tak naprawdę to dopiero początek. „Stan po Burzy" jak zwykle z satysfakcją wita kolejny partyjno-państwowy awans Kazimierza Kujdy, dawnego prezesa partyjnej spółki PiS — „Srebrna". Kujda poszedł w odstawkę, gdy okazało się, że jest na niego teczka w zbiorze zastrzeżonym, czyli spec archiwum dawnej bezpieki. „Stan po Burzy" ma tę teczkę TW „Ryszarda". Ba, mamy nawet drugą teczkę Kujdy — zestaw dokumentów, które przesłał do sądu lustracyjnego, by się bronić. Dokumenty paszportowe i zgłoszenia dewizowe z czasów PRL, notatniki z lat 70., kwity z każdego zagranicznego wyjazdu z czasów komuny i sporo zdjęć — widać, że Kujda ma bardzo zacne archiwum domowe, a w nim dużo, dużo ciekawych kwitów. Tak się składa, że ilekroć autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) pokazują tę drugą teczkę Kujdy, tylekroć Kujda dostaje awans. Najpierw dostał od Jarosława Kaczyńskiego fuchę w radzie nadzorczej Polskiej Spółki Gazownictwa, kluczowej dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Potem został ekspertem w Ministerstwie Klimatu — także strategicznym w kwestiach energetyki. Teraz nastąpiła kulminacja — Kujda zasiadł na stołku szefa gabinetu wicepremiera Jacka Sasina, który nadzoruje państwowe spółki. TW Rysiek — którego proces lustracyjny wciąż trwa — jako główny kadrowiec w spółkach skarbu? Tego nawet „Stan po Burzy" nie byłby w stanie wymyślić. A to pewnie wciąż nie koniec, bo znów pokazujemy w programie teczkę ostrzegawczą Kujdy. Skoro o absurdach mowa, to — za radą rządzących — idziemy w las. Radzimy, jak w obliczu kryzysu energetycznego zbierać chrust zgodnie z linią polityczną Zbigniewa Ziobry, który kontroluje nie tylko sądy i prokuraturę, ale także... polskie lasy. Cały odcinek do wysłuchania w aplikacji Onet Audio.

Oct 18, 202210 min

S1 Ep 157Coś się kończy, coś się zaczyna... To był "Stan po Burzy".

Za nami ponad 150 wydań Stanu po Burzy i kolejnych już nie będzie. Wobec odejścia Agnieszki Burzyńskiej to jedyna, możliwa decyzja. Dla naszych widzów i słuchaczy mamy propozycję. Zapraszamy na nowe słuchowisko polityczne - "Stan Wyjątkowy".

Sep 1, 20222 min

S1 Ep 142#142 - Kaczyński próbuje wykiwać Unię. Ziobro wycina ludzi prezydenta. Pancerny Marian wraca na łono PiS

Jeśli ktokolwiek myśli, że szef PiS Jarosław Kaczyński poszedł na kompromis z Unią Europejską dla marnych kilkudziesięciu miliardów euro na realizację Krajowego Planu Odbudowy (KPO) — to głęboko się myli. Prezes nigdy nie chadza na kompromisy, a już zwłaszcza z Brukselą, którą oskarżył niedawno o „nienawistny antypolonizm". Dopiero mając w głowie antyunijne poglądy Kaczyńskiego można zrozumieć całą grę, jaką prowadzi obóz władzy w sprawie zmian w wymiarze sprawiedliwości, których Bruksela oczekuje przed podpisaniem czeku na KPO. Komisja Europejska zażądała likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, obsadzonej głównie przez przebranych w sędziowskie togi prokuratorów od Ziobry. Nie ma się co dziwić, że Ziobro walczył jak lew o zablokowanie porozumienia z Komisją Europejską — któż lubi tracić swe izby? Wydawało się nawet — a na pewno obóz władzy budował taki obraz — że w tej sprawie między Kaczyńskim a Ziobrą poszło na noże. „Stan po Burzy" udowadnia, że ten koalicyjny thriller to był marny sit-com, stand-up i docu-soap. Finalnie Sejm głosami PiS i Solidarnej Polski przyjął taki projekt zmian w sądownictwie, który jest po myśli Ziobry, za to Unia może go uznać za złamanie umowy — i nadal będzie wstrzymywać wypłatę miliardów na KPO. Kaczyński stanął po stronie Ziobry nie tylko w tej kwestii. Niedawno oddał ministrowi sprawiedliwości kontrolę nad Krajową Radą Sądownictwa, która decyduje o sędziowskich awansach. Tym samym ograniczone zostały wpływy prezydenta Andrzeja Dudy, którego nominat do niedawna kontrolował KRS. Dziś szefowa KRS to koleżanka szkoła Ziobry, a wiceszef to sędzia z grupy hejterów, która działała pod skrzydłami Łukasza Piebiaka, wiceministra Ziobry, koordynującego operację opluwania krytycznych wobec władzy prawników. Na fali sukcesów Ziobry, autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) proponują, aby szef NIK Marian Banaś pozwolił mu się aresztować. To nie jest wyłącznie kpina, wszak prokuratura zajmuje się podejrzanym majątkiem Banasia i chce mu stawiać zarzuty. Do tej pory Banaś walczył z rządem i nie zamierzał dać się zapakować za kraty. Tyle, że — jak dowiaduje się „Stan po Burzy" — zaogniona sytuacja uległa drastycznej poprawie. Otóż, Banaś zaczyna na nowo wracać na łono PiS. I — w ramach nieformalnej umowy z partią-matką — tak steruje raportami NIK, by prezesowi Kaczyńskiemu nie było przykro. Okazało się, że Banaś mimo ciosów Kaczyńskiego jest wciąż mentalnie od niego uzależniony. A zatem czyż nie mógłby się dać aresztować, jeśli prezes tego zapragnie?

May 28, 20221h 3m

S1 Ep 141#141 - Złoty interes z Morawieckim. Nikt nie chce sojuszu z Tuskiem. Obajtek pracuje na prowizję dla Hofmana

To nie jest łatwy czas dla Donalda Tuska. Wielkimi krokami zbliża się rocznica jego powrotu do Platformy, więc w politycznym światku ruszyły podsumowania — dał radę czy nie dał? Co prawda Tusk ustabilizował notowania Platformy na poziomie około 25 proc., ale wygląda na to, że nic więcej sam nie wskóra — wciąż sondaże otwiera PiS. Dlatego też głównym postulatem lidera PO staje się w tej chwili stworzenie wspólnej listy opozycji na wybory do Sejmu — to miałaby być recepta na pokonanie Kaczyńskiego. Tusk coraz mocniej naciska na szefa ludowców Władysława Kosiniaka-Kamysza (swego dawnego ministra), na Szymona Hołownię (znajomego swej rodziny) oraz (może nieco mniej zdecydowanie) na liderów Lewicy Włodzimierza Czarzastego i Roberta Biedronia, by ogłosili wspólny start w wyborach z Platformą. W praktyce oznaczałoby to podporządkowanie się Tuskowi, czy też przynajmniej uznanie jego przywództwa — co nie uśmiecha się zwłaszcza Kosiniakowi-Kamyszowi oraz Hołowni. Mówiąc wprost, Kosiniak-Kamysz i Hołownia nie ufają Tuskowi i dlatego rozważają wspólny start — tyle, że bez Platformy. Sytuację Tuska komplikuje frustracja wiceszefa PO Rafała Trzaskowskiego, który mimo zdobycia ponad 10 milionów głosów w wyborach prezydenckich, został w partii zepchnięty na margines. Trzaskowski zaczyna się rozpychać, w dodatku jego otoczenie kolportuje plotki o zażyłych relacjach z Hołownią. To ma sugerować, że to Trzaskowski — a nie Tusk — ma w rękach klucz do zjednoczenia opozycji. Te opozycyjne szachy nie zmieniają jednego — dziś to Tusk jest głównym celem natarcia obozu władzy i to on wchodzi w ostre przepychanki z rządzącymi. Właśnie przystąpił do ataku na premiera za ukrywanie majątku — to efekt publikacji „Gazety Wyborczej", która opisała proceder obrotu nieruchomościami banku BZ WBK za czasów prezesury Mateusza Morawieckiego. Część sprzedanych przez bank budynków trafiła do biznesmenów kojarzonych z Morawieckim lub jego żoną. A tak się składa, że pani Iwona Morawiecka pilnie skrywa swój objęty intercyzą majątek — prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił nieprawdę obiecując przed wyborami, że poznamy sztucznie rozdzielone majątki Morawieckich. „Stan po Burzy" zastanawia się, czy uprawniona jest teoria „Wyborczej", że obracanie nieruchomościami BZ WBK pasuje do zeznań kelnerów z afery taśmowej, którzy twierdzili, że nagrali taśmę, na której Morawiecki jako prezes banku rozmawiał o kupowaniu nieruchomości na tzw. „słupy". Wiemy jedno — obracanie nieruchomościami banku to był złoty interes. Najpierw kupujący nieruchomości po oddziałach BZ WBK pocztą pantoflową dowiadywali się o możliwej sprzedaży. Potem brali kredyty na ten cel np. w banku PKO BP, kierowanym przez Zbigniewa Jagiełłę, przyjaciela Morawieckiego. A w finale — chylimy czoła! — bank BZ WBK zawierał z nowymi nabywcami umowy, na podstawie których swe sprzedane budynki wynajmował na siedziby oddziałów. Czyli niby nic się nie zmieniło, tylko kamienice po cichu zmieniły właściciela — takie bankowe perpetuum mobile. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") i Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) roztrząsają tajemnice majątku państwa Morawieckich, dochodząc do brawurowej teorii — to wszystko jest winą Tuska. Wszak, gdy Morawiecki przeprowadzał intercyzy, gdy dał się nagrać kelnerom, gdy wreszcie jego bank sprzedawał budynki znajomym biznesmenom i następnie wynajmował je od znajomych biznesmenów — Morawiecki był przecież doradcą Tuska. Wedle „Stanu po Burzy" należy zrozumieć, że w tamtym czasie Morawiecki chachmęcił w finansach — bo taki po prostu był klimat w otoczeniu Tuska. Dziś już premier nie chachmęci, bo jest premierem uczciwej partii. Zmienił się, po prostu. Teraz wystarczy namówić żonę na jawność. No chyba, że żona wciąż mentalnie jest w Platformie.

May 21, 20221h 6m

S1 Ep 140#140 - Wielki wyborczy plan Kaczyńskiego. Ziobro staje się „miękiszonem". Glapiński jako kukułcze jajo dla opozycji

Tak, prezes Jarosław Kaczyński ma wielki, wyborczy plan — i nie waha się go użyć. Choć w ostatnich dniach widmo przyspieszonych wyborów znacznie się oddaliło, to Kaczyński nie rezygnuje z przygotowań do ostatecznej wyborczej rozgrywki z Donaldem Tuskiem. Na wyborczy plan Kaczyńskiego składa się kilka elementów. Po pierwsze, wyduszenie z Brukseli miliardów euro na Krajowy Plan Odbudowy, czyli program dopalenia gospodarki, poturbowanej przez pandemię i wojnę w Ukrainie. Kaczyński chce te unijne euro wydać tak, aby wyborcy byli wdzięczni PiS — i zagłosowali za bezprecedensową, trzecią kadencją jego partii. W tym celu — i to po drugie — Kaczyński musi okiełznać antyunijne harce Zbigniewa Ziobry. Lider Solidarnej Polski nie chciał się dotąd zgodzić na zmiany w sądownictwie, które są dla Brukseli warunkiem wypłaty pieniędzy z KPO. Nie ma się co dziwić — w praktyce Bruksela żąda od rządu, aby usunął ludzi Ziobry, którzy dziś trzęsą sądami. Ale w ostatnich dniach Ziobro zmienił front. Jest gotów ustąpić, czyli — używając jego własnej retoryki — stać się „miękiszonem" w relacjach z Unią. Wymiękanie Ziobry ma swoją cenę — Kaczyński zgodził się, aby to jego ludzie ponownie zostali wybrani do Krajowej Rady Sądownictwa, która decyduje o sędziowskich nominacjach. Choć Bruksela ma do Ziobrowej KRS poważne zastrzeżenia, to ustąpiła i nie żąda już jej rozpędzenia — na czym Ziobro korzysta. „Stan po Burzy" analizuje, kogo Ziobro desygnował do KRS i z zaskoczeniem konstatujemy, że są to ludzie poważnie zatroskani nie tylko stanem praworządności, ale także gospodarką odpadami. Kaczyński przed wyborami musi zrobić jeszcze kilka rzeczy — i właśnie się za nie bierze. Wymusza dyscyplinę w obozie władzy, który w ostatnim czasie rozłaził mu się w rękach, dotknięty marazmem, trawiony konfliktami wewnętrznymi oraz wojnami o kasę i stołki. Kaczyński właśnie dowiódł, że obietnicami, szantażem i groźbami jest w stanie wymusić dyscyplinę. Pokazały to wspomniane głosowania nad wyborem do KRS Ziobrowych speców od odpadów, a nade wszystko wybór Adama Glapińskiego na prezesa Narodowego Banku Polskiego. To kolejny element planu — Kaczyński chce mieć kontrolę nad NBP, gdy w kampanii wyborczej trzeba będzie rozdać jak najwięcej kasy. Ostatni, widoczny już dziś element planu, to próba zmiany ordynacji wyborczej. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) szczegółowo pokazują, jak Kaczyński chce zmienić prawo w wyborach do Sejmu, a jak w głosowaniu do Senatu, by sztucznie poprawić wyniki PiS, a osłabić rezultat opozycji. Tak, jeśli ten kompleksowy plan się Kaczyńskiemu uda, to opozycja będzie w tarapatach. Ale czy się uda?

May 14, 20221h 15m

S1 Ep 139#139 - Kuzyn Kaczyńskiego chce być prezesem NBP. Trzaskowski podgryza Tuska. Najważniejszy agent w PiS powraca

Niemal rok po powrocie Donalda Tuska do Platformy, przyczajony dotąd Rafał Trzaskowski przystępuje do walki o władzę po stronie opozycji. Prezydent stolicy ogłosi w najbliższych dniach, że latem ponownie zorganizuje w Olsztynie swój Campus Polska Przyszłości — to zlot tych, którzy w Trzaskowskim, a nie w Tusku, widzą nadzieję opozycji. Rok temu Trzaskowski przytłoczony powrotem Tuska zaprosił go na Campus na szczególnych zasadach — jako gwiazdę. Tym razem tak nie będzie. Jednocześnie Trzaskowski chce ściągnąć do Olsztyna liderów innych partii opozycyjnych, by pokazać, że to on, a nie Tusk, ma szansę zbudować szerokie porozumienie opozycji przed wyborami parlamentarnymi. Rok temu Trzaskowski był zaskoczony nagłym powrotem Tuska, który z dnia na dzień odebrał mu szansę na przejęcie władzy w obozie liberalno-lewicowym. Teraz prezydent stolicy chce politycznie zmartwychwstać, bo widzi na to szansę. Co prawda Tusk ustabilizował notowania Platformy, ale sam jego powrót nie wywindował partii na szczyty sondaży. W tej sytuacji Trzaskowski wysyła do Tuska jednoznaczny sygnał: „Podziel się ze mną władzą, bo sam nie dajesz rady". Szkopuł w tym, że cała biografia polityczna Tuska pokazuje, że akurat władzą dzielić się nie lubi. Takich problemów nie ma Jarosław Kaczyński — jego pozycji w partii nie zagraża. Ale to nie znaczy, że szef PiS może spać spokojnie. Ma duży kłopot — nie jest w stanie zebrać większości w Sejmie, by po raz drugi obsadzić swego druha Adama Glapińskiego na fotelu prezesa NBP. A bez podporządkowanego partii szefa narodowego banku, Kaczyński nie będzie w stanie prowadzić swej brawurowej polityki gospodarczej w czasach kryzysu. W obozie władzy pojawiają się kolejni kandydaci, którzy — licząc na porażkę Glapińskiego — marzą, by go zastąpić. W ostatnich dniach dołki pod Glapińskim intensywnie kopie Marek Dietl, kończący kadencję szefa kontrolowanej przez państwo Giełdy Papierów Wartościowych. Na pierwszy rzut oka, nie ma szans na prezesurę NBP — jest uważany za liberała, co nie wróży mu szans w PiS. Ale z drugiej strony w obozie władzy kolportowana jest informacja, że jest dalekim kuzynem Kaczyńskiego, a to zwiększa jego szanse na karierę — nawet jeśli pokrewieństwo jest piątą wodą po kisielu. Czy wygra sentyment do odległej rodziny, czy lojalność wobec partyjnego towarzysza? Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) analizując działania Kaczyńskiego, stawiają na to drugie. Kaczyński lubi się opierać na sprawdzonych towarzyszach, nawet jeśli mają wyraźne skazy. Wszak właśnie do obozu władzy powraca Kazimierz Kujda, wieloletni prezes spółki Srebrna, która stanowi gospodarcze zaplecze PiS. Kujda wypadł z obiegu ponad 3 lata temu, kiedy w tajnych archiwach odnalazła się jego teczka tajnego współpracownika komunistycznej bezpieki TW „Ryszard". Dziś Kaczyńskiemu teczka Kujdy już nie przeszkadza — „srebrny" towarzysz dostał po cichu posadę eksperta w rządzie. A może poza partyjną lojalnością stoi za tym coś jeszcze?

May 7, 20221h 14m

S1 Ep 138#138 - Kaczyński pozywa Tuska. Bank Morawieckiego na liście płac rosyjskiego oligarchy

Dyktator Rosji Władimir Putin odciął Polsce dostawy gazu. Formalnie dlatego, że nie chcemy płacić za dostawy w rublach — to jego najnowsze żądanie obmyślone tak, aby kraje UE same złamały sankcje finansowe, które nałożyły na Rosję po ataku na Ukrainę. Ale to tylko pretekst. Uderzenie w Polskę to zemsta za to, że nasz kraj jest najbardziej zaangażowany w pomoc dla Ukraińców — właśnie przekazaliśmy im ponad 200 czołgów. Rząd uspokaja, że odcięcie gazu nie jest dla Polski groźne. Że poradzimy sobie bez gazu z Rosji, bo i tak z końcem roku zamierzaliśmy się rozstać z Gazpromem, który sprzedając gaz Europie, zarabia dla Putina pieniądze na wojnę. „Stan po Burzy" popierając rozwód z rosyjskimi surowcami, pokazuje, że nie jest to takie proste. Nie byliśmy gotowi na zakręcenie kurka z dnia na dzień. Dlatego dziś brakuje nam gazu i musimy go kupować za granicą — głównie w Niemczech. A gaz w Niemczech to głównie gaz rosyjski, który trafia tam przez znienawidzony w Polsce gazociąg Nord Stream 1 po dnie Bałtyku. Będziemy więc nadal kupować rosyjski gaz, tyle, że dopłacimy niemiecką prowizję. Będzie drożej, może nawet bardzo drogo — musimy być na to przygotowani. Polski rząd namawiając inne kraje UE do zaostrzenia sankcji wobec Rosji, sam nie był wcale taki wyrywny. Dopiero w mijającym tygodniu szef MSWiA Mariusz Kamiński przedstawił pierwszą listę rosyjskich oligarchów, którzy zostali objęci w Polsce sankcjami. Na liście znalazł się m.in. Wiaczesław Mosze Kantor, nadworny oligarcha Putina, który dekadę temu próbował wrogo przejąć największe w Polsce zakłady produkcji nawozów — kontrolowane przez państwo Azoty Tarnów. To dałoby mu kontrolę nad polskim rynkiem żywności, jako że nawozy azotowe to podstawa produkcji rolnej. Im droższe nawozy, tym droższa żywność. Jak Kantor mógłby manipulować cenami jedzenia? Wystarczyłoby, aby jego patron Putin rozhuśtał ceny gazu, bo gaz to główny koszt przy produkcji nawozów. Atak Kantora wspierał Aleksander Kwaśniewski i jego ludzie na lewicy, lobbując za sprzedażą Azotów na szczytach rządzącej wówczas Platformy — w tym u Donalda Tuska. Dla firmy Kantora przy tej transakcji pracował dom maklerski banku BZ WBK — bankiem tym kierował wówczas Mateusz Morawiecki, który w tym czasie także kręcił się w otoczeniu Tuska. Na szczęście rząd PO-PSL zablokował atak Kantora przeprowadzany za pośrednictwem BZ WBK — ale to nie była łatwa operacja. Do dziś firma Kantora ma udziały w polskich zakładach azotowych, ale nie jest ich większościowym udziałowcem — za co dodatkową, sutą prowizję miał obiecany dom maklerski banku Morawieckiego. „Stan po Burzy" nie rozumie, czemu Kantor został objęty przez polski rząd sankcjami dopiero teraz, trzy tygodnie po tym, jak znalazł się na unijnej liście sankcyjnej. Rząd podtrzymuje swą wolę sprzedaży części Rafinerii Lotos węgierskiemu, państwowemu koncernowi paliwowemu MOL — mimo, że wojna pokazała, iż węgierskie władze pozostają w ścisłej zależności biznesowej od Rosjan. Władze PiS zostały za to zaatakowane przez Donalda Tuska. Jednocześnie szef Platformy zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu, że „twierdzi, że w USA sfałszowano wybory". Szef PiS pozwał za to Tuska, a zatem zamiast przedwyborczej debaty liderów dwóch największych formacji, będziemy świadkami ich procesu. Twórcy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) sprawdzają, co naprawdę powiedział Kaczyński — i zastanawiają się, czy Tusk celowo przekręcił jego słowa. Na pewno pozew oznacza koniec udawania przez Kaczyńskiego, że Tusk jest powietrzem — a taka była linia szefa PiS, odkąd lider PO wrócił do kraju. Czy właśnie to chciał osiągnąć Tusk, prowokując Kaczyńskiego?

Apr 30, 20221h 20m

S1 Ep 137#137 - Tajna imprezownia Przyłębskiej i PiS. Kasjer może pogrążyć Ziobrę. Putin rozbija Konfederację

Na naszych oczach szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska wznosi się na wyżyny swego prawniczego kunsztu. Niestety, nie jest to kunszt wykorzystywany do obrony wartości zapisanych w Konstytucji. Chodzi o kasę, a konkretnie — o kasę Przyłębskiej. „Stan po Burzy" ujawnia kulisy koronkowej operacji, którą Przyłębska prowadzi od półtora roku po to, aby ukryć swój majątek. Właśnie po raz pierwszy w historii oświadczenie majątkowe Przyłębskiej zostało utajnione, choć jeszcze rok temu było jawne. Co wartego ukrycia przybyło jej w ciągu roku? Według ustaleń autorów „Stanu po Burzy" Agnieszki Burzyńskiej („Fakt") oraz Andrzeja Stankiewicza (Onet.pl), Przyłębska kupiła dom pod Warszawą, w którym regularnie imprezuje z politykami PiS i zaufanymi sędziami Trybunału Konstytucyjnego, w tym Krystyną Pawłowicz. Czemu chce go ukryć? Ano dlatego, że jednocześnie dysponuje apartamentem w Warszawie, wynajętym za publiczne pieniądze. Gdyby wyszło na jaw, że ma dom 20 minut jazdy (służbowym autem z ochroną) od centrum stolicy, a jednocześnie płacimy grube pieniądze za wynajem jej apartamentu w centrum, to zostałoby to źle odebrane. Wszak idąc do władzy PiS deklarował skromność, a nie łapczywość. A zatem lepiej podmiejską chałupę ukryć — kluczowa w tej operacji jest „kaskadowa" interpretacja prawa, która posłużyła do tego, by ustawowo jawne oświadczenie majątkowe Przyłębskiej ukryć przed naszym oburzeniem. Wiele do ukrycia ma także Zbigniew Ziobro. Piętą achillesową jego partii Solidarna Polska są finanse. Dekadę temu, gdy Ziobro odszedł z PiS i założył swoje ugrupowanie, systematycznie doił Parlament Europejski, finansując z unijnych środków działalność partyjną. Szkopuł w tym, że to nielegalne. Nielegalne jest także wpłacanie pieniędzy na partię przez podstawionych ludzi. A tak się składa, że na Solidarną Polskę płaciły zaskakująco sowicie rodziny założycieli partii, czyli Ziobry, ale także Jacka Kurskiego, Tadeusza Cymańskiego i — co kluczowe — Jacka Włosowicza, który przez lata był skarbnikiem ziobrystów. Faworytką „Stanu po Burzy" jest 20-letnia wówczas córka Kurskiego, która przed eurowyborami w 2014 r. dokonała trzech przelewów na 42 tys. zł. Ale hojni byli także teściowie Ziobry — wiarę w partię zięcia wycenili na niemal 140 tys. zł. W tej sytuacji brawurowym posunięciem jest to, że Ziobro właśnie wyrzucił z partii Włosowicza, który finansowo spinał działalności Solidarnej Polski. Autorów „Stanu po Burzy" bardzo bawi oficjalna wersja — że to za niepłacenie składek. Ha, ha, ha. Wszak w trudnych czasach na partię Ziobry płacił cały klan Włosowiczów, w tym 70-letni rodzice skarbnika, mieszkańcy kieleckiego blokowiska. Choć ziobryści rozpuszczają plotki, że Włosowicz spiskuje z Szymonem Hołownią, to tak naprawdę jego wiedza jest najbardziej użyteczna dla PiS. Znajomość słabych punktów inżynierii finansowej Solidarnej Polski może ułatwić PiS poskromienie Ziobry, który stał się ostatnio wyjątkowo narowisty. Włosowicz już zresztą wysyła sygnały w kierunku PiS. Emocje buzują także w Konfederacji, która — zgodnie z tradycją narodowej prawicy — zaczęła się kłócić i wewnętrznie dzielić. Z jednej strony konfederatów intensywnie atakuje opłacany przez PiS lider Marszu Niepodległości Robert Bąkiewicz — to jasne, że Bąkiewicz jest narzędziem obozu władzy, wynajętym, by odbijać narodowo-prawicowych wyborców. Z drugiej strony formację podzieliły proputinowskie i — jak mówi się w Konfederacji — „lekko pedofilskie" wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego. W efekcie z frakcją JKM wewnątrz Konfederacji rozstało się trzech posłów, ale to nie zakończyło prania brudów. Najnowszy spór dotyczy tego, czy Putina można nazywać „zbrodniarzem wojennym" — czego zakazał Korwin-Mikke. Trwa ujawnianie wewnętrznych maili, pojawiają się zarzuty o dywersję, wróciła nawet kłótnia o wybory prezydenckie. „Stan po Burzy" rozmawiał z politykami Konfederacji z różnych jej frakcji. Czy to początek końca tego projektu politycznego?

Apr 23, 202259 min

S1 Ep 136#136 - Kaczyński chce wsadzić Tuska do więzienia. Macierewicz bezcześci ofiary Smoleńska. Glapiński może stracić luksusowe życie na nasz koszt

Po wprowadzeniu w partii i państwie doktryny o zamachu w Smoleńsku szef PiS Jarosław Kaczyński idzie dalej. Domaga się postawienia przed sądem Donalda Tuska i innych polityków PO, którzy rządzili, gdy doszło do katastrofy, w której zginął jego brat. Nie chodzi jednak wyłącznie o odpowiedzialność ówczesnego rządu za organizację wylotu do Smoleńska. Chodzi o znacznie więcej. „To, że cała ta akcja po Smoleńsku była w istocie wielkim dziełem agentury rosyjskiej, że wywołano nienawiść do ludzi, którzy zginęli w tragicznej katastrofie, że przedtem wywołano nienawiść do człowieka, który reprezentował w sposób naprawdę bardzo poważny i najbardziej właściwy z możliwych polskie interesy, to wskazuje, że ta agentura była i sądzę, że dalej jest w Polsce bardzo potężna" — mówi Kaczyński. Smoleńska radykalizacja szefa PiS otworzyła Antoniemu Macierewiczowi drogę do powrotu z wygnania. Dziś czołowi politycy PiS składają hołd raportowi jego podkomisji, który Kaczyński uznał za idealny opis zamachu. Robi to każdy, kto chce dalej coś znaczyć w obozie władzy — na czele z premierem, który na smoleńskich miesięcznicach zaczął się pojawiać dopiero po tym, gdy w 2015 r. PiS wygrało wybory, a on sam wszedł do rządu. „Możemy utrzymać naszą narodową jedność i przyznać, że Rosjanie są zdolni do wszystkiego, zdolni także do takiej zbrodni, o której ciężko było wcześniej pomyśleć. A dzisiaj podkomisja zebrała na to wystarczająco dużo dowodów, żeby okazało się to niestety prawdą" — stwierdził premier. Morawiecki — wzorem Kaczyńskiego — ostro atakuje Tuska. Zarzuca mu, że to przez niego, „wrak do Polski nie trafił, śledztwo zostało przekazane w ręce tych, którym zależało na ukryciu prawdziwych przyczyn". „Stan po Burzy" przypomina Morawieckiemu, że tuż przed Smoleńskiem został doradcą Tuska. I pytamy: Panie Premierze, a co Pan zrobił, żeby odwieść Tuska od błędnych decyzji w sprawie Smoleńska, od oddania wraku, od „przekazania śledztwa"? Miał pan na to całe 2 lata, bo był pan doradcą Tuska do 2012 r. Dokładnie w tym samym czasie Antoni Macierewicz przedstawił swój pierwszy raport, w którym dowodził, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Dziś Macierewicz znów szokuje. Nie kolejnym raportem o zamachu — bo publikuje mniej więcej jeden rocznie — ale tym, co umieścił w jego załącznikach. Bo w załącznikach znalazł się dokument z bardzo drastycznymi zdjęciami ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym Lecha Kaczyńskiego. Macierewicz przeprosił, ale w swoim stylu — atakując jednocześnie wszystkich krytyków raportu. „Stan po Burzy" sprawdza, czy rzeczywiście zdjęcia mogły zostać opublikowane bez wiedzy Macierewicza, jak twierdzi on sam. Mamy poważne wątpliwości, bo to Macierewicz nakazał odtajnienie owego dokumentu — znajdującego się w załącznikach raportu — w którym znajdują się drastyczne fotografie. Zrobił to na kilkanaście dni przed publikacją swego raportu. Mamy uwierzyć, że odtajnił coś, czego nie chciał publikować?

Apr 16, 20221h 21m

S1 Ep 135#135 - Kaczyński odgraża się Putinowi. Morawiecki i Macron się wyzywają. A Kurski adoruje Macierewicza

Wojna w Ukrainie nie zmieniła polityki europejskiej Jarosława Kaczyńskiego. Mijający tydzień dobitnie pokazał, że szef PiS zamierza walczyć na dwa fronty — i z Moskwą i z Brukselą. Z jednej strony Kaczyński wciąż podtrzymuje swój pomysł wysłania na Ukrainę wojsk NATO jako sił rozjemczych, ale gotowych walczyć. Z kim walczyć? To oczywiste — z Rosjanami. Nie ma się co dziwić, że pomysł szefa PiS został całkowicie storpedowany przez kraje NATO na czele z Amerykanami, które — choć w większości gotowe dostarczać Ukrainie broń — chcą uniknąć ryzyka otwartego starcia z Rosją. Z drugiej strony i Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki intensyfikują ataki na Unię Europejską i duże kraje Zachodu, głównie Niemcy i Francję. Szef PiS atakuje unijne instytucje, które naliczają Polsce kary finansowe i nie chcą uruchomić pieniędzy na realizację Krajowego Planu Odbudowy. Kaczyński uderza coraz brutalniej — zarzuca instytucjom Unii „nienawistny antypolonizm", zaś zachodnim politykom — że są skorumpowani przez Putina. Jego tropem idzie Morawiecki. Premier zaatakował przywódców Niemiec i Francji za — jak to określił — „negocjowanie ze zbrodniarzem" Putinem. „Negocjowalibyście z Hitlerem, ze Stalinem, z Pol Potem?" — pytał Morawiecki. W odpowiedzi prezydent Emmanuel Macron nazwał go antysemitą i zarzucił mieszanie się w wybory prezydenckie we Francji. Co dadzą takie starcia PiS z krajami Unii? „Stan po Burzy" uważa, że nic — poza zaognieniem relacji wewnątrz UE. W sytuacji, gdy Polska potrzebuje wsparcia dla swych postulatów wprowadzenia embarga na surowce energetyczne z Rosji, rząd powinien się skupić na zakulisowych negocjacjach z kluczowymi graczami w Unii. Zamiast tego prezes i premier wygłaszają szantaże moralne wobec krajów Zachodu. Choć stoją za tym moralne racje, to publiczne ataki nie pomogą skłonić Niemców czy Francuzów do poparcia pełnych sankcji. To raczej dowód na polityczną słabość rządu wewnątrz UE, niż na jego siłę. „Stan po Burzy" dokonuje egzegezy najnowszych wywiadów Kaczyńskiego i pokazuje przykłady jego zaostrzającej się antyunijnej polityki. Przy okazji Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) zauważają wyraźną zmianę w retoryce Kaczyńskiego. Prezes PiS odcina się od niedawnych sojuszników Marine Le Pen oraz Viktora Orbana, który proputinizm został potwierdzony przez wojnę w Ukrainie. Nie ma się jednak co przywiązywać do pohukiwań prezesa pod ich adresem — Kaczyński potrzebuje sojuszników do walki z Brukselą, więc szybko może wrócić do antyunijnego sojuszu z Francuzką i Węgrem. W przeszłości już nie raz źle o nich mówił, by potem się na nowo do nich przytulać. W związku z rocznicą Smoleńska Kaczyński nie tylko odgrzewa i wynosi do rangi państwowej doktryny teorie zamachowe. Prezes mówi wprost, że decyzja o zabiciu jego brata musiała zapaść na Kremlu i odgraża się Putinowi. Ale jednocześnie przyznaje, że nie ma na to dowodów — co oznacza, że jego teoria nigdy nie zostanie zweryfikowana przez wymiar sprawiedliwości. Kaczyński raz twierdzi, że do zamachu przekonują go dokumenty prokuratorskie, a innym razem — że raport podkomisji Antoniego Macierewicza. Według informacji „Stanu po Burzy" prawdą jest to drugie. Teorie zamachowe Macierewicza czekały kilka ładnych lat na ten moment, gdy Kaczyński zdecyduje się je poprzeć. Dziś Macierewicza obłaskawia nawet szef TVP Jacek Kurski, który w przeszłości naśmiewał się z jego teorii i wycinał go z pisowskiej telewizji.

Apr 9, 20221h 8m

S1 Ep 134#134 - Kaczyński reaktywuje Macierewicza. Ziobro uderza w Dudę

Ponad 4 lata spędził w politycznej zamrażarce Antoni Macierewicz. Jeszcze rok temu, gdy przy okazji rocznicy Smoleńska, chciał zaprezentować swój kolejny zamachowy raport, dostał partyjny zakaz z samej góry — od pierwszego żałobnika Jarosława Kaczyńskiego. Macierewicza i jego wybuchowych teorii miały dość rodziny smoleńskie, a nawet część ekspertów jego podkomisji, którzy wprost odmówili podpisania się pod kolejnym raportem. W tej sytuacji Macierewicz opublikował swój raport po cichu, jesienią minionego roku — niemal nikt się tym nie zainteresował. Atak Putina na Ukrainę i bestialstwa rosyjskich żołdaków wszystko zmieniły. Prezes Kaczyński na nowo zaczął lansować teorię zamachu w Smoleńsku — jego zdaniem zbrodnie Putina w Ukrainie dowodzą, że ponad dekadę wcześniej był w stanie zlecić mord polskiego prezydenta. To wymarzona sytuacja dla Macierewicza, który triumfalnie wraca z politycznej emerytury. Według informacji „Stanu po Burzy", Macierewicz jest coraz częściej widywany w gabinecie Kaczyńskiego w Kancelarii Premiera. Kaczyński opowiada w wywiadach dla prorządowych mediów o tym, że pojawiły się dokumenty jednoznacznie potwierdzające zamach. Jednak według informacji Agnieszki Burzyńskiej („Fakt") oraz Andrzeja Stankiewicza (Onet.pl), głównym dokumentem stał się dla Kaczyńskiego ów zapomniany ubiegłoroczny raport Macierewicza, którego publikacji nie chciały rodziny smoleńskie, niektórzy członkowie podkomisji, a także sam Kaczyński. To pokazuje zasadniczą zmianę w smoleńskiej polityce szefa PiS. O Smoleńsku na razie milczy prezydent Andrzej Duda, który w momencie katastrofy był ministrem Lecha Kaczyńskiego. Duda także przez lata lansował teorię zamachu, by zaraz po objęciu prezydentury wzywać do narodowego pojednania w tej kwestii — za co zresztą zbeształ go szef PiS. Dla Dudy temat Smoleńska jest dziś niewygodny, bo prezydent próbuje się odkleić od radykalnej linii politycznej PiS. Duda jednoznacznie stawia na sojusz z USA, podczas gdy Kaczyński zachowuje duży dystans wobec prezydenta Joe Bidena. Prezydent stara się także załagodzić spór o sądownictwo z Brukselą, by uruchomić miliardy euro pomocy wstrzymywane dziś ze względu na „reformy" wymiaru sprawiedliwości autorstwa swego dawnego patrona Zbigniewa Ziobry. Duda przedstawił swą wersję zmian w sądownictwie, która jest gestem wobec UE — tyle, że Ziobro ani myśli jej poprzeć i otwarcie atakuje prezydenta. Co w tej sytuacji zrobi Kaczyński?

Apr 2, 202243 min

S1 Ep 133#133 - Gwarancje Bidena dla Polski. Kaczyński wierzy, że Putin zabił jego brata. Morawiecki wyrzuca z rządu swego konkurenta

Atak Rosji na Ukrainę stał się dla PiS okazją do całkowitego przebudowania polityki. Ale ci, którzy sądzą, że Jarosław Kaczyński zacznie stawiać na zgodę narodową i zrezygnuje z wojenek z Unią Europejską — głęboko się mylą. Jest dokładnie odwrotnie. Po kilkunastodniowej nieobecności na początku wojny, Kaczyński wrócił z przytupem: w serii wywiadów i wypowiedzi publicznych jeszcze zaostrzył retorykę. Wobec opozycji próbuje stosować szantaż. Pod pretekstem wojny chce wymusić zmiany w Konstytucji, obsadzając niechętną zmianom opozycję w roli pomagierów Putina, odpowiedzialnych za śmierć kobiet i dzieci na Ukrainie. Kaczyński twierdzi, że bez zmiany Konstytucji nie będzie w stanie zbudować silnej armii i zabrać ulokowanych w Polsce majątków rosyjskich oligarchów. „Stan po Burzy" z dużym zdumieniem obserwuje nowe wcielenie prezesa — jako strażnika Konstytucji. Podpowiadamy, że szybciej będzie, jeśli Kaczyński pozostanie przy swej dotychczasowej metodzie konstytucyjnej — czyli biesiadach z szefową Trybunału Konstytucyjnego Julią Przyłębską. Przy pierogach zwanych przed wojną ruskimi, ewentualnie przy barszczu ukraińskim, zapewne udałoby się im ustalić odpowiednią interpretację Konstytucji, tak aby można było budować armię i puścić oligarchów w skarpetkach. Prezesie, umów się — prosimy — z panią Julią. Czas goni. W relacjach z Unią także na razie bez przełomu — kontrolowany przez Kaczyńskiego Sejm niespiesznie pracuje nad projektami zmian w sądownictwie, które są warunkiem wypłaty przez Brukselę pieniędzy na Krajowy Plan Odbudowy, czyli program inwestycji gospodarczych po pandemii. Na razie głośniej niż o miliardach na KPO jest o konflikcie w rządzie, który dotyczy rozmów z Unią. Premier Mateusz Morawiecki wykorzystał pretekst, aby wyrzucić ministra rozwoju Piotra Nowaka, który publicznie powiedział, że lobbuje w Brukseli za pieniędzmi z KPO. Czy dymisja ministra, który chce pomóc rządowi jest logiczna? Na pierwszy rzut oka nie. No chyba, że minister nazywany jest „Morawieckim 2.0" i stanowi konkurencję dla premiera. Ale konflikt jest poważniejszy. Bo za Nowakiem stoi silny wicepremier Jacek Sasin — i ta dymisja to cios, którym Morawiecki odpowiada na ataki, które go spotykały w ostatnim czasie ze strony Sasina. Sasin to dawny minister Lecha Kaczyńskiego, który wkradł się w łaski jego brata po Smoleńsku — także dlatego, że zawsze publicznie wspierał teorie zamachowe. Tegoroczna rocznica katastrofy smoleńskiej, która przypada za kilkanaście dni, będzie wyjątkowa. Ponieważ Putin okazał się łajdakiem gotowym do ludobójstwa, spiskowe teorie zaczynają wracać. Oficjalnie poparł je Jarosław Kaczyński, który oznajmił: „Przez te lata, mając osobiste przekonanie, że doszło do zbrodni, zamachu, nie mogłem jednak tego wszystkiego złożyć w pewną całość. Mówię od strony technicznej — jak dokonano tego wszystkiego, co wiąże się z zamontowaniem jakiś środków wybuchowych w samolocie, w jaki sposób to zostało odpalone, dlaczego ten samolot zaczął opadać i w końcu jak to było z tym rozerwaniem samolotu, dlaczego ciała zostały rozerwane w ten sposób. Dzisiaj mogę powiedzieć, że te wszystkie pytania uzyskały odpowiedź i to zostało ujęte w pełnym dokumencie, który mam nadzieję niedługo stanie się elementem publicznej debaty". Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) zauważają, że w obliczu wojny na Ukrainie władza zastawia konstytucyjne pułapki na opozycję, nie mamy ministra finansów i ministra rozwoju, a już niedługo teorie zamachowe na nowo podzielą społeczeństwo. W tej sytuacji dobrze, że do Polski przyjechał prezydent USA Joe Biden i powtórzył gwarancje bezpieczeństwa, które daje nam NATO. No i dobrze, że — przynajmniej na razie — Kaczyński przestał atakować Amerykę.

Mar 26, 20221h 9m

S1 Ep 132#132 - Kulisy wojennej wyprawy Kaczyńskiego. PiS chce spacyfikować opozycję. Konfederacja przeciw Ukraińcom

Wzorem swego brata, Jarosław Kaczyński wybrał się z misją do kraju zaatakowanego przez putinowską Rosję. W wyprawie szefa PiS do Kijowa pobrzmiewały takie same wątki, co podczas wojennej wyprawy Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi w 2008 r. — wezwanie zachodniego świata, głównie NATO, do twardej odpowiedzi Kremlowi. Ale czym miałaby być ta odpowiedź? Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) analizują pomysł, który Kaczyński przedstawił na spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim — chodzi o misję pokojową NATO, która "będzie w stanie się obronić". Ta analiza prowadzi do jednoznacznych wniosków: Kaczyński oczekuje zbrojnego zaangażowania się NATO w wojnę w Ukrainie. Prezes PiS co prawda mówi o siłach pokojowych, ale NATO nigdy nie pełniło takiej roli — siły pokojowe autoryzuje Organizacja Narodów Zjednoczonych, co w tym przypadku nie jest możliwe, bo Rosja blokuje wszelkie decyzje Rady Bezpieczeństwa ONZ. Kaczyński musi sobie zdawać sprawę, że nawet gdyby NATO weszło do Ukrainy — same sobie nadając status np. sił stabilizacyjnych — to Rosja może to uznać za włączenie się w wojnę. Co się stanie, jeśli dojdzie do ataku rosyjskiej armii na siły NATO? Otwarty konflikt zawiśnie w powietrzu. Dlatego też przedstawiciele władz USA i szefostwa NATO szybko odcięli się od propozycji Kaczyńskiego, mówiąc wprost, że na wojnę z Rosją się nie piszą. Zdaniem autorów „Stanu po Burzy" to pokazuje jasno różnicę perspektyw. Kaczyński zakłada, że starcie Rosji z NATO jest nieuniknione i wolałby do niego doprowadzić już teraz — na terenie Ukrainy, gdy Rosja jest osłabiona przedłużającą się wojną. Waszyngton i Bruksela — ale także Berlin i Paryż — sądzą inaczej. Ich zdaniem Rosja nie zdecyduje się na atak na jakikolwiek kraj NATO, więc wystarczy wzmacniać obecność militarną wschodniej flanki sojuszu. Choć więc wojenny wyjazd Kaczyńskiego z premierami Polski, Czech i Słowenii był pięknym gestem wsparcia dla walczących Ukraińców, to politycznie ani militarnie sytuacji nie poprawił. Próbując organizować wsparcie dla Ukraińców, szef PiS nie zapomina o krajowym podwórku. Licząc na wojenną poprawę sondaży i kalkulując przyspieszone wybory, obóz władzy jeszcze bardziej przykręca śrubę opozycji. Rządowa telewizja już wprost oskarża Platformę o wieloletnią współpracę z Kremlem — na antenie TVP padają nawet zarzuty o to, że Donald Tusk spiskował z Putinem w sprawie zamordowania Lecha Kaczyńskiego. Ale licząc na pacyfikację opozycji PiS się może przeliczyć — zagrożeniem dla rządów Kaczyńskiego staje się Konfederacja. Formacja Bosaka, Brauna i Korwin-Mikkego zaczyna grać wątkami antyukraińskimi i antyimigracyjnymi, krytykując PiS za pomoc socjalną oferowaną uchodźcom. Konfederaci liczą na to, że za kilka miesięcy pomocowy entuzjazm Polaków wobec Ukraińców ustąpi miejsca frustracji i napięciom narodowościowym. I że PiS za to słono zapłaci.

Mar 19, 20221h 10m

S1 Ep 131#131 - Spór o Migi-29 dla Ukrainy. Prezydent wybija się na niepodległość. Gdzie jest prezes?

Po niemal 7 latach prezydentury Andrzej Duda wybija się na niepodległość. Od momentu ataku Rosji na Ukrainę to prezydent odgrywa pierwsze skrzypce w kontaktach z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim oraz sojusznikami z NATO. Kluczowe są dobre relacje Dudy z Ameryką — prezydent ostatnie miesiące przed wojną poświęcił na nawiązanie poprawnych stosunków z ekipą nowego prezydenta Joe Bidena. To odróżnia Dudę od szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który w tym czasie intensywnie forsował „lex TVN", czyli przepisy, które miały na celu wyrzucenie Amerykanów z telewizji TVN. Jedyny zgrzyt między ludźmi Dudy a współpracownikami Bidena dotyczył przekazania Ukrainie polskich Migów-29, które miały ułatwić walkę powietrzną z Rosją. „Stan po Burzy" ujawnia kulisy tej sprawy — kluczowe były obawy polskich władz, że oddanie samolotów Ukrainie narazi nasz kraj na rewanż ze strony Rosji. Wygląda na to, że pomysł ten — ku rozpaczy Zełenskiego — całkowicie już upadł. W odróżnieniu od prezydenta, który zajmuje się kontaktami z Ukraińcami i NATO oraz premiera, który lobbuje wewnątrz Unii Europejskiej za ostrą polityką wobec Rosji, prezes PiS jest od początku wybuchu wojny prawie niewidoczny. Ale nie oznacza to wygaszenia sporów politycznych. Już ruszyło wzajemne oskarżanie się przez PiS i Platformę o współodpowiedzialność za błędną politykę wobec Putina, a co za tym idzie — za wybuch wojny. Polityczny konflikt narasta także wokół sposobu, w jaki rząd radzi sobie z gigantyczną falą uchodźców, która płynie z Ukrainy. W dodatku do przepisów o przyjmowaniu uchodźców, PiS po cichu chciał wpisać bezkarność za naruszanie prawa podczas pandemii — co opozycja uważa za próbę zwolnienia z odpowiedzialności premiera i jego ludzi. Na szczęście wzmacnianie bezpieczeństwa Polski jest niezależne od wojny PiS i Platformy. Atak na Ukrainę spowodował natychmiastowe zwiększenie liczby żołnierzy NATO w Polsce. Według informacji „Stanu po Burzy" to dopiero początek.

Mar 12, 20221h 18m

S1 Ep 130#130 - W Ukrainie trwa „wojna zastępcza" Rosji z NATO. Sojusznicy PiS marionetkami Putina

Maski opadły. Dziś — gdy rosyjskie tanki najeżdżają Ukrainę, gdy bombardowane są miasta, gdy giną cywile — dokładnie widać, którzy politycy Europie są sojusznikami Władimira Putina. Niestety, na czele putinowskiego pochodu cyników podążają premier Węgier Viktor Orbán oraz liderka francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen — nie tak dawno obwołani przez PiS głównymi sojusznikami Polski. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu zachodzą w głowę, jak w ogóle mogło do tego sojuszu dojść. Przecież dziś widać, że patron PiS Lech Kaczyński miał całkowitą rację, przestrzegając latami przed agresywną polityką Putina — w 2008 r. podczas ataku na Gruzję przewidział, że następna będzie Ukraina. Mimo to po dojściu do władzy w 2015 roku jego brat Jarosław Kaczyński rozpoczął intensywną współpracę z proputinowskim Orbánem, a w ostatnich miesiącach dołożył sojusz z finansową przez rosyjskie banki Le Pen. Szef PiS machnął ręką na ich wschodnie sympatię — potrzebował obojga jako sojuszników w wojnie z Unią Europejską. Podejmował Orbána oraz Le Pen w Polsce w grudniu minionego roku, już gdy miał na stole przekazane polskim władzom przez Amerykanów materiały wywiadowcze ostrzegające, że Putin zaatakuje Ukrainę. Mimo takiego gigantycznego zagrożenia, Kaczyński w najlepsze biesiadował z putinistami i zajmował się nie wojną Rosji z Ukrainą, tylko własną wojną z Unią. Co się stało, gdy doszło do ataku na Ukrainę? Pal licho, że Kaczyński na tydzień zniknął. Ważniejsze jest to, że odpór Putinowi daje ta znienawidzona przez PiS Bruksela, zaś sojusznicy PiS z Budapesztu i Paryża szukają usprawiedliwienia dla agresji. Autorzy „Stanu po Burzy" podkreślają, ze historia dzieje się na naszych oczach — i są to bolesne obrazy. Z jednej strony trwa atak Rosji na Ukrainę — i nie wiadomo, jak długo potrawa ten konflikt, ile istnień pochłonie i czym się skończy. Z drugiej strony już wiemy, że przestała istnieć jakakolwiek, nawet niewielka autonomia Białorusi. Państwo Łukaszenki to dziś moskiewska kolonia z rosyjskimi wojskami, które z terenu Białorusi atakują Ukraińców. W dodatku białoruski dyktator pod lufami rosyjskich tanków przeprowadził referendum w sprawie broni jądrowej, którego wynik jest groźny dla Polski. Referendum było rzecz jasna nieuczciwe i nielegalne, ale jego rezultat obowiązuje — Łukaszenka może rozlokować rosyjskie rakiety z ładunkami nuklearnymi na terenie Białorusi. Może być zmuszony to zrobić. Tym mocniej należy trzymać kciuki za Ukraińców, którzy dziś walczą za wolność swej ojczyzny i możliwość przystąpienia do Unii Europejskiej. Autorzy „Stanu po Burzy" pokazują, jak od niemal dwóch dekad rośnie znaczenie członkostwa w Unii dla Ukraińców, zwłaszcza młodych. Jakby nie patrzeć to lekcja dla PiS, które w członkostwie w UE dopatruje się zagrożenia dla suwerenności. Ukraińcy sądzą dokładnie odwrotnie — że członkostwo w UE zapewni im suwerenność. I płacą za to konkretną cenę — cenę krwi. W tym kontekście wszystkie wojny PiS z Unią przez ostatnie lata wydają się miałkie, krótkowzroczne i po prostu głupie. Widać wyraźnie, że atak Rosji na Ukrainę przebudził Unię. Po raz pierwszy w swej historii poza pieniędzmi i pomocą humanitarną, Bruksela wyśle w rejon konfliktu broń — i jest to rzecz jasna broń dla zaatakowanych Ukraińców. Biorąc pod uwagę, że broń na Ukrainę dostarcza także wiele krajów NATO, wniosek jest jeden. NATO i Unia wspierając Ukrainę stały się nieformalną stroną w konflikcie zbrojnym, który określany jest jako „wojna zastępcza" — w którym dwie strony starcia walczą za sobą pośrednio. Ale wojna Rosji z NATO i Unią mrozi krew w żyłach nawet jeśli jest „zastępcza".

Mar 3, 20221h 23m

S1 Ep 129Władimir Putin — tak Zachód stworzył potwora

A więc wojna. Widać wyraźnie, że wkraczający w jesień życia 70-letni Władimir Putin przystępuje do finalizacji swego rozpisanego na ponad dwie dekady planu. Było w nim zapisane długie uwodzenie Zachodniej Europy i USA co do demokratycznego charakteru kremlowskiej ekipy. Uwodzeniu przez Putina polityków Zachodu towarzyszyło kuszenie europejskich i amerykańskich koncernów współpracą i krociowymi zyskami w Rosji. Wiele z nich — paliwowych, elektronicznych, chemicznych, spożywczych, motoryzacyjnych — uległo. A to duże koncerny, ze znaczną siłą polityczną we własnych krajach — w ich interesie przez ostatnie lata leżało przekonywanie własnych rządów, że Rosja to normalny, miłujący pokój kraj. Ten alians przebiegłego Putina z zachłannym Zachodem zaowocował dwoma Gazociągami Północnymi z Rosji do Niemiec, ułożonymi przez Putina tylko po to, aby móc odciąć od gazu Europę Środkowo-Wschodnią, którą chce odzyskać, by wskrzesić ZSRR. Putin złożył Niemcom seksowną ofertę: staną się gazowym centrum Europy, kupując bez pośredników tani rosyjski gaz i sprzedając go po zachodnich cenach wewnątrz UE. To wystarczyło, by Berlin na wszystkie defekty cara patrzył od lat przez palce. W efekcie w naszym regionie dziś drogi są dwie: albo budowanie własnej niezależności energetycznej (co robią polskie władze) albo wasalne podporządkowanie się gazrurkom Putina (co wybrał choćby wódz Węgier). W przestrzeni poradzieckiej jest jeszcze gorzej: szantażem gazowym Putin może zmieść Łukaszenkę i zamrozić Ukrainę — nawet jeśli jej nie podbije nowoczesnymi tankami, które zbudował za pieniądze, które Europa mu płaci za paliwa. W specjalnym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan po Burzy" jego autorzy Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) pokazują mechanizmy, które doprowadziły Demokratyczny Świat do przymykania oczu na kolejne ekscesy Putina i jego żołdaków: zabijanie niewinnych ludzi, trucie opozycjonistów, mordowanie dziennikarzy, wojny, cyberataki. Dzięki głupocie i krótkowzroczności zachodnich liderów, Putin kupił czas i mógł przez ponad dwie dekady swych rządów unowocześnić armię, a każda mała wojna — jak interwencja w Gruzji czy zajęcie Krymu, efektownie zlekceważone przez Zachód — była dla niego ćwiczebnym poligonem. Po wciągnięciu we współpracę firm z Zachodu i uwiedzeniu niektórych jego przywódców (wszak każdy kolejny amerykański prezydent wierzył na początku swych rządów w reset w relacjach z Rosją), po opleceniu Unii siecią zależności gospodarczych, dziś Putin jest gotowy do finalizacji swego planu: przejmowania siłą terytoriów, które uważa za należne Rosji. W tej chwili Ukraina jest jego głównym celem. Ale czy ostatnim? Putin wierzy, że Zachód — przez dwie dekady uwodzony i opleciony — nie jest już w stanie interweniować, gdyż ma zbyt dużo do stracenia: biznesy w Rosji, tani gaz, no i pokój — bo któreż z zachodnich społeczeństw jest gotowe na wojnę o daleki Kijów? Na razie Zachód swą biernością to potwierdza.

Feb 25, 20221h 22m

S1 Ep 128#128 - Kaczyński tropi dywersantów w PiS, a Ziobro chce zablokować pieniądze z Unii

Szef PiS Jarosław Kaczyński rozpoczyna swą ulubioną grę — tropi dywersantów i sabotażystów we własnym obozie. Tym razem chodzi o niegodziwców, którzy pod okiem prezesa, potajemnie, wysadzili w powietrze Polski Ład. Program gospodarczy PiS był — jak wiadomo — skończoną doskonałością, bo pieczę nad nim sprawował sam prezes. W tej sytuacji nie mogło się okazać, że błędy Polskiego Ładu są efektem nonszalancji i niekompetencji Kaczyńskiego i jego ludzi. O nie. Skoro realizacja światłej myśli gospodarczej i społecznej prezesa napotkała na tak wielkie rafy, znak to niechybny, iż stoją za tym właśnie dywersanci i sabotażyści wewnątrz PiS oraz rządu. Kaczyński zachował się więc zgodnie ze swoją starą zasadą: zarządził polowanie na ukrytych wrogów w obozie władzy. Od ich namierzenia i unicestwienia zależy powodzenie rządu, PiS i — nie wahajmy się tego powiedzieć — los Polski. Na Kaczyńskiego dybią w dodatku także źli ludzie w Unii Europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał właśnie orzeczenie, zgodnie z którym Bruksela może wstrzymywać wypłatę środków europejskich dla Polski, jeśli PiS nie osuszy swej zabagnionej tzw. „reformy sądownictwa" — hybrydowego produktu sądopodobnego, wypieczonego pospołu przez prezydenta Dudę i ministra Ziobrę. Duda pod wpływem groźnych pohukiwań Putina zaczyna być pragmatykiem: postawił na wyciszenie konfliktów z UE. W wyniku poufnych kontaktów z Komisją Europejską i przy wsparciu Amerykanów, Duda zaproponował nowy projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, który ma doprowadzić do odblokowania środków z Unii. Nie wszystko w tej sprawie idzie jednak jak z płatka, bo Duda nie do końca się dogadał z Brukselą i Waszyngtonem — co ujawniają autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl). W dodatku operację Dudy, dla której stara się on pozyskać poparcie Kaczyńskiego, za wszelką cenę stara się zatrzymać minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Czemu? Ano dlatego, że dla Ziobry orzeczenie unijnego Trybunału to fantastyczny polityczny prezent. Wszak premier Morawiecki — zapiekły wróg ziobrystów — przekonywał miesiącami, że osobiście załatwił to, iż Unia nie zablokuje wypłaty pieniędzy dla Polski. Dziś Ziobro może go za to przypiekać na wolnym ogniu. Gdyby Duda — wspierany przez Morawieckiego — dogadał się z Unią i pieniądze popłynęły, to cały plan Ziobry obliczony na upodlenie premiera spaliłby na panewce. Powiedzmy to sobie wprost: w interesie Ziobry leży blokowanie przez Brukselę środków dla Polski, bo każde euro pomocy będzie umacniać Morawieckiego.

Feb 19, 202259 min

S1 Ep 127#127 - W PiS wojna totalna: Duda próbuje ograć Kaczyńskiego, Ziobro pluje na Dudę, Morawiecki warczy na Macierewicza, a Kurski chce zniszczyć Morawieckiego

Prezes Jarosław Kaczyński już nie panuje nad sytuacją w PiS. Skłócony z Kaczyńskim prezydent Andrzej Duda rzuca wyzwanie prezesowi, bo uważa, że Kaczyński obrał szaleńczy kierunek swej polityki względem Unii Europejskiej. Duda zgłasza projekt zmian w Sądzie Najwyższym, który na pierwszy rzut oka jest nielogiczny i bałamutny, ale ma jeden cel: przekonanie Brukseli, że powinna przystąpić do wypłaty środków pomocowych dla Polski. W tej chwili pieniądze te — ponad 50 mld euro — są blokowane ze względu na upór Kaczyńskiego i zagrzewającego go do boju Zbigniewa Ziobrę, którzy nie chcą zlikwidować Izby Dyscyplinarnej, działającej w Sądzie Najwyższym. Unia uważa, że to polityczny sąd do tępienia sędziów krytycznych wobec światłej myśli państwowej duetu Kaczyński&Ziobro. Duda dostał poparcie nie tylko Brukseli, ale także od demokratycznych władz USA, które nie przepadają za Kaczyńskim. Jednocześnie prezydent — do te pory marginalizowany — wszedł w krąg międzynarodowych przywódców, którzy biorą udział w konsultacjach dotyczących agresywnych planów Rosji wobec Ukrainy. Ba, z Dudą spotkali się prezydent Francji i kanclerz Niemiec — szczytu Trójkąta Weimarskiego nie było od 6 lat, bo Berlin i Paryż podchodziły krytycznie do światłej myśli państwowej duetu Kaczyński&Ziobro. Taka wolta Dudy nie mogła ujść płazem — ludzie Ziobry zaatakowali sądowe projekty prezydenta, a najbardziej krewki europoseł Patryk Jaki — doktor nauk więziennych — wprost stwierdził, że Duda to „zdrajca" i żałuje, iż na niego głosował. Dudę wspiera coraz bardziej osamotniony premier. Dla Mateusza Morawieckiego przyjęcie sądowego projektu prezydenta to szansa na wypłatę środków UE — bez tych miliardów sytuacja rządu jest coraz trudniejsza. Nad Morawieckim, zwłaszcza wobec fiaska Polskiego Ładu, zbierają się czarne chmury. Głowami za Polski Ład zapłacili jego ludzie z kierownictwa Ministerstwa Finansów, a i on sam znalazł się na celowniku. Nienawidzący Morawieckiego szef TVP Jacek Kurski po raz pierwszy zaczął w swych programach wprost atakować premiera — wcześniej ważył się jedynie uderzać w ludzi Morawieckiego, choćby robiąc z nich sponsorów prostytucji. Kurski czuje, że może sobie pozwolić na niszczenie Morawieckiego — a to znaczy, że albo ma przyzwolenie Kaczyńskiego, albo już naprawdę nad niczym Kaczyński nie panuje. O tym wszystkim rozmawiają w najnowszym odcinku swego słuchowiska politycznego Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet).

Feb 12, 20221h 10m

S1 Ep 126#126 - Bunt w PiS przeciw Kaczyńskiemu. Prezes wyrzuca ministrów — kto straci stanowisko?

Półtorej setki duszyczek — tylko na tyle posłanek i posłów PiS może liczyć Jarosław Kaczyński. Pokazało to głosowanie w sprawie „lex Kaczyński" — groteskowej ustawy wprowadzającej możliwość donoszenia na osoby odmawiające testów i pozywania je o odszkodowanie. Przepisów forsowanych przez szefa PiS nie poparła aż 1/3 klubu PiS. Czemu Kaczyński osobiście firmował tak głupie przepisy? Wszak musiał wiedzieć, że nie wejdą w życie. W odróżnieniu bowiem od innych rozważanych projektów — choćby prawa pracodawców do sprawdzania szczepień pracowników — „lex Kaczyński" nie miało szans na poparcie opozycji. Obóz władzy kolportuje teorię wedle której Kaczyński chciał raz na zawsze skończyć z pomysłami nowych ustaw covidowych, jednocześnie zdejmując z siebie odpowiedzialność za porażkę w walce z pandemią. W tym sensie tak groteskowa ustawa, którą opozycja musiała odrzucić, miała być pułapką — dzięki temu TVP może atakować liderów PO, Lewicy czy PSL, przekonując, że nie chcą walczyć z pandemią. „Stan po Burzy" nie kupuje tej teorii. Głosowanie „lex Kaczyński" ma bowiem bardzo dużo skutków ubocznych, których dolegliwość dla prezesa PiS przewyższa zyski z opluwania opozycji. Przede wszystkim, widać wyraźnie, że Kaczyński nie ma większości — twardo stoi za nim 150 posłów, a większość niezbędna do rządzenia to minimum 231 posłów. Po wtóre, Kaczyński wzmocnił antyszczepionkowców z PiS, którzy po raz pierwszy w głosowaniu otwarcie stanęli przeciwko niemu — i triumfują, że przegrał. Po trzecie wreszcie, swą odrębność wyraźnie pokazali politycy Solidarnej Polski, którzy prawie w komplecie odmówili poparcia dla projektu prezesa (sam Zbigniew Ziobro wspaniałomyślnie nie wziął udziału w głosowaniu). Jednym słowem — tym jednym głosowaniem Kaczyński stracił nimb wszechmocnego, sprawczego prezesa. A zatem — znów — po co to zrobił? „Stan po Burzy" zwraca uwagę na to, w jakiej sytuacji jest dziś PiS. Klęska „Polskiego Ładu" i planowanie karnych dymisji — posadę straci m. in. minister finansów Tadeusz Kościński. Porażka w walce z COVID-19 — minister zdrowia Adam Niedzielski przygotowuje się do ewakuacji, a jego miejsce może zająć generał lekarz Grzegorz Gielerak, który leczył Kaczyńskiego, jego matkę i pół klubu PiS z rodzinami. Do tego kłopoty z komisją śledczą do spraw Pegasusa — co prawda Paweł Kukiz może doprowadzić do tego, że komisja nigdy nie powstanie, ale kolejne doniesienia o inwigilacji dotyczą samych polityków PiS, a to rozbija partię od środka. Konflikt z prezydentem dzieli rząd — Andrzej Duda przedstawił projekt likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, który popiera premier, ale jest nie na rękę Kaczyńskiemu i wywołał gniewne reakcje Ziobry. Do tego nad obozem władzy wisi widno utraty na trwałe sporej części pomocy z UE — właśnie dlatego, że sądowe hasania Ziobry zostały zakwestionowane przez unijne instytucje. Jednym słowem to czas próby dla PiS, jakiej partia nie była poddana od momentu dojścia do władzy. W tej sytuacji głosowanie nad tak głupią ustawą, jak „lex Kaczyński" logikę zyskuje dopiero, gdy potraktować je jak test. To nie było głosowanie za covidowym donosicielstwem, tylko za dogmatem o nieomylności prezesa. Po tym głosowaniu Kaczyński wie, na kogo może liczyć w krytycznych chwilach — i kogo już nie wystawiać na listy wyborcze. Tak się składa, że kiedy „lex Kaczyński" było głosowane w Sejmie, prezes po cichu stworzył nową strukturę w PiS — w każdym województwie powołał sekretarza, niezależnego od szefa regionu. Sekretarze nie są posłami, to działacze niskiego szczebla, ale wszyscy dobrani pod kątem lojalności — i podlegają bezpośrednio Nowogrodzkiej. W ten sposób Kaczyński ma gwarancję, że w razie buntu liderów regionów czy też szefów powiatów — co się w PiS zdarzało — będzie mógł ręcznie, przez swego sekretarza, stłumić bunt i pozbyć się wichrzycieli. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) rozmawiają o tym, że „lex Kaczyński" i rewizorzy z Nowogrodzkiej w terenie to przygotowanie partii na ciężki kryzys, a być może także na przyspieszone wybory.

Feb 5, 20221h 13m

S1 Ep 125#125 - Poczet szczepionkowych kłamców. Prezes Kaczyński receptą na pandemię

Premier Mateusz Morawiecki ma nowy pseudonim — „minus 1400". Tak go ponadpartyjnie zwą posłowie, którzy po wejściu w życie Polskiego Ładu dostali przelewy mniejsze o 1400 zł. Szef rządu dramatycznie walczy o to, by zacerować dziury w sztandarowym projekcie podatkowym rządu, który miał zapewnić PiS wieczne rządy, a — jak na razie — grozi utratą rządu. Szef rządu do porządkowania Ładu wysłał do Ministerstwa Finansów swego zaufanego człowieka. Wiceminister Artur Soboń — to już jego piąty resort od dojścia PiS do władzy. „Stan po Burzy" słyszy, że po wejściu do resortu Soboń jest i wstrząśnięty i zmieszany — a to nie jest zapowiedź zakończenia podatkowego kryzysu PiS. Jeśli Państwo też — jak posłowie — dostali po kieszeni, „Stan po Burzy" poleca sztandarową ulgę Polskiego Ładu: ulgę na renowację pałacyku. Po raz kolejny dochodzimy do wniosku, że Daniel Obajtek jest wizjonerem biznesu — on kupował dworki jeszcze zanim stało się to programem PiS. Obóz władzy musi się mierzyć z jeszcze jednym zagrożeniem — utratą większości. Ważą się losy powołania komisji śledczej ds. Pegasusa. Jarosław Kaczyński będzie odwlekał głosowanie, bo już nie tylko sojusznik PiS Paweł Kukiz domaga się powołania komisji. Być może PiS byłoby w stanie wygrać głosowanie z Kukizem wspieranym przez całą opozycję. Ale żeby to osiągnąć, cały sejmowy klub PiS musi być zmobilizowany. A pojawiają się pęknięcia — jednym z inwigilowanych Pegasusem był prawdopodobnie poseł PiS Jak Krzysztof Ardanowski, który stracił posadę ministra rolnictwa, gdy zadarł z Kaczyńskim. Ardanowski i jego 2-3 ludzie mogliby poprzeć komisję — a wtedy PiS przegra. Jako przestrogę PiS podsyca plotki zapowiadające efektowne aresztowania wokół ważnych polityków opozycji (choćby w sprawie rzekomej korupcji marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego), ale i władzy (w tym wśród ludzi Ardanowskiego). Nakazując Morawieckiemu poprawki w Polskim Ładzie i dyscyplinując posłów do odrzucenia komisji śledczej, Kaczyński bierze się także za bary z covidem. „Lex Kaczyński" — tak nazywana ustawa ma być receptą na pandemię. Pokrótce: pracodawcy będą mogli żądać od pracowników wyniku testu. Co wtedy, kiedy pracownik odmówi? Nadal będzie pracować na swym stanowisku. Za to „lex Kaczyński" wprowadza procedurę, wedle której w razie zarażenia innego pracownika, będzie on mógł żądać odszkodowania od swego kolegi, który nie pokazał testu — chodzi o maksymalnie 14 tysięcy złotych. Po drodze będzie pracodawca, wojewoda i sąd administracyjny — to oni będą musieli udowodnić, że człowiek bez testu był chory i zarażał. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska z „Faktu" i Andrzej Stankiewicz z Onetu widzieli wiele głupich ustaw, ale tak głupiej nie widzieli nigdy. W tym wydaniu swego słuchowiska politycznego Burzyńska i Stankiewicz ujawniają także listę szczepionkowych kłamców. Chodzi zarówno o polityków PiS, którzy — wbrew linii rządu — się nie szczepią, skrupulatnie to ukrywając. A z drugiej strony — o tych na prawicy, którzy publicznie atakują szczepienia, a samemu, po cichu, nastawili się do zastrzyków. Prezes Kaczyński jest zaszczepiony, ale w jego otoczeniu jest paru znanych antyszczepów — Jacek Kurski, Antoni Macierewicz, Krystyna Pawłowicz. Jest także najważniejszy polski ksiądz, który otwarcie inspiruje ruchy antyszczepionkowe, a jednocześnie w tajemnicy nakłuwał się maksymalną ilość razy.

Jan 29, 202257 min

S1 Ep 124#124 - Kukiz może pozbawić Kaczyńskiego władzy. Ziobro i Kamiński obnażeni Pegasusem

Widmo komisji śledczej krąży nad obozem władzy. To za sprawą Pawła Kukiza, dla którego może to być najważniejszy koncert w życiu. Podpisując z Kukizem pakt o współpracy, szef PiS Jarosław Kaczyński był przekonany, że kupił jego duszę i głosy jego ludzi za czapkę gruszek — przyjęcie paru niezbyt istotnych projektów ustaw, które nie zagrażają rządom PiS. Ale śpiewając z Kukizem pieśni biesiadne po wielu kieliszkach trunków, Kaczyński nie zdawał sobie sprawy, że rockman ma jeszcze inne pasje. Jedną z nich są służby specjalne. Dlatego gdy na jaw wyszło — co przyznał sam Kaczyński — że władza kupiła superprogram do inwigilacji Pegasus, w Kukizie zawrzało. Postanowił doprowadzić do powstania komisji śledczej, która zbada i Pegasusa i stosowanie podsłuchów za poprzednich rządów. Początkowo politycy opozycji, zwłaszcza posłowie Platformy, wyśmiewali Kukiza, uznając, że działa w cichym porozumieniu z PiS, a komisja śledcza ma służyć ukryciu Pegasusa pod stertą spraw podsłuchowych z czasów rządu Tuska. Ale lider PO szybko pokazał, że znacznie lepiej od swych ludzi rozumie sytuację w obozie władzy — dał zielone światło na poparcie projektu Kukiza. To dlatego, że powołanie komisji śledczej w krótkiej perspektywie doprowadzi do rozpadu paktu Kukiza z Kaczyńskim, przypieczętowanego na śpiewnych biesiadach. To pierwszy zysk opozycji: bez ludzi Kukiza obóz władzy traci większość. A zysk drugi — sejmowa komisja śledcza to potężne narzędzie polityczne, które odpowiednio wykorzystane może wysadzić rząd PiS w powietrze. Kaczyński rozumie te ryzyka, dlatego próbuje przeciągnąć do PiS ludzi Kukiza, szuka także możliwości doprowadzenia do rozłamu w PSL i skaperowania paru ludowców. Kaczyński robi jednocześnie wszystko, aby przejąć władzę w Najwyższej Izby Kontroli. Kierujący NIK zbuntowany pisowiec Marian Banaś ewidentnie stara się pomóc opozycji. W sprawie Pegasusa odtajnia niejawne dokumenty kontrolne, które kompromitują ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. To ich ludzie kupili ten agresywny program do inwigilacji, nieudolnie maskując to, że zakup został dokonany z pieniędzy, które powinny zostać przeznaczone na pomoc ofiarom przestępstw. Na razie dokumenty NIK dostała opozycyjna komisja badająca Pegasusa w Senacie. Senackiej, bezzębnej komisji Kaczyński obawiać się nie musi. Prawdziwe ryzyko to komisja sejmowa, która ma uprawnienia śledcze — tak jak prokuratura. W obliczu buntu Kukiza, Kaczyński próbuje zbudować większość nie tylko do zablokowania takiej komisji, ale także do uchylenia immunitetu Banasiowi. CBA i prokuratura zarzucają szefowi Najwyższej Izby Kontroli ukrywanie majątku, a uchylenie immunitetu Kaczyński chce wykorzystać, by zawiesić Banasia i na czele NIK postawić swego nominata. Komisja śledcza i Banaś — to dla Kaczyńskiego śmiertelnie niebezpieczny tandem.

Jan 22, 20221h 7m

S1 Ep 123#123 - Morawiecki biczowany Polskim Ładem. Z rządu uciekają doradcy od walki z pandemią. Rekonstrukcja wisi w powietrzu

W obozie władzy panika — trwa łatanie dziur w Polskim Ładzie. Partyjna wierchuszka kalkuluje, jakie będą straty sondażowe na tym sztandarowym programie podatkowym, dzięki któremu PiS miało zmieść konkurencję. Na razie obóz władzy zamiata sam siebie. Napięcia w rządzie powodują, że nie wszyscy są szczególnie zmartwieni wtopą Polskiego Ładu. Ręce zaciera Zbigniew Ziobro — stali słuchacze „Stanu po Burzy" znają skalę wylewnych uczuć głównego narodowego prokuratora wobec narodowego premiera. Ale nie tylko w bunkrze Ziobry przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie słychać wystrzały korków od szampana. Cieszy się także wicepremier od spółek Jacek Sasin. Nareszcie ma okazję do rewanżu na Morawieckim, który probował go wrobić w odpowiedzialność za naruszanie prawa podczas przygotowań do wyborów korespondencyjnych. Sasin od kilku miesięcy — z błogosławieństwem głównego lokatora partyjnego bunkra przy ulicy Nowogrodzkiej — wycina ludzi Morawieckiego z państwowych społek. Teraz jednak nastąpiła kumulacja w przyduszaniu premiera. Po konfliktach z sasinowcami z grupy PGE odchodzi kuzynka premiera Monika Morawiecka. Jednocześnie Sasin przejął od Morawieckiego kierowanie Komitetem Ekonomicznym Rady Ministrów — w efekcie szef rządu traci kontrolę nad polityką gospodarczą własnego gabinetu. W tle są awantury dotyczące polityki klimatycznej UE, która ma wpływ na rosnące ceny energii. Trwają też spory, jak rozmawiać z Brukselą, która wstrzymuje pomoc finansową dla Polski. Morawiecki chciałby się z Unią dogadać, a Sasin prze do konfrontacji. Jak widać, w nowogrodzkim bunkrze wojna się bardziej podoba. To i tak może nie być koniec przyciskania premiera do ściany. W obozie władzy coraz częściej słychać, że potrzebna jest ucieczka do przodu — chodzi o rekonstrukcję rządu, której głównymi ofiarami staliby się zaufani ludzie szefa rządu: kierownictwo Ministerstwa Finansów, szef kancelarii Michał Dworczyk i minister ds europejskich Konrad Szymański. W mijającym tygodniu Morawiecki dostał dodatkowy wizerunkowy cios — został praktycznie bez doradców antycovidowych, bo zdecydowana większość profesorów z Rady Medycznej przy premierze podała się do dymisji. Tak naprawdę upadek rady był przesądzony od tygodni — PiS, naciskany przez własne zaplecze antyszczepionkowe, całkowicie ignorował obostrzeniowe postulaty medycznych profesorów. Efekty widać gołym okiem — w tym tygodniu przekroczyliśmy granicę 100 tys. ofiar pandemii. W Polsce na COVID-19 umiera rekordowa liczba pacjentów. Kroplą, która przepełniła czarę goryczy epidemiologów, było pobłażliwe potraktowanie przez szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego małopolskiej kurator Barbary Nowak, która oświadczyła, że szczepionki są medycznym eksperymentem. Dymisji Nowak ostro domagało się nawet wielu polityków PiS, na czele z europosłanką Beatą Mazurek, która atakowała ministra edukacji Przemysława Czarnka za brak reakcji na antyszczepionkowe rozprawki Nowak. Może Mazurek atakowała Czarnka, bo wierzy w siłę szczepień? A może dlatego, że jest jej politycznym konkurentem na Lubelszczyźnie i wycina ją z programów regionalnej TVP? Możliwe, choć „Stan po Burzy" przedstawia własną interpretację tych żenujących zdarzeń — w formie pamfletu. Na swe słuchowisko polityczne zapraszają Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Jan 15, 202248 min

S1 Ep 122#122 - Czy Kaczyński obroni nas przed Putinem? Czy Ziobro przebije Morawieckiego osinowym kołkiem? Czy Tusk zjednoczy opozycję?

Na progu nowego roku autorzy słuchowiska „Stan po Burzy" biorą się za polityczne podsumowanie 2021 roku. Agnieszka Burzyńska z „Faktu" i Andrzej Stankiewicz z Onetu przedstawiają swój ranking dziesięciu najważniejszych wydarzeń minionego roku, a przy okazji przypominają także pierwszoplanowych bohaterów ostatnich 12 miesięcy. O roku, uff!

Jan 8, 20221h 12m

S1 Ep 121#121 - Najlepsze momenty - psychoanaliza Pawłowicz, Ziobro sojusznikiem Tuska, łajdactwo Mejzy

W drugiej połowie 2021 roku politycy dostarczyli nam tylu tematów, że zmuszeni byliśmy robić odcinki dłuższe niż zwykle. W tym specjalnym odcinku Stanu po Burzy przypominamy najlepsze fragmenty naszego słuchowiska politycznego. Ziejący do siebie nienawiścią Zbigniew Ziobro i Donald Tusk mają wspólny interes: wziąć PiS w kleszcze. Tusk będzie wykorzystywał antyunijną retorykę ludzi Ziobry, żeby straszyć wyprowadzeniem Polski z Unii Europejskiej przez PiS. W tym sensie Ziobro stał się sojusznikiem Tuska. Atakując PiS z pozycji antyunijnych, dostarcza Tuskowi paliwo do straszenia Polexitem - a już widać, że to jedna z zasadniczych strategii szefa Platformy Obywatelskiej. Z perspektywy Ziobry natomiast atakowanie PiS jest nieuchronne, bo minister sprawiedliwości chce budować swoją autonomię i pokazywać, że ma jeszcze bardziej radykalne poglądy niż prezes PiS. To połączyło dwóch wielkich wrogów."Stan po Burzy" postarał się wyjaśnić pasję pani profesor Krystyny Pawłowicz do kolan i zdrad. Andrzej Stankiewicz i Agnieszka Burzyńska jako znani polityczni psychoanalitycy postanowili odnaleźć klucz do duszy pani profesor. Jaką rolę w tym wszystkim odegrał Mariusz Kamiński? W maju 2021 r. doszło do porwania opozycyjnego białoruskiego dziennikarza, Romana Protasiewicza, który leciał z Grecji na Litwę. Łukaszenka zatrzymał samolot, wsadził Protasiewicza do więzienia i skłonił do współpracy z reżimem. W czerwcu 2021 r. Unia Europejska uchwaliła kolejne sankcje na Białoruś, a w odpowiedzi białoruskie władze zapowiedziały wstrzymanie działania umowy o readmisji. De facto Łukaszenka zapowiedział, że przestanie odbierać imigrantów, którzy nielegalnie przeszli przez granicę polsko-białoruską i zostali złapani. Polski rząd nie zrozumiał, czym to grozi. We wrześniu 2021 r. doszło do rosyjsko-białoruskich manewrów "Zapad", gdzie ćwiczona była inwazja na Polskę, a kilka tygodniu temu - jak ustalił "Stan po Burzy" - doszło do zmasowanych ataków hakerskich na polskie banki. Od maja 2021 roku mieliśmy masę sygnałów, że coś na Wschodzie się szykuje. Czym wtedy zajmował się wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński? Przepychał przez Sejm ustawę anty-TVN i ścierał się z Unią Europejską. Walczył zatem z Amerykanami i Unią, których w razie konfliktu na Wschodzie wyjątkowo potrzebujemy. "Stan po Burzy" podziwia unikatowy zmysł geopolityczny prezesa.

Dec 25, 20211h 15m

S1 Ep 120#120 - Ziobro przydusza Morawieckiego, Pawlak puszcza oko do PiS, a Kurski daje dowód miłości

Zaciska się pętla wokół premiera. W kluczowych obszarach działalności rządu Mateusz Morawiecki znajduje się pod ostrzałem radykałów na czele ze swym śmiertelnym wrogiem Zbigniewem Ziobrą. To działania ludzi Ziobry, zabiegających o elektorat antyszczepionkowy, utrudniają Morawieckiemu przygotowanie strategii walki z koronawirusem. To także ziobryści popychają Morawieckiego do konfliktu z Unią wokół rosnących cen energii, próbując obsadzić premiera w roli odpowiedzialnego za drastyczne podwyżki, które ruszą od nowego roku. To wreszcie Ziobro lansuje projekt drastycznych zmian w sądach, które rozsierdzą Brukselę i mogą przyczynić się do wstrzymania pomocy unijnej — za co znów politycznie oberwie Morawiecki. Ziobro ma wsparcie swej wieloletniej sojuszniczki, sfrustrowanej utratą stanowiska byłej premier Beaty Szydło. Taktycznie wspomagają ich minister skarbu Jacek Sasin, a także szef MON Mariusz Błaszczak. Ta specyficzna „banda czworga" liczy na korzyści w razie kłopotów premiera, lub po prostu chce się na nim zemścić. Dysponujący kruchą większością PiS rozgląda się za wzmocnieniami. Na celowniku obozu władzy znalazło się kilku polityków PSL, zwłaszcza tych, którzy robią interesy z państwem i przez to od państwa zależą. W szeregach ludowców — zwłaszcza dużych przedsiębiorców z branży spożywczej — zapanowała panika: obawiają się, że stracą rządowe kontrakty. Efektem tej sytuacji są zmiany we władzach PSL. Na niedawnym kongresie partii Władysław Kosiniak-Kamysz co prawda obronił prezesurę z imponującym wynikiem, ale jednocześnie delegaci dobrali mu wymagającego recenzenta — byłego premiera i lidera PSL Waldemara Pawlaka, który został szefem Rady Naczelnej PSL. To rodzaj rady nadzorczej, która może nawet wymienić prezesa partii. W partyjnych szeregach słychać, że życzliwy PiS Pawlak ma tonować antyrządową retorykę Kosiniaka-Kamysza, a po wyborach może popychać ludowców w objęcia Kaczyńskiego. W przedświątecznym „Stanie po Burzy" nie może zabraknąć opowieści o miłości. Tym razem dokonujemy egzegezy uczucia Jacka Kurskiego do jego nowej żony na bazie ich czułych wiadomości przesyłanych gorylom prezesa TVP, dotyczących zakupu czekoladek i lodów oraz sprawdzenia bezpieczeństwa kota w podwarszawskim bungalowie zakochanych. Dużo miłości na Święta życzą Czytelnikom, Słuchaczom i Widzom autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet).

Dec 18, 202159 min

S1 Ep 119#119 - Kaczyński pomagierem Orbana, marny koniec Macierewicza, a Mejza wziął wolne na Święta

Lider PiS Jarosław Kaczyński poczuł się jak prawdziwy europejski lider — na jego zaproszenie zjechali do Warszawy szefowie kilkunastu antyunijnych i nacjonalistycznych ugrupowań z całej Europy. Choć po spotkaniu politycy PiS odtrąbili sukces na drodze do stworzenia silnej antyunijnej koalicji, gotowej do wojny na noże z Brukselą, to „Stan po Burzy" obnaża nicość tego nowego „Układu Warszawskiego" — nikt się z nikim nie dogadał. Ba, część liderów prawicowych formacji ominęła Warszawę szerokim łukiem. Nie przyjechali Włosi z Ligi Północnej, którzy nie zamierzają się jednoczyć pod batutą PiS. Zlot w Warszawie zbojkotował także czeski ODS, który zamiast negocjacji z Kaczyńskim wybrał rozmowy z Czeską Partią Piratów o stworzeniu wspólnego rządu. W tej sytuacji gwiazdą nowego „Układu Warszawskiego" została francuska nacjonalistka Marine Le Pen. Nie zmieniła się ani o jotę — nawet będąc w Warszawie promowała linię polityczną Władimira Władimirowicza, podkreślając, że Ukraina leży w rosyjskiej strefie wpływów. Co na to liderzy PiS, straszący Putinem i deklarujący wsparcie dla Ukrainy? Otóż nic. Pan premier raczył oznajmić, że nie we wszystkim PiS się musi z Le Pen zgadzać. Jednym słowem — pani Le Pen ma gdzieś to, czy Putin najedzie Ukrainę i przeparkuje swe tanki na granicę z Polską, a premier uważa to za naturalną różnicę zdań. Cudny ten nowy „Układ Warszawski". Geostrategiczny majstersztyk, normalnie. Kto wepchnął PiS w to szambo? Premier Węgier Viktor Orban. Wyrzucony z największej formacji politycznej w UE — czyli chadecji, gdzie są Niemcy z CDU oraz m.in. polskie PO i PSL — próbuje stworzyć nową grupę, która ochroni go, gdy zaostrzy się konflikt z Brukselą. To Orban wyreżyserował zjazd w Warszawie, w którym zarezerwował dla Kaczyńskiego jedynie rolę wodzireja i płatnika rachunków za wyszynk. „Stan po Burzy" przygląda się także tajnym sojusznikom PiS na gruncie krajowym. Z najnowszych maili Michała Dworczyka wynika, że rozmaite frakcje w PiS wręcz walczą o względy lidera narodowców Roberta Bąkiewicza. Przyznajemy: wiedzieliśmy o pragmatycznym sojuszu PiS z „Bączekjugend", podsypanym milionami dotacji z państwowej sakiewki. Ale nie sądziliśmy, że szwadrony Bąkiewicza są aż tak politycznie powabne. Najnowsze maile pokazują także, że Antoni Macierewicz — jeszcze parę lat temu nr 2 w państwie — to polityk skończony. Dworczyk, który był jego zastępcą w resorcie obrony pisząc do ścisłego grona PiS ujawnia gigantyczne nadużycia i niekompetencję Macierewicza. „Najgorsze jest to, że niekompetencja, nieudolność i głupota, a czasem różne, ciemne interesy są zawsze podlewane (…) obrzydliwym sosem bogoojczyźnianym pełnym frazesów" — miażdży dawnego patrona Dworczyk. Macierewicz mógłby to sobie wpisać na wizytówce. Choć w sumie ta maksyma jest bardziej uniwersalna, bo pasuje do paru innych ludzi obozu władzy. Weźmy wiceministra sportu Łukasza Mejzę, toż to niemal jego życiowe motto. Uciekając od kolejnych afer, Mejza oznajmił, że zawiesza się jako wiceminister sportu i poseł. Nie bardzo wiadomo, jak to sobie wyobraża, bo nie ma formuły „zawieszenia się" przez członka rządu. Okazuje się po prostu, że Mejza wziął urlop do końca roku. A zatem Wesołych Świąt, panie samozawieszony ministrze!

Dec 11, 202155 min

S1 Ep 118#118 - Kaczyński idzie na wojnę z Rzeszą Europejską, Mejza podbija Amerykę, a Trzaskowski szantażuje Tuska

Niewidziany od dawna Jarosław Kaczyński objawił się z nową energią. Nie ma się co dziwić — na horyzoncie wypatrzył sobie nowego wroga, a wtedy zawsze prezes dostaje przyspieszenia. Któż jest owym wrogiem? To hasło brzmi złowrogo, zwłaszcza w ustach prezesa: IV Rzesza, którą zaczynają budować Niemcy. Prezes wie, że aby poruszyć opinię publiczną musi rzucać coraz bardziej toporne hasła. Ale tym razem przeszedł samego siebie. Bo jeśli dokonać egzegezy jego słów — a to ulubiona rozrywka „Stanu po Burzy" — to okaże się, że tym nowym Reichem ma być... Unia Europejska. Im starszy Kaczyński, tym bardziej wierzy, że historia zatacza koło. Widzi dzisiejszą Polskę jak II Rzeczpospolitą, zagrożoną przez ZSRR i Rzeszę jednocześnie. Można byłoby teorie o kolejnej Rzeszy zlekceważyć jako jedną z wielu fantasmagorii prezesa, ale niestety: „Stan po Burzy" przewiduje, że wkraczamy w nową fazę konfliktu z Unią Europejską. Jeśli Kaczyński sam uważa siebie za reinkarnację Piłsudskiego — a megalomanii prezesowi nigdy nie brakowało — to logiczne, że na wzór Marszałka wysunie koncepcję wojny prewencyjnej z Rzeszą. To będzie wojna na pieniądze i trybunały, obliczona na wyprowadzenie Polski z Unii. Idąc na wojnę, Kaczyński potrzebuje karnych szeregów. Kiedyś mówił, że w PiS nie muszą być ludzie szczególnie błyskotliwi, byleby byli zdyscyplinowani i uczciwi. Teraz po błyskotliwości, odpuszcza także uczciwość. Przykładem tego jest wiceminister sportu Łukasz Mejza, który próbował naciągać rodziców ciężko chorych dzieci na niesprawdzone terapie w egzotycznych krajach. Mejza broni się, przekonując, że nie wystawił żadnej faktury za szamańskie usługi swej firmy Vinci NeoClinic sp z o.o. Tak, „Stan po Burzy" przyznaje Mejzie rację: Vinci NeoClinic sp z o.o rzeczywiście nie wystawiła faktury, bo zrobiła to zarejestrowana w USA spółka Vinci NeoClinic LLC — za leczenie 6-letniej Poli chorej na mukowiscydozę zażądała 170 tys. dolarów w pierwszej transzy. Idziemy tropem tej faktury, by pokazać, jak w amerykańskim raju podatkowym została założona spółka, która pozwala ukrywać dochody przed polską skarbówką. Kto jest jej właścicielem? Nie wiadomo, bo została założona przez Internet (1400 PLN na rok) z opcją ukrycia udziałowców (500 PLN na rok). „Stan po Burzy" pozostanie wierny rozumowi, ryzykując surową odpowiedzialność prawną: jest dla nas oczywiste, że właścicielem lub współwłaścicielem Vinci NeoClinic LLC jest Mejza. Panie Łukaszu, dziwimy się tylko, czemu za siedzibę swego amerykańskiego koncernu wybrał pan chałupę w środku prerii w stanie Wyoming (800 PLN na rok), a nie biurowiec w NY albo LA (1200 PLN na rok). Mógł pan być sąsiadem Woody Allena albo nawet Bruce'a Willisa. To byłoby coś, co nie? Amerykański sen Mejzy jest prezentem dla opozycji — dlatego Donald Tusk wykorzystuję podły proceder Vinci NeoClinic do ataku na Kaczyńskiego. W Platformie czuć jednak rosnącą frustrację, że Tusk poza atakami na PiS nie ma nic więcej do zaoferowania. W partii odtworzył się dwór polityków, którzy otaczają Tuska — to w dużej mierze ci sami ludzie, którzy usługiwali mu, gdy był premierem. Na marginesie znalazł się prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, który jednak nie zasypia gruszek w popiele. Trzaskowski zdaje sobie sprawę, że opozycja liberalna będzie musiała przed wyborami wskazać kandydata na premiera — i że to nie będzie Tusk, który jest regularnie opluwany przez TVP i ma marne sondaże. Dlatego Trzaskowski gra o premierostwo, jednocześnie stawiając Tuska przed szantażem: jeśli nie dostanie nominacji, to przed wyborami może się dogadać z Szymonem Hołownią i wystawić wspólną listę. Taka lista Trzaskowski/Hołownia to śmiertelne zagrożenie dla Tuska. O tym wszystkim rozmawiają Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) w swym słuchowisku politycznym „Stan po Burzy"

Dec 4, 20211h 0m

S1 Ep 117#117 - Przyłębska ukrywa kasę Morawieckiego, Mejza leczy raka, a Bortniczuk nic nie wciąga

Zaraz po utworzeniu Ministerstwa Sportu jego szefowie błysnęli talentem. Minister Kamil Bortniczuk mieszkał rok w hotelu kumpla i obaj nie potrafią pokazać rachunków za tę permanentną imprezę. Minister Kamil balował tak bardzo, że teraz dostaje anonimy przestrzegające go przed kompromitującymi materiałami z tych imprez. Minister uspokaja: — Słyszałem od kolegi, o nagraniu z hotelu, gdzie miała być kokaina i różne przygody. Nigdy tam nie byłem i nigdy nie używałem kokainy. Bortniczuk ma to szczęście, że jeszcze większe kłopoty ma jego zastępca i najnowszy kumpel z imprez Łukasz Mejza. Otóż Mejza przez lata prowadził rozmaite biznesy, z których część była mocno śmierdząca. Najbardziej obrzydliwy interes polegał na obiecywaniu ludziom chorym na choroby nieuleczalne leczenia nowatorskimi metodami. Leczenie umierających na raka, chorych na stwardnienie rozsiane, Alzheimera, Parkinsona — Mejza przekonywał, że to możliwe, wystarczy mu zapłacić kilkaset tysięcy. Bortniczuk i Mejza zostali ministrami nie dlatego, że PiS kocha ich młodość, werwę i imprezowy luz. Dostali posady, bo Kaczyński nie miał większości w Sejmie i musiał dokupić parę głosów. Bortniczuk i Mejza reprezentują tzw. Republikanów, szemraną grupkę polityków po przejściach, dzięki którym PiS może rządzić. Formalnie Kaczyński nie ponosi odpowiedzialności za to, czy Bortniczuk wciągał i został nagrany, a Mejza kantował chorych i został przyłapany. Szef PiS mógłby co prawda ich wyrzucić z rządu, ale straciłby dwie duszyczki — a na to nie może sobie pozwolić. To jasno pokazuje, że polityka jest ważniejsza od przyzwoitości. Na razie więc pisowcy liczą na to, że sprawa przycichnie. Ale nie przycichnie. „Stan po Burzy" przepowiada, że ministrów sportu czeka w najbliższych dniach prawdziwy maraton. Już w przyszłym tygodniu dowiemy się, czy Mejza legalnie zainkasował milion, który jego firma dostała od państwa. W ukrywaniu majątku nie pomoże mu szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Dla pani Julii Mejza jest zbyt małym żuczkiem. Jeśli chodzi o majątek, to Przyłębska ratuje skórę samemu premierowi. Mateusz Morawiecki przed wejściem do polityki grube miliony przepisał na żonę i nie chciałby, byśmy się dowiedzieli ile tych milionów znajduje się na kontach pani Iwony Morawieckiej. Dwa lata temu wyszły na jaw bardzo — mówiąc delikatnie — korzystne transakcje Morawieckich, którzy za bezcen kupili od Kościoła działki, które biskupi dostali wcześniej od państwa. W oświadczeniu majątkowym Morawieckiego ich nie uświadczysz — bo formalne działkowcem została pani Iwona. Prezes Kaczyński udawał oburzenie. Rzucił wtedy twardą obietnicę: „Jesteśmy gotowi w bardzo krótkim czasie uchwalić ustawę, na podstawie której będzie trzeba ujawniać także majątki małżonek, osób pozostających we wspólnym pożyciu oraz dorosłych dzieci". Efektem była ustawa o jawności majątków rodzin polityków, przyjęta przed wyborami w 2019 r. Teraz pani Julia bezczelnie wyrzuciła tę ustawę do kosza — uznała, że poznanie przez nas całego majątku Morawieckich byłoby niezgodne z Konstytucją. Po raz kolejny Przyłębska pokazała, że z Konstytucji jest w stanie wywieść wszystko, pod warunkiem, że chce tego pasjonat jej kuchni Jarosław Kaczyński. A nie ma wątpliwości, że Kaczyński 2 lata temu zapowiadając jawność majątków odgrywał cyrk, bo akurat szły wybory i chciał w kampanii uciec od zasobnej kiesy Morawieckiego. Nigdy ujawnienie majątku Morawieckiego nie było w interesie Kaczyńskiego. A najbardziej teraz, gdy PiS dociska klasę średnią „Polskim Ładem" twierdząc, że jeśli ktoś zarabia powyżej 10 tys zł brutto to jest bogaty. To kimże jest w takim razie Morawiecki, który w samych nieruchomościach ma z szanowną małżonką co najmniej 40 mln złotych? — pytają autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl).

Nov 27, 20211h 17m

S1 Ep 116#116 - Gniew Kaczyńskiego przeraził Łukaszenkę, Kurski poluje na Morawieckiego, sojusz PiS-u z foliarzami

Koronawirusowe statystyki wystrzeliły, zapewniając Polsce miejsce w światowej czołówce zachorowań i zgonów związanych z COVID-19. Mimo to władza nie zamierza kiwnąć palcem. Powód jest prosty — lockdown albo inne ograniczenia musiałyby w pierwszej kolejności objąć niezaszczepionych, a to w dużej mierze wyborcy PiS. Drżąc w obawie o utratę poparcia w najbardziej foliowym elektoracie, rząd pozwala koronie wzbierać w kolejną falę. Kto ma szczęście i trochę zdrowia, może przetrwa. Kto szczęścia nie ma i brakuje mu zdrowia — może zachorować, a nawet umrzeć. To kolejna polityczna ruletka PiS, w której stawką jest nasze zdrowie — od wyborów prezydenckich decyzje w sprawie koronawirusa podejmowane są głównie przez pryzmat interesu politycznego PiS. Szefowie resortu zdrowia robią efektowne szpagaty z jednej strony przestrzegając przed rosnącym zagrożeniem, a z drugiej uzasadniając nonszalancką strategię rządu. Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska błysnął myślą, że ograniczenia nie mają sensu, bo w Polakach jest gen buntu i będą je lekceważyć. Czemu więc PiS nie przejmował się genem buntu, gdy atakował sądy albo zaostrzał aborcję? Bo liczy się tylko możliwy bunt własnego elektoratu. Jeszcze bardziej popłynął pryncypał Kraski, minister Adam Niedzielski. Dowodzi on mianowicie, że brak nowych restrykcji to ukłon w kierunku... osób zaszczepionych. Wedle tej teorii rząd jest sojusznikiem zaszczepionych i nie chce, by zostali poddani zbiorowym restrykcjom tylko dlatego, że inni się nie szczepią. „Stan po Burzy" zakłada, że Niedzielski mówi to, co musi — bo każe mu PiS. Nie bardzo rozumiemy na czym polegać ma wspieranie przez rząd zaszczepionych, skoro są oni narażani na złapanie korony od foliarzy, którym rząd pozwala swobodnie hasać. Wszędzie na świecie ograniczenia zaczyna się wprowadzać od niezaszczepionych — a polski rząd boi się kiwnąć palcem. „Stan po Burzy" analizuje sytuację w klubie PiS i wychodzi nam, że jest tam masa foliarzy, szurów i innych sanitariatów. A to znaczy, że zagrożony jest nawet projekt, który prawo do wprowadzenia ograniczeń przenosi z państwa na pracodawców — w PiS wybuchła wokół niego ostra wojna. Jeszcze w kwietniu — gdy dopiero ruszały szczepienia — Jarosław Kaczyński wyzywał Unię, że przez nią Polska ma za mało szczepionek, przez co umierają ludzie. Dziś rząd PiS ma nadmiar szczepionek, ale nie szczepi, tylko opycha je za granicę. Nie zajmuje się szczepieniami rodaków, choć dzięki temu — rzeczywiście — mogłoby być mniej pogrzebów. Kaczyński pomstuje teraz na Unię w innej kwestii — konfliktu na granicy polsko-białoruskiej. Czy właściwie: pomstował. Przez wiele dni marszczył czoło i demonstrował gniew za to, że Angela Merkel i Emmanuel Macron rozmawiają z Łukaszenką i Putinem z pominięciem jego skromnej osoby. Jaki Kaczyński miał pomysł na rozwiązanie kryzysu imigracyjnego? Więcej wojska, więcej policji i więcej Straży Granicznej. Żadnych rozmów ze wschodnimi satrapami i bajdurzenie, że zła Unia nie jest naszym sojusznikiem. Tyle, że zła Unia niezbyt się marsem prezesa oraz towarzyszącym mu marsom prezydenta i premiera przejęła. Choć to dość obrzydliwi rozmówcy, to wstępnie dogadała się Łukaszenką i Putinem, by przestali siłą pchać imigrantów na polskie zasieki. Wtedy nagle okazało się, że to także sukces polskiego rzadu. Tak — teraz od rządu PiS słyszymy, że Merkel i Macron najpierw dostali instrukcje z Warszawy, a po telefonach na Wschód zawsze dzwonili do Warszawy złożyć raporty. Jednym słowem: to gniew prezesa załatwił Łukaszenkę. Niestety, niektórzy liderzy PiS załapali tę zmianę propagandy z opóźnieniem — jak była premier Beata Szydło, która wciąż atakuje Merkel za to, za co rząd PiS ją chwali.Nie ma się co dziwić. Szydło jest dziś oddalona od Nowogrodzkiej, choć wciąż wierzy, że uda jej się wysadzić z siodła Mateusza Morawieckiego. Ma w tym planie wielu sojuszników, a ostatnio znów uaktywnił się szef TVP Jacek Kurski. Sączy od do głowy Jarosława Kaczyńskiego wizję utraty władzy ze względu na polityczne błędy Morawieckiego — choćby zgodę na wyśrubowane cele klimatyczne UE, co oznacza odchodzenie od węgla i doprowadzi do drastycznych podwyżek cen energii. Kurski sam chciałby zostać premierem. Ale „Stan po Burzy" mówi, jak jest: panie Jacku, bez szans.

Nov 20, 20211h 14m

S1 Ep 115#115 - Kaczyński straszy Zachodem i Putinem, Bąkiewicz na pasku PiS, a Pawłowicz pokutuje za swój udział w skazaniu Kamińskiego

Kryzys na granicy z Białorusią umacnia PiS. Politycy obozu władzy mogą swobodnie drwić z opozycji, wypominając jej happeningi na granicy — takie jak przepychanki ze Strażą Graniczną, czy krytyka funkcjonariuszy twardo strzegących granicy, nieczułych na łzy kobiet i dzieci. Dziś imigracja ma twarz młodych, agresywnych osiłków, którzy są gromadzeni przez Białorusinów w oddziałach i atakują zasieki na granicy — dlatego PiS może triumfować. Ale nie wszyscy w PiS się cieszą. Analizy niektórych socjologów pracujących dla władzy wskazują, że jeśli kryzys na granicy będzie się przedłużał, to obecne nastroje wsparcia dla rządu mogą się zmienić we frustrację i niepewność — a to zaszkodzi rządowi. Przeprowadzone jeszcze przed kryzysem gry wojenne — symulacja hybrydowego ataku na Polskę ze Wschodu — wskazywały na podobne społeczne zagrożenia. Zasadniczy kłopot polega na tym, że polski rząd nie ma żadnej kontroli nad sytuacją — kryzys na Wschodzie to element większej kombinacji polityczno-gazowej rosyjskiego lidera Władimira Putina. W tym sensie od Jarosława Kaczyńskiego kompletnie nic nie zależy. Albo Putin zostanie powstrzymany albo ugłaskany przez USA i Unię, albo napięcie będzie trwało miesiącami. Kaczyński czuje, że jest przedmiotem a nie podmiotem gry między Wschodem a Zachodem. Reaguje po swojemu: atakuje i Rosję i Zachód. To dość groteskowe biorąc pod uwagę, że kryzys na na granicy wschodniej, a nie zachodniej. A pomóc mu może Zachód, a nie Wschód. Ale kryzys graniczny to dla Kaczyńskiego kolejna okazja do wzmacniania doktryny izolacjonizmu — po wojnie z Unią, ochłodzeniu relacji z USA i zapowiedzi budowy ćwierćmilionowej armii. Z szefem PiS współgra lider narodowców Robert Bąkiewicz. Zdumiewające jest to, jak bardzo Bąkiewicz mówił Kaczyńskim podczas Marszu Narodowego. Ale nie ma się co dziwić. Narodowcy Bąkiewicza — których „Stan po Burzy" zwie złośliwie Bączek-jugend — dostają od rządu niemal 10 tys. zł dziennie. Skoro PiS kupił usługi narodowe u Bąkiewicza, to Bąkiewicz zamówienie realizuje. To świadoma strategia Jarosława Kaczyńskiego, który za pośrednictwem Bąkiewicza chce zabierać elektorat narodowy Konfederacji. Lech Kaczyński — który nie znosił narodowców, zwłaszcza za ich antysemityzm — musi się przewracać w swym grobie na Wawelu, do którego co miesiąc pielgrzymują politycy PiS. „Stan po Burzy" przestrzega jednak Bąkiewicza. Gdyby przyszło mu do głowy wierzgać Kaczyńskiemu, niechaj weźmie sobie do swego brunatnego serca historię Krystyny Pawłowicz — dziś głównej orędowniczki hermetycznych granic i Marszu Niepodległości. Tuż przed wejściem do polityki jako profesor prawa Pawłowicz napisała opinię dla prokuratury i sądu, która posłużyła do skazania ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego na więzienie — chodzi o głośną sprawę, która skończyła się ułaskawieniem Kamińskiego przez prezydenta Dudę. Od tego czasu Pawłowicz każdego dnia stara się na klęczkach przeprosić za zdradę i zrobi dla PiS wszystko, byle tylko naczelnik Kaczyński i obrońca granic Kamiński wybaczyli. To zresztą tłumaczy, dlaczego kolana i zdrada to najczęstsze słowa w jej słowniku. Tak, panie Bąkiewicz. Jeden nieopatrzny ruch i pan też będzie musiał klękać — przestrzegają lidera narodowców autorzy „Stanu po Burzy": Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Nov 13, 20211h 19m

S1 Ep 114#114 - Ulubiony agent Kaczyńskiego. Ziobro sojusznikiem Tuska. A Morawiecki kasjerem Rydzyka

Szef NBP Adam Glapiński od dawna nie miał takich drgawek. Całymi latami kombinował, żeby pomóc rządowi poprzez niskie stopy procentowe — a więc tanie kredyty — aż przekombinował. Inflacja skoczyła tak bardzo, że pobiła rekordy — takich podwyżek cen nie widzieliśmy w Polsce od 245 miesięcy! A to już jest poważne ryzyko dla rządu, bo Kaczyński może się nie obawiać opozycji, Unii i Ameryki, ale cen w spożywczakach boi się bardzo. Dlatego właśnie Glapiński jest cały rozedrgany — w ciągu dwóch miesięcy drastycznie podniósł stopy procentowe, zaprzeczając swoim wcześniejszym, kompletnie nietrafionym zapowiedziom dotyczącym sytuacji gospodarczej. Glapiński to człowiek szczególnego zaufania Kaczyńskiego. Razem działali w Porozumieniu Centrum, razem dobijali politycznych interesów — to Glapiński jako minister budownictwa przeprowadził w latach 90. ustawę, która pozwoliła się uwłaszczyć na kilku nieruchomościach fundacjom i firmom związanym z PC, a dziś — z PiS. To na tych nieruchomościach wyrosła spółka Srebrna, którą zawiaduje Kaczyński. Ale wdzięczność prezesa może się skończyć, jeśli drożyzna zredukuje sondaże PiS. A wtedy posada Glapińskiego będzie zagrożona. „Stan po Burzy" dodaje Glapińskiemu otuchy. A na pocieszenie przytacza historię wieloletniego prezesa Srebrnej Kazimierza Kujdy. Gdy w 2019 r. okazało się, że został zarejestrowany przez komunistyczną bezpiekę jako kapuś o pseudonimie „Ryszard", wydawało się, że jego kariera w PiS jest skończona. Nic bardziej mylnego! Kujda właśnie przechodzi do kontrofensywy. Po pierwsze — Kaczyński znów się z nim spotyka. Tak, tak, ten antykomunistyczny antykomunista, kierujący antykomunistyczną partią antykomunistów podejmuje TW Ryśka. Kujda czuje się tak pewnie, że próbował wstawić na fotel szefa Instytutu Pamięci Narodowej swego człowieka — a to ważne w kontekście jego procesu lustracyjnego. Co więcej, choć Kujda jest formalnie podejrzanym o kłamstwo lustracyjne, to Kaczyński dał mu fuchę w spółce skarbu państwa! Jak widać, prezesie Glapiński, Srebrna działa kojąco na Jarosława Kaczyńskiego, a każdy, kto się do niej przyczynił, może liczyć na pobłażliwe traktowanie. Ale szukając klucza do fenomenu Kujdy, „Stan po Burzy" odnalazł teczkę z materiałami, którymi chce się on bronić przed sądem. Po lekturze powiemy tak: szacun, panie „Ryszardzie". Dokumenty paszportowe i zgłoszenia dewizowe z czasów PRL, notatniki z lat 70., kwity z każdego zagranicznego wyjazdu z czasów komuny i dużo zdjęć — musi pan mieć bardzo zacne archiwum domowe, a w nim dużo, dużo ciekawych kwitów. Rozumiemy, czemu Jarosław Kaczyński przestał wierzyć w pańską winę. Kujda kupił sobie dodatkowe wsparcie, finansując happeningi ojca Tadeusza Rydzyka. Bo na zmianę z dowodzeniem Srebrną, kierował Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska, który dziesiątkami milionów finansował słynną geotermię o. Rydzyka, która od lat zapowiada start — i nie startuje. Kujda ma zresztą dużą konkurencję w finansowaniu torunianina nr 1. Przeciek najnowszych maili rządowych udowadnia, że wystarczy jeden sms OTR (jak sam się podpisuje), a premier Morawiecki z ministrem Dworczykiem rzucają się na poszukiwanie milionowych zaskórniaków na dzieła OTR i kombinują, jak kasę dla OTR ukryć przed opinią publiczną. O tym wszystkim opowiadają w swym słuchowisku politycznym Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Nov 6, 20211h 11m

S1 Ep 113#113 - Kaczyński kończy swą misję, Tusk chce się pozbyć Grodzkiego i Dudy, a Dworczyk stosuje zasady Waffen SS

Szef PiS Jarosław Kaczyński zapowiada koniec swej rządowej misji, której kulminacją ma być zbudowanie w Polsce ponad ćwierćmilionowej armii — jednej z największych na świecie. Militarne ambicje Kaczyńskiego są od dawna dobrze znane, ale „Stan po Burzy" weryfikuje te mocarstwowe zapowiedzi prezesa — zbudowanie takiej armii w najbliższych latach nie jest możliwe. Głośna konferencja Kaczyńskiego z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem na temat trzykrotnego zwiększenia liczby żołnierzy ma jednak kilka konkretnych skutków już teraz. Przede wszystkim zarządzanie kryzysowe od straży pożarnej mają przejąć Wojska Obrony Terytorialnej. To się nie podoba opozycji, która podejrzewa, że w razie problemów wewnątrz kraju — choćby rozszerzenia stanu wyjątkowego — do akcji wkroczą żołnierze tej formacji, nad którą piecze trzyma PiS. Inny skutek jest czysto polityczny. Kaczyński wzmacniając armię, wzmacnia Błaszczaka. A odchodząc z rządu czyni go swym naturalnym następcą jako wicepremiera od bezpieczeństwa. W obozie władzy spekuluje się nawet, że Błaszczak gra o premierostwo, bo akcje i wpływy Mateusza Morawieckiego lecą na łeb na szyję. „Stan po Burzy" przygląda się fenomenowi Błaszczaka jako wzorca pisowca idealnego, który w całym swym życiu pofolgował sobie dwa razy: gdy kupił poloneza i kiedy zapuścił wąsy. Błaszczak byłby premierem z punktu widzenia Kaczyńskiego znacznie bezpieczniejszym, bo — w odróżnieniu od Morawieckiego — nie dorobił się milionów jako bankier, nie ciągną się za nim finansowe interesy na nieruchomościach, nie ma intercyzy z żoną i nie pisał kompromitujących maili. Właśnie maile między Morawieckim, jego zaufanym szefem Kancelarii Premiera Michałem Dworczykiem oraz gronem ich doradców od wizerunku, cynicznych analityków i oddanych klakierów są coraz większym kłopotem dla całego rządu. W najnowszych przeciekach możemy poczytać o karierze antyunijnej i prorosyjskiej asystentki Dworczyka Olgi Semeniuk, która szukając pracy po przegranych wyborach zażądała stanowiska wiceministra — i je dostała. Tak, to ta sama Semeniuk, którą Morawiecki z Dworczykiem rzucili właśnie na odcinek podboju kosmosu. Z maili wynika także, że w 2020 r. przed rekonstrukcją rządu Dworczyk weryfikował lojalność wiceministrów. Semeniuk rzecz jasna ten test zdała, ale kilkoro innych polityków PiS — nie. Nie spełnili wyśrubowanych standardów szefa Kancelarii Premiera, który w ocenie ich oddania wobec Morawieckiego i siebie kierował się starą sprawdzoną zasadą, wygrawerowaną na sztyletach Waffen SS: „Moim honorem jest wierność". Za samo odwoływanie się do zbrodniczej organizacji, która mordowała Polaków, Dworczyk powinien zostać wyrzucony z rządu. Ale PiS woli udawać, że nic się nie stało. „Stan po Burzy" pochyla się nad kondycją psychiczną Dworczyka i pyta polityków PiS, którzy mają usta pełen patriotycznych frazesów: nie wstyd wam? O ile Kaczyński ma coraz więcej problemów ze swą partią, to Donalda Tusk krok po kroku konsoliduje Platformę. Jego najnowszy plan to przejęcie osobistej kontroli nad opozycyjnym Senatem. W tym celu Tusk chce się pozbyć marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego i powołać na marszałka swego wieloletniego znajomego z Gdańska Sławomira Rybickiego. W tym celu Tusk chce zmusić Grodzkiego do zrzeczenia się immunitetu w śledztwie CBA dotyczącym rzekomej korupcji, której miał się dopuszczać jako lekarz. Grodzki nie chce o tym słyszeć, bo wie, że kontrolowane przez PiS służby tylko czekają, by postawić mu zarzuty — a wówczas na pewno będzie musiał zrezygnować z kontroli nad Senatem. Marszałek ma wsparcie PSL, które nie chce, by Senatem kierował kolega Tuska, bo inne partie opozycji nie będą mieć nic do powiedzenia. I tak już dziś szef PO krótko trzyma liderów opozycji. W wywiadzie dla Onetu Tusk zapowiedział chociażby, że nie widzi Lewicy w projekcie jednoczenia opozycji, bo uważa, że formacja Czarzastego, Biedronia i Zandberga to potencjalni sojusznicy PiS. Tusk, który jest objęty kilkoma śledztwami prokuratorskimi, powiedział także, że nie obawia się zatrzymania przed wyborami. – Niech spróbują mnie zamknąć – stwierdził. Zadeklarował także, że w razie zwycięstwa opozycji w wyborach zagłosuje za Trybunałem Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego, poprze także usunięcie z urzędu prezydenta Andrzeja Dudy. O tym wszystkim opowiedzą Państwu w najnowszym wydaniu swego słuchowiska politycznego Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Oct 30, 20211h 12m

S1 Ep 112#112 - Kaczyński rejteruje przed Unią. Morawiecki is coming to his end. A koledzy Ziobry postradali zmysły

Premier miał rzucić Unię na kolana, a sam dostał łupnia od europosłów. Podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim Mateusz Morawiecki przekonywał, że ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego, odrzucający unijny porządek prawny, nie oznacza Polexitu. Premier był twardy jak stal: „Odrzucam język gróźb, pogróżek i wymuszeń. Nie zgadzam się na to, żeby politycy szantażowali i straszyli Polskę" — grzmiał tak głośno, by jego słowa ze Strasburga słychać było aż na Żoliborzu. Jest szansa, że Jarosław Kaczyński wysłuchał zadziornego wystąpienia premiera. No może drugiej połowy — tej po 10.00 rano, kiedy prezes zaczyna dzień. Debata w Europarlamencie stała się symbolicznym symbolem klęski premiera. W 2018 r. Morawiecki obejmował rząd z misją poprawy stosunków z Brukselą, które poprzednia szefowa rządu Beata Szydło zostawiła w fatalnym stanie. Po 3,5 roku jest nie lepiej, tylko znacznie gorzej, a Morawiecki zmuszony jest w Strasburgu udawać twardziela ze stali, bo na krajowym rynku za unijne klęski atakuje go Zbigniew Ziobro, zwolennik agresywnej separacji z Brukselą. „Stan po Burzy" analizuje, kto poparł Morawieckiego podczas debaty w Parlamencie Europejskim i wychodzi nam jedno: premier podąża ścieżką przetartą już przez Ziobrę kilka lat temu: sojuszy z kompletnymi świrami europejskiej polityki, z których część zasysa ruble ze Wschodu. Kaczyński udzielił Morawieckiemu wsparcia w swym stylu — przed debatą postanowił zaszantażować Unię. Zapowiedział, że jest gotowy zreorganizować strukturę sądów, co daje mu prawo do odsyłania sędziów w stan spoczynku. Dał w ten sposób Unii wybór: albo odczepicie się od naszych zmian w sądach albo wyrzucimy wszystkich niepokornych sędziów. „Stan po Burzy" wykazuje, że to tylko prężenie przez Kaczyńskiego wątłych muskułów, bo PiS nie ma dziś politycznej siły, by zburzyć sądy. Zwracamy też uwagę, że głośno krzycząc o wrogim Polsce Trybunale Sprawiedliwości UE, Kaczyński półgębkiem przyznaje, że będzie się musiał podporządkować jego decyzjom — choćby w sprawie kar finansowych za Turów, czy likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która została stworzona przez PiS, by ścigać sędziów. Współautorka „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska dostarcza najnowszych plotek personalnych z obozu władzy — podobno Kaczyński rozważa wymianę Morawieckiego na Błaszczaka i może usunąć swego niedawnego pupila Obajtka. A drugi współautor Andrzej Stankiewicz ujawnia więzienny gryps, który posłużył szefowi NIK Marianowi Banasiowi do zjednoczenia całej opozycji w żądaniu stworzenia komisji śledczej przeciwko Ziobrze.

Oct 23, 20211h 6m

S1 Ep 111#111 - Kaczyński szantażowany przez „zbielaninę". Tusk uwierzył w przyspieszone wybory. A Banaś przygotowuje się na aresztowanie

Właściwie to powinniśmy stanąć na baczność, ogłaszając tę informację: oto Jarosław Kaczyński zapowiedział rezygnację ze stanowiska wicepremiera do spraw bezpieczeństwa. Wszystkich, którzy poczuli lęk spieszymy pocieszyć — Kaczyński jako zwierzchnik aparatu bezpieczeństwa i tak niewiele robił, więc jego dymisja nic w naszym bezpieczeństwie nie zmieni. Jako członek rządu Kaczyński osiągnął jedno — przyhamował publiczne pranie brudów między Zbigniewem Ziobrą, a Mateuszem Morawieckim. Ale nie ma mowy o zawieszeniu broni: Morawiecki wciąż podejrzewa, że Ziobro zbiera biznesowe haki na niego i jego żonę. W tym sensie rządowa misja Kaczyńskiego jest sukcesem jedynie doraźnym. Odejście Kaczyńskiego wpisuje się w planowaną, przeciągającą się rekonstrukcję rządu. W mijającym tygodniu autorzy „Stanu po Burzy" poznali kolejne planowane zmiany, których mianownik jest taki sam: z rządu i spółek skarbu odejdą ludzie Morawieckiego, co dowodzi, że rekonstrukcja ma na celu m.in. osłabienie premiera. Morawiecki już stracił perłę w swej biznesowej koronie — kontrolę nad największym bankiem w Polsce, państwowym PKO BP. To zmiana wręcz kopernikańska — ludzie premiera kierowali tym kolosem od ponad dekady. Tak, tak — także w czasach Platformy, bo Morawiecki jako doradca premiera Donalda Tuska miał wówczas wpływ na obsadę spółek skarbu. Dziś udaje, że tego nie pamięta. Ale nie tylko Ziobro ma dobrą pamięć — „Stan po Burzy" także. Z drugiej jednak strony odejście Kaczyńskiego z rządu to sygnał, że chce się on skupić na partii. Ta nagła roszada podsyca plotki o tym, że prezes przygotowuje PiS na przyspieszone wybory. Podczas niedawnego, zamkniętego posiedzenia klubu Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk przyznał, że po raz pierwszy na poważnie zakłada, że Kaczyński rozwiąże Sejm i w kwietniu lub maju dojdzie do wyborów. Prezes PiS cieszy się chwilową ulgą. Za dużą cenę — rozdając posady ministrów i posady w państwowych instytucjach — kupił sobie poparcie małych partii w Sejmie, dzięki czemu odzyskał arytmetyczną większość. Najwięcej zapłacił formacji zwanej złośliwie „zbielaniną". Nazwa nie jest przypadkowa. To zbieranina posłów z rożnych formacji, kierowana przez Adama Bielana. Szantażowali Kaczyńskiego tak skutecznie, że musiał specjalnie dla nich reaktywować Ministerstwo Sportu — w ten sposób za limuzyny i gabinety „zbielaniny" zapłacimy my wszyscy. Sojusz PiS i „zbielaniny" martwi Mariana Banasia. Szefa NIK obawia się, że mając znów większość w Sejmie, Kaczyński uchyli mu immunitet i wsadzi za kraty. Dlatego Banaś przygotowuje kanonadę wymierzoną w PiS. Oj, będzie się działo — zapowiadają autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Oct 16, 202151 min

S1 Ep 110#110 - Przyłębska wyrasta na prawniczy autorytet w Europie. Dworczyk wydaje zaskórniaki na półskórki. A Kaczyński dokupił sobie posłów

Trybunał Konstytucyjny składający się niemal wyłącznie z nominatów PiS uznał, że polskie prawo jest dla dla niego ważniejsze od prawa europejskiego. Jest oczywiste, że Julia Przyłębska wykonała rozkaz, który dostała z centrali PiS — to cały przepis na jej karierę. Czyżby orzeczeniem TK Jarosław Kaczyński chciał jasno pokazać, że będzie robił co mu się podoba i nie zamierza ulegać Unii? Być może. Ale może być też tak, że orzeczenie Przyłębskiej to zasłona dymna, prężenie przez PiS muskułów na użytek własnego elektoratu. Po cichu bowiem przygotowywane są projekty ustępstw wobec Brukseli. Często się zdarza tak, że kiedy obóz władzy zamierza zrejterować — przed Unią, Ameryką czy Izraelem — wcześniej robi raban. Dokładnie tak dzieje w kwestii uchwał anty-LGBT, z których teraz kontrolowane przez PiS samorządy po cichu się wycofują — bez tego także kasa unijna byłaby zagrożona. Choć pani Julia powtarza, iż dokonała przełomowego, kopernikańskiego wręcz odkrycia, uznając, że polska Konstytucja ma wyższość nad prawem UE, to „Stan po Burzy" wie, że pani prezes tak się tylko przekomarza. Wszak takie przełomowe orzeczenie zapadło już w 2005 r., przyjął je Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem prof. Marka Safjana, znienawidzonego dziś przez PiS sędziego TSUE. W tym sensie Przyłębska tylko udaje, że zajmowała się wyższością Konstytucji nad unijnymi Traktatami. Wszystko po to, by ułatwić PiS sprzedanie swemu elektoratowi tej podlanej bielą i czerwienią opowieści, że polska Konstytucja jest najważniejsza. Rzeczywiste intencje są inne — jej salonowy towarzysz Jarosław Kaczyński kazał TK przyjąć orzeczenie, umożliwiające podważanie decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE, które są nie na rękę PiS. Chodzi głównie o obsadę krajowych sądów, do których PiS wstawia swoich ludzi, na co TSUE się nie godzi. Czemu więc Przyłębska ściemnia, że bada unijne traktaty pod kątem zgodności z polską Konstytucją, podczas gdy chce zablokować wyroki TSUE? To proste — bo zgodnie z Konstytucją — Trybunał nie może kwestionować orzeczeń TSUE. Biel i czerwień — swoisty patriotyczny szantaż — to zresztą częsta metoda stosowana przez PiS i wewnątrz PiS. Wydawca Adam Borowski — kumpel szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka — słynie z tego, że publikuje albumy o historii Polski. Dużo orłów, bieli i czerwieni, ciężkich okuć i półskórków, czyli skórzanych grzbietów — polski patriota musi to kupić. Niestety, albo w Polsce brakuje patriotów, albo albumy są słabe — nikt nie chce ich kupować. Borowski postanowił się więc zwrócić się z pomocą do Dworczyka, naciskając na kupno przez Kancelarię Premiera albumu "Niepodległa 1918" — Dworczyk wysupłał 80 tys. zł. Borowski ma prosty patent na biznes. Wyciąga od państwa za darmo materiały archiwalne, potem je oprawia w skóry oraz graweruje — i sprzedaje państwu to, co od niego dostał. Borowski został zdemaskowany w mailach Dworczyka, które wyciekają od miesięcy. Sytuacja jest dla PiS coraz trudniejsza, dlatego Dworczyk był kandydatem do dymisji. Ale choć w najbliższych dniach dojdzie do rekonstrukcji rządu, to szef Kancelarii Premiera może spać spokojnie. W swym słuchowisku politycznym „Stan po Burzy" Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu ujawniają, kto wejdzie do rządu oraz kto dołączy do PiS.

Oct 9, 20211h 12m

S1 Ep 109#109 - „Stan po Burzy" nurkuje w szambie z Kamińskim i Błaszczakiem. Czyta raport Jakiego, którego sam Jaki nie przeczytał. I radzi, co wpisać do CV, by dostać robotę w spółkach skarbu

Dwaj najważniejsi ministrowie odpowiedzialni za nasze bezpieczeństwo — szef MSWiA Mariusz Kamiński oraz minister obrony Mariusz Błaszczak — zorganizowali efektowną konferencję prasową. Otóż postanowili w przystępny sposób pokazać nam, że imigranci, którzy próbują się nielegalnie dostać do Polski są dewiantami seksualnymi, zoofilami i pedofilami, ewentualnie terrorystami, a najlepszym razie — mieszkali w Rosji. Zaiste, Putin z Łukaszenką organizując szmugiel ludzi z Bliskiego Wschodu do Polski musieli rozpisać specyficzny casting. Musieli być przy okazji skrajnymi idiotami, wysyłając na teren Unii ludzi, którzy takie materiały mają lub kiedykolwiek mieli w telefonach. Błaszczak z Kamińskim zmuszają nas do obrzydliwej egzegezy — skąd pochodzą materiały i czy naprawdę są na nich złapani w Polsce uchodźcy, jak wrzeszczy rządowa propaganda. Dlatego „Stan po Burzy" czuje, jakby nurkował w szambie z Kamińskim i Błaszczakiem. Egzegeza to w tym wydaniu „Stanu po Burzy" słowo klucz. Mamy wrażenie, że nikt poważnie nie potraktował raportu gwiazdora Solidarnej Polski, europosła Patryka Jakiego. A to błąd. Doktor więziennictwa dowodzi w nim autorytatywnie, iż Polska straciła na członkostwie w Unii Europejskiej lekko licząc pół biliona złotych. PÓŁ BILIONA. Czytamy raport Jakiego z podziałem na role, by w finale dowiedzieć się, że Jaki nie tylko go nie napisał, ale nawet nie przeczytał. Niestety, mimo to wiarygodność tych obliczeń nie rośnie. Bo sprawdziliśmy, kto raport naprawdę napisał. Jest w tym duecie odwieczny, twardy przeciwnik Unii, jest i specjalista od ryzyka w budowlance oraz religijnego męczeństwa. „Stan po Burzy" ma też swoją działkę w projekcie „Partia i Spółki" — to głośna egzegeza politycznego nepotyzmu w państwowych firmach. Uzbrojeni w wiedzę wyniesioną z tego projektu radzimy: chcesz zarobić miliony, zapisz się do PiS.

Oct 2, 20211h 1m

S1 Ep 108#108 - Dokąd wy teraz biedacy — ministrowie, wiceministrowie, posłowie — pójdziecie się razem gorzałki napić? No i gdzie się wysikacie?

Po imprezowych wyczynach swoich podwładnych Donald Tusk wpadł w szał. Pijący z ministrami PiS posłowie Platformy Borys Budka, Sławomir Neumann i Tomasz Siemoniak mogą nawet stracić stanowiska w kierownictwie partii. Tusk chce pokazać wyborcom opozycji, że walka z PiS toczy się na poważnie, że nie stanowi marnego teatru, w którego kulisach gorzałka towarzyszy wspólnej zabawie. Tusk dodatkowo upokorzył imprezowiczów, sugerując, że przed egzekucją ocaliła ich jego teściowa. Były szef Platformy Budka, były minister obrony Siemoniak i były szef klubu PO Neumann zbawieni przez teściową Tuska — to dodatkowa groteska tej sytuacji. Prezydent Andrzej Duda też ma niełatwo. Pojechał do USA na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ i nie spotkał się tam z Joe Bidenem. Ten brak dwustronnych spotkań zaczyna być dla Dudy coraz bardziej poniżający. Duda spotkał się za to w Ameryce z prezydentem Mongolii, Uchnaagijnem Churelsuchem. Podkreślał wagę stosunków z Mongolią i rzucił brawurowy pomysł ich zacieśnienia. Brak spotkań Dudy w Białym Domu przypomina sytuację z 2018 roku. Wówczas Zjednoczona Prawica uchwaliła kontrowersyjną ustawę o IPN — ci, którzy pomawiali naród polski lub państwo polskie o współodpowiedzialność za zbrodnie niemieckie z czasów II wojny światowej, mieli być ścigani na całym świecie. Amerykanie zareagowali bardzo ostro, uznając, że stoi za tym plan uderzenia w badaczy Holokaustu. Dziennikarze Onetu napisali serię tekstów, pokazując, że USA wprowadziły nieformalne sankcje wobec Dudy. Z notatki polskiej ambasady w USA wynikało, że do czasu uchylenia ustawy o IPN prezydent miał zakaz spotkań w Białym Domu. Obóz władzy brutalnie zaatakował naszych dziennikarzy. Politycy PiS twierdzili, że taki dokument w ogóle nie istnieje. Andrzej Stankiewicz trafił w mijającym tygodniu przed oblicze prokuratora. Po 3 latach okazało się, że trwa tajne śledztwo w sprawie wycieku dokumentów, które zdaniem polityków PiS nigdy nie istniały. Oczywiście, wszystkie opisane przez Onet materiały są w aktach. Stankiewicz nazwisko po nazwisku wymienia polityków PiS, którzy w 2018 r. zaprzeczali istnieniu opisywanych przez Onet dokumentów. I nazwisko po nazwisku nazywa ich kłamcami. O tym wszystkim posłuchają Państwo w najnowszym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan po Burzy", które wraz z Andrzejem Stankiewiczem prowadzi Agnieszka Burzyńska, dziennikarka „Faktu".

Sep 25, 20211h 8m

S1 Ep 107#107 - Jak ona się wkradła w łaski prezesa Kaczyńskiego? Dzięki wyciekowi e-maili konszachty Julii Przyłębskiej z PiS zostały obnażone

Działała w Socjalistycznym Związku Studentów Polskich, jej mąż został zarejestrowany przez bezpiekę jako TW „Wolfgang", zaś jej ojciec był wieloletnim działaczem PZPR. Julia Przyłębska brawurowo wtargnęła na salony, gdy PiS doszło do władzy w 2015 r. Od tego momentu jako szefowa Trybunału Konstytucyjnego robi wszystko to, czego oczekuje od niej prezes Kaczyński. Szef PiS jest tak kontent z jej zapału, że dopuścił ją do swego rachitycznego kręgu towarzyskiego, zwąc swym „odkryciem" i wychwalając talenty kulinarne. Przyłębska przez lata przekonywała, że jest całkowicie niezależną szefową TK. Jednak kolejny wyciek maili szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka pokazuje, że pani Julia znajduje się w — jak to zostało ujęte — „naszym obozie". Pani Julio, to koniec wieku udawanej niewinności! Przyłębska ma szczególną rolę w obozie władzy także dlatego, że to w jej sejfie leży wniosek PiS o nadanie polskim ustawom prymatu nad prawem unijnym. Z tego powodu Bruksela wstrzymuje wypłatę miliardów euro przeznaczonych na pomoc po pandemii — chodzi o Krajowy Plan Odbudowy. Jeśli pani Julia z „naszego obozu" uzna wyższość ustaw „naszego obozu" nad prawem unijnym i w dodatku jako szefowa TK będzie potem te ustawy interpretować w zależności od potrzeb szefa „naszego obozu" Jarosława Kaczyńskiego, to „nasz obóz" będzie mógł robić, co chce — a Bruksela nie ma zamiaru tego finansować. Na razie odkrywca pani Julii w swym stylu miota gromy pod adresem UE, zwłaszcza, że po powrocie z urlopu ma na to dużo siły. Ale to tylko gra pozorów. Bo po cichu szef PiS kombinuje, jak złagodzić konflikt z UE, by dostać upragnioną kasę — bez niej nie będzie Polskiego Ładu, a dalsze rządy „naszego obozu" będą zagrożone. Doszło już nawet do tego, że odpowiedzialny za Krajowy Plan Odbudowy minister Waldemar Buda z PiS naciska na samorządy kontrolowane przez PiS, by wycofały się z uchwał anty-LGBT, bo bez tego nie będzie kasy. Cóż za pragmatyzm władz PiS, które wcześniej inspirowały przyjmowanie takich uchwał. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Sep 18, 202156 min

S1 Ep 106#106 - Rzecznik prezydenta wybiera się do Orlenu. To gra o milionową gażę

Kolejni współpracownicy chcą opuścić Andrzeja Dudę. Prezydencki minister Adam Kwiatkowski zostanie ambasadorem w Watykanie, pozbawiając tym samym wieloletnich marzeń Beatę Kempę, która pragnęła reprezentować Polskę przy papieżu. Ale jeszcze bardziej sensacyjny transfer szykuje prezydencki rzecznik Błażej Spychalski, który intensywnie zabiega o posadę w zarządzie Orlenu. Płaca - około miliona złotych rocznie. Spychalski mógłby się dzięki temu odkuć po finansowym poście u boku Andrzeja Dudy. Więcej zarabiał nawet jako szef wodociągów w Tomaszowie Mazowieckim. Rekonstrukcja w Kancelarii Prezydenta wyprzedziła planowaną wcześniej rekonstrukcję rządu. To dlatego, że prezes Jarosław Kaczyński ma dziś na głowie większy problem, niż wymiana ministrów. Oto Komisja Europejska wstrzymała środki pomocowe dla rządu PiS przeznaczone na odbudowę kraju po pandemii. To jedyny zrozumiały dla PiS - bo niebezpieczny politycznie i gospodarczo - środek nacisku ze strony Brukseli. Czy Kaczyński, który dramatycznie potrzebuje pieniędzy, pójdzie na kompromis z Unią? Na razie prezes PiS spuścił ze smyczy swe polityczne ratlerki, które obszczekują Unię i próbują ją kąsać. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska i Andrzej Stankiewicz z lubością analizują rodowody owych prezesowskich pupili. Oj, będzie się działo

Sep 12, 202157 min

S1 Ep 105#105 -Rząd straszy imigrantami i Putinem. Stan wyjątkowy ma poprawić notowania PiS

W czwartek wieczorem w Dzienniku Ustaw opublikowane zostało rozporządzenie rządu w sprawie ograniczeń wolności i praw w związku w wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Obostrzenia obejmują 183 miejscowości przy granicy polsko-białoruskiej. Rząd zabronił wjazdu na ten teren i ograniczył dostęp do informacji o działaniach służb. Zakazał też „utrwalania, nagrywania i fotografowania obiektów i obszarów obejmujących infrastrukturę graniczną, w tym również wizerunku funkcjonariuszy Straży Granicznej, policji i żołnierzy". Wyrzuceni zostali dziennikarze, działacze organizacji pozarządowych, prawnicy i wszyscy ci, którzy interesowali się sytuacją imigrantów na granicy polsko-białoruskiej. Tą jedną decyzją rząd pozbył się politycznego kłopotu. Choć PiS co do zasady zyskuje na antyimigracyjnej retoryce, to akurat obrazki tej jednej, nielicznej grupki uchodźców — głodnych i zziębniętych — stanowiły dla władzy coraz poważniejszy problem wizerunkowy. Żeby rozwiązać ten problem, rząd sięgnął po rozwiązania radykalne — właśnie wprowadzenie stanu wyjątkowego. Pretekstem są planowane rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe. Szkopuł w tym, że Putin z Łukaszenką regularnie, co roku musztrują przy naszych granicach swe oddziały. I nigdy dotąd żaden rząd, w tym rząd PiS, nie urządzał z tego powodu alarmu. Bardziej więc chodzi o uchodźców, nie zaś o spadkobierców Armii Czerwonej. Symptomatyczne jest zresztą to, że w rozporządzeniu o stanie wyjątkowym o wschodnich manewrach nie ma ani słowa. To, że chodzi przede wszystkim o ukrycie imigracyjnego kłopotu, potwierdzają pierwsze działania władz — dwóch dziennikarzy Onetu już dostało zarzuty za relacjonowanie sytuacji imigracyjnej na pograniczu. Rząd PiS chce wyrzucić media z terenu objętego stanem wyjątkowym, choć przecież nawet wojny są przez dziennikarzy relacjonowane. Biorąc pod uwagę sytuację w kraju, w kompletną próżnię trafił Campus Polska Przyszłości, który w Olsztynie zorganizował Rafał Trzaskowski. Gdy PiS elektryzuje opinię publiczną wizją tabunów nieprzewidywalnych imigrantów i ruskich tanków pod naszą granicą, goście Trzaskowskiego debatowali o związkach partnerskich i pozbawianiu Kościoła przywilejów. Wynik tego korespondencyjnego pojedynku może być tylko jeden — to PiS uchodzi za formację twardo stąpającą po ziemi, a Platforma za lekkoduchów. Rząd umiejętnie kreuje atmosferę strachu i jednocześnie prezentuje się jako gwarant bezpieczeństwa. Ten stary jak świat polityczny trik działa — sondaże pokazują, że większość Polaków popiera działania rządu w sprawie imigrantów, a krytykuje przygraniczne happeningi opozycji. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Sep 4, 202148 min