PLAY PODCASTS
Radio Wnet

Radio Wnet

2,515 episodes — Page 31 of 51

Ep 12699Polish Sue – most pamięci między Polską a Wielką Brytanią. Opowiada Iwona Golińska

Stowarzyszenie Polish Sue od lat przypomina o wkładzie Polaków w zwycięstwo aliantów i pielęgnuje polsko-brytyjskie dziedzictwo historyczne.

Jan 20, 202619 min

Ep 12698DSA bez cenzury? Forum Cyfrowe ZPP: projekt chroni wolność słowa i daje Polsce realne narzędzia

Zdaniem Forum Cyfrowego Związku Przedsiębiorców i Pracodawców zawetowana przez prezydenta ustawa wdrażająca unijny Akt o Usługach Cyfrowych po poprawkach parlamentarnych nie zagraża wolności słowa.

Jan 20, 202613 min

Ep 12697Porozmawiajmy o Sporcie: ME piłkarzy ręcznych, analiza sytuacji polskich piłkarzy w ligach zagranicznych

W audycji również podsumowanie 2025 r. w koszykówce oraz rozmowa o Pogoni Grodzisk Mazowiecki.

Jan 20, 202658 min

Ep 12696Już nie „kobieta” i „mężczyzna”, lecz „pierwszy i drugi małżonek”. Konstytucjonalista krytykuje pomysł rządu

Ministerstwo Cyfryzacji podało, że w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Polska nie musi wprowadzać małżeństw jednopłciowych do prawa krajowego, ale nie może odmówić uznania małżeństw zawartych legalnie w innym państwie UE.Jak dodano, obecnie opracowywany jest projekt rozporządzenia, które zmieni wzory dokumentów wydawanych z rejestru stanu cywilnego, tak aby umożliwić wdrożenie wyroku.Obecne wzory dokumentów używają określeń „kobieta” i „mężczyzna”, co uniemożliwia prawidłowe wpisanie małżeństw osób tej samej płci. Projektowane zmiany obejmują m.in. neutralne płciowo nazwy rubryk: „Pierwszy małżonek” i „Drugi małżonek”; aktualizację sekcji danych rodziców: np. „Ojciec pierwszego małżonka”, „Matka drugiego małżonka”– czytamy na stronach rządu.Sprawę komentował na antenie Radia Wnet konstytucjonalista dr Oksar Kida. Jego zdaniem już sam sposób procedowania budzi zasadnicze wątpliwości.Jak przypomniał, po ogłoszeniu wyroku TSUE premier Donald Tusk podkreślał, że orzeczenie nie narzuca Polsce obowiązku zmiany definicji małżeństwa, a rząd pracuje nad innymi instrumentami prawnymi, w tym nad ustawą o statusie osoby najbliższej.Dr Kida zwrócił uwagę, że wyrok TSUE był przez część środowisk politycznych interpretowany w sposób nadmiernie rozszerzający.Trybunał wcale nie orzekł, że państwa członkowskie mają bezwzględny obowiązek uznawania małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą– podkreślił.Jak wyjaśniał, obowiązek transkrypcji aktu małżeństwa pojawia się dopiero wówczas, gdy w krajowym porządku prawnym nie istnieją żadne inne instrumenty, które regulowałyby status prawny takich osób.Gdyby istniała ustawa o statusie osoby najbliższej, żadnej transkrypcji by nie było– dodał.Konstytucjonalista zaznaczył przy tym, że sytuacja w polskim porządku prawnym pozostaje niezmienna.Mamy konstytucję, która jasno definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, oraz Kodeks rodzinny i opiekuńczy, który powtarza tę definicję– mówił.„Urzędnik może przekroczyć uprawnienia”Dr Kida ostrzegał, że próba wprowadzenia zmian wyłącznie na poziomie rozporządzenia, bez zmiany ustaw i konstytucji, rodzi poważne konsekwencje prawne.Wyrok TSUE nie jest źródłem prawa i nie zmienia brzmienia konstytucji. Jeżeli urzędnik dokonałby takiej transkrypcji, mógłby przekroczyć swoje uprawnienia– stwierdził.Jak przypomniał, Trybunał Konstytucyjny już w momencie akcesji Polski do Unii Europejskiej wskazywał, że prawo unijne nie może regulować instytucji małżeństwa w sposób sprzeczny z Konstytucją RP.Odnosząc się do argumentów Lewicy i powoływania się na zasadę równości z art. 32 konstytucji, konstytucjonalista uznał je za błędne.Zasada równości nie oznacza, że każdy ma dokładnie to samo. Podmioty takie same traktuje się tak samo, a różne – różnie– tłumaczył.W jego ocenie szczególny status małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny został świadomie wpisany do konstytucji i nie może być traktowany jako przejaw dyskryminacji.Tak jak emeryci mają emerytury, a posłowie immunitet, tak ustrojodawca przewidział szczególną ochronę dla małżeństwa w rozumieniu art. 18 konstytucji– podsumował.

Jan 20, 202614 min

Ep 12695Grzegorz Pawelczyk odpiera zarzuty ws. kampera

Korespondent TV Republika w Budapeszcie Grzegorz Pawelczyk w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim odpiera zarzuty TVN24 wobec jego działalności przy wykorzystaniu środków Funduszu Sprawiedliwości.

Jan 20, 202612 min

Ep 12693Dlaczego tegoroczna zima zaskoczyła Polskę? Profesor Głowacki: „To efekt osłabienia wiru polarnego”

Silne mrozy w Polsce, śnieg i temperatury sięgające kilkunastu stopni poniżej zera stały się jednym z najbardziej zaskakujących zjawisk tej zimy. Jak wyjaśnia Piotr Głowacki, profesor Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, to nie zaprzeczenie globalnego ocieplenia, lecz jego pośredni skutek.„Przyzwyczailiśmy się do ciepłych zim i informacji o ociepleniu klimatycznym, dlatego tej zimy się nie spodziewaliśmy. Natomiast ci, którzy pracują na północy, już wcześniej prognozowali, że taka zima może się zdarzyć”.Kluczową rolę odgrywa tu wir polarny – ogromny układ niskiego ciśnienia, który zimą tworzy się nad Arktyką i zwykle chroni Europę przed napływem ekstremalnie zimnego powietrza.„Nad biegunem, gdzie panuje noc polarna i temperatury sięgają minus 50 stopni, powietrze krąży i wiruje. Gdy wir polarny jest silny i równomierny, skutecznie osłania Europę przed spływem arktycznego zimna”.Grenlandia, Arktyka i pęknięty „krążek”Tegoroczna sytuacja okazała się jednak wyjątkowa. Wir polarny osłabł i rozdzielił się na dwa centra – jedno nad Syberią, drugie między Kanadą a Grenlandią.„Ten krążek, który nas chronił, zniekształcił się. Ciepłe powietrze popłynęło w stronę zachodniej i wschodniej Grenlandii, a my znaleźliśmy się na drodze spływu zimnych mas powietrza z bieguna”.Bezpośrednią przyczyną było nierównomierne zamarzanie Oceanu Arktycznego. Choć lodu było mało, jego rozkład okazał się kluczowy.„Do dziś Spitsbergen można opłynąć łódką dookoła, bo nie ma lodu. Tymczasem lód zaczął narastać w kierunku Kanady i Syberii. To wystarczyło, by wir polarny się osłabił”.Paradoks: ciepło na północy, mróz w PolsceEfekty tej anomalii są szczególnie widoczne na północy Europy.„W naszej stacji polarnej na Spitsbergenie ostatnio było na plusie. Jest cieplej trzy tysiące kilometrów na północ od Polski niż u nas”.Jak podkreśla profesor, to właśnie takie odwrócenia – ciepła Arktyka i zimna Europa – są jednym z charakterystycznych objawów obecnych zmian klimatycznych.Czy to obala globalne ocieplenie?Zdaniem naukowca – wręcz przeciwnie.„Ocieplenie globalne jest faktem. Co dekadę Arktyka traci pokrywę lodową o powierzchni wielkości Polski. Gdy lodu jest mniej i zanika on nierównomiernie, rośnie liczba anomalii pogodowych”.Takie zimy nie będą normą, ale będą się zdarzać – jako incydenty wynikające z coraz bardziej rozchwianego systemu klimatycznego.Lądolód Grenlandii bez katastroficznych wizjiW rozmowie pojawił się także temat lądolodu Grenlandii i obaw przed gwałtownym wzrostem poziomu mórz.„Grenlandia jest obszarem górzystym. Lądolód traci masę głównie przez cielenie lodowców, a nie przez szybkie topnienie całej pokrywy”.Profesor uspokaja, że wizje nagłego, kilkumetrowego wzrostu poziomu oceanów są przesadzone.„To są zmiany liczone w milimetrach na dziesięciolecie, a nie w metrach. My ani nasze dzieci nie dożyją zniknięcia lądolodu Grenlandii”.Co dalej z zimą?Prognozy wskazują na dalsze wahania temperatur.„Do końca lutego spodziewajmy się fal ocieplenia i ponownych spływów zimna. Ale słońce jest coraz wyżej, więc kolejne epizody mrozu będą mniej uciążliwe”.Jak pokazuje ta zima, Arktyka, Grenlandia i wir polarny pozostają kluczowymi elementami układanki, od której zależy pogoda w Polsce – nawet jeśli dzieje się to kilka tysięcy kilometrów od naszych granic.

Jan 20, 202619 min

Ep 12694Wpis rzecznika rządu wywołał burzę. Mec. Lewandowski zabiera głos

Rzecznik rządu Adam Szłapka publicznie zaatakował kancelarię prawną reprezentującą byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę, sugerując jej związki z Rosją. W opublikowanym wpisie powołał się na listę kancelarii, które – jak twierdził – miały zostać wskazane przez stronę rosyjską jako świadczące pomoc prawną obywatelom Federacji Rosyjskiej w Polsce, dodając, że znajduje się na niej również kancelaria broniąca Ziobry.„Lista kancelarii prawnych przeznaczonych dla obywateli Rosji w Polsce została opracowana przez Moskwę już po barbarzyńskiej napaści na Ukrainę. Widnieje na niej ‘KHANZADYAN LEWANDOWSKI & PARTNERS’. Ta sama kancelaria dziś broni Ziobry. Każdy sam wyciągnie wnioski”– napisał na platformie X.Gościem Radia Wnet był mecenas Bartosz Lewandowski, który stanowczo odrzucił te insynuacje i zapowiedział działania na arenie międzynarodowej.Adwokat nie ukrywał, że wpis rzecznika rządu był dla niego zaskoczeniem – nie tylko ze względu na treść, ale i rangę osoby, która go opublikowała.To było szokujące, że rzecznik rządu, czyli osoba będąca ustami rządu Rzeczypospolitej, rozpoczął de facto nagonkę na mnie i moją kancelarię– mówił.Jak podkreślał, sugestie o rzekomych związkach z Rosją były nieprawdziwe i miały charakter czysto polityczny.Ten wpis zawierał nieprawdę. Został natychmiast podany dalej przez kluczowych polityków Koalicji Obywatelskiej, w tym – co szczególnie bulwersujące – przez oficjalne konto premiera. To była zaplanowana akcja mająca mnie zdyskredytować– wskazał.Lewandowski wyjaśniał, że tzw. lista kancelarii to standardowa praktyka konsulatów i ambasad, które informują cudzoziemców, gdzie mogą uzyskać pomoc prawną.To jest lista kilkunastu kancelarii, które świadczą pomoc prawną także w języku rosyjskim. Tak samo Polska informuje swoich obywateli za granicą, gdzie mogą znaleźć prawnika– wyjaśnił.W jego ocenie wyciąganie z tego wniosków o działalności agenturalnej było działaniem skrajnie nieodpowiedzialnym.Zasugerowano powiązania z Rosją, a wręcz działalność agenturalną. To jest po prostu niegodne i nie ma nic wspólnego z demokratycznym państwem prawa– podkreślił mecenas.Reakcja środowiska prawniczegoAdwokat podkreślał, że po publikacji wpisu otrzymał wsparcie ze strony samorządu adwokackiego. Jego zdaniem atak na kancelarię był w istocie uderzeniem nie tylko w niego samego, ale także w osoby, które reprezentuje.Chodziło o uderzenie w moich klientów – w tym w ministra Ziobrę i innych. Próbowano stworzyć narrację, że skoro mają takiego obrońcę, to za wszystkim stoi Putin– dodał prawnik.Lewandowski poinformował, że sprawa została już zgłoszona do międzynarodowych instytucji monitorujących stan praworządności.Wysłałem pisma do organizacji zajmujących się prawami człowieka, do organów Rady Europy i do instytucji międzynarodowych zrzeszających prawników– poinformował.Jak zaznaczył, nie chodzi o wzywanie do sankcji wobec Polski. Jak mówił. „zależy mi na tym, żeby te organizacje miały wiedzę o tym, co się w Polsce dzieje. To jest sytuacja niesłychana”./fa

Jan 20, 202614 min

Ep 12693Serwis Międzynarodowy 19.01.2026: rozpoczęcie forum w Davos, wybory w Portugalii, koniec marzeń Kurdów w Syrii

W Serwisie Międzynarodowym Radia Wnet także przegląd reakcji przywódców europejskich na decyzję D. Trumpa ws. nałożenia dodatkowych ceł na niektóre państwa starego kontynentu.

Jan 20, 202630 min

Ep 12692„Próbują zamrozić Kijów”. Ukraina pod kolejną falą zmasowanych ataków

Kolejna noc przyniosła zmasowane rosyjskie ataki na Ukrainę. Ostrzeliwane były nie tylko Kijów, ale także Charków, Dniepr, Sumy i Odessa. Skutki uderzeń szczególnie dotknęły infrastrukturę energetyczną – w środku zimy miliony ludzi zmagają się z brakiem prądu, wody i ogrzewania.Relację z Kijowa przekazał Dmytro Antoniuk, który podkreślał, że skala i charakter ataków świadczą o testowaniu przez Rosję kolejnych rodzajów uzbrojenia.Całą noc Kijów jest atakowany przez Rosję – przez różne typy jej broni. Ukraina stała się takim przeklętym już poligonem rosyjskim– mówi. Jak informował, tej nocy Rosja miała po raz pierwszy użyć nowej rakiety balistycznej Iskander, a równolegle stosowano drony typu Shahed oraz rakiety manewrujące.Najdotkliwsze skutki uderzeń odczuli mieszkańcy Kijowa. Antoniuk powoływał się na komunikaty władz miasta.5635 domów jest bez elektryczności. 80 procent domów na lewym brzegu Kijowa, gdzie mieszka około dwóch milionów ludzi, jest bez wody – dodaje. Szczególnie dramatyczne jest to, że zniszczona została infrastruktura, którą energetykom udało się naprawić po wcześniejszych atakach.Antoniuk nie miał wątpliwości co do celu rosyjskich działań. Jak wskazał, „wróg robi swoje ludobójstwo. Ja inaczej tego nie nazwę. Próbują zamrozić Kijowian”./fa

Jan 20, 20268 min

Ep 12691Obchody rocznica Powstania Styczniowego. „To dziedzictwo wciąż jest aktualne”

22 stycznia mija kolejna rocznica wybuchu Powstania Styczniowego – jednego z najważniejszych, a zarazem najbardziej dramatycznych zrywów niepodległościowych XIX wieku. Z tej okazji w Warszawie odbędą się dwudniowe obchody, łączące refleksję historyczną z pokazami filmowymi i debatą o znaczeniu powstania dla współczesnej Polski. O przygotowaniach opowiadał w Radiu Wnet dziennikarz i prezes Towarzystwa Ochrony Pamięci Powstańców Styczniowych.Piotr Grzybowski zapowiedział, że obchody odbędą się 23 i 24 stycznia w nowo otwartym Centralnym Przystanku Historia przy ul. Marszałkowskiej 107.Przygotowania idą pełną parą. Wszyscy prelegenci są już umówieni, filmy wybrane. Pozostaje tylko czekać na tych, którzy zechcą do nas dołączyć– mówi. Pierwszy dzień wydarzenia będzie poświęcony wykładom i referatom, drugi – pokazom filmowym. Oba dni rozpoczną się o godzinie 10. Wstęp na wszystkie wydarzenia jest bezpłatny.23 stycznia zaplanowano cykl wykładów wybitnych badaczy i publicystów. Jak podkreślał Grzybowski, program celowo został zbudowany tak, by nie ograniczać się wyłącznie do rekonstrukcji faktów.Zaczynamy od pytań o sens powstania. Profesor Andrzej Nowak będzie mówił właśnie o tym – czy warto było, jakie znaczenie miało Powstanie Styczniowe– opisuje. Wśród prelegentów znaleźli się także Wojciech Roszkowski oraz Włodzimierz Suleja. Kolejne wystąpienia mają prowadzić słuchaczy przez losy kilku pokoleń Polaków – od czasu klęski powstania, przez budowę społeczeństwa obywatelskiego, II Rzeczpospolitą i etos Armii Krajowej, aż po współczesne Wojsko Polskie. Szczególne miejsce w programie zajmie także temat kobiet w Powstaniu Styczniowym.Będzie nowość – wykład o "kobietach w czerni", o roli kobiet po powstaniu i o tej żałobnej modzie, która stała się symbolem pamięci i oporu– mówi. Drugi dzień obchodów, 24 stycznia, poświęcony zostanie projekcjom filmowym – fabularnym i dokumentalnym.W rozmowie pojawił się także wątek nowo powołanego Towarzystwa Ochrony Pamięci Powstańców Styczniowych, któremu Grzybowski przewodniczy.To sformalizowanie tego, co robimy od lat – czczenia pamięci Powstańców Styczniowych i pokazywania, jak bardzo ich doświadczenie jest dziś aktualne– podkreśla. Jak mówił, historia powstania to także opowieść o wewnętrznych sporach, które osłabiały polskie dążenia niepodległościowe.Grzybowski podkreślał, że dla niego pamięć historyczna jest integralną częścią pracy dziennikarskiej.Polski dziennikarz powinien mieć jedną nogę historyczną, żeby trzymać się osi i torów, po których stąpa – i nie zejść z drogi– zaznacza rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego. Pamięć także poza salą wykładową/fa

Jan 20, 20269 min

Ep 12690„Tam wciąż giną ludzie”. Kazimierz Gajowy o zapomnianych wojnach Bliskiego Wschodu

Kazimierz Gajowy, korespondent Radia Wnet w Libanie i gospodarz Studia Bejrut, przyjechał do Warszawy prosto z regionu, który – jak podkreśla – żyje inną temperaturą niż Europa. Nie chodzi tylko o klimat, ale o codzienne doświadczenie wojny, niepewności i politycznych gier, których skutki docierają na Bliski Wschód szybciej i boleśniej niż do europejskich stolic.Ważnym fragmentem rozmowy była ocena sytuacji w Syrii. Gajowy stanowczo odrzuca narrację o stabilizacji.To, co się działo ostatnio w Aleppo, to było okłamanie bojowników kurdyjskich. Obiecywano ugodę, a po cichu dochodziło do wielkich morderstw– mówi.Jak tłumaczył, starcia między siłami obecnej władzy a Kurdami to kolejny rozdział konfliktu, który nigdy się nie skończył – tylko zniknął z nagłówków.Podkreślał też dramatyczne warunki, w jakich żyją cywile. Jak mówił, noce są bardzo zimne, temperatury poniżej zera. Do tej sytuacji militarnej dochodzi zwykłe ludzkie cierpienie.Gajowy odniósł się również do napięć wokół Iranu, przyznając, że eskalacja konfliktu została – przynajmniej na razie – powstrzymana.Arabia Saudyjska, Katar, Emiraty przekonywały otoczenie prezydenta USA, że to nie jest moment na wojnę z Iranem– mówi.Wspominał doświadczenia z regionu, gdzie skutki wcześniejszych interwencji są nadal odczuwalne.Kto dziś mówi o Afganistanie? Kto mówi o Libii? A tam jest bardzo, bardzo źle. Te informacje do nas docierają szybciej niż do Warszawy– wskazuje.W rozmowie pojawiła się też ocena działań prezydenta USA. Gajowy nie skupiał się na konkretnych decyzjach, lecz na ich efekcie.Donald Trump potrząsnął światem. A ten świat takiego wstrząsu potrzebował– ocenił.Porównał jego politykę do lekarstwa, które trzeba wstrząsnąć, by zadziałało.Mówi jedno, chce zrobić drugie. Ale to wstrząśnięcie było konieczne, żeby świat się obudził– podkreśla.Jak dodał, historia oceni Trumpa różnie, ale jedno jest pewne – zmusił ludzi do zadawania pytań o sens polityki i życia./fa

Jan 20, 202610 min

Ep 12689Jacek Saryusz-Wolski: Trump pozytywnie namieszał

Doradca prezydenta Karola Nawrockiego Jacek Saryusz-Wolski ocenia politykę Donalda Trumpa, relacje USA–UE, NATO, Grenlandię oraz proces „etatyzacji” Unii Europejskiej.

Jan 20, 202623 min

Ep 12688Giżycko: sąd zakwestionował rozwód z powodu „neosędziego”. Co to oznacza dla obywateli?

W styczniu 2026 roku Sąd Rejonowy w Giżycku odmówił podziału majątku byłych małżonków, uznając, że ich rozwód… nie istnieje. Powodem miało być to, że wyrok rozwodowy wydał sędzia powołany przy udziale Krajowej Rady Sądownictwa w obecnym kształcie.Sprawa – opisana przez prawo.pl – jest nieprawomocna, ale już teraz wywołała ogromne poruszenie w środowisku prawniczym. Prawnicy ostrzegają, że podobne decyzje mogą uderzać w tysiące obywateli, którzy w dobrej wierze uznawali swoje sprawy za prawomocnie zakończone.Gościem Poranka Radia Wnet była Joanna Pąsik, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, która już na wstępie podkreśliła, że wypowiada się także jako członek stowarzyszeń Prawnicy dla Polski oraz Sędziowie RP, reagujących – jak mówi – na naruszenia praworządności.Myślę, że od wczoraj całe środowisko prawnicze w Polsce jest zelektryzowane tą informacją o tym, co nastąpiło w sądzie w Giżycku– komentuje. Sędzia wyjaśniała, dlaczego decyzja sądu rejonowego jest – jej zdaniem – niezrozumiała z punktu widzenia obywatela.Najpierw musiał się odbyć rozwód tych państwa w sądzie okręgowym w Olsztynie. Prawomocny rozwód, gdzie rozstrzygał sędzia doświadczony, będący wyżej w hierarchii od sędziego sądu rejonowego– mówi. Jak zaznaczyła, skoro sprawa trafiła już na etap podziału majątku, strony miały pełne prawo zakładać, że ich sytuacja prawna jest ostatecznie uregulowana.Oni mieli prawo pozostawać w przekonaniu, że tamte kwestie zostały prawomocnie przesądzone i że żyjemy w demokratycznym, cywilizowanym kraju, gdzie nikt nie będzie próbował tego na nowo wzruszać– wskazuje. „Nie istnieje coś takiego jak nieistniejące orzeczenie”Najostrzejsza krytyka Joanny Pąsik dotyczyła samego pojęcia użytego w uzasadnieniu decyzji sądu w Giżycku.W ogóle nie ma czegoś takiego jak nieistniejące orzeczenie. To jest jakaś nowomowa, jakiś neologizm wprowadzony przez niektórych aktywistów sędziowskich– podkreśla. Sędzia przypomniała, że prawomocne orzeczenie sądu wiąże inne sądy i organy państwa.Artykuł 365 kodeksu postępowania cywilnego mówi jednoznacznie, że jeżeli prawomocne rozstrzygnięcie zapadło, wiąże ono inne sądy i inne organy państwa– mówi sędzia dodając, że problemem nie jest sam rozwód, lecz ideologiczny spór o status sędziów powołanych po 2017 roku.Wracamy do sedna, czyli do problemu "neosędziów", wykreowanego od paru lat przez radykalne środowiska sędziowskie. Skutki są bardzo realne i bardzo dotkliwe– podkreśla. Spór o KRS i ryzyko paraliżu państwaJoanna Pąsik przypomniała, że nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa została uchwalona przez parlament, podpisana przez prezydenta i uznana za konstytucyjną przez Trybunał Konstytucyjny.Jak zaznaczyła, podważanie kilku tysięcy nominacji sędziowskich prowadzi do chaosu na niespotykaną skalę.Nie możemy teraz uznać, że te trzy tysiące osób nie są sędziami. To jest próba wywołania chaosu w wymiarze sprawiedliwości– mówi. Najbardziej praktyczny wymiar sprawy dotyczy jednak nie sporów ustrojowych, lecz losu konkretnych obywateli. Pytana o to, co mają zrobić rozwiedzeni małżonkowie z Giżycka, sędzia nie miała wątpliwości.Powinni się odwołać do sądu okręgowego od tego rozstrzygnięcia. Na pewno jeszcze jest termin otwarty– dodaje. Jednocześnie przyznała, że oznacza to kolejne miesiące, a być może lata oczekiwania.To oczywiście wydłuża całą sprawę. A mamy do czynienia z bardzo długimi terminami i ponad tysiącem wakatów w wymiarze sprawiedliwości– zwraca uwagę. Jej zdaniem takie decyzje najmocniej uderzają w zwykłych ludzi, którzy chcą „w sposób cywilizowany się rozejść” i uporządkować swoje sprawy majątkowe./fa

Jan 20, 202615 min

Ep 12687Davos 2026: pieniądze, polityka i polskie ambicje

W Davos rozpoczęło się 56. Światowe Forum Ekonomiczne – jedno z najważniejszych spotkań polityczno-gospodarczych na świecie. W tym roku uwaga uczestników skupia się m.in. na zapowiadanym wystąpieniu prezydenta USA oraz rozmowach dotyczących Ukrainy. Równolegle Polska próbuje wzmocnić swoją widoczność poprzez inicjatywę Leaders Forum Powered by Poland, organizowaną przez Centrum Stosunków Międzynarodowych we współpracy z polskim biznesem.Przebywająca w Davos Adrianna Śniadowska, dyrektor wykonawcza Fundacji Centrum Stosunków Międzynarodowych, już na początku rozmowy w Radiu Wnet zwróciła uwagę, że mimo dobrej pogody atmosfera polityczna jest wyraźnie napięta.Atmosfera jest na pewno napięta. Wszyscy oczekują środy, czyli tego oczekiwanego przemówienia Donalda Trumpa. Na pewno będzie mówił o Grenlandii, na pewno będzie mówił o kwestii Ukrainy– wskazała.Jak podkreślała, Davos to nie tylko jedno wystąpienie, ale gęsta sieć spotkań, rozmów i zakulisowych konsultacji, które zaczynają się na długo przed oficjalnymi przemówieniami.Rozpoczęły się już dyskusje wysokiego szczebla. Do Davos zjechali reprezentanci biznesu i świata polityki – najważniejsze osoby z całego świata– podkreślała.Wśród najważniejszych oczekiwanych wydarzeń wymieniła możliwe spotkanie prezydentów Ukrainy i USA.Wiemy na pewno, że ma być tu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Jeśli nie będzie żadnych problemów po drodze, ma odbyć się rozmowa pomiędzy prezydentem Zełenskim a prezydentem Trumpem, która jest bardzo wyczekiwana– dodała.Z Polski – jak zaznaczyła – delegacja polityczna jest w tym roku stosunkowo niewielka, choć obecność Warszawy w Davos ma mieć inny, bardziej długofalowy wymiar.Z Polski ta reprezentacja nie jest duża. Ma być pan prezydent Karol Nawrocki, który również zawita do naszego domu, do Leaders Forum Powered by Poland– wskazała.„Davos to globalne expo”. Polska chce być widocznaW rozmowie wyraźnie wybrzmiał drugi, kluczowy wątek: po co Polsce Davos i jak mówić tam własnym głosem. Adrianna Śniadowska tłumaczyła, że z perspektywy think tanku obecność w Szwajcarii od lat pokazywała jedno – Polska jest słabo słyszalna, jeśli nie stworzy własnej przestrzeni.Zdaliśmy sobie sprawę, że ten głos polski nie jest wystarczająco słyszalny. Oprócz głównego Davos całe miasto zmienia się w swego rodzaju expo – kraje i firmy pokazują tu swoją innowacyjność, prowadzą debaty i panele– komentowała.Właśnie z tej obserwacji narodził się projekt Leaders Forum Powered by Poland – inicjatywa towarzysząca Forum Ekonomicznemu, przygotowywana przez rok.Przez ostatni rok przygotowywaliśmy naszą obecność w Davos. To projekt organizowany przez Centrum Stosunków Międzynarodowych we współpracy z polskim biznesem– zaznaczała.Jak dodała, za projektem stoją konkretne firmy i instytucje, które uznały, że Davos to nie prestiżowy dodatek, ale realne miejsce rozmów o przyszłości. I mówi, że „polski biznes zdał sobie sprawę, że w Davos warto bywać, bo tu rozmawia się o sprawach ważnych, które dyktują to, co będzie się działo przez najbliższy rok”.Śniadowska podkreślała, że ambicją organizatorów nie jest mówienie „o Polsce po polsku”, lecz włączanie się w rozmowy o problemach globalnych. Wśród tematów debat wymieniała m.in. relacje transatlantyckie, przyszłość rynku pracy, bezpieczeństwo energetyczne, odporność społeczną, cyberbezpieczeństwo i rozwój sztucznej inteligencji.Jak dodała, reakcje międzynarodowych uczestników często pokazują, że skala i innowacyjność polskich firm bywają dla zagranicznych gości zaskoczeniem./fa

Jan 20, 20269 min

Ep 12686„Wigilia na Antarktydzie połączy nas na zawsze”. Marek Kamiński o wyprawie z synem

31 stycznia 2025 r. Marek Kamiński i jego 18-letni syn Kay stanęli na Biegunie Południowym, kończąc pierwszy etap projektu „Pole 2 Pole”. Wyruszyli 9 grudnia, a cel osiągnęli o 3:30 czasu polskiego. Dla 61-letniego podróżnika to także symboliczny powrót do historii: trzy dekady temu – w 1995 roku – jako pierwszy człowiek na świecie zdobył oba bieguny Ziemi bez wsparcia z zewnątrz. Wyprawa ma być nie tylko sportowym wyczynem, ale też opowieścią o tym, jak zmienił się świat przez 30 lat i czego – mimo technologii – wciąż szukamy w sobie.O swojej wyprawie – która ma prowadzić z Antarktydy aż ku Arktyce, ale po drodze zahaczać o miejsca-symboliczne, „wcielenia człowieka przyszłości”– Kamiński opowiadał w Radiu Wnet. Podkreślał, że „biegun” to nie wyłącznie punkt na mapie. To także stan wewnętrzny, granica, próg, który każdy człowiek ma gdzie indziej. Jak mówił, „te bieguny są umowne. (…) biegunów jest tyle, co ludzi".Tą drogę (…) chcę przebyć przez różne wcielenia człowieka przyszłości. To będzie wyprawa bardziej metaforyczna niż tylko odwiedzenie konkretnych miejsc– wskazał.W planie pojawiają się m.in. Atakama „przypominająca Marsa”, Patagonia, Półwysep Antarktyczny, Ekwador nazwany „krajem długowieczności”, San Blas jako wizja bezludnych wysp i potencjalnej „przyszłej” samotności ludzkości, a dalej: treningi kosmiczne w USA, Grenlandia, Spitsbergen i finał na biegunie północnym.„Wigilia na Antarktydzie” – wyprawa ojca z synem i ciężar odpowiedzialnościNajmocniej wybrzmiał jednak nie plan logistyczny, tylko to, co działo się między ojcem i synem w warunkach, gdzie nie da się „pomóc w stu procentach”. Kamiński przyznał wprost: bał się o Kaya – nie dlatego, że syn „nie da rady”, ale dlatego, że w ekstremum nie da się przejąć za drugiego człowieka jego zadań i jego wysiłku.Bałem się o Kaya i bałem się, że nie damy sobie razem rady, że ja nie będę też w stanie mu pomóc, bo nie można za kogoś iść, nie można komuś pomóc w stu procentach– mówił podróżnik.Wspominał momenty proste w opisie, a groźne w skutkach: zimno w stopach i dłoniach, ryzyko odmrożeń, paraliżujące konsekwencje dla podstawowych czynności, jak rozstawienie namiotu.Ta wyprawa była też inna, bo Kay zdecydował się w ostatniej chwili – zabrakło czasu na przygotowania, a ojciec widział w nim czasem „zagubionego osiemnastolatka”. I znów: nie jest to opowieść o słabości, tylko o realności doświadczenia. Z biegiem dni role zaczęły się odwracać. Syn nie tylko „ogarnął się”, ale też stał się kimś, kto potrafił podtrzymać ojca.I właśnie dlatego Kamiński mówi o tej drodze jak o czymś, co zostaje na zawsze — w rodzinnej pamięci mocniej niż jakiekolwiek pamiątki.Wigilia na Antarktydzie, Święta Bożego Narodzenia na Antarktydzie, Sylwester, Nowy Rok to wszystko już połączy nas na zawsze– dodaje.Strach jak sinusoida i biała pustka, która uczy wiary w krokW rozmowie wrócił też temat lęku. Kamiński opisywał go nie jako jednorazowy „próg”, tylko falę, która przychodzi, znika i wraca, zwłaszcza gdy nie wiadomo, czy cel jest osiągalny.Ten strach jest jakąś sinusoidą, on pojawia się i znika. Kiedy jest bardzo ciężko, kiedy nie wiemy, czy damy radę– opowiada.Do tego dochodzi warstwa psychologiczna Antarktydy: white-out, brak punktów odniesienia, poczucie abstrakcyjności celu – biegun jako punkt, którego nie widać, choć się do niego idzie. A jednak to właśnie ta abstrakcja ma wartość edukacyjną: nie tylko „siłę mięśni”, lecz umiejętność trwania przy kierunku, kiedy postęp jest minimalny.„Milion dolarów na Harvard czy wyprawa na biegun?” – edukacja jako odpornośćJednen z najbardziej ciekawych wątków rozmowy dotyczył edukacji. Kamiński powiedział, że po tym, co zobaczył w przemianie syna, wybrałby wyprawę – jako inwestycję w odporność, wytrwałość i orientację w życiu.Gdybym miał milion dolarów wydać na Harvard lub na wyprawę na biegun, to myślę, że wolałbym wyprawę na biegun– wskazuje.Wyjaśniał, że „edukacja” nie sprowadza się do informacji i dyplomu, ale do umiejętności radzenia sobie, gdy przychodzą trudne sytuacje. a te przychodzą niezależnie od zawodu i statusu.To przede wszystkim wytrwałość, żeby dawać sobie radę w trudnych sytuacjach, bo życie często te trudne sytuacje przynosi– dodaje.Równolegle wracało pytanie o sens: czy idziemy po to, by coś zdobyć, czy by coś zostawić. Kamiński odpowiadał, że jedno nie wyklucza drugiego, a „zdobywanie” może dotyczyć spraw głębszych niż geografia./fa

Jan 20, 202651 min

Ep 12685Czas na Motorsport #140 - Karol Kręt: celem w Porsche Carrera Cup Benelux jest tytuł mistrzowski

Karol Kręt gości w studiu Radia Wnet dzień po ogłoszeniu startów w Porshe Carrera Cup Benelux w sezonie 2026. Po roku ,,na przeczekanie", polski kierowca znów pnie się w górę.Gość programu:Karol Kręt - kierowca JW Raceservice w Porshe Carrera Cup Benelux.Prowadzą Kamil Kowalik i Piotr Nałęcz.Z wszystkimi wydaniami audycji „Czas na Motorsport” można się zapoznać tutaj.Audycja „Czas na Motorsport” w każdy wtorek o godzinie 20.00 na antenie Radia Wnet. Zapraszamy!

Jan 19, 202655 min

Ep 12684Zygmunt Drożdżejko: Jest grupa osób, która destabilizuje wymiar sprawiedliwości. Zachęca do tego minister Żurek

W programie Jakuba Pilarka "Prawodajnia" prezes stowarzyszenia SędziowieRP Zygmunt Drożdżejko przedstawia diagnozę anarchii w wymiarze sprawiedliwości i proponuje receptę na chaos: odwołanie W. Żurka.

Jan 19, 202628 min

Ep 12683Grenlandia, Trump i niemiecki strach. Marek Wróbel: To była demonstracja, a nie realna operacja wojskowa

Marek Wróbel, prezes Fundacji Republikańskiej, tłumaczy, dlaczego Berlin szybko się wycofał z Grenlandii, oraz czemu Polska powinna trzymać się z dala od "operetkowego konfliktu" Berlin-Waszyngton.

Jan 19, 202621 min

Ep 12682Kryzys w Polsce 2050. "Problemy tej partii już rozlewają się na całą koalicję"

Jak wskazuje Michał Kolanko z "Rzeczpospolitej, cytując innego dziennikarza tej gazety Artura Bartkiewicza, "Polska 2050 jako jedyna partia przegrała wybory, które sama zorganizowała"

Jan 19, 202629 min

Ep 12681"Drony oraz balony wlatują i wylatują. W sprawach bezpieczeństwa mamy chaos". Gorzka ocena b. oficera SKW

Płk Mariusz Kozłowski w rozmowie z Łukaszem Jankowskim analizuje kwestię zagrożeń hybrydowych, przed którymi stoi Polska. Punktem wyjścia jest niedawna katastrofa kolejowa w Hiszpanii, w której zginęło 39 osób. Czy do podobnej tragedii może dojść w Polsce? Gość "Popołudnia Wnet" przestrzega:Rzeczywiście zdjęcia ujawnione tego torowiska hiszpańskiego przypominają wyrwę, która została zidentyfikowana na stacji Mika w województwie lubelskimW Mice, położonej na linii Warszawa-Lublin, doszło do eksplozji, na skutek której uszkodzony został fragment torowiska. Sprawę uznano za akt dywersji dokonany przez obywateli Ukrainy współpracujących z rosyjskimi służbami.Władimir Putin, od co najmniej września na terenie Rzeczpospolitej Polskiej w przestrzeni powietrznej udowadnia, że ma wpływ na to, co dzieje się w naszym kraju. Drony i balony, nazwijmy to tak w skrócie, ta operacja dronowo-balonowa służy mu by to nam oznajmićSłużby wprzęgnięte w spór polityczny?Od kampanii prezydenckiej byliśmy świadkami wiązania kontrwywiadu cywilnego, czyli ABW, a wcześniej kontrwywiadu wojskowego, czyli SKW, do działań czysto politycznychubolewa płk Kozłowski. Przechodząc do kwestii dronów, wskazuje, że rząd mógłby kupić polski system chroniący przed nimi, jednak, z niewiadomych powodów, tego nie czyni.

Jan 19, 202622 min

Ep 12680Pomoc społeczna dzieciom; Stolica Polskiej Kultury; Polsko-węgierska poezja – Cała naprzód 19.01.2026 r.

Agnieszka Stankiewicz (Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie) oraz Emilia Bortkiewicz (Ośrodek Pomocy Społecznej Dzielnica Wola) wyjaśniają podstawy działania pieczy zastępczej i pomocy społecznej w Polsce. Następnie kierujemy się do Bielska-Białej, miasta, które zyskało niedawno miano Polskiej Stolicy Kultury. O planach na 2026 rok opowiada Przemysław Smyczek – naczelnik wydziału kultury i promocji Urzędu Miejskiego Bielsko-Biała. Na koniec Marta Ławacz (Muzeum Archidiecezji Warszawskiej) opowiada o najnowszym, wyjątkowym wydawnictwie – antologii poezji polsko-węgierskiej „Na Anioł Pański biją dzwony”, której towarzyszy spotkanie z biskupem Michałem Janochą oraz czytanie wybranych wierszy. Wydarzenie odbędzie się dzisiaj o godz. 17:00 w Muzeum.

Jan 19, 202642 min

Ep 12679Piecza zastępcza, pomoc społeczna i wsparcie rodzin w Polsce – o realiach opieki nad dziećmi

W studiu Radia Wnet gościmy Agnieszkę Stankiewicz (Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie) oraz Emilię Bortkiewicz (Ośrodek Pmocy Społecznej Dzielnica Wola). Rozmówczynie wyjaśniają podstawy działania pieczy zastępczej i pomocy społecznej w Polsce.

Jan 19, 202620 min

Ep 12678Program Wschodni 17.01.2026 r: dotkliwy kryzys energetyczny w Kijowie i innych częściach Ukrainy, wypadek Adama Kadyrowa

Powstanie Styczniowe a idea Rzeczpospolitej. Mróz i brak ogrzewania w Kijowie. Negocjacje ws. zakończenia wojny.

Jan 19, 202652 min

Ep 12677"Pospieszalscy. Rodzina" - Nieregularnik literacki - 18.01.2026 r.

Co jest nieformalnym herbem rodu Pospieszalskich? Gdzie znajduje się kolebka tego klanu? Jak na losy jego reprezentantów wpłynęły obroty kola historii?

Jan 19, 202659 min

Ep 12676Tomasz Budnikowski: Adam Szłapka za swój wpis może trafić przed sąd

Adwokat Tomasz Budnikowski w rozmowie z Jaśminą Nowak tłumaczy niestosowność wpisu rzecznika Adama Szłapki, atakującego mecenasa Bartosza Lewandowskiego. Wskazuje też konsekwencje prawne publikacji.

Jan 19, 202610 min

Ep 12675Andrius Tučkus – Studio Wilno – 15.01.2026 r.

O styczniu 1991 roku na Litwie: źródłach społecznej siły, solidarności Polaków i Litwinów, cenie wolności oraz aktualności tamtej lekcji po 35 latach.

Jan 19, 202630 min

Ep 12674„To nie wystarczy do wygranej”. Matczuk o brutalnej strategii Tuska

Rozliczenia konsolidują elektorat, ale nie budują przyszłości – mówi Piotr Matczuk w Radiu Wnet. Jego zdaniem rząd utknął, a opozycja nie potrafi jeszcze tego wykorzystać.Donald Tusk „zostaje w tyle” i jedzie na jednym temacie – tak Piotr Matczuk, komentator polityczny z kanału „Taktyka Polityki”, ocenia ostatnie miesiące działań premiera. W jego opinii koalicja rządząca jest dziś sprawna sejmowo, ale przekaz oparty głównie na rozliczeniach przestaje dawać efekt, bo nie odpowiada na rosnące problemy społeczne i gospodarcze.Uważam, że Donald Tusk zostaje trochę w tyle, bo nie ma pomysłu na bieżącą sytuację. Żurek, rozliczenia, Ziobro nie są odpowiedzią na te pytania: co z NFZ-em? Co z cenami?– mówi Piotr Matczuk.Koalicja „poukładana” w Sejmie, ale to nie wystarczyMatczuk przekonuje, że arytmetyka sejmowa została w praktyce sprawdzona w grudniu i wyszła na korzyść Donalda Tuska.Traktowałem jako „probierz” głosowanie grudniowe nad Czarzastym – przeszło gładko dla Tuska. On to wygrał. Koniec. Nie było tu wątpliwości– ocenia.

Jan 19, 202624 min

Ep 12673Grenlandia, energia i wybory w USA. „Trump dociska, bo ma mało czasu”

Spór wokół Grenlandii oraz gwałtownie rosnące znaczenie cen energii coraz wyraźniej splatają się w jedną opowieść o nowym etapie globalnej rywalizacji. W rozmowie na antenie Radia Wnet Andrzej Krajewski, dziennikarz, publicysta i historyk, przekonywał, że działania Donalda Trumpa mają charakter brutalnej presji, a europejska odpowiedź jedynie zachęca do dalszego nacisku.Zdaniem Krajewskiego amerykański prezydent doszedł do momentu, w którym próbuje wymusić ustępstwa metodą szantażu, ale jego pole manewru jest ograniczone przez sytuację wewnętrzną w USA.Trump gra bardzo ostro. On chce po prostu szantażem wymusić Grenlandię. Ale zajęcie jej siłą cieszy się olbrzymią niepopularnością w Stanach Zjednoczonych – nawet wśród republikanów– podkreśla. I dodaje, że „nie ma przyzwolenia ani opinii publicznej, ani dużej części Kongresu. A jesienią są wybory i Republikanie mogą stracić większość”.Krajewski zwraca uwagę, że Grenlandia może stać się jednym z tematów, które obrócą się przeciwko Trumpowi w kampanii śródokresowej, jeśli presja na Danię i Unię Europejską będzie eskalowana.Trump straszy, naciska, sięga po cła, żeby wymusić dobrowolne oddanie wyspy. Ale czy to nastąpi? To nie jest takie oczywiste– ocenia.Jednocześnie rozmówca Radia Wnet bardzo krytycznie ocenia europejską demonstrację „siły” w odpowiedzi na amerykańskie naciski.Jeżeli wysyła się trzydziestu kilku żołnierzy i oficerów na poziomie bardzo słabej kompanii, to sygnał jest jeden: bronimy się, ale niezbyt dzielnie i jesteśmy otwarci na rozmowę– mówi. I wskazuje, że „to jest sygnał, który mówi: warto docisnąć, bo wtedy pękną”. Przekonuje, że taki komunikat odbierają nie tylko Stany Zjednoczone, ale też Pekin i Moskwa.Drugim kluczowym wątkiem rozmowy była polityka energetyczna, która – zdaniem Krajewskiego – może przesądzić o wyniku wyborów w USA. Choć ceny paliw nie są dziś głównym problemem, to gwałtownie drożejąca energia elektryczna zaczyna uderzać w amerykańskie gospodarstwa domowe.Od czterech lat prąd w Stanach Zjednoczonych drożeje. Zdrożał już o ponad trzydzieści kilka procent i to jest dla Amerykanów szok, bo przez dwadzieścia lat płacili mniej więcej te same rachunki– wyjaśnia. Podkreśla, że „to jest koszt, na który nie byli przygotowani, a Amerykanie głosują portfelem”. Źródłem problemu jest rosnące zapotrzebowanie na energię związane z reindustrializacją oraz rozwojem centrów danych i sztucznej inteligencji – zjawisko, którego Europa od lat już nie doświadcza.Wraz ze wzrostem PKB w Stanach rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. W Europie tego nie ma od kilkunastu lat. W Niemczech zapotrzebowanie spadło o ponad 20 procent– wskazuje Krajewski.W tym kontekście publicysta ostro krytykuje unijną transformację energetyczną, opartą – jego zdaniem – na wskaźnikach emisji, a nie na efektywności systemu.W Europie głównym wyznacznikiem był wskaźnik emisji CO₂. On jest dobry dla biurokracji, ale nie oznacza ani efektywności, ani taniości systemu energetycznego– mówi.Trump, jak zauważa Krajewski, obrał kierunek dokładnie odwrotny niż Unia Europejska.On uciął subsydia do OZE, prowadzi otwartą wojnę z wiatrakami i chce przekierować fundusze na paliwa kopalne i energetykę jądrową. Efekty tej polityki będą widoczne za kilka lat, ale czasu do wyborów jest bardzo mało– dodaje.Zdaniem rozmówcy Radia Wnet, Europa znalazła się dziś w strategicznym rozkroku.Jeżeli przez kolejne pięć lat energia będzie dużo tańsza w USA i w Chinach, a Europa będzie tracić konkurencyjność, to tego się nie da przetrwać. Granica zostanie osiągnięta albo poprzez kontrolowaną modyfikację, albo poprzez niekontrolowany kryzys. A lepsza jest modyfikacja niż kryzys– podsumowuje.– podsumowuje./fa

Jan 19, 202619 min

Ep 12672„Grenlandia to nie towar”. Polak z Sisimiut o niepokoju, życiu i tym jak Trump paradoksalnie zbliżył Grenlandię do Danii

W ostatnich tygodniach Grenlandia znalazła się w centrum globalnego zainteresowania. Do Nuuk i mniejszych miejscowości ściągnęły dziesiątki ekip medialnych, a temat wyspy regularnie trafia na czołówki portali informacyjnych. W Radiu Wnet o tym, jak ta sytuacja wygląda „od środka”, opowiedział Adam Jarniewski, Polak mieszkający na Grenlandii od dwóch dekad, na co dzień związany z miastem Sisimiut.Już na początku rozmowy podkreślał, że nagłe zainteresowanie mediów nie jest dla mieszkańców niczym komfortowym.– „Nie jest to ciekawa sytuacja tak naprawdę. Ani dla mnie, ani chyba dla mieszkańców wyspy. Ta sytuacja już się trochę ciągnie – rok temu się wszystko zaczęło, eskalowało do marca, potem ucichło i teraz znowu wróciło” – mówił.Powrót tematu Grenlandii w światowej polityce wiąże się bezpośrednio z ostrą retoryką Donalda Trumpa. Jak relacjonował Jarniewski, jej skutkiem jest nie tylko medialny chaos, ale też realny niepokój społeczny.– „Pojawiły się zakusy Donalda Trumpa o Grenlandię i to się wiąże z tym, że jest tu multum dziennikarzy, reporterów i generalnie panuje duży niepokój” – podkreślał.Nastroje te nie są wyłącznie jego osobistym odczuciem. Jak zaznaczył, sprzeciw wobec amerykańskiej narracji jest powszechny.– „Myślę, że to jest nastrój wśród wielu mieszkańców, praktycznie wszystkich. Jutro będą organizowane demonstracje przeciwko tej twardej retoryce amerykańskiej wobec Grenlandii” – mówił.Zapytany, czy Grenlandczycy chcą zmiany statusu wyspy, odpowiedział wprost:– „Raczej chcą, żeby było tak jak jest. Ta retoryka Donalda Trumpa jest po prostu za ostra”.Rozmowa zeszła także na codzienne życie na Grenlandii – zupełnie inne od tego, które znamy z Europy kontynentalnej. Jarniewski mieszka w Sisimiut, drugim co do wielkości mieście wyspy.– „Drugie co do wielkości miasto liczy jedynie 5,5 tysiąca mieszkańców” – przypominał, pokazując skalę grenlandzkich realiów.Jak zaznaczał, życie na wyspie to z jednej strony ogromna przestrzeń i bliskość natury, z drugiej – poważne ograniczenia.– „Grenlandia to ogromny bezkres. Mamy bardzo małą gęstość zaludnienia i bardzo korzystamy z tych wielkich przestrzeni. Normalne jest na przykład, że chodzimy na polowania” – mówił.Jednocześnie dodawał:– „Transport jest bardzo utrudniony, bo miasta nie są połączone siecią dróg. Wszystko odbywa się drogą lotniczą, z częstymi opóźnieniami. No i generalnie wszystko jest bardzo drogie”.Istotnym wątkiem rozmowy były relacje Grenlandii z Danią. Zdaniem Polaka obecny kryzys geopolityczny paradoksalnie zmienia ich postrzeganie.– „Donald Trump dość paradoksalnie zbliża Danię i Grenlandię. Wielu Grenlandczyków zaczyna zdawać sobie sprawę, że ten sojusz przyniósł też wiele dobrego – między innymi pozwolił zachować kulturę i sposób życia” – oceniał.Jako kontrast przywołał sytuację Inuitów na Alasce:– „W przeciwieństwie do Inuitów na Alasce, gdzie ich kultura i język zostały praktycznie wytrzebione przez Amerykanów”.Podkreślał też znaczenie kontekstu historycznego, często pomijanego w debacie publicznej.– „Jeżeli mówimy o tym, co działo się w latach 50. i 60., nie można tego oceniać z perspektywy dzisiejszych czasów. O tym często zapominają media” – zaznaczył.Jarniewski mówił również o języku i tożsamości Grenlandczyków.– „Język grenlandzki jest oficjalnym językiem. Zdaje się z niego maturę. To imponujące, biorąc pod uwagę, że mówi nim około 50 tysięcy ludzi – mniej niż językiem kaszubskim” – podkreślał.W kontekście ewentualnej pełnej niepodległości wyspy był ostrożny.– „Większość Grenlandczyków zdaje sobie sprawę, że stuprocentowa niepodległość przy tak małej liczbie ludności byłaby ogromnym wyzwaniem, być może niemożliwym” – oceniał, wskazując, że tylko jedna partia polityczna otwarcie forsuje taki scenariusz.Rozmowa zeszła też na kwestie bardzo przyziemne – jedzenie.– „Żywimy się głównie mięsem. Bardzo trudno być tu wegetarianinem. Klasyczną potrawą jest zupa z foki – sułasad. Je się też renifera, morsa, wieloryba, a nawet mięso niedźwiedzia polarnego” – mówił bez ogródek.Na pytanie, dlaczego od 20 lat nie wrócił do Polski, odpowiedział spokojnie:– „Moja żona jest Grenlandką. Od razu spodobało mi się to życie – bez pośpiechu, bez codziennych zmagań. Wydaje mi się, że żyje nam się tutaj lepiej niż żyłoby się w Polsce”.Na koniec, zapytany o życzenie po tygodniach medialnego oblężenia, nie wahał się ani chwili:– „Świętego spokoju”.

Jan 19, 202621 min

Ep 12671Karnowski ostrzega: Tak prawica może oddać władzę Tuskowi

Debata o przyszłości Polski coraz wyraźniej przesuwa się z poziomu bieżących sporów na pytanie o zdolność państwa do długotrwałego funkcjonowania. W rozmowie na antenie Radia Wnet Jacek Karnowski, redaktor naczelny Telewizji wPolsce24, odniósł się zarówno do sytuacji demograficznej, jak i do układu sił po prawej stronie sceny politycznej.Punktem wyjścia była diagnoza stawiana już wcześniej na antenie: Polska wchodzi w fazę głębokiego kryzysu demograficznego, który w kolejnych dekadach przełoży się na dramatyczny spadek świadczeń emerytalnych. Jednak zdaniem Karnowskiego, jeszcze poważniejszym problemem jest sposób, w jaki część elektoratu reaguje na ten kryzys politycznie.Jest większość prawicowa i ta większość, która ukształtowała się po zwycięstwie Karola Nawrockiego, ona trwa i to jest dobra wiadomość na początek 2026 roku. Natomiast rozkład głosów pomiędzy tymi trzema formacjami – dwiema Konfederacjami i Prawem i Sprawiedliwością – jest kluczowy– podkreśla.Karnowski przypomina doświadczenie tzw. Trzeciej Drogi, które jego zdaniem powinno działać otrzeźwiająco na wyborców szukających „trzeciej opcji”.Wielu ludzi z dobrą wolą zagłosowało na Szymona Hołownię, sądząc, że on będzie łączył i obniżał temperaturę sporu. Okazało się, że głosowali na podpórkę Donalda Tuska, która już nie istnieje– mówi.W podobnych kategoriach ocenia dziś część głosów oddawanych na Konfederację oraz na środowisko Grzegorz Braun.Głosując na Konfederację – obie Konfederacje – tak naprawdę nie wiemy, na co głosujemy. To nie może być wyłącznie głos emocjonalny ani głos sprzeciwu. Głos polskiego patrioty musi być również głosem za takim rządem, który udźwignie realne ciężary państwa– podkreśla.Karnowski ostro krytykuje narracje, które – jego zdaniem – rozbijają prawicową większość i pośrednio wzmacniają pozycję Donald Tusk.Te opowieści, że Morawiecki udawał twardość, a Tusk mówił miękko, a działał ostro, to są po prostu banialuki niemające nic wspólnego z rzeczywistością– ocenia.Szczególnie mocno wybrzmiewa wątek wypowiedzi negujących Holokaust, które – zdaniem Karnowskiego – uderzają bezpośrednio w polski interes narodowy.Jaki jest dziś interes Polski w negowaniu Holokaustu? Po pierwsze, podważamy niemiecką arcyzbrodnię. Tym samym przyspieszamy podważanie zbrodni na Polakach. Za chwilę okaże się, że wszystko było kłamstwem: obozy, łapanki, komory gazowe– ostrzega.Po drugie, takie deklaracje spychają Polskę na margines relacji ze Stanami Zjednoczonymi. A bez relacji sojuszniczej z USA nasza niepodległość staje się fizycznie nie do utrzymania– dodaje.Jednocześnie Karnowski przyznaje, że poparcie dla Grzegorza Brauna nie bierze się znikąd.Ja rozumiem te głosy. One wynikają z zapotrzebowania na wyraźniejszą obronę spraw cywilizacyjnych– mówi.To – jego zdaniem – sygnał także dla Prawo i Sprawiedliwość, które nie może ograniczać się wyłącznie do polityki socjalnej i inwestycyjnej.PiS nie może stać się partią wyłącznie pieniędzy, socjalu i inwestycji. Obszar tożsamości, zagrożeń cywilizacyjnych i walki z ideologiczną ofensywą musi być prowadzony w sposób wiarygodny i konsekwentny– podkreśla./fa

Jan 19, 202615 min

Ep 12670Prof. Krasnodębski: słabość Europy obnażona, Polska stoi przed testem odwagi

Europa została pozostawiona sama sobie – ocenia socjolog i były europoseł PiS prof. Zdzisław Krasnodębski, wskazując na kryzys Unii, presję USA i brak polskiej strategii w zmieniającym się świecie.

Jan 19, 202626 min

Ep 12669Port Haller przy elektrowni jądrowej. Ekspert wyjaśnia sens inwestycji

Port Haller to nowa inicjatywa Prawa i Sprawiedliwości zakładająca budowę pełnomorskiego portu Ro-Ro (czyli naczep drogowych, pojazdów kołowych oraz jednostek wojskowych) na Bałtyku. Ma on powstać w Choczewie, w bezpośrednim sąsiedztwie planowanej pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Port wypełniłby lukę w systemie transportowym i obronnym kraju.Inwestycja ma zapewnić Polsce dostęp do dwóch nowych korytarzy handlowych: bałtycko-czarnomorskiego oraz adriatycko-bałtyckiego, które – według zapowiedzi – mają być gotowe w ciągu najbliższych pięciu lat. Jednocześnie port ma pełnić funkcję bezpiecznej bramy dla przerzutu wojsk sojuszniczych NATO, pozostając poza zasięgiem rosyjskiej artylerii dalekiego zasięgu z Obwodu Królewieckiego i w obszarze działania bazy antyrakietowej w Redzikowo.O szczegółach tej koncepcji w Poranku Radia Wnet mówił Arkadiusz Szyszka, wieloletni pracownik infrastruktury portowej i energetycznej oraz analityk. Zdaniem Szyszki, kluczowe jest to, że infrastruktura portowa w Choczewie i tak powstanie – niezależnie od politycznych deklaracji.Zanim przejdziemy dalej: w Choczewie buduje się elektrownię jądrową. Żeby ją wybudować, trzeba przywieźć olbrzymie elementy konstrukcji – generatory, piece, bardzo duże gabaryty. Do tego potrzebny jest terminal. I w ramach tej budowy taki terminal już powstaje, budowany przez Urząd Morski w Gdyni– wyjaśnia.Jak dodaje, terminal oznacza w praktyce nabrzeże, falochron, drogę i linię kolejową, czyli pełną podstawę do obsługi dużych ładunków.To jest tak naprawdę nabrzeże, przy którym statek może zacumować i się rozładować, do tego falochron, żeby się nie bujał, droga i kolej. I ktoś, kto zna realia portów Trójmiasta, wpadł na bardzo dobry pomysł, bo w Gdyni od lat mamy przeładunki Ro-Ro– mówi Szyszka.https://wnet.fm/2026/01/14/port-haller-na-baltyku-nowa-brama-handlowa-i-militarna-polski/Analityk tłumaczy, że technologia Ro-Ro – czyli roll on, roll off – obejmuje nie tylko samochody osobowe, ale też naczepy, wagony, wielkie elementy infrastrukturalne czy komponenty farm wiatrowych. Problemem Trójmiasta jest jednak brak miejsca.Gdynia potrzebuje ogromnych placów składowych. Tych ładunków nie można stawiać jeden na drugim. One muszą stać obok siebie i być bardzo szybko rozładowywane. Gdynia po prostu nie ma hektarów – port jest zamknięty przez miasto– podkreśla.Zdaniem Szyszki, Choczewo daje przestrzeń, której brakuje w istniejących portach, a jednocześnie wpisuje się w europejskie korytarze transportowe łączące Skandynawię z południem kontynentu.Tu się włączają transeuropejskie projekty transportowe. Turcja, Grecja, południe Europy – tam się bardzo dużo buduje. Te korytarze mają łączyć Skandynawię z Adriatykiem i Morzem Egejskim– wskazuje.Rozmówca Radia Wnet zwraca też uwagę na aspekt militarny inwestycji.To jest port na uboczu, łatwy do ochrony. Gdyby zostawić ruch pasażerski w Trójmieście, a ładunki stricte przemysłowe i wojskowe przenieść do Choczewa, to z punktu widzenia logistyki i bezpieczeństwa to jest rewelacja– ocenia.Choć PiS jest dziś w opozycji, Szyszka przekonuje, że sama infrastruktura i tak zostanie zbudowana.On powstanie tak czy siak. Może nie będzie się nazywał Haller, ale będzie nabrzeże, będzie droga i będzie falochron. Pytanie tylko, czy ktoś to wykorzysta, czy to będzie stało i rdzewiało– mówi.Nowy port mógłby też zmienić układ sił na Bałtyku.W przeładunkach Ro-Ro liczy się czas. To żegluga krótkodystansowa, głównie kierunki skandynawskie. Będziemy konkurować z Rostockiem i innymi portami, a to oznacza realną walkę o strumienie towarów– podsumowuje analityk./fa

Jan 19, 202611 min

Ep 12668Trump i Grenlandia. Dlaczego północ stała się kluczowa

W amerykańskich mediach narasta dyskusja wokół Grenlandii, która – jak wskazują komentatorzy – stała się jednym z kluczowych punktów globalnej strategii Stanów Zjednoczonych. Tomasz Grzywaczewski, korespondent Radia Wnet w USA, podkreśla, że odbiór działań Donalda Trumpa jest w Stanach Zjednoczonych skrajnie spolaryzowany.To oczywiście zależy od tego, jakie media będziemy czytać lub oglądać. Duża część mediów nieprzychylnych obecnemu prezydentowi wskazuje, że te działania Donalda Trumpa dotyczące Grenlandii w katastrofalny sposób niszczą pozycję Stanów Zjednoczonych globalną, niszczą wizerunek USA w oczach sojuszników i prowadzą do osłabiania Paktu Północnoatlantyckiego– mówi Grzywaczewski.https://wnet.fm/2026/01/16/doomsday-nad-arktyka-ekspert-osw-grenlandia-wchodzi-do-gry-o-globalne-bezpieczenstwo/Z drugiej strony, media przychylne administracji Trumpa argumentują, że Grenlandia ma znaczenie fundamentalne dla bezpieczeństwa i interesów strategicznych USA. Chodzi zarówno o szlaki morskie, jak i nową architekturę obronną, którą Waszyngton chce budować w Arktyce.Grenlandia jest absolutnie kluczowa do zabezpieczenia interesów strategicznych Stanów Zjednoczonych. Mówimy o drogach morskich, o wybudowaniu elementów tak zwanej Złotej Kopuły – nowego systemu antydostępowego i przeciwrakietowego– wyjaśnia dziennikarz. Jak dodaje, „Donald Trump wskazywał, że duża część ewentualnych pocisków wystrzelonych z Rosji w stronę USA przelatywałaby właśnie nad Grenlandią”.Wśród argumentów pojawiają się także kwestie gospodarcze i technologiczne: złoża metali ziem rzadkich, centra danych dla rozwoju sztucznej inteligencji oraz rola Grenlandii w rywalizacji z Chinami. Krytycy Trumpa podnoszą jednak, że wszystkie te interesy można zabezpieczyć poprzez umowy z Danią, bez zmiany statusu terytorium.Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z typową dla Donalda Trumpa techniką maksymalnej presji negocjacyjnej – licytowania aż po absolutny próg bólu, a czasem nawet powyżej tego progu– ocenia Grzywaczewski.Jednym z kluczowych elementów tej gry jest reakcja Europy. Zdaniem korespondenta Radia Wnet, działania państw europejskich w oczach Amerykanów wypadają co najmniej niepoważnie.Mieliśmy szumne zapowiedzi wysyłania kontyngentów wojskowych na Grenlandię. Niemcy wysłały kilkunastu żołnierzy, którzy spędzili tam niecałe 48 godzin i wrócili do Niemiec rejsowym samolotem. To wygląda dosyć komicznie– mówi. I dodaje, że „to nie pokazuje siły Europy, tylko raczej zagranie kabaretowe”.W tle pojawia się także pytanie o realne scenariusze polityczne. Formalne przyjęcie Grenlandii jako stanu USA byłoby – jak podkreśla Grzywaczewski – niezwykle skomplikowane od strony prawnej i politycznej.Sama procedura przyjęcia nowego stanu do Unii jest niezwykle trudna. Wymagałaby zgody Kongresu i szeregu działań legislacyjnych. Być może wariantem pośrednim byłby model portorykański – terytorium stowarzyszone, ale nie formalnie będące częścią Stanów Zjednoczonych– wyjaśnia.Tymczasem zarówno Kopenhaga, jak i władze Grenlandii podkreślają, że nie zgadzają się na zmianę prawnomiędzynarodowego statusu wyspy. Jednocześnie powołano grupę negocjacyjną po wizycie ministrów spraw zagranicznych w Białym Domu. Komunikaty Waszyngtonu sugerują jednak, że rozmowy traktowane są jak negocjacje warunków „nabycia” Grenlandii.Tak jakby decyzja już zapadła, a teraz tylko dogrywamy szczegóły – czy to będzie 700 miliardów dolarów, czy bilion– zauważa Grzywaczewski. Cała strategia Trumpa – zdaniem dziennikarza – wpisuje się w historyczne wzorce amerykańskiej polityki siły./fa

Jan 19, 202625 min

Ep 12667Krucjaty radiowe. Idzi z Tuskulum

Bartłomiej Dźwigała omawia Polskę Piastowską w szerokim kontekście europejskim. Przedstawia misję Idziego z Tuskulum, rozwój organizacji kościelnej i znaczenie idei wojny świętej za panowania Bolesława Krzywoustego.

Jan 17, 202633 min

Ep 12666Między zimą, wiarą a przyrodą – Tolkieniada 17.01.2026 r.

Ryszard Derdziński omawia zimę w świecie Tolkiena, jej europejski charakter oraz związki z refleksją nad klimatem i przyrodą, nawiązując do biografii i wrażliwości ekologicznej pisarza.

Jan 17, 202615 min

Ep 12665Wiadomości z USA, lekcje historii i wielka sztuka – Tygodniowy Kalejdoskop Kuluralny 17.01.2026 r.

Mira Modelska Creech komentuje nastroje w USA wobec działań prezydenta Donalda Trumpa. Omawia też wydarzenia kulturalne organizowane przez chicagowską Polonię. Następnie łączymy się z Ryszardem Derdzińskim, który w kontekście zmieniającej się pogody przygląda się postawie J.R.R. Tolkiena wobec ekologii. Poleca też lektury na zimowe wieczory. W kolejnym odcinku Krucjat radiowych dr Bartłomiej Dźwigała omawia postać Idziego z Tuskulum, jego drogę od mnicha z Cluny do kardynała i legata papieskiego oraz rolę w przenoszeniu idei krucjatowych do Polski w XII wieku. Na koniec, prof. Jerzy Miziołek omawia życie i dzieło Stanisława Wyspiańskiego, zwracając uwagę na jego wyjątkową sztukę i liczne projekty, a także na niedawną wystawę w Krakowie i Rzymie, która pokazuje jego witraże, pastele, projekty scenograficzne i koncepcje łączące polską kulturę z tradycją antyczną.

Jan 17, 20261h 31m

Ep 12664„Polski już nie ma – my tylko mówimy po polsku”

Oddaliśmy Niemcom handel, fabryki, banki a teraz oddaliśmy wpływ na to, co jemy – mówił w Radiu Wnet Marek Jakubiak. Dodał także, że Niemcy wcale nie zakończyły współpracy z Rosją.Marek Jakubiak w piątkowym podsumowaniu tygodnia w Radiu Wnet mówił o mrozach i skutkach polityki klimatycznej, ale też o relacjach Niemiec z Rosją, sytuacji Polski w UE oraz – jak to ujął – „mąceniu” w polityce krajowej. W jego ocenie Berlin nigdy realnie nie zerwał gospodarczych kontaktów z Moskwą, a Polska oddała zbyt wiele strategicznych obszarów: handel detaliczny, część przemysłu i sektor bankowy.

Jan 16, 202629 min

Ep 12663Unia Europejska, energia i rolnictwo. Co oznaczają słowa prezydenta?

Dr Jarosław Sachajko komentuje w Radiu Wnet wystąpienie prezydenta Nawrockiego: Rosja, reparacje i UE jako „gwiazda gasnąca”. W tle spór o Mercosur i rolnictwo. Ostry sygnał do Europy. Po wystąpieniu prezydenta: Rosja, reparacje i „samobójczy kurs” UEWystąpienie prezydenta RP podczas spotkania z Korpusem Dyplomatycznym było – zdaniem dr. Jarosława Sachajki – jednym z najmocniejszych sygnałów wysłanych przez Polskę w stronę Unii Europejskiej i jej kluczowych państw. Padły słowa o Rosji, reparacjach wojennych oraz przyszłości UE.Jak podkreśla poseł i członek Rady ds. Rolnych przy prezydencie, prezydent mówił wprost, bez dyplomatycznych półtonów.Wprost powiem: ten kurs Unii Europejskiej jest samobójczy i o tym trzeba mówić głośno. Bardzo dobrze, że prezydent mówi to otwartym tekstem– mówi Jarosław Sachajko.

Jan 16, 202632 min

Ep 12662USA wprowadzają "doktrynę Donroe"? G. Masztafiak analizuje dylematy stojące przed Polską

Jakie mogą być konsekwencje wysłania wojsk na Grenlandię przez europejskie państwa NATO? To i jeszcze więcej w rozmowie z dziennikarką Radia Debata.

Jan 16, 202618 min

Ep 12661Kryzys mieszkaniowy, turystyka i zawirowania międzynarodowe - Studio Dublin - 16.01.2026 r.

W Irlandii nie ma komu pracować w budownictwie?Od dwóch czy trzech lat prowadzona jest akcja, żeby ściągnąć tych ludzi, czyli fachowców, budowlańców z powrotem do Irlandii, tak samo jak i pielęgniarki. Niestety zarówno te działania, jak i działania, które miały przyspieszyć budowę mieszkań, no spaliły po prostu na panewce i w tym momencie rząd musiał przyznać się do porażki. I oczywiście nie zrobią tego oficjalniewskazuje szef portalu Polska-Ie.com Bogdan Feręc. Piętnuje sytuację, w której roczny czynsz dla byłych urzędników państwowych mieszkających na osiedlu blisko dublińskiego Phoenix Parku wynosi ok. 4 tys. euro rocznie, podczas gdy normalny czynsz w stolicy wynosi 1,5 tys. euro, ale miesięcznie.Turystyka w Republice IrlandiiJak Taylor Swift miała koncert, to ceny na początku dochodziły do tysiąca euro w dublińskich hotelach, przynajmniej tych najbliżej miejscach, gdzie koncertowała i to jest po prostu porażające, ale w tym momencie cena za dobę to jest około 180 euro, więc muszą się Państwo przygotować na coś takiego, jeżeli chcieliby odwiedzić miasto, w którym mieszka redaktor Wybranowski. W Galway będzie oczywiście trochę taniej, bo taki sensowny hotel, nie ukrywajmy, ale sensowny hotel to jest około 120-150 euro.referuje Bogdan Feręc.Umowa UE-MercosurZdaniem współgospodarza Studia Dublin, umowa w ogóle nie powinna być podpisywana, ze względów czysto formalnych:Dla mnie to się tutaj troszeczkę nie zazębia i raczej powinniśmy najpierw pozwolić wypowiedzieć się zarówno posłom do Parlamentu Europejskiego, jak i wszystkim innym instytucjom, jakie mają na ten temat zdanie. Jeżeli to zostanie zatwierdzone, przegłosowane, wtedy podpisujemy.

Jan 16, 202628 min

Ep 12660Doomsday nad Arktyką. Ekspert OSW: Grenlandia wchodzi do gry o globalne bezpieczeństwo

Grenlandia stała się znowu gorącym tematem, gdy Donald Trump zaczął publicznie mówić o „przejęciu kontroli” nad wyspą. W Europie wywołało to nerwowe reakcje: deklaracje wsparcia dla Danii, symboliczne wizyty wojskowych planistów i dyskusję o Arktyce jako nowym polu rywalizacji. W tle jest też wojna Rosji przeciw Ukrainie i rosnąca aktywność Rosji oraz Chin w regionie. Piotr Szymański z Ośrodka Studiów Wschodnich studzi jednak część sensacyjnych narracji – i pokazuje, gdzie kończą się mity, a zaczyna realna geopolityka.Grenlandia: na mapie „wielka”, na globusie „mała” – i w obu wersjach strategicznaSzymański zaczyna od prostego sporu: mapa kontra globus. Zwraca uwagę, że na popularnej mapie Mercatora Grenlandia wydaje się ogromna, co „może być przez to wyolbrzymione”, ale dopiero globus pokazuje jej realne położenie: brama do Arktyki i północnego Atlantyku.Jednocześnie podkreśla, że znaczenie Grenlandii to nie tylko wojskowość i surowce.Grenlandia ma globalne znaczenie dla każdego z nas w sensie zmian klimatycznych– mówi, przypominając, że większość wyspy pokrywa lądolód i to właśnie jego topnienie jest jednym z głównych motorów wzrostu poziomu oceanów.W rozmowie wybrzmiewa kluczowa cezura: pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę. To – według Szymańskiego – zmienia podejście do Arktyki, bo obok tematów środowiskowych wracają wątki „militaryzacji regionu przez Rosję” i rosnącego zainteresowania Chin.Ekspert porządkuje jednak proporcje. Owszem, Chiny od lat mówią o sobie jako o „państwie okołoarktycznym”, są obserwatorem w Radzie Arktycznej i współpracują z Rosją przy żegludze i LNG. Ale w odniesieniu do samej Grenlandii Szymański jest kategoryczny: „Nie jest tak, że jest duża obecność Chin na wyspie. Wszystkie projekty górnicze chińskie upadły”, podobnie jak pomysły badawcze i infrastrukturalne. Przypomina też, że w 2018 r. chińską firmę usunięto z przetargu na rozbudowę lotnisk „pod wpływem presji amerykańskiej”.„Szlak arktyczny” jako mit: koszty, ryzyko i brak „rynków po drodze”Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy jest polemika z popularną tezą, że Arktyka stanie się wkrótce nowym Kanałem Sueskim. Szymański tłumaczy, że dziś to szlak trudny, drogi i ryzykowny: potrzebna jest asysta lodołamaczy, ubezpieczenia są kosztowne, wymagany jest wzmocniony kadłub i wyspecjalizowana załoga.I dodaje argument, który przebija się słabiej w publicznej debacie: w Arktyce nie ma „opłacalnego kabotażu”. W praktyce statek płynie „wzdłuż rosyjskich pustkowi albo grenlandzkich pustkowi”, bez dużych rynków po drodze – w przeciwieństwie do tras przez Malakkę czy Suez. W przypadku kanadyjskiego Przejścia Północno-Zachodniego, biegnącego na zachód od Grenlandii, mówi wprost: mówimy o „kilku jednostkach rocznie”.Gdy prowadzący Krzysztof Skowroński kieruje rozmowę na metale ziem rzadkich i „miliarderów”, Szymański schładza emocje: na Grenlandii działają dwie kopalnie, a duże projekty blokują warunki i opłacalność. Przypomina też, że wyspa ograniczyła nowe licencje na offshore ropę i gaz.Wspomina przy tym o „surowcowym optymizmie” po 2009 roku, gdy Grenlandia zyskała poszerzoną autonomię i prawo do samostanowienia. Wtedy liczono na skok gospodarczy i uniezależnienie od Danii, ale – jak podsumowuje – „nic z tego na razie się nie spełniło”.Dlaczego Trump „nie musi kupować” Grenlandii, żeby tam działaćEkspert OSW wskazuje paradoks: jeśli USA rzeczywiście chodzi o wzmocnienie pozycji wojskowej, to już dziś mają narzędzia prawne i polityczne, by to zrobić.Dlaczego nie skorzystają z możliwości, które stwarzają im umowy zawarte z Danią– pyta, przypominając porozumienia z 1951 r. i 2004 r. dotyczące dostępu militarnego.Szymański przypomina też skalę historyczną: w szczycie zimnej wojny na wyspie było ok. 10 tys. amerykańskich żołnierzy, dziś „250 żołnierzy w stacji radarowej w bazie sił kosmicznych w Pitufik”. I wyjaśnia, czym jest Pituffik: „część systemu wczesnego ostrzegania Stanów Zjednoczonych” przed atakiem rakietowym – element większej architektury obrony.Wątek najbardziej polityczny to sugestia prowadzącego, że Trump może chcieć Grenlandii, bo „NATO nie będzie”. Szymański nazywa to „doomsday scenario”, ale zaraz dodaje argumenty, dlaczego taki finał nie jest logiczny z perspektywy Waszyngtonu.To jest w doomsday scenario, natomiast ja bym jednak zwrócił uwagę na to, że Stany Zjednoczone i Donald Trump osobiście sporo swojego kapitału politycznego zainwestowały w NATO w ubiegłym roku, który nie był zły dla sojuszu, bo przyszliśmy od dyskusji na początku tej drugiej kadencji Trumpa, co dalej z NATO, czy NATO przetrwa Trumpa 2.0, do szczytu sojuszu w Hadze, który uchwalił bezprecedensowy wzrost wydatków obronnych.– podkreśla.Najbardziej wyraziste zdanie o nastrojach społecznych pada pod koniec: mieszkańcy Nuuk „mają zdecydowanie dosyć obecnej sytuacji” i są „zmęczeni psychologicznie” przez niepewność i powracający temat w amerykańskiej polityce. Pada też obserwacja o „desancie dziennikarzy z całego świata” – do tego stopnia, że w sto

Jan 16, 202640 min

Ep 12659Sekcja Lewacka z Jarosławem Sellinem - 15.01.2026 r.

"Najlepiej znający się na muzyce minister kultury w III RP" w audycji Mila Kurtisa mówi o obawach związanych z planowaną reformą UE, a także m.in. o roli mniejszości narodowych w polskiej kulturze.

Jan 16, 202647 min

Ep 12658Prof. Krystyna Pawłowicz: Działanie UE wobec Polski może naruszać art. 13 konstytucji

UE budując państwo europejskie pochłania suwerenne kompetencje państw członkowskich niedemokratycznymi metodami, wybiegami i pułapkami prawnymi - uważa prof. Krystyna Pawłowicz.

Jan 16, 20268 min

Ep 12655Dyrektywa budynkowa UE. Zbigniew Zieliński ostrzega przed kosztami zeroemisyjnego ciepłownictwa

Zbigniew Zieliński omawia zagrożenia związane z dyrektywą budynkową Komisji Europejskiej, której założeniem jest doprowadzenie do zeroemisyjnego systemu ciepłownictwa. Jak mówi, w osiągnięciu tego celu planowana jest termomodernizacja wszystkich budynków, likwidacja użycia paliw kopalnych do ogrzewania (z wyjątkiem biogazu i wodoru) oraz wykorzystanie odnawialnych źródeł energii do zasilania pomp ciepła oraz ciepłowni. Ta dyrektywa wymaga kolejnych gigantycznych inwestycji w otwarte, odnawialne źródła energii na poziomie 120 gigawatów. To z kolei powoduje ogromne wydatki i również potencjalne braki. Summa summarum termomodernizacja budynku według tej dyrektywy, którą fundacja SETA opublikowała i skomentowała, wyniesie 2 tysiące miliardów zł.~ ostrzega Zbigniew Zieliński i apeluje do Prezydenta Karola Nawrockiego:Pójdźmy w rozproszoną energetykę atomową, czyli elektrociepłownie atomowe i ciepłownie. Mamy już taki towar na półce, czyli amerykańskie reaktory Newscale, 250 megawattów oraz fińskie 50-megawattowe elektrociepłownie atomowej. Ta elektrociepłownia, taki atom ciepłowniczy jest prostszy od energetycznego, ponieważ tam jest niższe ciśnienie.Jak mówi gość, zastosowanie rozproszonej energetyki atomowej oszczędzi miliardy przeznaczone na termomodernizację, ponieważ dostarczane ciepło będzie zeroemisyjne z założenia. /ab

Jan 16, 202615 min

Ep 12657Przedszkole "Odkrywcy Nowego Świata" w Warszawie do likwidacji? Rodzice protestują

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Stołecznego Warszawy zapadła decyzja o zamiarze likwidacji siedmiu placówek przedszkolnych. W przypadku Przedszkola nr 36 decyzja – jak podkreślają rodzice – była faktycznie przesądzona dużo wcześniej.Nasze przedszkole zostało wybrane przez dyrekcję szpitala im. Kopernika jako budynek, który miałby się nadawać na przychodnię rehabilitacyjną - mówi Ernest Kolk z Rady Rodziców.Przychodnia w strefie zamkniętego wjazdu?Rodzice kwestionują sens lokalizacji planowanej przychodni rehabilitacyjnej. Rejon Nowego Światu, Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich ma zostać objęty strefą ograniczonego wjazdu.Rodzic z dzieckiem wymagającym rehabilitacji będzie musiał iść kilkaset metrów od parkingu podziemnego, często w trudnych warunkach pogodowychPrzedszkole z potencjałemPlacówka przy Nowym Świecie to obecnie przedszkole trzyoddziałowe, do którego uczęszcza 60 dzieci. W przeszłości funkcjonował tu także czwarty oddział.To przedszkole bez problemu mogłoby pomieścić nawet sto dzieci. Zamiast tego proponuje się nam przenosiny do placówki, gdzie dzieci jedzą posiłki w szatnidodaje przedstawiciel rodziców.Głosowanie i zarzuty o upolitycznieniePodczas sesji Rady Miasta za likwidacją przedszkoli głosowali radni Koalicji Obywatelskiej. Przeciwko byli radni PiS, Lewicy i partii Razem.Miało nie być polityki, a wyszło skrajnie politycznie. Cały klub KO zagłosował jednolicie

Jan 16, 202612 min

Ep 12656Przesłuchania dzieci w Kielnie bez rodziców. Prawnik mówi o naruszeniu standardów

Sprawa dotyczy zdarzenia w Szkole Podstawowej w Kielnie, gdzie – według relacji uczniów – nauczycielka miała wyrzucić krzyż wiszący w klasie do kosza. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Wejherowie. W ostatnich dniach doszło do przesłuchań małoletnich świadków, co wywołało sprzeciw części rodziców i ich pełnomocników.Radca prawny Wawrzyniec Knoblauch, pełnomocnik części rodzin, relacjonuje, że już sam tryb organizacji przesłuchań budził poważne wątpliwości. O planowanych czynnościach rodzice i pełnomocnicy zostali poinformowani w ostatniej chwili.Sama czynność powiadomienia o przesłuchaniu nastąpiła dzień wcześniej, w niektórych przypadkach w godzinach późnych. Ja jako pełnomocnik dowiedziałem się o tym dopiero późnym wieczorem – z dnia na dzień– mówi mecenas.Najwięcej kontrowersji wzbudziła decyzja prokuratury o niedopuszczeniu rodziców do udziału w przesłuchaniach ich własnych dzieci. Jak podkreśla Knoblauch, stoi to w sprzeczności z utrwaloną praktyką.Nie ma absolutnie zgody prokuratury na udział rodzica w czynności przesłuchania małoletniego, mimo że jest to powszechnie uznana zasada. Przepis ma zapewnić dziecku komfort psychiczny, a zastosowano go w sposób skrajnie ograniczający– podkreśla.Decyzję w tej sprawie podjęła Prokuratura Rejonowa w Wejherowie. Uzasadnienie – jak relacjonuje pełnomocnik – sprowadzało się do obawy, że obecność rodzica mogłaby wpływać na swobodę wypowiedzi dziecka.Prokuratura przyjęła, że obecność rodzica będzie wywierać negatywny wpływ, jakby istniało domniemanie nacisku czy mataczenia. To absurdalne, bo to dzieci same przyszły do rodziców wstrząśnięte tym, co wydarzyło się w szkole– ocenia Knoblauch.Podczas środowych czynności przesłuchano jedynie część dzieci. Pełnomocnik rodzin zwraca uwagę na kolejną decyzję procesową, z którą się nie zgadza.Wyrażono zgodę na obecność pełnomocnika tylko przy dzieciach z rodzin, które reprezentujemy. Przy pozostałych dzieciach nie dopuszczono żadnego pełnomocnika. To kolejna kwestia proceduralna, z którą stanowczo się nie zgadzamy– zaznacza.Zdaniem Knoblaucha w sprawie widoczny jest nieuzasadniony pośpiech, który odbywa się kosztem praw dzieci.To, że sprawa została nagle przyspieszona, nie może oznaczać pokrzywdzenia małoletnich. Zasadą jest dopuszczenie rodzica – właśnie po to, by zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa– mówi.Rodzice po przesłuchaniach – jak relacjonuje pełnomocnik – pozostają w stanie silnego napięcia i niepewności.Rodzice byli i są wstrząśnięci. Nie dostali żadnych pism, a informacja przyszła z dnia na dzień. Teraz panuje nerwowe zawieszenie – nie wiedzą, co będzie dalej– dodaje.W przestrzeni publicznej pojawiły się głosy, że nie doszło do obrazy uczuć religijnych, bo krzyż miał być jedynie plastikową dekoracją. Mecenas stanowczo temu zaprzecza.Dla dzieci to był po prostu krzyż wiszący na ścianie – nie miało znaczenia, z czego był wykonany. Próbowano nakłaniać uczniów, by same wrzuciły go do kosza. Gdy odmówiły, nauczycielka zrobiła to sama. To było dla dzieci wstrząsające– relacjonuje./fa

Jan 16, 202612 min

Ep 12655Była minister zdrowia: Mapa bezpieczeństwa porodowego w Polsce nie istnieje

Podpisane przez Ministerstwo Zdrowia rozporządzenie dopuszczające tworzenie miejsc porodowych przy SOR-ach wywołało falę niepokoju. Choć rząd zapewnia, że „Polki nie będą rodziły na SOR-ach”, w praktyce – jak podkreśla Katarzyna Sójka, posłanka Prawo i Sprawiedliwość i była wiceminister zdrowia – komunikaty wzajemnie się wykluczają.Jest to bardzo duży dysonans. Ta komunikacja jest co najmniej dziwna. Najpierw słyszymy, że kobiety nie będą rodziły na SOR-ach, a chwilę później w rozporządzeniu pojawia się zapis, że w określonych sytuacjach poród może się tam odbyć – bez lekarza, z samą położną. To jest totalny chaos– wskazuje była minister zdrowia.Zdaniem Katarzyny Sójki problem nie dotyczy jedynie jednego rozporządzenia, lecz systemowej likwidacji oddziałów ginekologiczno-położniczych w całym kraju. Posłanka wskazuje konkretne liczby i miejsca.„zacuje się, że w latach 2024–2025 zlikwidowano około 31 porodówek. W moim powiecie, w Ostrzeszowie, od stycznia zamknięto porodówkę, mimo że w ubiegłym roku było tam ponad 300 porodów. To nie jest marginalna skala– dodaje.Podobne sytuacje – jak wylicza – dotyczą m.in. Podkarpacia, Warmii i Mazur, Śląska czy Małopolski. W wielu regionach kobiety mają do pokonania ponad 100 kilometrów, by dotrzeć do najbliższego oddziału położniczego.Jeżeli weźmiemy mapę i zobaczymy, gdzie znikają porodówki, to widzimy wielkie plamy bez dostępu do normalnego oddziału położniczego. Tam pacjentki będą po prostu pozostawione same sobie– zaznacza.Sójka podkreśla, że rozumie zmiany demograficzne i problemy kadrowe, ale jej zdaniem nie mogą one odbywać się kosztem bezpieczeństwa okołoporodowego.Rozumiem, że są porodówki z małą liczbą porodów i że czasem konieczna jest współpraca z sąsiednimi szpitalami. Ale zupełnie nie rozumiem podejścia do regionów, gdzie zamyka się oddziały, nie oferując w zamian żadnego realnego zabezpieczenia– wskazuje.Najwięcej wątpliwości budzi sam pomysł porodów organizowanych przy SOR-ach.Rodzenie na SOR-ze? Ja tu bezpieczeństwa nie widzę. Trudno sobie wyobrazić poród w miejscu, które z definicji jest nastawione na medycynę ratunkową, a nie na spokojną opiekę nad rodzącą kobietą i noworodkiem– mówi była minister.Posłanka krytykuje także brak konsultacji z ekspertami i środowiskami medycznymi.W ogóle ze środowiskiem się nie rozmawia. Informacja gruchnęła, nikt nie wiedział dokładnie, o co chodzi. Ministerstwo nie pokazało mapy potrzeb, nie wskazało konkretnych miejsc, które chce zabezpieczyć– powiedziała./fa

Jan 16, 202631 min

Ep 12654100 lat Zgromadzenia Sióstr Samarytanek – niezwykła historia Matki założycielki i wystawa w Katedrze Praskiej

Siostra Margarita Bogumiła Brzozowska i Wojciech Sobolewski zapraszają na wystawę „U stóp Krzyża Chrystusowego” poświęconą 100-letniej historii zgromadzenia sióstr Samarytanek.

Jan 16, 202620 min

Ep 12653Iwona Tryfon-Wilkoszewska: Nadchodzi przełamanie w sporze o Prokuratora Krajowego

Rzeczniczka prasowa stowarzyszenia Ad Vocem Iwona Tryfon-Wilkoszewska ocenia, że wśród sędziów i prokuratorów rośnie opór przeciwko uznawaniu Dariusza Korneluka za Prokuratora Krajowego.

Jan 16, 202630 min

Ep 12652Niemcy boją się Rosji, Trumpa i własnych wyborców. Jan Bogatko: To polityka strachu

Niemiecka debata o Rosji, energetyce i relacjach z USA coraz wyraźniej przypomina – jak mówi Jan Bogatko – politykę strachu i doraźnych gestów, podporządkowaną kalendarzowi wyborczemu. Korespondent Radia Wnet zwraca uwagę, że w wypowiedziach niemieckich polityków wciąż powraca myślenie zakorzenione jeszcze w epoce pruskiej.Dla Prus Rosja była sąsiadem, więc nie dziwi to spojrzenie. Jest to nie tylko spojrzenie pruskie, ale także spojrzenie pełne strachu– podkreśla Bogatko.Zdaniem gospodarza Studia za Nysą rządzące dziś w Niemczech CDU i SPD doskonale wiedzą, że w nadchodzących wyborach mogą przegrać z AfD. Stąd próby przejęcia części jej elektoratu poprzez deklaracje o konieczności utrzymywania „dobrych relacji” z Rosją.Muszą odebrać AfD trochę głosów, więc mówią z bardzo poważną miną, jak to bardzo ważne jest, aby Niemcy utrzymywały doskonałe stosunki z Rosją. Bo przecież my chcemy handlować, handlować, handlować– ironizuje.Sprzeczności szczególnie mocno widać w niemieckiej polityce energetycznej. Kanclerz, mówiąc o konieczności budowy elektrowni gazowych, jednocześnie przyznaje, że transformacja energetyczna stała się najdroższą w Europie. Bogatko komentuje to bez ogródek:On jest za, a nawet przeciw. To jest doktryna doktora Wałęsy i on tą doktryną posługuje się na co dzień– komentował. Efekty tych decyzji odczuwalne są bezpośrednio przez obywateli. Przerwy w dostawach prądu, problemy z ogrzewaniem i realny strach przed zimą przestają być abstrakcją.Tydzień temu w Berlinie wysiadło centralne ogrzewanie, ludzie kłapali szczękami z zimna. U nas w Zgorzelcu też mieliśmy wyłączone ogrzewanie przy minus siedmiu stopniach– relacjonuje korespondent Radia Wnet.Na tym tle niemieckie reakcje na politykę Donald Trump mają – zdaniem Bogatki – charakter niemal obsesyjny. Pozytywne opinie o byłym prezydencie USA należą do rzadkości.Znalazłem pozytywny artykuł o Trumpie, w którym przedstawia się go jako osobę niespełna rozumu. To była jedyna pozytywna rzecz– mówi z przekąsem.Niepokój budzą także planowane regulacje dotyczące reklamy politycznej w internecie. Bogatko ostrzega, że pod hasłem ochrony demokracji i walki z dezinformacją może dojść do realnego ograniczania wolności słowa.Żyjemy w lewicowym państwie, w którym wolność słowa jest pisana z małej litery. Chodzi o to, żeby ograniczyć tych, którzy myślą inaczej– ocenia.Projekt nowych przepisów przeszedł już przez niemiecki rząd i trafi teraz do Bundestagu, a jego skutki – jak zaznacza Bogatko – mogą znacząco wpłynąć na kształt debaty publicznej w Niemczech./fa

Jan 16, 20269 min