
Radio Wnet
3,593 episodes — Page 54 of 72
Ep 12629Prezydent skieruje budżet do TK? "Nie wydaje się, by zaplanowane dochody podatkowe były realne"
W trzech przygotowanych przez ministra Domańskiego budżetach rząd "wypracował" 800 mld deficytu; poprzedniemu rządowi zajęło by to 30 lat - wskazuje b. wiceprezes Orlenu.
Ep 12628Studio Białoruskie 14.01.2026 r.: spotkanie Swietłany Cichanouskiej z prezydentem Karolem Nawrockim
W audycji również o wpływie, jaki napięcia wewnętrzne w Iranie i Wenezueli mogą mieć na sytuację na Białorusi.
Ep 12627Piotr Bernatowicz w audycji Barbarzyńcy i poeci - 11.01.2026 r.
W niedzielnej audycji „Barbarzyńcy i poeci” Magdalena Piejko rozmawiała z Piotrem Bernatowiczem – historykiem sztuki, krytykiem i kuratorem.
Ep 12626Ile jest wart podpis Andrzeja Dudy? - Prawo cytatu: audycja Jana Majchrowskiego - 13.01.2026 r.
Ep 12625Opowieść o Kirgistanie - Znów wędrujemy - 12.01.2026 r.
Kirgistan to kraj zachwycających widoków - wysokie góry o różnej teksturze, turkusowe jeziora, kaniony. To również kraj pysznego, naturalnego jedzenia.
Ep 12624Franco de Peña: Obecnie USA są wobec Delcy Rodríguez kimś w rodzaju "szefa mafii"
Wenezuelski reżyser Franco de Peña przypomina, że pozostawiona przez USA u władzy ekipa to polityczna mafia. Wskazuje, że Stany stosując wobec niej szantaż, stają się kimś w rodzaju "bossa".
Ep 12623Dariusz Wiśniewski – Studio Wilno – 08.01.2026 r.
Wilno dziś: polskość, która żyje i nie jest tylko historią. O młodych, szkołach i mediach oraz dyplomacji bez protokołu tej, która słucha, zanim nazwie.
Ep 12622„To nie był incydent, to trwa od miesięcy”. Matka ucznia o sporze wokół krzyża w szkole w Kielnie
Incydent z 15 grudnia w szkole podstawowej w Kielnie na Pomorzu – zdjęcie i wyrzucenie krzyża z sali lekcyjnej – wywołał protest rodziców, interwencję poselską i ogólnopolską debatę.W rozmowie na antenie Radia Wnet głos zabrała Agata Kamola, jedna z matek zaangażowanych w obronę uczniów i ich prawa do manifestowania przekonań religijnych. Jak relacjonowała, część rodziców została poinformowana, że uczniowie klasy siódmej są wzywani na przesłuchania na policję.Rodzice siódmej B dzień wcześniej dostali informację, że dzieci będą dziś przesłuchiwane. To nie było łatwe, żeby się tam dostać, a przecież przesłuchanie nieletnich powinno odbywać się w obecności rodziców– mówiła.Jej zdaniem funkcjonariusze mieli zniechęcać rodziców do udziału w czynnościach.Rodzice pytali, czy mogą uczestniczyć w przesłuchaniu. Odpowiadano im: nie musi pani, bo przecież pani pracuje. A to jest nasze prawo– dodała. Ostatecznie – jak mówiła – tylko część rodziców została dopuszczona do udziału w czynnościach.Kamola stanowczo sprzeciwiła się narracji, według której cała sprawa dotyczy jedynie „plastikowego krzyża”.To się dzieje już od tamtego roku szkolnego. Krzyże wisiały, znikały, dzieci je wieszały z powrotem. Ten plastikowy krzyż to było ostatnie wołanie tych dzieci– powiedziała.Jak relacjonowała, uczniowie wielokrotnie sami podejmowali inicjatywę zawieszenia krzyża w sali.Najpierw był normalny, drewniany krzyż z wizerunkiem Pana Jezusa. Znikał. Dzieci poszły do woźnej, wzięły krzyż z innej sali. I on też zniknął– opisała.Jej zdaniem uczniowie sięgnęli po krzyż, który mieli pod ręką, bo inne możliwości zostały wyczerpane.„To nie była prowokacja. To była obrona krzyża i wołanie o jego obecność”.Reakcja dyrekcji i poczucie marginalizacjiMatka ucznia zarzuciła dyrekcji szkoły, że problem jest bagatelizowany.Pani dyrektor twierdzi, że to był pierwszy incydent. To nieprawda. Zgłaszaliśmy, że krzyże giną, że jest walka z krzyżami w tej szkole– wskazuje.Rodzice – jak mówiła – czuli się marginalizowani także podczas posiedzeń Rady Rodziców.Zostaliśmy zaproszeni, ale potem wyproszeni z sali. Usłyszeliśmy: już jesteście, to powiedzcie coś i wyjdźcie– dodaje.Najmocniej w rozmowie wybrzmiał wątek kondycji psychicznej uczniów.Dzieci są przerażone. Próbuje się je przedstawić jako chuliganów, co nie miało miejsca. Jest im bardzo ciężko, bo autorytet nauczyciela i dyrekcji w ich oczach runął– opowiada.Kamola podkreślała, że uczniowie nie zgadzają się z narracją, w której przypisuje się im złe intencje. Jak mówi, „one broniły krzyża. Nieważne, czy był plastikowy, czy drewniany – dla nich to był krzyż”.Rodzice – jak zaznaczyła – nie zamierzają odpuścić.Dzieci się nie poddają, my się nie poddajemy. To bardzo ważna sprawa– mówi. Duże znaczenie miały dla nich także protesty i wsparcie lokalnej społeczności. Jak zaznacza, „jest dużo ludzi za nami, modlą się, wspierają. To piękne, że Polska się jednoczy w słusznej sprawie”.Na koniec rozmowy Kamola odniosła się do medialnych prób umniejszania znaczenia zdarzenia.„Krzyż to krzyż. Próbuje się umniejszyć jego wartość, ale dla nas i dla dzieci to symbol. Nie chcemy nikomu narzucać wiary – chcemy tylko, żeby nikt nam nie przeszkadzał wierzyć”./fa
Ep 12621Zaginiony Mehoffer wraca po 80 latach. Sensacyjne odnalezienie tryptyku „Powstanie Warszawskie”
W Domu Józefa Mehoffera przy ul. Krupniczej 26 w Krakowie można dziś zobaczyć dzieło, o którym przez dziesięciolecia istniała jedynie wzmianka w rękopisach. Chodzi o monumentalny tryptyk „Powstanie Warszawskie”, namalowany przez jednego z najwybitniejszych artystów Młodej Polski w ostatnich miesiącach II wojny światowej.O sensacyjnym powrocie obrazu na antenie Radia Wnet opowiadała Beata Studziżba-Kubalska, kustosz Muzeum Narodowego w Krakowie i opiekunka Domu Mehoffera.„Serdecznie zapraszam do domu Józefa Mehoffera, by zobaczyć ten obraz. Tryptyk Józefa Mehoffera Powstanie Warszawskie” – mówiła na początku rozmowy.Jak podkreśliła, dzieło zostało udostępnione w depozycie przez Beskidzkie Muzeum Rozproszone Diecezji Bielsko-Żywieckiej, które przez lata przechowywało je w swoich zbiorach.„Korzystając z okazji wyrażam jeszcze raz swoją ogromną wdzięczność wobec tej instytucji, która sprawiła, że dzieło Mehoffera, znane jedynie w zasadzie z przekazów źródłowych, jest już pokazywane szerszemu kręgowi odbiorców”.Przez lata jedynym śladem istnienia obrazu był krótki fragment wspomnień Jadwigi Mehofferowej, żony artysty. W rękopisie biografii męża opisała ona tryptyk powstały w czasie wojny w krakowskim domu przy Krupniczej.Kustosz MNK przytoczyła ten niezwykły opis:„Jego środek, w przeciwieństwie do bardzo kolorowych boków, w utrzymanych odcieniach stali: na pierwszym planie tank niemiecki atakuje powstańców, którzy nie próbują się bronić, bo na wierzchu tanku leży przytwierdzona do niego dziewczyna, niechybnie wystawiona na pocisk. W głębi dalszego planu, w rozżarzeniu powietrza, widać na Placu Zamkowym walącą się Kolumnę Zygmunta”.Z tego zapisu wynikało jasno: Mehoffer, schorowany i już w podeszłym wieku, stworzył wstrząsające dzieło o losie walczącej Warszawy.„Wiemy, że taki obraz powstał właśnie w domu artysty przy Krupniczej 26 pod koniec 1944 lub na początku 1945 roku. No i potem ślad się w zasadzie urywa”.Sytuację komplikował fakt, że w Muzeum Powstania Warszawskiego już od 2008 roku znajduje się obraz Mehoffera przedstawiający walki na Starym Mieście z walącą się Kolumną Zygmunta. Przez lata uważano, że to właśnie to zaginione dzieło.Jak jednak wyjaśniła kustosz:„Nasz obraz i obraz w Muzeum Powstania Warszawskiego to absolutnie dzieła Mehoffera. U Mehoffera zdarzało się, że niektóre kompozycje powstawały w kilku wersjach”.Jedna wersja mogła być bardziej „wykończona”, druga bardziej swobodna malarsko – ale obie wyszły spod ręki tego samego artysty.„Ta wersja, która jest u nas eksponowana, jest może trochę bardziej malarska, jakby mniej wykończona. Ta z Muzeum Powstania Warszawskiego mogła być dalszym rozwinięciem tej samej wizji”.Mehofferowie w czasie wojny udzielali schronienia uciekinierom z Warszawy. Być może właśnie ich relacje stały się impulsem do stworzenia dzieła.„Jadwiga Mehofferowa wspomina, że ich dom na Krupniczej służył za schronienie wielu uchodźcom. Pisze też o młodym człowieku, który opuścił Warszawę po Powstaniu i musiał być jego świadkiem. Wyrażał ogromną wdzięczność za opiekę”.To z tych opowieści mógł powstać dramatyczny obraz powstańczej Warszawy, przeniesiony na płótno w formie symbolicznej, a nie dokumentalnej.Choć środkowa scena ukazuje czołg, dziewczynę przytwierdzoną do pancerza i ruinę miasta, Mehoffer nie stworzył realistycznej kroniki.„To nie jest scena realistyczna. To jest jakaś wizja, wyobrażenie podniesione do rangi symbolu. Ta młoda warszawianka ma rozłożone ręce jak w znaku krzyża, a na nią pada snop jasnego światła”.Ten motyw męczeństwa i ofiary łączy się z bocznymi skrzydłami tryptyku.Po prawej stronie widzimy apokaliptyczną walkę dobra ze złem:„Archanioł Michał strącający Lucyfera w otchłań, w ogniu i szamotaninie walki”.Po lewej natomiast pojawia się zupełnie inny ton:„Mamy scenę z uchodźcami opuszczającymi ginącą Warszawę, nad którymi czuwają anioły. Ta scena jest bardziej słoneczna, spokojniejsza, jakby niosła przesłanie, że mimo zagłady miasto zostaje opuszczone przez ludzi prowadzonych ku dalszemu życiu”.Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób tryptyk opuścił dom Mehoffera i trafił do zbiorów kościelnych.„Nie ma żadnych źródłowych danych, czy artysta go podarował, czy rodzina sprzedała, czy może został ofiarowany jakiemuś księdzu. Być może jeszcze natrafimy na jakiś ślad. Dla mnie byłoby to ogromnie ciekawe”.Dziś jednak dzieło – choć tylko w depozycie – wróciło tam, gdzie powstało.„Po latach dzieło do nas wraca. Wraca na pewien czas, bo jest depozytem, ale znów jest w Domu Mehoffera”.Tryptyk „Powstanie Warszawskie” nie jest tylko sensacją muzealną. To także nowe światło na późną twórczość artysty kojarzonego dotąd głównie z symbolizmem i dekoracyjnymi polichromiami.„Dla wielu osób jest to niezwykłe, że Mehoffer podjął tak brutalny temat. A jednak zrobił to, wpisując go w swój symbolistyczny język”.
Ep 12621Port Haller na Bałtyku. Nowa brama handlowa i militarna Polski?
Port Haller to nowa inicjatywa Prawa i Sprawiedliwości zakładająca budowę pełnomorskiego portu Ro-Ro (czyli naczep drogowych, pojazdów kołowych oraz jednostek wojskowych) na Bałtyku. Ma on powstać w Choczewo, w bezpośrednim sąsiedztwie planowanej pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Port wypełniłby lukę w systemie transportowym i obronnym kraju.Inwestycja ma zapewnić Polsce dostęp do dwóch nowych korytarzy handlowych: bałtycko-czarnomorskiego oraz adriatycko-bałtyckiego, które – według zapowiedzi – mają być gotowe w ciągu najbliższych pięciu lat. Jednocześnie port ma pełnić funkcję bezpiecznej bramy dla przerzutu wojsk sojuszniczych NATO, pozostając poza zasięgiem rosyjskiej artylerii dalekiego zasięgu z Obwodu Królewieckiego i w obszarze działania bazy antyrakietowej w Redzikowo.O szczegółach koncepcji mówił na antenie Radia Wnet Kacper Płażyński, poseł Prawa i Sprawiedliwości z Pomorza, który podkreślał, że kluczową zaletą projektu jest jego powiązanie z inną strategiczną inwestycją państwową.To jest trochę samograj. Do elektrowni jądrowej i tak budowana jest droga krajowa i kolej – inwestycje za prawie 5 miliardów złotych. Port ma być zaraz obok, więc wykorzystujemy już poniesione koszty– wskazał.Jak zaznaczył, chodzi nie tylko o logistykę cywilną, ale o przygotowanie Polski na zupełnie nową mapę europejskich przepływów towarowych.Za pięć lat będą otwarte dwa nowe szlaki: Bałtyk–Adriatyk i Bałtyk–Morze Czarne. To, co dziś idzie przez Niemcy do Skandynawii i Wielkiej Brytanii, będzie mogło iść przez Polskę– mówił.Poseł wyjaśniał, że istniejące porty Trójmiasta nie są przystosowane do wielkoskalowych przeładunków Ro-Ro.W Gdyni mamy mały port Ro-Ro w środku miasta. Takie ładunki zajmują ogromne przestrzenie – bocznice, place manewrowe, logistykę. W Europie takie porty buduje się poza dużymi ośrodkami miejskimi– zaznaczył.Port Haller miałby powstać w lokalizacji oferującej – jak podkreślał – wyjątkowo dobre warunki naturalne. Jak wskazał, „półtora kilometra od brzegu mamy głębokość 12,5 metra. Jak na południowy Bałtyk to jedne z najlepszych warunków geologicznych”.Bezpieczeństwo i wojskoJednym z kluczowych argumentów za budową portu jest bezpieczeństwo państwa.Porty w Gdańsku i Gdyni są w zasięgu rosyjskich haubic. W razie wojny nikt nie dowiezie tam sprzętu wojskowego. Sprzęt wozi się statkami Ro-Ro– mówił Płażyński.W jego ocenie nowy port byłby nie tylko cywilnym węzłem handlowym, ale elementem infrastruktury dual-use – cywilno-wojskowej, wpisującym się w unijne programy transportowe i obronne.Szacunkowy koszt samej części portowej to – według rozmówcy Radia Wnet – 2–3 mld zł, przy czym znaczną część infrastruktury dostępowej państwo i tak sfinansuje w ramach budowy elektrowni jądrowej. Poseł nie wykluczał różnych modeli zarządzania portem – od pełnej własności Skarbu Państwa po współpracę z narodowymi podmiotami.Naturalnym partnerem jest PKP Cargo, które działa międzynarodowo i mogłoby być beneficjentem tych nowych szlaków– mówił.W rozmowie pojawił się także wątek potencjalnej krytyki projektu – zarówno środowiskowej, jak i politycznej.To projekt niezgodny z interesami niemieckimi, bo odbiera im monopol na obsługę tych szlaków. Trzeba się liczyć z próbami zniechęcania do tej inwestycji– ocenił Płażyński.Odpowiadając na głosy obaw o ingerencję w nadmorską przyrodę, podkreślał:„To teren nieobjęty ochroną środowiskową. Pytanie brzmi: czy chcemy żyć w skansenie, czy rozwijać państwo i gospodarkę”./fa
Ep 12620Co się dzieje w PiS? Ziemkiewicz: Rozkład i dekadencja
Gościem Poranka Radia Wnet był Rafał Ziemkiewicz – dziennikarz, publicysta i pisarz, który postawił tezę znacznie szerszą niż bieżący spór o ustawę budżetową. W jego ocenie obecna sytuacja w Polsce to efekt głębokiego kryzysu ustrojowego, w którym państwo znalazło się w stanie trwałego zawieszenia.Punktem wyjścia rozmowy była ustawa budżetowa – jedyna, której prezydent nie może zawetować, ale którą może skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Ziemkiewicz nie wyklucza takiego scenariusza, wskazując, że obecny rząd wielokrotnie działał poza granicami prawa.Ten rząd robi mnóstwo rzeczy, do których nie ma prawa, więc nie zdziwiłbym się, gdyby prezydent odpłacił pięknym za nadobne– powiedział. Jednocześnie zaznaczył, że byłby to ruch ryzykowny, bo pogłębiający destrukcję państwa. Jego zdaniem sam budżet jest wadliwy nie tylko politycznie, ale i ustrojowo. Jak komentował, „to jest budżet dramatycznego zadłużenia państwa. Skoro nie ma pieniędzy nawet na obsługę środków z KPO, to o czym my w ogóle rozmawiamy?”.Publicysta przypomniał zapowiedzi rządu o rezygnacji z kolejnych miliardów euro z KPO z powodu braku wkładu własnego.Jeżeli państwo nie jest w stanie znaleźć pieniędzy na kluczowe inwestycje, to co tu gadać o służbie zdrowia czy innych podstawowych sprawach– zastanawiał się.„Potworek konstytucyjny” i państwo w „glitchu”Zdaniem Ziemkiewicza problem jest jednak znacznie głębszy niż jeden dokument finansowy. Źródła tej sytuacji upatruje w samej konstytucji.Zaprojektowano potworka. Konstytucję, która dzieli władzę wykonawczą pomiędzy dwa ośrodki, dając prezydentowi możliwość blokowania, ale nie dając mu możliwości rządzenia– powiedział.W jego ocenie dokument ten jest dziś niewydolny i nie odpowiada na realia polityczne.Ta konstytucja jest po prostu nic nie warta. Jak długo będziemy się jej trzymać, tak długo będziemy tkwić w zawieszeniu– zaznaczył. Publicysta określił obecną sytuację mianem systemowego „glitchu” – momentu, w którym państwo przestało działać, a żaden z ośrodków władzy nie jest w stanie przejąć realnej odpowiedzialności.Kryzys dojrzewa. Wybory coraz bliżej?Ziemkiewicz wyraził sceptycyzm wobec tezy, że Polska dotrwa w obecnym stanie do wyborów planowanych na 2027 rok.Ja nie wierzę, żeby Polska w tym stanie dotrwała do 2027 roku. Te wybory trzeba zrobić jak najszybciej– mówił. Jednocześnie ostrzegł, że nawet wcześniejsze wybory mogą zostać zakwestionowane, co tylko pogłębi chaos.Już dziś słychać zapowiedzi, że wybory będą podważane, że system jest niewiarygodny. To prowadzi do bardzo niebezpiecznej sytuacji– zwracał uwagę. W jego ocenie kraj znajduje się w stanie „półdyktatury”, ale – jak dodał – wyjątkowo nieudolnej, bo pozbawionej sprawczości.Rozpad sceny politycznej i próżnia po prawej stronieDrugim istotnym wątkiem rozmowy była kondycja polskiej sceny politycznej. Zdaniem Ziemkiewicza społeczeństwo wyraźnie przesuwa się w prawo, ale nie znajduje tam stabilnej reprezentacji. Szczególnie krytycznie ocenił sytuację w Prawie i Sprawiedliwości. To, co się dzieje w Prawie i Sprawiedliwości, jest zdumiewającym jakimś rozkładem i dekadencją. Oczywiście są to skutki decyzji, która została podjęta po przegranych wyborach, to znaczy po pierwsze nie przyjmujemy do wiadomości, że przegraliśmy, mówimy, że wygraliśmy te wybory, trzymając się arytmetycznego wyniku, a nie praktycznego skutku, jakim była utrata władzy.Po drugie, jak to powiedział Jarosław Kaczyński, za nic nie będziemy przepraszać, bo żadnych błędów nie popełniliśmy. Wyborcy jednak wyraźnie uznali, że PiS jakieś błędy przez 8 lat popełnił. I jest taka zasada, jeżeli się bawimy w demokrację, to się nie kłócimy z wyborcami. Jak wyborcy mówią, popełniliście błędy, to wy się macie uderzyć w piersi, powiedzieć przepraszamy, popełniliśmy błędy, naprawimy. A nie tupać nogą i mówić wyborcom, głupi jesteście, durnie jesteście, żeście na nas nie zagłosowali, jeszcze do nas na kolanach z płacem wrócicie, jak zobaczycie, prawda?– komentował.Na tym tle rosnąć ma poparcie dla Grzegorz Braun, które Ziemkiewicz interpretuje przede wszystkim jako wyraz emocji i protestu. Jak mówił, „popularność Brauna napędza irytacja i chęć wymierzenia innym partiom policzka. To nie są jeszcze stabilne podstawy polityczne”.Równie krytycznie odniósł się do Konfederacja, która – jego zdaniem – utraciła swój antysystemowy charakter.Na koniec Ziemkiewicz zwrócił uwagę na słabość zaplecza rządowego Donald Tusk.Władza Tuska wisi na bardzo kruchych głosach. Wystarczy odejście kilkunastu posłów, by tej większości nie było– mówił.Szczególnie niepewna jest przyszłość Polska 2050.Ta partia w sondażach jest poniżej progu, a wybory będą dla niej polityczną śmiercią. To dla Tuska wcale nie jest dobra wiadomość– dodał.Dokąd to zmierza?Zdaniem Ziemkiewicza obecny kryzys będzie narastał, aż do momentu, w którym społeczne przyzwolenie na radykalne zmiany stanie się faktem.„Sytuacja jeszcze dojrzeje. Przyjdzie poważny kryzys i wtedy pojawi się zgoda na środki nadzwyczajne”./fa
Ep 12619Ardanowski: Umowa Mercosur to wyrok na europejskie rolnictwo
Gościem Radia Wnet był Jan Krzysztof Ardanowski, poseł Wolnych Republikanów, były minister rolnictwa oraz przewodniczący Rady ds. Rolnictwa przy prezydencie Karolu Nawrockim. W rozmowie z Jaśminą Nowak odniósł się do narastających protestów rolników w całej Europie i kontrowersyjnej umowy handlowej Unii Europejskiej z państwami Mercosur.Ardanowski nie miał wątpliwości, że protesty nie ustaną.Te protesty w Europie będą trwały, bo to jest rzeczywiście wyrok wydany na rolnictwo europejskie– mówił, przypominając demonstracje rolników w Paryżu, Brukseli i Warszawie.Były minister zwrócił uwagę na nierówne traktowanie protestujących w różnych krajach.Traktory mogą wjechać do Brukseli czy do Paryża, a w Polsce okazuje się, że nie wolno. To pokazuje, w jaki sposób obecna władza traktuje rolników– powiedział.W jego ocenie spór wokół Mercosur nie dotyczy wyłącznie interesów jednej grupy zawodowej.To kłamstwo, że rolnicy walczą tylko o siebie. Oni walczą o bezpieczeństwo żywnościowe Europy i realizację zasad wspólnej polityki rolnej zapisanych w traktatach– zaznaczył.Ardanowski wskazywał, że umowa Mercosur została podporządkowana interesom największych gospodarek przemysłowych, przede wszystkim Niemiec.Kanclerz Niemiec powiedział wprost, że bez Mercosur niemiecka gospodarka będzie dalej w stagnacji. Ratunkiem ma być eksport do Ameryki Południowej– podkreślał.Jak dodał, naciski Berlina miały przełożyć się na działania Komisji Europejskiej, która – jego zdaniem – dyscyplinowała państwa sceptyczne wobec umowy. Jak mówił, „był czas, żeby coś zmienić. Komisja, realizując dyktat Niemiec, miała możliwość straszenia krajów odebraniem pieniędzy”. Szczególnie krytycznie ocenił postawę polskiego rządu.Polska, jak głupi Jaś, nie zabiegała o zbudowanie mniejszości blokującej. Jeżeli rząd twierdzi, że coś robił, to niech pokaże kalendarium działań– apelował.W rozmowie pojawił się też wątek tzw. klauzul lustrzanych, które miały zapewnić, że żywność z Ameryki Południowej spełni europejskie normy. Ardanowski uznał je za fikcję. Jak wskazał, „prawo unijne obowiązuje w Unii, a nie w Ameryce Południowej. Żadne klauzule obowiązywać nie będą”. Podkreślał również praktyczne ograniczenia kontroli importu.Nie da się sprawdzić milionów ton żywności w portach i na lotniskach. To wymagałoby dziesiątek tysięcy urzędników i gigantycznych laboratoriów– powiedział. Na koniec zwrócił uwagę na problem pestycydów i podwójnych standardów.Laboratoria badają tylko te substancje, które są dopuszczone w Europie. A przecież europejskie, także niemieckie firmy produkują środki zakazane w UE i sprzedają je do Ameryki Południowej. Tego nikt nie sprawdzi– mówił. /fa
Ep 12618Chiny–UE: przełom w sprawie ceł i zaskakujące nastroje społeczne
Andrzej Zawadzki-Liang przedstawił dwa istotne sygnały z Chin: gospodarczy i społeczny. Pierwszy dotyczy relacji handlowych między Unia Europejska a Chiny, drugi – nastrojów chińskiej opinii publicznej.Jak poinformował, Pekin i Bruksela osiągnęły konsensus w sprawie ceł na samochody elektryczne importowane z Chin.Chiny i Unia Europejska zgodziły się co do konieczności stworzenia ogólnych wytycznych dotyczących ceł na chińskich eksporterów– relacjonował.W praktyce może to oznaczać odejście od najwyższych, sięgających 35 proc. stawek i powrót do standardowego poziomu 10 proc., przy jednoczesnym wprowadzeniu minimalnych cen dla poszczególnych producentów.To pierwszy taki komunikat i pozytywny sygnał, choć – jak zawsze – diabeł tkwi w szczegółach– zaznaczył Zawadzki-Liang.Drugim wątkiem była publikacja badania opinii publicznej przygotowanego przez think tank z Uniwersytet Tsinghua. Wynika z niego, że Chińczycy coraz spokojniej oceniają bezpieczeństwo swojego kraju w zmieniającym się świecie.Percepcja bezpieczeństwa wyraźnie przesunęła się w kierunku bardziej pozytywnego spojrzenia, mimo że respondenci dostrzegają konflikty regionalne i rywalizację mocarstw– mówił.Jak dodał, po raz pierwszy odnotowano też niewielki spadek sympatii wobec Stanów Zjednoczonych, co – choć symboliczne – zostało w Chinach szeroko skomentowane./fa
Ep 12617Polityczna gra o budżet. Co się stanie, jeśli prezydent wstrzyma podpis?
Agaton Koziński, dziennikarz i publicysta, antenie Radia Wnet analizował możliwe scenariusze wokół ustawy budżetowej oraz konsekwencje ewentualnego braku podpisu prezydenta Karol Nawrocki. Koziński podkreślił, że choć nie można dziś wykluczyć niekonwencjonalnych decyzji głowy państwa, to wpisywałyby się one w szerszy styl polityczny oparty na nieprzewidywalności.Te inspiracje Donaldem Trumpem są u niego widoczne. Przewidywalność przestała być kapitałem najwyżej cenionym. Dzisiaj królem politycznym jest ten, kto potrafi w nieoczywisty sposób zakręcić rzeczywistością– mówił, nawiązując do stylu Trumpa. Jednocześnie dziennikarz przypomniał kluczowy fakt konstytucyjny.Prezydent nie może zawetować ustawy budżetowej. To jedyna ustawa w roku, której zawetować nie wolno– wskazał.Jak wyjaśniał, Karol Nawrocki ma jednak inne narzędzia – może skierować ustawę do Trybunał Konstytucyjny, zarówno w trybie kontroli następczej, jak i przed podpisaniem.Wtedy zaczęłyby się schody– ocenił Koziński, wskazując na możliwy chaos polityczny.Zdaniem publicysty brak podpisu pod budżetem byłby jednak ruchem wysoce niekorzystnym dla samego prezydenta.Niepodpisanie ustawy byłoby krokiem w złą stronę polityczną. Brak budżetu zdjąłby całkowicie odpowiedzialność z premiera Donalda Tuska– mówił.W takiej sytuacji – jak tłumaczył – szef rządu Donald Tusk mógłby konsekwentnie przerzucać winę na prezydenta.On by mówił: co ja mogę robić, skoro nie mam budżetu? Cokolwiek złego by się działo, zawsze odpowiedź byłaby ta sama – prezydent związał mi ręce– komentował.Koziński zwrócił uwagę na strukturalną słabość prezydenckiej pozycji wobec rządu.Prezydent nie ma władzy wykonawczej, nie ma administracji, nie ma narzędzi takich jak rozporządzenia. Jest mu znacznie trudniej niż rządowi– dodał.Wątek możliwych wcześniejszych wyborów również pojawił się w rozmowie, ale dziennikarz oceniał go bardzo sceptycznie.To byłoby bardzo silne naciąganie konstytucji. Budżet został uchwalony przez parlament i złożony prezydentowi z wyprzedzeniem. Nie widzę tu podstaw do rozwiązania parlamentu– powiedział.Podsumowując, Koziński zaznaczył, że choć politycznie taki ruch mógłby być efektowny, to jego koszt byłby ogromny.Byłby to krok szalenie ryzykowny. Prezydent brałby na siebie odpowiedzialność za cały kraj, nie mając do tego realnych narzędzi ani większości w parlamencie– ocenił./fa
Ep 12616Wykolejenie pociągu w Essen. Czy Niemcy mierzą się z falą sabotażu infrastruktury?
Aleksandra Fedorska, dziennikarka i publicystka, na antenie Radia Wnet odniosła się do niepokojącego zdarzenia na niemieckiej kolei. W Essen wykoleił się pociąg towarowy przewożący niebezpieczne substancje, a śledczy badają możliwość celowego działania na torach. Jak relacjonowała Fedorska, sprawa była w niemieckich mediach opisywana zaskakująco oszczędnie.Względnie mało było relacji na ten temat w Niemczech. Na szczęście do wybuchu ewentualnego transportu amunicji lub sprzętu wojskowego nie doszło– podkreślała. Z jej informacji wynika, że do torów miała zostać przymocowana metalowa nakładka. Trudno powiedzieć, czy taki metal byłby w stanie wykoleić pociąg transportujący sprzęt wojskowy lub amunicję. To bardzo techniczna kwestia– zaznaczyła.Rozmówczyni Radia Wnet zwróciła uwagę na szerszy kontekst podobnych zdarzeń w Niemczech.Faktycznie sabotażów i poważnych awarii – sieci elektrycznych, kolei – w ostatnim czasie jest multum. Tego jest bardzo dużo– mówiła.Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów była awaria w Berlinie, gdy zimą ponad 100 tysięcy osób przez kilkadziesiąt godzin pozostawało bez prądu.To był szok i sprawdzian dla niemieckich służb bezpieczeństwa, którego niestety nie zdały– oceniła Fedorska.Jej zdaniem niemieckie władze i media starają się dziś ostudzać nastroje i unikać jednoznacznych sformułowań.Nie ma sprawców, co jest skandaliczne. Opinia publiczna jest uspokajana, a o ekstremistycznych powiązaniach mówi się bardzo ostrożnie, choć one z pewnością istnieją– dodała. Dziennikarka przypomniała też wcześniejsze przypadki, które budują obraz narastającego problemu: alarmy w koszarach, podejrzenia skażenia wody, podpalenia ciężarówek czy kradzieże amunicji na dużą skalę, także z udziałem Bundeswehry.Fedorska wskazała również na głośne, lecz niewyjaśnione incydenty – pożary w zakładach zbrojeniowych i chemicznych.Opinia publiczna nigdy nie usłyszała, kto to zrobił. Nie było procesów, nie było winnych. To jest bardzo niepokojące– oceniła.Na tym tle w niemieckich mediach – zwłaszcza poza głównym nurtem – pojawiają się hipotezy o możliwych powiązaniach środowisk ekstremistycznych z finansowaniem publicznym.Jak zaznaczyła, są to poszlaki i hipotezy obecne w debacie publicznej, lecz brak rozliczeń i wyjaśnień tylko pogłębia społeczne obawy./fa
Ep 12615Karol Nawrocki w Londynie. Polonia zaskoczona atmosferą i bezpośredniością prezydenta
Pierwszym gościem Poranka Radia Wnet był Sławomir Wróbel, działacz polonijny i były londyński korespondent TVP Polonia. W rozmowie podsumował pierwszą oficjalną wizytę Karola Nawrockiego w Wielkiej Brytanii, podkreślając, że – mimo trudnego kontekstu politycznego – została ona odebrana przez Polonię wyjątkowo dobrze. Jak zaznaczył Wróbel, choć nie uczestniczył w spotkaniu osobiście, relacje obecnych tam przedstawicieli środowisk polonijnych były jednoznaczne.Bardzo udanie ją oceniam. Z tego, co obserwowałem na profilach znajomych i przedstawicieli Polonii, którzy uczestniczyli w tym spotkaniu, byli prezydentem zachwyceni. A powiedzmy sobie szczerze – to mogła być trudna wizyta– powiedział.Przypomniał, że wyniki wyborcze wśród Polonii brytyjskiej nie były dla Karola Nawrockiego szczególnie korzystne – w drugiej turze uzyskał tam około 40 proc. poparcia. Tym większe znaczenie miała atmosfera spotkania, które odbyło się w National Army Museum.Atmosfera była bardzo serdeczna. Wszyscy podkreślali spontaniczność prezydenta i to, że poświęcił bardzo dużo czasu na rozmowy – nie odmówił nikomu– wskazał.Wróbel zwracał uwagę, że prezydent rozmawiał zarówno z najstarszymi przedstawicielami środowisk polskich, w tym z nielicznymi już weteranami II wojny światowej, jak i z najmłodszymi.Byli tam także dzieciaki, które zaprosiły go na lekcje do szkoły sobotniej. Kto wie, znając prezydenta, być może taką szkołę kiedyś odwiedzi– zauważył.Szczególne znaczenie miało także samo miejsce spotkania. Wróbel podkreślił, że wybór muzeum wojskowego nie był przypadkowy – zwłaszcza w kontekście rozmów o bezpieczeństwie, które prezydent odbył później z brytyjskim premierem.Dyrektorem tego muzeum jest Brytyjczyk polskiego pochodzenia. Jego ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim. To przykład tego, o czym mówił prezydent: Polonia jest ambasadorem polskości– dodał.W dalszej części rozmowy pojawił się wątek sytuacji Polonii po Brexicie. Zdaniem Wróbla dla Polaków, którzy już wcześniej mieszkali na Wyspach, zmiany nie były drastyczne.Prawie wszyscy otrzymali statusy osiedleńcze i ich prawa w zasadzie się nie zmieniły. Zmieniło się natomiast prawo wobec tych, którzy chcieliby dopiero przyjechać do Wielkiej Brytanii – zwłaszcza jeśli chodzi o pracę– mówił.Działacz polonijny zwrócił też uwagę na długofalowy trend powrotów do kraju. Liczba Polaków w Wielkiej Brytanii spadła z ponad miliona do około 600–700 tysięcy. Jednocześnie – jak zauważył – rośnie liczba Brytyjczyków mieszkających w Polsce./fa
Ep 12614Wenezuela to „papier”, a imperia sieją na 20 lat. Mocna diagnoza strategii USA
Były minister Piotr Nowak studzi narrację o Wenezueli. Rynek ropy nie działa jak giełda, a mocarstwa planują w horyzoncie 15–20 lat – mówi w Radiu Wnet.Złoża to nie baryłkiW rozmowie w audycji Klub Przyjaciół Metali Ziem Rzadkich w Radiu Wnet Piotr Nowak studził emocje wokół Wenezueli jako potencjalnego „game changera” na globalnym rynku energii. Jego punkt wyjścia jest prosty: zasoby surowców nie są równoznaczne z realną podażą, a narracja o szybkim wpływie Wenezueli na światowe ceny ropy jest w dużej mierze publicystycznym skrótem.Wenezuela to jest dosyć mały udział w światowej produkcji ropy naftowej. Mówi się, że mają jedne z największych złóż udokumentowanych, ale to jest tylko na papierze. Cała kwestia to wydobycie, zainwestowanie potężnych miliardów i to są lata– mówi.
Ep 12613Woś kontra Sommer. Zderzenie liberalnej i socjalnej wizji państwa w Radiu Wnet
Czy płaca minimalna chroni najsłabszych, czy wypycha ich z rynku pracy? Spontaniczna debata w Radiu Wnet odsłoniła głęboki spór o rolę państwa i granice wolnego rynku.Zderzenie dwóch wizji państwa i rynku pracySpontaniczne wejście Rafała Wosia do studia Radia Wnet zamieniło rozmowę o bieżącej polityce w pogłębioną debatę o fundamentach ładu społeczno-gospodarczego. Z jednej strony wybrzmiała wizja liberalna, reprezentowana przez Tomasza Sommera, z drugiej – wizja socjalna i solidarna, której bronił Rafał Woś. Całość moderował Łukasz Jankowski, porządkując argumenty i przywołując dane z polskiego doświadczenia ostatnich lat.Punktem zapalnym była propozycja likwidacji płacy minimalnej, zgłaszana przez część środowisk prawicowych. Dyskusja szybko wyszła jednak poza jeden instrument polityki gospodarczej, dotykając pytania o rolę państwa, godność pracy i granice wolnego rynku.
Ep 12612„Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów”
Od farsy z internetowym głosowaniem po ostrą diagnozę państwa: Miłosz Lodowski w Radiu Wnet mówi o „domykaniu” wolności słowa i o tym, że 2026 ma być rokiem przełomów.Awaria w Polsce 2050 i „ostrzeżenie” przed e-głosowaniemInternetowe wybory władz Polski 2050, które utknęły na etapie drugiej tury, wywołały falę komentarzy. Miłosz Lodowski, dziennikarz i twórca kanału „Chłodnym Okiem”, ocenia, że cała sytuacja jest w pewnym sensie symboliczna – i może mieć jeden praktyczny skutek.Jedna rzecz, która się udała w czasie tych wyborów, to chyba przestrzec Polaków przed elektronicznymi formami głosowania w czymkolwiek– mówi Miłosz Lodowski.Zwraca uwagę, że w sieci pojawiały się głosy sugerujące podatność tego typu procesów na działania techniczne i próby ingerencji.Byli tacy, którzy pokazywali rozmaite dowody, jakoby ta druga runda głosowania przypominała troszeczkę głosowania w Stanach Zjednoczonych – z możliwością technicznego podpięcia i wykorzystania– dodaje.„Trampolina” i centrum, które jest lewicąLodowski idzie dalej w ocenie samej formacji. Jego zdaniem Polska 2050 od początku miała pełnić określoną rolę polityczną.Ta formacja powstała jako pewnego rodzaju trampolina, która miała pozwolić panu Tuskowi przejąć władzę– ocenia.W tym kontekście krytycznie opisuje też ideowy profil ugrupowania, wskazując, że to, co bywa prezentowane jako nowoczesne centrum, ma – w jego opinii – źródła gdzie indziej.To chyba jednak lewica, a nie centrum. (…) Raczej taki lekki rosołek z amerykańskich kampusów– mówi.„Dwa lata gigantycznych ryzyk” i cena dla gospodarkiChoć awaria wyborów może wydawać się zabawna, Lodowski przekonuje, że problem jest poważniejszy: udział tej formacji w układzie władzy i ostatnie dwa lata – w jego ocenie – przyniosły ryzyka, których skutki będą długie.Przez udział tej formacji mamy zafundowane dwa lata gigantycznych ryzyk, które całą gospodarkę sprowadziły do stanu, z którego ciężko ją będzie wyciągnąć– podkreśla.Demografia i młodzi: „może nas być poniżej 16 milionów”Jednym z głównych wątków, które podnosi Lodowski, jest kryzys demograficzny i pogarszająca się sytuacja młodych na rynku pracy.Jesteśmy jeszcze niżej w przewidywaniach na 2100 rok niż w najczarniejszych scenariuszach i może nas być poniżej 16 milionów ludzi– mówi.Wskazuje też na rosnące bezrobocie wśród młodych i brak stabilności, która sprzyjałaby zakładaniu rodzin.Bezrobocie wśród młodych w ciągu ostatnich dwóch lat gigantycznie wzrasta. (…) Zachęta do tego, żeby zakładali rodziny, jest żadna– dodaje.Energia i „szpagat” państwaW jego diagnozie kluczowe są także decyzje energetyczne. Lodowski uważa, że Polska nie ma dziś warunków do modernizacji gospodarki w stronę „czwartej rewolucji przemysłowej”, bo brakuje stabilnych mocy.To wymaga tak gigantycznych porcji energii, że bez atomu i bez energetyki węglowej – do tego czasu – tego nie jesteśmy w stanie zrobić– podkreśla.Sytuację opisuje obrazowo.Jesteśmy rozpięci na dwóch odjeżdżających ciężarówkach w dwóch przeciwnych kierunkach i już robimy szpagat– mówi.Weto prezydenta i spór o wolność słowaLodowski odnosi się też do sporu wokół ustawy implementującej unijne regulacje dotyczące przestrzeni cyfrowej. Jego zdaniem weto prezydenta zatrzymało rozwiązania, które mogłyby mieć konsekwencje wykraczające poza walkę z patologiami w sieci.To nie jest tak, że to jest realna cenzura. To jest wyłączenie wszystkich kanałów, które dawały możliwość publikowania jakiejkolwiek niezależnej informacji– ocenia.W jego przekonaniu efekt mógłby być taki, że platformy – ze strachu przed karami – usuwałyby treści „ryzykowne”, a debata publiczna zostałaby wypłaszczona.Większość treści, która byłaby w jakikolwiek sposób ryzykowna, byłaby eliminowana. (…) Nie mielibyśmy kanału dystrybucji informacji– mówi.„Czas się skraca” – diagnoza na 2026 rokNa koniec Lodowski formułuje szerzej zakrojony wniosek: w jego ocenie Polska wchodzi w okres, w którym nie da się już „przeciągać lin” i liczyć, że problemy same się ułożą.Trzeba zacząć mówić prawdę wprost. (…) Czas się skraca– podkreśla.I zapowiada, że nadchodzące miesiące będą jego zdaniem wyraźnie bardziej intensywne niż dotychczas.Żarty się skończyły. 2026 rok będzie rokiem wielkich przełomów. Będzie jak u Hitchcocka: coraz mocniej– mówi Miłosz Lodowski.
Ep 12611Kto ma być lokomotywą PiS? Na giełdzie nazwisk są dwie pozycje
PiS próbuje wygrzebać się z kryzysu, ale to wciąż „pauza w batalii frakcji” – mówi Jacek Gądek, dziennikarz tygodnika „Newsweek”. Kaczyński ma szykować „premiera na serio” jeszcze w tym roku.PiS w kryzysie: „usiłowanie wygrzebania się z piachu”Po miesiącach napięć i otwartych tarć wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości partia – jak opisuje publicysta „Newsweeka” Jacek Gądek – próbuje odbudować sterowność i znaleźć plan na powrót do władzy. Na razie jednak, jak podkreśla, jest to dopiero próba wyjścia z dołka, a nie przełom.„To jest usiłowanie wygrzebania się z tego piachu. To jeszcze się nie udało. (…) Piach póki co jest bardzo głęboki i PiS cały czas buksuje w nim.”– mówi Jacek Gądek.W ocenie dziennikarza nie ma też mowy o pełnym uspokojeniu nastrojów w partii. Obecny stan określa jako czasowe wyhamowanie konfliktu, a nie jego zakończenie.„Ja bym tę sytuację obecną zdiagnozował tak, że to jest taka pauza w tej batalii wewnątrzpartyjnej.”– podkreśla.Frakcje w PiS: pauza w sporze, nie rozejmGądek wskazuje na spór pomiędzy frakcją związaną z byłym premierem Mateuszem Morawieckim a środowiskiem, które opisuje jako grupę „maślarzy” (wśród nazwisk wymienia m.in. Jacka Sasina, Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego i Tobiasza Bocheńskiego). Według rozmówcy Radia Wnet prezes PiS chciałby wygasić konflikt trwale, ale na razie nie widać, by miał ku temu realne narzędzia – poza jednym ruchem politycznym.„To nie jest koniec tej batalii, ale właśnie pauza. (…) Pomysłem na to, żeby jednak wygasić te spory, to jest wskazanie (…) kogoś na premiera jeszcze w tym roku.”– mówi.„Premier na serio”, nie „premier techniczny”W tle pojawia się koncepcja „premiera technicznego”, ale – jak relacjonuje Gądek – Jarosław Kaczyński miał ten wariant zbyć i skierować uwagę na rozwiązanie polityczne: jednego, wyraźnego kandydata, który będzie twarzą projektu.„Pomysł premiera technicznego (…) odsunął zupełnie na bok. (…) Premier na serio – to już jest twardy wariant, który mamy na stole.”– relacjonuje publicysta.Dziennikarz dodaje, że w samym PiS słyszy ironiczne komentarze o „technicznym” scenariuszu jako o rozwiązaniu z góry skazanym na porażkę.„Ktoś musiałby dać twarz tej klęsce.”– podkreśla.Kandydat na premiera: „wariant Nawrockiego” i nowe nazwiskaPlan prezesa – w ocenie Gądka – ma polegać na powtórzeniu znanego schematu: wystawienia kandydata świeższego, mniej obciążonego sporami i zdolnego dotrzeć do szerszej prawicy, w tym do wyborców Konfederacji i Grzegorza Brauna.„Szukamy kogoś niezgranego, świeżego. (…) Ktoś, kto będzie zjadliwy dla wyborców Konfederacji i Brauna.”– mówi.Wśród rozważanych nazwisk pojawiają się m.in. Tobiasz Bocheński oraz Zbigniew Bogucki. Gądek zaznacza, że w partii nie ma jeszcze twardego postanowienia co do terminu ogłoszenia, ale sygnały z kierownictwa PiS mówią o 2026 roku.„Jarosław Kaczyński powiedział: w tym roku, może nawet w najbliższych miesiącach.”– relacjonuje.PiS i prawa flanka: „szlaban na Brauna”, walka o jego wyborcówJednym z najważniejszych elementów strategii ma być jednoczesne odcięcie się od Grzegorza Brauna i próba przejęcia części jego elektoratu. Gądek opisuje to jako konsekwentnie budowaną linię komunikacyjną Kaczyńskiego.„Kaczyński mówi tak: z Braunem nie. Jest szlaban na Brauna. Żadnej koalicji z Braunem.”– wskazuje.Jednocześnie PiS ma próbować przekonać wyborców Brauna, że głos na jego formację może się „zmarnować” w razie spadku poniżej progu, a beneficjentem byłby obóz Donalda Tuska (mechanika d’Hondta). To ma być argument do „powrotu” na PiS.„To jest zadanie potwornie trudne. (…) Ale to nie znaczy, że absolutnie niewykonalne.”– podkreśla.Dlaczego PiS bardziej boi się prawej strony niż TuskaW diagnozie Gądka główny problem Kaczyńskiego nie leży dziś po stronie Koalicji Obywatelskiej, tylko po prawej stronie sceny – w rozdrobnieniu elektoratu i sile Konfederacji oraz środowiska Brauna.„O wiele większym problemem jest to, że (…) po prawej stronie jest 10% Brauna i kilkanaście procent Konfederacji. Problem Kaczyńskiego jest po prawej stronie.”– mówi.To dlatego – jak dodaje – równolegle do krytyki rządu PiS inwestuje w uderzenia w Mentzena i w narrację o „darwinizmie społecznym” Konfederacji (płatne studia, prywatyzacja usług), zestawiając ją z wizerunkiem PiS jako formacji „opiekuńczej”.„Jarosław Kaczyński podbija przekaz (…) że Konfederacja to darwinizm społeczny. (…) A opiekuńcze jest Prawo i Sprawiedliwość.”– podkreśla.„Zjednoczenie patriotów” – w praktyce: jednoczenie elektoratuHasło „połączenia obozu patriotycznego” ma – w tej interpretacji – nie oznaczać realnego zjednoczenia partii, ale próbę odzyskania rozproszonych wyborców prawicy.„Wizja zjednoczenia wszystkich sił patriotycznych ładnie brzmi, w praktyce jest to nierealne. (…) Tu nie chodzi o jednoczenie z partiami, raczej o jednoczenie z wyborcami.”– ocenia Gądek.
Ep 12610Serwis Międzynarodowy 13.01.2026 r.: koniec walk pod Aleppo, zapowiedź sankcji USA na Iran
W programie poruszony jest również temat nawiązania stosunków między Syrią a Izraelem.
Ep 12609Scenariusze przyszłości Iranu - Studio Bejrut - 13.01.2026 r.
Czy należy się spodziewać siłowego stłumienia protestów, dialogu z Zachodem, a może połączenia obu wariantów?
Ep 12608Nagroda Identitas; Położnictwo w Polsce; Sztuka w Warszawie – Cała naprzód 13.01.2026 r.
Tomasz Kaźmierowski opowiada o idei Specjalnej Nagrody Identitas i zaprasza na czwartkową galę, w trakcie której będzie ona wręczona. Następnie odwiedza nas Magdalena Halska, która mówi o pracy położnej. Opowiada, co ją zmotywowało do podjęcia studiów oraz o sytuacji zawodowej w Polsce, gdzie oddziały porodowe są sukcesywnie zamykane. Dzieli się też swoim doświadczeniem z harcerstwa. Następnie łączymy się z Tomaszem Lenardem z Domu Sztuki na Ursynowie (ul. Wiolinowa 14), który przedstawia słuchaczom repertuar kina znajdującego się w Instytucji. Na koniec audycji Marta Ławacz z Muzeum Archidiecezji Warszawskiej zaprasza na wykład malarza Marcina Bogusławskiego Sgraffito warszawskiej Starówki. Wyjaśnia słuchaczom technikę sgrafitta i zdradza, co z tym wszystkim miał wspólnego Adam Kossowski.
Ep 12607Mróz zagraża najsłabszym. Caritas apeluje o czujność i solidarność
Silne mrozy stanowią poważne zagrożenie dla osób w kryzysie bezdomności oraz samotnych seniorów. Caritas Polska w okresie zimowym intensyfikuje działania pomocowe i apeluje do społeczeństwa.
Ep 12606Młynarski (i nie tylko) w NOSPR. Rozmowa z Piotrem Schmidtem
Grupę Myrczek & Schmidt Quintet można nazwać specami od jazzowych aranżacji dzieł Wojciecha Młynarskiego. Zespół ma na koncie dwie płyty projektu „Młynarski. Bynajmniej”. Teraz czas na koncert.2 lutego na deskach katowickiego NOSPRU wystąpią również Krzysztof Herdzin, Ewa Bem, Aga Zaryan i orkiestra AUKSO. Oprócz twórczości Młynarskiego wybrzmią też utwory m.in. Jerzego Wasowskiego i Jerzego Derfla. O tym, co zainspirowało powstanie projektu Młynarski. Bynajmniej opowiada trębacz Piotr Schmidt.To nie ja wpadłem na ten pomysł, żeby zrobić Młynarskiego. Zrobił to mój przyjaciel. wielki meloman i fan Młynarskiego, a prywatnie bardzo wzięty przedsiębiorca, pan Michał Kalita, który też pomógł nam sfinansować ten projekt.~ mówi nasz gość.
Ep 12605Tożsamość bez podziałów. Tomasz Kaźmierowski o sensie Specjalnej Nagrody Identitas
Nasz gość tłumaczy, że specjalna nagroda jest naturalnym rozwinięciem rozdawanej już od 14. lat Literackiej Nagrody Identitas. Jak mówi, po latach okazało się, że sama literatura nie wystarcza, by pomieścić debatę o sprawach zasadniczych:Szukamy różnych formuł opowiadania czy budowania takich nowych, polskich narracji. Robiąc to, można powiedzieć automatycznie wspieramy też jakiś rodzaj rozmowy czy debaty na kluczowe kwestie jednak związane z tożsamością. A jednak po dziesięciu latach stwierdziliśmy, że nie możemy w takim rozkroku pozostawać.Dlatego – jak podkreśla – potrzebna była osobna nagroda dla tych, którzy w odpowiedzialny i nietworzący podziałów sposób podejmują tematy tożsamości i państwowości. Specjalna Nagroda Identitas przyznawana jest od trzech lat, poprzednimi laureatami byli Robert Kostro i Hanna Radziejowska.Trudny wybórProces wyboru nigdy nie jest prosty i co roku wywołuje spory w jury. Prezes Fundacji Identitas nie ukrywa, że to zawsze trudna decyzja:Bardzo ciężko jest dokonać wyboru, który się broni w każdej sytuacji, kiedy używamy różnych kryteriów i różnych instrumentów. Siłą rzeczy to jest zawsze dyskusja na wielu poziomach.~ mówi Tomasz Kaźmierowski Jednocześnie zaznacza, że nagroda trafia nie tylko do jednej osoby, lecz często symbolicznie do całego środowiska, które ją wspiera.Sprawa Hanny RadziejowskiejW rozmowie powraca też temat ubiegłorocznej laureatki i jej zwolnienia z Instytutu Pileckiego w Berlinie. Tomasz Kaźmierowski przypomina, że wokół niej zawiązał się ponadpolityczny front solidarności:Bycie państwowcem odpowiedzialnym jest wartością, niezależnie od bieżącej walki partyjnej, politycznej. Historia dopisała następne etapy… została na to stanowisko przywrócona.Jego zdaniem ta sprawa potwierdziła sens istnienia nagrody, która nagradza nie koniunkturę, lecz postawę. Czwartkowa galaTrzecia edycja Nagrody Specjalnej Identitas zostanie wręczona 15 stycznia w galerii Manifesto na Nowym Mieście w Warszawie (ul. Freta 45/47). Wydarzeniu towarzyszyć będzie pierwsza w Polsce wystawa obrazów szwedzkiego malarza Nicka Alma, co – jak mówi gość – czyni wieczór podwójnie atrakcyjnym.Myślę, że wszystkie osoby, które odczuwały taką irytującą nierównowagę w instytucjach prezentujących sztuki wizualne w Polsce będą miały dwa powody, żeby przyjść w czwartek wieczorem. Pierwszym powodem będzie sama wystawa Nicka Alma, a drugim powodem osoba, którą nagrodzimy.~ stwierdza Tomasz Kaźmierowski./ab
Ep 12603Nike, Grunwald i niezrealizowane projekty. Syn Mariana Koniecznego o dorobku ojca
W rocznicę urodzin Mariana Koniecznego – twórcy warszawskiej Nike, Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie i wielu monumentalnych rzeźb w Polsce i na świecie – gościem Radia Wnet był jego syn, Filip Konieczny, fundator Muzeum Mariana Koniecznego w Krakowie.Opowiadał o muzeum mieszczącym się w dawnej pracowni artysty przy ul. Ukrytej na Salwatorze w Krakowie:„To jest miejsce, gdzie profesor pracował i mieszkał. Tu rzeźbił Kościuszkę do Filadelfii i Pomnik Grunwaldzki. Tu wszystko zostało tak, jak było.”Szczególne miejsce w rozmowie zajęła warszawska Nike, która pierwotnie miała być pełnoprawnym pomnikiem Powstania Warszawskiego:„Pomnik został ociasany, okrojony. Zniknęły szańce i głowy powstańców. Został sam symbol.”Filip Konieczny wspominał też niezrealizowane projekty ojca, m.in. konny pomnik Warneńczyka w Warnie, oraz ogromne realizacje zagraniczne w Algierii.Na pytanie o ulubioną rzeźbę ojca odpowiedział bez wahania:„To jest Nike Warszawska.”
Ep 12602Stanisław Lem czy Philip K. Dick. Kogo łatwiej się ekranizuje? Opowiada dr Jacek Sobota
Fantastyka naukowa i filozofia od dekad idą ramię w ramię – przekonuje dr Jacek Sobota, filozof z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
Ep 12601Dziennikarz Maciej Rusiński o zastrzeleniu Renee Nicole Good
Korespondent polskich mediów w USA Maciej Rusiński mówi, że odkładając na bok wątki sentymentalne trzeba stwierdzić, że służby mają prawo użyć broni przeciwko osobom, które chcą je przejechać autem.
Ep 12600Porozmawiajmy o Sporcie: pożegnanie Kamila Stocha z Zakopanem - przybyli prezydenci: Karol Nawrocki i Andrzej Duda
W audycji również omówienie wygranego przez Klaudię Zwolińską Plebiscytu "Przeglądu Sportowego na 10 Najlepszych Sportowców Roku oraz sukcesu polskich tenisistów w United Cup. Opowiedzieliśmy również o turnieju finałowym Pucharu Polski w siatkówce mężczyzn. W krakowskiej Tauron Arenie najlepsi okazali się siatkarze Bogdanki LUK Lublin.
Ep 12599Protest w Kielnie po wyrzuceniu krzyża. „Wystarczyło jedno przepraszam”
Incydent z 15 grudnia w szkole podstawowej w Kielnie na Pomorzu – zdjęcie i wyrzucenie krzyża z sali lekcyjnej – wywołał protest rodziców, interwencję poselską i ogólnopolską debatę.
Ep 12598Iran między buntem a grą wywiadów. Repetowicz: To nie jest rewolucja, lecz wojna hybrydowa
Gościem Radia Wnet był Witold Repetowicz, doktor Akademii Sztuki Wojennej, dziennikarz i autor książek poświęconych Bliskiemu Wschodowi. W rozmowie odniósł się do trwających od grudnia protestów w Iranie, ich rzeczywistych przyczyn oraz roli, jaką odgrywają w nich zewnętrzni aktorzy.Na wstępie Repetowicz podkreślił, że niezadowolenie społeczne w Iranie jest faktem i nie można go sprowadzać wyłącznie do zewnętrznych inspiracji.– „Niezadowolenie społeczne w Iranie jest autentyczne. Wynika przede wszystkim z pogarszającej się sytuacji ekonomicznej, w dużej mierze spowodowanej sankcjami, ale także z przyczyn wewnętrznych” – zaznaczył.Jak tłumaczył, Iran mógłby być krajem zamożnym, jednak wieloletnia izolacja oraz orientacja na współpracę z Rosją i Chinami nie przyniosły Irańczykom realnych korzyści.– „Było takie okienko po podpisaniu porozumienia nuklearnego JCPOA w 2016 roku. Iran otworzył się wtedy na Zachód, a sytuacja ekonomiczna radykalnie się poprawiła. Społeczeństwo chciałoby powrotu do tamtej rzeczywistości” – mówił ekspert.Drugim źródłem protestów są – jego zdaniem – oczekiwania dotyczące zmian ustrojowych i obyczajowych. Repetowicz przypomniał demonstracje z 2022 roku po śmierci Mahsy Amini oraz fakt, że władze częściowo złagodziły restrykcje dotyczące stroju kobiet.– „Po wojnie dwunastodniowej z Izraelem władze przesunęły akcenty z islamizmu na nacjonalizm irański. Reżim ma świadomość, że pewne zmiany są konieczne” – ocenił.Jednocześnie zaznaczył, że obecne protesty – wbrew medialnym narracjom – nie osiągnęły skali tych z 2009 czy 2022 roku.– „Największą słabością tych protestów jest brak przywództwa. W 2009 roku było ono wyraźne i miało wsparcie części duchowieństwa. Teraz tego nie ma” – podkreślił.Odnosząc się do oskarżeń Teheranu wobec USA i Izraela, Repetowicz rozróżnił role obu państw.– „Stany Zjednoczone nie inspirowały tych protestów. Izrael – tak, ale nie w sensie ich wywołania, tylko wykorzystania” – powiedział.Jego zdaniem izraelskie służby specjalne prowadzą w Iranie klasyczne działania hybrydowe, korzystając z istniejącej agentury.– „Izrael ma w Iranie rozbudowaną agenturę. To dzięki niej dochodziło do zamachów na irańskich naukowców czy namierzania celów w czasie wojny. Wykorzystanie protestów wpisuje się w tę logikę” – tłumaczył.Kluczowa teza Repetowicza dotyczy jednak celów Izraela. W jego ocenie nie jest nim demokratyzacja Iranu.– „Izrael nigdy nie wierzył, że te protesty zakończą się sukcesem. Celem było osłabienie Islamskiej Republiki poprzez chaos, a nie stworzenie alternatywy politycznej” – stwierdził.Świadczyć o tym mają sprzeczne sygnały wysyłane przez Izrael: z jednej strony symboliczne wsparcie dla Rezy Pahlawiego, z drugiej – popieranie ruchów separatystycznych Kurdów, Beludżów czy Arabów Ahwazyjskich.– „To klasyczna wojna hybrydowa prowadzona na plecach protestujących. Paradoksalnie zaostrzyło to represje wobec nich i im zaszkodziło” – ocenił.Repetowicz zwrócił uwagę, że eskalacja represji sprzyja izraelskiej narracji o konieczności izolowania Iranu na arenie międzynarodowej.– „Izraelowi nie zależy na tym, żeby Iran wrócił do współpracy z Zachodem. Im większa izolacja Iranu, tym łatwiej utrzymać narrację o irańskim zagrożeniu” – mówił.Na zakończenie ekspert odniósł się do możliwych scenariuszy przyszłości.– „Realna zmiana ustrojowa w Iranie mogłaby nastąpić dopiero po naturalnej śmierci najwyższego przywódcy Chameneiego. Próby przyspieszenia tego poprzez naloty czy eskalację zwiększą tylko ryzyko przejęcia pełnej władzy przez Gwardię Rewolucyjną” – ostrzegł.
Ep 12597Bielsko-Biała: ambasada Izraela mówi o ataku, organizatorzy zaprzeczają. Co wydarzyło się na turnieju judo?
Gościem Radia Wnet był Tomasz Chmielniak, prezes Podbeskidzkiego Towarzystwa Sportowego Janosik w Bielsku-Białej, organizatora międzynarodowego turnieju judo „Pokonujemy Granice”. W rozmowie odniósł się do głośnych oskarżeń o rzekomy atak słowny i fizyczny na izraelską drużynę.Turniej odbył się 10 stycznia i był już jego czternastą edycją. W zawodach wzięło udział blisko 1200 młodych judoków z 14 krajów i 115 klubów, rywalizujących w kategoriach wiekowych od U9 do U18.– „To jeden z największych turniejów judo w Europie, oparty na zasadach fair play, szacunku i wartościach wychowawczych” – podkreślał Chmielniak.Dzień po zawodach ambasada Izraela opublikowała w serwisie X wpis, w którym informowała o rzekomym „brutalnym incydencie” wobec izraelskiej drużyny, w tym dzieci i młodzieży. Organizatorzy turnieju stanowczo zaprzeczają tej narracji.– „Z pełną odpowiedzialnością mówię: takie zdarzenia nie miały miejsca. Nikomu z zawodników z Izraela nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo” – oświadczył prezes Janosika.Jak relacjonował, źródłem zamieszania była jedna kontrowersyjna sytuacja sportowa. Po remisowej walce polskiego zawodnika z judoką z Izraela sędzia wskazał zwycięstwo Polaka. Z decyzją nie zgodzili się trenerzy klubu Golden Fighters z Izraela.– „Trenerzy zakłócili porządek zawodów, weszli na matę i podeszli do stolika sędziowskiego. Nie reagowali na wezwania do zejścia z maty” – opisywał Chmielniak.Według jego relacji, w trakcie interwencji doszło do rękoczynów ze strony trenerów izraelskiego klubu.– „Jeden z trenerów zaatakował sędziego, drugi się włączył. Nasz sędzia został przewrócony i uderzony w twarz” – powiedział prezes Janosika.Na miejsce wezwano policję, która przesłuchała obie strony. Decyzją organizatorów oraz sędziego głównego klub Golden Fighters został zdyskwalifikowany za naruszenie zasad dyscypliny i fair play.– „To było wyłącznie posunięcie dyscyplinarne. Drugi klub z Izraela normalnie walczył do końca turnieju, odbierał medale, a dzień później brał udział we wspólnym treningu u nas w klubie” – podkreślał rozmówca Radia Wnet.Chmielniak zdecydowanie odrzucił oskarżenia o antysemityzm czy ataki na dzieci i młodzież.– „Nic takiego się nie wydarzyło. Narracja o ataku 12 osób, obrażaniu dzieci czy zakazie treningów jest nieprawdziwa. Wszystko widać na nagraniach” – zaznaczył.Jak dodał, jeden z trenerów Golden Fighters miał wystąpić w izraelskich mediach, przedstawiając – zdaniem organizatorów – nieprawdziwą wersję zdarzeń.Sprawą zajęły się zarówno izraelska ambasada, jak i federacje judo. Organizatorzy przekazali nagrania oraz pełną dokumentację.– „Jesteśmy w stałym kontakcie z ambasadą Izraela i Izraelską Federacją Judo. Mamy zapewnienie, że jeśli nasza wersja się potwierdzi, wobec trenera zostaną wyciągnięte konsekwencje” – mówił prezes Janosika.Na zakończenie rozmowy Chmielniak podkreślił sportowy sukces zawodów.– „Poziom był bardzo wysoki. Drużynowo wygrał zespół z Ukrainy, Janosik był drugi, a bardzo wielu polskich zawodników stanęło na podium” – podsumował.
Ep 12596Bliski Wschód patrzy na Iran. Kazimierz Gajowy: Upadek Teheranu zmieni wszystko
Gospodarz Studia Bejrut, Kazimierz Gajowy, relacjonował na antenie Radia Wnet sytuację w Libanie i na całym Bliskim Wschodzie, patrząc na wydarzenia w Iranie z perspektywy regionu najbardziej uzależnionego od stabilności Teheranu. Rozmowę rozpoczął od obrazu codzienności w Libanie, dalekiej od stereotypów pustynnego klimatu. Bejrut i okolice mierzą się obecnie z gwałtownymi opadami deszczu, a w górach pojawił się śnieg.Ulice w Bejrucie zamieniły się w rzeki. Z jednej strony cieszymy się, bo woda jest błogosławieństwem dla tego regionu, ale co za dużo, to niezdrowo, zwłaszcza gdy wszystko spada w jedną noc– mówił Gajowy. Śnieg pojawił się także w rejonach górskich, m.in. w okolicach sanktuarium św. Szarbela i miejscowości Laklouk, znanej z ośrodków narciarskich.Po tym wstępie rozmowa przeszła do polityki i bezpieczeństwa. Gajowy zaznaczył, że Liban z ogromną uwagą obserwuje sytuację w Iranie, bo ewentualne zmiany w Teheranie miałyby bezpośredni wpływ na cały region.Dla nas w Libanie to jest wielki znak zapytania. Hezbollah jest podłączony do Iranu grubą kroplówką – finansową i militarną. Gdyby reżim ajatollahów się osłabił, być może za kilka miesięcy nie będziemy nawet pamiętać, że taka organizacja istniała– stwierdził. Jak tłumaczył, osłabienie Iranu oznaczałoby nie tylko koniec dominacji Hezbollahu w Libanie, ale także daleko idące zmiany w Syrii i w całym układzie sił na Bliskim Wschodzie.To, co stanie się w Iranie, wpłynie nie tylko na Liban, ale na wszystkich naszych sąsiadów. To byłby początek niewyobrażalnych zmian– mówił korespondent Radia Wnet.Gajowy odniósł się także do możliwego scenariusza rozpadu Iranu jako jednolitego państwa. Przypomniał, że Persowie stanowią jedynie około 60–65 procent społeczeństwa, a znaczną część kraju zamieszkują m.in. Azerowie i Kurdowie.Gdy znika siła, która to wszystko spaja, podziały zaczynają odżywać. Jestem przekonany, że na tym elemencie Iran chcą rozegrać Amerykanie i Izraelczycy– ocenił.Pytany o prawdopodobieństwo zmiany władzy w Teheranie, Gajowy zachował ostrożność.Daję temu pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Stany Zjednoczone i Izrael analizują, czy to już ten moment. Jeśli uznają, że tak, zmiany mogą być bardzo szybkie– powiedział./fa
Ep 12595Marcin Romanowski: Polska jest laboratorium liberalnego bezprawia
Poseł Marcin Romanowski uważa, że Donald Tusk jest przedstawicielem wrogich wobec konserwatyzmu sił rodem z Brukseli. Wg polityka Polska stała się laboratorium liberalnego bezprawia.
Ep 12594Londyn na trasie prezydenta. Kulisy wizyty Karola Nawrockiego
Korespondent Radia Wnet w Wielkiej Brytanii Alex Sławiński relacjonował na antenie wizytę prezydenta RP Karol Nawrocki w Londynie. Była to pierwsza oficjalna wizyta nowego prezydenta w Wielkiej Brytanii, która zgromadziła setki przedstawicieli Polonii w gmachu Muzeum Armii Narodowej.Wczoraj mieliśmy znakomite spotkanie prezydenta z Polonią. Dzisiaj druga część wizyty – rozmowy z premierem Keirem Starmerem na najwyższym poziomie politycznym– mówił Sławiński.Jak podkreślał, wybór miejsca nie był przypadkowy. Muzeum Armii Narodowej to przestrzeń silnie związana z polską historią wojenną – kilka lat temu odsłonięto tam popiersie generała Andersa.Jako głowa państwa i zwierzchnik sił zbrojnych prezydent był w idealnym miejscu. Pod popiersiem generała Andersa złożył wpis do księgi pamiątkowej– relacjonował korespondent.W spotkaniu wzięli udział ministrowie z Kancelarii Prezydenta oraz przedstawiciele polskiej dyplomacji. Choć Wielka Brytania nie ma obecnie urzędującego polskiego ambasadora, obecny był przedstawiciel dyplomatyczny. Ważnym elementem uroczystości było wręczenie odznaczeń osobom szczególnie zasłużonym dla Polonii.Pojawiła się cała śmietanka Polonii. Moi znajomi odebrali medale z rąk prezydenta– mówił Sławiński.Oficjalna część spotkania trwała około półtorej godziny, ale – jak zaznaczył korespondent – to, co wydarzyło się później, zrobiło największe wrażenie.Część nieoficjalna trwała dobre dwie godziny. Prezydent z każdym się witał, ściskał ręce, robił zdjęcia. Ochrona co chwilę prosiła, by ludzie się cofnęli– relacjonował.Według Sławińskiego prezydent Nawrocki wielokrotnie podkreślał rolę Polonii jako nieformalnych ambasadorów Polski w Wielkiej Brytanii.Powiedział wprost, że to my jesteśmy ambasadorami polskości, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie ma tu dziś ambasadora. I było widać, że jest dumny z tego, co Polonia wnosi– zaznaczył.Na koniec Sławiński porównał wizytę Karola Nawrockiego z wcześniejszymi wizytami prezydenta Andrzeja Dudy w Londynie.Tamte spotkania były bardzo oficjalne. Tutaj widzieliśmy bezpośredniość i otwartość. Prezydent Nawrocki jest blisko ludzi, nikogo nie pominął ani nie zignorował– ocenił. Jak dodał, to właśnie ta „ludzka” strona prezydentury zrobiła na Polonii największe wrażenie.To nie jest polityk od przecięcia wstęgi i odjazdu limuzyną. To człowiek, który naprawdę chce być z ludźmi– podsumował korespondent Radia Wnet./fa
Ep 12593Iran bez stereotypów. Jacek Torbicz: To kraj gościnny, ale bez wolności
Gościem Poranka Radia Wnet był Jacek Torbicz – były dziennikarz, dziś przewodnik i podróżnik, który w ubiegłym roku odwiedził Iran. W rozmowie przedstawił obraz kraju daleki od dominujących w Europie stereotypów: jednocześnie nowoczesnego i głęboko zniewolonego politycznie.Iran to kraj słoneczny, piękny, pełen życzliwych ludzi. Ale brakuje tam demokracji, wolności i wielu podstawowych praw– mówił Torbicz, wspominając swój pobyt w Teheranie i innych miastach.Jak podkreślał, na co dzień nie czuje się tam atmosfery strachu znanej z najbardziej brutalnych dyktatur. Irańczycy – jego zdaniem – otwarcie krytykują władzę i nie boją się rozmów o polityce, także z cudzoziemcami.Nie ma tam takiego strachu jak w Korei Północnej czy Turkmenistanie. Irańczycy dosyć otwarcie mówią, że im się to nie podoba. Pod tym względem nie czuje się tej autorytarności na co dzień– relacjonował.Jednocześnie Torbicz zwracał uwagę na niezwykłą gościnność społeczeństwa. Opisywał Iran jako kraj bardzo bezpieczny, czysty i uporządkowany, w którym podróżnicy – także samotne kobiety – mogą liczyć na pomoc i zaproszenia do domów.To kraj, po którym samotna kobieta może podróżować tygodniami i ani razu nie zapłacić za hotel, bo ciągle ktoś ją zaprasza do siebie– mówił.Rozmowa zeszła także na polityczną złożoność Iranu. Torbicz przypomniał, że według badań holenderskiego ośrodka GAMA około 20 proc. Irańczyków popiera władzę, a większość społeczeństwa pozostaje niezdecydowana lub krytyczna wobec reżimu. Zaznaczył jednak, że system nie jest prostą dyktaturą jednego człowieka.To nie jest tylko jeden dyktator i jego gwardia. To bardziej złożony system. W Iranie odbywają się wybory parlamentarne i prezydenckie, choć oczywiście kandydaci są wcześniej dopuszczani przez najwyższego przywódcę– tłumaczył.Prowadzący przypomniał jednak, że sama obecność wyborów nie czyni systemu demokratycznym, przywołując analogie z krajami bloku wschodniego. Torbicz przyznał, że do prawdziwej demokracji Iranowi bardzo daleko, a protesty – także te krwawo tłumione – są tego dowodem./fa
Ep 12592Każdy Polak zapłaci 70 tys. zł. Wojciech Dąbrowski o dyrektywie budynkowej UE
Gościem Poranka Radia Wnet był Wojciech Dąbrowski, prezes Fundacji Security Energy Technology (SET) i były prezes PGE. W rozmowie przedstawił wnioski z raportu dotyczącego skutków wdrożenia unijnej dyrektywy o charakterystyce energetycznej budynków. Jego zdaniem dokument ten stanie się jednym z najbardziej kosztownych i dotkliwych elementów Zielonego Ładu.To kolejny dokument wyprodukowany przez urzędników Unii Europejskiej w ramach projektu Fit for 55. Dziś można go określić jako quasi-ideologiczny, bo nie przynosi korzyści ekonomicznych, a prowadzi do drenowania kieszeni społeczeństw– mówił Dąbrowski.Jak wyjaśnił, dyrektywa zakłada, że do 2050 roku wszystkie budynki w Polsce – publiczne i prywatne – mają stać się zeroemisyjne. Już od 2028 roku wymóg ten obejmie budynki publiczne, a od 2030 wszystkie nowe inwestycje. Oznacza to obowiązkową termomodernizację, wymianę źródeł ogrzewania, przebudowę sieci ciepłowniczych oraz montaż fotowoltaiki na niemal każdym budynku.W naszym raporcie wyliczyliśmy, że koszt wdrożenia tej dyrektywy dla polskiej gospodarki wyniesie około 2,5 biliona złotych. Statystycznie każdy Polak zapłaci za to około 70 tysięcy złotych– podkreślił prezes Fundacji SET.Największym obciążeniem ma być termomodernizacja budynków, której koszt oszacowano na około 2 biliony złotych. Do tego dochodzi modernizacja systemów ciepłowniczych oraz wymiana indywidualnych źródeł ciepła. Od 2040 roku nie będzie bowiem można ogrzewać domów ani gazem, ani węglem.Najpierw wydaliśmy ogromne pieniądze na dotowanie kotłów gazowych, żeby ludzie odchodzili od węgla. A dziś słyszymy, że w 2040 roku te kotły trzeba będzie wyrzucić z domów i zastąpić je nie wiadomo czym– mówił Dąbrowski.W jego ocenie obowiązkowy charakter dyrektywy doprowadzi także do presji inflacyjnej. Ograniczona liczba firm wykonawczych i narzucone terminy spowodują gwałtowny wzrost cen usług modernizacyjnych.Jeśli coś jest obowiązkowe i w określonym czasie, to koszty zawsze rosną. Firmy będą wiedziały, że jest presja czasu– zaznaczył.Szczególnie krytycznie odniósł się do skutków dyrektywy dla polskiego ciepłownictwa, które – jak przypomniał – jest największym systemem tego typu w Europie i funkcjonuje inaczej niż w krajach południa.Sektor ciepłowniczy również ma być bezemisyjny. Skąd przedsiębiorstwa mają wziąć pieniądze na te inwestycje? Od klientów. W tej dyrektywie nie ma realnych dotacji unijnych– stwierdził.Dąbrowski zwrócił też uwagę, że ogromna część środków wydanych na transformację trafi poza Polskę – głównie do Azji i Niemiec – ponieważ krajowy przemysł nie produkuje kluczowych technologii, takich jak panele fotowoltaiczne czy pompy ciepła. Jak wskazał, „te 2,5 biliona złotych w dużej mierze wyjedzie z Polski. To wsparcie dla gospodarek innych krajów, a nie naszej”.W rozmowie pojawił się także wątek ograniczenia prawa własności. Według zapowiedzi dyrektywa może uniemożliwić sprzedaż budynków niespełniających wymogów energetycznych.Mówi się wprost o zakazie zbywania takich budynków. To twardy wymóg, który już funkcjonuje w niektórych krajach południowej Europy– zaznaczył prezes SET.Na koniec Dąbrowski ocenił, że Europa – przy najdroższej energii na świecie – traci konkurencyjność wobec USA i Chin, a Polska szczególnie boleśnie odczuje skutki tej polityki.Brakuje długofalowej strategii energetycznej. Płacimy dziś 30–40 procent ceny energii za politykę klimatyczną. Jeśli to się nie zmieni, kolejne zakłady będą znikały z Polski– ostrzegł./fa
Ep 12591Kijów pod ostrzałem. Dmytro Antoniuk: Ten atak obserwuję z okna
W rozmowie na antenie Radia Wnet Dmytro Antoniuk, korespondent na Ukrainie, opisał noc zmasowanych rosyjskich ataków rakietowych i dronowych, które objęły niemal cały kraj. Jak relacjonował, ostrzał rozpoczął się wieczorem i trwał przez całą noc – zarówno w Kijowie, jak i w innych regionach Ukrainy.W ciągu jednej godziny Rosja wystrzeliła na Charków i w inne regiony Ukrainy około 20 rakiet balistycznych. To jest niestety kolejny rekord– mówił Antoniuk, podkreślając skalę i intensywność ataku.Dziennikarz zwrócił uwagę, że mimo zachodnich sankcji Rosja wciąż produkuje i używa nowoczesnych rakiet, w których – jak zaznaczył – znajdują się komponenty pochodzące z krajów Europy, USA czy Japonii. W trakcie rozmowy sam doświadczał skutków bombardowań: w Kijowie wprowadzono awaryjne wyłączenia prądu, a przy temperaturze sięgającej –15 stopni mieszkańcy pozostali bez ogrzewania.Przez całą noc słyszeliśmy eksplozje. W tej chwili nie ma prądu, jest woda, ale sporadycznie, nie ma ogrzewania, a za oknem mamy minus 15– relacjonował.Antoniuk opisywał też codzienność miasta dotkniętego wojną: zbombardowany basen, wybite szyby, zniszczoną infrastrukturę. Zaznaczył jednak, że sytuacja cywilów – choć dramatyczna – nie może być porównywana z warunkami, w jakich funkcjonują ukraińscy żołnierze na froncie.To, co mamy w naszych mieszkaniach, nie jest porównywalne z tym, co mają nasi obrońcy na linii frontu. Przy minus 20 stopniach można sobie wyobrazić, w jakich warunkach walczą– podkreślił.Na pytanie o skuteczność obrony przeciwlotniczej Antoniuk odpowiedział z ostrożnym optymizmem. Jego zdaniem fakt, że w wielu miastach wciąż jest woda i częściowo działa ogrzewanie, świadczy o tym, że Ukraina nadal jest w stanie się bronić.My mamy czym się bronić i bronimy się. Bo inaczej od grudnia nie byłoby nic i po prostu zamarzlibyśmy w naszych mieszkaniach– zaznaczył./fa
Ep 12590Mercosur, strefy wpływów i Iran. Ryszard Czarnecki: Polska nie odrobiła pracy domowej
Umowa handlowa UE–Mercosur to nie tylko zagrożenie dla rolnictwa, ale także niewykorzystana szansa dla kluczowych branż polskiej gospodarki – przekonuje b. europoseł PiS.
Ep 12589Czy budżet na 2026 r. może nie wejść w życie? Komentarz dra Janusza Wdzięczaka
Potencjalny wpływ ostrego sporu politycznego w Polsce na finanse państwa, perspektywy gospodarki rosyjskiej. Omawia ekonomista.
Ep 12588Polskie wydania Agathy Christie, krakowskie szopki i jazzowy Młynarski – Cała naprzód 12.01.2025 r.
Aleksandra Zastępa (Wydawnictwo Publicat) opowiada o niesłabnącej popularności twórczości Agathy Christie w 50. rocznicę śmierci brytyjskiej pisarki. Przywołuje badania wskazujące, że większość czytelników jej prozy, to osoby młode. Jak mówi, popyt na nowe wydania rośnie, a Wydawnictwo Publicat na prośbę miłośników Christie ma w swojej kolekcji już 50 pozycji literackich. Następnie łączymy się z Moniką Januszek-Surdacką, kierowniczką Domu Kuncewiczów, oddziału Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym. Nasz gość zaprasza słuchaczy na wystawę szopek krakowskich autorstwa Andrzeja Koska. Zdradza, że w prezentowanych pracach można dostrzec elementy architektury Kazimierza Dolnego! Ekspozycja trwa do 2 lutego.Na koniec kierujemy się do Katowic. Tam w sali koncertowej NOSPR, 2 lutego odbędzie się koncert projektu Młynarski. Bynajmniej, w którym oprócz Myrczek & Schmidt Quintet wystąpią: Krzysztof Herdzin, Ewa Bem, Aga Zaryan i orkiestra AUKSO. O swoich interpretacjach Młynarskiego na jazzowo opowiada Piotr Schmidt.
Ep 12587Iran na rozdrożu, Trump podnosi stawkę. Ekspert: eskalacja możliwa, ale nie musi oznaczać wojny
Masowe protesty w Iranie, setki ofiar śmiertelnych i coraz ostrzejsza retoryka Waszyngtonu wobec Teheranu zwiększają ryzyko poważnej eskalacji. Jak podkreśla dr Krzysztof Winkler z Warsaw Enterprise Institute, Stany Zjednoczone mają do dyspozycji szeroki wachlarz narzędzi – od sankcji po cyberataki – a otwarta wojna nie jest jedynym scenariuszem.
Ep 12586Agatha Christie 50 lat po śmierci: nowi czytelnicy, nowe wydania i wciąż żywe zagadki
W rocznicę śmierci brytyjskiej pisarki Aleksandra Zastępa (Wydawnictwo Publicat) mówi o nowych wydaniach, sile ekranizacji i fenomenie młodych fanów.Niesłabnąca popularnośćAleksandra Zastępa przypomina, że wszystko zaczęło się od powieści „Tajemnicza historia w Styles”, wydanej w 1920 roku. Z tej okazji Wydawnictwo Publicat zamierzało na nowo wydać 10 powieści Agathy Christie. Jednak reakcje czytelników pokrzyżowały te plany. Wraz z kolejnymi książkami, fani Agathy Christie domagali się więcej:Nie spodziewaliśmy się, że nadal jakby nowe wydanie może budzić tyle emocji. W tym momencie wydać, że w tej kolekcji jest już ponad 50 tytułów. Mamy nadzieję, że wydamy wszystkie, także pisane pod pseudonimem. I czytelnicy cały czas chcą więcej, pytają, dlaczego tak wolno wydajemy, a wydajemy około 8 tytułów rocznie.Jak wskazują badania, dzieła Agathy Christie cały czas zyskują nowych czytelników. Co ciekawe, najchętniej po twórczość brytyjskiej pisarki sięgają młodzi:Są to młode osoby w wieku od 13 do 24 lat, dla których często jest to w ogóle pierwsze zetknięcie z królową kryminałów. Bardzo dużo osób wskazało, że poznaje Agatę Christie dzięki szkołom, bo zdaje się, że trzy powieści w tym momencie są na liście lektur nieobowiązkowych. Te same badania wykazują, że czytelnicy najbardziej kochają twórczość Christie za bohaterów, których stworzyła. Wymieniają przede wszystkim Herculesa Poirot, a niewiele za nim plasuje się Panna Marple. Nie bez znaczenia są też filmowe adaptacje jej twórczości. Co ciekawe też, wiele osób wskazało na to, że uwielbia książki Agaty Christie za ich krótką formę, krótką treść, że to są książki często przeczytania na raz. Zresztą sama Agata mówiła, że według niej dobra książka powinna mieć mniej niż 300 stron. Także faktycznie te jej książki gdzieś około tej liczby oscylują i wielokrotnie są właśnie polecane jako takie książki na jeden długi zimowy wieczór. Miłośniczka surfingu i archeologiiŻyciorys Agathy Christie można zaliczyć do tych barwniejszych. Pisarka wiele podróżowała, co po części związane było z postacią jej drugiego męża sir Maxa Mallowana, który był archeologiem. Jej powieści są też osadzone w Mezopotamii czy w Jordanii, w Petrze, gdzie ten krajobraz jest naprawdę świetnie oddany, świetnie opisany. Można naprawdę poczuć żartego słońca, który uderza z nieba. I naprawdę świetnie odwzorowany klimat, ludzi, zwyczaje, kulturę. Także faktycznie widać, że ona była tam, przeżyła.~ zauważa nasza rozmówczyni. Redaktor Małgorzata Kleszcz dodaje, że Agatha Christie uznawana jest za jedną z pierwszych kobiet, które surfowały na stojąco! Z jej burzliwego życiorysu można wyciągnąć też wątek jej pracy w aptece i w szpitalu polowym, co uczyniło ją specem w zakresie trucizn. Chociaż z tego, co pamiętam, to też powiedziała, że najdziwniejsze pomysły przychodziły jej podczas zmywania naczyń, że to była prawdziwa tortura i faktycznie podczas zmywania naczyń wymyślała wiele historii. Drugie życie Herculesa PoirotCo ciekawe, choć najsłynniejszy bohater powieści Agathy Christie zginął w powieści Kurtyna, to miłośnicy belgijskiego detektywa mają szansę przeczytać kolejne książki, w których Poirot rozwiązuje nowe zagadki. Mowa tu o serii powieści autorstwa Sophie Hannah, brytyjskiej powieściopisarki, która uzyskała zgodę od właściciela praw autorskich Agathy Christie na kontynuowanie jego przygód w nowych pozycjach czytelniczych. To sprawia, że ten bohater cały czas jest żywy gdzieś tutaj w tej naszej współczesnej popkulturze i ma szansę docierać do nowych ludzi.~ puentuje Aleksandra Zastępa. /ab
Ep 12585O wolnych konopiach raz jeszcze - Sekcja Lewacka - 08.01.2026 r.
Gościem audycji ponownie jest Andrzej Dolecki, prezes stowarzyszenia Wolne Konopie.
Ep 12584My szukamy luster w kosmosie – Łukasz Kucharczyk o Lemie, który wciąż czyta nas lepiej niż my siebie
Rozmówcą Jakuba Duszaka jest Łukasz Kucharczyk – autor rozprawy doktorskiej Granice ciała. Somapoetyka w twórczości Stanisława Lema oraz książek z gatunku fantastyki (Granty i smoki i Wszystkie drogi prowadzą), a także doktor nauk humanistycznych i adiunkt w Katedrze Literatury XX wieku na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego.W rozmowie na antenie Radia Wnet, pisarz dogłębnie omawia życie i twórczość Stanisława Lema. Na początku zaznacza:W dalszym ciągu Stanisław Lem, w kontekście wszystkich wznowień jego ksiażek, to jest jeden z najchętniej czytanych pisarzy, nie tylko fantastycznych, ale pisarzy w ogóle w Polsce.Lem i obcyRozważając sposób, w jaki Stanisław Lem konstruował postacie i byty pozaziemskie, Łukasz Kucharczyk zwraca uwagę, że pisarz odrzucał popularną w fantastyce wizję kosmosu jako zbioru egzotycznych, lecz w gruncie rzeczy ziemskich światów:My szukamy luster w kosmosie. I tak naprawdę we wszystkich tych opowieściach, całej twórczości jedyne co ludzkość znajduje to tylko lustra.~ mówi literaturoznawca, odwołując się do słynnej sceny z Solaris, w której bohaterowie uświadamiają sobie, że wyprawy kosmiczne nie służą poznaniu Innego, lecz potwierdzaniu własnych wyobrażeń. W tym sensie Lem polemizuje z popkulturową fantastyką spod znaku Gwiezdnych wojen i Star Treka, gdzie planety i ich mieszkańcy są jedynie fantastycznymi wariantami Ziemi.Lem a socjalizmAnalizując wątki życia czołowego przedstawiciela polskiej literatury fantastycznej, Łukasz Kucharczyk uznaje, że komunistyczne akcenty dostrzegalne we wczesnych dziełach Lema nie świadczą o prosocjalistycznym wyrazie ogółu jego twórczości:Wydaje mi się, że to była bardziej młodzieńcza, powojenna wiara w odbudowę tego świata. Ona została szybko utrącona, zresztą to bardzo szeroko też jest opisywane w lemowskiej twórczości, szczególnie tej groteskowej.~ stwierdza pisarz i w tym kontekście wspomina Ijona Tichy'ego bohatera Dzienników gwiazdowych. W jednym z tych opowiadań, podróżnik międzygalaktyczny trafia na planetę, na której funkcjonuje Dobrowolny Upowszechniacz Porządku Absolutnego – maszyna mająca za zadanie zaprowadzić porządek absolutny.Kończy się to tym, że po prostu wszyscy mieszkańcy są przekształceni w estetyczne, bardzo ładnie do siebie pasujące desenie, które zdobią całą planetę. Więc jakby to jest już jeden z pierwszych i nie jedynych w symboli naigrywania się Lema z tych błędów i wypaczeń socjalizmu.~ interpretuje Łukasz Kucharczyk.Lem przez pryzmat pamięciJak mówi nasz gość, w dziełach Lema nie brakuje też wątków autobiograficznych. Istnieje podejrzenie, że młody Stanisław przebywał w lwowskim getcie. Według prof. Agnieszki Gajskiej Solaris można interpretować właśnie poprzez pryzmat pamięci:Solaris to są widma de facto, prawda? Widma ludzi, których odeszli, widma być może traum wojennych.~ mówi rozmówca./ab
Ep 12583Program Wschodni 10.01.2026 r. : mrozy i brak ogrzewania w Kijowie; skutki rosyjskiego uderzenia Oresznikiem we Lwów
Boże Narodzenie na Ukrainie. Wspomnienie o Stanisławie Lemie w związku z Dniem Fantastyki w Radiu Wnet.
Ep 12582Prof. Tomasz Grosse: UE nie jest w stanie ochronić Grenlandii przed wpływami Chin i Rosji
Analityk ds. międzynarodowych prof. Tomasz Grosse ocenia, że Europa stoi przed realnym wyborem: albo Grenlandia będzie kontrolowana przez USA, albo przez Rosję i Chiny.
Ep 12581O Wacławie Kostku-Biernackim - Nieregularnik literacki - 11.01.2026 r.
Dlaczego Wacław Kostek-Biernacki bywa demonizowany? Jak rzutowała na jego życiorys działalność w Polskiej Partii Socjalistycznej i służba legionowa? Dokąd trafił po II wojnie światowej? Te kwestie omówi Krzysztof Drozdowski, autor biografii "Wacław Kostek-Biernacki. Człowiek do zadań specjalnych". Natomiast o schyłku rządów króla Władysława Jagiełły w kontekście kolejnych etapów konfliktu polsko-krzyżackiego - ogniskującego na niemal całą Europę - opowie Jana Wernik, który pieczołowicie przedstawił ten okres na kartach swojej powieści historycznej zatytułowanej "W imię króla, w imię mistrza".
Ep 12580Ziobro otrzymał azyl na Węgrzech. Co to oznacza prawnie?
Mecenas Bartosz Lewandowski, pełnomocnik byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry poinforował w poniedziałek, że jego klient uzyskał ochronę międzynarodową i azyl polityczny na Węgrzech w związku z naruszeniami praw i wolności gwarantowanych prawem międzynarodowym na terytorium Polski.Azyl został przyznany przez rząd węgierski na podstawie ustawy o prawie do azylu z 2007 roku, w związku z działaniami prokuratury i służb podległych rządowi, które – jak wskazuje pełnomocnik – nosiły znamiona politycznie motywowanych represji, w tym zapowiadane unieważnienie paszportów oraz pozbawienie środków do życia w wyniku zabezpieczenia majątkowego.W rozmowie na antenie Radia Wnet dr Michał Sopiński – prawnik, doktor nauk prawnych i rektor Akademii Sprawiedliwości – przedstawił szczegółową analizę prawną tej decyzji oraz jej konsekwencji dla polskiego wymiaru sprawiedliwości.Ochrona międzynarodowa wobec byłego ministra sprawiedliwości została już udzielona. Mamy oficjalną notę dyplomatyczną rządu węgierskiego skierowaną do Parlamentu Europejskiego, że taka ochrona została przyznana jeszcze w grudniu– wskazał. Jak tłumaczył Sopiński, azyl – a precyzyjniej ochrona międzynarodowa – opiera się na węgierskiej ustawie o prawie do azylu z 2007 roku, podobnej do regulacji obowiązujących w innych państwach UE.Dlaczego areszt może okazać się nieskutecznyZdaniem prawnika nawet ewentualna decyzja polskiego sądu o tymczasowym aresztowaniu Ziobry nie przełoży się na jego zatrzymanie.Nawet jeśli sąd zdecyduje o trzymiesięcznym areszcie, nie będzie się dało pana Zbigniewa Ziobry aresztować, bo przebywa na Węgrzech– dodał.Kolejnym krokiem formalnym byłby Europejski Nakaz Aresztowania, jednak – jak zauważa Sopiński – i tu sprawa nie jest oczywista.Sędzią orzekającym w sprawach ENA jest sędzia Dariusz Łubowski, jedyny w Polsce specjalista w tej dziedzinie. Już widzieliśmy, jaki jest jego pogląd na te kwestie– wskazał.Nawet w przypadku wydania ENA ostateczna decyzja należałaby do sądu węgierskiego.Państwo węgierskie przeprowadzi własną procedurę i bardzo możliwe, że – jak w innych podobnych sprawach – odmówi wydania, wskazując na upolitycznienie postępowania– powiedział.Po co był azyl?Na pytanie, dlaczego Ziobro zdecydował się na wyjazd na Węgry, Sopiński odpowiadał jednoznacznie:„Żeby złożyć wniosek o azyl i ochronę międzynarodową, trzeba pojawić się na terytorium danego państwa. Bez pobytu na Węgrzech nie mógłby takiego wniosku złożyć”.Azyl – w jego ocenie – zmienia całą logikę postępowania prowadzonego w Polsce.Budowanie spirali represji wobec kogoś, kto i tak jest nieuchwytny i ma status uchodźcy politycznego, nie jest skuteczną metodą polityczną. To raczej droga do własnego ośmieszenia– powiedział.Sądy pod presją politycznąW dalszej części rozmowy dr Sopiński szeroko mówił o stanie polskiego sądownictwa.Prawo do sądu obowiązuje dziś w różnym stopniu – w zależności od tego, kogo dotyczy sprawa– mówił. Jego zdaniem ostatnie lata pokazały wyraźne upolitycznienie prokuratury i sądów w sprawach dotyczących polityków.„Gdy sprawa dotyczy byłego ministra, premiera czy prezesa dużej spółki, pojawiają się ogromne naciski – z centrali rządowej i z Ministerstwa Sprawiedliwości.”Przywołał konkretne przykłady selektywnego stosowania aresztów.Osoby skazane nieprawomocnie na wielomiesięczne kary pozostają na wolności, a wobec osób, którym dopiero stawia się zarzuty, stosuje się wielomiesięczne areszty wydobywcze– zwrócił uwagę.Zdaniem Sopińskiego najpoważniejszym problemem jest dziś załamanie zasady pewności prawa.Prawo albo obowiązuje, albo nie obowiązuje. Jeśli działa wybiórczo, podważa swoją podstawową wartość– powiedział.W jego ocenie obecna sytuacja oznacza historyczny regres.„Cofnęliśmy się w praktyce ochrony prawnej do czasów sprzed przywileju ‘neminem captivabimus’. To podważa sens mówienia o praworządności w nowoczesnym państwie”.Rozmowę zakończył gorzką refleksją:„Być może kończy się ten powojenny sen o europejskiej praworządności, a wchodzimy w epokę nowych, autorytarnych metod, które dopiero zdefiniują XXI wiek”./fa