PLAY PODCASTS
Stan Wyjątkowy

Stan Wyjątkowy

307 episodes — Page 6 of 7

S1 Ep 139#139 - Kuzyn Kaczyńskiego chce być prezesem NBP. Trzaskowski podgryza Tuska. Najważniejszy agent w PiS powraca

Niemal rok po powrocie Donalda Tuska do Platformy, przyczajony dotąd Rafał Trzaskowski przystępuje do walki o władzę po stronie opozycji. Prezydent stolicy ogłosi w najbliższych dniach, że latem ponownie zorganizuje w Olsztynie swój Campus Polska Przyszłości — to zlot tych, którzy w Trzaskowskim, a nie w Tusku, widzą nadzieję opozycji. Rok temu Trzaskowski przytłoczony powrotem Tuska zaprosił go na Campus na szczególnych zasadach — jako gwiazdę. Tym razem tak nie będzie. Jednocześnie Trzaskowski chce ściągnąć do Olsztyna liderów innych partii opozycyjnych, by pokazać, że to on, a nie Tusk, ma szansę zbudować szerokie porozumienie opozycji przed wyborami parlamentarnymi. Rok temu Trzaskowski był zaskoczony nagłym powrotem Tuska, który z dnia na dzień odebrał mu szansę na przejęcie władzy w obozie liberalno-lewicowym. Teraz prezydent stolicy chce politycznie zmartwychwstać, bo widzi na to szansę. Co prawda Tusk ustabilizował notowania Platformy, ale sam jego powrót nie wywindował partii na szczyty sondaży. W tej sytuacji Trzaskowski wysyła do Tuska jednoznaczny sygnał: „Podziel się ze mną władzą, bo sam nie dajesz rady". Szkopuł w tym, że cała biografia polityczna Tuska pokazuje, że akurat władzą dzielić się nie lubi. Takich problemów nie ma Jarosław Kaczyński — jego pozycji w partii nie zagraża. Ale to nie znaczy, że szef PiS może spać spokojnie. Ma duży kłopot — nie jest w stanie zebrać większości w Sejmie, by po raz drugi obsadzić swego druha Adama Glapińskiego na fotelu prezesa NBP. A bez podporządkowanego partii szefa narodowego banku, Kaczyński nie będzie w stanie prowadzić swej brawurowej polityki gospodarczej w czasach kryzysu. W obozie władzy pojawiają się kolejni kandydaci, którzy — licząc na porażkę Glapińskiego — marzą, by go zastąpić. W ostatnich dniach dołki pod Glapińskim intensywnie kopie Marek Dietl, kończący kadencję szefa kontrolowanej przez państwo Giełdy Papierów Wartościowych. Na pierwszy rzut oka, nie ma szans na prezesurę NBP — jest uważany za liberała, co nie wróży mu szans w PiS. Ale z drugiej strony w obozie władzy kolportowana jest informacja, że jest dalekim kuzynem Kaczyńskiego, a to zwiększa jego szanse na karierę — nawet jeśli pokrewieństwo jest piątą wodą po kisielu. Czy wygra sentyment do odległej rodziny, czy lojalność wobec partyjnego towarzysza? Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) analizując działania Kaczyńskiego, stawiają na to drugie. Kaczyński lubi się opierać na sprawdzonych towarzyszach, nawet jeśli mają wyraźne skazy. Wszak właśnie do obozu władzy powraca Kazimierz Kujda, wieloletni prezes spółki Srebrna, która stanowi gospodarcze zaplecze PiS. Kujda wypadł z obiegu ponad 3 lata temu, kiedy w tajnych archiwach odnalazła się jego teczka tajnego współpracownika komunistycznej bezpieki TW „Ryszard". Dziś Kaczyńskiemu teczka Kujdy już nie przeszkadza — „srebrny" towarzysz dostał po cichu posadę eksperta w rządzie. A może poza partyjną lojalnością stoi za tym coś jeszcze?

May 7, 20221h 14m

S1 Ep 138#138 - Kaczyński pozywa Tuska. Bank Morawieckiego na liście płac rosyjskiego oligarchy

Dyktator Rosji Władimir Putin odciął Polsce dostawy gazu. Formalnie dlatego, że nie chcemy płacić za dostawy w rublach — to jego najnowsze żądanie obmyślone tak, aby kraje UE same złamały sankcje finansowe, które nałożyły na Rosję po ataku na Ukrainę. Ale to tylko pretekst. Uderzenie w Polskę to zemsta za to, że nasz kraj jest najbardziej zaangażowany w pomoc dla Ukraińców — właśnie przekazaliśmy im ponad 200 czołgów. Rząd uspokaja, że odcięcie gazu nie jest dla Polski groźne. Że poradzimy sobie bez gazu z Rosji, bo i tak z końcem roku zamierzaliśmy się rozstać z Gazpromem, który sprzedając gaz Europie, zarabia dla Putina pieniądze na wojnę. „Stan po Burzy" popierając rozwód z rosyjskimi surowcami, pokazuje, że nie jest to takie proste. Nie byliśmy gotowi na zakręcenie kurka z dnia na dzień. Dlatego dziś brakuje nam gazu i musimy go kupować za granicą — głównie w Niemczech. A gaz w Niemczech to głównie gaz rosyjski, który trafia tam przez znienawidzony w Polsce gazociąg Nord Stream 1 po dnie Bałtyku. Będziemy więc nadal kupować rosyjski gaz, tyle, że dopłacimy niemiecką prowizję. Będzie drożej, może nawet bardzo drogo — musimy być na to przygotowani. Polski rząd namawiając inne kraje UE do zaostrzenia sankcji wobec Rosji, sam nie był wcale taki wyrywny. Dopiero w mijającym tygodniu szef MSWiA Mariusz Kamiński przedstawił pierwszą listę rosyjskich oligarchów, którzy zostali objęci w Polsce sankcjami. Na liście znalazł się m.in. Wiaczesław Mosze Kantor, nadworny oligarcha Putina, który dekadę temu próbował wrogo przejąć największe w Polsce zakłady produkcji nawozów — kontrolowane przez państwo Azoty Tarnów. To dałoby mu kontrolę nad polskim rynkiem żywności, jako że nawozy azotowe to podstawa produkcji rolnej. Im droższe nawozy, tym droższa żywność. Jak Kantor mógłby manipulować cenami jedzenia? Wystarczyłoby, aby jego patron Putin rozhuśtał ceny gazu, bo gaz to główny koszt przy produkcji nawozów. Atak Kantora wspierał Aleksander Kwaśniewski i jego ludzie na lewicy, lobbując za sprzedażą Azotów na szczytach rządzącej wówczas Platformy — w tym u Donalda Tuska. Dla firmy Kantora przy tej transakcji pracował dom maklerski banku BZ WBK — bankiem tym kierował wówczas Mateusz Morawiecki, który w tym czasie także kręcił się w otoczeniu Tuska. Na szczęście rząd PO-PSL zablokował atak Kantora przeprowadzany za pośrednictwem BZ WBK — ale to nie była łatwa operacja. Do dziś firma Kantora ma udziały w polskich zakładach azotowych, ale nie jest ich większościowym udziałowcem — za co dodatkową, sutą prowizję miał obiecany dom maklerski banku Morawieckiego. „Stan po Burzy" nie rozumie, czemu Kantor został objęty przez polski rząd sankcjami dopiero teraz, trzy tygodnie po tym, jak znalazł się na unijnej liście sankcyjnej. Rząd podtrzymuje swą wolę sprzedaży części Rafinerii Lotos węgierskiemu, państwowemu koncernowi paliwowemu MOL — mimo, że wojna pokazała, iż węgierskie władze pozostają w ścisłej zależności biznesowej od Rosjan. Władze PiS zostały za to zaatakowane przez Donalda Tuska. Jednocześnie szef Platformy zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu, że „twierdzi, że w USA sfałszowano wybory". Szef PiS pozwał za to Tuska, a zatem zamiast przedwyborczej debaty liderów dwóch największych formacji, będziemy świadkami ich procesu. Twórcy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) sprawdzają, co naprawdę powiedział Kaczyński — i zastanawiają się, czy Tusk celowo przekręcił jego słowa. Na pewno pozew oznacza koniec udawania przez Kaczyńskiego, że Tusk jest powietrzem — a taka była linia szefa PiS, odkąd lider PO wrócił do kraju. Czy właśnie to chciał osiągnąć Tusk, prowokując Kaczyńskiego?

Apr 30, 20221h 20m

S1 Ep 137#137 - Tajna imprezownia Przyłębskiej i PiS. Kasjer może pogrążyć Ziobrę. Putin rozbija Konfederację

Na naszych oczach szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska wznosi się na wyżyny swego prawniczego kunsztu. Niestety, nie jest to kunszt wykorzystywany do obrony wartości zapisanych w Konstytucji. Chodzi o kasę, a konkretnie — o kasę Przyłębskiej. „Stan po Burzy" ujawnia kulisy koronkowej operacji, którą Przyłębska prowadzi od półtora roku po to, aby ukryć swój majątek. Właśnie po raz pierwszy w historii oświadczenie majątkowe Przyłębskiej zostało utajnione, choć jeszcze rok temu było jawne. Co wartego ukrycia przybyło jej w ciągu roku? Według ustaleń autorów „Stanu po Burzy" Agnieszki Burzyńskiej („Fakt") oraz Andrzeja Stankiewicza (Onet.pl), Przyłębska kupiła dom pod Warszawą, w którym regularnie imprezuje z politykami PiS i zaufanymi sędziami Trybunału Konstytucyjnego, w tym Krystyną Pawłowicz. Czemu chce go ukryć? Ano dlatego, że jednocześnie dysponuje apartamentem w Warszawie, wynajętym za publiczne pieniądze. Gdyby wyszło na jaw, że ma dom 20 minut jazdy (służbowym autem z ochroną) od centrum stolicy, a jednocześnie płacimy grube pieniądze za wynajem jej apartamentu w centrum, to zostałoby to źle odebrane. Wszak idąc do władzy PiS deklarował skromność, a nie łapczywość. A zatem lepiej podmiejską chałupę ukryć — kluczowa w tej operacji jest „kaskadowa" interpretacja prawa, która posłużyła do tego, by ustawowo jawne oświadczenie majątkowe Przyłębskiej ukryć przed naszym oburzeniem. Wiele do ukrycia ma także Zbigniew Ziobro. Piętą achillesową jego partii Solidarna Polska są finanse. Dekadę temu, gdy Ziobro odszedł z PiS i założył swoje ugrupowanie, systematycznie doił Parlament Europejski, finansując z unijnych środków działalność partyjną. Szkopuł w tym, że to nielegalne. Nielegalne jest także wpłacanie pieniędzy na partię przez podstawionych ludzi. A tak się składa, że na Solidarną Polskę płaciły zaskakująco sowicie rodziny założycieli partii, czyli Ziobry, ale także Jacka Kurskiego, Tadeusza Cymańskiego i — co kluczowe — Jacka Włosowicza, który przez lata był skarbnikiem ziobrystów. Faworytką „Stanu po Burzy" jest 20-letnia wówczas córka Kurskiego, która przed eurowyborami w 2014 r. dokonała trzech przelewów na 42 tys. zł. Ale hojni byli także teściowie Ziobry — wiarę w partię zięcia wycenili na niemal 140 tys. zł. W tej sytuacji brawurowym posunięciem jest to, że Ziobro właśnie wyrzucił z partii Włosowicza, który finansowo spinał działalności Solidarnej Polski. Autorów „Stanu po Burzy" bardzo bawi oficjalna wersja — że to za niepłacenie składek. Ha, ha, ha. Wszak w trudnych czasach na partię Ziobry płacił cały klan Włosowiczów, w tym 70-letni rodzice skarbnika, mieszkańcy kieleckiego blokowiska. Choć ziobryści rozpuszczają plotki, że Włosowicz spiskuje z Szymonem Hołownią, to tak naprawdę jego wiedza jest najbardziej użyteczna dla PiS. Znajomość słabych punktów inżynierii finansowej Solidarnej Polski może ułatwić PiS poskromienie Ziobry, który stał się ostatnio wyjątkowo narowisty. Włosowicz już zresztą wysyła sygnały w kierunku PiS. Emocje buzują także w Konfederacji, która — zgodnie z tradycją narodowej prawicy — zaczęła się kłócić i wewnętrznie dzielić. Z jednej strony konfederatów intensywnie atakuje opłacany przez PiS lider Marszu Niepodległości Robert Bąkiewicz — to jasne, że Bąkiewicz jest narzędziem obozu władzy, wynajętym, by odbijać narodowo-prawicowych wyborców. Z drugiej strony formację podzieliły proputinowskie i — jak mówi się w Konfederacji — „lekko pedofilskie" wypowiedzi Janusza Korwin-Mikkego. W efekcie z frakcją JKM wewnątrz Konfederacji rozstało się trzech posłów, ale to nie zakończyło prania brudów. Najnowszy spór dotyczy tego, czy Putina można nazywać „zbrodniarzem wojennym" — czego zakazał Korwin-Mikke. Trwa ujawnianie wewnętrznych maili, pojawiają się zarzuty o dywersję, wróciła nawet kłótnia o wybory prezydenckie. „Stan po Burzy" rozmawiał z politykami Konfederacji z różnych jej frakcji. Czy to początek końca tego projektu politycznego?

Apr 23, 202259 min

S1 Ep 136#136 - Kaczyński chce wsadzić Tuska do więzienia. Macierewicz bezcześci ofiary Smoleńska. Glapiński może stracić luksusowe życie na nasz koszt

Po wprowadzeniu w partii i państwie doktryny o zamachu w Smoleńsku szef PiS Jarosław Kaczyński idzie dalej. Domaga się postawienia przed sądem Donalda Tuska i innych polityków PO, którzy rządzili, gdy doszło do katastrofy, w której zginął jego brat. Nie chodzi jednak wyłącznie o odpowiedzialność ówczesnego rządu za organizację wylotu do Smoleńska. Chodzi o znacznie więcej. „To, że cała ta akcja po Smoleńsku była w istocie wielkim dziełem agentury rosyjskiej, że wywołano nienawiść do ludzi, którzy zginęli w tragicznej katastrofie, że przedtem wywołano nienawiść do człowieka, który reprezentował w sposób naprawdę bardzo poważny i najbardziej właściwy z możliwych polskie interesy, to wskazuje, że ta agentura była i sądzę, że dalej jest w Polsce bardzo potężna" — mówi Kaczyński. Smoleńska radykalizacja szefa PiS otworzyła Antoniemu Macierewiczowi drogę do powrotu z wygnania. Dziś czołowi politycy PiS składają hołd raportowi jego podkomisji, który Kaczyński uznał za idealny opis zamachu. Robi to każdy, kto chce dalej coś znaczyć w obozie władzy — na czele z premierem, który na smoleńskich miesięcznicach zaczął się pojawiać dopiero po tym, gdy w 2015 r. PiS wygrało wybory, a on sam wszedł do rządu. „Możemy utrzymać naszą narodową jedność i przyznać, że Rosjanie są zdolni do wszystkiego, zdolni także do takiej zbrodni, o której ciężko było wcześniej pomyśleć. A dzisiaj podkomisja zebrała na to wystarczająco dużo dowodów, żeby okazało się to niestety prawdą" — stwierdził premier. Morawiecki — wzorem Kaczyńskiego — ostro atakuje Tuska. Zarzuca mu, że to przez niego, „wrak do Polski nie trafił, śledztwo zostało przekazane w ręce tych, którym zależało na ukryciu prawdziwych przyczyn". „Stan po Burzy" przypomina Morawieckiemu, że tuż przed Smoleńskiem został doradcą Tuska. I pytamy: Panie Premierze, a co Pan zrobił, żeby odwieść Tuska od błędnych decyzji w sprawie Smoleńska, od oddania wraku, od „przekazania śledztwa"? Miał pan na to całe 2 lata, bo był pan doradcą Tuska do 2012 r. Dokładnie w tym samym czasie Antoni Macierewicz przedstawił swój pierwszy raport, w którym dowodził, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Dziś Macierewicz znów szokuje. Nie kolejnym raportem o zamachu — bo publikuje mniej więcej jeden rocznie — ale tym, co umieścił w jego załącznikach. Bo w załącznikach znalazł się dokument z bardzo drastycznymi zdjęciami ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, w tym Lecha Kaczyńskiego. Macierewicz przeprosił, ale w swoim stylu — atakując jednocześnie wszystkich krytyków raportu. „Stan po Burzy" sprawdza, czy rzeczywiście zdjęcia mogły zostać opublikowane bez wiedzy Macierewicza, jak twierdzi on sam. Mamy poważne wątpliwości, bo to Macierewicz nakazał odtajnienie owego dokumentu — znajdującego się w załącznikach raportu — w którym znajdują się drastyczne fotografie. Zrobił to na kilkanaście dni przed publikacją swego raportu. Mamy uwierzyć, że odtajnił coś, czego nie chciał publikować?

Apr 16, 20221h 21m

S1 Ep 135#135 - Kaczyński odgraża się Putinowi. Morawiecki i Macron się wyzywają. A Kurski adoruje Macierewicza

Wojna w Ukrainie nie zmieniła polityki europejskiej Jarosława Kaczyńskiego. Mijający tydzień dobitnie pokazał, że szef PiS zamierza walczyć na dwa fronty — i z Moskwą i z Brukselą. Z jednej strony Kaczyński wciąż podtrzymuje swój pomysł wysłania na Ukrainę wojsk NATO jako sił rozjemczych, ale gotowych walczyć. Z kim walczyć? To oczywiste — z Rosjanami. Nie ma się co dziwić, że pomysł szefa PiS został całkowicie storpedowany przez kraje NATO na czele z Amerykanami, które — choć w większości gotowe dostarczać Ukrainie broń — chcą uniknąć ryzyka otwartego starcia z Rosją. Z drugiej strony i Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki intensyfikują ataki na Unię Europejską i duże kraje Zachodu, głównie Niemcy i Francję. Szef PiS atakuje unijne instytucje, które naliczają Polsce kary finansowe i nie chcą uruchomić pieniędzy na realizację Krajowego Planu Odbudowy. Kaczyński uderza coraz brutalniej — zarzuca instytucjom Unii „nienawistny antypolonizm", zaś zachodnim politykom — że są skorumpowani przez Putina. Jego tropem idzie Morawiecki. Premier zaatakował przywódców Niemiec i Francji za — jak to określił — „negocjowanie ze zbrodniarzem" Putinem. „Negocjowalibyście z Hitlerem, ze Stalinem, z Pol Potem?" — pytał Morawiecki. W odpowiedzi prezydent Emmanuel Macron nazwał go antysemitą i zarzucił mieszanie się w wybory prezydenckie we Francji. Co dadzą takie starcia PiS z krajami Unii? „Stan po Burzy" uważa, że nic — poza zaognieniem relacji wewnątrz UE. W sytuacji, gdy Polska potrzebuje wsparcia dla swych postulatów wprowadzenia embarga na surowce energetyczne z Rosji, rząd powinien się skupić na zakulisowych negocjacjach z kluczowymi graczami w Unii. Zamiast tego prezes i premier wygłaszają szantaże moralne wobec krajów Zachodu. Choć stoją za tym moralne racje, to publiczne ataki nie pomogą skłonić Niemców czy Francuzów do poparcia pełnych sankcji. To raczej dowód na polityczną słabość rządu wewnątrz UE, niż na jego siłę. „Stan po Burzy" dokonuje egzegezy najnowszych wywiadów Kaczyńskiego i pokazuje przykłady jego zaostrzającej się antyunijnej polityki. Przy okazji Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) zauważają wyraźną zmianę w retoryce Kaczyńskiego. Prezes PiS odcina się od niedawnych sojuszników Marine Le Pen oraz Viktora Orbana, który proputinizm został potwierdzony przez wojnę w Ukrainie. Nie ma się jednak co przywiązywać do pohukiwań prezesa pod ich adresem — Kaczyński potrzebuje sojuszników do walki z Brukselą, więc szybko może wrócić do antyunijnego sojuszu z Francuzką i Węgrem. W przeszłości już nie raz źle o nich mówił, by potem się na nowo do nich przytulać. W związku z rocznicą Smoleńska Kaczyński nie tylko odgrzewa i wynosi do rangi państwowej doktryny teorie zamachowe. Prezes mówi wprost, że decyzja o zabiciu jego brata musiała zapaść na Kremlu i odgraża się Putinowi. Ale jednocześnie przyznaje, że nie ma na to dowodów — co oznacza, że jego teoria nigdy nie zostanie zweryfikowana przez wymiar sprawiedliwości. Kaczyński raz twierdzi, że do zamachu przekonują go dokumenty prokuratorskie, a innym razem — że raport podkomisji Antoniego Macierewicza. Według informacji „Stanu po Burzy" prawdą jest to drugie. Teorie zamachowe Macierewicza czekały kilka ładnych lat na ten moment, gdy Kaczyński zdecyduje się je poprzeć. Dziś Macierewicza obłaskawia nawet szef TVP Jacek Kurski, który w przeszłości naśmiewał się z jego teorii i wycinał go z pisowskiej telewizji.

Apr 9, 20221h 8m

S1 Ep 134#134 - Kaczyński reaktywuje Macierewicza. Ziobro uderza w Dudę

Ponad 4 lata spędził w politycznej zamrażarce Antoni Macierewicz. Jeszcze rok temu, gdy przy okazji rocznicy Smoleńska, chciał zaprezentować swój kolejny zamachowy raport, dostał partyjny zakaz z samej góry — od pierwszego żałobnika Jarosława Kaczyńskiego. Macierewicza i jego wybuchowych teorii miały dość rodziny smoleńskie, a nawet część ekspertów jego podkomisji, którzy wprost odmówili podpisania się pod kolejnym raportem. W tej sytuacji Macierewicz opublikował swój raport po cichu, jesienią minionego roku — niemal nikt się tym nie zainteresował. Atak Putina na Ukrainę i bestialstwa rosyjskich żołdaków wszystko zmieniły. Prezes Kaczyński na nowo zaczął lansować teorię zamachu w Smoleńsku — jego zdaniem zbrodnie Putina w Ukrainie dowodzą, że ponad dekadę wcześniej był w stanie zlecić mord polskiego prezydenta. To wymarzona sytuacja dla Macierewicza, który triumfalnie wraca z politycznej emerytury. Według informacji „Stanu po Burzy", Macierewicz jest coraz częściej widywany w gabinecie Kaczyńskiego w Kancelarii Premiera. Kaczyński opowiada w wywiadach dla prorządowych mediów o tym, że pojawiły się dokumenty jednoznacznie potwierdzające zamach. Jednak według informacji Agnieszki Burzyńskiej („Fakt") oraz Andrzeja Stankiewicza (Onet.pl), głównym dokumentem stał się dla Kaczyńskiego ów zapomniany ubiegłoroczny raport Macierewicza, którego publikacji nie chciały rodziny smoleńskie, niektórzy członkowie podkomisji, a także sam Kaczyński. To pokazuje zasadniczą zmianę w smoleńskiej polityce szefa PiS. O Smoleńsku na razie milczy prezydent Andrzej Duda, który w momencie katastrofy był ministrem Lecha Kaczyńskiego. Duda także przez lata lansował teorię zamachu, by zaraz po objęciu prezydentury wzywać do narodowego pojednania w tej kwestii — za co zresztą zbeształ go szef PiS. Dla Dudy temat Smoleńska jest dziś niewygodny, bo prezydent próbuje się odkleić od radykalnej linii politycznej PiS. Duda jednoznacznie stawia na sojusz z USA, podczas gdy Kaczyński zachowuje duży dystans wobec prezydenta Joe Bidena. Prezydent stara się także załagodzić spór o sądownictwo z Brukselą, by uruchomić miliardy euro pomocy wstrzymywane dziś ze względu na „reformy" wymiaru sprawiedliwości autorstwa swego dawnego patrona Zbigniewa Ziobry. Duda przedstawił swą wersję zmian w sądownictwie, która jest gestem wobec UE — tyle, że Ziobro ani myśli jej poprzeć i otwarcie atakuje prezydenta. Co w tej sytuacji zrobi Kaczyński?

Apr 2, 202243 min

S1 Ep 133#133 - Gwarancje Bidena dla Polski. Kaczyński wierzy, że Putin zabił jego brata. Morawiecki wyrzuca z rządu swego konkurenta

Atak Rosji na Ukrainę stał się dla PiS okazją do całkowitego przebudowania polityki. Ale ci, którzy sądzą, że Jarosław Kaczyński zacznie stawiać na zgodę narodową i zrezygnuje z wojenek z Unią Europejską — głęboko się mylą. Jest dokładnie odwrotnie. Po kilkunastodniowej nieobecności na początku wojny, Kaczyński wrócił z przytupem: w serii wywiadów i wypowiedzi publicznych jeszcze zaostrzył retorykę. Wobec opozycji próbuje stosować szantaż. Pod pretekstem wojny chce wymusić zmiany w Konstytucji, obsadzając niechętną zmianom opozycję w roli pomagierów Putina, odpowiedzialnych za śmierć kobiet i dzieci na Ukrainie. Kaczyński twierdzi, że bez zmiany Konstytucji nie będzie w stanie zbudować silnej armii i zabrać ulokowanych w Polsce majątków rosyjskich oligarchów. „Stan po Burzy" z dużym zdumieniem obserwuje nowe wcielenie prezesa — jako strażnika Konstytucji. Podpowiadamy, że szybciej będzie, jeśli Kaczyński pozostanie przy swej dotychczasowej metodzie konstytucyjnej — czyli biesiadach z szefową Trybunału Konstytucyjnego Julią Przyłębską. Przy pierogach zwanych przed wojną ruskimi, ewentualnie przy barszczu ukraińskim, zapewne udałoby się im ustalić odpowiednią interpretację Konstytucji, tak aby można było budować armię i puścić oligarchów w skarpetkach. Prezesie, umów się — prosimy — z panią Julią. Czas goni. W relacjach z Unią także na razie bez przełomu — kontrolowany przez Kaczyńskiego Sejm niespiesznie pracuje nad projektami zmian w sądownictwie, które są warunkiem wypłaty przez Brukselę pieniędzy na Krajowy Plan Odbudowy, czyli program inwestycji gospodarczych po pandemii. Na razie głośniej niż o miliardach na KPO jest o konflikcie w rządzie, który dotyczy rozmów z Unią. Premier Mateusz Morawiecki wykorzystał pretekst, aby wyrzucić ministra rozwoju Piotra Nowaka, który publicznie powiedział, że lobbuje w Brukseli za pieniędzmi z KPO. Czy dymisja ministra, który chce pomóc rządowi jest logiczna? Na pierwszy rzut oka nie. No chyba, że minister nazywany jest „Morawieckim 2.0" i stanowi konkurencję dla premiera. Ale konflikt jest poważniejszy. Bo za Nowakiem stoi silny wicepremier Jacek Sasin — i ta dymisja to cios, którym Morawiecki odpowiada na ataki, które go spotykały w ostatnim czasie ze strony Sasina. Sasin to dawny minister Lecha Kaczyńskiego, który wkradł się w łaski jego brata po Smoleńsku — także dlatego, że zawsze publicznie wspierał teorie zamachowe. Tegoroczna rocznica katastrofy smoleńskiej, która przypada za kilkanaście dni, będzie wyjątkowa. Ponieważ Putin okazał się łajdakiem gotowym do ludobójstwa, spiskowe teorie zaczynają wracać. Oficjalnie poparł je Jarosław Kaczyński, który oznajmił: „Przez te lata, mając osobiste przekonanie, że doszło do zbrodni, zamachu, nie mogłem jednak tego wszystkiego złożyć w pewną całość. Mówię od strony technicznej — jak dokonano tego wszystkiego, co wiąże się z zamontowaniem jakiś środków wybuchowych w samolocie, w jaki sposób to zostało odpalone, dlaczego ten samolot zaczął opadać i w końcu jak to było z tym rozerwaniem samolotu, dlaczego ciała zostały rozerwane w ten sposób. Dzisiaj mogę powiedzieć, że te wszystkie pytania uzyskały odpowiedź i to zostało ujęte w pełnym dokumencie, który mam nadzieję niedługo stanie się elementem publicznej debaty". Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) zauważają, że w obliczu wojny na Ukrainie władza zastawia konstytucyjne pułapki na opozycję, nie mamy ministra finansów i ministra rozwoju, a już niedługo teorie zamachowe na nowo podzielą społeczeństwo. W tej sytuacji dobrze, że do Polski przyjechał prezydent USA Joe Biden i powtórzył gwarancje bezpieczeństwa, które daje nam NATO. No i dobrze, że — przynajmniej na razie — Kaczyński przestał atakować Amerykę.

Mar 26, 20221h 9m

S1 Ep 132#132 - Kulisy wojennej wyprawy Kaczyńskiego. PiS chce spacyfikować opozycję. Konfederacja przeciw Ukraińcom

Wzorem swego brata, Jarosław Kaczyński wybrał się z misją do kraju zaatakowanego przez putinowską Rosję. W wyprawie szefa PiS do Kijowa pobrzmiewały takie same wątki, co podczas wojennej wyprawy Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi w 2008 r. — wezwanie zachodniego świata, głównie NATO, do twardej odpowiedzi Kremlowi. Ale czym miałaby być ta odpowiedź? Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) analizują pomysł, który Kaczyński przedstawił na spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim — chodzi o misję pokojową NATO, która "będzie w stanie się obronić". Ta analiza prowadzi do jednoznacznych wniosków: Kaczyński oczekuje zbrojnego zaangażowania się NATO w wojnę w Ukrainie. Prezes PiS co prawda mówi o siłach pokojowych, ale NATO nigdy nie pełniło takiej roli — siły pokojowe autoryzuje Organizacja Narodów Zjednoczonych, co w tym przypadku nie jest możliwe, bo Rosja blokuje wszelkie decyzje Rady Bezpieczeństwa ONZ. Kaczyński musi sobie zdawać sprawę, że nawet gdyby NATO weszło do Ukrainy — same sobie nadając status np. sił stabilizacyjnych — to Rosja może to uznać za włączenie się w wojnę. Co się stanie, jeśli dojdzie do ataku rosyjskiej armii na siły NATO? Otwarty konflikt zawiśnie w powietrzu. Dlatego też przedstawiciele władz USA i szefostwa NATO szybko odcięli się od propozycji Kaczyńskiego, mówiąc wprost, że na wojnę z Rosją się nie piszą. Zdaniem autorów „Stanu po Burzy" to pokazuje jasno różnicę perspektyw. Kaczyński zakłada, że starcie Rosji z NATO jest nieuniknione i wolałby do niego doprowadzić już teraz — na terenie Ukrainy, gdy Rosja jest osłabiona przedłużającą się wojną. Waszyngton i Bruksela — ale także Berlin i Paryż — sądzą inaczej. Ich zdaniem Rosja nie zdecyduje się na atak na jakikolwiek kraj NATO, więc wystarczy wzmacniać obecność militarną wschodniej flanki sojuszu. Choć więc wojenny wyjazd Kaczyńskiego z premierami Polski, Czech i Słowenii był pięknym gestem wsparcia dla walczących Ukraińców, to politycznie ani militarnie sytuacji nie poprawił. Próbując organizować wsparcie dla Ukraińców, szef PiS nie zapomina o krajowym podwórku. Licząc na wojenną poprawę sondaży i kalkulując przyspieszone wybory, obóz władzy jeszcze bardziej przykręca śrubę opozycji. Rządowa telewizja już wprost oskarża Platformę o wieloletnią współpracę z Kremlem — na antenie TVP padają nawet zarzuty o to, że Donald Tusk spiskował z Putinem w sprawie zamordowania Lecha Kaczyńskiego. Ale licząc na pacyfikację opozycji PiS się może przeliczyć — zagrożeniem dla rządów Kaczyńskiego staje się Konfederacja. Formacja Bosaka, Brauna i Korwin-Mikkego zaczyna grać wątkami antyukraińskimi i antyimigracyjnymi, krytykując PiS za pomoc socjalną oferowaną uchodźcom. Konfederaci liczą na to, że za kilka miesięcy pomocowy entuzjazm Polaków wobec Ukraińców ustąpi miejsca frustracji i napięciom narodowościowym. I że PiS za to słono zapłaci.

Mar 19, 20221h 10m

S1 Ep 131#131 - Spór o Migi-29 dla Ukrainy. Prezydent wybija się na niepodległość. Gdzie jest prezes?

Po niemal 7 latach prezydentury Andrzej Duda wybija się na niepodległość. Od momentu ataku Rosji na Ukrainę to prezydent odgrywa pierwsze skrzypce w kontaktach z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim oraz sojusznikami z NATO. Kluczowe są dobre relacje Dudy z Ameryką — prezydent ostatnie miesiące przed wojną poświęcił na nawiązanie poprawnych stosunków z ekipą nowego prezydenta Joe Bidena. To odróżnia Dudę od szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który w tym czasie intensywnie forsował „lex TVN", czyli przepisy, które miały na celu wyrzucenie Amerykanów z telewizji TVN. Jedyny zgrzyt między ludźmi Dudy a współpracownikami Bidena dotyczył przekazania Ukrainie polskich Migów-29, które miały ułatwić walkę powietrzną z Rosją. „Stan po Burzy" ujawnia kulisy tej sprawy — kluczowe były obawy polskich władz, że oddanie samolotów Ukrainie narazi nasz kraj na rewanż ze strony Rosji. Wygląda na to, że pomysł ten — ku rozpaczy Zełenskiego — całkowicie już upadł. W odróżnieniu od prezydenta, który zajmuje się kontaktami z Ukraińcami i NATO oraz premiera, który lobbuje wewnątrz Unii Europejskiej za ostrą polityką wobec Rosji, prezes PiS jest od początku wybuchu wojny prawie niewidoczny. Ale nie oznacza to wygaszenia sporów politycznych. Już ruszyło wzajemne oskarżanie się przez PiS i Platformę o współodpowiedzialność za błędną politykę wobec Putina, a co za tym idzie — za wybuch wojny. Polityczny konflikt narasta także wokół sposobu, w jaki rząd radzi sobie z gigantyczną falą uchodźców, która płynie z Ukrainy. W dodatku do przepisów o przyjmowaniu uchodźców, PiS po cichu chciał wpisać bezkarność za naruszanie prawa podczas pandemii — co opozycja uważa za próbę zwolnienia z odpowiedzialności premiera i jego ludzi. Na szczęście wzmacnianie bezpieczeństwa Polski jest niezależne od wojny PiS i Platformy. Atak na Ukrainę spowodował natychmiastowe zwiększenie liczby żołnierzy NATO w Polsce. Według informacji „Stanu po Burzy" to dopiero początek.

Mar 12, 20221h 18m

S1 Ep 130#130 - W Ukrainie trwa „wojna zastępcza" Rosji z NATO. Sojusznicy PiS marionetkami Putina

Maski opadły. Dziś — gdy rosyjskie tanki najeżdżają Ukrainę, gdy bombardowane są miasta, gdy giną cywile — dokładnie widać, którzy politycy Europie są sojusznikami Władimira Putina. Niestety, na czele putinowskiego pochodu cyników podążają premier Węgier Viktor Orbán oraz liderka francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen — nie tak dawno obwołani przez PiS głównymi sojusznikami Polski. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu zachodzą w głowę, jak w ogóle mogło do tego sojuszu dojść. Przecież dziś widać, że patron PiS Lech Kaczyński miał całkowitą rację, przestrzegając latami przed agresywną polityką Putina — w 2008 r. podczas ataku na Gruzję przewidział, że następna będzie Ukraina. Mimo to po dojściu do władzy w 2015 roku jego brat Jarosław Kaczyński rozpoczął intensywną współpracę z proputinowskim Orbánem, a w ostatnich miesiącach dołożył sojusz z finansową przez rosyjskie banki Le Pen. Szef PiS machnął ręką na ich wschodnie sympatię — potrzebował obojga jako sojuszników w wojnie z Unią Europejską. Podejmował Orbána oraz Le Pen w Polsce w grudniu minionego roku, już gdy miał na stole przekazane polskim władzom przez Amerykanów materiały wywiadowcze ostrzegające, że Putin zaatakuje Ukrainę. Mimo takiego gigantycznego zagrożenia, Kaczyński w najlepsze biesiadował z putinistami i zajmował się nie wojną Rosji z Ukrainą, tylko własną wojną z Unią. Co się stało, gdy doszło do ataku na Ukrainę? Pal licho, że Kaczyński na tydzień zniknął. Ważniejsze jest to, że odpór Putinowi daje ta znienawidzona przez PiS Bruksela, zaś sojusznicy PiS z Budapesztu i Paryża szukają usprawiedliwienia dla agresji. Autorzy „Stanu po Burzy" podkreślają, ze historia dzieje się na naszych oczach — i są to bolesne obrazy. Z jednej strony trwa atak Rosji na Ukrainę — i nie wiadomo, jak długo potrawa ten konflikt, ile istnień pochłonie i czym się skończy. Z drugiej strony już wiemy, że przestała istnieć jakakolwiek, nawet niewielka autonomia Białorusi. Państwo Łukaszenki to dziś moskiewska kolonia z rosyjskimi wojskami, które z terenu Białorusi atakują Ukraińców. W dodatku białoruski dyktator pod lufami rosyjskich tanków przeprowadził referendum w sprawie broni jądrowej, którego wynik jest groźny dla Polski. Referendum było rzecz jasna nieuczciwe i nielegalne, ale jego rezultat obowiązuje — Łukaszenka może rozlokować rosyjskie rakiety z ładunkami nuklearnymi na terenie Białorusi. Może być zmuszony to zrobić. Tym mocniej należy trzymać kciuki za Ukraińców, którzy dziś walczą za wolność swej ojczyzny i możliwość przystąpienia do Unii Europejskiej. Autorzy „Stanu po Burzy" pokazują, jak od niemal dwóch dekad rośnie znaczenie członkostwa w Unii dla Ukraińców, zwłaszcza młodych. Jakby nie patrzeć to lekcja dla PiS, które w członkostwie w UE dopatruje się zagrożenia dla suwerenności. Ukraińcy sądzą dokładnie odwrotnie — że członkostwo w UE zapewni im suwerenność. I płacą za to konkretną cenę — cenę krwi. W tym kontekście wszystkie wojny PiS z Unią przez ostatnie lata wydają się miałkie, krótkowzroczne i po prostu głupie. Widać wyraźnie, że atak Rosji na Ukrainę przebudził Unię. Po raz pierwszy w swej historii poza pieniędzmi i pomocą humanitarną, Bruksela wyśle w rejon konfliktu broń — i jest to rzecz jasna broń dla zaatakowanych Ukraińców. Biorąc pod uwagę, że broń na Ukrainę dostarcza także wiele krajów NATO, wniosek jest jeden. NATO i Unia wspierając Ukrainę stały się nieformalną stroną w konflikcie zbrojnym, który określany jest jako „wojna zastępcza" — w którym dwie strony starcia walczą za sobą pośrednio. Ale wojna Rosji z NATO i Unią mrozi krew w żyłach nawet jeśli jest „zastępcza".

Mar 3, 20221h 23m

S1 Ep 129Władimir Putin — tak Zachód stworzył potwora

A więc wojna. Widać wyraźnie, że wkraczający w jesień życia 70-letni Władimir Putin przystępuje do finalizacji swego rozpisanego na ponad dwie dekady planu. Było w nim zapisane długie uwodzenie Zachodniej Europy i USA co do demokratycznego charakteru kremlowskiej ekipy. Uwodzeniu przez Putina polityków Zachodu towarzyszyło kuszenie europejskich i amerykańskich koncernów współpracą i krociowymi zyskami w Rosji. Wiele z nich — paliwowych, elektronicznych, chemicznych, spożywczych, motoryzacyjnych — uległo. A to duże koncerny, ze znaczną siłą polityczną we własnych krajach — w ich interesie przez ostatnie lata leżało przekonywanie własnych rządów, że Rosja to normalny, miłujący pokój kraj. Ten alians przebiegłego Putina z zachłannym Zachodem zaowocował dwoma Gazociągami Północnymi z Rosji do Niemiec, ułożonymi przez Putina tylko po to, aby móc odciąć od gazu Europę Środkowo-Wschodnią, którą chce odzyskać, by wskrzesić ZSRR. Putin złożył Niemcom seksowną ofertę: staną się gazowym centrum Europy, kupując bez pośredników tani rosyjski gaz i sprzedając go po zachodnich cenach wewnątrz UE. To wystarczyło, by Berlin na wszystkie defekty cara patrzył od lat przez palce. W efekcie w naszym regionie dziś drogi są dwie: albo budowanie własnej niezależności energetycznej (co robią polskie władze) albo wasalne podporządkowanie się gazrurkom Putina (co wybrał choćby wódz Węgier). W przestrzeni poradzieckiej jest jeszcze gorzej: szantażem gazowym Putin może zmieść Łukaszenkę i zamrozić Ukrainę — nawet jeśli jej nie podbije nowoczesnymi tankami, które zbudował za pieniądze, które Europa mu płaci za paliwa. W specjalnym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan po Burzy" jego autorzy Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) pokazują mechanizmy, które doprowadziły Demokratyczny Świat do przymykania oczu na kolejne ekscesy Putina i jego żołdaków: zabijanie niewinnych ludzi, trucie opozycjonistów, mordowanie dziennikarzy, wojny, cyberataki. Dzięki głupocie i krótkowzroczności zachodnich liderów, Putin kupił czas i mógł przez ponad dwie dekady swych rządów unowocześnić armię, a każda mała wojna — jak interwencja w Gruzji czy zajęcie Krymu, efektownie zlekceważone przez Zachód — była dla niego ćwiczebnym poligonem. Po wciągnięciu we współpracę firm z Zachodu i uwiedzeniu niektórych jego przywódców (wszak każdy kolejny amerykański prezydent wierzył na początku swych rządów w reset w relacjach z Rosją), po opleceniu Unii siecią zależności gospodarczych, dziś Putin jest gotowy do finalizacji swego planu: przejmowania siłą terytoriów, które uważa za należne Rosji. W tej chwili Ukraina jest jego głównym celem. Ale czy ostatnim? Putin wierzy, że Zachód — przez dwie dekady uwodzony i opleciony — nie jest już w stanie interweniować, gdyż ma zbyt dużo do stracenia: biznesy w Rosji, tani gaz, no i pokój — bo któreż z zachodnich społeczeństw jest gotowe na wojnę o daleki Kijów? Na razie Zachód swą biernością to potwierdza.

Feb 25, 20221h 22m

S1 Ep 128#128 - Kaczyński tropi dywersantów w PiS, a Ziobro chce zablokować pieniądze z Unii

Szef PiS Jarosław Kaczyński rozpoczyna swą ulubioną grę — tropi dywersantów i sabotażystów we własnym obozie. Tym razem chodzi o niegodziwców, którzy pod okiem prezesa, potajemnie, wysadzili w powietrze Polski Ład. Program gospodarczy PiS był — jak wiadomo — skończoną doskonałością, bo pieczę nad nim sprawował sam prezes. W tej sytuacji nie mogło się okazać, że błędy Polskiego Ładu są efektem nonszalancji i niekompetencji Kaczyńskiego i jego ludzi. O nie. Skoro realizacja światłej myśli gospodarczej i społecznej prezesa napotkała na tak wielkie rafy, znak to niechybny, iż stoją za tym właśnie dywersanci i sabotażyści wewnątrz PiS oraz rządu. Kaczyński zachował się więc zgodnie ze swoją starą zasadą: zarządził polowanie na ukrytych wrogów w obozie władzy. Od ich namierzenia i unicestwienia zależy powodzenie rządu, PiS i — nie wahajmy się tego powiedzieć — los Polski. Na Kaczyńskiego dybią w dodatku także źli ludzie w Unii Europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał właśnie orzeczenie, zgodnie z którym Bruksela może wstrzymywać wypłatę środków europejskich dla Polski, jeśli PiS nie osuszy swej zabagnionej tzw. „reformy sądownictwa" — hybrydowego produktu sądopodobnego, wypieczonego pospołu przez prezydenta Dudę i ministra Ziobrę. Duda pod wpływem groźnych pohukiwań Putina zaczyna być pragmatykiem: postawił na wyciszenie konfliktów z UE. W wyniku poufnych kontaktów z Komisją Europejską i przy wsparciu Amerykanów, Duda zaproponował nowy projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, który ma doprowadzić do odblokowania środków z Unii. Nie wszystko w tej sprawie idzie jednak jak z płatka, bo Duda nie do końca się dogadał z Brukselą i Waszyngtonem — co ujawniają autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl). W dodatku operację Dudy, dla której stara się on pozyskać poparcie Kaczyńskiego, za wszelką cenę stara się zatrzymać minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Czemu? Ano dlatego, że dla Ziobry orzeczenie unijnego Trybunału to fantastyczny polityczny prezent. Wszak premier Morawiecki — zapiekły wróg ziobrystów — przekonywał miesiącami, że osobiście załatwił to, iż Unia nie zablokuje wypłaty pieniędzy dla Polski. Dziś Ziobro może go za to przypiekać na wolnym ogniu. Gdyby Duda — wspierany przez Morawieckiego — dogadał się z Unią i pieniądze popłynęły, to cały plan Ziobry obliczony na upodlenie premiera spaliłby na panewce. Powiedzmy to sobie wprost: w interesie Ziobry leży blokowanie przez Brukselę środków dla Polski, bo każde euro pomocy będzie umacniać Morawieckiego.

Feb 19, 202259 min

S1 Ep 127#127 - W PiS wojna totalna: Duda próbuje ograć Kaczyńskiego, Ziobro pluje na Dudę, Morawiecki warczy na Macierewicza, a Kurski chce zniszczyć Morawieckiego

Prezes Jarosław Kaczyński już nie panuje nad sytuacją w PiS. Skłócony z Kaczyńskim prezydent Andrzej Duda rzuca wyzwanie prezesowi, bo uważa, że Kaczyński obrał szaleńczy kierunek swej polityki względem Unii Europejskiej. Duda zgłasza projekt zmian w Sądzie Najwyższym, który na pierwszy rzut oka jest nielogiczny i bałamutny, ale ma jeden cel: przekonanie Brukseli, że powinna przystąpić do wypłaty środków pomocowych dla Polski. W tej chwili pieniądze te — ponad 50 mld euro — są blokowane ze względu na upór Kaczyńskiego i zagrzewającego go do boju Zbigniewa Ziobrę, którzy nie chcą zlikwidować Izby Dyscyplinarnej, działającej w Sądzie Najwyższym. Unia uważa, że to polityczny sąd do tępienia sędziów krytycznych wobec światłej myśli państwowej duetu Kaczyński&Ziobro. Duda dostał poparcie nie tylko Brukseli, ale także od demokratycznych władz USA, które nie przepadają za Kaczyńskim. Jednocześnie prezydent — do te pory marginalizowany — wszedł w krąg międzynarodowych przywódców, którzy biorą udział w konsultacjach dotyczących agresywnych planów Rosji wobec Ukrainy. Ba, z Dudą spotkali się prezydent Francji i kanclerz Niemiec — szczytu Trójkąta Weimarskiego nie było od 6 lat, bo Berlin i Paryż podchodziły krytycznie do światłej myśli państwowej duetu Kaczyński&Ziobro. Taka wolta Dudy nie mogła ujść płazem — ludzie Ziobry zaatakowali sądowe projekty prezydenta, a najbardziej krewki europoseł Patryk Jaki — doktor nauk więziennych — wprost stwierdził, że Duda to „zdrajca" i żałuje, iż na niego głosował. Dudę wspiera coraz bardziej osamotniony premier. Dla Mateusza Morawieckiego przyjęcie sądowego projektu prezydenta to szansa na wypłatę środków UE — bez tych miliardów sytuacja rządu jest coraz trudniejsza. Nad Morawieckim, zwłaszcza wobec fiaska Polskiego Ładu, zbierają się czarne chmury. Głowami za Polski Ład zapłacili jego ludzie z kierownictwa Ministerstwa Finansów, a i on sam znalazł się na celowniku. Nienawidzący Morawieckiego szef TVP Jacek Kurski po raz pierwszy zaczął w swych programach wprost atakować premiera — wcześniej ważył się jedynie uderzać w ludzi Morawieckiego, choćby robiąc z nich sponsorów prostytucji. Kurski czuje, że może sobie pozwolić na niszczenie Morawieckiego — a to znaczy, że albo ma przyzwolenie Kaczyńskiego, albo już naprawdę nad niczym Kaczyński nie panuje. O tym wszystkim rozmawiają w najnowszym odcinku swego słuchowiska politycznego Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet).

Feb 12, 20221h 10m

S1 Ep 126#126 - Bunt w PiS przeciw Kaczyńskiemu. Prezes wyrzuca ministrów — kto straci stanowisko?

Półtorej setki duszyczek — tylko na tyle posłanek i posłów PiS może liczyć Jarosław Kaczyński. Pokazało to głosowanie w sprawie „lex Kaczyński" — groteskowej ustawy wprowadzającej możliwość donoszenia na osoby odmawiające testów i pozywania je o odszkodowanie. Przepisów forsowanych przez szefa PiS nie poparła aż 1/3 klubu PiS. Czemu Kaczyński osobiście firmował tak głupie przepisy? Wszak musiał wiedzieć, że nie wejdą w życie. W odróżnieniu bowiem od innych rozważanych projektów — choćby prawa pracodawców do sprawdzania szczepień pracowników — „lex Kaczyński" nie miało szans na poparcie opozycji. Obóz władzy kolportuje teorię wedle której Kaczyński chciał raz na zawsze skończyć z pomysłami nowych ustaw covidowych, jednocześnie zdejmując z siebie odpowiedzialność za porażkę w walce z pandemią. W tym sensie tak groteskowa ustawa, którą opozycja musiała odrzucić, miała być pułapką — dzięki temu TVP może atakować liderów PO, Lewicy czy PSL, przekonując, że nie chcą walczyć z pandemią. „Stan po Burzy" nie kupuje tej teorii. Głosowanie „lex Kaczyński" ma bowiem bardzo dużo skutków ubocznych, których dolegliwość dla prezesa PiS przewyższa zyski z opluwania opozycji. Przede wszystkim, widać wyraźnie, że Kaczyński nie ma większości — twardo stoi za nim 150 posłów, a większość niezbędna do rządzenia to minimum 231 posłów. Po wtóre, Kaczyński wzmocnił antyszczepionkowców z PiS, którzy po raz pierwszy w głosowaniu otwarcie stanęli przeciwko niemu — i triumfują, że przegrał. Po trzecie wreszcie, swą odrębność wyraźnie pokazali politycy Solidarnej Polski, którzy prawie w komplecie odmówili poparcia dla projektu prezesa (sam Zbigniew Ziobro wspaniałomyślnie nie wziął udziału w głosowaniu). Jednym słowem — tym jednym głosowaniem Kaczyński stracił nimb wszechmocnego, sprawczego prezesa. A zatem — znów — po co to zrobił? „Stan po Burzy" zwraca uwagę na to, w jakiej sytuacji jest dziś PiS. Klęska „Polskiego Ładu" i planowanie karnych dymisji — posadę straci m. in. minister finansów Tadeusz Kościński. Porażka w walce z COVID-19 — minister zdrowia Adam Niedzielski przygotowuje się do ewakuacji, a jego miejsce może zająć generał lekarz Grzegorz Gielerak, który leczył Kaczyńskiego, jego matkę i pół klubu PiS z rodzinami. Do tego kłopoty z komisją śledczą do spraw Pegasusa — co prawda Paweł Kukiz może doprowadzić do tego, że komisja nigdy nie powstanie, ale kolejne doniesienia o inwigilacji dotyczą samych polityków PiS, a to rozbija partię od środka. Konflikt z prezydentem dzieli rząd — Andrzej Duda przedstawił projekt likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, który popiera premier, ale jest nie na rękę Kaczyńskiemu i wywołał gniewne reakcje Ziobry. Do tego nad obozem władzy wisi widno utraty na trwałe sporej części pomocy z UE — właśnie dlatego, że sądowe hasania Ziobry zostały zakwestionowane przez unijne instytucje. Jednym słowem to czas próby dla PiS, jakiej partia nie była poddana od momentu dojścia do władzy. W tej sytuacji głosowanie nad tak głupią ustawą, jak „lex Kaczyński" logikę zyskuje dopiero, gdy potraktować je jak test. To nie było głosowanie za covidowym donosicielstwem, tylko za dogmatem o nieomylności prezesa. Po tym głosowaniu Kaczyński wie, na kogo może liczyć w krytycznych chwilach — i kogo już nie wystawiać na listy wyborcze. Tak się składa, że kiedy „lex Kaczyński" było głosowane w Sejmie, prezes po cichu stworzył nową strukturę w PiS — w każdym województwie powołał sekretarza, niezależnego od szefa regionu. Sekretarze nie są posłami, to działacze niskiego szczebla, ale wszyscy dobrani pod kątem lojalności — i podlegają bezpośrednio Nowogrodzkiej. W ten sposób Kaczyński ma gwarancję, że w razie buntu liderów regionów czy też szefów powiatów — co się w PiS zdarzało — będzie mógł ręcznie, przez swego sekretarza, stłumić bunt i pozbyć się wichrzycieli. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet) rozmawiają o tym, że „lex Kaczyński" i rewizorzy z Nowogrodzkiej w terenie to przygotowanie partii na ciężki kryzys, a być może także na przyspieszone wybory.

Feb 5, 20221h 13m

S1 Ep 125#125 - Poczet szczepionkowych kłamców. Prezes Kaczyński receptą na pandemię

Premier Mateusz Morawiecki ma nowy pseudonim — „minus 1400". Tak go ponadpartyjnie zwą posłowie, którzy po wejściu w życie Polskiego Ładu dostali przelewy mniejsze o 1400 zł. Szef rządu dramatycznie walczy o to, by zacerować dziury w sztandarowym projekcie podatkowym rządu, który miał zapewnić PiS wieczne rządy, a — jak na razie — grozi utratą rządu. Szef rządu do porządkowania Ładu wysłał do Ministerstwa Finansów swego zaufanego człowieka. Wiceminister Artur Soboń — to już jego piąty resort od dojścia PiS do władzy. „Stan po Burzy" słyszy, że po wejściu do resortu Soboń jest i wstrząśnięty i zmieszany — a to nie jest zapowiedź zakończenia podatkowego kryzysu PiS. Jeśli Państwo też — jak posłowie — dostali po kieszeni, „Stan po Burzy" poleca sztandarową ulgę Polskiego Ładu: ulgę na renowację pałacyku. Po raz kolejny dochodzimy do wniosku, że Daniel Obajtek jest wizjonerem biznesu — on kupował dworki jeszcze zanim stało się to programem PiS. Obóz władzy musi się mierzyć z jeszcze jednym zagrożeniem — utratą większości. Ważą się losy powołania komisji śledczej ds. Pegasusa. Jarosław Kaczyński będzie odwlekał głosowanie, bo już nie tylko sojusznik PiS Paweł Kukiz domaga się powołania komisji. Być może PiS byłoby w stanie wygrać głosowanie z Kukizem wspieranym przez całą opozycję. Ale żeby to osiągnąć, cały sejmowy klub PiS musi być zmobilizowany. A pojawiają się pęknięcia — jednym z inwigilowanych Pegasusem był prawdopodobnie poseł PiS Jak Krzysztof Ardanowski, który stracił posadę ministra rolnictwa, gdy zadarł z Kaczyńskim. Ardanowski i jego 2-3 ludzie mogliby poprzeć komisję — a wtedy PiS przegra. Jako przestrogę PiS podsyca plotki zapowiadające efektowne aresztowania wokół ważnych polityków opozycji (choćby w sprawie rzekomej korupcji marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego), ale i władzy (w tym wśród ludzi Ardanowskiego). Nakazując Morawieckiemu poprawki w Polskim Ładzie i dyscyplinując posłów do odrzucenia komisji śledczej, Kaczyński bierze się także za bary z covidem. „Lex Kaczyński" — tak nazywana ustawa ma być receptą na pandemię. Pokrótce: pracodawcy będą mogli żądać od pracowników wyniku testu. Co wtedy, kiedy pracownik odmówi? Nadal będzie pracować na swym stanowisku. Za to „lex Kaczyński" wprowadza procedurę, wedle której w razie zarażenia innego pracownika, będzie on mógł żądać odszkodowania od swego kolegi, który nie pokazał testu — chodzi o maksymalnie 14 tysięcy złotych. Po drodze będzie pracodawca, wojewoda i sąd administracyjny — to oni będą musieli udowodnić, że człowiek bez testu był chory i zarażał. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska z „Faktu" i Andrzej Stankiewicz z Onetu widzieli wiele głupich ustaw, ale tak głupiej nie widzieli nigdy. W tym wydaniu swego słuchowiska politycznego Burzyńska i Stankiewicz ujawniają także listę szczepionkowych kłamców. Chodzi zarówno o polityków PiS, którzy — wbrew linii rządu — się nie szczepią, skrupulatnie to ukrywając. A z drugiej strony — o tych na prawicy, którzy publicznie atakują szczepienia, a samemu, po cichu, nastawili się do zastrzyków. Prezes Kaczyński jest zaszczepiony, ale w jego otoczeniu jest paru znanych antyszczepów — Jacek Kurski, Antoni Macierewicz, Krystyna Pawłowicz. Jest także najważniejszy polski ksiądz, który otwarcie inspiruje ruchy antyszczepionkowe, a jednocześnie w tajemnicy nakłuwał się maksymalną ilość razy.

Jan 29, 202257 min

S1 Ep 124#124 - Kukiz może pozbawić Kaczyńskiego władzy. Ziobro i Kamiński obnażeni Pegasusem

Widmo komisji śledczej krąży nad obozem władzy. To za sprawą Pawła Kukiza, dla którego może to być najważniejszy koncert w życiu. Podpisując z Kukizem pakt o współpracy, szef PiS Jarosław Kaczyński był przekonany, że kupił jego duszę i głosy jego ludzi za czapkę gruszek — przyjęcie paru niezbyt istotnych projektów ustaw, które nie zagrażają rządom PiS. Ale śpiewając z Kukizem pieśni biesiadne po wielu kieliszkach trunków, Kaczyński nie zdawał sobie sprawy, że rockman ma jeszcze inne pasje. Jedną z nich są służby specjalne. Dlatego gdy na jaw wyszło — co przyznał sam Kaczyński — że władza kupiła superprogram do inwigilacji Pegasus, w Kukizie zawrzało. Postanowił doprowadzić do powstania komisji śledczej, która zbada i Pegasusa i stosowanie podsłuchów za poprzednich rządów. Początkowo politycy opozycji, zwłaszcza posłowie Platformy, wyśmiewali Kukiza, uznając, że działa w cichym porozumieniu z PiS, a komisja śledcza ma służyć ukryciu Pegasusa pod stertą spraw podsłuchowych z czasów rządu Tuska. Ale lider PO szybko pokazał, że znacznie lepiej od swych ludzi rozumie sytuację w obozie władzy — dał zielone światło na poparcie projektu Kukiza. To dlatego, że powołanie komisji śledczej w krótkiej perspektywie doprowadzi do rozpadu paktu Kukiza z Kaczyńskim, przypieczętowanego na śpiewnych biesiadach. To pierwszy zysk opozycji: bez ludzi Kukiza obóz władzy traci większość. A zysk drugi — sejmowa komisja śledcza to potężne narzędzie polityczne, które odpowiednio wykorzystane może wysadzić rząd PiS w powietrze. Kaczyński rozumie te ryzyka, dlatego próbuje przeciągnąć do PiS ludzi Kukiza, szuka także możliwości doprowadzenia do rozłamu w PSL i skaperowania paru ludowców. Kaczyński robi jednocześnie wszystko, aby przejąć władzę w Najwyższej Izby Kontroli. Kierujący NIK zbuntowany pisowiec Marian Banaś ewidentnie stara się pomóc opozycji. W sprawie Pegasusa odtajnia niejawne dokumenty kontrolne, które kompromitują ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. To ich ludzie kupili ten agresywny program do inwigilacji, nieudolnie maskując to, że zakup został dokonany z pieniędzy, które powinny zostać przeznaczone na pomoc ofiarom przestępstw. Na razie dokumenty NIK dostała opozycyjna komisja badająca Pegasusa w Senacie. Senackiej, bezzębnej komisji Kaczyński obawiać się nie musi. Prawdziwe ryzyko to komisja sejmowa, która ma uprawnienia śledcze — tak jak prokuratura. W obliczu buntu Kukiza, Kaczyński próbuje zbudować większość nie tylko do zablokowania takiej komisji, ale także do uchylenia immunitetu Banasiowi. CBA i prokuratura zarzucają szefowi Najwyższej Izby Kontroli ukrywanie majątku, a uchylenie immunitetu Kaczyński chce wykorzystać, by zawiesić Banasia i na czele NIK postawić swego nominata. Komisja śledcza i Banaś — to dla Kaczyńskiego śmiertelnie niebezpieczny tandem.

Jan 22, 20221h 7m

S1 Ep 123#123 - Morawiecki biczowany Polskim Ładem. Z rządu uciekają doradcy od walki z pandemią. Rekonstrukcja wisi w powietrzu

W obozie władzy panika — trwa łatanie dziur w Polskim Ładzie. Partyjna wierchuszka kalkuluje, jakie będą straty sondażowe na tym sztandarowym programie podatkowym, dzięki któremu PiS miało zmieść konkurencję. Na razie obóz władzy zamiata sam siebie. Napięcia w rządzie powodują, że nie wszyscy są szczególnie zmartwieni wtopą Polskiego Ładu. Ręce zaciera Zbigniew Ziobro — stali słuchacze „Stanu po Burzy" znają skalę wylewnych uczuć głównego narodowego prokuratora wobec narodowego premiera. Ale nie tylko w bunkrze Ziobry przy Alejach Ujazdowskich w Warszawie słychać wystrzały korków od szampana. Cieszy się także wicepremier od spółek Jacek Sasin. Nareszcie ma okazję do rewanżu na Morawieckim, który probował go wrobić w odpowiedzialność za naruszanie prawa podczas przygotowań do wyborów korespondencyjnych. Sasin od kilku miesięcy — z błogosławieństwem głównego lokatora partyjnego bunkra przy ulicy Nowogrodzkiej — wycina ludzi Morawieckiego z państwowych społek. Teraz jednak nastąpiła kumulacja w przyduszaniu premiera. Po konfliktach z sasinowcami z grupy PGE odchodzi kuzynka premiera Monika Morawiecka. Jednocześnie Sasin przejął od Morawieckiego kierowanie Komitetem Ekonomicznym Rady Ministrów — w efekcie szef rządu traci kontrolę nad polityką gospodarczą własnego gabinetu. W tle są awantury dotyczące polityki klimatycznej UE, która ma wpływ na rosnące ceny energii. Trwają też spory, jak rozmawiać z Brukselą, która wstrzymuje pomoc finansową dla Polski. Morawiecki chciałby się z Unią dogadać, a Sasin prze do konfrontacji. Jak widać, w nowogrodzkim bunkrze wojna się bardziej podoba. To i tak może nie być koniec przyciskania premiera do ściany. W obozie władzy coraz częściej słychać, że potrzebna jest ucieczka do przodu — chodzi o rekonstrukcję rządu, której głównymi ofiarami staliby się zaufani ludzie szefa rządu: kierownictwo Ministerstwa Finansów, szef kancelarii Michał Dworczyk i minister ds europejskich Konrad Szymański. W mijającym tygodniu Morawiecki dostał dodatkowy wizerunkowy cios — został praktycznie bez doradców antycovidowych, bo zdecydowana większość profesorów z Rady Medycznej przy premierze podała się do dymisji. Tak naprawdę upadek rady był przesądzony od tygodni — PiS, naciskany przez własne zaplecze antyszczepionkowe, całkowicie ignorował obostrzeniowe postulaty medycznych profesorów. Efekty widać gołym okiem — w tym tygodniu przekroczyliśmy granicę 100 tys. ofiar pandemii. W Polsce na COVID-19 umiera rekordowa liczba pacjentów. Kroplą, która przepełniła czarę goryczy epidemiologów, było pobłażliwe potraktowanie przez szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego małopolskiej kurator Barbary Nowak, która oświadczyła, że szczepionki są medycznym eksperymentem. Dymisji Nowak ostro domagało się nawet wielu polityków PiS, na czele z europosłanką Beatą Mazurek, która atakowała ministra edukacji Przemysława Czarnka za brak reakcji na antyszczepionkowe rozprawki Nowak. Może Mazurek atakowała Czarnka, bo wierzy w siłę szczepień? A może dlatego, że jest jej politycznym konkurentem na Lubelszczyźnie i wycina ją z programów regionalnej TVP? Możliwe, choć „Stan po Burzy" przedstawia własną interpretację tych żenujących zdarzeń — w formie pamfletu. Na swe słuchowisko polityczne zapraszają Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Jan 15, 202248 min

S1 Ep 122#122 - Czy Kaczyński obroni nas przed Putinem? Czy Ziobro przebije Morawieckiego osinowym kołkiem? Czy Tusk zjednoczy opozycję?

Na progu nowego roku autorzy słuchowiska „Stan po Burzy" biorą się za polityczne podsumowanie 2021 roku. Agnieszka Burzyńska z „Faktu" i Andrzej Stankiewicz z Onetu przedstawiają swój ranking dziesięciu najważniejszych wydarzeń minionego roku, a przy okazji przypominają także pierwszoplanowych bohaterów ostatnich 12 miesięcy. O roku, uff!

Jan 8, 20221h 12m

S1 Ep 121#121 - Najlepsze momenty - psychoanaliza Pawłowicz, Ziobro sojusznikiem Tuska, łajdactwo Mejzy

W drugiej połowie 2021 roku politycy dostarczyli nam tylu tematów, że zmuszeni byliśmy robić odcinki dłuższe niż zwykle. W tym specjalnym odcinku Stanu po Burzy przypominamy najlepsze fragmenty naszego słuchowiska politycznego. Ziejący do siebie nienawiścią Zbigniew Ziobro i Donald Tusk mają wspólny interes: wziąć PiS w kleszcze. Tusk będzie wykorzystywał antyunijną retorykę ludzi Ziobry, żeby straszyć wyprowadzeniem Polski z Unii Europejskiej przez PiS. W tym sensie Ziobro stał się sojusznikiem Tuska. Atakując PiS z pozycji antyunijnych, dostarcza Tuskowi paliwo do straszenia Polexitem - a już widać, że to jedna z zasadniczych strategii szefa Platformy Obywatelskiej. Z perspektywy Ziobry natomiast atakowanie PiS jest nieuchronne, bo minister sprawiedliwości chce budować swoją autonomię i pokazywać, że ma jeszcze bardziej radykalne poglądy niż prezes PiS. To połączyło dwóch wielkich wrogów."Stan po Burzy" postarał się wyjaśnić pasję pani profesor Krystyny Pawłowicz do kolan i zdrad. Andrzej Stankiewicz i Agnieszka Burzyńska jako znani polityczni psychoanalitycy postanowili odnaleźć klucz do duszy pani profesor. Jaką rolę w tym wszystkim odegrał Mariusz Kamiński? W maju 2021 r. doszło do porwania opozycyjnego białoruskiego dziennikarza, Romana Protasiewicza, który leciał z Grecji na Litwę. Łukaszenka zatrzymał samolot, wsadził Protasiewicza do więzienia i skłonił do współpracy z reżimem. W czerwcu 2021 r. Unia Europejska uchwaliła kolejne sankcje na Białoruś, a w odpowiedzi białoruskie władze zapowiedziały wstrzymanie działania umowy o readmisji. De facto Łukaszenka zapowiedział, że przestanie odbierać imigrantów, którzy nielegalnie przeszli przez granicę polsko-białoruską i zostali złapani. Polski rząd nie zrozumiał, czym to grozi. We wrześniu 2021 r. doszło do rosyjsko-białoruskich manewrów "Zapad", gdzie ćwiczona była inwazja na Polskę, a kilka tygodniu temu - jak ustalił "Stan po Burzy" - doszło do zmasowanych ataków hakerskich na polskie banki. Od maja 2021 roku mieliśmy masę sygnałów, że coś na Wschodzie się szykuje. Czym wtedy zajmował się wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński? Przepychał przez Sejm ustawę anty-TVN i ścierał się z Unią Europejską. Walczył zatem z Amerykanami i Unią, których w razie konfliktu na Wschodzie wyjątkowo potrzebujemy. "Stan po Burzy" podziwia unikatowy zmysł geopolityczny prezesa.

Dec 25, 20211h 15m

S1 Ep 120#120 - Ziobro przydusza Morawieckiego, Pawlak puszcza oko do PiS, a Kurski daje dowód miłości

Zaciska się pętla wokół premiera. W kluczowych obszarach działalności rządu Mateusz Morawiecki znajduje się pod ostrzałem radykałów na czele ze swym śmiertelnym wrogiem Zbigniewem Ziobrą. To działania ludzi Ziobry, zabiegających o elektorat antyszczepionkowy, utrudniają Morawieckiemu przygotowanie strategii walki z koronawirusem. To także ziobryści popychają Morawieckiego do konfliktu z Unią wokół rosnących cen energii, próbując obsadzić premiera w roli odpowiedzialnego za drastyczne podwyżki, które ruszą od nowego roku. To wreszcie Ziobro lansuje projekt drastycznych zmian w sądach, które rozsierdzą Brukselę i mogą przyczynić się do wstrzymania pomocy unijnej — za co znów politycznie oberwie Morawiecki. Ziobro ma wsparcie swej wieloletniej sojuszniczki, sfrustrowanej utratą stanowiska byłej premier Beaty Szydło. Taktycznie wspomagają ich minister skarbu Jacek Sasin, a także szef MON Mariusz Błaszczak. Ta specyficzna „banda czworga" liczy na korzyści w razie kłopotów premiera, lub po prostu chce się na nim zemścić. Dysponujący kruchą większością PiS rozgląda się za wzmocnieniami. Na celowniku obozu władzy znalazło się kilku polityków PSL, zwłaszcza tych, którzy robią interesy z państwem i przez to od państwa zależą. W szeregach ludowców — zwłaszcza dużych przedsiębiorców z branży spożywczej — zapanowała panika: obawiają się, że stracą rządowe kontrakty. Efektem tej sytuacji są zmiany we władzach PSL. Na niedawnym kongresie partii Władysław Kosiniak-Kamysz co prawda obronił prezesurę z imponującym wynikiem, ale jednocześnie delegaci dobrali mu wymagającego recenzenta — byłego premiera i lidera PSL Waldemara Pawlaka, który został szefem Rady Naczelnej PSL. To rodzaj rady nadzorczej, która może nawet wymienić prezesa partii. W partyjnych szeregach słychać, że życzliwy PiS Pawlak ma tonować antyrządową retorykę Kosiniaka-Kamysza, a po wyborach może popychać ludowców w objęcia Kaczyńskiego. W przedświątecznym „Stanie po Burzy" nie może zabraknąć opowieści o miłości. Tym razem dokonujemy egzegezy uczucia Jacka Kurskiego do jego nowej żony na bazie ich czułych wiadomości przesyłanych gorylom prezesa TVP, dotyczących zakupu czekoladek i lodów oraz sprawdzenia bezpieczeństwa kota w podwarszawskim bungalowie zakochanych. Dużo miłości na Święta życzą Czytelnikom, Słuchaczom i Widzom autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet).

Dec 18, 202159 min

S1 Ep 119#119 - Kaczyński pomagierem Orbana, marny koniec Macierewicza, a Mejza wziął wolne na Święta

Lider PiS Jarosław Kaczyński poczuł się jak prawdziwy europejski lider — na jego zaproszenie zjechali do Warszawy szefowie kilkunastu antyunijnych i nacjonalistycznych ugrupowań z całej Europy. Choć po spotkaniu politycy PiS odtrąbili sukces na drodze do stworzenia silnej antyunijnej koalicji, gotowej do wojny na noże z Brukselą, to „Stan po Burzy" obnaża nicość tego nowego „Układu Warszawskiego" — nikt się z nikim nie dogadał. Ba, część liderów prawicowych formacji ominęła Warszawę szerokim łukiem. Nie przyjechali Włosi z Ligi Północnej, którzy nie zamierzają się jednoczyć pod batutą PiS. Zlot w Warszawie zbojkotował także czeski ODS, który zamiast negocjacji z Kaczyńskim wybrał rozmowy z Czeską Partią Piratów o stworzeniu wspólnego rządu. W tej sytuacji gwiazdą nowego „Układu Warszawskiego" została francuska nacjonalistka Marine Le Pen. Nie zmieniła się ani o jotę — nawet będąc w Warszawie promowała linię polityczną Władimira Władimirowicza, podkreślając, że Ukraina leży w rosyjskiej strefie wpływów. Co na to liderzy PiS, straszący Putinem i deklarujący wsparcie dla Ukrainy? Otóż nic. Pan premier raczył oznajmić, że nie we wszystkim PiS się musi z Le Pen zgadzać. Jednym słowem — pani Le Pen ma gdzieś to, czy Putin najedzie Ukrainę i przeparkuje swe tanki na granicę z Polską, a premier uważa to za naturalną różnicę zdań. Cudny ten nowy „Układ Warszawski". Geostrategiczny majstersztyk, normalnie. Kto wepchnął PiS w to szambo? Premier Węgier Viktor Orban. Wyrzucony z największej formacji politycznej w UE — czyli chadecji, gdzie są Niemcy z CDU oraz m.in. polskie PO i PSL — próbuje stworzyć nową grupę, która ochroni go, gdy zaostrzy się konflikt z Brukselą. To Orban wyreżyserował zjazd w Warszawie, w którym zarezerwował dla Kaczyńskiego jedynie rolę wodzireja i płatnika rachunków za wyszynk. „Stan po Burzy" przygląda się także tajnym sojusznikom PiS na gruncie krajowym. Z najnowszych maili Michała Dworczyka wynika, że rozmaite frakcje w PiS wręcz walczą o względy lidera narodowców Roberta Bąkiewicza. Przyznajemy: wiedzieliśmy o pragmatycznym sojuszu PiS z „Bączekjugend", podsypanym milionami dotacji z państwowej sakiewki. Ale nie sądziliśmy, że szwadrony Bąkiewicza są aż tak politycznie powabne. Najnowsze maile pokazują także, że Antoni Macierewicz — jeszcze parę lat temu nr 2 w państwie — to polityk skończony. Dworczyk, który był jego zastępcą w resorcie obrony pisząc do ścisłego grona PiS ujawnia gigantyczne nadużycia i niekompetencję Macierewicza. „Najgorsze jest to, że niekompetencja, nieudolność i głupota, a czasem różne, ciemne interesy są zawsze podlewane (…) obrzydliwym sosem bogoojczyźnianym pełnym frazesów" — miażdży dawnego patrona Dworczyk. Macierewicz mógłby to sobie wpisać na wizytówce. Choć w sumie ta maksyma jest bardziej uniwersalna, bo pasuje do paru innych ludzi obozu władzy. Weźmy wiceministra sportu Łukasza Mejzę, toż to niemal jego życiowe motto. Uciekając od kolejnych afer, Mejza oznajmił, że zawiesza się jako wiceminister sportu i poseł. Nie bardzo wiadomo, jak to sobie wyobraża, bo nie ma formuły „zawieszenia się" przez członka rządu. Okazuje się po prostu, że Mejza wziął urlop do końca roku. A zatem Wesołych Świąt, panie samozawieszony ministrze!

Dec 11, 202155 min

S1 Ep 118#118 - Kaczyński idzie na wojnę z Rzeszą Europejską, Mejza podbija Amerykę, a Trzaskowski szantażuje Tuska

Niewidziany od dawna Jarosław Kaczyński objawił się z nową energią. Nie ma się co dziwić — na horyzoncie wypatrzył sobie nowego wroga, a wtedy zawsze prezes dostaje przyspieszenia. Któż jest owym wrogiem? To hasło brzmi złowrogo, zwłaszcza w ustach prezesa: IV Rzesza, którą zaczynają budować Niemcy. Prezes wie, że aby poruszyć opinię publiczną musi rzucać coraz bardziej toporne hasła. Ale tym razem przeszedł samego siebie. Bo jeśli dokonać egzegezy jego słów — a to ulubiona rozrywka „Stanu po Burzy" — to okaże się, że tym nowym Reichem ma być... Unia Europejska. Im starszy Kaczyński, tym bardziej wierzy, że historia zatacza koło. Widzi dzisiejszą Polskę jak II Rzeczpospolitą, zagrożoną przez ZSRR i Rzeszę jednocześnie. Można byłoby teorie o kolejnej Rzeszy zlekceważyć jako jedną z wielu fantasmagorii prezesa, ale niestety: „Stan po Burzy" przewiduje, że wkraczamy w nową fazę konfliktu z Unią Europejską. Jeśli Kaczyński sam uważa siebie za reinkarnację Piłsudskiego — a megalomanii prezesowi nigdy nie brakowało — to logiczne, że na wzór Marszałka wysunie koncepcję wojny prewencyjnej z Rzeszą. To będzie wojna na pieniądze i trybunały, obliczona na wyprowadzenie Polski z Unii. Idąc na wojnę, Kaczyński potrzebuje karnych szeregów. Kiedyś mówił, że w PiS nie muszą być ludzie szczególnie błyskotliwi, byleby byli zdyscyplinowani i uczciwi. Teraz po błyskotliwości, odpuszcza także uczciwość. Przykładem tego jest wiceminister sportu Łukasz Mejza, który próbował naciągać rodziców ciężko chorych dzieci na niesprawdzone terapie w egzotycznych krajach. Mejza broni się, przekonując, że nie wystawił żadnej faktury za szamańskie usługi swej firmy Vinci NeoClinic sp z o.o. Tak, „Stan po Burzy" przyznaje Mejzie rację: Vinci NeoClinic sp z o.o rzeczywiście nie wystawiła faktury, bo zrobiła to zarejestrowana w USA spółka Vinci NeoClinic LLC — za leczenie 6-letniej Poli chorej na mukowiscydozę zażądała 170 tys. dolarów w pierwszej transzy. Idziemy tropem tej faktury, by pokazać, jak w amerykańskim raju podatkowym została założona spółka, która pozwala ukrywać dochody przed polską skarbówką. Kto jest jej właścicielem? Nie wiadomo, bo została założona przez Internet (1400 PLN na rok) z opcją ukrycia udziałowców (500 PLN na rok). „Stan po Burzy" pozostanie wierny rozumowi, ryzykując surową odpowiedzialność prawną: jest dla nas oczywiste, że właścicielem lub współwłaścicielem Vinci NeoClinic LLC jest Mejza. Panie Łukaszu, dziwimy się tylko, czemu za siedzibę swego amerykańskiego koncernu wybrał pan chałupę w środku prerii w stanie Wyoming (800 PLN na rok), a nie biurowiec w NY albo LA (1200 PLN na rok). Mógł pan być sąsiadem Woody Allena albo nawet Bruce'a Willisa. To byłoby coś, co nie? Amerykański sen Mejzy jest prezentem dla opozycji — dlatego Donald Tusk wykorzystuję podły proceder Vinci NeoClinic do ataku na Kaczyńskiego. W Platformie czuć jednak rosnącą frustrację, że Tusk poza atakami na PiS nie ma nic więcej do zaoferowania. W partii odtworzył się dwór polityków, którzy otaczają Tuska — to w dużej mierze ci sami ludzie, którzy usługiwali mu, gdy był premierem. Na marginesie znalazł się prezydent stolicy Rafał Trzaskowski, który jednak nie zasypia gruszek w popiele. Trzaskowski zdaje sobie sprawę, że opozycja liberalna będzie musiała przed wyborami wskazać kandydata na premiera — i że to nie będzie Tusk, który jest regularnie opluwany przez TVP i ma marne sondaże. Dlatego Trzaskowski gra o premierostwo, jednocześnie stawiając Tuska przed szantażem: jeśli nie dostanie nominacji, to przed wyborami może się dogadać z Szymonem Hołownią i wystawić wspólną listę. Taka lista Trzaskowski/Hołownia to śmiertelne zagrożenie dla Tuska. O tym wszystkim rozmawiają Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) w swym słuchowisku politycznym „Stan po Burzy"

Dec 4, 20211h 0m

S1 Ep 117#117 - Przyłębska ukrywa kasę Morawieckiego, Mejza leczy raka, a Bortniczuk nic nie wciąga

Zaraz po utworzeniu Ministerstwa Sportu jego szefowie błysnęli talentem. Minister Kamil Bortniczuk mieszkał rok w hotelu kumpla i obaj nie potrafią pokazać rachunków za tę permanentną imprezę. Minister Kamil balował tak bardzo, że teraz dostaje anonimy przestrzegające go przed kompromitującymi materiałami z tych imprez. Minister uspokaja: — Słyszałem od kolegi, o nagraniu z hotelu, gdzie miała być kokaina i różne przygody. Nigdy tam nie byłem i nigdy nie używałem kokainy. Bortniczuk ma to szczęście, że jeszcze większe kłopoty ma jego zastępca i najnowszy kumpel z imprez Łukasz Mejza. Otóż Mejza przez lata prowadził rozmaite biznesy, z których część była mocno śmierdząca. Najbardziej obrzydliwy interes polegał na obiecywaniu ludziom chorym na choroby nieuleczalne leczenia nowatorskimi metodami. Leczenie umierających na raka, chorych na stwardnienie rozsiane, Alzheimera, Parkinsona — Mejza przekonywał, że to możliwe, wystarczy mu zapłacić kilkaset tysięcy. Bortniczuk i Mejza zostali ministrami nie dlatego, że PiS kocha ich młodość, werwę i imprezowy luz. Dostali posady, bo Kaczyński nie miał większości w Sejmie i musiał dokupić parę głosów. Bortniczuk i Mejza reprezentują tzw. Republikanów, szemraną grupkę polityków po przejściach, dzięki którym PiS może rządzić. Formalnie Kaczyński nie ponosi odpowiedzialności za to, czy Bortniczuk wciągał i został nagrany, a Mejza kantował chorych i został przyłapany. Szef PiS mógłby co prawda ich wyrzucić z rządu, ale straciłby dwie duszyczki — a na to nie może sobie pozwolić. To jasno pokazuje, że polityka jest ważniejsza od przyzwoitości. Na razie więc pisowcy liczą na to, że sprawa przycichnie. Ale nie przycichnie. „Stan po Burzy" przepowiada, że ministrów sportu czeka w najbliższych dniach prawdziwy maraton. Już w przyszłym tygodniu dowiemy się, czy Mejza legalnie zainkasował milion, który jego firma dostała od państwa. W ukrywaniu majątku nie pomoże mu szefowa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Dla pani Julii Mejza jest zbyt małym żuczkiem. Jeśli chodzi o majątek, to Przyłębska ratuje skórę samemu premierowi. Mateusz Morawiecki przed wejściem do polityki grube miliony przepisał na żonę i nie chciałby, byśmy się dowiedzieli ile tych milionów znajduje się na kontach pani Iwony Morawieckiej. Dwa lata temu wyszły na jaw bardzo — mówiąc delikatnie — korzystne transakcje Morawieckich, którzy za bezcen kupili od Kościoła działki, które biskupi dostali wcześniej od państwa. W oświadczeniu majątkowym Morawieckiego ich nie uświadczysz — bo formalne działkowcem została pani Iwona. Prezes Kaczyński udawał oburzenie. Rzucił wtedy twardą obietnicę: „Jesteśmy gotowi w bardzo krótkim czasie uchwalić ustawę, na podstawie której będzie trzeba ujawniać także majątki małżonek, osób pozostających we wspólnym pożyciu oraz dorosłych dzieci". Efektem była ustawa o jawności majątków rodzin polityków, przyjęta przed wyborami w 2019 r. Teraz pani Julia bezczelnie wyrzuciła tę ustawę do kosza — uznała, że poznanie przez nas całego majątku Morawieckich byłoby niezgodne z Konstytucją. Po raz kolejny Przyłębska pokazała, że z Konstytucji jest w stanie wywieść wszystko, pod warunkiem, że chce tego pasjonat jej kuchni Jarosław Kaczyński. A nie ma wątpliwości, że Kaczyński 2 lata temu zapowiadając jawność majątków odgrywał cyrk, bo akurat szły wybory i chciał w kampanii uciec od zasobnej kiesy Morawieckiego. Nigdy ujawnienie majątku Morawieckiego nie było w interesie Kaczyńskiego. A najbardziej teraz, gdy PiS dociska klasę średnią „Polskim Ładem" twierdząc, że jeśli ktoś zarabia powyżej 10 tys zł brutto to jest bogaty. To kimże jest w takim razie Morawiecki, który w samych nieruchomościach ma z szanowną małżonką co najmniej 40 mln złotych? — pytają autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska („Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (Onet.pl).

Nov 27, 20211h 17m

S1 Ep 116#116 - Gniew Kaczyńskiego przeraził Łukaszenkę, Kurski poluje na Morawieckiego, sojusz PiS-u z foliarzami

Koronawirusowe statystyki wystrzeliły, zapewniając Polsce miejsce w światowej czołówce zachorowań i zgonów związanych z COVID-19. Mimo to władza nie zamierza kiwnąć palcem. Powód jest prosty — lockdown albo inne ograniczenia musiałyby w pierwszej kolejności objąć niezaszczepionych, a to w dużej mierze wyborcy PiS. Drżąc w obawie o utratę poparcia w najbardziej foliowym elektoracie, rząd pozwala koronie wzbierać w kolejną falę. Kto ma szczęście i trochę zdrowia, może przetrwa. Kto szczęścia nie ma i brakuje mu zdrowia — może zachorować, a nawet umrzeć. To kolejna polityczna ruletka PiS, w której stawką jest nasze zdrowie — od wyborów prezydenckich decyzje w sprawie koronawirusa podejmowane są głównie przez pryzmat interesu politycznego PiS. Szefowie resortu zdrowia robią efektowne szpagaty z jednej strony przestrzegając przed rosnącym zagrożeniem, a z drugiej uzasadniając nonszalancką strategię rządu. Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska błysnął myślą, że ograniczenia nie mają sensu, bo w Polakach jest gen buntu i będą je lekceważyć. Czemu więc PiS nie przejmował się genem buntu, gdy atakował sądy albo zaostrzał aborcję? Bo liczy się tylko możliwy bunt własnego elektoratu. Jeszcze bardziej popłynął pryncypał Kraski, minister Adam Niedzielski. Dowodzi on mianowicie, że brak nowych restrykcji to ukłon w kierunku... osób zaszczepionych. Wedle tej teorii rząd jest sojusznikiem zaszczepionych i nie chce, by zostali poddani zbiorowym restrykcjom tylko dlatego, że inni się nie szczepią. „Stan po Burzy" zakłada, że Niedzielski mówi to, co musi — bo każe mu PiS. Nie bardzo rozumiemy na czym polegać ma wspieranie przez rząd zaszczepionych, skoro są oni narażani na złapanie korony od foliarzy, którym rząd pozwala swobodnie hasać. Wszędzie na świecie ograniczenia zaczyna się wprowadzać od niezaszczepionych — a polski rząd boi się kiwnąć palcem. „Stan po Burzy" analizuje sytuację w klubie PiS i wychodzi nam, że jest tam masa foliarzy, szurów i innych sanitariatów. A to znaczy, że zagrożony jest nawet projekt, który prawo do wprowadzenia ograniczeń przenosi z państwa na pracodawców — w PiS wybuchła wokół niego ostra wojna. Jeszcze w kwietniu — gdy dopiero ruszały szczepienia — Jarosław Kaczyński wyzywał Unię, że przez nią Polska ma za mało szczepionek, przez co umierają ludzie. Dziś rząd PiS ma nadmiar szczepionek, ale nie szczepi, tylko opycha je za granicę. Nie zajmuje się szczepieniami rodaków, choć dzięki temu — rzeczywiście — mogłoby być mniej pogrzebów. Kaczyński pomstuje teraz na Unię w innej kwestii — konfliktu na granicy polsko-białoruskiej. Czy właściwie: pomstował. Przez wiele dni marszczył czoło i demonstrował gniew za to, że Angela Merkel i Emmanuel Macron rozmawiają z Łukaszenką i Putinem z pominięciem jego skromnej osoby. Jaki Kaczyński miał pomysł na rozwiązanie kryzysu imigracyjnego? Więcej wojska, więcej policji i więcej Straży Granicznej. Żadnych rozmów ze wschodnimi satrapami i bajdurzenie, że zła Unia nie jest naszym sojusznikiem. Tyle, że zła Unia niezbyt się marsem prezesa oraz towarzyszącym mu marsom prezydenta i premiera przejęła. Choć to dość obrzydliwi rozmówcy, to wstępnie dogadała się Łukaszenką i Putinem, by przestali siłą pchać imigrantów na polskie zasieki. Wtedy nagle okazało się, że to także sukces polskiego rzadu. Tak — teraz od rządu PiS słyszymy, że Merkel i Macron najpierw dostali instrukcje z Warszawy, a po telefonach na Wschód zawsze dzwonili do Warszawy złożyć raporty. Jednym słowem: to gniew prezesa załatwił Łukaszenkę. Niestety, niektórzy liderzy PiS załapali tę zmianę propagandy z opóźnieniem — jak była premier Beata Szydło, która wciąż atakuje Merkel za to, za co rząd PiS ją chwali.Nie ma się co dziwić. Szydło jest dziś oddalona od Nowogrodzkiej, choć wciąż wierzy, że uda jej się wysadzić z siodła Mateusza Morawieckiego. Ma w tym planie wielu sojuszników, a ostatnio znów uaktywnił się szef TVP Jacek Kurski. Sączy od do głowy Jarosława Kaczyńskiego wizję utraty władzy ze względu na polityczne błędy Morawieckiego — choćby zgodę na wyśrubowane cele klimatyczne UE, co oznacza odchodzenie od węgla i doprowadzi do drastycznych podwyżek cen energii. Kurski sam chciałby zostać premierem. Ale „Stan po Burzy" mówi, jak jest: panie Jacku, bez szans.

Nov 20, 20211h 14m

S1 Ep 115#115 - Kaczyński straszy Zachodem i Putinem, Bąkiewicz na pasku PiS, a Pawłowicz pokutuje za swój udział w skazaniu Kamińskiego

Kryzys na granicy z Białorusią umacnia PiS. Politycy obozu władzy mogą swobodnie drwić z opozycji, wypominając jej happeningi na granicy — takie jak przepychanki ze Strażą Graniczną, czy krytyka funkcjonariuszy twardo strzegących granicy, nieczułych na łzy kobiet i dzieci. Dziś imigracja ma twarz młodych, agresywnych osiłków, którzy są gromadzeni przez Białorusinów w oddziałach i atakują zasieki na granicy — dlatego PiS może triumfować. Ale nie wszyscy w PiS się cieszą. Analizy niektórych socjologów pracujących dla władzy wskazują, że jeśli kryzys na granicy będzie się przedłużał, to obecne nastroje wsparcia dla rządu mogą się zmienić we frustrację i niepewność — a to zaszkodzi rządowi. Przeprowadzone jeszcze przed kryzysem gry wojenne — symulacja hybrydowego ataku na Polskę ze Wschodu — wskazywały na podobne społeczne zagrożenia. Zasadniczy kłopot polega na tym, że polski rząd nie ma żadnej kontroli nad sytuacją — kryzys na Wschodzie to element większej kombinacji polityczno-gazowej rosyjskiego lidera Władimira Putina. W tym sensie od Jarosława Kaczyńskiego kompletnie nic nie zależy. Albo Putin zostanie powstrzymany albo ugłaskany przez USA i Unię, albo napięcie będzie trwało miesiącami. Kaczyński czuje, że jest przedmiotem a nie podmiotem gry między Wschodem a Zachodem. Reaguje po swojemu: atakuje i Rosję i Zachód. To dość groteskowe biorąc pod uwagę, że kryzys na na granicy wschodniej, a nie zachodniej. A pomóc mu może Zachód, a nie Wschód. Ale kryzys graniczny to dla Kaczyńskiego kolejna okazja do wzmacniania doktryny izolacjonizmu — po wojnie z Unią, ochłodzeniu relacji z USA i zapowiedzi budowy ćwierćmilionowej armii. Z szefem PiS współgra lider narodowców Robert Bąkiewicz. Zdumiewające jest to, jak bardzo Bąkiewicz mówił Kaczyńskim podczas Marszu Narodowego. Ale nie ma się co dziwić. Narodowcy Bąkiewicza — których „Stan po Burzy" zwie złośliwie Bączek-jugend — dostają od rządu niemal 10 tys. zł dziennie. Skoro PiS kupił usługi narodowe u Bąkiewicza, to Bąkiewicz zamówienie realizuje. To świadoma strategia Jarosława Kaczyńskiego, który za pośrednictwem Bąkiewicza chce zabierać elektorat narodowy Konfederacji. Lech Kaczyński — który nie znosił narodowców, zwłaszcza za ich antysemityzm — musi się przewracać w swym grobie na Wawelu, do którego co miesiąc pielgrzymują politycy PiS. „Stan po Burzy" przestrzega jednak Bąkiewicza. Gdyby przyszło mu do głowy wierzgać Kaczyńskiemu, niechaj weźmie sobie do swego brunatnego serca historię Krystyny Pawłowicz — dziś głównej orędowniczki hermetycznych granic i Marszu Niepodległości. Tuż przed wejściem do polityki jako profesor prawa Pawłowicz napisała opinię dla prokuratury i sądu, która posłużyła do skazania ówczesnego szefa CBA Mariusza Kamińskiego na więzienie — chodzi o głośną sprawę, która skończyła się ułaskawieniem Kamińskiego przez prezydenta Dudę. Od tego czasu Pawłowicz każdego dnia stara się na klęczkach przeprosić za zdradę i zrobi dla PiS wszystko, byle tylko naczelnik Kaczyński i obrońca granic Kamiński wybaczyli. To zresztą tłumaczy, dlaczego kolana i zdrada to najczęstsze słowa w jej słowniku. Tak, panie Bąkiewicz. Jeden nieopatrzny ruch i pan też będzie musiał klękać — przestrzegają lidera narodowców autorzy „Stanu po Burzy": Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Nov 13, 20211h 19m

S1 Ep 114#114 - Ulubiony agent Kaczyńskiego. Ziobro sojusznikiem Tuska. A Morawiecki kasjerem Rydzyka

Szef NBP Adam Glapiński od dawna nie miał takich drgawek. Całymi latami kombinował, żeby pomóc rządowi poprzez niskie stopy procentowe — a więc tanie kredyty — aż przekombinował. Inflacja skoczyła tak bardzo, że pobiła rekordy — takich podwyżek cen nie widzieliśmy w Polsce od 245 miesięcy! A to już jest poważne ryzyko dla rządu, bo Kaczyński może się nie obawiać opozycji, Unii i Ameryki, ale cen w spożywczakach boi się bardzo. Dlatego właśnie Glapiński jest cały rozedrgany — w ciągu dwóch miesięcy drastycznie podniósł stopy procentowe, zaprzeczając swoim wcześniejszym, kompletnie nietrafionym zapowiedziom dotyczącym sytuacji gospodarczej. Glapiński to człowiek szczególnego zaufania Kaczyńskiego. Razem działali w Porozumieniu Centrum, razem dobijali politycznych interesów — to Glapiński jako minister budownictwa przeprowadził w latach 90. ustawę, która pozwoliła się uwłaszczyć na kilku nieruchomościach fundacjom i firmom związanym z PC, a dziś — z PiS. To na tych nieruchomościach wyrosła spółka Srebrna, którą zawiaduje Kaczyński. Ale wdzięczność prezesa może się skończyć, jeśli drożyzna zredukuje sondaże PiS. A wtedy posada Glapińskiego będzie zagrożona. „Stan po Burzy" dodaje Glapińskiemu otuchy. A na pocieszenie przytacza historię wieloletniego prezesa Srebrnej Kazimierza Kujdy. Gdy w 2019 r. okazało się, że został zarejestrowany przez komunistyczną bezpiekę jako kapuś o pseudonimie „Ryszard", wydawało się, że jego kariera w PiS jest skończona. Nic bardziej mylnego! Kujda właśnie przechodzi do kontrofensywy. Po pierwsze — Kaczyński znów się z nim spotyka. Tak, tak, ten antykomunistyczny antykomunista, kierujący antykomunistyczną partią antykomunistów podejmuje TW Ryśka. Kujda czuje się tak pewnie, że próbował wstawić na fotel szefa Instytutu Pamięci Narodowej swego człowieka — a to ważne w kontekście jego procesu lustracyjnego. Co więcej, choć Kujda jest formalnie podejrzanym o kłamstwo lustracyjne, to Kaczyński dał mu fuchę w spółce skarbu państwa! Jak widać, prezesie Glapiński, Srebrna działa kojąco na Jarosława Kaczyńskiego, a każdy, kto się do niej przyczynił, może liczyć na pobłażliwe traktowanie. Ale szukając klucza do fenomenu Kujdy, „Stan po Burzy" odnalazł teczkę z materiałami, którymi chce się on bronić przed sądem. Po lekturze powiemy tak: szacun, panie „Ryszardzie". Dokumenty paszportowe i zgłoszenia dewizowe z czasów PRL, notatniki z lat 70., kwity z każdego zagranicznego wyjazdu z czasów komuny i dużo zdjęć — musi pan mieć bardzo zacne archiwum domowe, a w nim dużo, dużo ciekawych kwitów. Rozumiemy, czemu Jarosław Kaczyński przestał wierzyć w pańską winę. Kujda kupił sobie dodatkowe wsparcie, finansując happeningi ojca Tadeusza Rydzyka. Bo na zmianę z dowodzeniem Srebrną, kierował Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska, który dziesiątkami milionów finansował słynną geotermię o. Rydzyka, która od lat zapowiada start — i nie startuje. Kujda ma zresztą dużą konkurencję w finansowaniu torunianina nr 1. Przeciek najnowszych maili rządowych udowadnia, że wystarczy jeden sms OTR (jak sam się podpisuje), a premier Morawiecki z ministrem Dworczykiem rzucają się na poszukiwanie milionowych zaskórniaków na dzieła OTR i kombinują, jak kasę dla OTR ukryć przed opinią publiczną. O tym wszystkim opowiadają w swym słuchowisku politycznym Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Nov 6, 20211h 11m

S1 Ep 113#113 - Kaczyński kończy swą misję, Tusk chce się pozbyć Grodzkiego i Dudy, a Dworczyk stosuje zasady Waffen SS

Szef PiS Jarosław Kaczyński zapowiada koniec swej rządowej misji, której kulminacją ma być zbudowanie w Polsce ponad ćwierćmilionowej armii — jednej z największych na świecie. Militarne ambicje Kaczyńskiego są od dawna dobrze znane, ale „Stan po Burzy" weryfikuje te mocarstwowe zapowiedzi prezesa — zbudowanie takiej armii w najbliższych latach nie jest możliwe. Głośna konferencja Kaczyńskiego z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem na temat trzykrotnego zwiększenia liczby żołnierzy ma jednak kilka konkretnych skutków już teraz. Przede wszystkim zarządzanie kryzysowe od straży pożarnej mają przejąć Wojska Obrony Terytorialnej. To się nie podoba opozycji, która podejrzewa, że w razie problemów wewnątrz kraju — choćby rozszerzenia stanu wyjątkowego — do akcji wkroczą żołnierze tej formacji, nad którą piecze trzyma PiS. Inny skutek jest czysto polityczny. Kaczyński wzmacniając armię, wzmacnia Błaszczaka. A odchodząc z rządu czyni go swym naturalnym następcą jako wicepremiera od bezpieczeństwa. W obozie władzy spekuluje się nawet, że Błaszczak gra o premierostwo, bo akcje i wpływy Mateusza Morawieckiego lecą na łeb na szyję. „Stan po Burzy" przygląda się fenomenowi Błaszczaka jako wzorca pisowca idealnego, który w całym swym życiu pofolgował sobie dwa razy: gdy kupił poloneza i kiedy zapuścił wąsy. Błaszczak byłby premierem z punktu widzenia Kaczyńskiego znacznie bezpieczniejszym, bo — w odróżnieniu od Morawieckiego — nie dorobił się milionów jako bankier, nie ciągną się za nim finansowe interesy na nieruchomościach, nie ma intercyzy z żoną i nie pisał kompromitujących maili. Właśnie maile między Morawieckim, jego zaufanym szefem Kancelarii Premiera Michałem Dworczykiem oraz gronem ich doradców od wizerunku, cynicznych analityków i oddanych klakierów są coraz większym kłopotem dla całego rządu. W najnowszych przeciekach możemy poczytać o karierze antyunijnej i prorosyjskiej asystentki Dworczyka Olgi Semeniuk, która szukając pracy po przegranych wyborach zażądała stanowiska wiceministra — i je dostała. Tak, to ta sama Semeniuk, którą Morawiecki z Dworczykiem rzucili właśnie na odcinek podboju kosmosu. Z maili wynika także, że w 2020 r. przed rekonstrukcją rządu Dworczyk weryfikował lojalność wiceministrów. Semeniuk rzecz jasna ten test zdała, ale kilkoro innych polityków PiS — nie. Nie spełnili wyśrubowanych standardów szefa Kancelarii Premiera, który w ocenie ich oddania wobec Morawieckiego i siebie kierował się starą sprawdzoną zasadą, wygrawerowaną na sztyletach Waffen SS: „Moim honorem jest wierność". Za samo odwoływanie się do zbrodniczej organizacji, która mordowała Polaków, Dworczyk powinien zostać wyrzucony z rządu. Ale PiS woli udawać, że nic się nie stało. „Stan po Burzy" pochyla się nad kondycją psychiczną Dworczyka i pyta polityków PiS, którzy mają usta pełen patriotycznych frazesów: nie wstyd wam? O ile Kaczyński ma coraz więcej problemów ze swą partią, to Donalda Tusk krok po kroku konsoliduje Platformę. Jego najnowszy plan to przejęcie osobistej kontroli nad opozycyjnym Senatem. W tym celu Tusk chce się pozbyć marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego i powołać na marszałka swego wieloletniego znajomego z Gdańska Sławomira Rybickiego. W tym celu Tusk chce zmusić Grodzkiego do zrzeczenia się immunitetu w śledztwie CBA dotyczącym rzekomej korupcji, której miał się dopuszczać jako lekarz. Grodzki nie chce o tym słyszeć, bo wie, że kontrolowane przez PiS służby tylko czekają, by postawić mu zarzuty — a wówczas na pewno będzie musiał zrezygnować z kontroli nad Senatem. Marszałek ma wsparcie PSL, które nie chce, by Senatem kierował kolega Tuska, bo inne partie opozycji nie będą mieć nic do powiedzenia. I tak już dziś szef PO krótko trzyma liderów opozycji. W wywiadzie dla Onetu Tusk zapowiedział chociażby, że nie widzi Lewicy w projekcie jednoczenia opozycji, bo uważa, że formacja Czarzastego, Biedronia i Zandberga to potencjalni sojusznicy PiS. Tusk, który jest objęty kilkoma śledztwami prokuratorskimi, powiedział także, że nie obawia się zatrzymania przed wyborami. – Niech spróbują mnie zamknąć – stwierdził. Zadeklarował także, że w razie zwycięstwa opozycji w wyborach zagłosuje za Trybunałem Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego, poprze także usunięcie z urzędu prezydenta Andrzeja Dudy. O tym wszystkim opowiedzą Państwu w najnowszym wydaniu swego słuchowiska politycznego Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Oct 30, 20211h 12m

S1 Ep 112#112 - Kaczyński rejteruje przed Unią. Morawiecki is coming to his end. A koledzy Ziobry postradali zmysły

Premier miał rzucić Unię na kolana, a sam dostał łupnia od europosłów. Podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim Mateusz Morawiecki przekonywał, że ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego, odrzucający unijny porządek prawny, nie oznacza Polexitu. Premier był twardy jak stal: „Odrzucam język gróźb, pogróżek i wymuszeń. Nie zgadzam się na to, żeby politycy szantażowali i straszyli Polskę" — grzmiał tak głośno, by jego słowa ze Strasburga słychać było aż na Żoliborzu. Jest szansa, że Jarosław Kaczyński wysłuchał zadziornego wystąpienia premiera. No może drugiej połowy — tej po 10.00 rano, kiedy prezes zaczyna dzień. Debata w Europarlamencie stała się symbolicznym symbolem klęski premiera. W 2018 r. Morawiecki obejmował rząd z misją poprawy stosunków z Brukselą, które poprzednia szefowa rządu Beata Szydło zostawiła w fatalnym stanie. Po 3,5 roku jest nie lepiej, tylko znacznie gorzej, a Morawiecki zmuszony jest w Strasburgu udawać twardziela ze stali, bo na krajowym rynku za unijne klęski atakuje go Zbigniew Ziobro, zwolennik agresywnej separacji z Brukselą. „Stan po Burzy" analizuje, kto poparł Morawieckiego podczas debaty w Parlamencie Europejskim i wychodzi nam jedno: premier podąża ścieżką przetartą już przez Ziobrę kilka lat temu: sojuszy z kompletnymi świrami europejskiej polityki, z których część zasysa ruble ze Wschodu. Kaczyński udzielił Morawieckiemu wsparcia w swym stylu — przed debatą postanowił zaszantażować Unię. Zapowiedział, że jest gotowy zreorganizować strukturę sądów, co daje mu prawo do odsyłania sędziów w stan spoczynku. Dał w ten sposób Unii wybór: albo odczepicie się od naszych zmian w sądach albo wyrzucimy wszystkich niepokornych sędziów. „Stan po Burzy" wykazuje, że to tylko prężenie przez Kaczyńskiego wątłych muskułów, bo PiS nie ma dziś politycznej siły, by zburzyć sądy. Zwracamy też uwagę, że głośno krzycząc o wrogim Polsce Trybunale Sprawiedliwości UE, Kaczyński półgębkiem przyznaje, że będzie się musiał podporządkować jego decyzjom — choćby w sprawie kar finansowych za Turów, czy likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która została stworzona przez PiS, by ścigać sędziów. Współautorka „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska dostarcza najnowszych plotek personalnych z obozu władzy — podobno Kaczyński rozważa wymianę Morawieckiego na Błaszczaka i może usunąć swego niedawnego pupila Obajtka. A drugi współautor Andrzej Stankiewicz ujawnia więzienny gryps, który posłużył szefowi NIK Marianowi Banasiowi do zjednoczenia całej opozycji w żądaniu stworzenia komisji śledczej przeciwko Ziobrze.

Oct 23, 20211h 6m

S1 Ep 111#111 - Kaczyński szantażowany przez „zbielaninę". Tusk uwierzył w przyspieszone wybory. A Banaś przygotowuje się na aresztowanie

Właściwie to powinniśmy stanąć na baczność, ogłaszając tę informację: oto Jarosław Kaczyński zapowiedział rezygnację ze stanowiska wicepremiera do spraw bezpieczeństwa. Wszystkich, którzy poczuli lęk spieszymy pocieszyć — Kaczyński jako zwierzchnik aparatu bezpieczeństwa i tak niewiele robił, więc jego dymisja nic w naszym bezpieczeństwie nie zmieni. Jako członek rządu Kaczyński osiągnął jedno — przyhamował publiczne pranie brudów między Zbigniewem Ziobrą, a Mateuszem Morawieckim. Ale nie ma mowy o zawieszeniu broni: Morawiecki wciąż podejrzewa, że Ziobro zbiera biznesowe haki na niego i jego żonę. W tym sensie rządowa misja Kaczyńskiego jest sukcesem jedynie doraźnym. Odejście Kaczyńskiego wpisuje się w planowaną, przeciągającą się rekonstrukcję rządu. W mijającym tygodniu autorzy „Stanu po Burzy" poznali kolejne planowane zmiany, których mianownik jest taki sam: z rządu i spółek skarbu odejdą ludzie Morawieckiego, co dowodzi, że rekonstrukcja ma na celu m.in. osłabienie premiera. Morawiecki już stracił perłę w swej biznesowej koronie — kontrolę nad największym bankiem w Polsce, państwowym PKO BP. To zmiana wręcz kopernikańska — ludzie premiera kierowali tym kolosem od ponad dekady. Tak, tak — także w czasach Platformy, bo Morawiecki jako doradca premiera Donalda Tuska miał wówczas wpływ na obsadę spółek skarbu. Dziś udaje, że tego nie pamięta. Ale nie tylko Ziobro ma dobrą pamięć — „Stan po Burzy" także. Z drugiej jednak strony odejście Kaczyńskiego z rządu to sygnał, że chce się on skupić na partii. Ta nagła roszada podsyca plotki o tym, że prezes przygotowuje PiS na przyspieszone wybory. Podczas niedawnego, zamkniętego posiedzenia klubu Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk przyznał, że po raz pierwszy na poważnie zakłada, że Kaczyński rozwiąże Sejm i w kwietniu lub maju dojdzie do wyborów. Prezes PiS cieszy się chwilową ulgą. Za dużą cenę — rozdając posady ministrów i posady w państwowych instytucjach — kupił sobie poparcie małych partii w Sejmie, dzięki czemu odzyskał arytmetyczną większość. Najwięcej zapłacił formacji zwanej złośliwie „zbielaniną". Nazwa nie jest przypadkowa. To zbieranina posłów z rożnych formacji, kierowana przez Adama Bielana. Szantażowali Kaczyńskiego tak skutecznie, że musiał specjalnie dla nich reaktywować Ministerstwo Sportu — w ten sposób za limuzyny i gabinety „zbielaniny" zapłacimy my wszyscy. Sojusz PiS i „zbielaniny" martwi Mariana Banasia. Szefa NIK obawia się, że mając znów większość w Sejmie, Kaczyński uchyli mu immunitet i wsadzi za kraty. Dlatego Banaś przygotowuje kanonadę wymierzoną w PiS. Oj, będzie się działo — zapowiadają autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Oct 16, 202151 min

S1 Ep 110#110 - Przyłębska wyrasta na prawniczy autorytet w Europie. Dworczyk wydaje zaskórniaki na półskórki. A Kaczyński dokupił sobie posłów

Trybunał Konstytucyjny składający się niemal wyłącznie z nominatów PiS uznał, że polskie prawo jest dla dla niego ważniejsze od prawa europejskiego. Jest oczywiste, że Julia Przyłębska wykonała rozkaz, który dostała z centrali PiS — to cały przepis na jej karierę. Czyżby orzeczeniem TK Jarosław Kaczyński chciał jasno pokazać, że będzie robił co mu się podoba i nie zamierza ulegać Unii? Być może. Ale może być też tak, że orzeczenie Przyłębskiej to zasłona dymna, prężenie przez PiS muskułów na użytek własnego elektoratu. Po cichu bowiem przygotowywane są projekty ustępstw wobec Brukseli. Często się zdarza tak, że kiedy obóz władzy zamierza zrejterować — przed Unią, Ameryką czy Izraelem — wcześniej robi raban. Dokładnie tak dzieje w kwestii uchwał anty-LGBT, z których teraz kontrolowane przez PiS samorządy po cichu się wycofują — bez tego także kasa unijna byłaby zagrożona. Choć pani Julia powtarza, iż dokonała przełomowego, kopernikańskiego wręcz odkrycia, uznając, że polska Konstytucja ma wyższość nad prawem UE, to „Stan po Burzy" wie, że pani prezes tak się tylko przekomarza. Wszak takie przełomowe orzeczenie zapadło już w 2005 r., przyjął je Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem prof. Marka Safjana, znienawidzonego dziś przez PiS sędziego TSUE. W tym sensie Przyłębska tylko udaje, że zajmowała się wyższością Konstytucji nad unijnymi Traktatami. Wszystko po to, by ułatwić PiS sprzedanie swemu elektoratowi tej podlanej bielą i czerwienią opowieści, że polska Konstytucja jest najważniejsza. Rzeczywiste intencje są inne — jej salonowy towarzysz Jarosław Kaczyński kazał TK przyjąć orzeczenie, umożliwiające podważanie decyzji Trybunału Sprawiedliwości UE, które są nie na rękę PiS. Chodzi głównie o obsadę krajowych sądów, do których PiS wstawia swoich ludzi, na co TSUE się nie godzi. Czemu więc Przyłębska ściemnia, że bada unijne traktaty pod kątem zgodności z polską Konstytucją, podczas gdy chce zablokować wyroki TSUE? To proste — bo zgodnie z Konstytucją — Trybunał nie może kwestionować orzeczeń TSUE. Biel i czerwień — swoisty patriotyczny szantaż — to zresztą częsta metoda stosowana przez PiS i wewnątrz PiS. Wydawca Adam Borowski — kumpel szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka — słynie z tego, że publikuje albumy o historii Polski. Dużo orłów, bieli i czerwieni, ciężkich okuć i półskórków, czyli skórzanych grzbietów — polski patriota musi to kupić. Niestety, albo w Polsce brakuje patriotów, albo albumy są słabe — nikt nie chce ich kupować. Borowski postanowił się więc zwrócić się z pomocą do Dworczyka, naciskając na kupno przez Kancelarię Premiera albumu "Niepodległa 1918" — Dworczyk wysupłał 80 tys. zł. Borowski ma prosty patent na biznes. Wyciąga od państwa za darmo materiały archiwalne, potem je oprawia w skóry oraz graweruje — i sprzedaje państwu to, co od niego dostał. Borowski został zdemaskowany w mailach Dworczyka, które wyciekają od miesięcy. Sytuacja jest dla PiS coraz trudniejsza, dlatego Dworczyk był kandydatem do dymisji. Ale choć w najbliższych dniach dojdzie do rekonstrukcji rządu, to szef Kancelarii Premiera może spać spokojnie. W swym słuchowisku politycznym „Stan po Burzy" Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu ujawniają, kto wejdzie do rządu oraz kto dołączy do PiS.

Oct 9, 20211h 12m

S1 Ep 109#109 - „Stan po Burzy" nurkuje w szambie z Kamińskim i Błaszczakiem. Czyta raport Jakiego, którego sam Jaki nie przeczytał. I radzi, co wpisać do CV, by dostać robotę w spółkach skarbu

Dwaj najważniejsi ministrowie odpowiedzialni za nasze bezpieczeństwo — szef MSWiA Mariusz Kamiński oraz minister obrony Mariusz Błaszczak — zorganizowali efektowną konferencję prasową. Otóż postanowili w przystępny sposób pokazać nam, że imigranci, którzy próbują się nielegalnie dostać do Polski są dewiantami seksualnymi, zoofilami i pedofilami, ewentualnie terrorystami, a najlepszym razie — mieszkali w Rosji. Zaiste, Putin z Łukaszenką organizując szmugiel ludzi z Bliskiego Wschodu do Polski musieli rozpisać specyficzny casting. Musieli być przy okazji skrajnymi idiotami, wysyłając na teren Unii ludzi, którzy takie materiały mają lub kiedykolwiek mieli w telefonach. Błaszczak z Kamińskim zmuszają nas do obrzydliwej egzegezy — skąd pochodzą materiały i czy naprawdę są na nich złapani w Polsce uchodźcy, jak wrzeszczy rządowa propaganda. Dlatego „Stan po Burzy" czuje, jakby nurkował w szambie z Kamińskim i Błaszczakiem. Egzegeza to w tym wydaniu „Stanu po Burzy" słowo klucz. Mamy wrażenie, że nikt poważnie nie potraktował raportu gwiazdora Solidarnej Polski, europosła Patryka Jakiego. A to błąd. Doktor więziennictwa dowodzi w nim autorytatywnie, iż Polska straciła na członkostwie w Unii Europejskiej lekko licząc pół biliona złotych. PÓŁ BILIONA. Czytamy raport Jakiego z podziałem na role, by w finale dowiedzieć się, że Jaki nie tylko go nie napisał, ale nawet nie przeczytał. Niestety, mimo to wiarygodność tych obliczeń nie rośnie. Bo sprawdziliśmy, kto raport naprawdę napisał. Jest w tym duecie odwieczny, twardy przeciwnik Unii, jest i specjalista od ryzyka w budowlance oraz religijnego męczeństwa. „Stan po Burzy" ma też swoją działkę w projekcie „Partia i Spółki" — to głośna egzegeza politycznego nepotyzmu w państwowych firmach. Uzbrojeni w wiedzę wyniesioną z tego projektu radzimy: chcesz zarobić miliony, zapisz się do PiS.

Oct 2, 20211h 1m

S1 Ep 108#108 - Dokąd wy teraz biedacy — ministrowie, wiceministrowie, posłowie — pójdziecie się razem gorzałki napić? No i gdzie się wysikacie?

Po imprezowych wyczynach swoich podwładnych Donald Tusk wpadł w szał. Pijący z ministrami PiS posłowie Platformy Borys Budka, Sławomir Neumann i Tomasz Siemoniak mogą nawet stracić stanowiska w kierownictwie partii. Tusk chce pokazać wyborcom opozycji, że walka z PiS toczy się na poważnie, że nie stanowi marnego teatru, w którego kulisach gorzałka towarzyszy wspólnej zabawie. Tusk dodatkowo upokorzył imprezowiczów, sugerując, że przed egzekucją ocaliła ich jego teściowa. Były szef Platformy Budka, były minister obrony Siemoniak i były szef klubu PO Neumann zbawieni przez teściową Tuska — to dodatkowa groteska tej sytuacji. Prezydent Andrzej Duda też ma niełatwo. Pojechał do USA na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ i nie spotkał się tam z Joe Bidenem. Ten brak dwustronnych spotkań zaczyna być dla Dudy coraz bardziej poniżający. Duda spotkał się za to w Ameryce z prezydentem Mongolii, Uchnaagijnem Churelsuchem. Podkreślał wagę stosunków z Mongolią i rzucił brawurowy pomysł ich zacieśnienia. Brak spotkań Dudy w Białym Domu przypomina sytuację z 2018 roku. Wówczas Zjednoczona Prawica uchwaliła kontrowersyjną ustawę o IPN — ci, którzy pomawiali naród polski lub państwo polskie o współodpowiedzialność za zbrodnie niemieckie z czasów II wojny światowej, mieli być ścigani na całym świecie. Amerykanie zareagowali bardzo ostro, uznając, że stoi za tym plan uderzenia w badaczy Holokaustu. Dziennikarze Onetu napisali serię tekstów, pokazując, że USA wprowadziły nieformalne sankcje wobec Dudy. Z notatki polskiej ambasady w USA wynikało, że do czasu uchylenia ustawy o IPN prezydent miał zakaz spotkań w Białym Domu. Obóz władzy brutalnie zaatakował naszych dziennikarzy. Politycy PiS twierdzili, że taki dokument w ogóle nie istnieje. Andrzej Stankiewicz trafił w mijającym tygodniu przed oblicze prokuratora. Po 3 latach okazało się, że trwa tajne śledztwo w sprawie wycieku dokumentów, które zdaniem polityków PiS nigdy nie istniały. Oczywiście, wszystkie opisane przez Onet materiały są w aktach. Stankiewicz nazwisko po nazwisku wymienia polityków PiS, którzy w 2018 r. zaprzeczali istnieniu opisywanych przez Onet dokumentów. I nazwisko po nazwisku nazywa ich kłamcami. O tym wszystkim posłuchają Państwo w najnowszym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan po Burzy", które wraz z Andrzejem Stankiewiczem prowadzi Agnieszka Burzyńska, dziennikarka „Faktu".

Sep 25, 20211h 8m

S1 Ep 107#107 - Jak ona się wkradła w łaski prezesa Kaczyńskiego? Dzięki wyciekowi e-maili konszachty Julii Przyłębskiej z PiS zostały obnażone

Działała w Socjalistycznym Związku Studentów Polskich, jej mąż został zarejestrowany przez bezpiekę jako TW „Wolfgang", zaś jej ojciec był wieloletnim działaczem PZPR. Julia Przyłębska brawurowo wtargnęła na salony, gdy PiS doszło do władzy w 2015 r. Od tego momentu jako szefowa Trybunału Konstytucyjnego robi wszystko to, czego oczekuje od niej prezes Kaczyński. Szef PiS jest tak kontent z jej zapału, że dopuścił ją do swego rachitycznego kręgu towarzyskiego, zwąc swym „odkryciem" i wychwalając talenty kulinarne. Przyłębska przez lata przekonywała, że jest całkowicie niezależną szefową TK. Jednak kolejny wyciek maili szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka pokazuje, że pani Julia znajduje się w — jak to zostało ujęte — „naszym obozie". Pani Julio, to koniec wieku udawanej niewinności! Przyłębska ma szczególną rolę w obozie władzy także dlatego, że to w jej sejfie leży wniosek PiS o nadanie polskim ustawom prymatu nad prawem unijnym. Z tego powodu Bruksela wstrzymuje wypłatę miliardów euro przeznaczonych na pomoc po pandemii — chodzi o Krajowy Plan Odbudowy. Jeśli pani Julia z „naszego obozu" uzna wyższość ustaw „naszego obozu" nad prawem unijnym i w dodatku jako szefowa TK będzie potem te ustawy interpretować w zależności od potrzeb szefa „naszego obozu" Jarosława Kaczyńskiego, to „nasz obóz" będzie mógł robić, co chce — a Bruksela nie ma zamiaru tego finansować. Na razie odkrywca pani Julii w swym stylu miota gromy pod adresem UE, zwłaszcza, że po powrocie z urlopu ma na to dużo siły. Ale to tylko gra pozorów. Bo po cichu szef PiS kombinuje, jak złagodzić konflikt z UE, by dostać upragnioną kasę — bez niej nie będzie Polskiego Ładu, a dalsze rządy „naszego obozu" będą zagrożone. Doszło już nawet do tego, że odpowiedzialny za Krajowy Plan Odbudowy minister Waldemar Buda z PiS naciska na samorządy kontrolowane przez PiS, by wycofały się z uchwał anty-LGBT, bo bez tego nie będzie kasy. Cóż za pragmatyzm władz PiS, które wcześniej inspirowały przyjmowanie takich uchwał. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Sep 18, 202156 min

S1 Ep 106#106 - Rzecznik prezydenta wybiera się do Orlenu. To gra o milionową gażę

Kolejni współpracownicy chcą opuścić Andrzeja Dudę. Prezydencki minister Adam Kwiatkowski zostanie ambasadorem w Watykanie, pozbawiając tym samym wieloletnich marzeń Beatę Kempę, która pragnęła reprezentować Polskę przy papieżu. Ale jeszcze bardziej sensacyjny transfer szykuje prezydencki rzecznik Błażej Spychalski, który intensywnie zabiega o posadę w zarządzie Orlenu. Płaca - około miliona złotych rocznie. Spychalski mógłby się dzięki temu odkuć po finansowym poście u boku Andrzeja Dudy. Więcej zarabiał nawet jako szef wodociągów w Tomaszowie Mazowieckim. Rekonstrukcja w Kancelarii Prezydenta wyprzedziła planowaną wcześniej rekonstrukcję rządu. To dlatego, że prezes Jarosław Kaczyński ma dziś na głowie większy problem, niż wymiana ministrów. Oto Komisja Europejska wstrzymała środki pomocowe dla rządu PiS przeznaczone na odbudowę kraju po pandemii. To jedyny zrozumiały dla PiS - bo niebezpieczny politycznie i gospodarczo - środek nacisku ze strony Brukseli. Czy Kaczyński, który dramatycznie potrzebuje pieniędzy, pójdzie na kompromis z Unią? Na razie prezes PiS spuścił ze smyczy swe polityczne ratlerki, które obszczekują Unię i próbują ją kąsać. Autorzy „Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska i Andrzej Stankiewicz z lubością analizują rodowody owych prezesowskich pupili. Oj, będzie się działo

Sep 12, 202157 min

S1 Ep 105#105 -Rząd straszy imigrantami i Putinem. Stan wyjątkowy ma poprawić notowania PiS

W czwartek wieczorem w Dzienniku Ustaw opublikowane zostało rozporządzenie rządu w sprawie ograniczeń wolności i praw w związku w wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Obostrzenia obejmują 183 miejscowości przy granicy polsko-białoruskiej. Rząd zabronił wjazdu na ten teren i ograniczył dostęp do informacji o działaniach służb. Zakazał też „utrwalania, nagrywania i fotografowania obiektów i obszarów obejmujących infrastrukturę graniczną, w tym również wizerunku funkcjonariuszy Straży Granicznej, policji i żołnierzy". Wyrzuceni zostali dziennikarze, działacze organizacji pozarządowych, prawnicy i wszyscy ci, którzy interesowali się sytuacją imigrantów na granicy polsko-białoruskiej. Tą jedną decyzją rząd pozbył się politycznego kłopotu. Choć PiS co do zasady zyskuje na antyimigracyjnej retoryce, to akurat obrazki tej jednej, nielicznej grupki uchodźców — głodnych i zziębniętych — stanowiły dla władzy coraz poważniejszy problem wizerunkowy. Żeby rozwiązać ten problem, rząd sięgnął po rozwiązania radykalne — właśnie wprowadzenie stanu wyjątkowego. Pretekstem są planowane rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe. Szkopuł w tym, że Putin z Łukaszenką regularnie, co roku musztrują przy naszych granicach swe oddziały. I nigdy dotąd żaden rząd, w tym rząd PiS, nie urządzał z tego powodu alarmu. Bardziej więc chodzi o uchodźców, nie zaś o spadkobierców Armii Czerwonej. Symptomatyczne jest zresztą to, że w rozporządzeniu o stanie wyjątkowym o wschodnich manewrach nie ma ani słowa. To, że chodzi przede wszystkim o ukrycie imigracyjnego kłopotu, potwierdzają pierwsze działania władz — dwóch dziennikarzy Onetu już dostało zarzuty za relacjonowanie sytuacji imigracyjnej na pograniczu. Rząd PiS chce wyrzucić media z terenu objętego stanem wyjątkowym, choć przecież nawet wojny są przez dziennikarzy relacjonowane. Biorąc pod uwagę sytuację w kraju, w kompletną próżnię trafił Campus Polska Przyszłości, który w Olsztynie zorganizował Rafał Trzaskowski. Gdy PiS elektryzuje opinię publiczną wizją tabunów nieprzewidywalnych imigrantów i ruskich tanków pod naszą granicą, goście Trzaskowskiego debatowali o związkach partnerskich i pozbawianiu Kościoła przywilejów. Wynik tego korespondencyjnego pojedynku może być tylko jeden — to PiS uchodzi za formację twardo stąpającą po ziemi, a Platforma za lekkoduchów. Rząd umiejętnie kreuje atmosferę strachu i jednocześnie prezentuje się jako gwarant bezpieczeństwa. Ten stary jak świat polityczny trik działa — sondaże pokazują, że większość Polaków popiera działania rządu w sprawie imigrantów, a krytykuje przygraniczne happeningi opozycji. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Sep 4, 202148 min

S1 Ep 104#104 - Szalone wakacje Kaczyńskiego — jak co roku po powrocie z urlopu prezes PiS będzie wyrzucał ministrów. Trwa ostra walka o stołki

To już niemal polityczna tradycja — podczas wakacji Jarosław Kaczyński dochodzi do wniosku, że jest potrzebna rekonstrukcja rządu i powrocie na Nowogrodzką hurtowo wyrzuca ministrów. Tak będzie i tym razem. Podczas urlopu nad morzem Kaczyński nabrał sił i przygotował wstępną listę dymisji oraz awansów. Jak zwykle, wielu było podpowiadaczy, którzy chcą awansować swoich ludzi i wyciąć partyjnych konkurentów. Najbardziej sensacyjnym kandydatem do dymisji jest szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Według informacji „Stanu po Burzy" możliwa dymisja to mocno spóźniony efekt „afery mailowej", czyli hakerskiego włamania na prywatną skrzynkę e-mailową Dworczyka, przez którą przepuszczał dokumenty państwowe. Wcześniej, gdy w Internecie hulały niejawne dokumenty wykradzione ze skrzynki Dworczyka, jego dymisja nie była rozpatrywana. Ale gdy pojawiły się plotki, że ktoś z ludzi Dworczyka śmiał napisać parę epitetów o Kaczyńskim, przyszłość ministra zawisła na włosku. Stanowisko na pewno straci minister klimatu Michał Kurtyka — to kara za kompromitujący spór z Czechami o kopalnię w Turowie. Na wylocie jest też minister rolnictwa Grzegorz Puda, bo w PiS panuje przekonanie, że nie radzi sobie na stanowisku, a na wsi rośnie gniew. Nowym ministrem rozwoju może zostać Marcin Ociepa — to nagroda za to, że zdradził Jarosława Gowina. Takich ludzi jak Ociepa PiS musi sowicie wynagradzać, bo koalicja ma w Sejmie kruchą, kilkuosobową większość. Jednym z jej mało znanych filarów — czy też raczej filarków — jest nowy poseł Łukasz Mejza. Choć wybrany z list PSL, to głosuje zawsze z PiS, co gwarantuje rządowi większość. Dlatego, gdy okazało się, że Mejza — który mimo młodego wieku jest milionerem — nie chce złożyć szczegółowego oświadczenia majątkowego, politycy PiS nie wyrazili szczególnego oburzenia. Ich zdaniem... to luka w prawie. Przekonują, że CBA może zbadać tylko majątek posła, który złożył oświadczenie. A tego, który nie złożył — nie. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Aug 28, 202156 min

S1 Ep 103#103 - Szczęśliwa emerytura prezydenta zależy od „lex TVN". Czy Andrzej Duda postawi na Jarosława Kaczyńskiego czy na Amerykanów?

Prezydent zamierza zawetować kontrowersyjną ustawę wymierzoną w telewizję TVN — taki jasny sygnał otoczenie Andrzeja Dudy przekazało PiS. Duda obawia się, że uderzenie w tę kontrolowaną przez Amerykanów stację pogorszy relacje z USA. Z Waszyngtonu już dobiegają ostrzeżenia, że w razie uchwalenia „lex TVN" Duda i Kaczyński wraz ze swymi dworzanami dostaną zakaz spotkań na najwyższym szczeblu w Waszyngtonie, a może wręcz przestaną być wpuszczani do USA. Dla Kaczyńskiego, który praktycznie nie jeździ za granicę — zwłaszcza, gdyby musiał lecieć samolotem — to nie problem. Ale dla prezydenta to problem fundamentalny. Bo to nie tylko oznacza, że Andrzej Duda do końca kadencji nie spotka się z Joe Bidenem. To także kłopot z prezydencką emeryturą — jeśli Duda podpisze „lex TVN", to Amerykanie zablokują wszystkie jego starania o zagraniczną posadę po zakończeniu kadencji w 2025 r. Duda jest jedynym politykiem PiS, który może spróbować zablokować nową doktrynę polityczną Kaczyńskiego. Na jednej z niedawnych narad szefostwa Zjednoczonej Prawicy Kaczyński zaatakował USA, czyli ostatniego strategicznego partnera Polski, z którym PiS nie wszczął jeszcze dyplomatycznej wojny. Kaczyński oznajmił, że administracja Bidena jest Polsce wroga. I że Amerykanom nie można ufać, bo Afganistan pokazuje, że zdradzają swoich sojuszników. W tej sytuacji — oznajmił — należy postawić na „izolacjonizm" Polski. Zaraz potem ruszyła wojna z USA o „lex TVN". Przeciwko starciu z Amerykanami jest duża grupa polityków PiS na czele z premierem — ale są zbyt słabi, by odwieść prezesa od otwierania kolejnego frontu. W sprawie „lex TVN" Kaczyński jest skuteczny nie tylko dlatego, że trzyma w ryzach swoją partię. Pomagają mu posłowie mniejszych formacji, za których poparcie płaci w różnej walucie. Kluczowa jest postawa Pawła Kukiza i niedobitków po jego formacji Kukiz'15. Gdy w ostatnim „Stanie po Burzy" Agnieszka Burzyńska i Andrzej Stankiewicz opisali kulisy kupowania poparcia kukizowców przez Kaczyńskiego, Paweł Kukiz zwyzywał ich w mediach społecznościowych i zagroził pozwem. Oczekując na sądowe wezwanie, autorzy „Stanu po Burzy" odpowiadają na zarzuty Kukiza. I pytają, czy niejawnym elementem „dilu" z Kaczyńskim, jest start Kukiza z list PiS w kolejnych wyborach — bo takie mają informacje.

Aug 22, 202145 min

S1 Ep 102#102 - Kulisy dealu Kukiza z Kaczyńskim. Tak władza korumpuje posłów, by pacyfikować media

Po raz pierwszy w wolnej Polsce władza chce zamykać wolne media, które patrzą jej na ręce. Nie ma wątpliwości, że po ataku na TVN i TVN24 przyjdzie czas na uderzenie w inne niezależne redakcje. Cel jest jeden — do wyborców mają przestać docierać informacje o błędach i aferach rządów PiS. To zwiększy szanse Jarosława Kaczyńskiego na kolejną wyborczą wygraną. Przeszkodą w tym planie był wicepremier Jarosław Gowin — dlatego został wyrzucony z rządu. Rządzący podjęli decyzję o pozbyciu się Gowina dopiero wtedy, gdy udało im się przekupić pięciu jego posłów. Chcieli mieć gwarancje, że pozbycie się Gowina i jego ludzi nie spowoduje utraty większości. Czasy są dziś takie, że prezes PiS gotów jest dziś zapłacić dowolną cenę za każdy dodatkowy głos w Sejmie. W cenniku są prestiżowe stanowiska w parlamencie, warte dziesiątki tysięcy miesięcznie posady w spółkach skarbu, przychylność instytucji państwowych. Tak rozbudowanej korupcji politycznej nie było w polskim Sejmie nigdy dotąd. A wchodzimy właśnie w okres, gdy Jarosław Kaczyński będzie musiał coraz więcej płacić za utrzymanie władzy — pokazały to głosowania nad ustawą anty-TVN. Na liście płac Kaczyńskiego właśnie zameldowali się kukizowcy. Tylko dzięki nim ustawa wymierzona w TVN została uchwalona. W ten sposób Paweł Kukiz — punkowy muzyk, kiedyś piewca wolności, ostry krytyk prawicy, autor antydyskryminacyjnej „Skóry" — dopełnił swej przemiany w politycznego cynika. Agnieszka Burzyńska z „Faktu" i Andrzej Stankiewicz z Onetu — autorzy „Stanu po Burzy" — dedykują Kukizowi jeden z jego dawnych utworów: „To wszystko czego się dotkniecie / Od razu obracacie w pył / Szarańcza przy was to jest bajka / Bo cały kraj już zgnił".

Aug 13, 202158 min

S1 Ep 101#101 - Gowin występuje przeciwko Kaczyńskiemu. Rozpad Zjednoczonej Prawicy jest już tylko kwestią czasu

Powiedzmy to sobie wprost — koniec koalicji zbliża się wielkimi krokami. Partia Jarosława Gowina postawiła PiS ultimatum, od którego uzależnia dalszą współpracę. Gowin chce od Jarosława Kaczyńskiego m.in. ustępstw w sprawie podwyżek podatków zapowiedzianych w „Polskim Ładzie" oraz odstąpienia od ataku na telewizję TVN. W praktyce to tylko gra na czas, bo Gowin wie, że Kaczyński nie ustąpi. Dlatego szef Porozumienia już podjął strategiczną decyzję, że jego partia wychodzi z koalicji. Czeka tylko na odpowiedni moment. Uznał, że wakacje — gdy większość Polaków wypoczywa — to nie jest czas na polityczne przesilenie. A Gowin potrzebuje atencji wyborców, bo chce się z PiS rozstać z hukiem. Ważny jest też pretekst do rozwodu. Gowin chce doprowadzić do starcia o podwyżki podatków, które zamierza wprowadzić PiS. Wicepremier i jego ludzie uważają, że się jako przeciwnicy podwyżek, politycznie na takim odejściu z koalicji zyskają. Ale nie tylko Gowin wierzga Kaczyńskiemu. Coraz ostrzej atakuje PiS także drugi koalicjant — Zbigniew Ziobro. Lider Solidarnej Polski przybrał ostry kurs, po raz pierwszy oficjalnie ogłaszając, że gotów jest wyprowadzić Polskę z UE. Jednocześnie zaatakował tych przedstawicieli koalicji, którzy chcą się wycofać ze zmian w sądach, które zakwestionowała Unia. A zmiany w sądach poparł sam Kaczyński. Jeśli wierzyć w polityczne plotki, to szef PiS ma plan oparty na trzech filarach. Po pierwsze, przepędzenie Amerykanów z telewizji TVN, zamknięcie jej lub przejęcie nad nią kontroli. Po wtóre, usunięcie zbuntowanego szefa NIK Mariana Banasia, który serią kontroli będzie obnażał defekty i afery rządów PiS w kluczowych obszarach. Po trzecie, jak najszybsze uchwalenie podatkowych ustaw Polskiego Ładu, by pieniędzmi ściągniętymi od klasy średniej kupić sobie poparcie w elektoracie socjalnym. W finale tego planu są wiosenne wybory parlamentarne, coraz bardziej prawdopodobne, biorąc pod uwagę stopień rozkładu koalicji oraz obawy PiS, że Donald Tusk skonsoliduje opozycję. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Aug 7, 20211h 8m

S1 Ep 100#100 - Poufna analiza dla Banasia: „Celem Ziobry jest zostanie liderem prawicy. Ziobro wie, że Kaczyński w niedalekiej perspektywie umrze."

Znów gorąco wokół Mariana Banasia. Prokuratura zatrzymała jego syna, wysyłając po niego zbrojny konwój i zamykając na policyjnym „dołku". Prokuratura skierowała też do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu szefowi Najwyższej Izby Kontroli. To koniec marzeń Banasia o sojuszu ze Zbigniewem Ziobrą przeciwko PiS. A są dowody na to, że Banaś i jego otoczenie snuli takie plany. Jednym z nich jest poufna analiza polityczna, przygotowana w otoczeniu Banasia. Są w niej skrupulatnie zanalizowani gracze w obozie władzy pod kątem możliwego sojuszu z Banasiem. Korzyści ze współpracy Ziobrą analitycy Banasia uznawali za „wielkie", znacznie większe od sojuszu z prezydentem czy Jarosławem Gowinem. Ostatnie dni pokazały, że Ziobro z Banasiem dogadywać się nie zamierza — stąd zbrojne zastępy wysłane po jego syna. Minister sprawiedliwości rozpoczął jednocześnie kolejną fazę intensywnego sporu z premierem. Szef rządu i spora część polityków PiS coraz częściej atakują Ziobrę za fiasko reformy wymiaru sprawiedliwości. Mateusz Morawiecki obarcza też Ziobrę odpowiedzialnością za przegrane spory z sądami europejskimi w tej kwestii. Ziobro nie zamierza nastawiać drugiego policzka. Jego ludzie odpowiadają atakiem, obwiniając Morawieckiego za nieudane negocjacje z instytucjami unijnymi w sprawie sądów. Jednocześnie Ziobro kieruje do Trybunału Konstytucyjnego kluczową europejską konwencję dotyczącą praw człowieka. Chce ją unieważnić tylko dlatego, że posłużyła do podważenia legalności składu tegoż Trybunału Konstytucyjnego, składającego się prawie wyłącznie z ludzi PiS i dowodzonego przez usłużną władzy Julią Przyłębską. A że wedle pomysłu Ziobry TK będzie sądził w swej własnej sprawie? Kogóż to w obozie władzy interesuje. Wyrok jest z góry znany. Zresztą Julia Przyłębska, zwana przez część polityków PiS „Wolfgangową" — od pseudonimu pod jakim komunistyczna bezpieka zarejestrowała jej męża — może mieć w najbliższych miesiącach więcej politycznej roboty. Otóż, PiS może potrzebować jej Trybunału do rozprawy z telewizją TVN. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego „Stan po Burzy", który prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Jul 31, 202156 min

S1 Ep 99#99 - Amerykanie przestrzegają Kaczyńskiego przed atakiem na TVN. Wysłali szefowi PiS ultimatum za pośrednictwem Gowina

PiS próbuje nas przekonać, że nepotyzm w jego szeregach władzy zamyka się w liczbie „13". Powstała nieoficjalna „lista Sasina", na której znalazło się właśnie 13 osób powiązanych rodzinnie z parlamentarzystami PiS. Sztandarową postacią na tej liście okazał się Jacek Goliński, prezes Energi. Jako brat posłanki PiS Małgorzaty Golińskiej stracił stanowisko. Szkopuł w tym, że Golińska nigdy nie miała tyle politycznej siły, aby załatwić bratu taką posadę. Jednocześnie niedawna „uchwała antynepotyczna" PiS nie objęła ani brata ciotecznego Jarosława Kaczyńskiego, ani kuzynki Mateusza Morawieckiego, ani żony Zbigniewa Ziobry. Goliński jako czołowa twarz nepotyzmu — to pokazuje, że antynepotyczna kampania PiS zmieniła się w farsę. Nie tylko realizacja „uchwały antynepotycznej" wywołuje napięcia w PiS. Wysłani na kluczowe odcinki politycznej wojny przedstawiciele PiS zaczynają zawodzić. Szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witold Kołodziejski próbuje lobbować za tym, aby PiS zakończyło wojnę przeciwko TVN. A I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska jest gotowa zawiesić Izbę Dyscyplinarną SN — zgodnie z wolną europejskich trybunałów, a wbrew woli PiS. Powód jest prosty: i Manowska i Kołodziejski nie chcą podejmować oczekiwanych przez PiS decyzji, bo boją się, że kiedyś za to zapłacą. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", który prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Jul 24, 20211h 1m

S1 Ep 98#98 - Zaskakujący sprzymierzeńcy Tuska. Czy Konfederacja pomoże odsunąć PiS od władzy?

Plan polityczny Donalda Tuska na pobicie PiS opiera się na współpracy z PSL i Polską 2050 oraz życzliwości wobec Konfederacji, z którą otoczenie szefa Platformy ma niezłe, poufne kontakty. Na boczny tor odsunięta ma zostać Lewica, której Tusk nie ufa. Widać, że Lewica jest podzielona, co było widać w sobotę, gdy doszło do brutalnego starcia Włodzimierza Czarzastego i jego przeciwników. Część lewicy razem z PiS może podnieść podatki, co pozwoli obozowi władzy na kolejne programy socjalne przed wyborami — a to nie jest w żaden sposób w interesie Tuska. Tusk swoim powrotem diametralnie zmienia nie tylko polską politykę, ale także podejście przedstawicieli obozu rządzącego do mediów. Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk — bohater afery mailowej — postanowił jednak przerwać milczenie i zorganizował zamknięte spotkanie z dziennikarzami. Próbował przekonywać, że afery nie ma, bo swoją prywatną skrzynkę pocztową wykorzystywał jedynie do działalności partyjnej, a nie służbowej. Szkopuł w tym, że to oczywiście nieprawda. Polski rząd co prawda doprowadził do zablokowania kanałów na Telegramie, które publikowały materiały, skradzione przez hakerów. Ale co chwila pojawiają się nowe kanały z mailami, zdjęciami i filmami Dworczyka. Cóż wynika z tych najnowszych przecieków? Że w otoczeniu premiera nade wszystko liczy się reklama, promocja i lans. Przede wszystkim przy wykorzystaniu sytuacji na Białorusi, gdzie dyktator Aleksander Łukaszenko pacyfikuje opozycję. Morawiecki w swym lansie myśli wyłącznie o krajowym rynku. Za granicą intensywnie lansował się za to najważniejszy człowiek prezydenta — minister Krzysztof Szczerski. W ciągu ostatnich dwóch lat miał być zastępcą sekretarza generalnego NATO i unijnym komisarzem, a kończy jako ambasador Polski przy ONZ. Uważany za „nadprezydenta" Szczerski przez lata dokonał wielu czystek w otoczeniu Andrzeja Dudy, zazdrośnie strzegąc swych wpływów. Na odchodne wymusił nominację dla swego człowieka, by zachować kontrolę nad Kancelarią Prezydenta. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", który prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Jul 17, 202153 min

S1 Ep 97#97 - Kaczyński dostrzegł nepotyzm, który sam zbudował. Więc pacyfikuje niezależne media, które go ujawniały

Jak to się stało, że po sześciu latach rządzenia Jarosław Kaczyński nagle dostrzegł nepotyzm we własnych szeregach? Przecież cały system Prawa i Sprawiedliwości opiera się na nepotyzmie, dzięki któremu władza buduje lojalne struktury w państwie. Najlepszy przykład to Sylwia Sobolewska, która tuż po ślubie z najlepszą partią w partii — czyli szefem struktur PiS Krzysztofem Sobolewskim — zaczęła robić błyskawiczną karierę w spółkach skarbu państwa. Teraz Kaczyński zmarszczył brwi — i Sobolewska straciła swoje stanowiska w licznych radach nadzorczych. Mars prezesa był tak silny, że ze ścisłych władz PiS katapultowany został również miłujący dukaty europoseł Ryszard Czarnecki. Wieść partyjna niesie, że jego małżonka — z domu Hermaszewska — wzorem madame Sobolewskiej będzie musiała oddać rady spółek. Do ścisłych władz PiS awansował za to zasobny w miliony majątku wieloletni kolega Czarneckiego — premier Mateusz Morawiecki. Dostał najlepszy wynik w wyborach wiceprezesów PiS, a najbardziej cieszy go starannie wyreżyserowana porażka Beaty Szydło, której popularności się obawia. Oczywiście, prezes przyłożył rękę do reżyserii tego spektaklu. Kaczyński na początku swej (po raz kolejny) ostatniej kadencji na czele PiS uwija się zresztą jak mróweczka. Bo to nie tylko kongres PiS i promowanie Morawieckiego. To także poufne spotkania z posłami, których na nowo ciągnie do PiS, żeby odzyskać większość w Sejmie. To wreszcie ustawa przeciw TVN, w której Kaczyński zapisał chęć wygonienia Amerykanów z tej niezależnej telewizji, która patrzy mu na ręce. Czy wzmocniony transferami posłów Kołakowskiego i Czartoryskiego prezes poczuł się na tyle silny, że wypowiada wojnę Ameryce?

Jul 10, 202155 min

S1 Ep 96#96 - Tusk jest wściekły na PiS. Czy już ma pomysł na pokonanie Kaczyńskiego?

Donald Tusk wraca do polskiej polityki. To powrót zawodnika wagi ciężkiej, o niebywałym doświadczeniu. Tusk jest jedynym politykiem, który bił Kaczyńskiego z dużą regularnością przez całe lata. Przez ten czas Tusk demonstrował, że potrafi skutecznie dostosowywać swoją politykę do zmieniających się realiów. Teraz także właśnie to będzie kluczowe, bo Tusk musi przygotować swą nową ofertę dla wyborców. Jej zasadniczy składnik po sobotniej Radzie Krajowej PO już znamy: to przyrównanie władzy do zła, z którym należy walczyć. Do tego kompleksowy atak na PiS w kwestiach bezpieczeństwa oraz polityki zagranicznej, krytyka narzucania całemu społeczeństwu światopoglądu konserwatywnego i wreszcie zwyczajne szyderstwo z Kaczyńskiego i jego ludzi. Prezes PiS wie, że powrót Tuska to koniec czasu beztroskiego lekceważenie kolejnych szefów Platformy. Kaczyński wie też, że jego partia przechodzi poważny kryzys, czego skutkiem jest utrata sejmowej większości i dramatyczne próby jej odzyskania. Dlatego też na sobotnim kongresie PiS Kaczyński bił się w piersi, mówiąc o błędach PiS. I potępił partyjny nepotyzm z taką żarliwością, jakby dostrzegł go dopiero dzisiaj. O tym wszystkim posłuchają państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Jul 3, 202146 min

S1 Ep 95#95 - Girzyński przystawił Kaczyńskiemu pistolet do głowy. Czy sfrustrowani posłowie zaczną opuszczać szeregi PiS?

Kiedy wydawało się, że gra w obozie władzy toczy się wyłącznie wokół Jarosława Gowina i trwały spekulacje, kiedy lider Porozumienia opuści szeregi Zjednoczonej Prawicy, w tle działał mały polityczny żuczek, który wymyślił, że to on postawi się Jarosławowi Kaczyńskiemu i pozbawi go większości w Sejmie. I udało mu się. Poseł PiS Zbigniew Girzyński, bo o nim mowa, uznał, że skoro Kaczyński musi dziś negocjować z Gowinem, Ziobrą czy Kukizem, to może też z nim. A polityka udowodniła jak bardzo nie lubi oczywistych scenariuszy. Pokazuje to zresztą także historia Donalda Tuska, który od kilku tygodni próbuje wrócić do władz Platformy. Na razie zamiast come back Tuska, mamy powrót Grzegorza Schetyny. O tym wszystkim posłuchają Państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Jun 26, 202142 min

S1 Ep 94#94 - Kaczyński oskarża Putina o cyberatak. Jak doszło do wycieku e-maili szefa Kancelarii Premiera?

Choć politycy PiS oficjalnie bagatelizują „aferę e-mailową" — czyli wyciek korespondencji szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka — to tak naprawdę obawiają się tego, co hakerzy mogą jeszcze ujawnić. W mijającym tygodniu w popularnym na Wschodzie serwisie Telegram pojawiło się kilka kłopotliwych dla PiS maili. Pokazują one relacje wewnątrz obozu władzy i obnażają sposób działania ścisłego otoczenia premiera. Kryzysowi w otoczeniu Mateusza Morawieckiego towarzyszy próba sił w koalicji. Zjednoczonej Prawicy znów nie udało się wybrać rzecznika praw obywatelskich. Ale nie o wybory tu chodziło, nie o rzecznika, nie o prawa obywatelskie. To głosowanie miało pokazać, że PiS jest w stanie rządzić bez Jarosława Gowina i jego ludzi. Jednym słowem kandydatka PiS na RPO Lidia Staroń miała zostać wybrana mimo sprzeciwu Porozumienia. Choć w sejmowym głosowaniu taka większość była, to Staroń przepadła w opozycyjnym Senacie. W całej sprawie istotne jest jednak nie głosowanie senatorów, bo to decyzja przewidywalna. Istotniejsze jest to, że choć Jarosław Kaczyński przepchnął swą kandydatkę przez Sejm, to zrobił to głosami kilku posłów Konfederacji. A to dowód, że PiS bez Gowina lub innej partii mieć większości nie będzie. O tym wszystkim posłuchają Państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego "Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z "Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

Jun 19, 20211h 2m

S1 Ep 93#93 - Druh Dworczyk i „Pies" Terlecki w tarapatach. Czy Rosjanie bawią się politykami PiS?

Dwie gwiazdy obozu rządzącego błysnęły odbitym, wschodnim światłem. Ryszard Terlecki — zwany „Psem" od czasów hippisowskiej przeszłości — postanowił pouczyć liderkę białoruskiej opozycji Swietłanę Cichanouską, że jeśli będzie utrzymywać kontakty z Platformą, to lepiej, żeby liczyła na pomoc Putina, a nie na rząd PiS. Czy to sobotni wieczór przejął kontrolę nad kontem Terleckiego na Twitterze? Czy to — jak drwi opozycja — skutki wąchanego przez Terleckiego w młodość preparatu „tri"? A może to przesadna, rutynowa buta, wszak Terlecki w imieniu Kaczyńskiego trzyma Sejm twardą ręką? Nie, to całkowicie świadoma polityka PiS — polski MSZ już wcześniej wysyłał do Cichanouskiej sygnały, że nie powinna się bratać z polską opozycją. To pierwsza w historii polskiej polityki sytuacja, gdy władza zakazuje wschodnim dysydentom kontaktów z polską opozycją i jednocześnie każe wybierać między Warszawą a Moskwą. Odpowiedź przyszła dość szybko i wykazała całkowite dyletanctwo rządu na najbardziej aktualnym froncie walki z Moskwą — w Internecie. Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk — zwany „Druhem" z racji długiej, harcerskiej przeszłości — postanowił ze swojego prywatnego, darmowego konta pocztowego, zrobić główne źródło przepływu informacji służbowych, narażając się na atak hakerów ze Wschodu. Zaliczył włamanie na konto i media w serwisach społecznościowych, które miał podpięte pod to konto. Podobny problem ma jego małżonka, bo to na jej koncie hakerzy umieścili link do ukradzionych Dworczykowi plików. Dziś na popularnym na Wschodzie komunikatorze Telegram można czytać maile Dworczyka do premiera, antyamerykańskie wynurzenia jego proputinowskiego doradcy, czytać wojskowe analizy, oglądać zdjęcia rodzinne i dokumenty osobiste. Cóż na to władza, która wszędzie widzi długie ramię Moskwy, która przerzuca czołgi na Wschód i która tropi dostawy sprzętu wojskowego do Rosji? Otóż ta władza nic. Hakerzy — czy ze Wschodu czy udający wschodnich — robią sobie jaja z poważnego, najbardziej polskiego i bardzo narodowego gabinetu najzupełniej bezkarnie. W sumie nie ma się co dziwić, skoro koordynator specsłużb jest człowiekiem cyfrowo wykluczonym.

Jun 12, 202146 min

S1 Ep 92#92 - Kaczyński chce odstrzelić Gowina. Prezes PiS wykorzystuje Kukiza do zbudowania nowej większości w Sejmie

Prezes PiS przyjmuje pod swoje skrzydła Pawła Kukiza i jego ludzi. Kukiz, choć przez lata podkreślał, że w żadną koalicję z PiS nie wejdzie, dziś z uśmiechem na ustach podpisuje umowę o współpracy programowej z Kaczyńskim, która praktycznie kończy polityczne losy formacji Kukiz'15. Zamiast tworzyć ugrupowanie z Jarosławem Gowinem - co było bliskie finalizacji - Kukiz bierze udział w grze Jarosława Kaczyńskiego - grze przeciwko Gowinowi. Kaczyński buduje bowiem nową większość, bo chce się pozbyć krnąbrnego wicepremiera. Kaczyński chciałby też wyrzucić szefa NIK Mariana Banasia. Banaś, czując pismo nosem, postanowił donieść na Kaczyńskiego do prokuratury - to ma pokazywać, że gotów jest się bronić. Bardzo prawdopodobne jest, że do operacji usunięcia Banasia, szef PiS potrzebował będzie opozycji. Tyle, że opozycja zajęta jest teraz sama sobą. I kolejnym planowanym powrotem Donalda Tuska.

Jun 5, 202156 min

S1 Ep 91#91 - Rozgoryczony Gowin daje prztyczek w nos Kaczyńskiemu. Kulisy umowy lidera Porozumienia z opozycją

Polityczna burza wokół wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich wchodzi w nową fazę. Ponieważ Zjednoczona Prawica nie jest w stanie wskazać kandydata, który ma szanse na wybór, wicepremier Jarosław Gowin postanawia dogadać się z opozycją. Jeśli Gowin pod rękę z Budką, Kosiniakiem-Kamyszem, Czarzastym, Hołownią, a może nawet Bosakiem doprowadzi do wyboru swego kandydata, będzie to dotkliwa porażka prezesa PiS. Właśnie o to chodzi Gowinowi — chce pokazać Jarosławowi Kaczyńskiemu, że kilkunastu posłów Porozumienia decyduje o tym, kto ma większość w Sejmie. To ma być sygnał, że jeśli Kaczyński nie będzie respektował postulatów Gowina — choćby w sprawie ograniczenia podwyżki podatków i składek dla kasy średniej — to Porozumienie gotowe jest występować przeciwko PiS. Gowin próbuje wybijać się na niepodległość by nie stracić swoich – i tak już nielicznych - wyborców, których lekceważą Kaczyński z Morawieckim. Nad premierem wiszą zresztą czarne chmury. Doniesienie do prokuratury na Morawieckiego i jego trzech ministrów złożył Marian Banaś. Premierowi i szefowi jego kancelarii Michałowi Dworczykowi szef NIK zarzuca złamanie prawa podczas próby organizacji wyborów korespondencyjnych rok temu. Wedle swej specyficznej logiki Banaś ściga jednocześnie Jacka Sasina i Mariusza Kamińskiego za to, że tych naruszających prawo poleceń premiera nie realizowali. Czy te wnioski do prokuratury mają znaczenie? Na pewno Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro chętnie zrobiłby krzywdę premierowi. Ale jako szef partii koalicyjnej w tej chwili tego zrobić nie może. Prokuratura zatem odpuści Morawieckiemu — to pewne. Tyle, że sąd może zmienić decyzję prokuratury i nakazać śledztwo przeciw premierowi.

May 29, 202157 min

S1 Ep 90#90 - Kaczyński znalazł sposób na wykończenie Ziobry i Gowina. Czy dojdzie do wcześniejszych wyborów?

Pogrążona w kryzysie Platforma Obywatelska nie ustaje w poszukiwaniach swego zbawcy. Do łask zaczyna wracać Donald Tusk, dla którego politycy PO przygotowali specjalny plan. Ferment nie tylko w Platformie. Do formacji Szymona Hołowni przyłącza się kolejny poseł, ale tym razem nie opozycyjny, tylko prosto z ław obozu rządzącego. Prof. Wojciech Maksymowicz zamienia Porozumienie Jarosława Gowina na Polskę 2050. Nie wygląda to jednak na wrogie przejęcie, a na rozgrywkę polityczną lidera Porozumienia, bez zgody którego Maksymowicz nie odważyłby się na taki krok. Gowin zaczyna negocjować z Hołownią, bo czuje, że Kaczyński próbuje go wykończyć. Prezes PiS wykorzystuje do tego „Polski Ład", który jest próbą politycznego uśmiercenia koalicjantów. Czy czekają nas zatem przyspieszone wybory? O tym wszystkim posłuchają Państwo w najnowszym odcinku słuchowiska politycznego „Stan po Burzy", które prowadzą Agnieszka Burzyńska z „Faktu" oraz Andrzej Stankiewicz z Onetu.

May 22, 202151 min