
Stan Wyjątkowy
307 episodes — Page 4 of 7

S1 Ep 262Tusk rozpoczął wycinkę PiS. Kaczyński idzie na ostro. Braun gasi Konfederację #OnetAudio
W PiS zapadła decyzja, że nie będzie żadnej współpracy ani żadnej taryfy ulgowej. Ma być na ostro. W każdej sprawie i w każdej sytuacji. Braun wyłazi z gaśnicą? Wina Hołowni! A dlaczego? A bo mówił, że będzie złoty przycisk to ma patostreamy! A też dlatego, że w Sejmie teraz każdy może włazić gdzie chce. Czyli na przykład poseł na korytarz. Hołownia zabrał Braunowi pół pensji zakazał wchodzenia do gmachu sejmu i wykluczył z posiedzenia,, ale to wciąż za mało. PiS chce więcej. Czego więcej? Awantury więcej. Związani z PiS pracownicy TVP już postanowili, że nie popuszczą a nawet, że nikogo nowego nie wpuszczą do budynku. W internecie pojawiło się PiSmo podpisane przez szefów Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, które wprost zobowiązuje pracowników TVP do zablokowania takich prób. Na Placu Powstańców słychać nawet „przykujemy się do kaloryferów". A z Krakowskiego Przedmieścia z siedziby ministra kultury „wymiana kaloryferów" to jest niewielki problem. Każdy minister na wejściu do swojego resortu dostał wielką miotłę i ma za zadanie najpierw zrobić porządki. Spektakularnie wymiecione zostały kurator Nowak i przyjaciółka prezesa Janina Goss. Będzie też wymiana szefów służb, chociaż tu jest z mniejszymi sukcesami, bo nowy rząd popełnił parę błędów. Za to Donald Tusk pojechał do Brukseli i po 3 godzinach ogłosił że przywiezie kasę z KPO. Co się okazało? Otóż - to niesamowite - wystarczyło złożyć wniosek! No dodatkowo fajnie mieć zaufanie Brukseli. Tusk ma.

S1 Ep 261Kaczyński odarty z władzy. Tusk premierem. Morawiecki się ośmieszył #OnetAudio

S1 Ep 259Glapiński donosi na Polskę. Kaczyński podwoił oszczędności. TVP ma nowego wroga #OnetAudio
Przez ostatnie osiem lat – używając ulubionej frazy byłej premier Beaty Szydło - to PiS zarzucało opozycji, że donosi na Polskę zagranicę. Teraz role się odwróciły. Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński rozesłał po świecie listy z prośbą, żeby międzynarodowe instytucje wzięły go w obronę na wypadek, gdyby nowa koalicja chciała postawić go przed Trybunałem Stanu. Glapiński napisał do Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i do Europejskiego Banku Centralnego twierdząc, że taki wniosek byłby zamachem na niezależność NBP.I pisze to jedyny prezes NBP, który pojawiał się w siedzibie rządzącego PiS przy ul. Nowogrodzkiej i nawet się z tym nie krył. Bank Światowy odpowiedział, że "nie ingeruje w sprawy polityczne swoich krajów członkowskich". Ale szefowa EBC Christine Lagarde odpisała Glapińskiemu, że „prawo Unii Europejskiej zapewnia ochronę prezesowi Polskiego Banku Centralnego" na wypadek "gdyby przyszły rząd planował bezprawnie postawić go w stan oskarżenia". Lagarde stwierdziła, że takie oskarżenie może wiązać się z automatycznym zawieszeniem Glapińskiego zarówno jako szefa banku centralnego, jak i członka Rady Ogólnej EBC, a zatem może być "niezgodne z prawem". Przy okazji dodała, że Glapiński może odwołać się do Trybunału Sprawiedliwości UE – gdyby został rzeczywiście zawieszony. Przypominamy, że był już taki przypadek w 2019 r. - wówczas został zawieszony szef banku centralnego Łotwy. Ale odwołał się do TSUE i TSUE uznał, że decyzja o zawieszeniu była bezprawna. Tylko czy Glapiński poprosi o ratunek TSUE, którego wyroków PiS nie uznawało przez ostatnie osiem lat? To byłby dopiero przełom kopernikański! Ale nowa koalicja – choć jak twierdzi szef sejmowej komisji gospodarki Ryszard Petru – wniosek do TS w sprawie Glapińskiego jest gotowy, jeszcze nie zdecydowała, czy go skieruje. Być może Donald Tusk nie chce się narażać na porażkę przed TSUE i destabilizować polskiej waluty, czym ściganie Glapińskiego mogłoby się zakończyć. Być może wniosek – już napisany – będzie straszakiem na Glapińskiego, by za bardzo nie bruździł nowej władzy. Nowy marszałek Sejmu Szymon Hołownia mówi, że na razie wniosku w sprawie Glapińskiego nie widział. Może dlatego, że pochłania go promocja sejmu w internecie. Odkąd Hołownia został marszałkiem, liczba subskrybentów sejmowego kanału na YouTubie urosła do 388 tys. Videopodcast marszałka Hołowni, w którym oprowadza po sali plenarnej Sejmu, ma już 856 tys. wyświetleń. Obrady prowadzone przez Hołownię ściągają przed monitory miliony Polaków, żądnych politycznego spektaklu. Jeśli tylko to wpłynie na udział Polaków w demokracji i wzrost frekwencji wyborczej, to Stan Wyjątkowy pochwala taki Sejm w stylu pop. Ale udany debiut Hołowni rozsierdził wciąż pisowską TVP. Teraz to już nie Tusk jest wrogiem publicznym numer 1 TV-PiS, ale nowy marszałek, którego postanowili pokazywać w czerwonej poświacie. Nie wiadomo dlaczego akurat ten kolor przypadł im do gustu, ale może uznali, że „czerwona morda" źle się Polakom kojarzy. Jednym z pierwszych projektów przyjętych przez Sejm było przywrócenie finansowania in vitro z budżetu państwa. Finansowanie przez państwo kosztownych zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego zlikwidowało PiS, ale teraz nawet Mateusz Morawiecki – premier rotacyjny, którego za chwilę zastąpi Donald Tusk, zagłosował za projektem obywatelskim. Przy okazji debaty, podczas Barbara Nowacka z KO wytknęła PiS, że pozbawili najbiedniejszych Polaków szans na posiadanie potomstwa, bo nie wszystkich stać na to, żeby samemu zapłacić za in vitro, dowiedzieliśmy się, że nowy poseł PiS Paweł Szrot, były prezydencki minister, sześć lat starał się o dziecko, ale z in vitro nie skorzystał. Nie wiadomo co pomogło, ale – jak się zwierzył – w końcu się udało i uśmiechnięty prawie dwuletni maluch biega w okolicznym przedszkolu. Nowa kadencja Sejmu to nowe oświadczenia majątkowe posłów i okazuje się, że mamy nowych krezusów w Sejmie. I tak oto Jarosław Kaczyński, który mówił, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy, w ciągu roku podwoił oszczędności. Rok temu prezes wskazywał 142 tys. złotych oszczędności, w tegorocznym oświadczeniu jest kwota 253 tys. zł. Majątek Kaczyńskiego: prezes PiS jest współwłaścicielem domu, wartego 1,8 mln zł. Zeszłoroczne zarobki szefa partii to około 300 tys. zł, a zobowiązania to 84 tys. zł. Za to premiera Morawieckiego przebił pod względem zarobków nienawidzony przez niego minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Morawiecki jako szef rządu zarobiłprawie 236 tys. zł, a Ziobro 345 tys. zł.Tak to jest jak się występuje w trzech osobach – jako minister sprawiedliwości, prokurator generalny i członek Krajowej Rady Sądownictwa. Za to w liczbie nieruchomości Ziobro nie przebije Morawieckiego. Tym bardziej, że część majątku przepisał na żonę. Zresztą podobnie jak lider KO Donald Tusk, który część majątku – w tym mieszkanie w Sopocie – przekazał swojej małżonce. Pobyt w Brukseli sprawił, że Tusk zgromadził spore oszczędności – w sumie 1,3 miliona zł, m

S1 Ep 258Cenckiewicz chce zablokować wybór Tuska. Kaczyński stawia Dudę pod ścianą. Wiatrakowa wpadka Hołowni #OnetAudio
Puśćmy wodze wyobraźni. Pod koniec swych rządów PiS uchwala ustawę, powołującą komisję badającą rzekome powiązania dawnej ekipy rządowej Donalda Tuska z Rosją. Komisja ma prawo politykom i urzędnikom uznanym za przychylnych Rosji wymierzyć karę 10 lat zakazu zajmowania stanowisk publicznych. Wybory wygrywa opozycja. Tuż po wyborach komisja — składająca się wyłącznie z ludzi PiS, kierowanych przez związanego z władzą historyka Sławomira Cenckiewicza — szybko i bez żadnych przesłuchań uznaje Tuska i kilku czołowych polityków Platformy za sprzyjających Rosji i wymierza im wieloletnie zakazy. W tej sytuacji prezydent odmawia powołania Tuska na premiera, a jego dawnych ministrów na stanowiska w nowym rządzie. W tej sytuacji nowy rząd nie może powstać, rządzi PiS, kraj wrze, setki tysięcy wyborców opozycji wychodzą na ulicę. Mamy wojnę polityczną i wojnę przed sądami na niespotykaną skalę. Czemu zatem ten wymarzony sen prezesa się nie spełnił? Ano przez prezydenta. Andrzej Duda początkowo zgodził się na ustawę umożliwiającą zablokowanie Tuskowi drogi do władzy na 10 lat — czyli w praktyce na zawsze — ale szybko pod naciskiem Amerykanów zmienił zdanie. Dlatego choć wszystko z opisanego wyżej scenariusza się spełniło, to jednak komisja nie była w stanie dokonać politycznej egzekucji Tuska i jego ministrów, mogła jedynie „zarekomendować", by nie oddawać im władzy. Ale, przyznajemy, wciąż słyszymy taką nadzieję w PiS — że prezydent, postawiony w tej sprawie pod ścianą przez Jarosława Kaczyńskiego, odmówi powierzenia Tuskowi premierostwa. Sam Tusk bagatelizuje taką możliwość, podobnie jak jego sojusznicy z Trzeciej Drogi i Lewicy. Mentalnie już są w rządzie. Mają już nawet za sobą pierwszą wpadkę — trwają poszukiwania lobbysty bliskiego Polsce 2050 Szymona Hołowni, który do ustawy o niższych cenach energii wrzucił zapisy ułatwiające firmom energetycznym budowę wiatraków tuż pod oknami domów.

S1 Ep 257Rząd osobliwości PiS. Kaczyński baja o koalicji z PSL. Człowiek Ziobry dostał zapaści po grzybkach #OnetAudio
To pełna wzruszeń chwila. Jeszcze nigdy w Polsce nie mieliśmy do czynienia z rządem ekspresowym, którego szybki upadek jest przesądzony już w momencie tworzenia. Chcielibyśmy się cieszyć, ale przyszły smutek ściska nam gardło. Już za 14 dni tego rządu nie będzie. Znamy aktorów tej szopki. Główną rolę odgrywa Mateusz Morawiecki, którego premierostwo to jeden wielki spektakl — skrzyżowanie dramatu i wodewilu. Po wyborach Morawiecki wziął na siebie misję zbudowania rządu skazanego na upadek, bo PiS przez 8 lat rządów tak brutalnie zwalczało opozycję, że dziś nikt nie chce z nimi rządzić. Dlatego też Morawiecki posuwając się krok po kroku w konstytucyjnie opisanej misji tworzenia rządu, wystawia się na drwiny — bo jest oczywiste, że żadnego rządu nie zbuduje. Dlatego też większość dotychczasowych ministrów zawczasu ewakuowała się z resortów, byleby tylko nie ośmieszać się wraz z Morawieckim. W tej sytuacji premier przedstawił jako nowych ministrów ludzi w większości kompletnie nieznanych i bez żadnej pozycji politycznej, którzy zwyczajnie nie obawiają się śmieszności. Ba, śmieszności nie obawia się także drugi aktor tej farsy — pan prezydent. Oto powołując nowych ministrów na maksymalnie 2 tygodnie, prezydent prawił im o budowie elektrowni atomowych, kontynuowaniu Centralnego Portu Komunikacyjnego, wspominał też o awansie Polski w globalnej lidze cargo. Prezydent widać uwierzył w bajki premiera, który opowiada, że buduje rząd ponadpartyjny i że zrealizuje „Dekalog Polskich Spraw", czyli wymyślony naprędce miks pomysłów wyborczych z programu PiS, Trzeciej Drogi, Konfederacji i Lewicy. To brzmi tak pięknie, że prawieśmy uwierzyli — tak jak pan prezydent — że Morawiecki stworzy z tymi partiami Koalicję Polskich Spraw i wszyscy będą żyć długo oraz szczęśliwie. I wtedy oprzytomnieliśmy, zdając sobie sprawę, że to teatr, a premier dość marnie odgrywa napisaną mu rolę rozjemcy w wojnie polsko-polskiej. A oprzytomnieliśmy, gdyż odezwał się pan prezes, w bólach rozstający się z władzą. Rzekł otóż Jarosław Kaczyński, że to nie żaden pan Mateusz, nie żaden Dekalog i nie żadna Koalicja — tylko on sam w swym prezesowskim jestestwie wyreżyserował ten spektakl pod tytułem: „Rząd osobliwości PiS". I twierdzi — tu już naprawdę nie potrafimy powstrzymać śmiechu — że to przygotowanie do rządów z PSL. W tym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka z lubością analizują skład nowego rządu prezesa, odnajdując w nim — rzecz jasna — masę osobliwości. Szczegółowo omawiają też rozgrywkę Kaczyńskiego, który próbuje opóźnić oddanie władzy i zaczyna wykorzystywać kontrolowane wciąż przez PiS instytucje do walki ze zbliżającym się dużymi krokami rządem Donalda Tuska.

S1 Ep 256Rząd Morawieckiego pakuje manatki. Tusk odpala komisje śledcze. Komandosi prezesa PiS nadal w Sejmie #OnetAudio
Spakowali się. W torby, aktówki, tobołki — ministrowie rządu PiS w ciągu ostatnich kilku dni po cichu opuścili swe fotele, porzucili gabinety i pożegnali gmachy. To było tak po ludzku bolesne. Wszak — by zacytować klasyczną frazę Beaty Szydło — „przez 8 ostatnich lat" rządzili niepodzielnie. I tak po prostu przyzwyczaili się do tej władzy niepodzielnej. Tak bardzo się przyzwyczaili, że nie wyobrażali sobie, że mogą ją stracić. A tu suweren wywinął numer niepodzielnym. Były pożegnalne kawusie i koniaczki, trochę wzruszu, czasem skrycie uroniona kropla łez. Musieli się spakować nawet nie dlatego, że Donald Tusk już prze do władzy i dyszy żądzą zemsty. Musieli się spakować, bo ich pryncypał Mateusz Morawiecki odgrywa komedię z tworzeniem nowego gabinetu z fikcyjnym programem, popieranym przez tajną koalicję. W ramach tego groteskowego projektu Morawiecki ogłosi w poniedziałek skład rządu, który upadnie zanim powstanie. Ale zanim upadnie, to przez maksimum 2 tygodnie będzie rządził. I to dla nowych „ministrów" — kilkunastu figurantów Morawieckiego — trzeba było zwolnić fotele i gabinety. Twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Kamila Dziubkę i Dominikę Długosz powyborcze pląsy Morawieckiego niezmiennie bawią. Tak zwyczajnie po ludzku zastanawiamy się, czy są granice żenady, których premier nie jest w stanie przekroczyć. Mówiąc szczerze, nie próbujemy nawet ustawiać mu poprzeczek, bo istnieje ryzyko, że w najbliższych dniach pójdzie na całość — w kierunku nieznanym najprzedniejszym twórcom polskiego kabaretu. Premier odwleka to, co nieuniknione — powstanie rządu Donalda Tuska. Przypiekanie Morawieckiego — swego dawnego doradcy, a ostatnio agresywnego przeciwnika — Tusk stawia wysoko w swym planie. Żeby Morawieckiego całkowicie politycznie wykończyć Tusk dorzuca ustawę, zwaną złośliwie „czyste ręce" — ma ona ujawniać majątki małżonków polityków. Oczywistym adresatem jest Iwona Morawiecka, na którą premier przepisał wart dziesiątki milionów majątek, którego nie chce ujawnić, twierdząc, że nie ma takiego obowiązku. No to będzie obowiązek — a jedyną receptą, premierze, będzie przepisanie nieruchomości na dzieci. Ale, rzecz jasna, głównym bohaterem rozliczeń będzie Jarosław Kaczyński. Prezesa czeka od połowy grudnia serial zeznań przed komisjami śledczymi i przed prokuraturą, zabraną Ziobrze. Rozliczenia mają rozbić PiS i pozbawić Kaczyńskiego szans na powrót do władzy.

S1 Ep 255Tusk przyspiesza. Morawiecki prowadzi łapankę. A sędzia TK ucieka przed alkomatem #OnetAudio
Kiedy Donald Tusk przyspiesza i zapowiada powołanie trzech komisji śledczych wymierzonych w Prawo i Sprawiedliwość, premier Mateusz Morawiecki wciąż udaje, że tworzy rząd. To o tyle ciekawe, że o tym, jak właściwie wygląda ten proces, nie wiedzą nawet… ministrowie jego obecnego rządu, który formalnie od tygodnia jest w dymisji. Taki minister Czarnek na przykład twierdzi, że szef rządu o niczym z nim nie rozmawiał, ale jak będzie trzeba, to weźmie udział w tym spektaklu. Bo sam pan minister edukacji otwarcie mówi, że wie, jak to się skończy. A skończy się tak, że Mateusz Morawiecki w Sejmie przerżnie głosowanie w sprawie wotum nieufności. I nie pomogą propozycje, które – jak twierdzi pan premier – są kompilacją postulatów programowych partii, z których Morawiecki chce wyrywać posłów. Nie do końca wiemy, dlaczego politycy PSL, Polski 2050, Lewicy, tudzież Konfederacji mieliby chcieć realizować swój program razem z premierem rządu PiS, ale na to pytanie powinien odpowiedzieć chyba on sam. Być może usłyszy takie pytanie w trakcie spotkania z marszałkiem Sejmu Szymonem Hołownią, do którego – jak zresztą sam przyznaje – trochę wpycha się na spotkanie. Hołownia, który Mateusza Morawieckiego nazywa pieszczotliwie premierem Schroedingera, który jest, ale jakby go nie ma, obiecuje, że znajdzie jakieś okienko w swoim kalendarzu, ale dopiero jak ten sformuje swój nowy rząd. Zatem najwcześniej za tydzień. Ale marszałek Sejmu ma do Morawieckiego więcej pytań. Na przykład takie, dlaczego rząd PiS nie zapisał w budżecie, że VAT na żywność w przyszłym roku wyniesie 0%, a teraz składa projekt ustawy, który to właśnie przewiduje? No i co robił latem rząd, że teraz nagle trzeba nowelizować ustawę o handlu w niedzielę, bo w niedzielę właśnie wypada tegoroczna Wigilia? Musielibyśmy też zapytać, od kiedy znany jest kalendarz na 2023 rok, ale ktoś mógłby uznać, że jesteśmy małostkowi. Zadamy zatem inne pytanie: panie premierze, co pan robił, kiedy pana partia likwidowała rządowy program finansowania in vitro? Proszę tylko nie mówić, że nie był pan posłem, bo był pan wicepremierem tego rządu. Oczywiście można założyć, że wziął pan sobie do serca słowa Jarosława Kaczyńskiego z 2012 r., kiedy ten mówił, iż dla niego in vitro to właściwie jak aborcja. Załóżmy, że tak właśnie było. No to zapnijcie państwo pasy. Dziś pan premier chce sfinansować bon o wartości 10-20 tys. zł, który można przeznaczyć na procedurę in vitro. Słabo? Słabo o tyle, że tego bonu nie będzie, bo nowa większość właśnie zaczyna pracować nad obywatelskim projektem ustawy ws. finansowania z budżetu państwa in vitro. To ten sam projekt, od którym zebrano pół miliona podpisów i który pani marszałek Witek włożyła do sejmowej zamrażarki. I będzie to pierwszy projekt ustawy, którym zajmie się nowy Sejm. Pytanie oczywiście, jak zachowa się pan prezydent, który na biurku niedługo znajdzie tę ustawę. Trochę nie chce nam się wierzyć, że ją zawetuje, bo mamy wrażenie, że nowa większość tylko na to czeka. A skoro przy nowej większości jesteśmy, to odżyła giełda kandydatów do rządu Donalda Tuska. Coraz głośniej mówi się, że szefem dyplomacji zostanie Radosław Sikorski. Byłby to powrót po latach, choć – bądźmy szczerzy – mocniejszej postaci z tego zakresu kompetencji lider Platformy po prostu nie ma. Nie ma też wątpliwości, że kandydatów na to stanowisko jest więcej. W przeciwieństwie do teki ministra zdrowia. Z informacji Onetu wynika, że największe szanse na tę funkcję ma Joanna Mucha, była minister sportu w latach 2011-2013, która jednakowoż pisała pracę doktorską na temat finansowania publicznej służby zdrowia w Polsce. Do tej pory najczęściej mówiło się w kontekście tej posady o Izabeli Leszczynie, jednak ta ponoć broni się przed tym rękami i nogami. Podobno Donald Tusk myślał o niej jako o nowej szefowej klubu parlamentarnego, jednak tutaj koncepcji ma być więcej. Ciekawa rozgrywka toczy się o fotel ministra sprawiedliwości. Tu najczęściej ostatnio pada nazwisko byłego Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. On sam unika deklaracji na ten temat. Niektórzy twierdzą, że nie jest on wystarczająco twardy, ale ci, którzy go znają, twierdzą, że to krzywdzące opinie. Z pewnością jednym z najważniejszych zadań tego, który zastąpi w gabinecie Zbigniewa Ziobrę, będzie rozprawa z Prokuratorem Krajowym Dariuszem Barskim, który w myśl niedawno znowelizowanych przepisów jest nie do ruszenia, chyba że zgodzi się na to prezydent. Nasi rozmówcy po stronie nowej większości twierdzą jednak, że ustawa jest – brzydko mówiąc – spartolona i Barskiego usunąć można dość łatwo. A na pewno tak mu uprzykrzyć życie, że sam z tej funkcji zrezygnuje.

S1 Ep 254Kaczyński upokorzony przez Hołownię. Ziobro boi się rozliczeń. A Konfederacja ośmiesza się w Sejmie #OnetAudio
Jak by nie patrzeć, Szymon Hołownia ma swój czas. Ostatnie dni to dla lidera Polski 2050 najlepszy okres, jaki trafił mu się w polityce. Nowy marszałek Sejmu do maksimum wykorzystuje swe okienko w burzliwej rzeczywistości powyborczej. Z jednej strony ustępujący premier Mateusz Morawiecki jeszcze walczy o władzę, ale to zrywy coraz bardziej cherlawe — wiadomo, jak skończy się jego misja. Z drugiej przyszły premier Donald Tusk usunął się w cień, w ciszy przygotowując koncepcję totalnej wycinki pisowców z wszystkich instytucji państwa, którą rozpocznie po przejęciu władzy za niespełna miesiąc. Z tego swoistego interregnum — gdy namiestnik Kaczyńskiego w konwulsjach żegna się z władzą, a nowy hegemon jeszcze nie objął urzędu — korzysta właśnie Hołownia, jako pierwszy nominat nowej koalicji. Najpierw zręcznie poprowadził pierwsze posiedzenie Sejmu — dając sobie radę z takimi zawodnikami jak Zbigniew Ziobro czy Przemysław Czarnek, których talent estradowy wykracza daleko poza umiejętności najbardziej charyzmatycznych uczestników „Mam talent", dawnego show Hołowni w telewizji TVN. Potem nowy marszałek wygłosił orędzie, w którym uspokajał wyborców PiS, że to nie jest koniec ich świata. Wreszcie spotkał się z prezydentem Andrzejem Dudą — jako, bądź co bądź, druga osoba w państwie, która ma zresztą ambicje, by za dwa lata stać się osobą nr 1. Jednocześnie Hołownia upokorzył Jarosława Kaczyńskiego. Szef PiS przez ostatnie 8 lat wchodził na sejmową mównicę jak do swego gabinetu na Nowogrodzkiej — „bez żadnego trybu", jak sam mawiał. Tym razem też tak chciał, gdy Sejm prowadził pierwszą gorącą debatę dotyczącą sądownictwa. Hołownia mu odmówił — to był symboliczny kres rządów Kaczyńskiego w Sejmie. Debata sądowa wywołała ogromne emocje szczególnie u Ziobry — który popiskiwał na polityków nowej ekipy i wyśmiewał ich, wyzywając od „fujar". Przestrzegał też, że żadna władza nie jest wieczna, a rozliczenia w przyszłości dotknąć też ich. To był wyraźny dowód na to, że Ziobro boi się rozliczeń, zapisanych przez nową koalicję w umowie o tworzeniu rządu. Gdyby autorzy „Stanu Wyjątkowego" Kamil Dziubka i Renata Grochal mieli obstawiać top polityków PiS, którymi zajmie się Tusk po przejęciu władzy, to rzeczywiście pan Zbyszek znajdzie się wysoko. Listę rzecz jasna otworzy Kaczyński, ale Ziobro to pewny numer 2, zaś trzecią lokatę zajmuje Jacek Kurski, którego Tusk spróbuje odwołać z lukratywnej — i pozornie bezpiecznej — posady w Banku Światowym w Waszyngtonie, by mogła się nim zająć prokuratura. Właśnie przed prokuraturą Tusk chce postawić Kurskiego za to, że całkowicie sprostytuował TVP, czyniąc z niej kanał tępej propagandy i narzędzie brutalnej walki z opozycją wobec PiS.

S1 Ep 253PiS rozbity i upokorzony w Sejmie. Kaczyński wyzywa Tuska od chamów i lumpów. Duda gra swoją grę #OnetAudio
To było przejmujące. Na pierwszym posiedzeniu Sejmu po wyborach wraz z każdą kolejną uchwalaną decyzją, Jarosław Kaczyński tracił fragment swego imperium władzy, które pieczołowicie budował przez dwie kadencje. Lider PiS wyraźnie nie mógł się odnaleźć w parlamencie, który przestał pracować pod jego dyktando i zgodnie z rytmem jego dnia. Dość powiedzieć, że prezes PiS spóźnił się na początek obrad, a orkiestra tym razem nie poczekała — i hymn musiał odśpiewać na schodach w sali plenarnej. Nie wiemy, czy prezes uznał to za spisek — bo prezes widzi teraz rękę Donalda Tuska wszędzie, gdzie PiS traci wpływy. W jednym z prezesem jesteśmy zgodni. Na tym pierwszym posiedzeniu jego partia została celowo przez Tuska poniżona i upokorzona. Lider Platformy wyraźnie mści się za 8 lat rządów Kaczyńskiego, który ubliżał opozycji i marginalizował ją w Sejmie. Teraz rolę się zmieniły, a Kaczyński przypomina sobie — z dużym trudnem — jak wygląda bezsilność marginalizowanej opozycji. Dlatego ubliża Tuskowi i jego partii słowami w swym słowniku najgorszymi — wyzywa ich od lumpów i chamów. A także — rzecz jasna — Niemców. Kandydatka PiS na wicemarszałka Sejmu Elżbieta Witek została utrącona w wyborach — Tusk postawił sobie za punkt honoru, aby przekonać do takiego głosowania wszystkich swych koalicjantów. Także Trzecią Drogę, która się wahała, uznając, że największa partia w Sejmie — czyli PiS — musi mieć marszałka. Tusk uznał, że już na początku prac Sejmu musi pokazać elektoratowi oczekującemu rewanżu, że obietnicę rozliczeń traktuje poważnie — stąd jego gra na utrącenie Witek, która była narzędziem opresji Kaczyńskiego w minionej kadencji. Teraz wszechmocna do niedawna marszałek Sejmu będzie szeregowym posłem. Tusk nie przejął się nawet wezwaniami prezydenta w tej sprawie — co pokazuje, że inne przestrogi wygłoszone przez Andrzeja Dudę podczas wystąpienia na pierwszym posiedzeniu Sejmu traktuje równie swobodnie. W tym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Dominika Długosz i Andrzej Stankiewicz szczegółowo omawiają sejmową rozgrywkę głównych graczy, analizując, co będzie się dziać dalej w Sejmie, w którym Kaczyński i Tusk potykają się bezpośrednio po raz pierwszy od 9 lat.

S1 Ep 252Tusk dopiął koalicję. Kaczyński stawia na wojnę z Unią. Glapiński boi się odwołania i grozi odwetem #OnetAudio
Zrobili tak, jak chciał prezydent — liderzy Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy jeszcze przed pierwszym posiedzeniem nowego Sejmu podpisali umowę koalicyjną. Podczas niedawnych konsultacji powyborczych Andrzej Duda sugerował, że brak umowy może oznaczać, że rząd Donalda Tuska wcale nie musi mieć większości. Teraz prezydent dostał dowód na to, że większość jest. Rzecz jasna, cała rozgrywka Dudy na kwestionowanie koalicji była tylko wybiegiem. Prezydent chciał mieć pretekst, by powierzyć misję tworzenia rządu przedstawicielowi PiS, obecnemu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Przeczuwając, że Tusk jeszcze przed pierwszym posiedzeniem Sejmu dopnie umowę i pomacha nią Morawieckiemu przed nosem, prezydent nie czekał i już kilka dni temu zapowiedział, że i tak to Morawiecki dostanie misję tworzenia rządu. Misję z góry skazaną na porażkę — PiS musiałoby przekonać do koalicji PSL albo kupić co najmniej 30 posłów. A to jest nierealne. W rzeczywistości rząd PiS upada i za kilka tygodni odda władzę — dlatego autorzy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Renata Grochal obserwują wzbierającą falę odejść ludzi PiS z instytucji państwowych i służb. Nawet butny zazwyczaj wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki spakował swój hippisowski dobytek w reklamówkę i listonoszkę, zwalniając sejmowy gabinet dla wybrańców nowej koalicji. Skala porażki zaczyna docierać do Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS po wyborach zniknął na kilkanaście dni, ale teraz powoli dochodzi do siebie — i próbuje pokazać, że panuje nad sytuacją i ma pomysł, jaką drogą poprowadzić PiS do zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach samorządowych oraz europejskich. Na razie jednak to robienie dobrej miny do złej gry — jedynym politycznym pomysłem Kaczyńskiego jest atak na Unię Europejską i przekonywanie, że Berlin — rękami Brukseli — chce zabrać Polsce suwerenność i doprowadzić do, tu cytat, „anihilacji polskiego państwa". Jednym słowem, pomysłem Kaczyńskiego na wyjście z impasu po nieudanej kampanii wyborczej, jest danie wyborcom jeszcze więcej tego, co było esencją jego kampanii wyborczej — ataku na Unię. Swoją drogą, z doświadczenia wiemy, że gdy prezes mówi o anihilacji czegokolwiek, to jest to dowód na to, że nie ma innego pomysłu na mobilizację elektoratu. „Stan Wyjątkowy" został nominowany w konkursie „Podcast roku". Spośród nominowanych zostanie także przyznana nagroda publiczności. Zachęcamy do głosowania na "Stan Wyjątkowy": Nagroda publiczności 2023. Podcast Roku – konkurs im. redaktora Janusza Majki.

S1 Ep 251Ostatni miesiąc Morawieckiego. Kosiniak-Kamysz dał kosza Dudzie. A prezes Kaczyński zniknął #OnetAudio
To jest "Stan Wyjątkowy" — powyborcze wydanie słuchowiska politycznego, które przygotowują Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Renata Grochal. W tym wydaniu omawiamy kulisy decyzji prezydenta, który powierzył misję tworzenia rządu Mateuszowi Morawieckiemu, mimo że PiS nie ma w Sejmie większości. Oczywiście — to nie jest tak, że Duda nie umie liczyć. Prezydent wie, że Morawiecki nie zbuduje koalicji i najdalej za miesiąc odejdzie. Tyle że Andrzej Duda liczy nie matematycznie, a politycznie. Jednym z powodów powołania Morawieckiego jest to, że otoczenie prezydenta popycha go do gry o władzę w PiS po Kaczyńskim. Dlatego Duda nie chciał dziś zrażać do siebie ponad 7,5 miliona wyborców PiS, którym trudno byłoby pojąć, że oddaje władzę na tacy znienawidzonemu przez nich Donaldowi Tuskowi. W scenariuszu walki o władzę w PiS kluczowe będą wybory prezydenckie 2025 r. Z jednej strony Kaczyński ryzykuje, że w partii dojdzie do podziałów przy okazji wyłaniania kandydata. Z drugiej — po wyborach prezydenckich Duda będzie młodym emerytem. Jeśli nie znajdzie pracy za granicą — a to niepewny scenariusz — będzie miał dużo czasu i może się włączyć do rozgrywki o władzę na prawicy. Ludzie prezydenta — szef gabinetu Marcin Mastalerek oraz poseł PiS Jan Krzysztof Ardanowski — już wysyłają Kaczyńskiego w stan spoczynku. Na razie prezes zniknął. Po wyborach pojawił się tylko raz, na stypie „Gazety Polskiej" w Spale, gdzie dokonał egzegezy klęski. I częściowo obwinił za nią prezydenta, który wetował co bardziej radykalne pomysły PiS — takie jak czystki w sądach. Swoją drogą, myśląc o nowym rozdaniu na prawicy, Duda szuka możliwości współpracy z PSL — dlatego intensywnie namawiał szefa ludowców Władysława Kosiniaka-Kamysza, by to on przyjął nominację na premiera. Bezskutecznie. Współpracownicy Dudy z rozżaleniem konstatują, że lider ludowców jest lojalny wobec Tuska. Ale może chociaż — to kolejne marzenie Dudy — Kosiniak-Kamysz zostanie ministrem obrony? To stanowisko szczególnie istotne w relacjach rządu z prezydentem, więc WKK i PAD mogliby się częściej spotykać, nie budząc podejrzeń. „Stan Wyjątkowy" został nominowany w konkursie „Podcast roku". Spośród nominowanych zostanie także przyznana nagroda publiczności. Zachęcamy do głosowania na "Stan Wyjątkowy": Nagroda publiczności 2023. Podcast Roku – konkurs im. redaktora Janusza Majki.

S1 Ep 250Ostatni skok PiS na kasę. Spór o posadę marszałka Sejmu. Kosiniak-Kamysz chce być szefem MON #OnetAudio
„Stan Wyjątkowy" został nominowany w konkursie "Podcast roku". Spośród nominowanych zostanie także przyznana nagroda publiczności. Zachęcamy do głosowania na "Stan Wyjątkowy": Nagroda publiczności 2023. Podcast Roku - konkurs im. redaktora Janusza Majki." Przez Polskę idzie fala. To fala działaczy PiS, którzy pospiesznie ewakuują się z państwowych instytucji. To ucieczka przed nową władzą, która jasno zapowiada, że wyrzuci nominatów PiS ze spółek skarbu państwa, TVP, prokuratury i sądów. Politycy PiS butnie przekonują, że oni tu z PSL — drodzy państwo — zrobią koalicję i ocalą Polskę przed Tuskiem. Ale wystarczy przeanalizować masowy eksodus ludzi PiS, zajmujących gorące stołki oraz przeliczyć przyznawane na ostatnią chwilę podwyżki i odprawy, by zrozumieć, że to kompletne bzdury. Uciekają, bo już jest koniec — a prezes nie ma dla nich nic. Funkcjonariusze i politycy PiS na szybko zabezpieczają się przed nadchodzącymi chudymi latami. W każdej niemal instytucji od spółek Skarbu Państwa po media, trwa żonglowanie kontraktami i ściąganie ostatnich pieniędzy. Resorty rozpisują kolejne konkursy, które zostaną rozstrzygnięte jeszcze przed wejściem do resortów nowych ministrów, a wszędzie, gdzie się da pracują niszczarki i kopiarki. Jednocześnie. Trwa też niezwykły ruch, jeśli chodzi o zatrudnienie w różnych instytucjach. Premier Mateusz Morawiecki postanowił obsadzić Komisję Nadzoru Finansowego swoim człowiekiem. Ale to budzi największą dyskusję w samym PiS, bo pisowcy nagle zorientowali się, że KNF to w sumie 1400 etatów dla swoich i naprawdę sporo pieniędzy. A nie wszyscy przecież dostali złote spadochrony do partii i też chcieliby coś ze sobą zrobić. Z kolei opozycja cały czas rozmawia. Non stop ktoś z kimś się spotyka, ktoś coś proponuje i ktoś czegoś chce. Wyciekł pomysł, żeby marszałek Sejmu był rotacyjny - dwa lata Szymon Hołownia i dwa lata Włodzimierz Czarzasty. Ale ten bliski Lewicy pomysł nie podoba się w Trzeciej Drodze. Ludowcy złośliwie mówią, że rotacyjna to może być kosiarka.Twórców „Stanu Wyjątkowego" - Dominikę Długosz („Newsweek") oraz Kamila Dziubkę (ONET) bawi to, że liderzy PiS wciąż przekonują, iż są w stanie zbudować większość w Sejmie - z PSL. Pisowcy pokochali ludowców miłością wręcz masochistyczną. Premier posunął się nawet do twierdzeń, że mógłby być wicepremierem u premiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, co już zalatuje dużą desperacją. Lider ludowców jest potrzebny wszędzie. W rządzie Donalda Tuska mógłby na przykład objąć resort obrony chociaż do tej pory nie wykazywał absolutnie żadnego zainteresowania wojskiem.

S1 Ep 249Rozliczenie PiS elementem umowy koalicyjnej rządu Tuska. Prezydent ma kandydata na marszałka seniora #OnetAudio
To jest "Stan Wyjątkowy na wybory" — powyborcze wydanie słuchowiska politycznego, które przygotowują Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Renata Grochal. W tym wydaniu omawiamy kulisy negocjacji między KO, Trzecią Drogą i Lewicą, które w ciągu kilku dni skończą się podpisaniem umowy koalicyjnej. Jej elementem będą twarde rozliczenia z PiS. Nowa koalicja naciska w związku z tym na prezydenta, aby to jej wspólny kandydat Donald Tusk dostał misję tworzenia rządu. Prezydent wciąż się waha, bo z kolei PiS naciska, aby to Mateusz Morawiecki jako kandydat zwycięskiej partii dostał misję tworzenia rządu. Autorzy „Stanu Wyjątkowego" pokazują na konkretnych przykładach, że politycy PiS wcale nie wierzą, że uda się im stworzyć rząd. Grają na czas, by przygotować sobie złote, ewakuacyjne spadochrony. Działy kadr instytucji i spółek kontrolowanych przez PiS mają pełne ręce roboty — niektórzy uciekają na emerytury i w stan spoczynku, inni odbierają ostatnie podwyżki, dzięki którym wzrosną ich odprawy. To, czy Duda powierzy misję premierowską Morawieckiemu nie ma praktycznego znaczenia — tylko przedłuży rządową agonię PiS. Prezydent nie ma instrumentów, aby zablokować powołanie rządu Tuska — może je tylko opóźniać. Choć — to teoria spiskowa — jest jedna taka możliwość. Chodzi o formalny trik. Otóż spośród sędziwych posłów Duda wskazuje marszałka-seniora — czyli posła otwierającego pierwsze posiedzenie nowego Sejmu, odbierającego przyrzeczenia od posłów i przeprowadzającego głosowanie nad wyborem nowego marszałka. Nowego marszałka wskaże większość, a zatem to będzie pierwszy test dla koalicji KO-3D-Lewica, która po wyborze przejmie kontrolę nad Sejmem. No to, ale co się stanie, jeśli senior otworzy posiedzenie, odbierze przyrzeczenia i przerwie obrady bez wyboru marszałka? Nazwiska seniorów zaproponowane przez Państwową Komisję Wyborczą prezydentowi pobudzają wyobraźnię, bo są tam m.in. Jarosław Kaczyński (74 l.) i Antoni Macierewicz (75 l.), którzy w swym politycznym życiu już niejedne proceduralny numer wywinęli. Ale — jak się dowiadują twórcy „Stanu Wyjątkowego" — prezydent ma inne pomysł na marszałka-seniora. To marszałkini-seniora. Czy dawna minister rządu Morawieckiego, sojuszniczka Beaty Szydło gotowa jest zablokować nową koalicję?

S1 Ep 248Prezydent może powołać Tuska na premiera. Kaczyński przeprowadza czystki w PiS. Buzuje na lewicy #OnetAudio
To jest czas jego życia. Zwycięska porażka PiS i degradacja politycznego znaczenia Jarosława Kaczyńskiego otworzyły zupełnie nowe możliwości przed prezydentem. Andrzej Duda promienieje jako gospodarz rozmów o tworzeniu przyszłego rządu. Mówi nawet ciepło o trosce o państwo, którą czuje u wszystkich uczestników rozmów — a zatem także u Donalda Tuska, którego PiS oskarżało w kampanii o reprezentowanie interesów Niemiec i Rosji jednocześnie. W PiS panowało do niedawna przekonanie, że prezydent na pewno powierzy premierowską misję Mateuszowi Morawieckiemu, mimo że opozycja jasno deklaruje, iż to ona ma większość, by stworzyć rząd z Tuskiem na czele. Powołanie Morawieckiego miało być — wedle myślenia w PiS — gestem prezydenta wobec jego dawnej partii. Rząd Zjednoczonej Prawicy zyskałby czas na przygotowanie swego odejścia — inna rzecz, że opozycja twierdzi, iż byłby to czas niszczenia dokumentów i przelewania państwowych pieniędzy do swoich ludzi. Morawiecki robi dobrą minę do złej gry — podczas konsultacji prezydenta ze wszystkimi ugrupowaniami politycznymi przekonywał nawet, że może zbudować większość w Sejmie. Nie może — liderzy Trzeciej Drogi Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia jasno deklarują, że ich kandydatem na premiera jest Tusk. A bez głosów 3D Morawiecki może zapomnieć o misji premiera, zaś PiS — o dalszych rządach. W tej sytuacji prezydent zaczął się wahać. Dobrze wie, że powierzenie Morawieckiemu misji tworzenia rządu może się skończyć groteskowo — nikt nie będzie chciał z nim rozmawiać o koalicji i nikt nie będzie słuchać jego expose. Ta śmieszność uderzyłaby także w Dudę. Dlatego prezydent poważnie rozważa powierzenie misji tworzenia rządu Tuskowi. Decyzję podejmie po pierwszym posiedzeniu Sejmu, który zbierze się 13 listopada. Jeśli koalicja KO/3D/Lewica wybierze swego marszałka Sejmu — o tej posadzie marzy Szymon Hołownia — to Duda dostanie dowód, że pisowcom nie udało się podkupić posłów opozycji i nowa koalicja rzeczywiście ma większość. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka wcale by się nie zdziwili, gdyby w tej sytuacji Duda postawił na Tuska. Tym bardziej że Kaczyński w ramach powyborczych rozliczeń coraz bardziej otwarcie zahacza prezydenta. Sugeruje, że to on swymi decyzjami — takimi jak wetowanie najbardziej radykalnych ustaw sądowych autorstwa Ziobry — przygasił promień pisowskiej rewolucji tak skutecznie, by w finale żar ów zupełnie zgasł. Inna rzecz, że Kaczyński mówi także o „urojonej rzeczywistości", w jakiej żyją wyborcy opozycji, o moskiewskich korzeniach partii Hołowni oraz o budowaniu frontu obrony narodu. Wspomina także o końcu Polski. A właściwie, jak mówi, o „Finis Poloniae". Jak wiadomo zawsze, gdy Kaczyński oddaje władzę, Polska się kończy. Czekamy, kiedy prezes na nowo — jak przed przejęciem władzy — zacznie śpiewać „Boże, coś Polskę" w wersji z czasów rozbiorów, okupacji niemieckiej i czasów PRL, z wersem „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie" zamiast „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie".

S1 Ep 247Sensacyjny plan Tuska. Opozycja mówi jednym głosem. Prezydent w trudnej sytuacji #OnetAudio
Opozycja mówi dość tych gierek i idzie do prezydenta w sprawie utworzenia nowego rządu. Andrzej Duda chyba jeszcze do końca nie wie, co ostatecznie zrobi, ale wie, że politycznie nie jest w najłatwiejszej sytuacji. Czarzasty, Hołownia i Kosiniak-Kamysz i Tusk mówią jasno: mamy większość, powołamy marszałka Sejmu i przede wszystkim damy wotum zaufania rządowi pod kierownictwem lidera Platformy. Wydarzenie historyczne, bo pierwszy raz od lat na żywo transmitowano wystąpienie najważniejszych polityków formacji z obozu anty-PiS. Wygłaszając oświadczenie, opozycja, a zwłaszcza Trzecia Droga chce uciąć spekulacje o tym, że w przyszłym Sejmie mogłaby powstać jakakolwiek inna większość niż ta wywodząca się z KO, Lewicy i Trzeciej Drogi. Bo do dziś politycy Prawa i Sprawiedliwości wręcz nachalnie smalili cholewki zwłaszcza do polityków PSL. Przemysław Czarnek odkrył w sobie Ludowca, a Marek Suski ciepło wypowiadał się na temat byłego posła stronnictwa Eugeniusza Kłopotka w obecności Agnieszki Kłopotek. Suski myślał, że świeżo upieczona parlamentarzysta PSL jest córką Eugeniusza. Dziwnym trafem nie zorientował się, że jest jednak jego żoną. Tak czy inaczej na razie bardziej prawdopodobne jest, że w tzw. pierwszym kroku konstytucyjnym prezydent powierzy misję tworzenia rządu politykowi PiS. Chodzi o przedłużenie obecności pisowców w ministerstwach i spółkach, ale też o zorganizowanie uroczystości Święta Niepodległości 11 listopada. Wracając do rządowych układanek… Dopiero dziś wszystkie partie przyszłej koalicji wykładają karty na stół. Każda ma swoje autorskie propozycje. Tak jak Donald Tusk, który – jak donosi Andrzej Stankiewicz – przygotował plan wręcz sensacyjny. Wynikałoby z tego, że przewodniczący PO chce stworzyć osobisty rząd i nie zamierza zaoferować koalicjantom zbyt wielu stanowisk ministerialnych. W jego założeniu kluczowe resorty obejmą przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, najczęściej ludzie, z którymi pracuje od wielu lat. Chodzi m.in. o Mateusza Szczurka, który miałby pełnić funkcję ministra finansów (tak jak w latach 2013-2015), Bartłomieja Sienkiewicza (były szef MSW, teraz miałby być szefem resortu aktywów państwowych), czy byłą wicepremier i szefową resortu infrastruktury i rozwoju Elżbietę Bieńkowską. To jednak nie koniec. Tusk miał złożyć propozycję objęcia szefostwa resortu spraw zagranicznych Barbarze Nowackiej. Adam Szłapka ma zostać ministrem obrony, a Krzysztof Brejza ministrem sprawiedliwości. Lider PO wolałby też w roli marszałka Sejmu Borysa Budkę zamiast Szymona Hołowni, ale wygląda na to, że szef Polski 2050 bardzo chce kierować izbą niższą parlamentu. Niektórzy w PO obawiają się, że Hołownia jako marszałek może dawać politykom PiS zbyt wiele przestrzeni. To jednak właśnie on wygłosił dziś w Sejmie najostrzejsze przemówienie uderzające w ustępującą władzę. Być może zdecydowały o tym doniesienia na temat możliwej inwigilacji polityków opozycji (a zwłaszcza Trzeciej Drogi). Decyzja o tym miała zapaść krótko przed wyborami na naradzie kierownictwa służb w Lucieniu. Służby zaprzeczają, ale opozycja już głośno powtarza postulaty o likwidacji CBA. Nie ma wątpliwości, że po przejęciu władzy przez nową większość służby zostaną przeorane.

S1 Ep 246Opozycja negocjuje skład rządu. Kaczyński rozpamiętuje swój upadek. Czarnek nagle zakochał się w PSL #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Jest. Wreszcie się odezwał. Po pięciu dniach niezwyczajnej jak na niego ciszy powiedział wreszcie, jak jest. Gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Prezes PiS Jarosław Kaczyński — największy przegrany wyborów — robi dobrą minę do złej gry. Stara się pokazać, że wszystko rozumie i nad wszystkim panuje. Nie, prezesie. Niczego nie rozumiesz i nad niczym nie panujesz — czego dowodem była brutalna kampania wyborcza, którą sam zaprojektowałaś na swe podobieństwo. I na swą zgubę. Na pierwsze wystąpienie po ogłoszeniu oficjalnych wyborczych wyników Kaczyński wybrał zlot klubów „Gazety Polskiej" w Spale. To najwierniejsi wyznawcy PiS, najtwardsi z twardych, którzy nigdy nie wątpią w geniusz prezesa — za co on przez ostatnie lata odpłacał się „Gazecie Polskiej" szeroko otwartą sakiewką. Kilkudziesięciominutowa analiza porażki PiS wykonana dla pisowskich twardzieli pokazuje, że prezes nie wyciągnął z porażki ani jednego wniosku. Znów naród głosował przez pomyłkę — jak zawsze, gdy Kaczyński przegrywał z Tuskiem w latach 2007-2014. Znów suweren nie docenił, że Kaczyński dał mu kasę — jakby pieniądze miały być jedynym czynnikiem wpływającym na decyzje wyborcze. Znów w tle były Niemcy i Rosja — okazuje się bowiem, że to właśnie ciemne siły wrogich mocarstw stoją za partią Szymona Hołowni, która wraz z PSL stworzyła Trzecią Drogę, odbierając wyborców Kaczyńskiemu. Występ w Spale — już przecież niekampanijny — pokazał, że Kaczyński niestety sam wierzy w swą propagandę, którą przez ostatnie 2 lata sączył wyborcom na spotkaniach w terenie. Szkopuł w tym, że wiara we własną propagandę zawsze, ale to zawsze prowadzi do klęski. Dziś poza słowami Kaczyński niewiele może. Najdalej w ciągu półtora miesiąca państwo wyśliźnie mu się z rąk. Tak, obserwujemy żenujące zabiegi pisowców o względy PSL, z którym mogliby zbudować większościową koalicję. Przoduje w tym desperado Przemysław Czarnek, który marzył po wyborach o posadzie premiera, a teraz zostanie szarym posłem. W dodatku na karku będzie miał dochodzenie w sprawie finansowania publicznymi milionami zakupu nieruchomości przez związane z PiS fundacje w ramach programu zwanego „Willa Plus". Panie Przemku, pan się nie wygłupia. Zieloni pana nie chcą. W rozpaleniu politycznego uczucia nie pomaga to, że wyzywał ich pan tuż przed wyborami od zdrajców Polski. Ludowcy jednoznacznie prą w kierunku koalicji z Tuskiem i Czarzastym. Autorzy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" — Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Dominika Długosz („Newsweek") — ujawniają kulisy negocjacji, w tym pierwsze typy na nowych ministrów rządu KO-3D-Lewica.

S1 Ep 244Kto wygra wybory? Czy PiS utrzyma władzę? Czy to ostatnie wybory Kaczyńskiego? A może Tuska? #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To jest wyjątkowe wydanie „Stanu Wyjątkowego" w ostatnim dniu kampanii wyborczej. Za chwilę wszystkich nas unieważni i wymaże cisza wyborcza. Ale zanim się to stanie, to na scenę wkraczają Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz i Kamil Dziubka. To jest „Stan Wyjątkowy" w składzie pełnym, by nie rzec konstytucyjnym.

S1 Ep 243Kluczowi generałowie odchodzą po konflikcie z Błaszczakiem. Morawiecki i Tusk starli się na debacie #OnetAudio
To jest „Stan Wyjątkowy na wybory" — kampanijne wydanie słuchowiska politycznego, które przygotowują Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Renata Grochal. W tym wydaniu omawiamy sensacyjne kulisy odejścia najważniejszych polskich wojskowych. Szef Sztabu Generalnego gen. Rajmund Andrzejczak oraz Dowódca Operacyjny gen. Tomasz Piotrowski podali się nagle do dymisji. Jej powodem jest długotrwały i zaostrzający się konflikt z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem. Po pierwsze, Błaszczak próbował zrzucać na generałów odpowiedzialność za wpadki — takie jak niezauważona rosyjska rakieta, która pod koniec minionego roku spadła w lasach pod Bydgoszczą. Po wtóre, minister, a wraz z nim premier oraz szef PiS Jarosław Kaczyński, próbowali wykorzystywać wojsko w kampanii wyborczej. Po trzecie wreszcie — Błaszczak dla politycznego zysku odtajnił część wojskowych planów obrony Polski, by zaatakować rządy PO za to, że w jednym z najbardziej pesymistycznych wariantów ataku ze strony Rosji, zakładały wycofanie wojska na linię Wisły. Dla PiS to „linia zdrady Tuska" — w ten sposób władza mobilizuje wschodnią Polskę na wybory. Szkopuł w tym, że to nie Tusk pisał plany obronne, tylko generałowie — także Andrzejczak, Piotrowski i ich towarzysze broni. Dlatego generałowie powiedzieli „dość" — celowo odchodząc tuż przed wyborami, by pokazać, że wyborcze hasło PiS „Bezpieczna przyszłość Polaków" jest fikcją. W tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Renata Grochal oceniają także debatę przedwyborczą, którą zorganizowała TVP. Kto wykorzystał swoją szansę? A kto rozczarował? Jak to było z wazonem od Putina? Jak Morawiecki zmienił poglądy od czasów, gdy był doradcą Tuska? I najważniejsze pytanie — jak debata wpłynie na wynik wyborów?

S1 Ep 242Kaczyński ucieka przed debatą z Tuskiem. Gwiazdy TVP dostają miliony od PiS. Konfederacja tonie #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To jest jednak specyficzny fenomen — strach Kaczyńskiego przed debatą z Tuskiem. Autorzy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy", dziennikarze Onetu Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka, nie chcą się bawić w psychologię. Ale przypominają, że ostatni pojedynek telewizyjny obu panów w 2007 r. pozbawił Kaczyńskiego władzy, a Tuska do władzy wyniósł. Może po prostu prezes jest przesądny i woli nie prowokować losu? Absencja Kaczyńskiego podczas przedwyborczej debaty liderów w TVP niespodzianką nie jest — obstawialiśmy to w ciemno. Sami próbowaliśmy tygodniami przekonywać sztaby PiS i Platformy do zorganizowania debaty. Tusk szybko odpowiedział: tak. Kaczyński kręcił po to tylko, by nie powiedzieć otwarcie „nie". Odkładając wyborcze traumy Kaczyńskiego z przeszłości, rozumiemy jego decyzję. Wszak TVP należy do niego. To on dosypuje telewizji rządowej miliardy wsparcia z budżetu, bez których by zbankrutowała. To właśnie z kasy prezesa — pardon, z naszej kasy wydawanej przez prezesa — pochodzą wielomilionowe gaże partyjnych wyrobników z TVP, którzy robią prymitywną pisowską propagandę i brutalnie zwalczają opozycję. Ale Danuta Holecka, czy Michał Adamczyk — twarze „Wiadomości" PiS — to tylko narzędzia prezesa. To Kaczyński jest duchowym dyrektorem programowym państwowej telewizji i autorem jej linii politycznej. To także on zdecydował, że chce być prezentowany w TVP w roli zbawcy narodu, obwołując jednocześnie Tuska owego narodu zdrajcą. Czy zbawca mógłby się więc potykać w studiu swej telewizji ze zdrajcą Tuskiem, ryzykując, że się skompromituje, boleśnie się przy tym obijając? No nie. Nie mógł. Ryzyko upadku z piedestału było zbyt duże. W tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego" redaktorzy Stankiewicz i Dziubka rozmawiają także o tendencjach, które pokazują ostatnie sondaże tuż przed wyborami. PiS i PO nieznacznie tracą, przy czym PiS traci nieco więcej. Lewica na pewno wejdzie do Sejmu, choć nie będzie tak silna jak w mijającej kadencji — jej wyborcy częściowo zasilili Platformę. Największa niewiadoma to wynik Trzeciej Drogi, który może mieć kluczowy wpływ na to, kto zachowa władzę — jeśli 3D nie wejdzie do Sejmu, to szanse Kaczyńskiego na kolejną kadencję rosną. Dramatyczny bój toczy Konfederacja. Partia, która miesiącami żyła w euforii sondaży przewidujących wynik na poziomie 12-15 proc. właśnie zalicza solidny upadek. Konfederacja wpadła w korkociąg — nie na tyle silny, by wypaść z Sejmu, ale regularnie (po pół punktu tygodniowo) osłabiający notowania. Co pan powie, panie Sławku, gdy 15 października okaże się, że pana partia zdobędzie jakieś 8-9 proc., czyli niewiele więcej, niż 4 lata temu, gdy nie było tam takiej gwiazdy tik-toka i podatków jak pan? Niech pan zawczasu wypije za błędy — najlepiej piwo. W dniu wyborów może się okazać, że tylko picie piwa jest pańską mocną stroną.

S1 Ep 241Kaczyński coraz brutalniejszy. Tusk gra o milion. A Morawiecki atakuje sam siebie #OnetAudio
To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium. W tym wydaniu Andrzej Stankiewicz (ONET) i Dominika Długosz omawiają polityczne konsekwencje starcia gigantów — chodzi o marsz zorganizowany w stolicy przez Platformą Obywatelską oraz konwencję wyborczą PiS w Katowicach. Bohaterem obu wydarzeń był Donald Tusk. To dla niego do Warszawy przyjechało kilkaset tysięcy ludzi, to przeciwko niemu Kaczyński skrzyknął do katowickiego Spodka kilkanaście tysięcy swoich najwierniejszych działaczy. Autorzy „Stanu Wyjątkowego" opowiadają — bazując na swych rozmowach wśród polityków — że ani marsz ani konwencja nie przyniosą znaczących zmian w notowaniach PiS i Platformy. Ale to nie znaczy, że oba wydarzenia nie miały znaczenia. Wręcz przeciwnie. Tyle, że kluczowe pytanie jest inne — co się stanie z Trzecią Drogą, w której są zarówno wyborcy sprzyjający opozycji, jak i osoby o bardziej prawicowych przekonaniach.? Powiedzmy to wprost: jeśli zderzenie Platformy z PiS może mieć konsekwencje, to właśnie dla Trzeciej, która w razie utraty poparcia może nie przekroczyć progu wyborczego. W takiej sytuacji zyska zwycięzca. A dziś większe szanse na zwycięstwo ma PiS, za którym stoi propagandowy aparat TVP i partyjny szejk Daniel Obajtek, który obniża ceny paliw, nie wahając się — jak wieść gminna niesie — użyć do tego rezerw strategicznych. Wszystko dla partii!

S1 Ep 240PiS straszy Tuskiem. Trzecia Droga wisi na włosku. Obajtek wspiera partię matkę #OnetAudio
Prawo i Sprawiedliwość ma plan na resztę kampanii wyborczej. Coraz więcej, coraz ostrzej, coraz bardziej złowrogo. Codziennie widzowie TVP i wyborcy PIS dostają swoją dawkę nienawiści wobec Tuska. Prawo i Sprawiedliwość wybrało motyw przewodni ostatniej prostej kampanii wyborczej - to będzie linia zdrady Tuska. Chodzi o "linię obrony na Wiśle", która miała "oddać pół Polski Rosjanom". TVP w każdym materiale kilkakrotnie powtarza frazę "linia zdrady" a politycy PiS ruszyli w Polskę z obwoźną kampanią, żeby do wszystkich zwłaszcza w Polsce wschodniej dotarło, że Tusk chciał "zamienić Lublin w Buczę". Wszystkie miasta na wschodnich ziemiach miały być Buczą. Polacy mieszkający tutaj mieli zostać pozostawienia sami sobie. Linia zdrady Tuska to linia hańby całej Platformy i PSL-u, który współtworzył rząd - ogłosił w Stężycy Przemysław Czarnek startujący z Lubelszczyzny. To, że obrona na linii Wisły była 5 (słownie piątym) etapem obrony Polski przed potencjalną agresją ze wschodu jakoś w okrzykach polityków PiS się nie przebija. Nie ma mowy także o tym, że ten wariant jest elementem najgorszego rozpisanego w 2011 roku scenariusza, w którym NATO z opóźnieniem uruchamia artykuł piąty Paktu Północnoatlantyckiego a zatem wojsko Polskie przez kilka dni musi samodzielnie odpierać wrogą armię. Ba, politycy PiS nie wspominają o tym, że zaledwie 3 lata temu w symulacji wojennej, którą urządzili wojsko rosyjskie doszło do Warszawy w 5 dni. To wszystko politykom PiS, którzy jeżdżą z mapką podzielonej Polski po kraju jakoś umyka. Bardzo dzielnie po stronie partii rządzącej walczy Telewizja Rządowa. Nie ma co specjalnie się dziwić, że pracownicy TVP są tak zaangażowani, bo nagle chyba zaczęli martwić się o przyszłość. Mamy zatem nie tylko wrzaski i manipulacje, ale także zwyczajne kłamstwa. Cała antena - teoretycznie informacyjna - zamienia się nie tylko w sztab PiS, ale w strefę gorącej politycznej wojny. W tej wojnie nagle wszyscy zaczęli mieć wewnętrzne sondaże, które wskazują na pobicie przeciwnika i gwarantowane zwycięstwo. PiS podnosi własne morale i morale wyborców, których jeszcze nie zdążyło wystarczająco nastraszyć. W dodatku musi też trochę podnosić na duchu prezesa, którego bardzo martwią sondaże nie dające partii samodzielnej większości. Donald Tusk też ujawnia sondaże i właściwie z tego samego powodu. Też chce zmobilizować wyborców i przekonać ich, że jeszcze tylko kilka kroków, jeszcze tylko niewielki wysiłek i uda się pokonać PiS. Ale to co cieszy największych graczy bardzo martwi tych mniejszych. Efekt niedzielnego marszu może oznaczać polityczny koniec Trzeciej Drogi. Im większe poparcie dla KO tym mniejsze może być dla Hołowni i Kosiniaka-Kamysza i dla Lewicy. Lewica to jeszcze jakoś sobie poradzi, bo ma do przekroczenia 5 proc. próg, ale Trzecia Droga buja się na progu i bardzo łatwo może obsunąć się pod lód. Chociaż oczywiście wszyscy politycy TD zapewniają, że idą na 12 a nawet 15 procent. Po zwycięstwo! Najgorsza informacja jaką mogliby dostać panowie i panie z Trzeciej Drogi brzmi "Tusk wierzy, że może wygrać z PiSem". Dlaczego to źle dla PSL-u i Polski 2050? Bo jeśli Tusk w to wierzy to wierzy także, że metoda d'Hondta zagra na jego korzyść i to on dostanie premię ze zmarnowanych głosów. Wtedy porażka Trzeciej Drogi gwarantowałaby mu sukces. Zawiązuje koalicję z Czarzastym i ma święty spokój przez następne kilka lat. Hołownia ląduje poza polityką a PSL zrobi wszystko, żeby wrócić do Sejmu. Niebywała rzecz zdarzyła się na rynku paliw. Otóż nagle w całej Polsce awarii uległy dystrybutory. Jeden po drugim padały jak muchy. Oczywiście bez związku z mailem z centrali Orlenu, który nakazywał w przypadku braku paliwa wywiesić kartkę (byle nie czerwoną!) o awarii. Wiele wskazuje na to, że problem na stacjach wystąpił dwa tygodnie za wcześnie, bo pan prezes Obajtek postanowił szybko wesprzeć partię karmicielkę. Obniżył ceny, a co za tym idzie inflację i teraz dziwi się, że Polacy nauczeni doświadczeniem tankują we wszystko co się da. Nigdy nie wiadomo, kiedy nasz narodowy gigant paliwowy będzie musiał podreperować budżet i przywali nam cenę po 10 złotych za litr. To znaczy wiadomo. Po 15 października. Kolejna posłanka została poszarpana a biuro następnej zostało ewakuowane po groźbach wysadzenia. Codziennie PiS wskazuje na konkurentów politycznych krzycząc "zdrajcy!" a media narodowe ochoczo podchwytują tę narrację. Tylko ani partia, ani pracownicy rządowej telewizji i radia nie zastanawiają się nad tym jacy wyjdziemy z tej kampanii. Czy kiedykolwiek uda się naprawić to co politycy robią ze społeczeństwem.

S1 Ep 239Odkrywamy największą tajemnicę premiera. Ziobro dybie na Kaczyńskiego. Konfederacja traci poparcie #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium. W tekście Jacka Harłukowicza Onet ujawnia, jakie i gdzie nieruchomości posiada Iwona Morawiecka. Premier już 4 lata temu zapowiadał, że chętnie ujawni stan posiadania małżonki, ale niestety prawo mu nie pozwala. Po 4 latach prawo nadal nie pozwala, premier nie jest w stanie po prostu zapytać żonę czy może ujawnić jej majątek i sprawę znowu we własne ręce muszą brać dziennikarze. Dominika Długosz i Renata Grochal w tym odcinku Stanu Wyjątkowego zastanawiają się, dlaczego Iwona Morawiecka zdecydowała się sprzedać działkę pod Wrocławiem za ułamek wartości. Cena wynikająca z jej oświadczeń i dokumentów, do których dotarł Jacek Harłukowicz to niecałe 15 milionów, a wartość zdaniem ekspertów to 77 milionów. Czy zatem małżonka premiera ma interesującą taktykę biznesową, która pozwala jej zrezygnować z 60 milionów złotych? A może po prostu ma inne cele? Dziennikarki "Newsweeka" zastanawiają się także nad tym czy dwie wieże to hak, który Ziobro trzyma na wszelki wypadek i użyje go wobec Jarosława Kaczyńskiego. PiS wyraźnie zrezygnowało już z jakiejkolwiek pozytywnej kampanii. Codziennie mamy straszenie Tuskiem i Niemcami, przeważnie jednocześnie, i nowy element, czyli ataki na Agnieszkę Holland i jej film "Zielona Granica". Wszystko to razem ma zbudować atmosferę strachu, która przekona wyborców PiS, że warto pójść do urn. Renata Grochal i Dominika Długosz dyskutują także o tym,, dlaczego spada poparcie dla Konfederacji i czy PiS próbuje obniżyć poparcie dla Lewicy.

S1 Ep 238Kaczyński ostro uderza w Holland. Przemoc w kampanii. Zełenski oskarża rząd PiS o granie na Moskwę
Co to był za tydzień! Jeszcze przed kinową premierą filmu „Zielona granica" Agnieszki Holland o kryzysie migracyjnym na pograniczu polsko-białoruskim, PiS rozpętało kampanię przeciwko znanej reżyserce. Już sam trailer wystarczył, żeby prezes i pomniejsi działacze popadli w polityczną gorączkę. - Chodzi o to, by obrazić polski mundur, by obrazić Polaków! – grzmiał na wiecu wyborczym Kaczyński, pytając w czyim to jest interesie!? Prezes samokrytycznie przyznał, że choć motywacje Tuska potrafi rozszyfrować w mig, to motywacji Holland nie rozumie. Ale jak wiadomo lider PiS ma pamięć słona i od razu sobie przypomniał, że ojciec Holland był „stalinowskim komunistą". - Coś mi tam do głowy przychodzi, ale nie będę tego w tej chwili omawiał – zdradził swoim sympatykom prezes. Czyli świetnie państwu znana metoda „wiem, ale nie powiem", którą Kaczyński stosuje od lat. Wyjątkowo tym razem prezydentowi udało się przebić prezesa. Otóż Andrzej Duda powiedział, że na film Holland się nie wybiera i ogólnie zgadza się z hasłem rzuconym przez jakiegoś strażnika granicznego, znanym z niemieckiej okupacji „tylko świnie siedzą w kinie". Co prawda Duda nie wyjaśnił, czy teraz jesteśmy pod pisowską okupacją, czy ktoś inny nas najechał (znowu źli Niemcy?), ale do kina chodzić nie wypada. Jednak Duda, który gościł w Nowym Jorku na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, miał większa problemy niż film Holland. Musiał odnieść się do słów prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który w reakcji na polskie embargo na ukraińskie zboże, powiedział, że „niektórym się może wydawać, że odgrywają własną rolę, ale tak naprawdę pomagają przygotować grunt dla moskiewskiego aktora". Nasza duma narodowa tego nie wytrzymała, a obrażony Duda odparował, że „tonący wszystkiego się chwyta". Skandal dyplomatyczny zatacza coraz szersze kręgi. Do awantury włączył się premier, jedynka PiS-u w Katowicach, który oświadczył, że Polska „już nie przekazuje uzbrojenia na Ukrainę, my teraz sami się zbroimy w najnowocześniejszą broń". Morawieckiemu rzadko się zdarza wywołać taki rezonans, ale tym razem największe światowe media zauważyły wynurzenia polskiego premiera, komentując, że przez kryzys zbożowy Polska kończy z dostawami broni dla oblężonego sąsiada. Dobrze, że do wyborów zostały już tylko trzy tygodnie, bo w pogodni za głosami Konfederacji gorące głowy z PiS mogłyby wypowiedzieć wojnę (na razie werbalną) nie tylko Ukrainie. Gorączka wyborcza udziela się nie tylko politykom, ale i policjantom. Senator Krzysztof Brejza ujawnił w internecie zdjęcia granatnika z gabinetu komendanta Szymczyka, który szef polskiej policji wziął za … głośnik. My jako autorzy słuchowiska politycznego na broni nie za bardzo się znamy, ale - dalibóg! - głośnika to ustrojstwo darowane w Ukrainie nie przypomina. Z pewnością możemy za to państwu powiedzieć, że głośniki nie zostawiają takich dziur w murach, jak pocisk wystrzelony z granatnika przez pana komendanta. Panu Szymczykowi za zrujnowanie kilku pomieszczeń komendy włos z głowy nie spadł, za to za trzymanie prawdziwego głośnika, posłanka KO Kinga Gajewska została przez podwładnych pana Szymczyka zawleczona do milicyjnej, przepraszamy policyjnej suki. Policjanci bronili się, że pani posłanki nie poznali, więc nie wiedzieli, że wlec jej nie powinni, bo ma poselski immunitet. A że przez megafon próbowała zakłócać wiec wyborczy premiera, informując o aferze wizowej PiS, to policja musiała jej ręcznie wytłumaczyć, że władzy przeszkadzać nie wolno. Przecież prezes powiedział wyraźnie: „proszę popierać i nie przeszkadzać". Gajewska i tak miała sporo szczęścia, że wyszła z tego cało, bo akcją policji dowodził nadkomisarz „Dusiciel", który podczas innej interwencji tak chwycił za gardło działacza Lotnej Brygady Opozycji, że chłop ledwie dychał. Ale i policjantom należy się dobre słowo. Śląscy stróże prawa błyskawicznie zatrzymali mężczyznę, który najpierw wyzywał posła KO Borysa Budkę niewybrednymi porównaniami do Niemców i trzody chlewnej, a potem postanowił przejść od słów do czynów. Próbował wyrwać Budce telefon, przy okazji go szarpiąc. Gorączka wyborcza, podlewana kampanijnym sosem, trwa. Temperatura wciąż rośnie.

S1 Ep 237PiS buduje kampanię strachu. PO wygrywa prawybory w Wieruszowie. Awantura przed budynkiem TVP #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium. Prawo i Sprawiedliwość ruszyło do kolejnej fazy kampanii. Tym razem buduje dwutorową narrację - z jednej strony to PiS jest gwarantem bezpieczeństwa, z drugiej zagrożeniem jest wszystko dookoła. Prawo i Sprawiedliwość zmienia swój stosunek do Ukrainy i wraca do tego co politycy PiS prezentowali przed wojną - pewnego chłodu w relacjach z Kijowem. To część strategii, która ma na celu odebranie głosów Konfederacji i jednocześnie mobilizację własnego elektoratu. Do tego posłużył także nagrany przez Mariusza Błaszczaka, który ujawnił plan obrony z 2011, który zakładał także obronę na linii Wisły. I chociaż wszyscy, którzy czytali plan mówią, że to wyrwane z kontekstu trzy strony a ówczesne plany obrony były także planami NATO politykom PiS nie przeszkadza to w budowaniu legendy o tym, że Tusk chciał zmienić Lublin w polską Buczę. W Stanie Wyjątkowym omówimy też dokumenty, które pokazują, że polski konsulat na Białorusi pod koniec grudnia zeszłego roku podpisywał umowy z globalnym pośrednikiem wizowym spółką VFS. Część osób, które dotarły przez Mińsk do polskiej granicy wracało do stolicy Białorusi i tam otrzymywało legalną wizę wjazdową do Polski. Mimo tych zabiegów partii rządzącej opozycja wygrała prawybory w Wieruszowie, co wyraźnie podniosło morale i otworzyło kilka nowych możliwości w kampanii. Politycy KO wracają do TVP i zamierzają na antenie państwowej telewizji informować o aferze wizowej. Na konferencję Donalda Tuska wkroczył jeden z pracowników TVP w pełni uzasadniając przekonanie polityków PO, że TVP jest elementem prowadzenia przez PiS kampanii.

S1 Ep 236Wawrzyk w szpitalu. Kaczyński straszy Trzaskowskim. Banaś wieszczy aresztowanie swego syna przez PiS #OnetAudio
To najbardziej efektowny upadek w rządach PiS. Wiceszef MSZ Piotr Wawrzyk ledwie kilka tygodni temu miał wszystko — rządową posadę, fotel w sejmowych ławach PiS oraz dostęp do prezesa, premiera i prezydenta na tyle bliski, by móc sobie z nimi nagrywać filmiki na tik-toka. Dziś tik-tok zalany jest reklamami firm, które handlują polskimi wizami w Azji i Afryce. A Wawrzyk, który odpowiada za „aferę wizową", został ekspresowo wyrzucony z rządu i list wyborczych PiS. W finale załamany trafił do szpitala. Życzymy ministrowi szybkiego powrotu do zdrowia. Nie zwalnia nas to jednak z powinności opisywania jego odpowiedzialności za proceder przekrętów przy przyznawaniu polskich wiz. Wszak Wawrzyk dumnie reprezentował władzę, która twierdziła, że łatwo nie odda Azjatom ani Afrykańczykom ani jednej wizy. Straszyła nas ich terrorystycznymi poglądami i gwałcicielskimi ciągotami, uzasadniając w ten sposób budowę zapory na granicy z Białorusią, za którą imigranci koczują, próbując dostać się do Polski. Tak, to Putin z Łukaszenką ich tam przerzucili. Ale jednocześnie to polski rząd budował swój twardy antyimigracyjny wizerunek na trzymaniu wszystkich za murem — nawet kobiet i dzieci. A teraz okazuje się, że pod murem wcale nie trzeba było stać, że można się było za pieniądze dostać do Polski, jeśli trafiło się do odpowiednich ludzi, dobrze ustawionych w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Do ludzi Wawrzyka — któremu niezmiennie życzymy dużo zdrowia, wierząc, że im będzie zdrowszy, ty są większe szanse, że zacznie mówić. Otóż Wawrzyk pomógł swoim współpracownikom stworzyć nielegalny kanał przerzutu imigrantów z Azji i Afryki przez Europę do Stanów Zjednoczonych. Znamy szczegóły jednego z najbardziej efektownych przerzutów nielegalnych imigrantów z Indii. To nie jest żart: ściągani przez ekipę Wawrzyka Hindusi udawali ekipy filmowe z Bollywood. Za przerzucenie do Ameryki każdy płacił 25-40 tys. dol. Prezes Kaczyński bagatelizuje aferę wizową. Ale chwała mu za to, że raczył w swej bezkresnej łaskawości przyznać, że afera w ogóle jest. Tygodniami politycy PiS ukrywali przyczyny dymisji Wawrzyka oraz jego partyjnej egzekucji z kieleckiej listy PiS, na której miał towarzyszyć samemu prezesowi. Teraz znamy prawdę — tyle, że dzięki dziennikarzom. Bo dopiero po serii publikacji niezależnych mediów, Kaczyński musiał przyznać, że afera jest. To niejedyny ból głowy prezesa. Szef PiS martwi się otóż, że na finiszu kampanii — najpewniej podczas marszu zwolenników Koalicji Obywatelskiej za 2 tygodnie — Donald Tusk dokona politycznej wolty. Że zrezygnuje z kandydowania na premiera, wyznaczając do tej roli Rafała Trzaskowskiego. Popularny prezydenta stolicy ma szanse przyciągnąć do KO grupę nowych wyborców i zdemobilizować część elektoratu PiS, który nie boi się go tak, jak Tuska. Myśląc o swych głównych przeciwnikach, prezes Kaczyński nie zapomina także o mniejszych. Otóż sztab PiS zaczął operację obliczoną na maksymalne osłabienie Konfederacji. Prezes NIK Marian Banaś twierdzi, że na finiszu kampanii specsłużby chcą zatrzymać jego syna, który jest kandydatem Konfederacji w wyborach. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal („Newsweek") wyjaśniają, z czego wynikają obawy Banasia. Ważnym elementem w tej opowieści są — tak ich nazwijmy — „aniołowie nowej nadziei", którzy odwiedzili liderów Konfederacji z pewnym ultimatum. Tak, dobrze Państwo czują: to wysłannicy archanioła Zbigniewa.
S1 Ep 235Sztab PiS ośmiesza Kaczyńskiego. Rząd idzie na starcie z Ukraińcami. Tusk sprawdza majątek premiera #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To jest "Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium. W tym wydaniu dziennikarze Onetu Kamil Dziubka i Andrzej Stankiewicz opowiadają o tym, że PiS zdecydowało się na otwartą walkę z Konfederacją, żeby przejąć część jej elektoratu. Stąd mocne promowanie przez premiera sprzeciwu wobec przywozu do Polski ukraińskiego zboża. Efekt już widać — sondaże PiS idą do góry, zaś Konfederacja spada. To ryzykowna gra PiS, wszak jednocześnie Konfederacja w nowym Sejmie może być potencjalnym koalicjantem. Jeśli będzie za słaba, to Kaczyński będzie musiał szukać bardziej skomplikowanej większości. Na zwrot w swej kampanii zdecydował się także Donald Tusk. Lider PO przestaje walczyć z wewnętrzną konkurencją po stronie opozycji. Planuje nawet inicjatywy, które mają pokazać wyborcom, że opozycja antypisowska działa razem. Powód? Tusk wie, że jeśli Lewica czy Trzecia Droga nie wejdą do Sejmu — a mają przeciętne sondaże — to PiS będzie miało szansę nie tylko rządzić trzecią kadencję, ale rządzić samodzielnie trzecią kadencję. Jedno się nie zmienia — Tusk intensywnie zajmuje się majątkiem premiera, sugerując jednocześnie, że gdy Morawiecki był jego doradcą, to kombinował, jak się dorobić na państwowym. Czujemy — a nawet wiemy — że skrywany wielomilionowy majątek państwa Morawieckich jak zwykle przed wyborami będzie kłopotem dla PiS.
S1 Ep 234Państwowe spółki rzucają miliony na pomoc PiS w kampanii. KO w defensywie. Gwiazdor TVP bił kochankę #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Wiedzieliśmy, że ten moment nastąpi. Zastanawialiśmy się tylko kiedy i jak spółki skarbu państwa sięgną do swych zasobnych — zasilanych przez nas — sejfów, żeby pomóc w kampanii swym panom z PiS. I właśnie się to dzieje. Teraz widać wyraźnie, jaki mechanizm wymyślił Jarosław Kaczyński, aby wydoić spółki skarbu i obejść restrykcyjne przepisy wyborcze, które ograniczają wydatki na kampanię. Otóż Kaczyński ogłosił całkowicie fikcyjne referendum, którego data pokrywa się z wyborami. To powoduje, że kampania wyborcza nakłada się na kampanię referendalną. A zaletą kampanii referendalnej jest to, że może ją prowadzić każdy, zaś limity finansowe nie obowiązują. Pożądany przez Kaczyńskiego efekt już jest — do Państwowej Komisji Wyborczej zgłosiło się jak dotąd 13 fundacji prowadzonych przez największe i najbogatsze spółki skarbu państwa. Tak, chcą prowadzić kampanię referendalną. Wszyscy to czujemy, ale nazwijmy rzeczy po imieniu: to będzie kampania wyborcza PiS za pieniądze spółek skarbu państwa. Za nasze pieniądze. To prawda, w ostatnich dniach kampania partii opozycyjnych — od PO po Konfederację — znalazła się w maraźmie. Widać to po sondażach: PiS się odbiło, Koalicja Obywatelska stoi w miejscu, Konfederacja, Trzecia Droga i Lewica spadają. Ale twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek") stawiają inne pytanie. Czy z PiS w ogóle da wygrać, kiedy wszystkie służby, instytucje państwa i media państwowe prowadzą partyjną propagandę, a spółki skarbu potajemnie oliwią partyjny fundusz wyborczy dodatkowymi milionami? Jarosław Kaczyński zbudował własną nomenklaturę — grupę ludzi rozlokowanych na kierowniczych stanowiskach w kluczowych instytucjach i spółkach państwowych, którzy mają osobisty interes, żeby bić się o wygraną PiS. Dziś łożą miliony — nasze, a nie swoje — by pomagać partii, dzięki której są królami życia. Zmiana władzy byłaby dla nich katastrofą — wszyscy straciliby lukratywne stanowiska, a częścią zajęłaby się prokuratura. Tak — to jest nomenklatura PiS, która będzie walczyć bez pardonu.

S1 Ep 233Kaczyński mści się na własnych ludziach. Trzecia Droga wyrzuca fankę Putina. A Konfederacja skreśla miłośniczkę mięsa z psów #OnetAudio
To jest „Stan Wyjątkowy na wybory". Słuchowisko polityczne Andrzeja Stankiewicza, Dominiki Długosz, Kamila Dziubki i Renaty Grochal teraz dwa razy w tygodniu. Do standardowego programu w sobotę o 20.00 dokładamy dodatkowe wydanie kampanijne — zawsze we wtorek o 19.00 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji program będzie dostępny w ramach pakietu Onet Premium. W pierwszym odcinku Renata Grochal oraz Andrzej Stankiewicz typują swoje ulubione listy wyborcze PiS. Andrzej Stankiewicz obstawia Lubuskie, gdzie prezes Kaczyński umieścił tak złożonych bohaterów, jak Łukasz Mejza (naciągał rodziców ciężko chorych dzieci i kręcił przy dotacjach z UE), Jacek Kurzępa (zanim wszedł do Sejmu nie miał na spłatę kredytu i groził partii, że zatrudni się w niemieckim sklepie wysyłkowym, dziś jako poseł PiS na jednoosobowej działalności gospodarczej zarabia 400 tys. zł rocznie, a mimo to wykazuje stratę), czy Marek Surmacz (jako wiceszef MSW osobiście kazał policjantom kupić hamburgery i dostarczyć do pociągu swej koleżance, dziś europosłance PiS Elżbiecie Rafalskiej). Jest też wśród kandydatów syn Rafalskiej, żeby także nepotyzm pasował do tej listy PiS. Renata Grochal faworyzuje listę PiS w Gdańsku, którą otwiera Kacper Płażyński. Pan Kacper był kandydatem PiS na prezydenta Gdańska w 2018 r. Po przegranych wyborach zarejestrował się jako bezrobotny i dostał prawie 20 tys. na założenie kancelarii prawnej. Miał wówczas 30 lat i majątek wart ok. 900 tys. zł. Na dalszych miejscach gdańskiej listy PiS — sami zdrajcy i buntownicy, którzy wrócili do PiS na przestrzeni lat. Także tacy, którzy buntowali się przeciwko wystawieniu Płażyńskiego na prezydenta Gdańską. Tak więc widać, że prezes wybacza. Ale w tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego" autorzy pokazują, że gdańscy potępieńcy, którym prezes darował winy, to wyjątek od reguły. Bo w PiS przy okazji układania list trup ściele się gęsto. I to na samych szczytach partii i rządu. Bo generalnie prezes raczej nie wybacza. Lecą też głowy kandydatów w innych partiach. Trzecia Droga przeraziła się, że jej kandydatka do Senatu wcale nie udaje i naprawdę wielbi Putina — więc ją skreśliła z listy. Z kolei Konfederacja uznała, że są jednak granice kontrowersji, których nie przekroczy — i zakończyła wewnątrzpartyjną, pluralistyczną dyskusję o wartościach płynących z jedzenia psów. Zakończyła drastycznie — jej inicjatorkę wyrzuciła z list. Czyli przynajmniej psy mogą po wyborach spać spokojnie
"Stan Wyjątkowy na wybory. Dodatkowe wydanie kampanijne! #OnetAudio
Od 5 września "Stan Wyjątkowy" będzie emitowany dwa razy w tygodniu. Zapraszamy na specjalne wydania naszego słuchowiska politycznego we wtorki. Premiera o 19 na stronie głównej Onetu oraz w serwisie YouTube. Po emisji do wysłuchania i obejrzenia w ramach pakietu Onet Premium. Zapraszają Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Renata Grochal i Kamil Dziubka.
S1 Ep 232Kaczyński przytula skazanego Bąkiewicza. Tusk uderza Giertychem. Ludzie premiera wycięci z list PiS #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Nie, nie jesteśmy zdziwieni. Przecież jeśli przez ostatnie lata prezes Kaczyński kazał zainwestować kilka baniek w organizacje Roberta Bąkiewicza — zapiewajły Marszu Niepodległości — to prędzej czy później ta inwestycja musiała się zwrócić. Bąkiewicz na listach PiS to — patrząc czysto politycznie — bardzo praktyczny ruch. Skonfliktowany ze swymi brunatnymi kumplami z Konfederacji, ma przyciągać do PiS wyborców ultranarodowych i antyunijnych, a także wszelkiej maści organizacje nacjonalistyczne i kibolskie. To logiczne w tym sensie, że Kaczyński walczy o polityczne życie i robi wszystko, aby zmaksymalizować wynik PiS — zmienił prawo wyborcze tworząc nowe komisje na wsiach, angażuje w kampanię kasę spółek skarbu i rozpisał referendum, w którym nie obowiązują kampanijne limity finansowe, więc można wtłoczyć gigantyczną kasę w promocję PiS. W tym planie Bąkiewicz ma przyciągnąć do PiS jakiś ułamek wyborców nacjonalistycznych — ale o wyniku decydować będzie seria takich ułamków. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek") nie chcą sobie rościć praw do etosu Lecha Kaczyńskiego. Zbyt wielu jest do tego pretendentów. Ale znaliśmy zmarłego prezydenta wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć jedno: przewraca się w swym grobie na Wawelu. Bąkiewicz to jedna z sensacji na listach PiS. Ale owych sensacji jest znacznie więcej. Andrzej Stankiewicz oraz Dominika Długosz skrupulatnie analizują listy PiS, pokazując aktualny rozkład sił poszczególnych frakcji w partii. Po kształcie list wdać jasno, kto i za co został ukarany. Bo prezes kumulował haki i wpadki swych ludzi przez całą kadencję. A teraz nadszedł czas wypłaty.
S1 Ep 231Tusk wygrywa z PiS w sądzie. Policja śledzi Kołodziejczaka. Konfederacja promuje mięso z psów #OnetAudio
Wiceminister Maciej Wąsik, niegdyś znany jako bywalec imprez, na których Mariusz Kamiński miał całować psa - bokserkę „Tequilę", z przytupem zainaugurował swoją kampanię. Wąsik postanowił na piknik rodzinny w swoim okręgu wyborczym ściągnąć policyjnego Black Hawka. Gdyby wiedział, że cała akcja zakończy się spektakularną klapą i dziennikarskim dochodzeniem, gdzie są kwity zezwalające na organizację pokazu lotniczego, a w PiS zaczną krążyć memy ze zdjęciami z filmu „Helikopter w ogniu", pewnie puknąłby się w głowę. Ale co tam! Jak mówił wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, służby mają dbać o wizerunek rządu, więc nikt w policji nie wpadł na to, by wybić wiceministrowi z głowy pomysł wypożyczenia Black Hawka na kampanijny piknik. Impreza zamieniła się w piknik grozy, gdy helikopter przeleciał tuż nad głowami uczestników, kosząc przy okazji linię wysokiego napięcia. Uczestnicy imprezy na pewno na długo zapamiętają piknik wiceministra Wąsika, choć trudno powiedzieć, czy po tych wątpliwych atrakcjach będą chcieli na niego zagłosować. Ale, jak mówią w PO, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Donald Tusk zaryzykował i wziął na listy Michała Kołodziejczaka z Agro Unii, zwanego przez niektórych „nowym Lepperem". W ten sposób Tusk chce ściągnąć głosy wsi. Okazuje się, że strach PiS przed utratą wiejskiego elektoratu jest tak duży, że odbiera niektórym rozum. Otóż ktoś wpadł na pomysł, by wysłać za Kołodziejczakiem policyjny ogon. „Młody Lepper" nie w ciemię bity i od razu zauważył, że kiedy tylko przyjeżdża do Warszawy, robi się wokół niego podejrzanie niebiesko od policyjnych mundurów. Postanowił więc zdemaskować grupę pościgową. Przyznajemy, że nie było to szczególnie trudne, bo policjanci wyjątkowo nieudolnie prowadzili obserwację. Wszystko zarejestrowała kamera Agro Unii i obywatele mogli zobaczyć na własne oczy, jak polska policja się „błaźni". Swoją drogą, to przykre, że w tej instytucji, liczącej 103 tys. funkcjonariuszy, nie zalazł się nikt, kto przeciwstawiłby się wykorzystywaniu policyjnego munduru do kampanii jednej partii, i to tak głupiej, że głowa boli. Nie wiadomo, czy Kołodziejczak pomoże Koalicji Obywatelskiej wygrać wybory, ale Tusk już może uznać, że przyjęcie na listy lidera Agro Unii, który w ostatnich dniach koncentrował uwagę mediów, mu się opłaciło. Ale to nie był jedyny powód do tego, by na piątym piętrze kamienicy przy ul. Wiejskiej w Warszawie, gdzie mieści się siedziba PO, wystrzeliły korki od szampanów. W minionym tygodniu Platforma Obywatelska wygrała pierwszy proces w trybie wyborczym z PiS. Proces był o spot, w którym PiS zarzuciło Platformie, że pod rządami Tuska bezrobocie w Polsce sięgnęło 15 procent, a premier Mateusz Morawiecki nazwał lidera KO „premierem polskiego bezrobocia". Sąd uznał te informacje za nieprawdziwe, bo bezrobocie za Tuska w szczytowym momencie osiągnęło 14,4 proc. Szkoda, że eksperci od bezrobocia z PiS nie pamiętają, że za pierwszych rządów PiS w 2006 r. bezrobocie sięgnęło nie 14,4 proc., ale 18 procent. Jak zatem Morawiecki nazwałby Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego? Partie finalizują tworzenie list wyborczych. Trzecia Droga pokazała swoje jedynki na listach. Już wiadomo, że Szymon Hołownia nie wystartuje z Warszawy, jak pozostali liderzy tylko z Białegostoku. Czyżby przestraszył się, że Tusk pobije go na głowę? Ale także w PiS pojawił się pomysł, żeby przesunąć Jarosława Kaczyńskiego z Warszawy do województwa Świętokrzyskiego. Działacze PO kpią, że Kaczyński chce zrejterować przed Tuskiem, bo się przestraszył. Sztabowcy PiS mówią, że to nieprawda, a start Kaczyńskiego z Kielc może przysporzyć partii dodatkowe mandaty. Ale i tak w tym tygodniu bank rozbiła Konfederacja proponując, by znieść zakaz handlu psim mięsem. Autorzy „Stanu Wyjątkowego" Renata Grochal i Kamil Dziubka zapewniają, że psiego mięsa nie ruszą, za to ciekawe, jak ten osobliwy pomysł ocenią wyborcy Konfederacji. Jednak, proszę państwa, idzie jesień, słońce przestanie tak ostro świecić, co – miejmy nadzieję - nieco ochłodzi rozgrzane głowy niektórych polityków. Chociaż po ostatnich występach trudno przewidzieć, z czym jeszcze wyskoczą nasi parlamentarni przedstawiciele. Do wyborów zostało 50 dni, a kampania zapowiada się wyjątkowo gorąca. Mamy tylko jedną prośbę, trzymajcie Wąsika z dala od granatników.
S1 Ep 231Tusk idzie po wieś, Kaczyński chce tępić "czyste zło", a rosyjska komisja zaginęła w akcji #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Był ciepły, letni poranek… Stolica. Zgiełk godzin porannego szczytu powoli ustępował, a skąpane w słońcu miasto zatapiało się w codziennej rutynie. Nic nie zwiastowało wydarzeń, które za chwilę miały nastąpić. Na zapleczu jednej z sal warszawskiego hotelu mężczyzna w białej koszuli powtarzał w głowie przygotowane wcześniej przemówienie. Wiedział, że to, co za chwilę ogłosi, wstrząśnie całym krajem… Nie wiemy, czy Bogusław Wołoszański tak zacząłby jeden z kolejnych odcinków „Sensacji XX wieku", ale jedno wiemy na pewno: „Sensacji" na antenie TVP na razie nie będzie. Państwowa stacja właśnie skasowała z ramówki wszystkie odcinki tego programu po tym, gdy mężczyzna w białej koszuli, czyli Donald Tusk, ogłosił, że Wołoszański będzie liderem piotrkowskiej listy Koalicji Obywatelskiej. W walce o Sejm autor jednej z najsłynniejszej serii w historii telewizji w Polsce zetrze się z Antonim Macierewiczem, czego nie omieszkał podkreślić lider Platformy Obywatelskiej. Wprawdzie małostkowi obserwatorzy sceny politycznej, do jakich niewątpliwie zaliczamy się również i my, przypominają, że za Bogusławem Wołoszańskim ciągną się oskarżenia o współpracę z wywiadem w PRL (miał mieć pseudonimy Rewo i Ben) ale sam świeżo upieczony polityk przekonuje, że to odgrzewane kotlety. Zapewnia, że nie otrzymywał żadnych pieniędzy, na nikogo nie donosił, ani nikogo nie skrzywdził. Inna sprawa, że chyba większego znaczenia w kampanii to mieć nie będzie, zwłaszcza że prezes Prawa i Sprawiedliwości toleruje w swoim bliskim otoczeniu Kazimierza Kujdę (obecnie doradcę Jacka Sasina), który – jak uznał sąd lustracyjny – świadomie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Wołoszański to niejedyny celebryta na listach Koalicji Obywatelskiej. Tusk potwierdził swoją zapowiedź z wiecu w Ustroniu. Z okręgu bielskiego do Sejmu wystartuje dawny trener Adama Małysza Apoloniusz Tajner, który już zdążył wystawić PiS jak najniższe noty. Jednak największe emocje wzbudziła obecność na listach KO Michała Kołodziejczaka z Agrounii, który jeszcze dwa miesiące temu nie zostawiał na Donaldzie Tusku suchej nitki, a kiedyś robił sobie nawet słitfocie z Robertem Bąkiewiczem, ulubionym narodowcem obecnej władzy. Tusk puścił to wszystko w niepamięć i wystawił Kołodziejczaka na pierwszym miejscu w okręgu konińskim. Szef Agrounii, który w ostatnich latach o współpracy rozmawiał już chyba ze wszystkimi i kilka sojuszów zerwał tylko w tym roku, ma dla Tuska spróbować wyrwać kawałek wiejskiego elektoratu. Był do wzięcia, bo wcześniej czarną polewkę dała Kołodziejczakowi Trzecia Droga. Hołownia bał się go jak diabeł święconej wody, więc Ludowcy – choć smalili cholewki do Agrounii – musieli obejść się smakiem. Jak ustaliliśmy, Kołodziejczaka miała przekonać dość luźna formuła współpracy zaproponowana przez Tuska. Agrounia i KO mają nie podpisywać formalnej umowy, a Kołodziejczak i jego ludzie mają dostać przestrzeń do politycznego budowania się. Platforma miała przeprowadzić szczegółowe badania w elektoracie Koalicji Obywatelskiej. Ma z nich wynikać, że wyborcy KO dobrze odbierają Kołodziejczaka, bo utożsamiają go z frontalną krytyką PiS. Liczą też na to, że Agrounia pomoże odbić partii władzy część elektoratu wiejskiego, którego większa część od lat jest nie do zdobycia przez Platformę. Z informacji Onetu wynika również, że jednym z akuszerów sojuszu KO i Agrounii był Artur Balazs. W ostatnich latach to człowiek cienia, ale też wciąż bardzo wpływowa postać. Był ministrem w kilku rządach. W trakcie swojej kariery był związany m.in. z AWS, Platformą, a nawet Jarosławem Gowinem. W 2006 r. był jednym z negocjatorów koalicji Samoobrona-PiS-LPR, reprezentującym Andrzeja Leppera. W wyborach prezydenckich wspierał Bronisława Komorowskiego, a w 2020 r. Władysława Kosiniaka-Kamysza. W ostatnich latach zaczął mocno krytykować politykę PiS na wsi. Tusk zaskoczył swoich ludzi również innymi posunięciami na listach. Wypchnął z Sejmu Grzegorza Schetynę i odesłał do Senatu. Były szef PO będzie się bił o mandat z okręgu wrocławskiego. W Senacie ma również wylądować Małgorzata Kidawa-Błońska. A jeszcze niedawno wydawało się, że wicemarszałek Sejmu otworzy toruńską listę KO do Sejmu. W 2019 r. jako liderka warszawskiej listy KO Kidawa-Błońska zdobyła ponad 400 tys. głosów i wygrała z Jarosławem Kaczyńskim . Był to również najlepszy indywidualny wynik w kraju. Na ostatniej prostej jednak Donald Tusk zmienił decyzję. Wiceszefowa izby niższej parlamentu wystartuje do izby wyższej parlamentu. W jednym z okręgów w Warszawie wystartuje zamiast obecnego senatora Aleksandra Pocieja. Podobno szef Platformy obiecał Kidawie-Błońskiej fotel marszałka Senatu w przyszłej kadencji. Nie przywiązywalibyśmy się do tego. Złośliwi twierdzą, że Tusk bez żalu przehandluje tę posadę w zamian za jakieś ministerstwo, gdyby nadarzyła się okazja do stworzenia po wyborach koalicyjnego rządu. Do tego jednak daleko. Lokomotywy PO muszą
S1 Ep 230Kaczyński straszy wojną. Tusk wierzy w „miękką rurę" Dudy. A redaktor Dziubka ujawnia tajemnice PiS #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. No to jedziemy! Prezydent wyznaczył datę wyborów na 15 października, co znaczy, że zaraz poznamy ostateczne koalicje, w jakich wystartują wszyscy główni gracze. Jednocześnie kompletowane są listy wyborcze — do twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" dobiegają odgłosy politycznych tortur, jakie liderzy urządzają swym kandydatom, słyszymy echa walk, słychać błagania i szlochy. Oj, będzie się działo przy rejestracji list — twórcy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka szeroko opowiadają o tych walkach o polityczny byt: w PiS, Platformie, w Trzeciej Drodze, w Konfederacji. Zwracamy także uwagę na to, co dzieje się w obozie władzy. Prezes Kaczyński wyraźnie stawia w kampanii na wojsko i bezpieczeństwo — chce straszyć Polaków wojną i jednocześnie przekonywać, że tylko jego Putin się boi. Wierzy w to bardziej, niż w połączone z wyborami referendum, którego kolejne pytania ujawnia ze sztucznym suspensem. Wyznaczenie wyborów na 15 października ze wszech miar nie było ukłonem prezydenta pod adresem lidera PO Donalda Tuska, który miał już ukute zawołanie „października piętnastego pogonimy Kaczyńskiego". To był gest pod adresem PiS, bo taka data zbiega się z Dniem Papieskim, a zatem w dniu wyborów politycy obozu władzy będą próbowali bezkarnie prowadzić agitację pod kościołami, zasłaniając się walką o wiarę i pamięcią o Janie Pawle II. Widać wyraźnie, że w kluczowym momencie dla przyszłości politycznej Polski, prezydent po cichu wraca na łono matki-partii. Wysłał nawet swojego człowieka do sztabu wyborczego PiS. Niektórzy uważają, że prezydencki minister Paweł Szrot ma przynosić Dudzie informacje z Nowogrodzkiej. Ale większość jest jednak przekonana, iż jest na odwrót — wszak Szrot już wcześniej bywał podejrzewany o przekazywanie prezesowi plotek z Pałacu Prezydenckiego. Duda aktywnie włącza się w kampanię obozu władzy wcale nie dlatego, że nagle zapałał ognistym uczuciem do Jarosława Kaczyńskiego. Ich relacje dziś są wyjątkowo chłodne — i to mimo że prezes publicznie broni prezydenta przed zarzutami Tuska, że „mięknie mu rura". Wszak Duda pamięta, co stało się trzy lata temu, gdy walczył o swoją reelekcję — Kaczyński próbował się go pozbyć, wystawiając w wyborach Beatę Szydło lub Mateusza Morawieckiego. Historię tę — i wiele innych tajemnic obozu władzy — Kamil Dziubka ujawnia w swej książce „Kulisy PiS", która właśnie ukazała się na rynku. W „Stanie Wyjątkowym" redaktor Dziubka ujawnia jeszcze więcej skrywanych, pisowskich sensacji.
S1 Ep 229Kryzys w Trzeciej Drodze. Kaczyński idzie na starcie z Ukraińcami. Czarnek chce być premierem #OnetAudio
Podobno małżeństwa z rozsądku są najtrwalsze. Jednak pożycie partii Władysława Kosiniaka-Kamysza z ugrupowaniem Szymona Hołowni całkowicie tej tezie przeczy. Pobrali się zdecydowanie zdroworozsądkowo. Ludowcy — przyduszani przez PiS na wsi — w razie samodzielnego startu do Sejmu mogliby nie przekroczyć progu wyborczego i po ponad wieku działalności złożyliby swój sztandar do muzeum ruchu ludowego. Podobny problem miał Hołownia. Spychany na marines przez rosnącego w siłę Donalda Tuska, na jesieni mógłby wylądować poza Sejmem i rozsyłać swe CV do telewizyjnych „talent show". Problem z małżeństwem PSL i Polski 2050 jest jednak taki, że wyborcy czują, iż nie ma w nim za grosz emocji i miłości. Dlatego wspólny sojusz Hołowni i Kosiniaka dumnie zwany Trzecią Drogą dołuje w sondażach. A to znaczy, że koalicja na niewiele się zdała i obie formacje wróciły do punktu wyjścia — czyli obaw, że nie uda im się wejść do Sejmu. Tyle, że razem. Dlatego ludowcy jako doświadczeni gracze już kombinują, jak poprawić swoją sytuację. Swoją, nie Hołowni — dla jasności. Najpierw bez pytania go o zdanie dokooptowali do swego klubu grupkę posłów z dawnego Porozumienia Jarosława Gowina, którzy mają szanse uzyskać dobre wyniki wyborcze. Potem zaczęli rozmawiać z rozłamowcami z Konfederacji, na czele z popularnym w elektoracie wolnorynkowym Arturem Dziamborem. A wreszcie złożyli ofertę współpracy liderowi rolniczych zadymiarzy Michałowi Kołodziejczakowi z AgroUnii, z którym PiS sobie wyraźnie nie radzi. Hołownia się wściekł. Powiedział Kosiniakowi, że nie chce słyszeć o takich transferach — sugerował, że po wyborach nowe nabytki PSL pójdą na współpracę z PiS. Przyszłość 3D stanęła pod znakiem zapytania. Ostatecznie panowie się dogadali — bo nie mieli wyjścia. Ale twórcy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek") przepowiadają, że to nie koniec tarć. Bo Hołownia nie wie jeszcze jednego: że liderzy PSL Władysław Kosiniak-Kamysz oraz Piotr Zgorzelski utrzymują regularne kontakty z premierem Mateuszem Morawieckim. Wszak obrotnym ludowcom może się to przydać po wyborach, gdy PiS będzie żebrać o koalicję. W tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz oraz Dominika Długosz ujawniają, że Morawiecki może mieć po wyborach silnego rywala do premierostwa — nawet jeśli przyniesie prezesowi w wianie ludowców. Intensywny lobbying za swą kandydaturę prowadzi konserwatywny ultras Przemysław Czarnek. Minister edukacji zakłada, że po wyborach dojdzie raczej do koalicji PiS z Konfederacją, a wtedy — w co głęboko wierzy — tylko on będzie pasował na premiera wspólnego rządu. Czarnek jest już narodowy i katolicki — jak Konfederacja. Ostatnio zaczął nawet wygrażać Ukraińcom — prawie tak jak konfederaci. Inna rzecz, że to element szerszej kampanii PiS, na którą przyzwolenie dał prezes Kaczyński.
S1 Ep 228Kiedy politycy zaczną się okładać? Kto zalał nas śmieciami? Ile kuzyn Kaczyńskiego doi ze spółek? #OnetAudio
Właściwie to moglibyśmy już zacząć pracę nad rankingiem kampanijnych przemocowców. Na pewno w czołówce znalazłby się wiceminister środowiska Jacek Ozdoba. Młodzian ów łączy gaszenie płonących wysypisk śmieci przywiezionych z Niemiec za czasów PiS z intensywną pracą udami oraz rękami podczas nalotów na konferencje prasowe swych konkurentów z Platformy, wytykających mu śmieciowe zaniedbania. Wysoko zapewne jest jego towarzysz partyjny Janusz Kowalski, który — jak twierdzą nieżyczliwi mu politycy PO — podczas nalotów nie tylko się przepycha, ale jeszcze pluje. Ostatnio Kowalski — który udaje, że jest wiceministrem rolnictwa — prawie się pobił z Michałem Kołodziejczakiem, liderem chłopskiej AgroUnii. To są epickie sceny: na ministerialnym korytarzu wysoki, przylizany Kowalski stoi twarzą w twarz z niskim, skromnie odzianym Kołodziejczakiem. Obaj wrzeszczą na siebie, a na ich twarzach widać wściekłość. Brakuje tylko iskry, żeby dali sobie po razie. Kołodziejczak nie poprzestał na starciu z Kowalskim i na spotkaniu w Ministerstwie Rolnictwa zwyzywał innych wiceministrów tak brutalnie, że jeden z nich — Rafał Romanowski — rwał się do spotkania z nim „w cztery oczy". Starcie osobiście powstrzymał minister Rober Telus. Tak wygląda kampania wyborcza AD 2023. A twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" zastanawia jedno: kto pierwszy nie wytrzyma. Oczywiście zakładamy, że takie przepychanki i awantury to w pełni zaplanowane akcje kampanijne. Tyle że gdy oglądamy zdjęcia z ataków biodrem i łokciem, z przepychanek i wyzwisk, to dochodzimy do wniosku, że panów przemocowców często ponosi temperament i rękoczyny wiszą w powietrzu. W tym wydaniu „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek") analizują także atak Jarosława Kaczyńskiego, który wykrzyczał na pikniku rodzinnym — finansowanym z publicznych pieniędzy — że Donald Tusk to „ryży wróg narodu". Szukamy źródeł furii prezesa i wychodzi nam, że raczej nie znikną — więc furii będzie do wyborów tylko więcej. Tusk sugeruje, że ten atak to nie jest przypadek. Twierdzi, że Kaczyński przygotowuje się do przesunięcia wyborów, aby pozaprawnie zatrzymać pochód opozycji do władzy. To jest prawdziwy powód, dla którego Tusk zwołuje milionowy marsz na 1 października — chce postraszyć Kaczyńskiego, by nie sięgał po żadne triki. Autorzy „Stanu Wyjątkowego" pochylają się też z troską nad występami pana premiera, który natrętnie próbuje włączyć się do pojedynku Kaczyńskiego z Tuskiem. Filmiki pana premiera są stylowe — ostatnio modne są ciemne, militarne koszule i wojskowe polo w kolorze khaki. Ale poczucie bezpieczeństwa w nas to nie buduje, jako że premier opowiada straszliwe androny.
S1 Ep 227Joanna i Marika — polityczna wojna o kobiety. Tusk straszy PiS milionami. Układ Banasia z władzą #OnetAudio
Ta historia naprawdę może mieć wpływ na wynik wyborów. Pani Joanna z Krakowa została osaczona przez policję po tym, gdy połknęła kupione przez Internet środki na wywołanie aborcji i w depresji trafiła do szpitala. Kobieta twierdzi, że policjanci dostali wzmożenia na hasło „aborcja" i za wszelką cenę próbowali dociec, czy ma poronne tabletki i gdzie je zdobyła — dlatego też kazali jej kucać i kasłać, a jednocześnie zabrali laptopa i telefon. Policjanci twierdzą, że w szpitalu jedynie chronili kobietę, która mogła się targnąć na swoje życie, a sprzęt pani Joanny chcieli sprawdzić, by chronić inne kobiety przed zakupem podejrzanych środków. Można byłoby nawet w tę policyjną wersję uwierzyć, gdyby nie to, że zachowanie mundurowych wstrząsnęło lekarzami, zajmującymi się pomocą pani Joannie. Doszło do utarczek policji z personelem szpitala, a medycy to nagrali. To nie są nagrania korzystne dla policji — autorzy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Renata Grochal („Newsweek") prezentują je w całości. Nalot na panią Joannę z miejsca stał się sprawą polityczną. Donald Tusk zapowiedział, że 1 października — czyli zaledwie 2 tygodnie przed planowanymi wyborami — zorganizuje „marsz miliona serc". Z jednej strony Tusk rozumie, że historia Joanny przemawia do każdego jego potencjalnego wyborcy. Z drugiej — i tak po sukcesie marszu 4 czerwca myślał o zorganizowaniu kolejnej wielkiej manifestacji. Doskonale zna Kaczyńskiego i wie, że w ostatnich dniach przed głosowaniem prezes może sięgnąć po triki wymierzone w opozycję. Wielki marsz ma być straszakiem, powstrzymującym Kaczyńskiego przed nadmierną brawurą. W tym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Renata Grochal oraz Andrzej Stankiewicz pokazują też, jak swymi działaniami Zbigniew Ziobro wpakował za kratki nacjonalistę Marikę, a teraz próbuje z tego wybrnąć, uwalniając ją i podwożąc do domu. Opisują także kulisy najnowszych politycznych transferów, w tym start syna prezesa NIK Mariana Banasia do Sejmu z list Konfederacji. Przy okazji ujawniają, że Banaś senior wcale nie jest wobec władzy tak krytyczny, jak mogłoby się wydawać. Panie Marianie, bo pamiętliwi jesteśmy. To co z tymi zapowiadanymi raportami — o patologiach w TVP, o sukcesach Polskiego Ładu, o złodziejstwie w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju? Już dotarły na biurko prezesa na Nowogrodzkiej?
S1 Ep 226Kaczyński składa hołd Rydzykowi. Możliwe transfery opozycji. Zdumiewające głosowanie Konfederacji #OnetAudio
W najnowszym wydaniu „Stanu wyjątkowego" Dominika Długosz i Kamil Dziubka zastanawiają się, co kryje się za niedawną, dla wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości dość zaskakującą wizytą wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego na Jasnej Górze. O przyjeździe szefa wszystkich szefów na pielgrzymkę Radia Maryja do ostatniej chwili wiedziało wąskie grono osób. Tym głębiej i spokojniej oddychali ci, którzy na szczycie Jasnej Góry ostatecznie się pojawili i pląsali w rytm religijnych pieśni. Ojciec Tadeusz Rydzyk zgodnie z wieloletnią tradycją zaatakował, jak to określił, niemiecką Unię Europejską, ludzi bez honoru, którym w głowie tylko „ojro". Niestety nie zająknął się o tym, ile „ojro" przytulił na swoją słynną toruńską geotermię. Nie bądźmy jednak małostkowi. Szef Radia Maryja i innych toruńskich „dzieł" przekonywał, że zła Bruksela chce Polskę zniszczyć. Od lat mówi wprawdzie to samo i jakoś tym brukselskim urzędnikom zniszczyć się Polski nie udało, ale zdaniem ojca dyrektora tym razem może być inaczej. Wtórował mu Jarosław Kaczyński, który z ambony nad błoniami jasnogórskimi ostrzegał przed zamachem na polską suwerenność, którego siła już dawno nie była tak znacząca. Prezes udowadniał, że władzy oddać nie można, bo ci, którzy ją przejmą, otworzą bramy dla wszelkich plag, z którymi teraz boryka się Europa Zachodnia. Nie dziwi nas, że prezes PiS przestał się przejmować jakimikolwiek wezwaniami do uszanowania autonomii Kościoła. Nie dziwi nas też, że zapomniał o apelu biskupów, którzy w trakcie niedawnego posiedzenia konferencji Episkopatu Polski właśnie na Jasnej Górze apelowali o niewykorzystywanie świętych miejsc do wyborczej agitacji. Lider PiS walczy o wszystko, więc ima się wszelkich możliwych metod. Zwłaszcza że po prawej stronie wyrosła mu silna konkurencja. Rosnąca w sondażach Konfederacja nie ukrywa, że uważa się za prawdziwych reprezentantów wartości konserwatywnych. Jak mawia Grzegorz Braun, Prawo i Sprawiedliwość to „łże prawica". Z pewnością więc wizyta Jarosława Kaczyńskiego na Jasnej Górze miała również i ten podtekst. Chodziło o to, by ojciec Tadeusz nie miał zamiaru choćby spoglądać w stronę ekipy Bosaka i Mentzena. Kaczyński wie, co robi. Rydzyk to biznesmen i prowadzi własną politykę. Kiedy ziobrowi zdrajcy zostali wyrzuceni z PiS w 2011 roku, a prezes mówił o przecięciu w zarodku bolszewickiego spisku (tak, tak, panie Zbyszku, tak Jarosław Kaczyński mówił o panu), ojciec Tadeusz nie miał zamiaru od lidera Solidarnej Polski się odwracać. Nie przyłączył się do tych, którzy najchętniej strąciliby pana Zbigniewa w przepaść, co szefowi Prawa i Sprawiedliwości niespecjalnie było w smak. Dziś oczywiście Nowogrodzka ma na ojca dyrektora przełożenie większe – wprost proporcjonalne do ofiar rzucanych na toruńską tacę. Jednak ojciec Tadeusz, jako specjalista od rzeczywistości wiecznej, wie, że nic nie jest wieczne. Oczywiście oprócz wiecznych interesów toruńskiego biznesmena. W mijającym tygodniu Jarosław Kaczyński objawił się jednak nie tylko na Jasnej Górze. Udzielił wywiadów Polskiej Agencji Prasowej i Super Expressowi. Zapewnił, że podwyżka świadczenia 500 plus o trzysta złotych to nie koniec i w przyszłości jest gotów wysupłać jeszcze więcej. Rzecz jasna, jeżeli Polacy zagłosują na PiS. Wprawdzie największa partia opozycyjna również mówi o waloryzacji świadczenia i to jeszcze szybciej, ale Kaczyński o tym nie wspomina, bo nie pasowałoby to do opowieści o liberalnej Platformie, która ciągle kłamie i chce wyłącznie zabierać. Prezes przy okazji zapowiedział też, że po wyborach odejdzie z rządu i to nawet, jeśli Prawo i Sprawiedliwość utrzyma władzę. Pan prezes powiedział też, czym się w rządzie zajmuje. Otóż zajmuje się wszystkim, czym trzeba, a czasami robi nawet jeszcze więcej. Formalnie podobno został przygotowany akt prawny, który dzieli kompetencje w rządzie na nowo, ale na razie opinia publiczna nie może go zobaczyć. Może do wyborów się uda. Problem może wynikać z tego, że podobno Jarosław Kaczyński po powrocie do Kancelarii Premiera próbował się zorientować, jak naprawdę stoją sprawy. Ponoć zaczął rwać sobie włosy z głowy, kiedy jego wierny druh Marek Kuchciński (przez przypadek od kilku miesięcy szef Kancelarii Premiera) przedstawił mu raport. Nie dziwi nas również i to. Minister Kuchciński uchodzi za człowieka, który gubi się we własnym gabinecie. Zdarza mu się również w środku dnia powiedzieć „dobry wieczór". Raport mógł, mówiąc delikatnie, nie wyglądać profesjonalnie. Niezbyt profesjonalnie wygląda w ostatnim czasie komunikacja Lewicy. A konkretnie jednego z jej liderów Roberta Biedronia. Pan Robert, europoseł, ma taką przypadłość, że dość rzadko bywa w Polsce, więc jak już tu jest i idzie do mediów, chce żeby było z przytupem No to było. Biedroń poinformował wszem i wobec, że negocjacje opozycji w sprawie paktu senackiego zostały zerwane. Najciekawsze jest jednak to, że jego słowom zaprzeczają wszyscy, w tym ci, którzy z ramienia Lewicy są zaangażowani w negocjacje. Zapewniają, że na dniach
S1 Ep 225Tusk atakuje PiS migrantami. Syn posłanki PiS podejrzany o pobicie. Akcja podsłuchowa w trybunale #OnetAudio
W najnowszym odcinku słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Renata Grochal i Kamil Dziubka zastanawiają się, czy PiS polegnie od własnej broni. Wygląda na to, że Donald Tusk odrobił lekcję i wie, że z populistami można wygrać tylko populizmem. Spot lidera KO, który wytknął PiS, że straszy uchodźcami i migrantami, mimo że sprowadził do Polski najwięcej obcokrajowców od lat, wywołał popłoch w partii rządzącej. - To będzie taki prawdziwy milion Kaczyńskiego – mówił Tusk, ujawniając rządowe rozporządzenie, według którego jeśli PiS wygra wybory, może sprowadzić do Polski ponad milion obcokrajowców. Kontratak lidera KO wywołał popłoch w szeregach PiS. Do tego stopnia, że Jarosław Kaczyński, który słynie z tego, że nie lubi udzielać wywiadów, dał specjalny wywiad Polskiej Agencji Prasowej. W rozmowie odciął się od polityki własnego rządu. Prezes ogłosił, że rozporządzenie w sprawie migrantów „to była inicjatywa urzędnicza, która była zdecydowanym błędem, ale została rozpoznana i zatrzymana". Czy prezes zdobędzie się na to, by wysłać kwiaty Tuskowi, albo może lepiej dobre wino, bo Tusk jest znany z zamiłowania do dobrych trunków. Według autorów „Stanu Wyjątkowego" to mało prawdopodobny scenariusz. Kontratak Tuska i wejście z PiS w licytację na migrantów zniesmaczył za to komentariat. Część polityków i publicystów zaczęła kręcić nosem na to, że Tusk przejmuje metody PiS. - Tusk chce wygrać wybory, a nie wygrywać opinie publicystów – ocenił Kamil Dziubka w programie „Stan Wyjątkowy", pytany przez Renatę Grochal, czy da się wygrać z populistami, nie sięgając po ich broń. Ale nie tylko migrantami żyła w minionym tygodniu Polska. Nasz kraj odwiedziła premier Włoch Giorgia Meloni, sojuszniczka PiS, która pobłogosławiła partię Kaczyńskiego przed wyborami. Meloni oświadczyła, że byłoby najlepiej, gdyby PiS i Morawiecki nadal rządzili Polską po jesiennej elekcji. Premier był wyraźnie rozanielony, choć gdy szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber wyraził nadzieję, że po wyborach władzę w Polsce przejmą PO i PSL, partie należące do jego grupy politycznej w europarlamencie, Morawiecki pomstował, że to jest „grupa Webera" i porównał ją z rosyjskimi najemnikami z „grupy Wagnera". Czy teraz można uznać, że PiS gra w grupie Meloni? I z kim Morawiecki by ją porównał, skoro wiadomo, że Włosi uchodzą za jedno z bardziej prorosyjskich państw w Europie? Media informowały też o problemach posłanki PiS Iwony Arent. Otóż syn pani poseł jest podejrzany o brutalne pobicie byłej dziewczyny. Kobieta miała być – według prokuratury – bita pięściami po twarzy, uderzana otwartą ręką w twarz, kopana, czym narażono ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Posłanka PiS próbowała początkowo bronić syna mówiąc, że nie brał udziału w pobiciu, jedynie „poniosły go nerwy, szarpnął dziewczynę za włosy i ją opluł". Po kilku godzinach – najwyraźniej po konsultacjach ze sztabem – uznała jednak, że musi zawiesić działalność polityczną. - Ta sprawa będzie wracać, choć nie sądzę, żeby to spowodowało, że Iwona Arent wypadnie z list PiS – mówi Kamil Dziubka. Ale dzieje się też kącik trybunalskim. Autorzy „Stanu Wyjątkowego" zauważają, że Trybunał pani Przyłębskiej jeszcze się nie odkłócił, do czego wzywał prezydent, ale doszło tam do pewnych przetasowań. Otóż sędzia – dubler Mariusz Muszyński zamieścił wpis na blogu, w którym poinformował, że przestał być wiceprezesem TK, bo skończyła się jego 6-letnia kadencja. W związku z tym przeprowadził się z gabinetu wiceprezesa „do pokoiku sędziego prawie w końcu skrzydła tzw. sędziowskiego". „Moją obecną sąsiadką jest sędzia Krystyna Pawłowicz. A że głośno mówi, a pokoje małe, ściany cienkie (kartongips), to już po jednym dniu widzę, jak ciekawe to będzie sąsiedztwo" – napisał na blogu Muszyński. - Profesor Pawłowicz nigdy nie gryzła się w język, więc ja sobie wyobrażam, co się musi dziać za tą ścianą – mówi Kamil Dziubka. - To sąsiedztwo będzie burzliwe – przewidywała Renata Grochal. Muszyński zwierzył się, że jako szeregowy sędzia poczuł się naprawdę wolny i czuje, jak puszczają mu „hamulce złośliwości". Czy to oznacza, że zdradzi nam jakieś ciekawe kulisy trybunału? Na razie pisze o ciasteczkach w saloniku prezes Przyłębskiej, i „kawałkach pięknego tortu bezowego", które wylądowały na talerzu. Niestety nie chce ujawnić, kto pałaszował te słodkości.
S1 Ep 224Ziobro na kolanach przed prezesem. Kaczyński wicepremierem ds. wygranej PiS. Żalek o „mafii" Bielana #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Zupełnie nie rozumiemy, czemu suweren miast i wsi nie okazuje swego entuzjazmu. Czemu nie wylega na ulice, nie otwiera musujących trunków i nie sypie konfetti, skandując imiona w pierwszej kolejności Jarosława, czasem Zbigniewa, oraz — w dużo rzadziej — Adama. Przecież stało się właśnie TO! Zjednoczona Prawica po miesiącach dąsów i pląsów, po ciężkiej walce na haki, po okładaniu się oskarżeniami o zdradę interesów narodowych poprzez kupczenie z Unią Europejską — wreszcie zawarła upragnioną koalicję wyborczą. Tak, na niezbyt obfitym w publikę wiecu w Turowie, w industrialnej scenerii kominów tamtejszej elektrowni i kopalni, prezes „Jarosław! Jarosław! Jarosław!" odebrał hołd lenny od Zbigniewa Ziobry (Suwerenna Polska) i Adama Bielana (Republikanie) oraz paru innych zupełnie nieistotnych pomagierów, którymi Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Renata Grochal („Newsweek") nie chcą nawet zaprzątać głów Szanownych Odbiorców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy". To ucałowanie prezesowskiego, mocno już wypolerowanego od hołdów sygnetu, jest symboliczne na wielu poziomach. Nas bardzo zainteresował poziom przestępczy. Otóż dopuszczenie Bielana do ukorzenia się przed prezesem znaczy tyle, że centrala PiS uznała, iż za złodziejstwo Republikanów w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju — szacujemy je na minimum 200 mln — da się obciążyć Jacka Żalka. To dawny kompan Bielana w Republikanach, który jako wiceminister funduszy odpowiadał za nadzór nad NCBiR. Żalek sam jednak tonąć nie zamierza. W głośnym wywiadzie dla TVN24 ujawnia kulisy działań ludzi Bielana przy śmierdzących, korupcyjnych projektach w NCBiR. I nazywa ich „zorganizowaną grupą przestępczą". My brawurowo staniemy w obronnie pana Adama, sojusznika prezesa Jarosława. Mafia Bielana nie jest możliwa. Po prostu. I mamy na to koronny argument — przecież to byłaby karykatura „gangu Olsena".
S1 Ep 223Kaczyński w pościgu za Tuskiem. Łapówki i prochy dla działaczy PiS. Trzecia Droga w ślepej uliczce #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. No i starli się. Nie w samo południe i bez wyciągniętych coltów — ale prawie bezpośrednio. To „prawie" to jakieś 200 km, które dzieli Wrocław — w którym źle mówił o Kaczyńskim Donald Tusk — oraz Bogatynię, w której ubliżał Tuskowi Kaczyński. Mocno sobie nawrzucali. Były mafie, złodziejstwo, korupcja, zdrada Polski, a nawet handel prochami — a to wciąż dopiero początek prawdziwej kampanii wyborczej. Ewidentnie PiS jest w defensywie. Nie dość, że pospiesznie Kaczyński wymienił szefa sztabu wyborczego, to jeszcze zmienił miejsce konwencji PiS, byle tylko pognać za Tuskiem, przez ostatni tydzień objeżdżającym Dolny Śląsk. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" — Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Dominika Długosz („Newsweek") — zauważają, że ten pościg jest korzystny dla obu głównych ugrupowań, bo zagospodarowuje emocje 2/3 elektoratu, którym dzielą się PiS i Platforma. Sondaże pokazują, że w tej sytuacji pozostałe ugrupowania opozycyjne są w poważnych opałach — poza Konfederacją, której notowania sięgają kilkunastu punktów. Gdyby dziś przeanalizować większość sondaży, to widać kilka prawd. Otóż PiS oscyluje na poziomie 32-34 proc. i nie jest w stanie urosnąć. Platforma wciąż jest druga, ale rośnie i już regularnie przekracza 30 proc poparcia. Tyle, że potencjalni koalicjanci Tuska — czyli Trzecia Droga Hołowni i Kosiniaka-Kamysza oraz Lewica Czarzastego — są w opałach. Zwłaszcza Hołownia i Kosiniak mogą mieć problem z przekroczeniem progu wyborczego. A Tusk z samą Lewicą nie miałby — na tę chwilę — większości w Sejmie. Jednocześnie nawet w razie wygranej, Kaczyński nie mógłby rządzić samodzielnie — tak jak przez dwie ostatnie kadencje. Za to gdyby zdecydował się na trudną koalicję z Konfederacją, to miałby komfortową arytmetycznie większość w Sejmie. Umówmy się — takie wyniki wyborów nie byłyby dobre ani dla Kaczyńskiego ani dla Tuska. Dlatego twórcy „Stanu Wyjątkowego" przewidują, że czeka nas jeszcze niejeden western.
S1 Ep 222Wojna w sztabie PiS. Kaczyński straszy imigrantami. Komisja do spraw Tuska pozbawiona zębów #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. A taki był fajny, pisowsko-podkarpacki. Nie powiemy: będzie nam brakować europosła Tomasza Poręby, który w piątkowy wieczór w ramach rozrywki i relaksu podał się do dymisji z zacnej posady szefa sztabu wyborczego PiS. Będzie nam brakować Poręby, bo to człowiek sukcesu — nigdy normalnie nie pracował, a milionerem został dzięki partii-matce. A właściwie dzięki ojcu-prezesowi, który wysłał go na sowity żołd do Europarlamentu w nagrodę za inspirujące partyjne donosy. W dodatku — i tego może nam żal nawet bardziej — jegomość ów gwarantował nam sporą porcję politycznej rozrywki podczas obserwowania kampanii PiS. Jakby nie patrzeć Poręba osiągnął wiele. Oto, mimo że Kaczyński obiecał podwyżkę 500 Plus, niższy wiek emerytalny, darmowe leki dla juniorów i seniorów młodszych — rosną wcale nie notowania PiS, tylko Platformy. Zapytaliśmy po tej dymisji jednego z naszych informatorów — głęboko skrytych w pisowskich szeregach — o nastrój prezesa. Bardzo przeklinał, bo tylko w ten sposób był w stanie opisać stan Kaczyńskiego, który generalnie nie przeklina. Prezes jest tak zdesperowany, że nakazał czołowym europosłom PiS powrót do kraju i start do Sejmu, byle tylko uciułać trochę więcej głosów w wyborach. Schedę po Porębie przejmie zapewne wezwany właśnie w tym trybie europoseł Joachim Brudziński, który generalnie głównie przeklina. To jego wulgarne emploi ma być receptą na chaos w sztabie PiS, gdzie okładają się wrogie partyjne frakcje. Innym dowodem na to, że Kaczyński znalazł się w desperacji, jest rzucony właśnie pomysł referendum w sprawie sprowadzania do Polski imigrantów. Prezes liczy, że uda mu się wywołać takie emocje wokół imigracji, jak w kampanii w 2015 r., gdy straszył przenoszonymi przez cudzoziemców pierwotniakami i pasożytami. Tyle że — powtórzymy — jak dotąd pomysły sprzed 8 lat nie działają. W dodatku prezes nie ma najlepszej passy. Ledwo co przepchnął przez Sejm powołanie komisji do spraw rosyjskich wpływów — obliczonej na skazanie Donalda Tuska zakazem zajmowania stanowisk państwowych — a już się musiał wycofać. Komisja została pozbawiona zębów i przekształcona w organ niemal rozrywkowy. To dobra informacja dla miłośników politycznej groteski — takich jak twórcy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz (ONET) oraz Renata Grochal („Newsweek").
S1 Ep 221Tusk dogania Kaczyńskiego. Morawiecki grozi opozycji kijem. Koalicja Hołowni z PSL ledwo zipie #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Mamy wrażenie, jakby odwróciły się role. Od 2015 r. w każdej kampanii wyborczej to PiS nadawało ton, to sztab na Nowogrodzkiej skutecznie obmyślał, jak dogodzić Polakom, to wreszcie Jarosław Kaczyński był fetowany przez tłumy. A teraz? To Platforma jest w natarciu — po raz pierwszy od utraty władzy. To sztabowcy Platformy z dużą lekkością rozbrajają kolejne pomysły PiS. To wreszcie dla Donalda Tuska do Warszawy przyjechały setki tysięcy ludzi. Kaczyński w tym czasie jeździ po Polsce z wianuszkiem pisowców, prezentuje dawno postawione mury na granicy i otwiera otwarte już drogi, cytując przy tym Golec uOrkiestrę: że niby było ściernisko, a on zrobił San Francisco. Skądinąd SF to miasto przyjazne dla LGBT, co dodatkowo może świadczyć o odwróceniu ról. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" — dziennikarze Onetu Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka — dokonują egzegezy kulejącej kampanii PiS i studiują sondaże po marszu 4 czerwca. Co z nich wynika? Że Tusk zbliża się do Kaczyńskiego na niebezpieczną dla władzy odległość. Nie ma się co dziwić nerwowości premiera, który jeździ po spółkach skarbu i na spotkaniach z załogami udaje swojaka. Udaje tak, jak to liberał z krwi i kości sobie wyobraża — atakuje Platformę za to, że prywatyzowała. Nie dodaje — bo to nie pasuje do imidżu swojaka — że sporą część majątku narodowego wyprzedał on sam jako prezes banku BZ WBK, który pośredniczył w prywatyzacjach, suto na tym zarabiając. Swoją drogą, przy okazji tych wizyt wyjawił kostyczny zazwyczaj Morawiecki swe ukryte pragnienia. Otóż chciałby obijać kijem polityków Platformy odzianych w kufajki lub waciaki. Panie Mateuszu, z tej strony pana nie znaliśmy. Tusk marszem osiągnął coś jeszcze — całkowitą hegemonię po stronie opozycji. Wedle informacji „Stanu Wyjątkowego" najbardziej trzeszczy w koalicji Trzecia Droga. Sondaże tego mezaliansu Hołowni z PSL nie są imponujące. Jeśli tak dalej pójdzie, to kryzys w tym związku — a może nawet zdrada i rozwód — mogą nastąpić jeszcze przed wyborami.
S1 Ep 219Po co Kaczyńskiemu komisja ścigająca Tuska? Jakich dokumentów szuka? Czemu Duda jest za i przeciw? #OnetAudio
Już 5 czerwca o godz. 18 specjalne, interaktywne wydanie słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy". Jego twórcy Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka oraz Renata Grochal zapraszają nie tylko do słuchania i oglądania, ale także — to nowość! — do włączenia się w rozmowę dotyczącą gorącej sytuacji politycznej. Udział w wydarzeniu mogą wziąć wszyscy subskrybenci pakietu Onet Premium. Jeśli nie jesteście Państwo subskrybentami, możecie do nas dołączyć klikając w ten link: https://premium.onet.pl/ Link do rejestracji na wydarzenie: https://eventory.cc/event/stan-wyjatkowy-live?private_code=Ns9qX8yAaq
Specjalne wydanie. Długosz, Grochal, Dziubka i Stankiewicz w interaktywnej dyskusji z widzami | Zapowiedź
Już 5 czerwca o godz. 18 specjalne, interaktywne wydanie słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy". Jego twórcy Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka oraz Renata Grochal zapraszają nie tylko do słuchania i oglądania, ale także — to nowość! — do włączenia się w rozmowę dotyczącą gorącej sytuacji politycznej. Udział w wydarzeniu mogą wziąć wszyscy subskrybenci pakietu Onet Premium. Jeśli nie jesteście Państwo subskrybentami, możecie do nas dołączyć klikając w ten link: https://premium.onet.pl/ Link do rejestracji na wydarzenie: https://eventory.cc/event/stan-wyjatkowy-live?private_code=Ns9qX8yAaq
Kaczyński wystraszył się Tuska. Morawiecki z Ziobrą w oborze. Czarnka napędzają pragnienia #OnetAudio
Już 5 czerwca o godz. 18 specjalne, interaktywne wydanie słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy". Jego twórcy Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka oraz Renata Grochal zapraszają nie tylko do słuchania i oglądania, ale także — to nowość! — do włączenia się w rozmowę dotyczącą gorącej sytuacji politycznej. Udział w wydarzeniu mogą wziąć wszyscy subskrybenci pakietu Onet Premium. Jeśli nie jesteście Państwo subskrybentami, możecie do nas dołączyć klikając w ten link: https://premium.onet.pl/ Link do rejestracji na wydarzenie: https://eventory.cc/event/stan-wyjatkowy-live?private_code=Ns9qX8yAaq
S1 Ep 217Kaczyński sypie kasę przed wyborami. Morawiecki bambikiem Tuska. Duda ośmiesza Błaszczaka #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Co Jarosławowi Kaczyńskiemu wychodzi najlepiej? Zdaniem twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" — Andrzeja Stankiewicza (ONET.PL) oraz Renaty Grochal („Newsweek") — rozdawanie publicznych pieniędzy. Gdyby prześledzić wszystkie tzw. wielkie programy społeczne PiS, to okaże się, że wypaliły tylko te, które polegają na prostym rozdawaniu kasy. Za to katastrofą kończą się na naszych oczach te dalekosiężne wizje prezesa, które wymagały większej finezji oraz nieco bardziej wykwintnych zdolności organizacyjnych. Na tej zasadzie sukcesem jest program 500 Plus, które polega na dawaniu wyborcom pieniędzy do ręki, zaś katastrofą — Mieszkanie Plus, czyli budowanie przez państwo tanich mieszkań na wynajem dla tych, których nie stać na kredyt. Kaczyński dobrze zna mocne strony swej formacji i jej defekty. Dlatego też było oczywiste, że w ostatnich miesiącach kampanii postawi na to, co się już sprawdziło — a zatem dosypie kasy na programy społeczne. Prezes doskonale wie, że niewiele więcej może zaoferować, bo jego partia nie jest w stanie wykazać się skutecznością nie tylko w mieszkalnictwie, ale także w innych obszarach ważnych dla obywateli, takich jak służba zdrowia czy edukacja. Dlatego też na dwudniowej konwencji PiS — zorganizowanej wedle analogii do ula, w którym Kaczyński siłą rzeczy był królową-matką — ogłoszony został projekt podniesienia 500 Plus do 800 zł, wprowadzenia darmowych leków dla seniorów powyżej 65. roku życia oraz dla dzieci i młodzieży do 18 roku życia oraz likwidacji opłat na autostradach. Wszystkie te projekty łączy jedno — to po prostu dosypanie ludziom gotówki. W zamian za to wyborcy mają dać Kaczyńskiemu trzecią kadencję. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" opisują nową hierarchię w PiS, którą Kaczyński pokazał podczas kongresu. Na zdecydowany nr 2 w partii wyrasta premier Mateusz Morawiecki — prezes nawet podzielił się z nim owacją za 800 Plus. Na trzecim miejscu jest marszałek Sejmu Elżbieta Witek. Nadal odsunięta jest była premier Beata Szydło, która — według twórców „Stanu Wyjątkowego" — nawet nie wiedziała, że Kaczyński podniesie 500 Plus, wprowadzone wszak za jej rządów. Morawiecki kuje żelazo póki gorące. Ponieważ Kaczyński wciąż ze względów zdrowotnych nie jest w stanie wrócić do wyborczego objazdu Polski, premier przejął tę rolę. Ma jednak Morawiecki — w odróżnieniu od prezesa — jedną zasadniczą słabość. Otóż lubi otwierać, przecinać i inaugurować. Lubi być dobroczyńcą. Kłopoty są wtedy, kiedy jedzie tam, gdzie nie ma czego otworzyć, przeciąć, ani zainaugurować. Ale wtedy dopiero widać legendarną sprawność premiera. Weźmy wizytę w Tylmanowej pod Nowym Targiem. Tam premier otworzył most, z którego mieszkańcy korzystają już od pół roku. Żeby Morawiecki mógł otworzyć otwarty już most, trzeba go było zamknąć, a przez to odciąć część wsi. Zupełnie nie rozumiemy, czemu Donald Tusk — który wciągał Morawieckiego do polityki, czyniąc go ponad dekadę temu swym doradcą — nazywa z tego powodu premiera „bambikiem". Jak sprawdziliśmy w słowniku gwary tiktokowej „bambik" to nieudacznik i przegryw. Stanowczo protestujemy, panie Tusk. Wszak otwarcie już otwartego mostu — i to po uprzednim jego zamknięciu — to szczególny talent. Choć z drugiej strony to szkoda, premierze Morawiecki, że „mieszkań plus" pan tak sprawnie nie otwierał. W tej kategorii toś pan rzeczywiście skończony „bambik".
S1 Ep 216Kaczyński królem pszczół. Ziobro odpala śledztwo w sprawie pieniędzy PiS. Błaszczak atakuje wojsko #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Prezes PiS Jarosław Kaczyński rozpoczął naglą, dwudniową konwencję PiS porównując ją do ula, w którym uwijają się pracowite pszczółki (w tej roli politycy PiS) produkujące pyszny miodzik (to rzecz jasna program obozu władzy). Mówiąc szczerze, uderzyło nas to porównanie. Zaiste, Kaczyński jak mało kto pasuje do roli królowej-matki. Ale czyżby w tej słodkiej alegorii kryło się także ukryte wskazanie, że w roju są trutnie? Twórcy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) oraz Dominika Długosz („Newsweek") podejrzewają, że tę haniebną rolę Kaczyński przypisuje ziobrystom. Zupełnie się temu nie dziwimy. Wszak ostatnie tygodnie są w ulu wyjątkowo ciężkie. Negocjacje o dalszym wspólnym wytwarzaniu miodu przez PiS i Suwerenną Polskę utknęły w martwym punkcie. Nie ma się zatem co dziwić, że szef trutni Zbigniew Ziobro ujawnił, że prowadzi śledztwo w sprawie nielegalnego finansowania kampanii wyborczej PiS. Prezes jednej ze spółek skarbu państwa z południa Polski miał zbierać od działaczy i sympatyków PiS pieniądze na „szeroko rozumianą działalność polityczną", która — jak zakładamy — mogla nie być produkcją pysznego miodu. Wpłaty nie były bowiem robione na konto ula, tylko przekazywane z ręki do ręki (ze skrzydełka w skrzydełko?). To śledztwo to gigantyczne ryzyko dla PiS — przepisy o finansowaniu partii są bardzo restrykcyjne. Jeśli partia wykorzystywała podejrzane pieniądze, to ryzykuje odrzucenie sprawozdania finansowego przez Państwową Komisję Wyborczą, a co za tym idzie utratę gigantycznych, wielomilionowych subwencji z budżetu państwa. A to grozi PiS bankructwem. Ostro grają trutnie, prawda? Ich szef Ziobro prowadzi jeszcze kilka innych śledztw, które psują atmosferę w ulu. Tropi na przykład przywóz do Polski marnej jakości żywności z Ukrainy, w czym przodowała jedna z firm drobiarskich, której prezes jest kumplem Mateusza Morawieckiego. Szef trutni poinformował także o śledztwie w sprawie rosyjskiej rakiety, która spadła pod Bydgoszczą. Na szczęście rakieta nie miała ładunku atomowego i na szczęście nie wybuchła. Problem polega na tym, że spadła w grudniu, ale została znaleziona raptem kilkanaście dni temu. Premier mówi, że nie wiedział, iż rakieta spadła w grudniu. Prezydent też nie miał pojęcia. Minister obrony też mówi, że nie wiedział i chce wyrzucić dowódcę operacyjnego armii, który ponoć ukrył informację o tym, że wojsko zgubiło ruską rakietę. Tyle, że szef sztabu mówi, że wojsko o wszystkim władze informowało. Tak, trutnie mogą zacierać ręce. Tyle, że nam ręce opadają.
S1 Ep 215Kaczyński walczy z seksualizacją. Ziobro poniżany przez PiS. Wojna na haki w Trybunale Przyłębskiej #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Przyznajemy — nieco się o prezesa martwimy. By użyć popularnych ostatnio w obozie władzy analogii do I Rzeczpospolitej — ewidentnie prezes padł ofiarą politycznej zasady „nihil novi". W trwającej kampanii Jarosław Kaczyński stawia na wyłącznie na te rozwiązania, które już nie raz się sprawdziły: szczuje na Unię Europejską, wyzywa opozycję i obsadza Donalda Tuska w roli niemieckiego parobka, jednocześnie zapowiadając szukanie — poprzez specjalnie utworzoną komisję — jego kremlowskich ciągot. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" — dziennikarze Onetu Andrzej Stankiewicz oraz Kamil Dziubka — zauważają, że w tym podręcznym prezesowskim pakieciku jątrzenia nie ma zupełnie nic nowego, żadnej nowej obietnicy, nowej oferty, a nawet nowego konfliktu. Do niedawna brakowało nam tylko prezesowskiego nalotu na mniejszości LGBT — na tym paliwie PiS wygrało ostatnie wybory europejskie, a i w prezydenckich wpadło parę ważnych punktów. Ale i ten brak prezes właśnie nadrobił — oznajmił otóż, że poprze „obywatelski" projekt ustawy walczącej z „seksualizacją dzieci". Jego hasłem staje się więc znów przegonienie ze szkół organizacji LGBT — jak w każdych wyborach. Nie bardzo wiadomo, jak Kaczyński definiuje seksualizację, z którą chce walczyć — ale nie o prawo tu chodzi, tylko o politykę. Bo ów „obywatelski" projekt to po prostu pomysł PiS. Kaczyński nie chce jednak wnosić go do Sejmu jako projekt partyjny. Woli zbierać pod nim podpisy wyborców, bo rozdmuchać zagrożenie „seksualizacją" i zmobilizować elektorat konserwatywny do głosowania na PiS. „Nihil novi". Nic nowego także w negocjacjach Kaczyńskiego ze Zbigniewem Ziobrą o wspólnym starcie ich partii. Aż nam żal pana Zbyszka — nikt we władzach PiS nie traktuje poważnie jego gróźb, że Solidarna Polska jest silna, zwarta i gotowa wystartować samodzielnie i odbić PiS parę punktów. Ziobro zrobił nawet w Warszawie kongres swej partii — przyjechało jakieś 2 tys ludzi. Na nasze oko to cała partia Ziobry, w tym leśnicy z kontrolowanych przez ziobrystów Lasów Państwowych oraz beneficjenci Funduszu Sprawiedliwości, czyli partyjni cwaniacy opłacani przez Ziobrę z pieniędzy należnych ofiarom przestępstw. Co uradzili na tym wiekopomnym zlocie? Zaśpiewali wszystkie zwrotki hymnu, pomodlili się, trochę poszczypali PiS, opluli Unię Europejską i zmienili nazwę na Suwerenna Polska, żeby uciec od problemów finansowych. Bali się nawet zasugerować, że wystartują w wyborach bez Kaczyńskiego. Prezes czuje słabość Ziobry. Nie tylko go upokarza, odwlekając negocjacje o listach wyborczych. Rzuca na stół jeszcze jeden projekt — chce wprowadzić w Trybunale Konstytucyjnym takie zmiany, aby ubezwłasnowolnić kilku zbuntowanych sędziów, którzy wypowiedzieli wojnę jego namiestniczce Julii Przyłębskiej. Tych 5-6 sędziów uważanych jest za stronników Ziobry. Niecierpliwie czekamy, czy Ziobro zagłosuje za prawną kastracją swoich ludzi. Prezes też czeka.
S1 Ep 214Hołownia w ramionach Kosiniaka. Kaczyński tresuje Ziobrę. Ludzie Morawieckiego „odkurzają" TVP #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. Na pierwszy rzut oka to przełom — Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosili, że ich partie pójdą razem do wyborów. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" — Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) oraz Renata Grochal („Newsweek") — nie będą małostkowo wypominać, że ten celebrycko-chłopski serial trwał dobre pół roku. Dziś politycznie istotne jest to, że zaczyna się wyłaniać konfiguracja, w jakiej opozycja pójdzie do wyborów. Czy to znaczy, że wspólny start Polski 2050 oraz PSL to pewnik i teraz należy czekać na dalsze decyzje Platformy oraz Lewicy? Co to, to nie. Rzeczywiście Hołownia i Kosiniak zapewne pójdą w jednym bloku. Ale nie jest wykluczone, że będzie to blok szerszy. Ba, nie jest wykluczone, że będzie to koalicja tworzona przez Donalda Tuska. Wśród liderów PO i Lewicy panuje bowiem przekonanie, że Hołownia i Kosiniak będą do wakacji nerwowo patrzeć na sondaże, kalkulując, czy dostali od wyborców premię za wspólny start, czy też raczej na wspólnym starcie sondażowo tracą. Jeśli nie będzie bonusu, a tym bardziej jeśli przyjdzie sondażowe manko, to — słyszą twórcy „Stanu Wyjątkowego" — w wakacje Hołownia i Kosiniak mogą się udać z proszalną misją do Tuska, by ich ukoił i przytulił, gwarantując miejsca na listach. Tak, to prawda — opozycja jest skłócona, nawet jeśli udaje, że tak nie jest. Ale, Szanowni Wyborcy, władza jest nie lepsza. Szef PiS Jarosław Kaczyński przez dwie kadencje używał Zbigniewa Ziobry jako tarana, by podbić prokuraturę, sądy i — wiemy, że to groteska — Lasy Państwowe. A teraz — aż nam się łza się w oku kręci — zachowuje się, jakby gotów jest ów stępiony, zużyty już częściowo i zamortyzowany taran po prostu porzucić. Otóż negocjacje w sprawie wspólnego startu Ziobrowej Solidarnej Polski z PiS utknęły w martwym punkcie, bo Kaczyński nie chce być zakładnikiem ziobrystów — tak jak to jest w tej chwili. Co prawda proponuje Ziobrze i paru jego ludziom miejsca na listach, ale tylko tyle, by po wyborach nie mogli stworzyć samodzielnego klubu w Sejmie — dziś mają taką możliwość. Ziobro macha szabelką, przekonując, że on sobie bez Kaczyńskiego da radę. Zwołuje kongres swej partii i zmienia jej nazwę na Suwerenna Polska. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" nie widzą w tym żadnej wielkiej strategii, tylko strach Ziobry. A to znaczy, że na pewno będziemy się dobrze bawić. Swoją drogą ta zabawa właśnie rusza: Ziobrowa prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie sprzed 10 lat. To doniesienie biznesmena Marka Falenty bohatera „afery taśmowej" — czyli nagrań kelnerów, które przyczyniły się do utraty władzy przez Platformę. Prokuratura bada otóż, czy Donald Tusk jako premier przekroczył uprawnienia kontrolując należącą do Falenty spółkę Składy Węgla, która handlowała rosyjskim węglem. Brzmi to logicznie? No właśnie: niezbyt. Po co PiS miałoby odpalać śledztwo, które raczej Tuskowi przysporzy chwały niż napyta biedy? Twórcy „Stanu Wyjątkowego" patrzą na tę sprawę inaczej. Wszak Falenta przed wybuchem afery dostarczył nagrania prominentnym ludziom w PiS, a potem próbował ich tym szantażować, gdy został skazany za odsiadkę za zlecanie podsłuchów. W dodatku jednym z nagranych jest Mateusz Morawiecki — bo dekadę temu jako prezes zagranicznego banku był doradcą Donalda Tuska. Jak dotąd znamy jedną taśmę Morawieckiego — którą ujawnił Onet. Jest niesmaczna i pokazuje cynizm Morawieckiego, który wychwalał wówczas Angelę Merkel, obnosił się audiencjami nawet u poślednich ministrów Platformy i marzył o obniżaniu oczekiwań społecznych, rzewnie wspominając, że gospodarka kwitła „jak ludzie ci zapier***li za miskę ryżu". Ale Onet ujawnił także zeznania kelnerów, według których jest jeszcze jedna taśma, o wiele bardziej dla Morawieckiego niebezpieczna. Według kelnerów na jednej z taśm Morawiecki miał dyskutować o zakupie nieruchomości na tzw. słupy, czyli przez podstawione osoby. Zabawmy się w teorie spiskowe. A jeśli śledztwo w sprawie Tuska nie jest wcale śledztwem w sprawie Tuska? Tak tylko pytamy.
S1 Ep 213Kaczyński twierdzi, że Putin zamordował mu brata. Tusk źle znosi plotki, że zastąpi go Trzaskowski #OnetAudio
Całość TYLKO w aplikacji Onet Audio. Subskrybuj pakiet Onet Premium i słuchaj bez limitu. To ma być prawdziwy cios wymierzony w smoleńskich sceptyków, którzy nie wierzą w zamach na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Oto w 13. rocznicę katastrofy smoleńskiej szef PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział złożenie do prokuratury doniesienia o zamordowaniu prezydenta, jasno wskazując, że w roli zleceniodawcy widzi Władimira Putina. W ten sposób po 13 latach — w ciągu których szef PiS czasem mówił o zamachu, by potem mówić, że wcale tak nie mówił — wreszcie mamy klarowną linię polityczną PiS: Kreml zabił Lecha Kaczyńskiego, który integrował Europę Środkowo-Wschodnią, niwecząc mocarstwowe plany Putina. Rzecz jasna doniesienie w imieniu prezesa Kaczyńskiego złożył jego smoleński powiernik Antoni Macierewicz. Jakie to doniesienie ma znaczenie prawne? Autorzy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz (Onet.pl) oraz Dominika Długosz („Newsweek") mówią wprost: żadnego. Wszak prokuratura od dnia katastrofy 10 kwietnia 2010 r. prowadzi śledztwo w sprawie wszystkich jej okoliczności. Co więcej — gdy PiS przejęło władzę i podporządkowało sobie organa ścigania, w prokuraturze powstał speczespół smoleński, który przejął śledztwo i zaczął dogłębnie analizować teorię zamachu Putina — jak dotąd bez żadnych rezultatów. Na tym tle dochodziło przez lata do tarć prokuratorów smoleńskich z Macierewiczem. Oni żądali od niego dowodów na kolejne teorie zamachowe, a on nigdy im nic nie dał, obawiając się prawnej weryfikacji swych fantastycznych zarzutów. Właśnie po to jest doniesienie. Oto po 13 latach rządów Jarosław Kaczyński podniósł smoleński zamach do rangi jedynie słusznej doktryny partii i państwa. Ministrowie — zarówno wierzący w zamach, jak i smoleńscy ateiści — muszą karnie słuchać i entuzjastycznie klaskać, gdy Kaczyński mówi o mordzie smoleńskim. Wszystkie instytucje państwa PiS budują mit zamachowy — od mediów państwowych po wspierający władzę Kościół. Media niezależne, obnażające kłamstwa Macierewicza, objęte są karnym postępowaniem Krajowej rady Radiofonii i Telewizji, kierowanej przez radykalnego partyjnego towarzysza Macieja Świrskiego. Do pełnego uznania Smoleńska za mord Putina na Lechu Kaczyńskim brakuje tego jednego — decyzji prokuratury, że katastrofa była zamachem. Stąd doniesienie — nie chodzi w nim o prawo, a o polityczny nacisk. Ponieważ prokuratura nie chce uznać zamachu w ramach standardowego smoleńskiego śledztwa, dostała teraz konkretne zamówienie — ma wszcząć śledztwo z doniesienia Kaczyńskiego i Macierewicza, potwierdzić ich teorie zamachowe oraz wystawić list gończy za włodarzem Kremla. Twardzi wyborcy PiS muszą być wniebowzięci, że prezes wraca do formy po wielomiesięcznej rekonwalescencji kolana. W ciągu raptem kilku dni aktywności Kaczyński zdążył już wygłosić parę ważkich przemówień — nie tylko ogłosił zamach w Smoleńsku, ale także całkowicie wstrzymał import żywności z Ukrainy, o wyzwiskach pod adresem opozycji nie wspominając. Ale opozycja też się zbroi. Donald Tusk i Rafał Trzaskowski wystąpili wspólnie na wiecu wyborczym Platformy, by przeciąć plotki, że w ich politycznym związku się nie układa, że mają ciche dni, a może wręcz, że grozi im separacja. Moment nie jest przypadkowy — w politycznym światku furorę zrobiła plotka, wedle której Trzaskowski zastąpi Tuska przed wyborami jako kandydat opozycji na premiera. Szef Platformy źle znosi plotki, które pozbawiają go roli lidera opozycji i głównego kandydata do walki z Kaczyńskim. Trzaskowski to rozumie — dlatego zadeklarował, że będzie wspierać Tuska w kampanii. Ale w tym tandemie nie ma nic za darmo — Trzaskowski chce dostać od Tuska obietnicę startu w wyborach prezydenckich lub wyjazdu do Brukseli na komisarza UE. Tyle, że ludzie Tuska nie są pewni, jak długo Trzaskowski wytrwa w postanowieniu grania na lidera PO, a nie na siebie.